środa, 10 lipca 2013

Wakacyjny luz.






Nie chce mi się wstawać. Dzieciakom też nie. Laba do dziewiątej. Czasami do dziesiątej.





Wakacyjny luz. Lenistwo. Bez pośpiechu. Gonitwy. Tak powinno wyglądać życie człowieka.
Praca na normalną godzinę. W mniejszym wymiarze. Tak by był czas nacieszyć się tym co się ma. Na życie, na dzieci. Na bycie.
A nie - praca, dom, praca, dom, praca, dom - kołomyja w której siada wszystko. Jak pod ciężarem tornistrów siadają młode kręgosłupy.
Ale to tylko u nas: pośpiech, gonitwa i noszenie książek do szkoły.
Przyzwyczajanie do zginania karków. Bo nie ma kiedy się wyprostować.







Dzieciaki dorastają. Godzinę potrafią tak siedzieć.I huśtać się . Nic tak nie cieszy jak zgoda między rodzeństwem.

_ Synu, wystawiłam cię na allegro na sprzedaż, a co tam.
- Przestań tak gadać. Ja już znam te twoje żarty!
- Tak?!
- Tak! Ty bez nas żyć nie możesz.

Bez nas. Wie, że są na równi. On i siostra.
Oboje są mega super czaderscy.
Dopóki Młoda nie rozwyje się, bo coś....
Dopóki Starszy nie dostanie swojej zajawki ....
Ale każdy ma swoje humory.
Zbójeckie prawo - odbicie.



Byliśmy w sklepie.

- Mamo zrobimy Młodej niespodziankę?!
- Jaką?!
- Ona chciała te lody.
- Aha, ale może po obiedzie przyjdziemy razem?


-Mamo, wiesz co?
-Nie wiem, a co?
-Może kupimy bańki dla Młodej? Ucieszyłaby się
- Ma jeszcze całą rurę. Wystarczy jej na razie.
- Aha, noooo
- A ty? Chcesz coś może?
- Nie, ja nic nie chcę.
- Wiesz, że jesteś fajnym bratem? Też takiego chcę.

Syn ostatnio robi za anioła. Powycierał kurze. Ba! Powiedział kumplowi, ze wyjść nie może, bo będzie sprzątał. Sam powiesił skarpetki i majtki na suszarce. Posprzątał w pokoju.

O mało co gałki oczne nie wypadły mi z tych szeroko otwartych oczodołów.
Zawsze chętnie pomagał, ale nie na taką skalę.

I trzasnęło mnie światło. Przez ten szeroko otwarty oczodół! Eureka! urodziny zbliżają się, a to cwaniak.
A ja wiem co chce. Nawet gdybym zapomniała to i tak:

- Mamo ale kupisz mi.......proszę cię!

Młoda też chętnie pomaga. Sama pozamiatała trociny po chomiku.

- Ja chcę! Mogę?! - i wyrwała po zmiotkę z szufelką.

Ważne, by umieć przyjąć pomoc.
Nie krytykować. To nie tak!, jak ty to robisz? i takie tam lamenty.

Dziecko zawsze pomoże, ale jeśli będzie pouczane oleje temat - bo po co robić skoro źle robię?!

Całus i szacunek dla dzieciaka więcej zrobi niż groźba pasem.

Ale czasem ...no, każdy humory ma i krzyk pada -no bo jak?!

Starcia, wytarcia - rodzinny magiel.




Dzieciaki rosną nam. Starzeją się ....Tak patrzę jak śpią i nie mogę się nadziwić, że takie długie nogi mają. I w ogóle są jakieś takie urośnięte.
Kiedy to się stało?!
Kurde...
Ale co tu dużo mówić -jutro strzeli nam 9 lat.
Generalskie.
T generałem, a ja zawsze chętnie poddaję się. Idę w niewolę. I daję się zabijać kulami.
Gliniana.
Lepimy się wciąż.

 Tak sobie myślę o nas...........i uśmiecham się.


Nigdy nie wpadłam w kanał. Ha! Sorki, wpadłam raz. To nie tak. Inaczej powiem: gdzie nie szłam i co nie robiłam w swoim życiu to los prostował moje ścieżki. Zawsze wychodziłam na słoneczną polanę, gdzie czekał koc piknikowy z wyżerką. A jeśli trafił się kwach to wymiociony egzystencjalne sprzątała pomocna dłoń.
Nie skończyłam na dworcu z wyciągniętą ręką.......
No, ale widocznie za mało starałam się. Ha, ha, ha....

I cieszę się z tego co mam. Są takie miejsca, kraje gdzie naprawdę jest przejebane.
Przejebana jest też choroba. Wiele rzeczy jest przejebanych.

Grzechem marudzić jest, gdy niczego nie brak.
Do przemyślenia. Uśmiechu.
Docenienia każdego dnia.
Dalej nie ma co nosa wychylać.

















wtorek, 9 lipca 2013

mord







Chciałam wsiąść się za prasowanie. I co? I krzyk:
AAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!
Wystraszyłam się widząc potwora!!!!
Na bluzce był chrabąszcz. O mać!!!!. Wyrzuciłam go na balkon. A on tam leżał jakiś poddechnięty. Niemrawy jakiś.
I naszła mnie myśl - chomik!
Zawołałam syna.
Narada.
Syn poleciał po łyżeczkę i złowił padlinę. Podaliśmy chomikowi. Rzucił się na nią, ze szok.





Tam w łapkach to nie orzeszek, oj nie ....




I zjadł ze smakiem.

Łańcuch życia.

Przegrywają słabi.








kwach nakręcacz

Jak tak czasami zastanawiam się nad sobą. Niestety tylko czasami. Jakbym zastanawiała się częściej to może by nie było takiego kwachu mózgowego jaki sobie funduję.

A ja sobie lubię fundować kwach, a potem siedzę i zamulam się myślą - kurde i co głupia cipo? znowu kwach?

Kiedyś życie brałam takie jakie jest. Bo co z nim można zrobić. Może jeszcze miałam w sobie jakaś szczególną moc. Może....Nie wiem. Albo na wszystko zlane. Tak po prostu. Ciepłym i zimnym moczem. I moczem pijanym.

Teraz jako baba wiekowa wkręcam się jak przydrożna gałązka w koła roweru.

Jezu, no nie wiem skąd ludzie czerpią mój obraz, co fałszywym obrazem jest.
Nie jestem przebojowa, nie jestem luzarą, nie jestem energiczna, nie jestem kreatywna.
Jestem dupa wołowa. Wół z dwoma dupami. Bo głowy brak.

Luz pod wpływem ciśnienia zamienił się w kwach.
A życie ciśnie, płynie.
Nie wiem.

Poszłam do ZUS złożyć kolejny wniosek oświadczenie rehabilitacyjne. Bez przekonania, bo mam dość. Ot, by zachować procedury, które mówią, by sześć tygodni przed końcem świadczenia złożyć następny wniosek. Choroba układu ruchowego jest chorobą dynamiczną i wiele rzeczy może zmienić się, więc lekarz mi wypełnił wniosek.
Na razie mam rehabilitować się, nie stresować się, odzyskać siły fizyczne i psychiczne.
W każdym bądź razie jestem przygotowana na powrót do pracy pod koniec sierpnia. Pogodziłam się, ze noga będzie do bani i z tym wszystkim zapadłam na półce- będzie jak ma być.
Czas podobno leczy.
Z rezonansu nic nie wynikło ciekawego. Kolano jak boli tak boli. Nic nie pozostaje, jak tylko machnąć ręką, wrócić do pracy i zacząć żyć spokojnie.
Ale jednak przyznano mi to świadczenie, więc dochodzę do siebie. Jak pomidor na słońcu.
Ha! Do pracy wrócić albo pójść na zasiłek dla bezrobotnych. Nieważne. Każda droga będzie jakąś stabilizacją.
Dla mnie ten czas nie jest normalny.
Muszę nauczyć się żyć z takim kolanem, ba! powoli godzę się ze swoimi ograniczeniami. Aczkolwiek pogodzenie nie oznacza poddania się. O! nie!
Krótko - tak naprawdę dopiero teraz odzyskuję spokój.
To świadczenie to jest jak pobyt w sanatorium. Tyle tylko, że w zaciszu domowym.
Ale spokój znikł.

Co zrobiłam?!

Pani w ZUS-ie powiedziała, że muszę mieć potwierdzenie zatrudnienia w punkcie II. Aha. Mogę wysłać do zakładu pracy a zakład przekazać do ZUS, bo szkoda jechać. Aha. To fajnie.
W porzo. Co mi tam.
Zadzwoniłam do kadr:
- Oczywiście, nie ma sprawy, proszę przesłać. Potwierdzimy zatrudnienie.
I wysłałam.
Z wynikiem rezonansu.
A kogo to do jasnej cholery ...
Gdzie moja głowa?!
To nie głowa - to dupa z ciemną dziurą!
I tak siedzę i pije piwo i tak sobie myśli skaczą.
Jak te pchły i piją krew .....strachu.
Na cholerę to było?! CHOLERA!!!!
Szlag jasny.
Nie ma to jak płakać nad wylanym mlekiem.
Ale taka uroda niektórych bab....

Takich rzeczy nie wysyła się do zakładu pracy!!! Jasne?!
Nigdy!

Składając wniosek o świadczenie wcale nie musiałam dołączać wyniku rezonansu. Mogłam je dowieźć na komisję. Jak poprzednio. Też nie dołączyłam wyników do wniosku, bo nie wiedziałam i nie zrobiłam ksera.
Wyciągnęłam z tego  jakieś  wnioski ?!
Żadne!
Głowa?! Nie, dupa!


