czwartek, 30 kwietnia 2015

blogowacisko - po co to wszystko?

Nie wiem jak to się stało, ale stało się tak, ze minęły dwa lata od mojego blogowania. Pewnego dnia załamana własną tragedią siadłam przed klawiaturką i nastukałam tekst. Literki pchały się jedna przez drugą krzycząc:
 - Powietrza!
Było widać, ze ewidentnie duszą się. Chuchałam dmuchałam, nie dało rady. Chciały iść na spacer. Więc poszły pobłądzić w przestrzeni internetowej. Wracały do mnie, przysiadając po lewej stronie ekranu, mówiły, że ten świat wirtualny jest niesamowicie ciekawy. Tylko jedna stronka jest wciąż smutna i taka głodna.Nie było innej opcji - karmimy ją. Tak powstał blog.
Dzięki bieganinie liter dusza poczuła, ze więzy popuściły. Rozprostowała się, poskakała na jednej nodze i mruknęła:
- Ty, Arte, ty lepiej pisz.

Zakopane





Pewnego pięknego leniwego piątku, kiedy nie wiedząc czy mam czytać Murakamiego, czy jednak zając się drapaniem po tyłku, zadzwonił telefon:
- Jedziemy jutro do Zakopca?
- Jutro jedziemy do Zakopca?
- Jedziemy?
- A mamy jechać?
- Czy ty jesteś normalna?
- A jestem?



Miałyśmy jechać. Tyle, ze nie w sobotę, a za pięć godzin. Ja miałam pociąg za pięć godzin.
- Mooniek, jest sprawa. Muszę wyjechać.
- A jedź w diabły!
Więc grzecznie spakowałam się, bo co będę dyskutować i wsiadłam w pociąg.Dziewczyny odebrały mnie na dworcu. Przepakowałyśmy bagaże do auta i jazda! Do marketu po syrop na drogę. Tradycją jest, ze tył wycieczki pije, więc inaczej być nie mogło. Tył wypił. Ale nie śpiewał, choć w duszy grało. Po dotarciu na miejsce, by kierowca nie czuł się poszkodowany, trunek został rozlany. Wieczór spłynął kroplami po szkle. A dziewczyny odniosły mnie do łóżka. Takie miłe. A same poszły uprawiać jogging po schodach: góra, dół, góra, dół.

Poranek był godzinami odkryć. Plac zabaw wyzwolił w nas niesamowite emocje. Jazda konna, wspinaczka, skoki w dal, jazda główką w dół. Radość dziecięca i kawa uruchomiły fantastyczną energię.
- Ja nazywa się twój koń?
- Hm....
Nie ma to jak poranne, inspirujące pytania.
- Pamela, A Twój?
Słowa robiły za muchy, latały tu i tam pobudzając szare komórki.
- Wiem. Konstancja.




piątek, 24 kwietnia 2015

czas na kawę :P :D




Czas na kawę :)


wciąż męczę Mistrza Rysunku ćwicząc rękę w kreskach :)




- Wiesz mamo, pani mówiła dzisiaj o wakacjach, trzeba uważać na wodę, bo życie jest bezcenne, a Henio powiedział, że cenne, bo można dostać odszkodowanie, hahahaha
- Dobre, hahaha, a pani co na to?
- Zapytała się co mu po pieniądzach w trumnie, a on powiedział, że byłoby dla rodziny.

środa, 22 kwietnia 2015

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

sny i koszmary :D






- Mamo! zrobiłem pracę z religii!
- Pokaż. 




- Przepraszam synu, czy to czerwone to ja???
- Tak - odparł rozchichotany. Zabawne doprawdy.
- Synu -mówiąc to dorysowałam sobie włosy - ołówkiem swym pozbawiłeś mnie kobiecości. Ty patrz jak masz matkę swą rysować.
Po czym wzięłam ołówek i naszkicowałam.

