środa, 21 stycznia 2015

Takie jest życie

- Co zjecie na kolację?
Młoda spojrzała na mnie i łobuzersko uśmiechając się powiedziała:
- Przecież to ty z tatą rządzicie w domu.
No proszę, pomyślałaby kto. Owszem, może i mamy władzę, ale nie nad ich talerzami. Jak zaprą się wszystkim tym, czym mogą to nie ruszą niczego na co ochoty nie mają.
Nieraz mnie trafiło i groziłam trzydniową głodówką, ale tylko  ich to ucieszyło.
Ech....

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Dzień Cudaśny

Zadzwoniła ciocia. 
- Słuchaj tam poszukują do pracy. Masz namiary i składaj dokumenty.
- A myślisz, że mi się chce?
- Pisz, a potem sobie myśl.
 - Dzięki. Przemyślę.
Myślałam pięć minut. Zadzwoniłam do matki.

można zejść ...


Odwiozłam Młodą do przedszkola. Chciałam zaparkować lekko na chodniku, jeden skręt za mocny, - BACH! autem staranowałam lampę: FUCK!. Poszła osłona od migacza i zderzak. Jak można tak zrobić? Można.....sama siebie osłabiłam. 



wtorek, 13 stycznia 2015

ujęcia ....


Obrazki rodzinne w ujęciach:)



Mooniek otworzył czekoladę, która stała się niczym padlina dla sępów. Zleciała się gromada.
- Ale słodka ...
- Jak zaraza - odpowiedziała córa.


- Kto cię kąpie? - zapyta Mooniek córki.
- Ty - odpowiedziała Młoda- wiadomo, że ty, przecież mama zmywa w kuchni.


poniedziałek, 12 stycznia 2015

łan dej :)



 - Nie będę czytał książek! -syn stanowczym głosem oznajmił mi swoje nowe postanowienie.
- Dlaczego???
- Bo jak czytam to chce mi się sikać.
Trochę zrolowało mi twarz ze zdumienia.  Hm....Konkluzja jedna mogła mi się wyrwać:
- Synu, to znaczy, ze  musisz czytać, bo jesteś posikany ze szczęścia.

niedziela, 11 stycznia 2015

:)

Jest godzina czternasta. Co zrobiłam? Przeleciałam męża w kuchni, ugotowałam spaghetti i wciąż siedzę w piżamie  czytając "Intymnie" przy kawie.

Izdebski, współautor tej książki, był moim wykładowcą. Uwarunkowania społeczne i kulturalne zachowań seksualnych zdałam na  plus cztery. Kiedyś miałam szare komórki, nie to co teraz....

Ale nad wylanym mlekiem płakać nie będę. Wzniosę wieczorem toast. Jest jak jest i pewnie lepiej nie będzie.

Seksualność człowieka zamknięta w dopaminie Miłość jak narkotyk. Nie mogę przestać....i czytać też nie.

piątek, 9 stycznia 2015

poniedziałek, 5 stycznia 2015

tekściory dzieciaków

Położyłam się na łóżku. Zamknęłam oczy i próbowałam zapaść się w nicość. Do pokoju weszła córka.
- Co robisz?
- Próbuję ogarnąć świat.
Popatrzyła na mnie lekko zdziwiona. Było widać, że mózgownica ruszyła do pracy. Wskoczyła na wyrko i kładąc się na mnie powiedziała:
- Co robisz? To co? Weżniesz łopatę, odkopiesz chmury i weźmiesz się za pana Boga?
- Yyyy .....hahahaha.....chyba wypadałoby tak zrobić.
- Mamo, a opowiesz mi bajkę?
- Jasne, którą?
- Eeeee....o Kopciuszku....nie, nie o Czerwonym Kapturku, ale wiesz tak śmiesznie.

niedziela, 4 stycznia 2015

Lądek w kadrach








klatki:)










W wędrowaniu po ulicach można odkrywać wiele cudownych zjawisk. Jak np. to suszenie skarpetek w styczniu. Niby nic, a jednak powiewają jak smutne chorągwie. Dla mnie zjawiskowe. I swojskie. Obrazek jak z wiejskiego podwórka. Zniewala naturalnością co przy nowoczesnej architekturze sterylności daje świadectwo, że istnieje jakieś życie. 