Co może z tego faktu wyniknąć?!

Pewnie nic

Tyle że - kogo to obchodzi.



No i wysłałam to. Badania do zakładu. Ha! Trol!

I mój chory umysł mówi:Oj, lepiej by było gdyby się zamknął. Zagłuszam go muzą.


Ale nakręcam się. Oto babskie podejście. Szukania dziury w całym.

Dusza myszy normalnie.




Tak się właśnie robi akcja pt.  bezsens. Sztuka nakręcania się jest prosta.
Wystarczy popełnić błąd i trawić go milion razy. Wyrzygać to i ponownie włożyć go do ust i trawić, mielić, trawić.

A po co?!
Przecież życie pokaże co ma w rękawie, nie zależnie od naszych obaw, myśli, przeżywania. Życie ma swój scenariusz. Dostosuje się do naszej, wypowiedzianej kwestii. Tudzież uczynionego ruchu.

Czasami myślę, że człowiek to taki arlekin na scenie życia. Cztery sznurki. I ciągnie go głupota, przypadek, rozsądek i .....uczucia.


Kwachy ciągną serce. Serce ciągnie ręce. Ręce tylko drżą nie odganiając myśli. A myśli żywią się drżeniem rąk i serca.



Rodzinka sprzedaje mi kopa w tyłek - Uspokój się! Poszło?! No i co?! No poszło! Trzeba było myśleć!


Bez stan bez umysłu.

Poproszę o młotek .....

Widać mechanizm korby?!
Widać!

I tak to jest- mielenie tematu przez rzekę niepokojów.
Tak to działa.


A już łapałam równowagę życia. Spokój ducha.
Spokój ducha miał być na 2 miesiące.
Rower i ja. I napinanie mięśni.
Wyjazdy. Oddech.
Wzmocnienie organizmu.
Psychiki.


Nie wiem, czym się przejmuję. Doprawdy. Nie wiem.
.

Bardziej przejęłabym się Młodą. Jednak musimy skonsultować się z chirurgiem stomatologicznym i wyciąć narośl. Muszę zadzwonić i zarejestrować to moje dziecię do szpitala specjalistycznego. Jak mi lekarz powiedział narośl nie jest  złośliwa:
- na 99,9%, ale potwierdzą to badania histopatologiczne.
Myślę, że będzie spoko. Nie rośnie to to i nie zmienia kolorów. Ale w życiu nie można niczego być pewnym.....
Jak mawiała moja babcia i matka też mówi i pewnie będę tak mówić i ja:
- W życiu jest pewna tylko śmierć....

Ale o miejscach na cmentarzu opowiem innym razem.......


























wylowione z onetu

Co mnie rozbawiło ostatnio?!

- Specjalnie się tym seksem nie zachwyciłam. W każdym razie nie poczułam takiej euforii, jak wtedy, gdy mając 16 lat pierwszy raz zapaliłam papierosa. Od razu wiedziałam, że to jest to, i dla tego warto żyć. Było wspaniale - powiedziała.

Czubaszek dodała, że do dzisiaj nie lubi seksu, a uprawiała go głównie dla przyjemności mężczyzn. Sama wolała iść na wódkę.


Ha, ha, ha, ha, ha .....

Niesamowita postać z niesamowitym poczuciem humoru. Kurde, ma w sobie moc.
A babkę lubię - za to co mówi. Za poglądy, których nie chowa do kieszeni, przed obawą - a co społeczeństwo powie?!


Przeczytałam  Każdy szczyt ma swój Czubaszek. Maria Czubaszek w rozmowie z Arturem Andrusem i cieszę się, że mam to na półce.

Wywiady bywają nudne, a ta książka wciąga.
Tyle powiem.....









mrówczando

Walczę o życie mrówek. Dokarmiam, dopajam, ale chyba będą pierwsze ofiary nie udanego eksperymentu.
Ale od początku....

Przygotowaliśmy formikarium. Piasek, ziemia kamienie. Chłopaki zrobili wielką wyprawę w poszukiwaniu najlepszych składników. Młoda pognała za nimi. Wrócili szczęśliwi gadając jak najęci.




Skoro przygotowaliśmy mieszkanko, to trzeba było iść po mieszkańców. Kolejna misja.
Kto próbował nabrać na łyżkę mrówkę?! Ha, ha, ha.... lazły wszędzie, ale nie do pojemnika.
Nie ma tak - mrówa siadaj do łychy i bach w pojemnik. Oj nie ma. W palce też jakoś tak trudno złapać.
Pałętały się po naszych rękach mając w nosie pułapkę. Nawet wlaliśmy tam kropelkę słodkiego napoju na zachętę i to też miały w głębokim poważaniu. W końcu T się wkurzył i ręką zamiótł piach z mrówkami do pojemnika i tyle. Prosty pomysł -proste łowy.

Błąd pierwszy - piach w pojemniku.
Podłączyliśmy rurką pojemnik do formikarium, ale mrówy jakoś lubiły swój piach i leź nie chciały. Jakoś nie mają ducha łowców przygody. I nie chciały zwiedzać nowego lokum. Wlazły do rurki i chodu do pojemnika.
T wpadł na pomysł i wsadził pojemnik do lodówki. Nie wiem, piach miało zmrozić czy co?!
Nie byłam w stanie się spytać, bo już dostałam ataku śmiechu.


Po kilkuminutowym pobycie w lodówce mówki nadal były uparte na swój pojemnik i do ciepłego, nowego domku nie chciały leźć.
Hm....na zbuntowane mrówki przyszła kolejna błyskotliwa myśl T.
- To je wpuszczę przez dziurkę od karmienia. 

Efekt był do przewidzenia. Mrówki zaczęły latać po stole, hahahaha.
Palec ukarał je za samowolkę.
Hm, wiem brutalne to było. Ale wolność swoją cenę ma jak podaje się na kartach historii.

Parę sztuk jednak ocalało.

Potem włożyliśmy pożywienie do karmika. Marchewka na początek.


Potem siekałam jabłko, jajko i co tam wyczytałam.
- Macie łobuzy!

Wszystko jest w instrukcji. I wszystkie akcesoria. Nic tylko kupić i hodować

Takie łatwe. Nooooo.....



Na fotce widać jak Niezniszczalne robią pierwsze korytarze. Ciekawe.
Naprawdę.
Dorzuciłabym im jeszcze parę sztuk, jako parę rąk do pracy, ale podobno niewolno mieszać mrówek. Byłaby Wojna klonów.
Dość śmierci  w tym domu.

Więc to takie łatwe......ehe.
Karmienie - wchodzę w temat i czytam:

Muchy

Najprostszym sposobem uzyskania larw jest wycieczka do sklepu wędkarskiego, gdzie możemy kupić tzw. białe robaki lub pinki (mogą być barwione ten barwnik nie jest szkodliwy). W celu uzyskania much odstawiamy cześć larw (w zależności ile będziemy potrzebować owadów) w ciepłe miejsce i po jakimś czasie (w zależności od temp. I stadium rozwoju larw 5-14 dni) wylęgają się muchy. Larwy podajemy w ten sam sposób co mączniki. Owady uśmiercamy poprzez zmiażdżenie głowy. Podobnie podajemy imago, z tym wyjątkiem, że nie trzeba go przecinać.


Nie chciałam jaszczurki, bo musiałabym karmić jakimiś obrzydliwymi owadami. Czasami trzymać to jedzonko w lodówce. A czasami, dla niektórych okazów, podrzucać myszkę.
A tu proszę - mrówki, chomik są smakoszami owadzich trupów. O bleeeeee

Czytam dalej:


 tzw. Drosomix

- cukier puder, mąka pszenna, agar(moze byc zelatyna, trzeba jedynie dać jej troche więcej) + jabłka. Sypiek produkty w proporcjach 1:1:1 mieszamy razem, wlewamy do wody i pozwalamy się wodzie zagotować, gdy woda się zacznie gotować dodajemy w zależności od potrzeby i pozwalamy jeszcze raz zagotować się "miksturze". Ooto przykladowe proporcje na około 10 porcji pożywki:

sypkie częsci: po jednym pudełeczku od kliszy (żelatyna 1i 1/4 pudełeczka)

jabłka: 200g

woda: 1/4 l

Pożywkę tą należy po wlaniu do pojemników i jej ostygnięciu zaszczepić niewielką ilością drożdży rozpuszczonych w wodzie z cukrem.


W ciepłej porze roku z pozyskaniem muszek (niestety nie mutantów) nie ma problemu wystarczy wystawić naczynie hodowlane z paką na dwór, muszki na pewno się zlecą.

Muszki hodujemy w temperaturze 25 st. C. Przy takiej temperaturze uzyskujemy nowe pokolenie w ciągu 10 dni. Do pojemników hodowlanych wkładamy wytłaczanki, gałązki lub zmięty papier, żeby owady miały na czym „siedzieć”. Aby wyłapać muszki możemy użyć ich skłonności do przemieszczania się w stronę światła, wystarczy zakryć rękoma pojemnik hodowlany, a u jego wylotu założyć woreczek foliowy. Muszki będą wlatywać lub wchodzić prosto do woreczka. Później możemy włożyć woreczek na chwile do lodówki (żeby muszki były mniej ruchliwe) i następnie podawać mrówkom. Możemy również udostępnić mrówkom niewielki pojemnik z muszkami, do którego z formikarium będzie prowadził wężyk.