czwartek, 16 kwietnia 2015

Być jak Leonardo

Syn przy kolacji zaczął rozprawiać na temat Leonarda da Vinci, o którym pani opowiadała w szkole.
- Mamo to chyba był najzdolniejszy człowiek na świecie:
- To tak jak mama - wtrąciła Młoda.
- Ja? Dlaczego?  - zapytałam się starając nie chichotać .
 - Rysujesz, żonglujesz, piszesz...
- Hahaha, dzięki, to miłe... - no przynajmniej na córce robię jakieś wrażenie - I o czym usłyszałeś jeszcze w szkole? - zwróciłam się do Starszego.
- Planetarium. Pojedziemy? Wiesz,że wszechświat nie ma końca. To dziwne,... Dziwne jest życie...Mamo, a jak gwiazdy mogą żyć skoro nie jedzą?
Materia, atomy, reakcje chemiczne, mózg w piętach - atrakcje z posiadania dzieci.

Inną frajdą jest zabawa klockami. Dałam porwać się. Młodzi budowali ze swoich wizji, a mi zabrakło jak zwykle wyobraźni. Posiliłam się instrukcją. I dałam radę.Coś jednak potrafię robić.



Nawet przerysować rysunek.



Ale Młoda zagięła mnie. Oto jej dzieło.














piątek, 10 kwietnia 2015

Czesio :)




wierszem

nic
już nie chcę nic
sto żyć
jedna wielka nuda
nic
nicości
wszechogarniająca pustka
i w tle dzwon
ich
żniwiarzy
a może jednak?

nadzieja
złudna
to szkło o szkło
tłuczone
przy stole

pustka



------------------------------




Siedzę. Sama. W bezruchu tak.
niczym martwy ptak.

Wpatrzona w ścianę.
Z chropowatości chcę wyczytać,
sama nie wiem co.

Lecz w zakamarkach swych, biegam.
Szalona,
z rozłożonymi rękami.
Rozwalam wszystko.
Wrzeszczę.
Jestem
tak cholernie uchlana
własnym obłędem
Demoluję.

Siebie



------------------------




 - Nie, nie, jeszcze nie zabiję siebie. Jeszcze dzieci muszę wziąć na paralotnię. Pokazać im, że pięknie tak jest latać, i ten świat taki też jest, piękny. I poproszę, by nie byli tacy jak ja. Niech żyją, bo życie to ...też piękne jest. tyle, ze... nie dla mnie. I poproszę o przebaczenie. Ich, poproszę. Chyba przebaczą mi? ...Bo ja....ale nie, nie, najpierw wezmę ich na paralotnię.








------

- napisane w trakcie obierania ogórków na obiad, nie martwić się, to tylko tekst płynacy z mrocznej duszy mej :D

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

święta, święta i psycha pogięta

Pan zmartwychwstał, zmartwychwstała rodzina. Mąż, niczym kogut wśród kur, jest jedynym facetem przy stole, reszta samców w grobie. Chciałoby się zapytać, ciekawe ile pociągnie, ale to byłoby niestosowane. Chyba. 
Śniadanie tradycyjne. Święconka, modlitwa i żart. I teściowa. I jej opowieści. Po prostu lot w kosmos, w wszechświat bzdur. Bez ostrzeżenia, bez trzymanki, Po tym jak uraczyła nas pogawędka o o żonglowaniu 12 piłeczkami oraz gadką, że facet w domu nie jest od tego, by zmywać gary, bo to jest robota kobiet, poczułam, że mam ochotę wgryźć się w jej aortę i rozszarpać ją jak Reksio szynkę. Wary podniosły mi się lekko, zęby błysnęły. Wgryzłam się nimi tyle, ze w dupę czekoladowego zajączka, ale to nie pomogło. 
Pomyślałam, że skoro krzyż się zwolnił, to pójdę się dobić, ale na szczęście potknęłam się o flaszkę. Piłam z gwoździami, w kieszeniach, z młotkiem przy boku.
Ulga przyszła na moment. I w wc także ją poczułam. Zrobiło mi  się lżej po prostu. A potem syn zarządził popołudnie autorskie czytając nam 5 części swojej historii o smoku.  W życiu są wzruszające chwile. Taka jak ta, kiedy słuchaliśmy opowieści.  Wrażliwość i poczucie humoru Starszego są niebywałe. Nie przeszkadza mu to jednak w dręczeniu siostry. Zresztą oboje nie mogą żyć bez siebie. Normalne dzieciaki z pierwiastkiem niesamowitości. 

