sobota, 7 września 2013

zakręcenie trwa



Zakręcenie trwa. Może jestem końcowym produktem, by nie rzec, dziełem, loda. Amerykańskiego. Hm...Nadzieja, że z wiekiem to minie i przyjdzie epoka ogarnięcia minęła, umarła, odeszła bez pożegnania, spierdzieliła. Został rozgardiasz w głowie.
Dzisiaj namiętnie poszukiwałam swojego kalendarza. Nie znalazłam. W notatkach, które znalazłam i które miałby być idealne, brakuje dat.
Wiecznie czegoś szukam. Klucze, telefon, i co się da. I czego się nie da. Na szczęście mam szczęście i  nie muszę szukać szczęścia, ale z resztą rzeczy, zwłaszcza materialnych, to tragedia wielka.

Wczoraj odebrałam syna. Zapomniał o bluzie. Wróciłam do klasy. Zamknięta. Poszłam do pokoju nauczycielskiego. Klucz zdobyty, bluza  odzyskana. Misja udana.
Poszliśmy po Młodą. Dzieciaki bawiły się na podwórku.
- Cześć Starszy - podeszłam do nas była wychowawczyni syna - i jak tam w w szkole, masz już uwagi?!
- Tak, jedną.
- Co? - zgłupiałam, zbaraniałam.
 - Bo lekcji nie odrobiłem.
- Jakiej?
- Angielskiego.
- Odrobiłeś jako jeden z nielicznych i otrzymałeś uśmiech. 
- Aha, to nie wiedziałem. To nie mam.
- Cały Starszy- skwitowała ze śmiechem wychowawczyni.


Boże trzymaj mnie, bym nie kupiła  kocyka dla synka !!!!


Wyszliśmy z przedszkola. Auto i pomknęliśmy do domku.
Pod domem zorientowałam się, że córka jest w kapciach. Nie wzięła także swojej zabawki z sali. Wow!
Geniusz podobno objawia się także w obłąkaniu. Obłąkanie jest, ale jakieś lewe. Genialne jest tylko roztargnienie. Nie udaje mi się ogarniać życiowo.

W domku Synek dostał zajawki na lepienie z plasteliny: żabka , krab, goryl, jeż, niedźwiedź, goryl. Stworzył mini zoo.









 Angry birds też musiało być.



Córka też wzięła plastelinę w swoje cudowne łapki.  I co ulepiła?



- MAMO, PATRZ - NOCNIK!!!:))))))))



- Synku, a co cię wzięło tak na plastelinę?!

- Bo w szkole mieliśmy ulepić z plasteliny plastusia,i wiesz co? ja, kumpel i kumpel ulepiliśmy ptaki z angry birds, hahahaaha pani i tak nie wie, nie zna się na tym hahahahahaha


Tak oto rodzi się przebiegłość.


czwartek, 5 września 2013

fan fun

szkoły dzień czwarty

- I jak było w szkole?! - pytam się syna
- Wiesz zaczepiali nas tacy starsi.
 - I co? zrobiłeś coś?
 - Tak
-  w tym momencie syn zademonstrował palca - pokazałem im dwa razy fuck you.
 - Co pokazałeś?!?!?!?!
- No, fuck you by spadali.
..

Tylko patrzeć jak z limem przyjdzie.....Hm, no właśnie

- Słuchaj, a jak ktoś zacznie cię bić to co zrobisz.
- Wezmę go za to  - to mówiąc chwycił mnie za barki, kiedy kucałam przed nim, udając napastnika-  kopnę z kolanka w brzuch, on pada a ja po nim skaczę......
Zapowietrzyłam się jak kaloryfer przed okresem zimowym.
- Synu, po człowieku nie skacz, bo możesz nawet zabić. Palnij raz z pięści w nochala i powinno wystarczyć. Masz prawo do obrony, nie masz prawa kogoś zaczepiać, rozumiesz?!
- Tak.
Bary, kolanko, skok - skąd on to wziął?!


- Ja chcę bajkę - zaczęła drzeć się Młoda.
- Przestań za dużo oglądasz. Babcia zaraz przyjdzie to ci poczyta.
- Ale ja chcę, proszę - i córa zaczęła płakać. No dobra, wymiękłam.
- Masz tu jedną, potem wyłącz telewizor  i po bajce pościeraj kurze - rzuciłam na koniec sucharem.


Dzieciaki zostały pod opieką mamy, a ja poleciałam na wywiadówkę. Właściwie pierwsze spotkanie klasowe.
Trwało prawie 2 godziny. Prawie zasnęłam. Nie żeby było nudno, ale tak jakoś godzinowo poczułam, że oto zjazdu czas. Co jest?! Ech, rozkminię to innym razem.
W każdym bądź razie, jak powiedziała wychowawczyni, grupa jest silna. I niezależna. Zanim kto się obejrzał to już wyczaili sklepik szkolny. I mają pretensje do pani, że jeszcze ich na podwórko nie puszcza. Wielka szkoła z gimnazjalistami? To dla pierwszaka pryszcz!
:)
Pani z angielskiego miała pretensje, że niektóre dzieci były bez książek, bez zeszytu, a jak mieli zeszyt to nie mieli zadania, że tylko nieliczni wywiązali się ze wszystkiego. Syn jest wielki, bo pamiętał o wszystkim. Już widziałam słoneczko w zeszycie. Na innych pracach też. Fajnie zaczyna się. Jest nadzieja, że syn będzie poukładanym uczniem. Na razie nie wczepia się pazurami w drzwi, by nie wyjść.

Tyle, że ja w pierwszej klasie też byłam bardzo dobra. I na tej pierwszej klasie się skończyło  hahahaha tzn było osiem klas, ale tylko ta jedna z samymi piątkami.

Pierwsza klasę ukończyłam z naszywką wzorowy uczeń. Na początku drugiej klasy zerwano mi to wyróżnienie z fartuszka.Moich dóch kumpli też spotkał ten zaszczyt obdarcia z naj-u. Za co?! Za próbę ucieczki do Afryki!
Niewiarygodne, prawda?! Tyle, że ja nawet ulicy nie opuściłam. No może trochę.

Kiedy wróciłam do domu to  przeżyłam szok. Córka pościerała kurze.
- Serio?!
- Bajka się skończyła, a Młoda zażyczyła ścierkę i pościerała, niewiele jej pomagałam.
- Ale to był żart .....