Wiele innych ciekawych rzeczy jest na stronie, jak np o molach.

http://formicopedia.org/mrowki/Hodowle_karmowe#Hodowle_karmowe_.28mi.C4.99sko_dla_mr.C3.B3wek.29

Otwieram oczy i nie wierzę.

Będę mordercą owadów.

Wiedźminka. Czas na zabijanie owadzich potworów.









sobota, 6 lipca 2013

- mamo, a skąd biorą się dzieci













 - Mamo, bo dzieci to siedzą w brzuchu mamy prawda? i to mamy rodzą dzieci?

- Tak.
- A Kamil mówił, ze dzieci wykluwają się z jajek tatusiów......

Ha, ha, ha ...ale na zewnątrz powaga ....

- A tak nie jest, bo  mama z tatą się całują i stąd biorą się dzieci...


Hahahaha, zaczęło się ....


Przeprowadziłam pierwszą rozmowę - bez tabu.
Dziecko to nie okno by kit wciskać.





czwartek, 4 lipca 2013

:DDD

,,Saruman sądzi, że tylko potężna moc jest w stanie powstrzymać zło, ale ja tak nie uważam. Przekonałem się, że to codzienne czyny zwykłych ludzi odpędzają mrok... niewielkie akty dobroci i miłości"

Gandalf wielkim czarodziejem jest. I jakie robi fajerwerki.
I ma rację.
Magia jest w nas.
Każdy z nas ma moc.
Każdy z nas może być fajerwerkiem. Albo petardą.
A zwykłe życie pełne jest cudownych chwil.
Wystarczy otworzyć serce. Dać się ponieść.
Nauczyć się tańczyć w deszczu. Niech pioruny latają, a nas niech niesie lekki krok.
Nuda dzienna składa się z miliona cudownych perełek.
:D Jedźmy slalomem - nie rozjeżdżajmy ślimaków : D
Złe emocje oślepiają. Prowadzą na manowce. Na pustkowie.
Droga jednokierunkowa, bez zachwycania się mijanym krajobrazem.
Hahahaha, trzeba być Jezusem by z pustyni wyjść. A może wystarczy mieć jego wiarę?
Nie ważne co w nas drzemie -ważne by było to dobro.
A dobre słowo, tylko jedno słowo, potrafi uskrzydlić tak jak i jedno słowo, złe słowo, potrafi przybić.
Pewnie każdy z nas zna cenę wyciągniętej ręki. Bezcenne.
Ale lepiej dawać niż brać.
Nade wszystko dobrze jest być.
Życie cudem jest i warto cieszyć się pierdołami. Bo to w nich potęga drzemie.
Choć tak łatwo jest czasami rozłożyć leżak w ciemnościach.
I drzemać tam.
W swym zamknięciu. Oślepieniu.

- Mamo a ja lubię białego orka
- Co?! Dlaczego?
- Bo fajnie wygląda.
- To lubisz jego wygląd czy jego?
- No wygląd.
- Aaaa!  ufff....Myślałam, że ci się podobało jego zachowanie. Ten ork był zły. Zabijał i szukał zemsty. Szukanie zemsty zawsze się mści. Poza tym zemsta nas oślepia.
- Jak?
- Nie widzisz nic, po za chęcią przywalenia wrogowi. To jest twoje życie.
- Aha. To idę rysować.
- Orka?
- Nie, ja tak nie potrafię.
- A spróbowałeś?!


 Biały Ork - Azog - lego wymiata :D - foto z onetu, jak zwykle :))))





Domofon. Otwarcie drzwi. Wpadł M. Chłopaki poszli na podwórku. Rysować.
Za nimi poleciała Młoda. Z Kredą.
Niech idą.
Rozbiłam im namioty.
Niech siedzą. Niech mają radochę. Dzieciństwo.
Fajne. Kolorowe.

Kurde, oby jakiś sąsiad nie wyrzucił  przez okno  kiepa . Niektórzy ludzie naprawdę nie mają ani kultury, ani wyobraźni.

Kurde......


w namiotach trwają "warsztaty plastyczne" :D



Dzieci z domu, wolność matki.
I co?
Posprzątam.
Sprzątanie ma moc.
Przegonię ćmy smutku szmatą.
Wykręcę duszę w wiadrze.
A odkurzacz niech wyssa wszystko.

I pomyślę gdzie by to powłóczyć się skoro w Tatrach będziemy ........:)












nudaaa

Młoda przeszła samą siebie. Wyleciała z chłopakami na podwórko. Miał być spokój, było wycie.
Przyleciała zapłakana, bo upadła.
Ufff, w porzo. Zero śladów.
Syn przyleciał za nią i powiedział co się stało.
Nic takiego.
Poleciała.
Przyleciała. Znowu z płaczem, bo ...
Bo kwiatek stracił płatki.
Bo nie znalazła kulek.
Bo....dzisiaj chyba każdy powód był dobry do płaczu.
Nie puściłam jej na podwórko.
Co kwadrans erka.
Dość.

-Idź spać kobieto, bo ile można płakać.
- A poczytasz?! - chlip, chlip, chlip ...

Zaczęłam Młodej czytać o  piratach i tak jakoś mnie naszło:
- Młoda, co byś zrobiła, jakby ci ktoś chciał zabrać rower?
Młoda nie wiele namyślając się odparowała:
- Kopnęłabym w jajka!

Proste, no nie?! Czterolatka wie co robić.
Hm, oby zawsze trafiła, jak będzie trzeba.

- Pamiętaj, że zawsze możesz się drzeć -RATUNKU! - prosić o pomoc innych ludzi.

Popatrzyła na mnie drąc się:

- RAAAATUNKUUUUUUUUU!!!!!!! - 


- A podręczysz mnie trochę?!

Młoda to uwielbia - wygłupy w łóżku. Gilgotanie. Chichotki.
I kończy się zawsze tym samym - jestem kotkiem .....miau.......


Nic dziwnego, że w końcu kota dostaję ....

Ale dzisiaj byłam wściekłym kocurem. Trafiło mnie na maksa.
Chciałam z Młoda poukładać lego. I co ? Klocków brakuje.

Warknęłam na syna jak wścieklizna mega:
- DO DOMU!!!!!!!!!!!!
i zaczęliśmy kompletować. Naście zestawów. Wymieszanych na maksa, no ale przecież do tego służą - do zabawy. Tylko no kurde, cholera, ja pierdzielę ......
Tylko że, jak złożyć samolot skoro nie ma śmigieł, auto, które nie ma opon?
Całe popołudnie ślęczeliśmy na tymi drobnymi elementami.
Lego ma fajną rzecz- wykaz wszystkich elementów, więc nie trzeba składać. Po liście zawartej z tyłu instrukcji jechaliśmy po kolei: klocek za klockiem.
Parę elementów zaginęło bezpowrotnie. Pewnie w paszczy odkurzacza. Albo tkwi gdzieś pod meblami. Córka miała taki okres - wszystko upychała pod meble. W każdym pokoju, wszystko pod. Co się dało.

Teraz klocki robią za kurzołapy. Jak większość zabawek. Chciałam to zmienić. Mamy czas dla siebie, więc czas ruszyć w jakąś zabawę. Zwłaszcza jak słońce za mocno grzeje.

 Dzieciaki jakoś nie bawią się zabawkami- wolą dręczyć matkę ...W końcu nikt tak nie skacze, piszczy i takie tam..
Wystarczy powiedzieć:
- Maaaaamoooo .....
I tak co pięć minut. "Mamo, bo ..."
Matka jest lepszym modelem niż robot. Czy cokolwiek. Zawsze działa. Tu krzyczy, tam macha rękami, tu przytuli, tam pocałuje, tam szaleje....opcji milion pięćset. Wystarczy tonem głosu i żądaniem odpalić właściwy guzik.
Np.
Wsiadam na rower, myślę- pokręcę sobie i co?
- Mamo, a ....
Muszę zejść. Pomóc.

Oderwałam się od deski do prasowania. Myślę poleżę.
- Mamo ...
Grrrr,  głupio myślałam.

Czasami mówię:
- Idź, ty dziecko ode mnie,  nie zaczepiaj obcych bab, idź poszukać swojej własnej mamy
- Ty nią jesteś - i chichot.
- Tak?! I pewnie w św. Mikołaja też wierzysz, co?
- Tak!!!!

Przechlapane.

Zatem dzisiaj zabawa była przednia- sprzątanie.
Też było miło, bo robiliśmy to razem. To jest ważne. Być.
Pogadaliśmy, po rywalizowaliśmy w szukaniu klocków, przypaliłam garnek, bo zapomniałam, ze zupę grzeję...
Starszego też wciągnęło na maksa.
Zapomniał, ze mieliśmy iść po mrówki......

Potem Młoda dołączyła do nas.
Oboje mieli zajawkę bycia czajnikami na gazie.
Pisk jeden wielki ......





Ich sen jest wybawieniem mym.. Sen i mym wybawieniem. Padam na twarz. Zamykam oczy..........lego ......

- Poczytasz?
- Nie, nie mam sił, idę spać.
- Nooo, mamooo
- Kiedy zmywałeś naczynia albo sprzątałeś?
- Ty to robisz!
- No właśnie. Mam na dzisiaj dość. Wybacz. Chyba mam prawo?

Czy jako matka mam prawo?
W sumie te 10 minut nie zbawiło by mnie, bo syn ledwo co patrzył. Ale dzisiaj naprawdę już mi się nie chciało. Odrobimy to jutro. Pewnie znowu z książką wpakuje mi się do wyra......