- Wiesz mamo, zostawiłem babci maskotkę, by nie czuła się samotna, nie dobrze być samotnym w życiu. Nawet zaproponowałem cioci by sprzedała mieszkanie i przeprowadziła się do babci, ale ciocia powiedziała ze przyzwyczaiła się do swojej samotności i z babcią mogłyby się kłócić,


Miałam już podpisać zgodę na wydanie tomika wierszy, a tu nagle  łomot taki, ze pióro wypadło z ręki. Ostre walenie w drzwi wyrwało mnie  ze snu. Ktoś dobijał się do nas nie odpuszczając ani trochę. Spojrzałam na zegarek.
- Piąta ...piąta? ...o piątej tak?  - łapałam kontakt z rzeczywistością - ej, słyszysz,  to pijak pomylił drzwi?
-Yhy...
Dzwonek wciąż upierdliwie brzęczał mieszając się z pukaniem. Twardziel się trafił, cholera ...kurwa ...o piątej tak, szlag!
- Weź wstań, facetem jesteś.... - mruknęłam, nie mając ochoty wstawać. W końcu nie dawno położyliśmy się spać ...
Mooniek zwlekł się z wyra, Otworzył.
- DYNGUS!!! - krzyknął sąsiad - zalaliście mi mieszkanie...
- Naprawdę?
- Cała kuchnia, łazienka i piwnica jest w wodzie...
Weszli do kuchni:
 - O kurwa!
Nas też zalało. Akcja wykręcanych szmat została uczczona kubkiem solidnej kawy.

Potem zalaliśmy się wodą, ale w walnej bitwie z dzieciakami. Byłam dzielna odbiłam broń. Potem ją straciłam. Było mokro i wesoło. Szkoda tylko, ze pogoda nie pozwalała na szaleństwo w terenie.

Po wojnie nastała klapa - rodzinka, jedzenie i stół. Nawet wino nie ratowało przed znudzeniem.

Takich świąt nie lubię. Zatłuszczony brzuch.Gdzie jest ten wolny krzyż ???




.




piątek, 3 kwietnia 2015

z jajem





Poleję troszeczkę ...




Menszunio twierdząc, że  nie jest koniem, by pić wodę, co rusz kupuje dziwne napoje nie omieszkując mnie przy tym E- gównem częstować.
- Tfu, co to jest?  - oddałam mu szklankę z zielonym bełtem - Smakuje jak mieszanka domestosu z elmexem!
- Hm.....ale powiedz, nie czujesz leciutkiej nuty pronto?


Rano nie wiedząc jak dzieciaki ubrać, czy lżej czy cieplej, pytam się Moonka, jak człowieka, grzecznie tak pytam się:
- Ile jest stopni?
- Po dziewięć na każdym piętrze..



 Jechałam samochodem, jak zwykle spieszyło mi się. Skręciłam w bramę i zonk, Za przeproszeniem,  pizdeczka młoda idzie nie idzie, normalnie tańczy mi przed maską.  I tak oto  ona stoi niezdecydowana w tym co robi, podczas gdy mój grat stoi na ulicy wstrzymując ruch. Niewiele myśląc, co mam ostatnio w zwyczaju, rzuciłam magicznym zaklęciem : 
- Spierd*laj!! 
Dziewczę ruszyło biegiem jak młoda łania, a syn, o którym zapomniałam, dostał ataku śmiechu , aż w końcu wykrztusił z siebie: 
- To działa!!!To działa!!! Wiesz mamo, wszyscy się ciebie boja tylko nie ja! 
Nie muszę dodawać jakim wzrokiem na niego spojrzałam, wzrokiem przy którym wszyscy odpadają.  I było kabum: odpadł syn i kafelki w Tokio.



A propos przekleństw: dzieciaki niestety uwielbiają takie chwile uniesień
Przy kolacji niesfornie wdarł mi się kawałek muzyczny z "soczystym mięsem".Starszy z Młodą wpadli w śmiech, krzycząc na przemian, że to kochają i mam im puszczać. 