Budynek  kościoła ewangelickiego wybudowany został w stylu ekspresjonizmu nawiązującego do architektury romańskiej. Spłonął w 1999 roku i tak stojąc straszy. A szkoda.








Balkon - pułapka. Nie ma to jak nieoczekiwany atak na przechodniów. Balkon dla tych co chcą być bohaterami kreskówek.
 - Jestem Batmanem! - i fruuuuuu.
No i jak zwykle wydumane marzenia roztrzaskają się o bruk. Chlast.









Wąska uliczka tak charakterystyczna da małych miasteczek. Nie była urokliwa, ale swój małomiasteczkowy czar miała. Tunele czasu.







Biała Lądecka wije się swoim korytkiem. Ujęcie z mostu z figurą Jana Nepomucena. Pod pomnikiem mamy focię, ale wyszłam jak wyszłam, więc fotek nie wrzucam. Definitywne postanowienie noworoczne zrzucić do 10 kg.


Za to z internetu wytrzaskałam tą oto focie



Uwaga, tu się wymądrzam wiedza wyczytaną z netu :DDDD


Stojąca na moście figura św. Jana Nepomucena z 1709 r. jest w miarę dokładna kopią figury z mostu Karola w Pradze. Tyle, że, jak dla mnie,  te wszystkie pomniki  są do siebie podobne.
W każdym bądź razie ta należy do najstarszych tego typu przedstawień na Śląsku.
Aczkolwiek wyczytałam, tropiąc skąd wzięła się ta mania Jana,  że najstarszy projekt pochodzi z 1701 r i można ujrzeć go w Wierzbnej (powiat świdnicki).
Ciekawostką jest to, że sam św.Jan był kanonizowany dopiero w 1729 roku.(a beatyfikowany w 1721 przez Benedykta XIII)

Sam most (dwuprzęsłowy) jest gotyckim zabytkiem z 1565 r, a jego niezwykła odporność na działanie silnego prądu wezbranej  rzeki jest podobno efektem zastosowania jako spoiwa kurzych białek zamiast wapna.

To tutaj spotykają się turyści, zakochani, fotografowie i ci, którzy lubią karmić kaczki.

Nepomuki czyli figury Jana Nepomucena są charakterystyczne dla miasteczek Dolnego Śląska.

Dlaczego? Podobno Jan Nepomucen został patronem Habsburgów i tak oto ten skromny kanonik awansował do rangi  obrońcy cesarskiego porządku.  Jego pomniki były rzekomo manifestacją, by pokazać przywiązanie mieszkańców Dolnego Sląska do Domu  Austriackiego w obliczu pruskiej aneksji w 1740 roku. Ale do mnie to jakoś nie przemawia. W ogóle nie trafia. Jakaś bzdura.

Jan był spowiednikiem Zofii, drugiej żony Wacława IV i  utopiono go w Wełtawie zrzucając z mostu Karola, bo nie chciał zdradzić tajemnicy jej spowiedzi. Aczkolwiek być może przyczyną jego szybkiego zejścia był spór o prawa Kościoła Czeskiego, w który to został uwikłany.Nie wiadomo, ale trupem został trzymając język za zębami i koniec.

Powściągliwość słowa uczyniła go ofiarą wody więc został patronem od powodzi dlatego też jego wizerunek panuje na mostach.

Jego grób znajduje się w katederze św. Wita w Pradze ,gdzie odbywają się liczne pielgrzymki. Ale dla samej katedry warto się do Pragi przejechać. Zresztą Praga zniewala swoim urokiem. Kto jej nie widział niech nie umiera, póki nie zobaczy.

Kult Jana jako męczennika rozpropagowała szlachta czeska. Jana przedstawia się z charakterystycznymi 5, 6 gwiazdkami nad głową, które to miały wskazywać miejsce, gdzie znajduje się wyrzucone przez rzekę ciało cichego mordu.

Ogólnie za dziecka cudem uleczony, został ofiarowany przez rodziców Bogu. Jako biskup czynił wiele dobrego da wiernych. Wybrał tortury i utopienie nie chcąc zdradzić spowiedzi, choć za zdradę mógł uzyskać bogactwa.