Chyba warto żartować.


Syn sam zaczął robić zadania. Nie chciał grać - chciał rysować, pisać. Spakował tornister. Posprzątał na biurku.
On lubi mnie rolować, więc poturlałam się jak drops.

- Mamo, ale ja nie umiem rysować ludzi ...
- Patrz synu jak to się robi.

I narysowałam babcię na rowerze.
Odegrałam się na synku - tym razem on poturlał się ze śmiechu.


















środa, 4 września 2013

strach





Miałam nadzieję, ze dzisiaj będzie spokojny dzień. Był, ale tylko do połowy.
Od 14.00 starałam się dodzwonić do mamy.
Nic.
Telefonu komórkowego nie odbiera. Domowego też nie.
Widocznie pojechała gdzieś.
Tak myślałam do 18.00.
Teraz nie myślę.
Wisze na telefonie, a tam wciąż cisza.
Patrzę przez okno, a okna jej są ciemne.
Takiego czegoś jeszcze nie było.
Zadzwoniłam do jej siostry, by dowiedzieć się czy coś wie.  Ciocia mieszka w innym mieście, ale dość blisko. Jej telefon komórkowy jest  wyłączony a domowego nikt nie odbiera!!!!
Tego też nie było!!!!
Zaczynam się bać.
I kluczy do mamy mieszkania nie mogę znaleźć.
To nie w stylu mamy ...

Ale jej dupsko skopię!!!!!!!!!!!

Założyłam, że "M jak miłość" ją przyciągnie do domu. Jeśli gdzieś poszła. A jak nie - to.....strach podpowiada wiele scenariuszy.

Telefon. Patrzę na zegarek - 20.40
Matka!!!
- Gdzie byłaś?!
- Zasłabłam, i zabrano mnie do szpitala...
- CO?!!!!!!! Weź, nie rób jaj.
- Ojej, poszłam do kumpeli i się zagadałyśmy.
- Jezu, umierałam ze strachu. Proszę miej telefon przy sobie, ok? I nie żartuj tak, bo to są moje żarty!
- Dobra, kończę bo "Na dobre i złe" zaczyna się.

Jutro tyłek jej skopię. Dobitnie.
Duża to dziewczyna jest i niech robi sobie co chce, byle z komórką przy dupie.

Matka przyszła, bo coś porobiło się i  antena "2" nie odbiera. Przyszła na serial.

 - A kiedyś nie było komórek i co?

- Jezu, potrzebowałam cię na gwałt, bo wypadł mi wyjazd, a potem dzwoniłam, bo nie odbierałaś. Zgłupiałam i naprawdę zaczęłam się martwić....

No kurde, przecież nie można mieć wszystkiego w dupie.


wtorek, 3 września 2013

moc syna


Wczoraj okazało się, że byłam na tyle zakręcona, ze nie odbiłam na przedszkolnym zegarze porannego wejścia córki. Bywa. Pierwszy dzień to pierwszy dzień. Adaptacja dotyczy zarówno dzieci jak i rodziców.
Dobrze, że przypomniało mi się o tym przy odbiorze :).

- Dlaczego kochanie płakałaś rano?
- Nie płakałam!
- Jak nie płakałaś jak płakałaś.Nie chciałaś mnie puścić.
Córka popatrzyła na mnie.
- Bo chciałam płakać.
- Ale fajnie było?
- TAAAK!!!!

Córa była zadowolona. Wybawiła się z koleżankami. I "jej" pani też była. I jak zwykle niedobra surówka też była.

------

Znowu budzik. Co za menda.
Poszłam budzić dzieciaki. Starszy miał już oczy otwarte:
- Mamo! a jak ktoś ma nogę zgniłą to co się robi?
- Obcina się ją inaczej mówiąc amputuje.
- A to boli?
Rozmowa nabrała tempa. Fajny temat do śniadania. Taki mięsny.

- A ja w siebie nie wierzę.
Jezu, co on dzisiaj ma?! Tak przed kawą do mnie mówić? Tak z rana?!
- To uwierz w ducha -palnęłam.
- Duchy nie istnieją.
- To uwierz w Boga.
- Boga nie ma a biblia to taka czytanka dla dorosłych.
- To uwierz w siebie. Ty istniejesz.
Popatrzył. I nic nie powiedział. Do tematu wrócę później. Jak bedzie czas. No bo co on chromoli?!

Zebraliśmy się. Zakładanie butów. Kurtek. Gdzie kurtka Starszego?!!!! Nie ma nigdzie.Ups.... Ale przecież wczoraj ją miał! Aha, już wiem:
- Synu a ty jej czasem u kolegi nie zostawiłeś, co?
- To ja miałem kurtkę?
Czy on wie na jakim świecie żyje?! Chociaż nam też wiele nie brakuje, bo nie zorientowaliśmy się wczoraj. Aj, aj, aj ...
- Miałeś. Tą sportową.
- Ano no no, miałem. To nie dawajcie mi kurtek i już!
- Jasne i co jeszcze?! Masz tu drugą kurtkę i nie zapomnij o niej w szkole.
- To nie mogę iść bez kurtki?
- Nie. Proszę, pamiętaj o swoich rzeczach.Rozumiesz?! Pamiętaj.


Odwieźliśmy dzieciaki do instytucji. Córa znowu wryła się nogami w dywan nie dając się zaciągnąć pani do sali. Bo to nie ta sala, bo to nie ta pani.
 A może to jest jakaś tradycja by przez pierwszy tydzień przepłakać parę minut?
W szkole syn miał minę kiepską. Trudno.
Po prostu wtorkowy poranek nie był idealnym porankiem ani dla dzieciaków, ani dla nas.

Zajechaliśmy do teściów.
- Cześć emerytarz - moja złośliwość i pamiętliwość nie zna granic. Ha!
- Cześć, z wami nie ma co żartować.
- Z nami można żartować, ale nie głupio gadać. 
- Słucham Miodka to wiem jak mam mówić!
 - Hehehehe zabawne.