- Przepraszam za niewstrzelenie się w nutę. Ale tego nie będziecie słuchać, po moim trupie!
Za entuzjazm wobec hip hopu karnie puściłam im Mozarta, co córa skwitowała: 
-To jest nuda. Kompletna nuda! 


Syn zaczął pisać swoją książkę.



                                      





W późniejszych kwestiach, tak w skrócie,  smok umiera i otacza go ciemność. Ale bogowie go wskrzeszają, bo mieli ubaw z niego. Smok znowu,wali łbem gdzie popadnie, W tych chwilach pada deszcz, Są to łzy śmiechu Zeusa. Potem smok walczy z Feniksem.
A matka zastanawia się co też uczyniła synowi swemu ...



Pewnej niedzieli o siódmej rano obudziła mnie córka. Nie dość, że wstała tak wcześnie to na dodatek była już ubrana w ciuchy. Byłam w szoku, a ta, mnie w tym stanie oszołomienia, wyciąga  z wyrka, mówiąc:
- Gramy w szachy?
Gdy ja przecierałam oczy,  ona ustawiała figury na szachownicy.


To nie był sen .....To była faza wysokiego napięcia! :)




Instruktaż obsługi drzwi, czyli jak przeszłam szkolenie ekspresowe.

Dzwonię do biura domofonem:
-  Trrrrrr,
 - Piiiiiii......
A ja co? A ja nico. Stoję wpatrzona w drzwi zastanawiając się dlaczego nie otwierają się. Zepsuły się czy co?
Nagle drzwi się uchyliły.A! Super! Głowa która się pojawiła, rzekła:
- Wie pani, trzeba popchać drzwi, gdy jest sygnał ...
- Tak? Yyyyy No tak, zapomniałam, dziękuje.
:
Qrfa .



Pewnego wieczoru Młoda, pewnie przez to, ze za dużo zjadła płatków z mlekiem,  zbuntowała się.
- Nie chce spać w łóżku. Będę spać w trumnie ...
Jak powiedziała tak uczyniła po czym weszła do pojemnika ikeowskiego na pościel.


Rano pokazałam zdjęcia synowi,
- Patrz co twoja siora wyprawia!  
- Hahaha, nieźle! Młoda! Poszłaś spać w kokonie, a obudziłaś się jako motyl.
A potem i mnie uskrzydlił słowem.
- Mamo, kto by cię nie lubił ...


Syn podczas śniadania.
- Przepraszam, że muszę odejść od stołu, ale i po idę skarpetki....
Po posiłku, jak zwykle, naczynia wstawił do zlewu, zalał wodą, przy czym pouczył Młodą, ze tez ma tak robić a nie, ze mama będzie wiecznie sprzątać.

Dzisiejszego poranka byłam psem Młodej. Warczałam, szczekałam, dałam się drapać za uszkami.
- Ale mam fajnego pieska. Żartobliwy jesteś piesku, wiesz?
- Hau, hau....
A potem byłam kotkiem. 
To lepsza fucha niż być osłem wśród ludzi.














niedziela, 29 marca 2015

o wolnosci










Kiedy poznałam swojego męża, był on dość specyficznym zjawiskiem. Chodził ubrany w koszule i w spodnie na kant. Zawsze tak chodził ubrany. Jedyna różnica miedzy pracą, a czasem po pracy była taka, ze w ręku nie trzymał czarnego neseserka. I czasami nie miał założonego krawata. Łysiejąca głowa otoczona była obwódką przerzedzającej się korony włosów.
" Jak można być tak zjebanym?" - ta myśl, kiedy patrzyłam na niego, nie opuszczała mnie. Co za mega sztywniak. I gdzie go to zaprowadzi, skoro nie mając trzydziestki wygląda jak zmęczony samiec, który dobiega 50-tki?Ponadto był strasznie otyły i podobny do Flapa. Co mnie rozśmieszało. Bo ja z kolei z ta durną mordą podobna byłam do Flipa.
Mówiąc krótko: po prostu przepadłam.
A potem przepadł on.
Kiedy odezwał się był o 30 kg mniejszy i miał kupione dżinsy. I buty sportowe. I powiedział, ze chce bym była jego dziewczyną. Kopara mi opadła. Oto stał przede mną odświeżony zabytek muzealny. Bez wątpienia - bezcenny. Kto się w tych czasach pyta o chodzenie? Po prostu wpada się do łózka i tyle. W końcu to łóżko drogę życiową wyznacza.

