wtorek, 20 sierpnia 2013

ślimakowo-jesiennie


 Cały dzień był szary i bury i padającosiapiący. Dzieciaki tym razem nie odmówiły pójścia na spacer. Wręcz przeciwnie - chętnie wyrwały z domu. Nie wiem jaką logiką się posługują, ale co tam - wyszliśmy i to było ważne.


Kasztanowce są teraz niczym drogowskazy - idziemy proszę państwa ku jesieni.
I tą aurę czuło się w powietrzu. Odchodzące wakacje. Od nowa nastanie szara codzienność. Praca, przedszkole, szkoła - gonitwa z czasem.
A póki co niech się dni wloką  jak te ślimaki, które spotykaliśmy po drodze.








Praca no cóż. Za długo nie popracuję. Czekam na wypowiedzenie. Inni już odeszli. Teraz nadszedł mój czas na nową drogę. Ku wolności.
Zaproponowali mi warunki, którzy inni będąc przy zdrowych zmysłach -odrzucili. Odrzucam i ja - po tylu latach takie coś?! Heloł -toż to szenuła! I nie wiem czy się śmiać czy postukać się palcem w czoło.
- Ale..
- A pani by to przyjęła?
Cisza

- Ale w dzisiejszych czasach to...
- Wiem jest bezrobocie -odparłam- rozważyłam to i wolę poszukać nowej oferty pracy z warunkami adekwatnymi do mojego doświadczenia jak i wykształcenia. zresztą, gdzie nie pójdę to i tak więcej zarobię.
Po tylu latach może to i smutne. Ale z drugiej strony od paru lat nie było ani podwyżki i premii.
Tylko coraz większy żal zalewał człowieka. Zalewała go także coraz bardziej rozrastająca się biurokracja wraz z nowymi zadaniami. Satysfakcji nie było żadnej. Ani nawet słowa dziękuję. Masz zapierdalać i głowę nisko trzymać. I nadszedł zmierzch firmy, bo nikt nie potrafił głowy unieść ani tupnąć.
Wprawdzie jeszcze okręt płynie, ale wyskakuję zanim totalnie zatonie.

Zresztą takie są dzisiaj czasy - czasy bez szacunku dla drugiego człowieka jak i dla jego pracy. Liczą się statystyki i ekonomia. I znajomości.
Przecież na każde miejsce jest niezliczona liczba osób - nie podoba się to wypad. Kto tego nie słyszał?!Umowy śmieciowe, płace żenujące i mobbing wszechobecny. I podpierdalanie. By ze stołka zrzucić, bo ktoś z rodziny czeka na posadę.
Demokracja, ja pierdzielę, nie mogę. I oto Solidarność walczyła? Nie o prawa człowieka tylko o koryto. Dla siebie.
Honor  - obszar obcy politykom.

Rządy się zmieniają, ale władza wciąż ma nawyki stare. Żrą na potęgę cierpiąc na demencję.
Mam wrażenie, ze komuniści wbrew wszystkiemu nie byli, aż tak zachłanni, jak ci, co teraz siedzą na Wiejskiej. I pewnie póki na Wiejskiej będzie trwał ten bal to i wiocha wciąż w kraju będzie.

Oto my lud ciemny i oni -pany.

Naprawdę takiej arogancji władzy chyba jeszcze nie było. No chyba, że za Stalina, ale to inna historia.

 Tak więc nie mam po co się odwracać -  idę do przodu. I czas najwyższy. Tak oto spełnia się me kolejne marzenie - marzyłam o zmianie pracy i dostałam szansę. Cieszę się niesamowicie, Cieszę się, że odchodzę. Naprawdę

Tylko obym znalazła nową pracę. Oby, oby, oby!!!

Nie mówiąc już o tym, ze tak naprawdę to po raz pierwszy mam ochotę wyjechać z tego kraju.  Mam ochotę zrobić coś przed czym zawsze się broniłam.