Teściowie stali się ofiarą fałszywej umowy z firmą telekomunikacyjną. Teraz ta firma, choć sfałszowała podpis, grozi im komornikiem. Wzięliśmy to pismo i odwiedziliśmy policję jak i rzecznika praw konsumenckich. Firma straszy szukając naiwniaków co zapłacą kasę, ale to chała jest totalna skoro może tak robić. A przecież wszyscy wiedzą na jakich zasadach działa. Więc gdzie jest prawo i sprawiedliwość?!?! Chyba na usługach bandytów.
(sprawa opisana: http://arte1973.blogspot.com/2013/06/co-to-jest-masazer-gowy.html)


Rowerkowanie nogi nie zajęło mi myśli. Dopada mnie złość, niechęć, zniechęcenie strach, wkurw. Mieszanka emocji włącznie z tym, by ....
Nie dam się. Gówno. Nie dam się.
Kręcić trzeba pedałami, a nie myślami. ale myśli kręcą się koło mnie niepokojące.
Więc przez to jeszcze większy szlag mnie trafił.
Terapia?! Hm?
Wysłałam sms do kumpeli:
- Co w piątek pijemy - wódkę czy piwo?
- WSZYSTKO!
No i git.
A póki co na poprawę humoru musiała mi wystarczyć Wu-Zetka. Co za pyszny kawałek pysznego ciacha, a właściwie kremu i właściwie to ...co za pyszny odlot.

Synowi zrobiliśmy zaprawę. Odebraliśmy go nie zaraz po zajęciach, ale parę godzin później, z świetlicy.
- Gdzie masz kurtkę?
- To ja miałem kurtkę?
- No weź chłopie, a w czym przyszedłeś do szkoły?
- Ja nie wiem.
Poszłam do klasy. Klasa oczywiście zamknięta. Machnęłam ręką. Odbiorę jutro zgubę.
- To nie dawajcie mi żadnych kurtek i już - bardzo mądra myśl dopadła syna po drodze.
- Jasne a w zimie będziesz chodził bez czapki i rękawiczek.

Generalnie synowi w szkole się podoba. Fajne były zajęcia, a przerwy są nudne. I za dużo dzwonków dzwoni. Głośnych.

- Wnusiu, jak było w szkole?! - matka wpadła do nas na zapiekankę.
- Nie powiem. chodziłaś to szkoły to wiesz jak jest!
I tyle.
- Babciu - Młoda przyleciała na kolana babcine- a ja w przedszkolu powiedziałam brzydkie słowo!
- O jej, jakie?!
- Dupa jasiu karuzela,a z tyłka wyskoczyła brukselka!!!! 

Wpadł kumpel Starszego z zapomnianą kurtką.
- A ja kurtkę zostawiłem w szkole!
- O ty oszołomku jeden.

Polecieli kopać w piłkę, a Młoda zasnęła układając puzzle. Reszta rodziny też zniknęła. Stało się bezsłownie. Jaka bajera.

Kawa, muza, książka - mój czas. Niby tak niewiele, a jednak dużo.

Tak naprawdę to życie bierze coraz większych rozmach. Dzieciaki z dnia na dzień budują coraz większą niezależność, a ja zastanawiam się co los trzyma dla mnie w zanadrzu. Może w końcu coś fajnego, dla odmiany?!



poniedziałek, 2 września 2013

Siedmiolatkowie o życiu:)))





-Starszy a jak było w szkole? - zapytała się Młoda.
- 25 dni tam musieliśmy siedzieć - odparł kolega Starszego.
- W szkole jest głupio, pewnie nie będzie można rysować co się chce!
- I jeszcze jakieś czytanie religii! 
Chłopcy zaczęli się prawie przekrzykiwać.
- A w ogóle jest głupio- kontynuował kolega Starszego- bo szkoła i szkoła potem studia a potem praca. A praca to w ogóle jest głupia  i nudna, bo trzeba składać tam jakieś maszyny, by zarobić.
- No co ty- odpowiedział Starszy - w pracy przewracasz jakieś papiery i w ogóle do domu to przynosisz i piszesz, drukujesz i się wkurzasz.








dzień jak nie codzień

Dryń, dyń, dryń ...siódma, o żesz....Byłam jak cień ledwo łapiący rzeczywistość. Spać!

- Jeszcze trochę -to Starszy
- Jeszcze się wyciągnę - to Młoda.

Żadne nie wykazywało chęci opuszczenia łóżka.Oj, rozumiem, rozumiem ...
W końcu Młoda wyskoczyła, bo jednak chciała iść do przedszkola. Nawet sama ubrała się. I zamieniła się w skowronka. Radosna, uśmiechnięta, i ćwierkająca.
Za chwilę syn  wstał i też się ogarnął. A potem zawisł nad kromką. Taki był głodny. A Młoda zaczęła przebierać nogami, bo już chciała iść.

W przedszkolu, jak tylko przekroczyliśmy próg sali, Młoda wtuliła się w moją nogę i nie chciała puścić. Miłość i tęsknota za przedszkolem skończyły się. Pojawiły się łzy. I rozpacz. Pani odciągnęła córkę ode mnie i wzięła ją w swoje ramiona. Wyszłam. Wiem, ze zaraz uspokoi się, rozejrzy, znajdzie swoje koleżanki i swoją wychowawczynię. Wiem, wiem, wiem ...
Byliśmy zdziwieni, że Młoda tak zareagowała. Przecież nie mogła doczekać się, kiedy znowu zacznie chodzić do przedszkola. A tu upssssss........łzy.


Apel szkolny. Nagłośnienie standardowo nie domagające. Uśmiech pojawił się nam na ryjkach, na samo wspomnienie naszych apeli. Co to były za fajne czasy! Jak dyro cała szkolę opierdzielał. Za palenie w toaletach.

Występ artystyczny to konieczność.  Rozśmieszyła nas piosenka z refrenem-Zapamiętaj jutra nie będzie. Aż się chciało śpiewać. Hahahaha taki optymistyczny kawałek. W sam raz :)


Syn spotkał kumpli, kumple jego i powstała grupa ubrechtanych kolesi. Oj, pani to będzie miała ciężki żywot. Chyba, że znajdzie na nich sposób. Ale w sumie chłopaki są fajne i można z nimi wiele zrobić. Hm, oby.

- Dzień dobry dzieci, mam nadzieje, że wypoczęliście na wakacjach i teraz chętnie przyszliście do szkoły
- Proszę pani - wydarła się dziewczynka z pierwszej ławki - ja nie chciałam przyjść do szkoły, ale już musiałam.

Śmiech...