A propos lego - kiedyś syn miał mega fazę na lego. Chyba już od 4 roku życia sam składał modele. Budował też swoje własne projekty. Naprawdę miał super pomysły. Mały konstruktor z wielką fantazją.
A teraz?!
Rysuje i rysuje i rysuje. Podobno tak siedmiolatki mają. Przepadł w angry birds i koniec.
Tyle, ze rzadko gra na kompie.
Więc rysuje swoje gry po prostu.
Też fajnie to robi, ale jednak ......monotonia jakaś zakradała się w mego syna.




Nie chce zagrać w planszówki. Mapy i flagi państw też poszły w odstawkę. I matematyka.
I wszystko. Głupieje mi po prostu.
Czas dorwać się z powrotem do szanownego dupska.

Zrobić flagi w kapslach i pograć na murku! :)





Nocny przegląd onetu.

Nowa pieszczota -lizanie gałek ocznych.

http://kobieta.onet.pl/zdrowie/zycie-i-zdrowie/lizanie-galek-ocznych-nowa-kontrowersyjna-pieszczota/qzz2e


Mi jeszcze nikt nie wylizał, a już nie widzę .........dobranoc :)




wtorek, 2 lipca 2013

nuda dzienna

-Pojechaliśmy do stomatologa.  Ledwo strzałka zbliżyła się do 120 i już się zaczęło:
-  Zwolnij, masz zimowe opony, nie masz abs
- Panikarz, panikarz, ...to kup mi inne auto
- No jasne, a ty się dziwisz ze siwieje
- Nie dziwie się, stary jesteś

W sumie to nie dawno wpakowałabym się pod autobus. Myślałam, że on stoi na przystanku a on jechał.
I wyjechałam mu.
Zdążyłam, bo depnęłam.
Ale kierowca trąbił.
Faceci to panikarze, po prostu.


Córka zasiadła na fotelu dentystycznym i otworzyła buziolka. "Narośł" jaka była taka jest. Płukanie septosanem nie odniosło żadnego skutku. Ale nie rośnie - też dobry znak. Dostaliśmy skierowanie do chirurga. Musimy skonsultować i ewentualnie wyciąć. Brrrr.....Bo teraz taki trend - wycinać wszystko i badać. Może i słusznie?
Teraz to nowotwory latają po ludziach jak nietoperze po jaskiniach. Lepiej więc wprowadzać profilaktyczne kroki, niż później leczyć. Ale NFZ na pacjentach oszczędza. Bezsensu jest ta instytucja, która narzuca ilość badań, zabiegów. Porażka normalnie.

U Młodej podejrzenie jest nadgryzienia, ale z czasem zobaczymy.

Syn też zasiadł na fotelu dentystycznym:
-Tylko zęba mi nie wyrywaj, bo chcę sam!
- Dobrze, dobrze.
Dzielnie zniósł borowanie. Super facet.
A skąd dziury?! Pilnujemy mycia zębów, syn sam dawkuje sobie słodycze i hamuje Młodą ....
Nie wiem
Tak jak nie wiem jak to jest, ale nie mamy problemu z dzieciakami. Większych.
Oczywiście dopóki nie wpadną w "tunel rozpaczy" spowodowany zmęczeniem, wyciąganiem kości i czym tam jeszcze.
Większy problem mam z sobą ....

Kurier przywiózł rower treningowy. Nareszcie!

 Książka gratis -poczytam, może i nawet spróbuję coś z sobą zrobić. I pas też jest dorzucony za free.


Teraz nic innego mi nie pozostaje jak tylko rzeźbić ciało.

Plan - więcej czytania i roweru, mniej internetu i siedzenia. Plus oczywiście dzieciaki. Ale to wiadomo!
Oby tylko motywacji nie zabrakło :)




Jak to w moim przypadku bywa. Zapału starcza na tydzień. W wersji optymistycznej.




Kartki otrzymały swoje mieszkanka - w końcu .....Za kartki dziękuję.





A mam jeszcze wiele książkę, bez swoich kartek...i wiele książek, wstyd przyznać, nie przeczytanych.
Net zdecydowanie zabiera mi za dużo czasu. Straciłam rozsądek i równowagę.




-----


Syn męczył zęba do jedenastej w nocy. Nawet nitkę mu T przywiązał. Ząb jak wisiał tak wisiał, nie chciał puścić i Starszy nie chciał nas do zęba dopuścić. W końcu poszedł spać.
- Ale nie oglądajcie władcy Pierścieni beze mnie!
- Sio spać!

Mieliśmy nadzieje, że pośpi co najmniej do dziesiątej. Ale gdzie tam....
Po ósmej obudził mnie krzycząc:
- Patrz wyrwałem dziada, Mamo!!! zobacz!!!
I cały dom stanął na nogach.

Potem zapolowaliśmy na ćmę. Sorki nocny motylu, ale doczytałam, że jesteś przysmakiem chomika. Zygmunt rzucił się na zwłoki jak prawdziwy drapieżca.
W menu sierściucha mogą też być chrząszcze, muchy, larwy (np. mączniki), mole.
Nic nam nie pozostaje, jak ropocząć sezon łowów.
- A pająki je? A ślimaki? Ślimaków szkoda. Chrząszczy też nie dam. Są fajne ....

Młoda od rana zapałała miłością do farbek. Oto dzieło jej.


Wygląda jak bazgroł.
Ale jak dla mnie jest to chomik na buraku.
Młoda zbrechtała i z obrazkiem pognała do chłopaków:
 - Patrzcie, chomik. Na buraku.
- Nooooo, no, faktycznie- przytaknął jej Starszy, by za chwilę dodać:
- Ale to mama rysowała!
- Nie, ja!
- Nie! mama!
- Już się kłócicie?! Młoda to namalowała, a ja tu widzę to co widzę- a ty co widzisz?
- Chomika na buraku
- No więc o co ci chodzi? Może chomik wspina się na czerwonego królika?!

 Syn nie wiedząc co powiedzieć, powywracał oczami, i poleciał do drzwi, bo domofon zapikał. Wpadł jego kumpel -M. Cała trójca wybiegła na podwórko. Uffffff......Hura! Mama M. będzie ich pilnować.
Cisza to piękna rzecz.



 Za długo szczęście nie trwało. Musiałam wyjść na plac zabaw. Zmiana opiekuna. Kumpela poszła, a ja zostałam.
Córka zażądała huśtania. Obok huśtał się syn sąsiadów, Janek.
Janek jak zwykle był pod opieką babci.
Chłopczyk zaczął zagadywać Młodą:

 - Popatrz huśtanie jest proste, zginaj i prostuj nogi.
- Janku, już wystarczy huśtania 
Nie wiem co jej przeszkadza, że chłopak się huśta?! Ma siedzieć koło niej czy jak?! Bezsensu - przetoczyły się myśli przez moją głowę. Nawet nie huśtał się pięciu minut ...

- Nie! nie! ja lubię się huśtać. Zaprzyjaźnimy się ?- zwrócił się do córki.

- Przestań tyle gadać, gaduło, chodź do mnie! - babcia koniecznie chciała wyrwać wnuka do siebie. Tyle, ze Janek zawsze sam się bawi....zawsze się pod jej opieką i w ogóle to chyba coś jej zaraz powiem...grrrr ...przecież nie dzieje się nic złego a widać, ze chłopak ma ochotę na towarzystwo i słusznie. Dzieciaki powinny się razem bawić.

- Tak! - odpowiedziała Młoda.
- Ja jestem Janek Kowalski. Mama 6 lat a ty?
- Młoda
- Idziemy na inną huśtawkę?
- TAK!
Polecieli. Wspinali się, grzebali w piasku. Babcia machnęła w końcu ręka:
- A niech bawi się z dziewczynką,
i poszła do innej babci na pogaduchy. I słusznie- jak nie ma nic do roboty niech papla do ludzi, a nie zadręcza dzieciaka.


Przed nami mega wyzwanie na dzień dzisiejszy - założenie pokrowca na materac. Masakra będzie.


Już nam się wszystkiego odechciewa.....Chyba bezsensu, że zdjęliśmy pokrowiec. Jakoś tak wątpię, że uda nam się go nałożyć z powrotem.


Ale zabawa taka będzie wieczorkiem, a póki co - rowery. Musze wyjeździć nogę. Na zdrowie. Na razie jest bez zmian, niestety.....








poniedziałek, 1 lipca 2013

potop

Córka zasnęła w naszym łózko. Poszłam ją przenieść. Podniosłam i kurde, co ona taka mokra?!
 A Młoda po prostu zsikała nam się do wyra!!!!
Niewiarygodne!!!!
Pierwszy raz, od półtora roku, zafundowała nam potop.
Jakby wiadro wylała -  ma moc!
Pierwsza w nocy - akcja!
Wzięłam Młodą do łazienki, zdjęłam piżamkę, opłukałam. Młoda otworzyła oczka
- Ciiiii kochanie, zsikałaś się, 
- Ja chcę piżamkę!
- Zaraz dostaniesz, muszę cię umyć z siusiów.
Młoda zasnęła w swoim łóżku.
Umyłam, przebrałam i położyłam spać córke. Przecież nie będę krzyczeć. Jaki to jest sens? Co to da?!
A my? Pranie pościeli. Zdjęliśmy z materaca pokrowiec. Było to nie lata wyzwanie. Materac waży ileś kilogramów i w ogóle niezły kolos. Nie wiem jak go ubierzemy z powrotem.
Oczywiście mogliśmy zapomnieć by wyprać go w pralce. Moczy się w prysznicowym brodziku.