Ale zawsze jest lepiej tam, gdzie nas nie ma.

















poniedziałek, 19 sierpnia 2013

życioffo

Kolejna noc była znowu jakaś dziwna. Nie przespana. Stres pewnie robi swoje, albo nie wiem co - psychodeliczna menopauza miesza mi w zwojach mózgowych? Zawiesza moje procesy życiowe jak stare palto na haku rozstrojów nerwowych.
Nieustający zalew myśli zakłóca spokojny rytm mózgu.
- Jakiego mózgu? - pewnie zapytałaby się mój mężunio, ale co tam, coś tak w pod czaszka jednak jest. Pomimo odwiecznych zwątpień T.

Potrafiłam o północy przebudzić się i wstać i do 4.00 oglądać "Pod kopułą". A oglądałam tylko do czwartej, bo obejrzałam wszystkie odcinki. Kolejny wyjdzie niedługo. Już zacieram ręce. A potem rzucę się na książkę.

Przyszła kolejna noc. Myślałam - padnę. Mogę nie myśleć. Nie padłam, a wręcz przeciwnie. Tym razem pobudka była po 3.00 nad ranem.  I co? Wrześniowe Światła Zafona łyknęłam niczym mega zapiekankę. Zapiekanka wciąga, pociąga, ale to nic takiego.
Czytałam do 6.00. Potem przyszedł sen. Ale  gdy dzieciaki władowały mi się do łóżka, to pomimo przerwy literackiej, wstałam jak ptaszek.

A sen był dziwny. Dostałam wilczura pod opiekę, ale pies miał coś w planach. Nie wiem o co chodziło, ale musiałam go pilnować, a on chciał na wolność. Wyskoczył przez okno, a ja w ostatniej chwili złapałam go za łapy krzycząc:
- POMOCY!!!!
bo trudno go było wciągnąć. A miałam uczucie, że wylecę razem z sierciuchem.  Ale udało się.  Z pomocą męża i kumpla.
Nic dziwnego, że otworzyłam oczy - pies był kłopotliwym towarzyszem. A kocham psy, ale ten egzemplarz musiał coś przeżyć. Nie miałam czasu wnikać w psychikę psa, bo nie i już.

Dzieciakom wrasta domatorstwo w duszę jak u niektórych paznokcie do skóry. Nie chciało im się ruszać nigdzie. Za to chętnie zajęły się bałaganieniem w pokoju.

- Mamo, a Młoda mnie kopie!
- Skarżypta ma kopyta, język lata jak łopata

Z Młoda musiałam przeprowadzić rozmowę. I pogrozić palcem. A jej wielkie oczęta tylko śmiały się łobuzersko. Ale Starszy ma do niej cierpliwość, bo Młoda potrafi zaleźć za skórę. Sama zaczepia i udaje niewiniątko.


- Sprzątajcie ten bałagan, ale już.
- Ja nie będę. Niech Starszy sprząta.
- A kto nabałaganił?

- Ja trochę a reszta Młoda. Ja posprzątam.
- A ja nie.
- Proszę cię córeczko posprzątaj, a ty, synku -tylko swój bałagan ogarnij. Nie będziesz za Młoda sprzątać!
- Nie będę i już - Młoda uparła się przy swoim zdaniu, wlazła na łóżko ignorując resztę świata.


Rany koguta, no co za dziecko! Starszy posprzątał, a Młoda nie miała nadal ochoty. Skoro słowa nie docierały, a przemawiałam prosząc, to dotarł klapsik. Wystarczy lekki, a Młoda już wie co ma robić. Bez gadania:

- A ja nie umiem - to jej magiczna słowe na wszystko. Zakładanie butów, sprzątanie ze stołu ...


Młoda poleciała do wc. Woła mnie:

- Mamo, chodź!
- A co się stało?
- Włóż mi majtki.

- A co nie umiesz już?
- Umiem, ale mi się nie chcę.
I śmieje się. Nie ubrałam - dziecko płaczem starało się wymusić na mnie tą czynność. W końcu sama wciągnęła. Noż kurde ...


W końcu dostałam szału ogólnego, bo ile można siedzieć w domu. Znowu musiałam tonem mega oszalałym ustawić ich do pionu. Oj wakacje rozleniwiły towarzystwo i to bardzo.