- Proszę pani, ale ja nie umiem czytać.
- Nic nie szkodzi.  Nauczysz się, bo od tego jest szkoła.
- A ja umiem czytać i wiem co na tablicy jest napisane!

Hahahahahaha......

- To jutro zapraszam do klasy, a na koniec rozdam wam cukierki.
- Proszę pani, ale cukier niszczy zęby. Ja już nie mogę jeść - rozległ się głos chłopca.

Hahahahahaha......

Wpadliśmy do teściów na chwilę.
- A gdzie jest nas szkolarz? - teściowej teksty podnoszą mi warę. Błysnęłam zębami. Reakcja typowo alergiczna.
-Jaki szklarz?
-Szkolarz!
- Ale co ty masz za teksty?! A może zapytaj się gdzie przedszkolaszka?! Bo chodzi do przedszkola, tak?!
- Już nic nie można powiedzieć - teściowa już strzeliła focha. To jest sztuka - głupio gadać i obrażać się na słuszne uwagi.
- Można. Ale to jest uczeń, pierwszoklasista a nie szkolarz, no ludzie.

Kawę wypiłam w domu, by do kubka, od dziwnych tekstów, nie pluć.

Ale naplułam słysząc tą rozmowę.

Syn ubierając się na podwórko rzekł:
- Ja nie umrę!
- Umrzesz - powiedział jego ojciec z przekonaniem - wszyscy umierają.
- Ale ja żyję i będę żyć.

I wyleciał trzasnąwszy drzwiami.


- Czy ty jesteś normalny? Weź facet, co to za tekst?!
- No przecież wszyscy umierają.......


No to idę po umierać z bólu mięśni. Czas na pedałowanie.









niedziela, 1 września 2013

eureka


No właśnie. Rozpoczęcie roku szkolnego, przedszkolnego, hm.....hm....hm....czerwona lampka zabłysła nie chcąc zgasnąć, ale o co chodzi?!

Po godzinie 20-stej, prasując Starszemu białą koszulę, przypomniało mi się, że to trochę łyso, by uczeń nie umiał sznurówek zawiązywać. Zazwyczaj syn miał buty na rzepy, więc jakoś ta umiejętność nie była potrzebna. Ale teraz ma buty wiązane, w których będzie śmigał do szkoły, więc wypadałoby, żeby umiał sobie je wiązać.
Kurka. Wodna.
T przeprowadził przyspieszony kurs. Po 7 minutach synek zawiązywał supełki prawie bardzo dobrze jednak przez to prawie nieoczekiwanie zwątpił:
- NIE UMIEM, NIE CHCĘ, NIE POTRAFIĘ! -wykrzyczał wybiegając z pokoju.
Jasne, bo tak najprościej.
Dałam mu czas na ochłodę klnąc sobie pod nosem. Noż kurczę pieczone, przecież to są słowa blokady, ja mu dam, kurde. Grrrr.......Jakby był osłem to rozumiem. Ale tego nie rozumiem! Tak się szybko poddać?!

Trzy wdechy, poszłam do Starszego. Strzeliłam kwiecistą mowę. Nie za długą, by się nie nakręcać. Wyszłam z pokoju zostawiając go z myślami.

W tym czasie dopadła mnie Młoda żądna pieszczot i zabawy. Sklepała mi głowę.
- Ej, nie rób tak. Co mnie tak klepiesz?
- Bo ja jestem klepiarka!
Dziecko roześmiało się, przestając jednak mnie dręczyć. Za to ja zabawiłam się w kotka pożerającego myszkę. Hahahahaha, ależ ona ma dziki śmiech, który kocham ponad wszystko.

JEST!!! JEST!!! JEST!!! Doczekałam się - przyszedł syn do nas.
- Chcę jeszcze raz spróbować.
Trzy minuty później - zwycięstwo!!!
- MAMO! PATRZ!!!
Jestem  dumna  z syna.
Małe rzeczy, a cieszą.
Mam tylko nadzieję, że z czasem upór wyprze niecierpliwość. Że cierpliwość wyprze zwątpienie.
Że potrafię zastąpi nie umiem. Że zawsze osiągnie swój cel. Albo będzie dążył. Ale nie po trupach oczywiście.

- Idę spać, bo jutro mam przedszkole - zakomunikowała nam Młoda i poszła do swojego łóżka.
My zostaliśmy z wielkimi oczami nie potrafiąc wykrztusić słowa.
Jednak było by to zbyt piękne,  gdyby było prawdziwe. Po paru minutach rozległ się krzyk Młodej:
- MAMO!!! POCZYTAJ!!!!
Wiedziałam....


Po godzinie 22- giej dopadła mnie kolejna myśl. Ha! nie ma to jak zacząć myśleć. Ale kiedyś trzeba zacząć.
Przecież jak Młoda idzie do przedszkola to musi mieć ręcznik, kapcie. I nie wiem co jeszcze, ale obuwie zmienne to postawa egzystencji przedszkolnej.
Gdzie są kapcie?! Ha! Byłoby to proste zadanie znaleźć i spakować, gdyby dzieciaki chodziły w kapciach. Ale tak nie jest.
Po kwadransie znalazłam - w maskotkach.

Nie wiem czy o czym mam jeszcze pamiętać.

Nastawiam budzik na 6.30.
Dawno nie widziałam świata o tej porze.
Koniec wakacji.



A poza tym marzę, żeby w końcu zacząć się ogarniać i przestać sobie strzelać w kolano czy też samobóje.
Arte, fuck!, zacznij myśleć!!!!!







dziki na Mierzei Wiślanej i nie tylko

dezorient


Wpadła kumpela. Z piwem.
- Jak fajnie widzieć inne twarze oprócz buziaka swojego dziecka!
- A jak fajnie usłyszeć inną gadkę niż dzieci.
Zamiast piwa zdecydowaliśmy się na wino.
Więc butelka pękła.
Dlaczego tylko anioły mają latać?!


Bo na przykład komar nie polatał. Wpadł w sieć. Pająk go zeżarł.  Tego aktu konsumpcji  dokonał  na naszych oczach. Jakaś alegoria?!
Aha, no tak, trzeba siedzieć cierpliwie, by coś dostać.

A pająka zostawiliśmy. Niech sobie tkwi pod sufitem. I mam nadzieję, że nie zejdzie, bo ja zejdę.
A póki co zejść postanowiła kumpela:

- Spadam już, bo ostatnio co od ciebie wracam to na drugi dzień długo macam się z kibelkiem.
- Skoro nie masz z kim to co ci zrobię?! 
- Weź już mam dezorient.
- Ale za tydzień browar?
- No jasne!