Nepomucen jest patronem Czech, Dolnego Śląska, dynastii Habsurgów, jezuitów, spowiedników, flisaków, żeglarzy czy mostów.
A ja słyszałam, ze także zakochanych. I to tych beznadziejnie.










To ten kościół spłonał sobie w 1999 roku. Jego wieża jest charakterystycznym punktem, kiedy patrzy się z drogi na miasteczko. 
Tylko szkoda, że historia tego budynku jest taka banalna. Taka  polska - spłonęło, straszy, brak kasy, sorry.
Ale może miejscowi już jakąś legendę stworzyli, kto wie...póki co robi za tło dla śmietników.
Można byłoby opowiedzieć o duchach śmietnikowcach, które zeżarłyby wszystko, włącznie z mieszkańcami, gdyby nie to, ze szereg śmietników chroni ludzi przed pożarciem. Duchy jak wyłażą mają swoje talerze z przekąskami, znaczy śmietniki te. I tak się potrafią obeżreć, że nawet na rynku nie straszą.













Młoda zaaferowana kawałkiem lodu. W jednej rękawiczce, bo drugą zgubiła w niewyjaśnionych okolicznościach. Jak wsiadała do auta miała dwie. Jak wysiadała została jedna. W aucie przejrzanym na wszystkie strony zaginionej rękawiczki nie było. Takie czary mary po mamusi.
Mamusia tego dnia też dała rady. Po wycieczce, po krzątaninie domowej, kiedy zasiadała do stołu na kawę ze znajomymi co wpadli nieoczekiwanie, zainteresowała się nie wygodą skarpetki. Sięgnęła do stopy i bezceremonialnie zdjęła skarpetkę. Włożyła do niej dłoń i oto co wyciągnęła, niczym królika z kapelusza:



Jak można przez cały dzień chodzić mając w skarpetce skarpetkę pońszoszaną? Nie wiem. Sama siebie podziwiam.
Bo to, że zwraca mi się uwagę, że mam sweter na lewą stronę czy koszulkę cy skarpetki to norma. Ale widzę, że mój kosmos rozrasta się powoli. Może to jakaś choroba mózgu?
Tye, że hm...ja mózgu nie mam.








Zaintrygowała mnie ta krata. Czyżby to tutaj było ulubione miejsce miejscowych żuli do siusiania?





Kamieniczki rynku w stylu barokowym i renesansowym były ujmujące.
Wymarcie miasteczka także.
Pewnie połowa szalała na stokach :)


















Starszy chwycił za aparat. Jejku zrobił  nam zdjęcia. Dawno nie mieliśmy wspólnego ujęcia.




























Spanie z Furbym. A potem dziada biorę i to to się budzi i gada. Wiem, wiem bateryjki trzeba wyciągnąć.






Straszy ubrał się sam, a potem stwierdził, uhahany, że wygląda jak bracia, których ściagał Luki Lucky.







 Starszy obłowił się w nowe pozycje i chwali się siostrze.


Po czym Młoda ma ataki nauki czytania.


Mistrz i adeptka :D:P





- Mamo, ale obłędnie nudzisz :))))))





więc już nie nudzę:))))





środa, 31 grudnia 2014

Migawka and Happy New Year :D

Jestem pogubiona i zrezygnowana. To co miało mnie wzmacniać osłabia. To co mnie osłabia wzmacnia. Karuzela życia trwa. Kręciołek do porzygania. A do tego kuchenna zagadka: dodaj 15 dkg margaryny, a kostka ma 250 gram. Amerykanin  przybiłby czołem w szafkę, po czym poszedłby do McDonaldsa na kawałek sernika. A ja siedzę i obliczam. I dlaczego .......właściwie już nie wiem o co mam pytać. Nawet nie chce mi się rozmawiać z sobą. Nuda. I tak się właśnie komplikuje swoje życie. A przecież mógłby to być amerykański sen....250 gram..... eee ....to będzie 25 dkg ....no brawo, jesteś prawie jak Albert E. no genialne obliczenie!, fuck, a kiedyś mózg obejmował logarytmy, macierze, różniczki ....Przybiłam czołem w szafkę ...