- Cholera, idziemy na podwórko, ale to już. Dość tego! Przez was tyłek mi przyrośnie do kanapy. Chcę chodzić, a nie siedzieć. Mam tego dość. Ubierać buty!!!!!
- No dobra - odparł syn - ale wieczorem będę mógł grać?
- Nie wiem, zobaczymy.

Poszliśmy pokopać, porzucać piłkę. Potem Pisklaki poleciały pod kasztanowce doszukiwać się kasztanów, które mogły spać przedwcześnie. Wiadomo, że jeszcze nie dorosłych w swych skorupkach, ale takie znalezisko cieszy. Zwłaszcza jak się rozdeptuje.

- Pokażcie swoje skarby.

Dzieciaki wyciągnęły ręce.


Fajne kasztany, nie ma co. Dostały opierdziel za zbieranie kapsli. Grrr... Ale takie jest właśnie dzieciństwo - oparte na zbieractwie dziwnych rzeczy. Nie tylko one tak mają.

A potem ja dostałam pismo - mogę wracać do pracy. Jestem zdolna. Hura! Uf, udało się.
Punkt dla mnie. A co dalej będzie? Oby dalej było po mojej myśli.

Wieczorem Młoda padła nieoczekiwanie. Syn zajął się graniem a ja pichceniem obiadu na jutro.

- A co robisz?! - zaspana skudłacona córa stała za mną.
- Gulasz na jutro
- Dasz mi spróbować?
- No pewnie
- Ja to chcę na kolację.
- Już się robi.

Zjadła, posprzątała za sobą i stała się boską córką bez nicponia na ramieniu.

A ja uwierzyłam z powrotem w swoją szcześliwą gwiazdę.
Oby tylko nie zapeszyć!







Władysławowo- foto.........cd

Lunapark we Władysławowie był o tej porze roku pusty. Nie było zbyt dużo turystów i właściwie z tego co pamiętam załapaliśmy się na karuzelę w ostatniej chwili. Skończył się sezon, więc powoli zamykali.

Syn zaliczył Koło Młyńskie. Oto widoki.





Ten  złom widoczny na zdjęciu pod spodem to największy rollercoaster w Polsce. Oczywiście musiałam na nim zjechać. Bałam się jednego - że to się rozleci. Skrzypiało, chwiało. Jazda sama w sobie przyniosła wiele wrażeń, ale że jechało się po zardzewiałym żelastwie dodało mega smaku strachu.
T też zjechał. Pod koniec jazdy, gdy mężulo miał wysiadać z wagonika, facet z obsługi ryknął na niego, że za wcześnie się odpiął bo to było niebezpieczne.
Tyle ze T przejechał całą trasę bez zamknięcia, bo nie miał jak się zamknąć. Nie dało się. Więc nie jest to jazda dla ludzi "dobrze zbudowanych" +.
Tylko gdzie wówczas był facet z obsługi?!


Zapytałam się pracownika lunaparku co poleca dla nas, znaczy się dla mnie i dla dziecka.  Odparł:
- Ośmiorniczki.
To poszliśmy.
Weszłam na nią z 14-miesięcznym synkiem i normalnie myślałam, ze padnę trupem. Kręciło nas wokół osi naszej, wokół osi karuzeli plus do tego przechyły. Kręcioła na maksa. Jak ja tego nie lubię. Trzymałam mocno syna, by czasem za wcześnie nie skończył przejażdżki. Zeszłam z tego zielona. Wymamrotałam pod nosem w stronę pracownika:
- By cię chudy byk ....
A synek? Szedł sam prosto i to bez słowa.
Przeżyliśmy szok.
Od tamtej pory zyskał prosty chód.


Wystawa motyli o owadów we Władysławowie imponowała swoją kolekcją. To warto zobaczyć.














cyt. „Motyl” – bardzo delikatne słowo. Zwiewne; zupełnie jak... motyl. Po angielsku też jest delikatne – butterfly. Na piśmie niekoniecznie to widać ale proszę mi uwierzyć – ono brzmi jak aksamit. Jest takie... maślane. Po francusku, z kolei, śliczne, drobniutkie – papillon. Po hiszpańsku, urocze – mariposa. Po rosyjsku, kochane – baboćka. A po niemiecku SCHMETTERLING! No cóż.