I super. Przecież bycie matką nie pozbawia nas prawa do bycia sobą. Równowaga musi być. I własne życie.
I czas dla znajomych,. I jak mówi przysłowie ludowe - człowiek nie wielbłąd- wypić musi. Choćby kawę. Musowo w boskim towarzystwie.
A mnie niesie już na jakiś koncert. Muszę coś sobie znaleźć. I pobujać się. Póki jeszcze mogę.



Na dezorient cierpi ostatnio Młoda. O co jej się nie pytam odpowiada:
- A mogę pomyśleć?!
- Możesz
- To pomyślę.
I zaczyna myśleć opierając na ręce swoją głowę. Ciężką głowę od natłoku myśli.

Jutro rozpoczęcie roku szkolnego. Syn idzie do pierwszej klasy.
Jakieś emocje?
Żadne.
Dziwna jestem. Trudno.
Po prostu wiem, że będzie dobrze. Bo czy może być inaczej?!

A syn? Syn też ma to w nosie. Cieszy się na spotkanie z kumplami. I słusznie.

Nie ma co straszyć, bo strachy same wyłażą ze ścian.
Mam tylko nadzieję, ze do szkoły się nie zrazi i będzie lepszym uczniem niż ja.

Synu! Powodzenia!Jak dla mnie jesteś Mistrzem! :))))))
















sobota, 31 sierpnia 2013

romantic


Będąc w dużym sklepie odzieżowym poszliśmy z T w stronę działu dziecięcych ubrań.
- Młoda, przymierz bluzkę! 
A Młodej nie ma! Starszego również! FUCK!
- T, gdzie one są?
- Nie ma ich?

- A co ja mówię, że są?!

Wokół pustka.

T pobiegł, pomimo, ze nie biega. Ja krzyczałam na sklep:
- Młoda! Starszy!
Bez odzewu.
Są! T je znalazł. Były przed sklepem. Wyszły sobie zakręcone.
- Ale numer - Starszy miał ubaw. A ja już chciałam szukać ochroniarza, niech trąbi przez megafon.

Posadziłam dzieciaki przed telewizorem w sklepie.
- Macie oglądać i zadków nie ruszać! Zrozumiano?!
- TAK!!!!
- My idziemy jeszcze zrobić zakupy a wy tu czekacie. Rozumiecie? CZE KA CIE TU!
- No nie gadaj już ...
Nie ruszyli się. Ufff....
Nie ma co dzieciaków z oczów spuszczać, choć wydaje się, że kurczaki kwoki powinny trzymać się. A jednak......brrrrrr.


To, że marudzę przy ubraniach to rzecz zrozumiała. ale kiedy T szukał żarówki do lampki to po prostu  wyniosło mnie.
No ile można?!
Przecież przy tylu żarówkach powinno oświecić!
No dobra, nie, bo żarówki są wyłączone.
Czekam przy innej półce z wybranym obrazem, podjarana jak chomik na widok muchy, a tu kolesia nie ma.
Kolesia wcięło.
Koleś dalej tkwi przy żarówkach, mimo, że minęła wieczność. Moja wieczność.
Podeszłam.
- Ile można durną żarówkę wybierać, co?
- No wiesz różne są firmy, gwinty,.....
- Przestań, masz tu osraną żarówkę i zobacz.
- Za mało watów.
- To masz wyżej 75 chyba starczy, co?

T wkręcił wybrany model i pasował jak ulał. Ha!10 sekund i żarówka była. Ale faceci lubią swoje pierdoły i tutaj czas nie ma znaczenia. Mogą stać, mlaskać, oglądać, wybierać....
A ty, kobieto stań przy półce z ciuchami i zacznij to samo to nagle czas zamienia się wartość olbrzymią.
- Jednak na coś się przydajesz -zabrzęczało za mną.
- Nooo,  w przeciwieństwie do ciebie!

Uwielbiam wymianę zdań z T.
-Wiesz może w przyszłym roku wybierzemy się na Mazury? Kajaki, namiot i takie tam. - zaczęłam sobie gadkę patrząc na program o Hańczy.
- Znajdź najpierw pracę - zaczęło się choć dopiero jestem na wypowiedzeniu.!
- Jezu,ale smuty walisz
- A ty pierdoły
- Tylko jedną, starą!

- Lubię jak spełniają się moje marzenia. Chociaż jedno moje marzenie nie spełniło się....hm... 
- Jakie?
- Miał być piękny, młody i bogaty a nie, że ty - chichoczę, czekając na strzał słowny.
- Wiesz, wszystko przed tobą. A ja też mam marzenie.
- Tak? Jakie?
- Święty spokój!
 - Hahahahaha to jednak zgrana z nas para hahahaha tylko powiedz mi czy umierasz czy się rozwodzimy?!

T jest boski. Czasami. Tyle, że to nie on pisze takich smsów


W ramionach Twoich budzić się codzień
z uśmiechem Twoim księżyc nocą witać
Czy można jeszcze więcej czegoś chcieć?
Was, zapędzonych ludzi pytam
Bo wśród codziennych tak nieważnych spraw 
Wśród gwaru miasta, który rośnie wciąż
Tak łatwo zgubić oczy pełne gwiazd
Tak trudno znaleźć czułą dłoń

Poczekam księżyc wzejdzie i gwiazdy na niebie
wskażą mi
drogę ma miła do ciebie.
Będziemy wtedy zupełnie sami
będziemy krążyć zaułkami
będziemy wróżyć z gwiazd
jak kochankowie z innych miast.

dobranoc Czarny Aniele


Fajowo no nie?! Fajowo!

Takie sms śle mi gość po paru godzinach rozmowy ze mną
. Ale mam moc, co?! buhahahahaha

Zazdroście :PPPP














prawo

Wieczorem wrócił T.
- Masz tu dzieciaki, sprzęt do złożenia a ja mykam - jak powiedziałam tak zrobiłam.
- Gdzie?
- Na wolność, chłopie, na wolność.
Wyszłam.
No ile mogę w domu tkwić?
Czasami trzeba wyjść, przewietrzyć się. Wyprostować ramiona.