Wiedziałam, że zostanę jego żoną. Zresztą, gdzie mam szukać faceta, który nie upije się szybciej ode mnie? To były jedyne chwile, kiedy dawałam się grzecznie prowadzić.
Zresztą po tylu wspólnych latach wciąż na palcach u rąk mogę policzyć, kiedy wracał do domu pijany w sztok. On, gdyby zaznaczał kreskami na framudze moje wszystkie wykroczenia alkoholowe to zabrakłoby framug w domu. Zawsze czekał cierpliwie na moje powroty, a rano leczył wodą, kawą, śniadaniem. Zamiast pretensji było pytanie:
- I jak było?
- Ygryhyyyy....nigdy więcej...zero alkoholu ....
- Tak, do następnej soboty ...
Jego tolerancja jest najpiękniejszym wyznaniem miłosnym,  i jak tu nie kochać kogoś kto ma tyle serca dla mnie? Wciąż na mnie patrzy tak, ze nogi same uginają się. Jego wzrok i miłość uskrzydlają mnie. I choć fruwam wciąż wracam, bo w jego oczach widzę swoje lepsze ja.
Do dzisiaj mruczy tuląc mnie mocno, ze kocha i nie puści nigdzie.
A ja mu co?
: - Muszę wyjechać, bo duszę się...
 - To jedź...


To pojechałam na północ. Zmiana klimatu bardzo mi służy.Odmładza. Człowiek musi pofruwać. Stagnacja jest nawozem dla zmarszczek. Odkrywanie zakamarków i ludzi jest najlepszą zabawą, a przecież to zabawa jest tym czynnikiem, który czyni dzieciństwo szczęśliwym. A jeszcze jak odnajduje się przyjaźń to w ogóle można tańczyć w deszczu. Nawet przy zimnym wietrze.

Wpadłam do Beaty.
- To lecimy na "Mistrza i Małgorzatę".
W teatrze przysypiałam. Zawsze warto mieć przy sobie kogoś, kto człowieka obudzi. Więc otworzyłam oczy. Sztuka naprawdę była świetnie zagrana z pomysłem. Trzy godziny minęły nie wiadomo kiedy, a człowiek wyszedł z niedosytem.

- To teraz czas na moczenie nóżek w Bałtyku.

Sopot ma jedną fajna rzecz. Swoją główną ulicę i molo.















































 - Chomiczku, nie zamoczyłam w listopadzie nóg, ale teraz owszem :):P


















Przystanek: piwo:)









I powrót nad Bałtyk :)









- Beata, dziękuje Ci za te rozmowy, kawę ...za wszystko :)







  • Przed wszystkimi podróżami: w Bieszczady, na Jukatan, do Patagonii, dookoła świata, na biegun północny, południowy, na Księżyc, na Marsa, na Wenus, dokądkolwiek, przed wszystkimi tymi podróżami – jest jedna prawdziwa podróż i absolutna: w głąb siebie.







Wciąż szukam odpowiedzi na pytania, które w moją dusze wrosły. Wciąż gdzieś mnie gna ....a oczy drogowskazem mym ...






poniedziałek, 23 marca 2015

u ortopedy :)