Polecam GRINGO WŚRÓD DZIKICH PLEMION skąd pochodzi wyżej przytoczony cytat. Książka jest  rewelacyjna, śmieszna z której można dowiedzieć się wielu rzeczy, min. jak się łowi motyle i do czego zdolni są zawodowi "motylacze". RIO ANACONDA też zabija swoim humorem. I dobrymi tekstami.












http://www.muzeummotyli.pl/ - o muzeum plus filmiki






poniższy tekst zostal skopiowany ze strony:
tehttp://gowladyslawowo.pl/pl/miejsce/zwiedzanie/muzeum-motyli.html


Muzeum Motyli we Władysławowie to prywatne muzeum otwarte w 2000 r. przez Tomasza Falkiewicza. Zbiór gromadzony był przez dwa pokolenia rodziny. Kolekcje zapoczątkował stryj właściciela, który większość prezentowanych okazów preparował osobiście.

 Niektóre okazy zostały zamówione inne przywiezione z własnych podróży. Cała kolekcja liczy ponad 6000 okazów.
Część z nich znajduje się w muzeum otwartym w 1998 r. w Łebie. Wystawa we Władysławowie prezentuje ponad 3000 motyli i owadów.

Muzeum znajduje się w wieży widokowej Domu Rybaka. Wystawa prezentuje najcenniejsze, najładniejsze i najciekawsze motyle i owady świata. Poza różnorodnością świata owadów można również przeczytać wiele cekawostek przybliżających fascynujący świat owadów.


Władysławowo i Hel- podróże syntymentalne - foto:D







Syn miał 14 miesięcy jak wyruszyliśmy po jod. Morze we wrześniu jest czymś cudownym. Choć góry mają, jak dla nas, większą moc, ale cóż - zostawiliśmy je na "parę lat później" ...
Nie mniej jednak niespokojne wielka woda i prześliczne okolice też mają swój osobliwy i wyjątkowy urok.

Może w przyszłym roku uda nam się tam wybrać. Kolejna podróż sentymentalna. By córka też zobaczyła i syn, bo w końcu szkrabem był.
A nocleg pod namiotem oczywiście. By smak przygody był. Choć wizja piasku plażowego wciskającego się w każdy kąt jakoś tak nie zachęca, ale ...pożyjemy, zobaczymy. 




CIECHOCINEK

- wiadomo -

jest miastem o charakterze uzdrowiskowym. W mieście praktycznie nie ma przemysłu, znajdują się tu m.in. szpitale uzdrowiskowe, sanatoria, prewentorium, ośrodki wypoczynkowe (wczasowo-turystyczne), zakłady przyrodolecznicze, pijalnia wód mineralnych, hotele, restauracje, warzelnia soli.

 Tężnie w Ciechocinku robią wrażenie. 



  Mniejsze wrażenie jest z punktu widokowego na tężni. 





 TORUŃ

- miasto w którym chciałoby się mieszkać :)

 ale nie koniecznie w zakładzie karnym :)


 Stare Miasto – najstarsza część zespołu staromiejskiego w Toruniu (pozostałe dwie to Nowe Miasto i zamek krzyżacki), ograniczona ulicami Fosa Staromiejska, pl. Teatralnym, ul. Podmurną i murami miejskimi od strony Wisły. Na Starym Mieście znajduje się większość najcenniejszych zabytków Torunia.





 Pomnik Mikołaja Kopernika na Rynku Staromiejskim w Toruniu – odsłonięty 25 października 1853. Pomnik został wykonany z brązu przez berlińskiego rzeźbiarza Fryderyka Abrahama Tiecka.
Ma on 2,6 m wysokości. (info za wikipedia)




 Zamek krzyżacki w Toruniu – najwcześniejszy zamek krzyżacki na ziemi chełmińskiej, zbudowany na planie podkowy, prezentuje wcześniejszą formę rozwoju zamków krzyżackich, jeszcze przed ustaleniem się typowego zamku konwentualnego w postaci regularnego czworoboku.