W dawnych czasach wystarczył telefon, sms.
- Piwo?
I zawsze ktoś był. A teraz?! Porażka normalnie.
No niby wiadomo, rodzinka, praca, internet. Milion wymówek na zabicie spontaniczności. Życie zamiera. Zamykanie się w domu powoduje nie odwracalne uszkodzenie duszy.
Na zachodzie życie zaczyna się późnym wieczorem, a tu? Wymarłe ulice straszą.
Brrrr....

A ja muszę być.

Bo za długo to ja tkwić nie mogę. Tyle, że mnie wyniosło do matki. Szaleństwo, no nie?! Buhahaha.
W pewnym wieku zmiana tela łączy się z bólem. By mniej bolało, a mózg stał się operatywniejszy mama wyciągnęła wino. Jedno, z tych które przywiozła ze swoich wojaży. Boskie wino. Zresztą siedziała u niej kumpela.

- Wiesz ty nic się nie zmieniasz przez te lata.
- Tak? Dziękuję.

Co miałam rzec? Że wino dodaje wiadro optymizmu, i zaczyna się inaczej postrzegać świat?!
Ale to miłe. Miłe słowa są najlepszym napędem życiowym. Tyle, że ludzie oszczędzają dobre słowa, chyba po to by im nie zabrakło.

Szybciej człowiek powie coś złego niż dobrego. Nawet o sobie. Wyższość wad nad zaletami.
Yyyygggghhhhh....nieważne.

Popędziłam do domu, a T wciąż walczył ze składaniem biurka. Syn jak cień nie opuszczał go.
Pomogłam w trzymaniu szuflad, półek drzwiczek. Przecież bez pomocy żonki ani rusz ......
Na to musi być jakieś prawo, zasada. Hm ...hm....mam! Eureka!

Prawo Arte ;P :

"Bez kobiecej dłoni,
facetowi wszystko się pierdoli".



T był nieźle wkurzony. Zresztą który facet jak ma meble do złożenia nie jest? Wszystko nie tak. Nie tak mocowania, nie takie dojście.

- Dobrze, że gdzie indziej dochodzisz, hehehehe.
- Weź bądź cicho kobieto! Trzymaj prosto!
- A o czym mówicie?
- O niczym synku. Idź się w końcu myć!
- Ale ja chcę patrzeć!
- Idź się myć!

Mężuś wyszeptał, ze nawet po klnąc sobie nie może, a chyba nie wytrzyma. No i nie wytrzymał.

- Ja pierdolę!!!! - zasyczał z wielką ulgą.
- Słyszałem !!! - syn z radochą pojawił się zza pleców ojca i stanął obok.
- Przepraszam, myślałem, że już ciebie nie ma.
- Jestem.
- To już zmykaj do łazienki!

Biurko udało się złożyć. Zatem jest już wszystko, a tydzień temu nie było nic.
Można rok szkolny rozpoczynać! Tylko lampy brak. Jutro pojedziemy ....


Pojechaliśmy. Najpierw z córką na konsultację do chirurga. Dziecko, które już w genach wyniosło niechęć do lekarzy, o dziwo nie buntowało się, nie powiedziało ani jednego słowa oprócz "do widzenia:". Było grzeczne i współpracowało z lekarzem. Byłam w szoku.

Narośl ma tkwić, może sama sobie pójdzie. Zatem, ufff, obyło się bez cięcia. Za rok do kontroli, a jak będzie coś nie tak -natychmiast przyjechać. I to mi się podoba!

- Byłam grzeczna?
- Pewnie! Byłaś nie tylko grzeczna, ale i dzielna. Jestem z ciebie duma!
- A mogę gumę?!

Potem powłóczyliśmy się po sklepach. Z mojej wypłaty nie wiele zostało, ale .....to takie fajne uczucie puścić od czasu do czasu trochę szmalu. Tyle, że i tak nas to czekało, więc by nie rozmieniać się na drobne zrobiłam kumulację.

A nie znoszę robić zakupów. Męczy mnie to. Jeden sklep, dwa, a potem przychodzi rozdrażnienie. Tak naprawdę pełno jest szmat, a jak chcę kupić cholerną prostą bluzę czarna sportową z kapturem to uj - nie ma.
Albo jak jest to z logo firmy takie, że siara nosić.
I tak też jest z butami.
I o normalne spodnie też czasami trudno.
I w ogóle mam dość.
Dlaczego nie ma normalnych, prostych rzeczy?!

- Patrz! jak to możną nosić?!
- Hehehe widziałeś to? co to jest?

Nie wiem dla kogo robią niektóre ubrania. Naprawdę.

A poza tym lubię prostotę. Jako prosta kobieta.



I oto nastał  kolejny cud!!!. T nie tylko wykazał zainteresowanie, ale  i znalazł mi taką bluzę, jaką chciałam mieć. Kupiłam od razu czarną i w innym kolorze. I jeszcze jedną ...i ....dzieciakom oczywiście też....i przy kasie T opadła szczena.

- No co? W końcu nie długo będę bezrobotna. A tak otwieram szafę i mam.

Hehehehehe.........nie ma to jak sprytny plan. A zawsze musi być plan. By przetrwać. Tak jak i marzenia muszą być. By żyć.

- No chyba poszukasz pracy, co? Bo ja już cie znam. Zaraz załapiesz doła, jak łapiesz doła to chcesz wyjeżdżać, a na to już kasy nie będzie.....
- Jezu, ale smucisz, weź. Będzie jak ma być. Nie trol.


Jakoś tak wszystko przestało mnie obchodzić. Czy jak zacznę zamartwiać się to wpłynie to jakoś na los?! Tylko będzie kwach i dzieciaki będą miały przybitą marudzeniem matkę, a tak - niech uśmiech przyciąga szczęście.

W dupie wszystko mam - będzie jak ma być.


Codzienne życie jest zabawne. Tylko trzeba umieć się śmiać. Obracać w żart.
I niech lekkość bytu odwiecznie trwa.
Bo nic nie zabija tak jak ludzki jad.


















czwartek, 29 sierpnia 2013

bo porządek musi być




- Hello Kitty jest głupie - syn stanął w progu łazienki - bo tam straszą małe dzieci, ze jak nie robi się porządków to z syfu robi się potwór. A u nas w pokoju co jest?! No co? Burdel jest.