Idąc do ortopedy, zastanawiałam się dlaczego jestem tak głupia, ze podejmuję się tak masochistycznego kroku. Szłam na wizytę do tego łapiducha, który spieprzył artroskopię, który traktuje pacjentów jak skończony cham. Myślę, że rzeźnicy maja więcej serca dla zwierząt niż on dla ludzi. Ale nic to. Odwagi kobieto. Wyrzuci cię? to fukniesz. W końcu niczego nie chcę od niego poza informacją: dlaczego boli, więc na lajcie, jak będzie trzeba, pierdolnę ręka o blat jego biurka. No taki ze mnie wojownik, ha! A szłam, bo koleś wiedzę ma, tylko czasami coś mu nie wychodzi, ale któż nie popełnia błędów?
Weszłam do gabinetu.
- Dzień dobry, mam pytanie ..
- Skierowanie - burknął przerywając mi.
- Skierowanie? Ups... zapomniałam, czy mogę donieść?
Rzuci moją kartą na koniec biurko warcząc:
- Traktujmy się poważnie. Bez skierowania nie przyjmę.
- Aha,a do której pan przyjmuje?
- Do 12.00.
Wyszłam. Ha! Piękny wstęp. Co za typ. Przecież bez skierowania pielęgniarki nie zarejestrowałaby mnie. Ech...
- Tak szybko? - zapytała się pacjentka oczekująca na swoją wizytę.
- A jak. Zapomniałam skierowania i muszę iść do domku. Jakbym nie mogła donieść....ech...cały on.

niedziela, 22 marca 2015

jakoś tak...

Uwiodła mnie myśl o ptaku nakręcaczu Murakamiego. Wstaje on każdego dnia i swoim dźwiękiem nakręca świat. Mam jednak wrażenie, że czasami zapomina o mnie. W sumie to czuję się  jakbym była  kotem z tego opowiadania. Polazłam gdzieś i nie wiem: czy może leżę gdzieś w krzaczorach jakiś, bez oddechu, czy też może uganiam się za jakimś zwierzakiem, tak jak człowiek ugania się za marzeniami. Nieobecność nakręca poczucie nierealności, a brak nakręcenia wpędza w letarg.
Jedno jest pewne: pogubiłam się w tym labiryncie życia. A nić Adriany zamiast poprowadzić mnie ku wyjściu, splątała mnie jak mumię. Czekam. Albo pożre mnie Minotaur, albo wyrwę się z marazmu i zębami wszystko poprzegryzam.  O ile wcześniej ich nie stracę...jak swoich pazurków. Może jednak czas wygładza wszystko, jak rzeka kamienie? Może dlatego odłożyłam na półkę w księgarni  Tako rzecze Zaratustra? Nie potrzebuję idei, słów, niczego co ze świata zrobi urzekający obraz lub wręcz przeciwnie: uczyni go dziurawym butem z rynsztoka.

Dni mijają w godzinach przeciągłych. Przychodzi noc. Jak to dobrze. Czas na ukojenie. Sen. Śmierć dla świadomości. A potem znowu iluzja zmartwychwstania. Życie rozwleczone jak ścierwo na ziemi kala wszystkie zmysły swoją nieświeżością.





czwartek, 19 marca 2015

bunt

Było popołudnie. Siedziałam na balkonie. Nogi oparłam o balustradę. Wyciągnęłam się jak zebra zabita przez lwa. Słońce przygrzewało mój duży palec w dziurawej skarpetce. Zgięłam go parę razy: - " Witaj popierdolony świecie".  Uśmiechnęłam się lekko, ba! nawet przez moment poczułam się szczęśliwa (sztuka uskrzydla), ale to była chwila, ulotna chwila.

Hormony nasze produkują enzymy głodów nie do zaspokojenia, marzeń nie do zrealizowania, tęsknot nie do zagłuszenia
T. Konwicki

wtorek, 17 marca 2015

biegusiem

Biegłam. Biegłam w miejscu wpatrzona w obraz. To niewyobrażalne jakie rzeczy można zobaczyć w kanionie, który był przede mną. Widziałam śmieszne zwierzę, podobne do wielbłąda. To odkrycie mnie zdumiało, przecież tyle razy patrzyłam na to zdjęcie i widziałam tylko skały. Oderwałam wzrok i zerknęłam na zegarek. Jest źle - pomyślałam - skoro łapię oddech po pięciu minutach. Odbudowanie sprawności i mięśni będzie kosztowało mnie trochę pracy, ale w końcu co ja mam do roboty? Chyba to najlepsza opcja - ćwiczyć i marzyć. Nic więcej. I nic ponadto. Od nowa rzeźbić siebie. Nigdy na nic nie jest za późno. Wciąż biegnąc, ponownie spojrzałam na kanion. Tym razem ujrzałam twarz człowieka. Rysy były pełne zmęczenia, ostre, surowe, o! jest i nos, i tajemnicze spojrzenie...Człowiek. Sputnik. Każdy krąży po swojej orbicie. Myślami wróciłam do książki Murakamiego.