Ale metodą katów powinniśmy wziąć pasa wojskowego i dziecko lać. Do świtu. Za to że nie wysikało się do kibelka tylko do łóżka.  Za to że dzieckiem jest. By się nauczyło porządku!

Jak ta ostatni historia nauczycielki, katechetki opisana w Dużym Formacie.

http://wiadomosci.onet.pl/kraj/duzy-format-nauczycielka-skazana-za-zabojstwo-dzie,1,5550320,wiadomosc.html

jeden z wpisów na forum:


Dziecko, które wychowywali - Tomasz, sześć i pół roku - pewnego zimowego dnia 1982 roku zgubiło w przedszkolu sznurowadło.

Następnego dnia Ewa T. nie pozwoliła mu iść do przedszkola, bo nie kupił nowych sznurowadeł. Został więc cały dzień w domu. Po przyjściu z pracy dała dziecku obiad i powiedziała:

- Chcę usłyszeć, co masz zrobić, aby założyć nowe sznurowadła.

Dziecko nie wiedziało. Wzięła więc pas i zaczęła bić. Było około godziny szesnastej. Chłopiec nie umiał udzielić prawidłowej odpowiedzi. Bicie z przerwami powtarzało się. O siedemnastej przyszedł ojciec. Tomek siedział na łóżku, miał już potężne siniaki, z niektórych miejsc lała się krew. Podkoszulek był zakrwawiony. Kiwnął na ojca palcem - próbował przywołać ojca i prosić go, aby nie był dalej bity. Dostał jeszcze raz lanie, "bo co to jest za sposób przywoływania ojca". Ojciec wyszedł do dentysty.

Tomek znów był odpytywany: - Co masz zrobić, żeby założyć nowe sznurowadła?

Nie wiedział, jakiej odpowiedzi się od niego oczekuje. Więc biła go znowu. Wojskowym pasem ze sprzączką. Po nogach, po plecach, po rękach, po głowie. Przestała bić po kilku godzinach, gdy udręczony wyjęczał:

- Mam iść do kiosku i kupić.

- A skąd weźmiesz pieniądze?

- Ty mi dasz - jęczało dziecko.

- Nie, ja ci nie dam. Skąd weźmiesz?

- Ze swojej skarbonki.

- No, nareszcie.

Potem mały się rozebrał i położył się w piżamce do łóżka. Ponieważ w sąsiednim pokoju trwało malowanie, Ewa T. położyła się przed dwudziestą obok Tomka. Chłopiec jęczał, wołał: "Pić!". Wstała więc i pobrzęczała mu pasem nad uchem. Chłopiec wiercił się, prosił: "Tatusiu, daj mi zimnej wody". Ojciec przyłożył ucho do jego piersi i miał wrażenie, że serce bije słabiej.

Lekarka, która podpisała protokół sekcji zwłok, stwierdziła, że z takim przypadkiem sadyzmu jeszcze się nie zetknęła, mimo że robi sekcje od lat.







Niedobrze mi się zrobiło......

Rodzice są wszystkim dla dzieci.....

Jak tak można?!
Specjalnie, rozmyślnie - tak bić, tak być nie czułym, być tak potworną istotą.
JAK?!!!!!!!!!!!!!!!!!????????????????????

Czasami człowieka poniesie jasny szlag i da klapsa. Klapsa, który powoduje niesamowite wyrzuty sumienia.
A tutaj, w tej historii ....

Płakać się chce ......

To tylko dziecko .....




Dzisiaj wygłupiając się na łóżko syn krzyknął z chichotem:

 - Mamo, nie rób mi niczego! Jestem bezbronnym pisklakiem!


I właśnie takie dzieci są. Bezbronne. To my ich uczymy. Wszystkiego. Pokazujemy świat.

A jaki świat pokazują kaci swoim dzieciom?!!!!


Tak katować dzieci jest po prostu jedną z największych zbrodni.
Za to powinno być dożywocie.
A najlepiej krzesło.

Bo kat bije za wszystko. To nie jest jedno lanie. To jest życie w biciu.
A dzieci co mogą zrobić?!
Nic!
Dość często skazani są na obojętność ludzką.



Nie bądźmy głusi na krzyk zza ściany.
Reagujmy.





niedziela, 30 czerwca 2013

schiza rodzinna

Pogoda była do bańki. Coś kropiło, szarzyzna zawisła nad nami.
- Gucio, po naszym rejsie statkiem.
-Aha, może jednak rozchmurzy się?
-Raczej nie zanosi się na to.

- Cześć- wpadło na nas z impetem.
- Cześć
- A ja chcę bajkę - zażądała Młoda.
- A masz ....
Ledwo zaczął się Scobby Doo już przyleciał syn.
- Oooo, ja też chcę to oglądać! - rzekł wydłubując śpiochy z oczów.
- Dzień dobry kochanie.
- Dzień dobry ....
- A siebie nie przywitacie?
- Dzień dobry kochany Starszy
-Dzień dobry kochana Młoda.

Rodzeństwo czasami potrafi do siebie po ludzku przemówić.

Tylko trzeba im o tym przypomnieć.


Dzieciaki sobie oglądały, a co tam - mamy w końcu wakacje,  a my zajęliśmy się kupnem roweru treningowego. Ten co miałam musiałam oddać szefowi. W Sumie okazało się, że to nie jego, tylko firmowy. Ciekawa historia kolejnego przekrętu, ale co tam. Życie toczy się dalej.

Kupienie roweru treningowego to nie taka prosta sprawa. Trzeba zwrócić uwagę na wiele rzeczy- wagę koła, długość między pedałami i siedzeniem, co by noga była wyprostowana, kierownica regulowana etc.
Szperaliśmy w necie. Fajne są spiningowe - konkretne, ale szukaliśmy magnetycznego za ekonomiczną cenę.
Gdzieniegdzie zamiast kupna roweru polecano karnet na siłownię, bo motywacja jest w ludziach, a samemu się nie chce. I z czasem rowery takie robią za wieszak. To fakt, wiem to po sobie, ale z czasem przychodzi i też determinacja. Trzeba wagę zrzucić, zająć się kolanem. Nie odpuszczać niczego.
Odrzucaliśmy kolejne modele. Kupiliśmy średni. Z najlepszych.Tudzież najlepszy ze średnich. Mała cena niczego nie gwarantuje, jak i duża nie daje gwarancji.

Rozkręciłam się rowerowo, bo normalny też by mi się przydał. Mam na oku 3 modele.
I mogę pędzić.
I wydać cała kasę urodzinową. W słusznym zresztą celu.

Plan poobiedni -basen kryty.
- Ja nie jadę.
- Bo co?
- Bo nie jadę.
- Bo?
- No bo nie i już.
- Kurde, muszę nogą machać, z dwójką nie dam rady. Bądź ociec, kumpel mój i chodź.
- Nie!
- Bo co? Bo gruby jesteś?
- No!
- No to dalej wpierdalaj słodycze! 

Ja pierdole -  wyrzuciłam z siebie, trzasnełam drzwiami i poszłam do kuchni, gdzie rytualnie pobiłam szklankę.Nerwus ze mnie jest mega. Rozłożył mnie na łopatki tym tekstem. Co to znaczy - Nie? A gówno kogo to obchodzi. Grrrrrrr............
Mój ryk z kuchni zagłuszył pewnie Radio Maryja sąsiadów:
- To ja sypiam z tobą debilu jeden i  masz w dupie swoja wagę a przejmujesz się opinią innych? To się kurde zacznij odchudzać a nie wpierdalasz na okrągło. I to dla siebie, dla mnie, dla dzieci. Teraz się wstydzisz?! Ja pierdolę, no nie mogę... A wiesz, że będzie coraz gorzej. Albo zażryj się na śmierć -oooo!- rentę dostanę po tobie i już. Boże, co za palant jeden.......innymi się przyjmuje a mnie ma w dupie i to centralnie ........Gruby, gruby.to zobacz z kim mi przyszło być w łóżku....pierdol się i to sam!!!!!!!

Musiałam się po wkurwiać, poprzeklinać. No bo tak mam. No bo kurde - trzeba ponosić swój krzyż, skoro się do niego przybija. Kogo co obchodzi?! Wyszłam za niego, zaakceptowałam a teraz strzela mi z tego powodu fochy!
No trzymajcie mnie!
A kogo to obchodzi kto jak wygląda?!
Grrrr............
No zezłościłam się okrutnie.......


Potem stwierdziłam, że w dupie mam to co mężunio zrobi. Ważne jest co zrobię ja. Ja zgarnęłam dzieciaki.
T jednak pojechał z nami. Ledwo wsiedliśmy ....
- Włącz nawiew
- Zaczyna się? Chcesz wysiąść?

Przy kasie zdziwiłam się, że mam kupować bilet dla T.
- A masz kąpielówki? Bo ja ci nie wzięłam...
- W torbie są, wrzuciłem.
I tu mnie zatkało. Ulalalaalala, fajnie!!!!!! Zajebisty koleś i tyle.



- Nie wolno biegać, nie wolno krzyczeć, wolno się śmiać - wyrecytowała Młoda w szatni. No tak, była na basenie z przedszkola, więc zasady nie są jej obce.
- A prysznica się nie bałaś?
- Nieeee

Dzieciaki pływały w kółkach. Próbowałam Starszego nauczyć się pływać, ale bał się. Nie ufał sobie, mi, wodzie, zasadom fizyki...
Poszliśmy na zjeżdżalnię. Ma 64 metrów długości. Córka bała się i nie chciała zjechać.