- Co ty opowiadasz? Jaki burdel? Patrz znaleźliśmy w końcu twoją skarpetkę - zawołałam szczęśliwa wyciągając ją z filtra pralki.






środa, 28 sierpnia 2013

podróże sentymentalne - Mierzeja Wiślana



fajne miejsce na odpoczynek z dzieciakami
i bez dzieciaków
można sie powłóczyć
bo w "dole" jest parę magicznych miejsc
zresztą który kawałek Polski nie jest ciekawy?!
:)


wtorek, 27 sierpnia 2013

bo trzeba mieć ...

W piątek spotkaliśmy znajomą. Gadka szmatka.
- Zamówiliście już podręczniki?
- Nie.
-To na co czekacie?!
- Nie wiem ...na cud?!
 - Słuchajcie, zamówiłam w firmie X -polecam, najtaniej wychodzi i właśnie czekam na paczkę. Oby zdążyli.
- Aha, no widzisz to teraz może zamówimy. Jak mamy cynk, gdzie najtaniej, hahahaha
Hahahahahah.....
No właśnie, na co czekaliśmy?!
Więc w końcu zamówiliśmy.
Dzisiaj obudził mnie jeden kurier. Potem drugi. Wszystko po 9.00. Spania nie mają cholera?!
Są książki, fotel. Czekamy na biurko.
- Synku, niedługo idziesz do szkoły.  
Tekst Starszego?
- Szkoła jest głupia.

I tak znajomi oświecają mnie dalej, bo ja jak zwykle nic nie wiem, to już wiem, że rozpoczęcie roku szkolnego rozpoczyna się mszą świętą.
- Co?! To żyjemy w państwie watykańskim?
- Idź diable do kościoła, przyda ci się.
- Spierdzielaj... a o której?
- W niedziele powiedzą na mszy ...
- Oooo to szkoła ma radio watykan? hahahaha, ok, to puść mi sms

- Synek rozpoczęcie roku szkolnego zaczyna się od mszy!
Tekst Starszego?
- Kościół jest głupi.


7 lat to podobno magiczna liczba, ale nie wytrzymałam, musiałam poszukać rys psychologiczny dzieci w tym wieku, bo Starszy mnie przeraża. Malkontent. Zmęczony, znudzony i w ogóle co mu jest? ...czytam, czytam i , noż blaszka,wszystko jest w normie.
To są marudy! Oj....


- Nie będę tego jadł. To jest okropne, ohydne - słowa doleciały szybciej niż mówiący. W ten sposób syn wyraził dziką radość na wieść, że kochana mamusia zrobiła syneczkowi jego ulubioną pomidorówkę . I to z ryżem.
Wzbogacona o wiedzę, bez większych emocji skwitowałam:
- Spoko, skoro tak mówisz.





Po 10 minutach wywracania oczami zjadł. Masaż oczny chyba poprawia pracę żołądka.


Pojechaliśmy w trasę. Klęłam pod nosem, bo moim szrotem to tak stówę można pociągnąć, ale więcej to już akt samobójczy. Płytka Moby'ego (18) dawała radę. Fajnie się jeździ.

https://www.youtube.com/watch?v=xAh6fk0KD1c&list=PL7C7E1507747F9865

Tyle, że jak słyszałam In my heart to miałam ochotę szukać telefonu. Długo miałam taki dzwonek. Odruch Pawłowa. Hau!

-Ty wiesz mamo, że tym żelastwem to już w zakręt 130 nie weszłabym, bo drzewo byłoby murowane - stwierdziłam oburzona pijąc kawę z matką.
-Ty chyba oszalałaś a kto przy takiej prędkości wchodzi w zakręt?!
- No kurde, jak masz dobre auto, a zakręt nie zawijak to wiesz.....
Wysłała mnie do diabła.

Ale poszłam do fryzjera.
- Chcę się obciąć, bo dostaję depresji od tej fryzury. Najlepiej na łyso.
- Hahahaha, oj nie nie nie, już ładnie odrastają. Przytniemy, ścieniujemy i będzie dobrze.
- Skoro pani mówi to niech pani tak robi. Wszystko mi jedno tylko niech już tak nie wyglądam. bo naprawdę oszaleję.
Lekka poprawa jest,ale to nie jest to ....daję włosom miesiąc- może się ogarną?!


Potem wkręciłam sobie niezły makaron na uszy. Zawsze demony niepokoju muszą w nocy przyleźć i dręczyć duszę. Ale co tam - otwieram piwo, puszczam muzę.
Niech się świat pie....  no dobra, goni.

Świat jest prosty, gdy wiadomo kto jest wróg, a kto przychylny. Natomiast dwulicowe gnojki zabierają oddech. Sztuka jest rozmawiać z takimi ludziakami.  Nie wiesz, czy walnąć z ręki czy śmiechem.
Dla mnie to za dużo.

Ja mam downa. Seryjnie. No bo nie dość, ze mam pozytywny stosunek do ludzi to jeszcze zawsze mówię prawdę. Dla takich ludzi to siedzenie w domu a nie społeczeństwo. Ale dryfuję, dryfuję ...

Heheheh, hm....jeszcze 10 lat i może obetonuję swoją dusze do końca.

Wczoraj czułam powera i nie dam sobie tego zabrać. Choćbym piła przy rozkładającym się gównie.
Dobre życie jest kwestią priorytetów.
Mój to rodzina. A reszta?! Tylko rozum może odebrać, a ja nie chcę głupieć do reszty.

A potem pójdę spać na bezczelnego, do jednego z dzieciaków, i chowając nos w karku odlecę szczęśliwa.

Bo naprawdę po tylu miesiącach wychodzę z ciemnej dupy, no może jeszcze tkwię tam jedną nogą i to może nawet głęboko (bo podobno wciąż wymagam rehabilitacji, bo okres wypowiedzenia) ale powoli odzyskuję siebie.
Tą lekkość, ten humor i wyjebanie na wszystko.

Bo trzeba mieć odwagę by żyć.
I charakter by śmiać się.
I duszę, by zrozumieć.
I serce, by przetrwać.

Amen









sentymentalne podróże - morze bo może :)

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

big słofa




Rozmowy  prowadzone  z synem w łazience mają moc. Wyjątkową moc.
- Mamo, a jak byłem u dziadków to używałem brzydkich słów....
- Fajnie, ze się przyznałeś. Dzięki.
Hm...brzydkie słowa?!!!
- A jakie słowa mówiłeś?!
- No wszystkie brzydkie jakie znam.
- Aha.  - strach zajrzał mi w oczy - Czyli jakie?
- Nooooooo  - syn zamyślił się - nie pamiętam, no wszystkie oprócz kibel i idiota.