- Sernik robisz? -matka weszła do kuchni - mogłam zrobić...
- Wiem, ale niech choć tyle zrobię...
Matka zerknęła do piekarnika.
- Temperaturę  chyba źle nastawiłaś....
- Chyba wszystko pierdolę, nieprawdaż?
Wyszła.

Stanęłam przy oknie z rękami w kieszeniach. Poza wzgardy. Dolna warga lekko wydęta. Kurwa przełknięta ze śliną. Monotonia mijających dni wzmaga moje poczucie wyobcowania. Coraz bardziej odlatuję od ziemi, która nie jest moją Ziemią. Intelektualnie i emocjonalnie nie ogarniam świata. Jestem żyjątkiem i czuję się jak owad w słoiku. Tłukę się sama z sobą, z myślami...powinnam opaść na dno i zdechnąć. Niestety bezsilność nie zabiera powietrza, więc wciąż oddycham. Niestety zbyt słabo oddycham, by wzlecieć do góry, i zbyt mocno, by przestać myśleć. Czartowsko-anielskie głosy płynące z góry czy tam z dołu, mówią, że takiej gnidy to się nawet młotkiem nie dobije ...
- To może motem pneumatycznym???
Cisza. To sobie pogadałam. Nie ma co mówić.

Do kuchni wszedł mężulo. Podszedł do lodówki i wyciągnął z niej prawie wszystko. Będzie celebrował jedzenie. Oto leżą porozkładane na stole:  wędliny, kiełbasy, sery i nie wiem co jeszcze. O, musztarda, ketchup, ogórki. Majonez? A mówił, że się odchudza. Zje pół bochenka chleba, beknie i wyjdzie. Facet. A ja mając napięcie lewego półdupka rzucę w jego plecy chujem niczym tasakiem:
- Do chuja pana, a myślisz, ze to ja posprzątam?
A on wiedząc, że mam napięcie lewego półdupka ryknie:
- To nie myśl tylko posprzątaj!
Więc ja znowu tym chujem, niczym tasakiem,  rzucę tym razem celując między oczy:
- A chuja!
Domowej awantury nie będzie. Trzasnąwszy drzwiami.........

.....drzwi trzasnęły. Starszy przybiegł z podwórka pytając się czy już idziemy na Wigilię.
 -Nie, no co ty, za wcześnie
- Aha.
Syn wyrwał mnie z myśli niepozbieranych. O czym ja w ogóle myślę? Myślę? Dobry żart. Pieprzyć to wszystko. Nigdy niczego nie napiszę, a zresztą zaraz opłatek, moc życzeń i buziak teściowej. Teściowa. Gdzie jest wino? Lampka na nie czucie. Małe szkiełko. Hmmmm, dobre, wyborne wręcz. Nie słodkie, z aromacikiem. Dolewka. Malutka kapka. Mniam, mniam. Dolewka, bo te posmaczek jakby w sobie coś krył. Tajemnice do rozgryzienia. Wypicia znaczy się. I z piersi wyrwało się: Przybieeeeżeeeelii do Betlleeeejem paaaastrzeeerzeeeeee........
- Nie wiesz gdzie jest mój krawat? - pytanie brutalnie przerwało mój występ artystyczny.
- A wiesz gdzie są moje majtki?
- Ale co mnie obchodzą twoje majtki?
- A co mnie obchodzi twój krawat?
Czy ja wyglądam jak plan mieszkania? Informacja jakaś? Tak, tak, wystarczy spojrzeć w oczy żony i facet wie jak dojechać do szczoteczki do zębów czy tam zatrzymać się na stacjach pośrednich.
Stacje pośrednie w życiu bywają jedynymi fascynującymi przystankami. Tak, tak, seks.
-Wiesz w pewnym sklepie widziałam interesującą rzecz. Pierścień dla facetów. Nakładasz taki pierścień na penisa, a on ma wypustki, które podobno fajnie działają na łechtaczkę.
- Kurwa! oplułem koszulę!
- Dlaczego? Jeszcze tego nie kupiłam, a ty się już jarasz.