- Mogę zjechać sam?!  

- Pewnie, przecież całe  życie nie będę ci matkować, hahahahaha
I synek sam zjechał. Czad.
T ogarnął Maluchy - pływały w kółkach koło niego, a ja pływałam sobie samotnie. Rehabilitacja trwa. Zrobię wszystko, by mnie nie otwierać. Tyle, że są dni, które dają mi nadzieję, i dni co zabierają wszystko.

Pobyt na basenie pozamiatał córką. Po powrocie do domu zasnęła szybko. A my korzystając z "tej chwili" obejrzeliśmy Hobbita. Syn bardzo chciał zobaczyć ten film.
Sceny mega. Czasami nawet podskoczyłam.
- Ale mama jest śmieszna, co?
- Noooo - zgodził się syn ze swym ojcem.
Faceci....
 - A druga część? Kiedy obejrzymy?
- Właśnie kręcą, może na Boże Narodzenie?
- Łeeeeeeee, ja chcę teraz.
- Władce Pierścieni możemy obejrzeć
- JA CHCĘ!!! TERAZ???
- Teraz to ja lecę na rower - weszłam w słowo chłopakom - Jedziesz ze mną?
- Nooooo dobraaaaa

Pojechaliśmy przed siebie. Ja byłam ucieszona z dwóch powodów -mogę z synem pedałować, syn łyknął bakcyla fantasy. Syn jest mega! Mój syn!!!!

- Idziemy porzucać do kosza?! - zapytałam Starszego jak schowaliśmy rowery.
- Nie mam sił .........mamo, zagramy w angry birds?
- Pewnie.


Wymyśliłam domowe angry birds - angry cars. Dość mediów na dziś. Czas na kreatywność.
Mamy klocki, ponad sto gormitów i jeszcze więcej hot wheelsów.
Czas zamienić tą kupę złomu w coś przydatnego.










Gormity na klocki. Auta - pif paf.
Nie będę kupcowa nowych zabawek, gdy tyle jest starych.
 Zabawa była świetna. A gormity waleczne.

Dzieciaki zajęły się zabawą, a ja mapą.
Wakacje przed nami, czas wyjechać .........

- A ty chcesz wszędzie być! - co za zarzut, no ja nie mogę ...
- A tak, bo raz się żyje.

Wyjeżdżamy na ten weekend, wyjeżdżamy za tydzień na parę dni, a za tydzień tygodnia też wyjeżdżamy i w ogóle czas rozpocząć włóczęgę.
Parę dni, weekend - nie ważne. Ważne by gdzieś być. By przewietrzyć się.
Bo wiele jest rzeczy wartych zobaczenia.
Bo warto zmienić punkt widzenia.
I kuchnię.
Zmienić smak życia.
Być, a nie - mieć.


- Nie idę się kąpać bo mi ząb wypadnie pod prysznicem.
- Nie sikaj, bo ci ząb wpadnie do muszli.
- Co?
- Nic, brednie. Idź się myć ,synu i to natychmiast.
- Ale będziecie mnie kąpać!
- Chyba kpisz! Idź!!!!


Nie ma nic gorszego dla dziecka jak kąpiel i założenie piżamki.
Symbol końca dnia, a dzieci chciałyby pobrykać.

Niech idą spać. Czas na czas dla nas.
Musze T podziękować, przeprosić.
Po raz n-ty natłuc do głowy, że ma być koło mnie. Zawsze. Wszędzie.
I mam w dupie jego kompleksy. Jego wygląd.
Jest fajny i tyle.
I go kocham.
I takie tam bajery.
Ha,ha, ha .......

Na odprężenie, zakwasy.
Bo trzeba mówić to co się czuje.
Nie dusić w sobie.
Nie kazać drugiej stronie się domyślać.
Mówić jak jest.
Czy boli, czy cieszy - trzeba umieć rozmawiać z sobą.
Słowa są mostem między duszami.
Czyny jak i słowa mają swoją moc. I nie ma co ich oszczędzać.


















Rak po prostu lubi się obrażać, kłótnia to jego żywioł. Obraża się często i o wszystko. Kiedy wpada w szał, to drżyjcie narody. Wrzeszczy, tupie, krzyczy. Kiedy zabraknie mu energii, przechodzi na złośliwości i przykre uwagi. Dla niego każda kłótnia to walka na śmierć i życie. Użyje najpodlejszych słów, nie zawaha się przed przekroczeniem granicy norm społecznych. Długo żywi urazę i obrażony chętnie podzieli się uwagami na temat przeciwnika z całym otoczeniem. Będzie obgadywał, wymyślał złośliwości i kalumnie. Jego partner musi w przepraszanie Raka wkładać wiele czasu i energii – robi to nieustannie.








sobota, 29 czerwca 2013

taki jeden dzień

Zwinęłam syna porankiem. Na rower. Zanim córa z Moonkiem wyciągnęli się z wyrek,  my wyciągnęliśmy rowery z piwnicy. Siódma rano. Auć.

Pojechaliśmy nad rzekę zobaczyć jak tam poziom po opadach deszczu.
- Patrz, to jest cukiernia gdzie babcia kupowałam nam lody ciepłe ...a tam to .... 
Pokazałam, gdzie dziadek mieszkał. Byliśmy w parku. Zamek, pomnik, fontanna, wiewiórka ....
Byłam przewodniem turystyczno-rodzinnym dla syna. Objechaliśmy miasteczko wokół.
Skoro mam się rehabilitować to w takim towarzystwie będzie mi milej.
Fajny facet z tego mego syna. Ziomal mały.







- Mamo! stój! wróćmy się!
- Stało się coś?
- Nooo, patrz!


Gąsienica była niezwykle szybka. Musiałam ją sfilmować. Maratończyk normalnie. 


- A gdzie ona tak idzie?
- Nie wiem, zapytaj się jej
- Ale one nie gadają
- A skąd wiesz? Gadałeś?!
- Mamo!!!

Pod koniec jazdy złapałam gumę. Kurde ...... Prowadziliśmy rowery. Nie ma to jak wyjśc na spacer. Zamiast psa - rower, hahahaha.

Wpadliśmy na ogród teściów.Syn jednym gestem  rzucił rower i już siedział "w groszku".
Mooniek.był już Młodą na miejscu. Opanowali teren.

- Młoda, przyniosłem ci groszek - syn przyleciał zadowolony z garścią strąków, które podzielił po równo.
- Młoda, podziękuj bratu!
- Dziękuję.
-Fajnego masz brata, troszczy się o ciebie. Fajny jest brat ciebie, wiesz?!

Groszkomania. Siedzieli przy stole cicho. I to ponad dwie minuty.

Wzięłam rower Moonka i pojechałam do domu. Po stroje do kąpieli i ręczniki. I inne zapomniane rzeczy. Wróciłam mówiąc z zadrością:
- Kurde, ale masz wypas rower! Ma hamulce i takie siedzenie wygodne ....

Był grill, pluskanie w baseniku. Popołudnie z rodzinką. Całą. Bo byli teściowie, moja matka, a przy nich wszyscy inni święci.




Dzieciaki zrobiły wojnę w piratów. Skakały. Tłukły się między sobą. Za chwilę panowała zgoda. Za chwilę była wojna.
I tak bez przerwy.


- A on mnie bije! - chlipała Młoda.
- Bo ona wskoczyła mi na głowę- burknął Starszy.
- Nie wskoczyłam ......
- WSKOCZYŁAS!!!!!
- Zaraz was oboje wyciągnę z basenu, przeproście się nawzajem i to już. Młoda uważaj na brata dobrze?
- Noooo....- chlip, chlip.
- A ty jestes facet- facet kobiet nie bije wiec opanuj się, rozumiesz?
- Nieee....
- Proszę?!
- No bo...
- Synu! - warknęłam.

- Przepraszam.
- Przepraszam.

Jak jedno przeprosi drugie natychmiast robi to samo. Nigdy nie wiadomo kto zaczął, bo i jedno jak i drugie to niezły model. Każdy ma swoją wersję. I potrafi zaleźć za skórę.

 Wpadłam do kuchni po żarełko na grilla. Dopadły mnie słowa z telewizji:
-...potrzebny jest program dzięki któremu będzie dla wszystkich praca i mieszkania ..Polska musi być oparta o wartości...
- Co ty Jara oglądasz? Chory jesteś czy co?!- zapytałam się zdumiona wchodząc do pokoju.
- To jest drugi Gomułka - ze śmiechem odpowiedział teściu.
Machnęłam ręką, zgarnęłam kiełbasę i wyleciałam z domu.


Musiałam zresetować swoją mózgownicę piwem, by nie pacnąć teściowej widelcem.
Ta to ma moc wkurzania. Nie usłyszy dobrze i już ma swoją wersję. Wymiękam.
- W telewizji słyszałam jak mówią, że na komunie to lodówki kupują ...
- Teraz  o komuniach mówili? Co ty mówisz. Mówili o kupowaniu prezentów dla nauczycieli na koniec roku szkolnego. Znowu nie dosłyszysz i gadasz. A swoją droga po co dziecku lodówka? To nielogiczne, nie sądzisz?!
- Może jest tak jak mówisz, w połowie był dziennik i może nie dosłyszałam...
- Więc wymyślasz jak zwykle...