Oglądamy z córką zdjęcia z moich wypadów. Z wypadów sprzed paru lat.
- A kto to jest?!
- No jak kto? JA!
- Dlaczego byłaś taka odlotowa? Dlaczego byłaś taka super?


Hahahahaha, ja z nimi nie wytrzymam.




Na dobranoc puściłam Hello Kitty.
I co? Cytuję! :)

NIE ROZPAMIĘTUJ TEGO CO BYŁO, TYLKO NAPRAW CO MOŻESZ.
KAŻDY DZIEŃ TO NOWA SZANSA





Dobranoc :)

















love

- Mamo, ja chce do przedszkola!

- Już się stęskniłaś?
- TAAAAK !!!! i śniło mi się, że jestem w przedszkolu.
- O! I co tam robiłaś?
- Nic. Nudziłam się.


- Maaaamoooo!!!, a Starszy powiedział, ze jestem głupkowata!
- Synu?!
- Nie powiedziałem tak!
- A jak?
- Powiedziałem, że ma głupkowate myśli. Bo tylko Hello Kitty i Hello Kitty......


Zajechaliśmy do teściów. Raz na jakiś czas muszę wpaść, by nie było. Teściu wyciągnął wino. Dobre wino. Sam się chyba musiał napić z wrażenia, ze przyszłam, hahaha.
Wino okazało się pyszne. I zwalające. Dostałam 5 litrów czarodziejskiego napoju. Naprawdę ma moc, po szklance zaczyna się mówić w języku elfickim.
Zatem informuję wszem i wobec, że za drzwiami od kuchni stoi niezły arsenał. Chyba normalnieję w końcu. Ostatnio  kumpela  stwierdziła uchylając drzwi:

- Co tu tak pusto? Na psy upadasz?!
I musiałyśmy lecieć do sklepu po piwo.
Więc zapas jest, więc wracam po woli do formy. Wypowiedzenie z pracy mam. I czuję się szczęśliwa. Witaj wolności!
Po tylu latach siedzenia w bagnie i duszenia duszy czas na rozkwit. Genialną myśl. Własną drogę.
Ale ja nie o tym....bo to nuda. Szarość życia.


Więc siedzimy u teściów, wino uwalnia luźną gadkę, gdy nagle teściowej przypomniało się, by T przejrzał stare papiery ze swojego pokoju.
T wszedł do garażu. Zagrzebał się. A my siedzieliśmy paplając. Nagle rozległ się śmiech. T wyszedł popłakany.

- A tobie co? Kurz opadł i robi za szare komórki, czy co?
- Nie, znalazłem twoje listy do mnie Ahahaahahahahahaha, czytaj.
Zapadłam w lekturę. Popłakałam się też. Ze śmiechu.

- Niezła z ciebie wariatka, co?
Ale w oczach ukazał się błysk.

- No co? ależ kochanie, wciąż ciebie kocham.
Grrr, ech tego wina moc :P


W rozmowę wtrąciła się teściowa:
- Przepraszam, ale pozwoliłam sobie raz przeczytać jeden wiersz i bardzo mi się podobał.
- Biblię czytaj, a nie czyjeś listy.

Wiem, wiem, wstręciuch ze mnie niepoprawny politycznie.



Po powrocie do domku czytaliśmy razem. Na głos. Bez sagi, ale przy hiszpańskim piwie. I to było coś. Nie, ze piwo tylko te słowa zachowane na papierze. To było jak odnowa. Jakby wstąpiła w nas nowa siła. Tyle w tych listach było zawartych emocji. I spraw. Zapisana historia  miłości. Niesamowite. Nic dziwnego, ze chłopa w końcu na kolana powaliło :P
Jezu, naprawdę miałam fioła na jego punkcie. No dobra, mam. Bo nie zmieniło się nic.
I gdzie ja to byłam, ze mnie nie było?! Hm...?

I uśmiecham się, bo nie mogę, hahahahahahahaha.
Może któregoś dnia wrzucę na bloga wyrywki, a co tam :)


W każdym bądź razie chowamy te listy, karteczki, fiszki  głęboko. Na pamiątkę. Bo to naprawdę było kapitalne, cudowne i zabijające, hahahaha.



Upływający czas wszystko wciąż rzeźbi nadając wszystkiemu nowy kształt.

A zapisane słowa będą trwać.

A słowa są karmą dla duszy.

A dusza niech rozkwita.

Tak, by na trumnie zakwitły czerwone róże.

T, dziękuję ci za wszystko. :)





























niedziela, 25 sierpnia 2013

podróże syntymentalne - Riese i Wielka Sowa - foto

Od 1943 roku w rejonie Gór Sowich Niemcy prowadzili zakrojone na szeroką skalę i z ogromnym rozmachem prace budowlane pod wspólnym kryptonimem "Riese" ("Olbrzym").

Budowa nie została nigdy ukończona, a jej pozostałością jest szereg podziemnych kompleksów i budowli naziemnych do dziś owianych mgłą tajemnicy co do ich przeznaczenia.

Niezwykłość tych obiektów od lat przyciąga w rejon Dolnego Śląska rzesze badaczy i poszukiwaczy przygód.

Przez dziesięciolecia możliwość podziwiania ogromu pracy, jaką włożono w drążenie kilometrów tuneli w litej skale kosztem tysięcy istnień ludzkich była dostępna tylko nielicznym śmiałkom.
(tekst, internet)

Mi brakuje słów na to co widziałam. Masakra ... To dzieło ludzkich rąk.

Koszmar wojny jest nie do opisania, a ludzka potworność nie zna granic.
Niestety, patrząc na to - człowiek nie brzmi dumnie. Aczkolwiek jakby nie patrzeć, człowiek potrafi wiele.



podróże sentymentalne -spływ kajakowy :)

Czym skorupka za młodu .......:)


Ulubione książki Starszego. Nie boi się po dzień dzisiejszy. Ogląda filmy i nic. Bo to fikcja.
A ja skaczę, drę się i nie mogę. Nie oglądam horrorów.
To niesprawiedliwe!!!!!!!!!!!!!