Stół pięknie ustrojony  Z dwunastoma potrawami. Rodzina zgodnie zasiadła do uroczystej kolacji. Po czym wstała do modlitwy. Oprócz Młodej, która rozłożywszy się na wersalce mruknęła:
- Ale to jest głupie ... - i nie zamierzała wcale wstać, pomimo próśb i gróźb.
Pewnie gdyby była nastolatkiem warknęłaby:
- Pocałujcie mnie w pompkę,
ale ponieważ jest 5-cio i pół letnia dziewczynką rozpłakała się jęcząc:
- Nie chcę ....
A potem dostała kolejnego ataku płaczu, bo każdy próbował zajumać jej opłatek.
Rodzina poskładała sobie życzenia po czym zasiadła do stołu.
- A kiedy będą prezenty? - Starszy wlazł pod choinkę - Mogę?
- Proszę, wróć na miejsce. Po kolacji zobaczymy co nam Gwiazdka przyniosła.
- Jaka Gwiazdka? Tato przyniósł w reklamówce. Hahahaha, widziałem.

Młoda oszalała na punkcie Furby'ego. Na pięć minut.
- A gdzie jest piesek, któremu kość się rzuca?
Syn zaległ w książkach. Cztery tomy do serii o bogach olimpijskich i...
- Dzieci z Bullebryn? To książka dla dzieci. Nie będę tego czytał!
Wesołych Świąt!
Niech magia trwa.
Tyle, że człowiek się obżarł i cała magia zakończyła żywot w toalecie.
- Aaaaaaaaa......
- Co ci jest?
- Chyba mam skręt kiszek!
- MAMO!, ale idziemy o północy na pasterkę?
- Synu, nie wiem czy przeżyję .........

Przeżyłam. Poszliśmy. Ksiądz tak mówił, że już zgłupiałam czy to Pasterka czy Rezurekcja, tym bardziej, ze deszcz podkręcił klimat przygnębienia.

- Idź spać synu.
- Nie, idę się myć, by nie śmierdzieć.
Też poszłam pod prysznic. Co będę śmierdzieć.

Pierwszy dzień świąt swój urok stracił wraz z godziną dwunastą.
- Ja jadę do kościoła i przyjadę z mamusią na obiad.
Wyskoczyłam z wyra. W przedpokoju wpadłam na nieszczęśliwe lustro. Jak byk 5 miesiąc ciąży. Warknęłam:
- Szlag, wyglądam jakbym była w 5-tym miesiącu ciąży!
- Mamo, ale ja chcę mieć braciszka.
- To przecież masz.
 -Ale takiego małego dzidziusia.
- To se zrób, ale pamiętaj po skończonych studiach z podpisana umową o pracę.
Córka na mnie dziwnie popatrzyło i poszła pogadać z Furbym. Wybrała mądrzejsze towarzystwo.

Obiad, po obiedzie nalot pozostałej rodzinki. Śledzie i wódka. I skype.
- Wszystkiego najlepszego braciszku z okazji rocznicy ślubu.
- Wszystkiego najlepszego syneczku i kolejnych wspólnych rocznic.
- Wszystkiego najlepszego chrześniaku, oby ta miłość wasza wiecznie trwała.
- Wszystkiego najlepszego, obyś chłopie dalej wytrzymał.
Brachol, który jest o rok ode mnie młodszy, w pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia, dwadzieścia lat temu mając lat dwadzieścia wziął ślub. Big love po prostu.
- Ale tobie to tak sypianie z tą jedną kobietą to to ci się nie znudziło?
- Ale ty siora głupia jesteś.
- Ale o co ci chodzi? Dwadzieścia lat to 1/5 wieku.
Z moim bratem o bzykaniu nie pogada się. Ale za to przypomniało mi się, bo zmieniłam temat, że zaraz po jego weselu wyjechałam z grupą znajomych, w ramach spotkań wspólnoty taize, do Paryża. Nocowaliśmy u zakonników, a szampana noworocznego piliśmy na Polu Elizejskim. A tak w ogóle  to ostatnio czytałam o katakumbach i muszę wrócić nad Sekwanę. Ale pewnie nie w tym życiu.


Drugi dzień świąt też jakoś minął. Do dupy z takimi świętami. Stół i te same twarze. Niekończąca się niedziela z obiadem.
No, ale obyśmy się spotkali za rok w tym samym gronie.