Dziennik! hahahaaha... Auć, matka kopnęła mnie pod stołem. Tą też mam ochotę pacnąć. Zabiłam ją wzrokiem. A potem obie zatkałam kiełbasą.
Długo to nie trwało ...
Teściowa zajęła się komentowaniem postępowania dzieci. Tak nie rób, zrób to, zrób tak - cała lista wskazówek dla wnuków.
W końcu nie wytrzymałam:
- Ale czy ty możesz przestać komentować to co dzieci robią?! Daj im spokój, niech się bawią jak chcą!
- Ale przecież trzeba coś mówić.
- Właśnie ze nie trzeba gadać, możesz czasami zamilknąć. Słyszysz jak szpak śpiewa?!
 - Szpak?

- No właśnie ...

No tak, trzeba gadać. Jasne, nieważne co byleby by gadać. A ona jest w tym mistrzynią.
Ble, bla, ble ....Poszłam z dzieciakami kopać piłkę przez ogrodzenie. Raczej jako pomagacz, donosiciel piłek, bo dwa kopnięcia pokazały mi, że nie mam co z nogą szaleć.

Świat dzieci jest zabawniejszy od świata dorosłych.














piątek, 28 czerwca 2013

codziennik ik k




- A wiesz jak nazywa się kapitan legionów?

- Eeeee .... - syn zawisł, a czochranko po głowie nie oświeciło go jakoś.
- Kapitam Rex!
- No, no to coś mi mówi...
- A wiesz, ze on stracił rękę w ostatniej bitwie?
- Nie widziałem tego .......- ten smutek w głosie syna mnie rozwalił, jaka przeżywka, ja nie mogę.
- Bo tego nie było ja cię kantuję a wiesz co to znaczy, ze cie oszukuje. Wiesz ja chodzę już do drugiej klasy to wiele wiem - odparł nowy kumpel syna. Z dumą. Druga klasy w końcu brzmi dumnie.
-To ja cie okantuje piłką! - wtrącił się M w rozmowę.
- Hahahahahaha - chłopaki roześmiali się razem i nagle zapadła cisza.
Zanim się obejrzałam chłopaków nie było. Bieg, płot, nie ma.
No to fajnie.
"Smycz" została mi w ręku. Coraz większa niezależność syna. I dobrze. Lepsze latanie niż trzymanie się spódnicy.
Jak się pojawili to trudno było ich nie zauważyć. Śpiewali cudowną piosenkę wakacyjną -Hymn Polski.
I jak się kłócili o zwrotki. Normalnie pierwszy sparing "yntelektualystuf". Ha, ha, ha ....
A Młoda sobie sama latała - huśtawka, zjeżdżalnia. Sama sobie  radzi, bez - Mamo, mamo to, mamo tamto ....
Cudowny czas wyciągania nóg na ławce.
Ale i tak pograłam z Młodą w piłkę. I pohuśtałyśmy się razem. Wciąz nie mogę się powstrzymać, by nie zeskoczyć- i tym razem skoczyłam w dal.
Cudowne jest dzieciństwo.
Oby i takie było moich dzieci.
Spędzanie czasu z dzieckiem jest czasem bezcennym. Ale dziecku trzeba dać czas i na nudę. Bo nuda bywa impulsem do własnej kreatywności.
I niech idą w towarzystwo dzieciaków- lepszej szkoły życia nigdzie nie dostaną niż na podwórku.
Zabrałam towarzycho na kosza. To jest to co lubię. Tylko kolano psuło cała zabawę. Ale...co tam. Mam z kim grać i to jest super.


Wieczorem wpadło towarzycho. I był git wieczór.
-Ale co dalej tak gotujesz czy już znormalniałaś?!
- A co Arte gotowała?
- No tak, wpadam do niej a tu sałatki, kurczak. Patrz nawet pranie ma powieszone.Sama powiesiłaś?
I chichot. He, he, he śmieszne ...
- Znormalniałam, znormalniałam ....chyba ......nie wiem ......
- Wiesz, ze Ty jesteś jakaś inna, i nigdy nie wiadomo co zrobisz, i zawsze miałaś wszystko w dupie. Wiesz? A teraz co?
- ZOMO -odparowałam zdziwiona, że ludzie odbierają mnie jako luzarę i w ogóle...ja jakoś o sobie nie myślę jakoś tak fajnie ....na szczęście "zeszły" ze mnie:
- A moja córka kończy roczek!
- O!
- To za zdrowie Izy, niech rośnie wam zdrowo.
- Powoli zaczyna sama chodzić!
- Rewela. hahaha to jak zacznie biegać to dopiero będzie.
- Jedziemy nad jezioro?
- Noooo. Ej tam domek można wynająć i się złoimy po mazursku co?!
- Ale z dzieciakami jedziemy?
- Jasne, że z nimi. Niech się wypluskają. co tu robić mają? 
- A Czechy i jaskinie, kiedy?!
- A my byliśmy w ten poniedziałek po górkach pochodzić, ale lało....

Wieczór był zacnym wieczorem. Piwo się lało, z siebie się lało, rozmawiało.
Naszły i też refleksje. Tak po którymś szkle.
Kiedyś nasi rodzice robili imprezki. Były imieniny to kupowało się goździka, flaszkę i wpadało się bez zapowiedzi. W mieszkaniu był tłum cioć i wujków. Pili do rana, bo godzina milicyjna była. Naczochrani wracali z dzieciakami taksówką albo na piechotę. Nie było afer.
A teraz?
Teraz ludzie budują wokół swoich domostw mury.
Nikt do drzwi nie dzwoni spontanicznie.
Ludzie mają więcej znajomych w internecie niż w realu.
A realnego świata nic nie zastąpi.
Tyle, że w necie można się kreować -drętwi nagle stają się duszą towarzystwa, towarzyscy-milczą, normalni-nienormalni, nienormalni chcą być normalni- każdy jest tym kim chce być. Taka gra. W podróbę. W bycie sobą. Dżungla.
Przypominają mi się słowa Margaret Thatcher:
Z byciem ważnym jest jak z byciem damą. Jeśli musisz mówić ludziom, że jesteś ważny, to znaczy, że nie jesteś.
Więc zamilknę lepiej, niech inni mówią jak kocha ich świat. Albo ja to powiem, co mi tam. Ha, ha, ha ....


Co by tu nie mówić -siła człowieka  tkwi w ludziach. Nieważne, gdzie oni są - są podparciem.
A skoro takie czasy są to trzeba iść z duchem czasu.
Wiele fajnych ludzi poznałam dzięki netowi. W realu nasze drogi nigdy by się nie zeszły.
Aczkolwiek mam nadzieję, że kiedyś na "te pięć minut" zejdą się....

Od kumpeli dostałam książkę. Z dedykacją bezcenną.

Muszę sms puścić dziewczynom, bo lodówkę znowu trzeba z browarków ogołocić.
Bo są takie chwile dla których warto żyć ...hahahaha.
Wyczochrać po głowie "babole" w podziękowaniu za to, że są.
Bo warto ludziom mówić dobre rzeczy,a przynajmniej czasami - dziękuję.
Co też czynię: dziękuję za wszystko.
Bez was byłabym niczym.
Ha, ha, ha ....













czwartek, 27 czerwca 2013

koszmarek








- Kto idzie się pierwszy myć?!

- Nie ja! - krzyknęła  Młoda
- Nie ja! - zawtórował jej Starszy.
- Może ty? - Młoda to ma gadkę. Nie powiem. Skubaniec mały.
- To ja wiem zaczniemy od najmłodszego, Młoda Starszy, potem ja. Zaszyjemy się w łóżku i będziemy czytać
- Koszmarnego Karolka!
- Po co? Mam Koszmarną Młoda, Koszmarnego Starszego....
- Ty jesteś koszmarna
- Hahahaha tja i zaraz cię zjem!
- A wcale że nie ! Mama jest najmilszą i najmniej krzyczącą mamą-  nie ma tojak syn, prawdziwy rycerz, obrońca.
- Mówisz?
- Noooo....
- Bo wiesz mi się nie chce krzyczeć tak jakoś
- Noooo, bo ty stara jesteś.
- Hahahahahaha, idźcie jeść, potem myć się.
- A ty co? Komp?
- No jak zwykle ...


Dobranoc :)














jazda musi być


Jazda. Zawsze Jazda. Jak nie na rowerze to w głowie.
Tym razem była jazda rowerowa po parku. Wpadłam na ławkę. Ławkę determinacji.



Było chyba z 10 losów. Hazardzista?! Poszukiwacz gotówki? Desperat?
I te patyki po lodach. Może ktoś sobie osłodził smak przegranej?!
Przy innej ławce był konkret - bateria butelek po piwie.
Życie płynie. Ludzie żyją. Składają swoje szczęście jak potrafią. I śmiecą z braku śmietników. albo kultury bycia.
Moje życie zostało skazane na rower i pływanie. Same przyjemności, by odzyskać sprawność w nodze. Lekarz powiedział,ze mamy czas. Że mam uzbroić się w cierpliwość.
- Ale jak, panie doktorze, jak mam wrażenie, że z noga jest coraz gorzej. Te bóle dopadają rano, w połowie dnia, nieoczekiwanie i po schodach i w ogóle oszaleć idzie.
 - Mam swoją koncepcję, ale na początek warto spróbować metody bezinwazyjnej. 
- A potem co? 
- Oj, będzie dobrze
- A mogę wyjechać?
- Dlaczego nie?
- Nie wiem, bo zasiłek?
- To jest czas na kurację, musi pani wyjechać. Zrelaksować się.
Jeśli będzie ból nasilony, lub coś niepokojącego się działo to mam dzwonić, a póki co - sio na wakacje. Z rowerem i pływaniem.
Zadzwoniłam do T
- Mam smutną wiadomość
- Co?!
- Bierz wolne, jedziemy na wakacje!!!
- ...... (cisza) Jutro pogadamy.
- Jutro to ja piję piwo,oooooo!!!!