 Budowę zaczęto w latach 50. XIII wieku, ukończono w drugiej ćwierci XIV wieku. Prawdopodobnie od początku była to siedziba komtura. W roku 1454 zamek został wzięty szturmem przez mieszczan toruńskich, a następnie prawie całkowicie zburzony. Wydarzenia te zapoczątkowały wojnę trzynastoletnią.



 Krzywa Wieża w Toruniu – średniowieczna baszta miejska, która swą nazwę zawdzięcza znacznemu odchyleniu od pionu (1,46 m).


 Legenda o powstaniu nazwy miasta.
Według podania jedna z toruńskich baszt przyjaźniła się z Wisłą. Od przepływającej obok rzeki słuchała interesujących opowieści. Po pewnym czasie zaczęła zazdrościć Wiśle jej barwnego życia, ta jednak wciąż chwaliła się podpływając coraz bliżej murów baszty. Z czasem Wisła zaczęła podmywać jej mury. Baszta nie mogła wytrzymać już uderzeń fal i przestraszona krzyknęła:
- Wisło, Wisło, nie podpływaj tak blisko, bo ja runę!
Rzeka odpowiedziała:
- To ruń!
Krzyk baszty niesiony echem usłyszeli wędrowcy zastanawiający się jakie to miasto o wysokich ceglanych murach widać na horyzoncie. Tak właśnie nazwę Toruń nanieśli na swoje mapy.
(z wikipedii , jak wszelkie inne informacje))


Przejście się bulwarami wzdłuż Wisły, zobaczenie panoramy Torunia, oraz widoku z toruńskiej wieży widokowej jest rzeczą niesamowitą. Obowiązkowo trzeba zjeść pierniki, by się nie pierniczyć, a zwiedzać. :DDD

Po obiadku i piernikach wyruszyliśmy nad morze


Władysławowo witaj! :D

Władysławowo jest położone w północnej części Pobrzeża Kaszubskiego, od północnej strony nad Morzem Bałtyckim, a od południowo-wschodniego nad Zatoką Pucką. Zachodni skrawek miasta leży na Wybrzeżu Słowińskim, a część miasta Chałupy znajdują się na Mierzei Helskiej.
 Mieści się tutaj port morski oraz 15 kąpielisk nadmorskich.








 W porcie Władysławowo prowadzone jest przetwórstwo ryb, fabryka lodu i mączki rybnej, stocznia remontowa. Od maja do października cumują przy jego nabrzeżu jachty sportowe i żaglówki.

Molo ma charakter turystyczny.





















Turystyka

Władysławowo jest miejscowością z rozbudowaną infrastrukturą turystyczną. Położenie nad otwartym morzem i Zatoką Pucką, a także w pobliżu Nadmorskiego Parku Krajobrazowego stanowi jeden z walorów turystycznych. W mieście znajduje się port morski położony nad otwartym morzem, którego część stanowi zachodni falochron pełniący także funkcję turystycznego mola.

We Władysławowie zostało zorganizowanych 15 kąpielisk nadmorskich

Przy. ul. Gen. Józefa Hallera znajduje się
Lunapark Sowiński, w którym można skorzystać z młyna widokowego, gokartów.

Istnieje także możliwość skorzystania z przejażdżki „ciuchcią” szosą Władysławowo – Jastrzębia Góra.



Jednym z deptaków jest aleja Gwiazd Sportu, na której znajdują się chodnikowe gwiazdy z wypisanymi imionami i nazwiskami słynnych sportowców polskich i trzech zagranicznych. 

( z wikipedii)







Bo tak sobie wykminiłam - skoro zdjęcia są to pomyślałam:
wrzucę, może kogoś natchnę na kolejne wakacje :)

zatem
cdn
sentymentalnych podróży nastąpi


:DDDDDDD



Choć tak oderwę się od szarości dnia uciekających wakacji :)