 - Jutro idziecie na wesele. Masz przygotowaną kreację? - ze snu wyrwało mnie pytanie. O zasnęłam? Mam mistrza, tyle, ze dlaczego mistrzowi nie dadzą pospać?
- Kreatura nie potrzebuje kreacji. Poza tym to jest przyjecie, więc mam to gdzieś.
- Ale powinnaś jakoś wyglądać!
- Ale czy ja złe wyglądam?
Kobiety obsiadły mnie niczym wrony kawałek chleba i męczyły czczymi słowami.
W końcu zirytowana warknęłam na ciotkę i matkę, by dały mi święty spokój.
 - No ale o co ci chodzi? powinnaś kupić sobie małą czarną....
- Chyba wielką czarną i to dziurę. Dajcie mi spokój.
W ogóle nie rozumiem dlaczego rodzina ze mną rozmawia. Czy oni nie mają z kim rozmawiać czy co?

Przyszła sobota. O godzinie dziesiątej idealnie wyciąga się w łóżku. Człowiek jest wyspany, a nie zaspany.
- To na którą jest ślub w kościele? - zadałam niewinne pytanie mężusiowi.
- Nie wiem.
- Interesujące.

Zadzwonił. W końcu znowu świadkował. I znowu było jedzenie i picie, tyle, ze w otoczeniu nowych twarzy.A potem było morze wódki, morze przypływów i odpływów. Był przypływ dobrego humoru i odpływ dnia następnego, bo niedziela została zabrana z życiorysu.
- Szlag moja głowa ....
Monotonia dnia. Jak jazda dziecięcą kolejką.  Tutu , tu tu, dookoła, wciąż dookoła. Nic fascynującego. Jedynie dzieci rosną. Skoro wszystko przeżyłam to po co mam tu tkwić?
By usłyszeć - fajnie, że jesteś?
No to fajnie, fajnie to słyszeć.
Więc mówię i ja- fajnie, że jesteście, dzięki.
i przy okazji życzę Wam, 
by Nowy Rok przyniósł Wam 
wiele inspirujących zdarzeń, kapitalnych ludzi, 
którzy wniosą w Wasze życie magię i moc pozytywnych wibracji. 
Aby ten Nowy Rok był wolny od wszelkiego złego, a zwłaszcza chorób, wypadków i innych popierdzielonych przypadków. 
Cieszcie się sobą, rodziną, przyjaciółmi i miłością 
i własnymi talentami. 
Podróżujcie, kochajcie, i radujcie się życiem

Wszelkiej pomyślności!

SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!!!!


Niech zimny szampan rozgrzeje serca Wasze :D






A ja szykuję się na Sylwestra. Jedziemy na wiejską imprezkę, gdzie grać będzie kapela i niech dzieje się bosko :)













ps.  Zaniepokojonych informuje, przepraszam :P:D ze pojechałam sobie z tekstem :PPP.



wtorek, 23 grudnia 2014

Wesołych Świąt!!!:)))))))







Przybyło sobie drzewko.




Drzewko ubrało się.



Mężunia poniosło :)



Z dzieciakami stworzyliśmy to:





Np i





Życzę Wam wszystkiego co najlepsze jest,
by Wasze marzenia spełniły się,
Niech Gwiazdka Betlejemska przyniesie 
miłość i dobroć
i śmiech
Niech Święta upłyną Wam w radości
w zdrowiu i bez ości
za to w towarzystwie super gości
WESOŁYCH ŚWIĄT!!!

Bużka :D

Arte

niedziela, 21 grudnia 2014

o niebo lepiej



Syn wpadł do łóżka mego. Zaszczekałam radośnie i nosem obwąchałam jego kark lekko gryząc ucho. Gdybym miała ogon zamerdałabym radośnie.
- Mamo hahahaha ty masz mistrza w szczekaniu! jesteś prawdziwym psem!
- Hau!
Zawsze mówiłam, ze zwierze jest ze mnie i we mnie też. A jakże.

czwartek, 18 grudnia 2014

bezsenność

Nie mogę zasnąć. Nosi mnie, irracjonalny obłęd, a jednak w niewypowiedzianych myślach czai się siła co trzyma otwarte powieki. W takich chwilach brakuje mi ramion. Teraz.niestety nie ma kto mnie przytulic, więc demony debilnych myśli siadają spokojne na ciele. Na ciele, które nie jest schowane w objęciach, nie jest otulone oddechem. Obłażą mnie ze wszystkich stron. Pazurami drapią, dziobią. Masturbacja też nie pomogła, jak i wypite wino. Przybita jestem do krzyża niesprawiedliwości. 

czwartek, 11 grudnia 2014

....