środa, 4 marca 2015

spacerkiem :P

Poszłam na spacer z Moonkiem po naszym mieście mało pięknym. Podoba mi się, ze wciąż trzyma mnie za rękę. Robi to pewnie dlatego, ze mam tendencję wpadania na różne rzeczy. Rozglądam się. Nie ma co, miasto niszczeje. Puste witryny straszą, a kolorowe reklamy zakrywają brzydotę zapuszczonych budynków. I tak patrzę na jedną z nich i patrzę:
- Kiełbasa klasztorna???? - zdziwiona przeczytałam to, co reklama głosiła.
Na co Mooniek odparował:
- A co mieli napisać? Ch..j  mnicha?

Uwielbiam tego faceta.








niedziela, 1 marca 2015

niedzielnie



Mój ojciec mówił, że życie jest księgą, którą człowiek pisze.

Sięgam po księgę ojca.
3 strony dzieciństwa, 6 stron wojny, potem już tylko 989 stron pracy.
W przypisach dwie strony miłości i niecała strona seksu.
A potem dużo pustych kartek.
Nie chcę tak.

Piotr Adamczyk





Zastanowiłabym się nad tym co robię, tudzież nad tym czego nie robię, a mogłabym zrobić, tyle, że jakoś chuj mnie to obchodzi. Poległam na codzienności. Nudzie dnia powszechnego. Zakopałam się w garnkach i praniu czasami maczając swój mózg w książce. A czasami wręcz nie wychodząc ze słowa pisanego. Ale co mnie to wszystko obchodzi?
Lepiej zaprzestać się karmić złudzeniami, ze można inaczej. Jak?

poniedziałek, 23 lutego 2015

wyrok po polsku

Weszłam do swojej sypialni a syn odkrywając kołdrę rzekł:
- WŁAŹ!
Zamurowało mnie, Lekko podniosła mi się prawa strona wargi. Z zaskoczenia i ze śmiechu.
- Słuchaj no ty,Ferdek Kiepski, nie przesadzasz? Właź?!
- Obraziłaś się - syn dostał ataku śmiechu, - nie wiedziałem że taka delikatna jesteś.
Opadłam.
Kabaret. To wróżę synowi.

poniedziałek, 16 lutego 2015

Dialogi rodzinne :)




Muzyka do kolacji :)
a Mi rzekłaby: - no no, house of ynteligencja :P:)

- Mooniek, a co to leci?
- Nie wiesz? - oburzenie w jego glosie było lekko wkurwiające.
-Wiem, ale ty powiedz.
- To powiedz.
- MÓW!
- Handel, kobieto, Handel, jak mogłaś nie wiedzieć?
\- Wiedziałam, ale wolałam upewnić się, bo jak nie trafiłabym to byłbyś gadem złośliwym.
Dzizas, wiedziałam. Jego nie mieszam z innymi. wyjątkowo.

niedziela, 15 lutego 2015

rozmyślania niedzielne :)



"Jakiekolwiek byłoby źródło mej głupoty, jeszcze się nie wyczerpało."
Kurt Vonnegut




Nie wiem dlaczego tak ciężko mi wstać i pójść pod prysznic. Godzina dwunasta, a ja wciąż tkwię w piżamie. Jakby jej zapach, ciepło wciąż trzymało w inkubatorze snu. Nie ma dnia, są marzenia senne. Zawiśniecie na pograniczu. Rozkładu własnego. Za oknem, w pierwszych promieniach słonecznych,  czai się wiosna, ale nie kusi mnie, by wyjść. Nie chce mi się nic. Tonę sama w sobie. Lubię pływać we własnych urojeniach. I w piżamie. Niestety czas nie chce zatrzymać się.
Na nic zdają się różne sztuczki, ani te misterne, ani te prostackie. Jestem tu, w kuchni swojej. W świecie, którego nie rozumie. Wyobcowanie rośnie.