Syn wrócił ze szkoły mówiąc od progu:
- Ty nawet nie wiesz jak ja cię kocham, ty mordeczko moja.
Wtulił się. Wycałował. Wow. Lubię takie powroty.
Facet naprawdę ma korbę pozytywną na moim punkcie.
- AUĆ!
- Co się stało?
- Znowu moje plecy, wiesz stara jestem...
- Jesteś młodziutka i taka chudziutka...
- Hahahaha, dobry z ciebie agent,,,buziak.
No i jak nie kochać takiego?

środa, 10 grudnia 2014

Kraków -Frombork :)

Pamiętaj, że kiedy kogoś spotykasz, jest to święte spotkanie.
Tak bowiem, jak ujrzysz drugiego człowieka, będziesz widział samego siebie, 
jak go potraktujesz, potraktujesz siebie, jak o nim pomyślisz, pomyślisz o sobie.
Nigdy o tym nie zapominaj, bo właśnie w nim znajdziesz albo utracisz samego siebie.
"Mała księga cudów"








Lubię rozpościerać skrzydła.




Czasami postać na jednej nodze.



wtorek, 9 grudnia 2014

furby


Syn wieczorem stwierdził, ze mamy zejść do piwnicy po małą choinkę.
- No bo co? przyjedzie Mikołaj i choinki nie ma, pomyśli, że jesteśmy psychopatami!
No to zeszliśmy do piwnicy. On trzymał latarkę, ja wpadłam w głębię ciemności, bo pomieszczenie, jako stara wózkownia, nie ma oświetlenia.
- No synu! świec mi tu,  bo ciemno jest jak w dupie!
Oglądam się, a on stoi. pod ścianą.
- Nie wejdę bo ktoś nas zamknie, a ja jestem za młody, by umierać ...



czwartek, 4 grudnia 2014

o Mikołaju - :)


Połamało mnie jak starą pierdołę. Zatem z czystym sumieniem wpadłam w pościel i zaniemogłam jęcząc i to okrutnie przy każdym ruchu. No niestety, ale tak się mści brak seksu przez tydzień. Porażka na całego...
 - Biedna mama. Ja ci we wszystkim pomogę - Starszy mówiąc to zaczął masować mi plecy dopytując się, gdzie dokładnie mnie boli. Święty człowiek normalnie. A świetny to na pewno. Tylko nie rano, kiedy go budzę, bo wówczas ilość much w nosie jest jak zaproszenie rąk do uduszenia marudy.


wtorek, 2 grudnia 2014

dzieciakofo :D





Starszy mnie rozwala. Ostatnio wyznał mi, że uwielbia moje poczucie humoru, zwłaszcza te, jak to określił, takie dziwne. 
- Ty jesteś taka zabawna, jesteś najlepszą mamą na świecie.
Potem tuląc się do mnie, przed snem, wyznał, że tak mógłby trwać do końca świata. 
A ja pomyślałam sobie, że jednak sławna będę, bo jak tak dalej pójdzie wezmę udział w programie: Kto poślubi mojego syna.

czwartek, 27 listopada 2014

taki weekend był :)







(z tej oto książeczki pochodzą cytaty dot formacji muzycznych)






Pewnego pięknego dnia wybyliśmy na zaprawę muzycznobrowarową. Właściwie mówiąc to ja wybyłam na piwo, a mężu z kumplem na muzę. Czekało nas parę dziwnych tworów, ale cel był jeden: Borghesia.
Ich cel, bo moim było oderwanie się od reala. Wybycie w świat szeroki. Złapanie innych atomów powietrza. 

Koncerty odbywały się we wnętrzu Starego Klasztoru, który swoimi cegłami nadawał niezły klimat, a stoliki rozmieszczone w kameralnym tonie zawierały niezwykłą aurą.