Wpadłam do domu. Córka spała, a syn szalał z kolegą po domu.

- Czemu nie jesteście na podwórku?
- Bo tam są te głupie baby i mamy ich dość.
- Ale co one robią?
-Pytają się : - "A jak tam twoja nóżka"
- I co ? Nie możesz odpowiedzieć - dzięki, dobrze?
- Jutro im to wykrzyczę.


Chłopaki latają od ściany do ściany drąc te kopary niewiarygodnie. A niech się drą. Mnie to nie przeszkadza. Córka zabunkrowała się w pokoju z Pingwinami z Madagaskaru.
Jutro ostatni dzień mojej wolności.
Jutro ostatni dzień dzieciaki są w przedszkolu.
Moja noga załatwiła im wakacje.
Długie wakacje.
I kurna będę musiała gotować.
A to nie jest fajne.
Fajne jest to, ze basen i ścieżki rowerowe będą nasze.
I fajnie, że wiem co jest z kolanem.
Szok jeszcze przeżywa....przybite. Bolące. Może kiedyś przestanie?!
Dobiję sportem - albo wstanie, albo padnie.
Pozostaje tylko kwestia pracy, ale przede mną wakacje i mam to w dupie. Ot co!
Powoli czas walizki pakować .......:)





ciotowato

I znowu dopadła mnie ciota.
I  znowu się dziwie, ze tak szybko. Już?!
Przecież chyba niedawno miałam.
Jeszcze pamiętam ten dzień, dzień kiedy kupowałam podpaski,ten ruch, gdy płaciłam za nie w kasie.
Kurczę.
A dlaczego inne ssaki nie mają tego problemu?!
Oszaleć idzie.
T mówi, ze może mi załatwić spokój na parę miechów. Posłałam go w diabły.
No właśnie ssak ssakowi nierówny, a my chcemy równouprawnienie. Nie ma, w przyrodzie muszą być schody.
Dlaczego taka foka nie krwawi?
To znaczy krwawią wybijane pałkami w Kanadzie. Taki tam sport uprawiają. Fajny, no nie?

Wrażliwym istotom nie polecam.


Świat wie i świat ma to w dupie.
Tak jak biedę afrykańską. Jak komunizm koreański z ich obozami śmierci i pracy.
Jak to co się dzieje w Ameryce Południowej.
Ale ja nie o tym......


Każdy ma swój mały świat i żyje problemami świata swego a nie globalnymi.
Bo co możemy zrobić?!

Więc w moim świecie nastały czerwone czasy.
Śmiałam się nieraz,że to kobiety krwawią, a nie mężczyźni, bo to my byłyśmy aniołami.
Aniołami co podpadły. Bo facet jest do pracy, a kobieta swoje zdanie ma:D:P. Więc wyrwano nam skrzydła. I co miesiąc rana się otwiera. Tam gdzieś miedzy nogami, blisko tyłka, bo w dupie to mamy :D:P.  Gdzieś tam, ale  nie na plecach, no bo jak?! Głupio  to by wyglądało, tak iść z podpaską doklejoną pod łopatki. Przyjdzie ktoś, klepnie w plecy i co?! Bardacha ! Chlap.

Inna wersja głosi, ze dawno, dawno temu mężczyźni toczyli boje broniąc ziem, rodzin, walcząc ze zwierzęciem, by jedzenie zdobyć. Kobiety siedziały w domu. W ramach emapatii dostały swój ból i swoją krew.

Widoczna miesiączka występuje u ludzi i niektórych ssaków naczelnych (np. szympansów)[2]. Inne ssaki łożyskowe mają cykl rujowy, w którym nie występuje krwawienie takie jak u ludzi. 

Hm, ciekawe jak szympansice sobie radzą.....


codziennik


Córka wczoraj była cała na NIE. Nic nie chciała i nic jej nie pasowało Zażądała stanowczym głosem bajek, więc puściłam. Co się będę szarpać z Młodą skoro widzę, ze jest zmęczona. Syn również przywarł oczami do telewizora. Nie chciało mu się rysować ani iść do kumpla. Oboje odlecieli.
Córka zasnęła po osiemnastej i tak spała i spała. Wszelkie próby przebrania ją w piżamkę kończył się dziwnymi odgłosami, więc sobie podarowałam. Co się będę ścierać. ...A niech śpi.
Z synem poczytaliśmy książkę, pogadaliśmy. O wszystkim i niczym.
- Mamo a pojedziemy na basen?
- Spodobało ci się?
- Nooooo i ja chce na tą dużą zjeżdżalnię, bo panie nie chciały nas puścić.
- W porzo. Pojedziemy w sobotę.
- Mamo, a ja chcę jechać nad morze, a nie w góry. 
- Dlaczego? Ej w góry też pojedziemy, no co ty.
- Ale twoja noga!
- Spoko, będzie dobrze. zobaczysz.

Młoda przespała całą noc. Bez słynnego jękopłaczu: - Chcę pic!

Nic.

Miałam dziwne wrażenie, że ją wyciąga i to na moich oczach.
Lubię patrzeć na śpiące dzieciaki - są takie słodkie. Kochane. Słodko milczące.
I wciąż nie wierzę, kiedy urosły?! Jak ten czas szybko mija ...

Córka wstała po siódmej.  Poszła pod prysznic. W ogóle nie jęczała: - chcę pić, chcę jeść, nie chcę iść, nie chcę tego ubierać, nie będę się ubierać, chcę się bawić, puścisz bajkę?! Zero tekstów ze stałego programu.  Zbierała się szybko, bo dzisiaj to ona szła na basen.
Zdziwiona nie wytrzymała:
- Nie jesteś głodna?
- Jestem, ale zjem w przedszkolu. nie mamy czasu!
W łazience czesałam jej włosy a syn w tym czasie mył zęby. Starszy zaczął warczeć i głową zrobił taki ruch jakby siostrze chciał z baranka przywalić
-Synu, panuj nad główka bo ci odleci
- Co?
- Co to było? Co?
- Bo ona macha nogą!
- No i ?!
- Nooo, mogła mnie kopnąć!
- Ale nie kopnęła, prawda?
- Nooo
- A ty mogłeś ją w głowę uderzyć. To nie jest w porządku.
Coś tam zamruczał pod nosem strzelając głupie miny. A może tak na niego działa pasta do zębów?!
W międzyczasie Młoda zaczęła jeszcze bardziej machać nóżką i zerkać na brata. Prowokatorka mała.
- Młoda, nie denerwuj brata. Uspokój się.
- Ale on chciał mnie uderzyć!
- Ale nie uderzył prawda?! Weźcie dajcie na luz i to oboje.

-Starszy, mogę wziąć twoje picie i dać Młodej?
- Tak
- Mamo a ja chce pić - Młoda zjawiła się szybko koło mnie
- To idź do kuchni
- Ale ja chce tego!
- Ale jak wypijesz tego to nie będziesz miała picia na basen
- Aha, chyba że.


Mamy wychodzić. Synowi przypomniało się, że musi zabrać rysunek. Ale gdzie jest?!
- Synu, nie mamy czasu!
- Ale ja chcę!
- Masz minute!
Syn zaczął wywracać stos rysunków, przekopywać teczki.
- SYNU!!!!!!!!!
- Dobra, dobra, już idę. Jak wrócę z przedszkola to taki bardach zrobię z rysunkami że zobaczysz.
- Bla, bla .....
Zamykam drzwi. Dzieciaki schodzą po schodach. Syn zatrzymał się nagle:
- MAMO!, ale przypomnij mi, że mam zrobić bardach. Dobrze?!


Bardach to sobie sama zrobiłam z kawą.


W sumie to wyszło jakby słońce. I oczka widać. Raczej oczodoły, bo oczka wypadły. Leżą poniżej.
Ręka w górze podniesiona. Na znak - nie poddam się!.
Hahahah już wiem! To jest pasażer!!! Ręka trzyma się uchwytu. Tak wygląda osoba w ścisku tramwajowym. Ścisk taki, że oczy wypadają z orbit! Albo ze smorodu. Nie ma to jak przepocony człowiek. Strach czasami stać w kolejkach.









bo warto ...









Spotkałam znajomego. Pla, pla, pla....

- Zawsze marzyłem o kominku w pokoju
- Ja też - rozmarzyłam się -  I co postawiłeś kominek w mieszkaniu?! Dało się?
- No co ty, byłem w spółdzielni, nie dostałem pozwoleń. Jakieś tam sprawy kominiarskie, ściany. Nie ma szans. Ale z marzeń się nie rezygnuje. Nie mogę mieć kominka w mieszkaniu? To kupiłem działkę i postawiłem dom.
- Co? Serio? hahaha
- No tak, z marzeń nie powinno rezygnować. NIGDY, stara, nigdy!
- Pewnie tak. Wiesz, ja na dzień dzisiejszy wiem jedno - każdy krok jaki zrobi człowiek jest ważny. 

Koleś marzył i przetrwał.
Jego kumpel zarobił podobną kasę. Chciał się bawić, rozerwać. Nie ma na chleb dzisiaj.
Milion  jest  takich historii .


Idźmy zatem w stronę marzeń! Zawsze w stronę marzeń.
Niech spełniają się! :)






:PPPPPPPPPPPPP





A propos innych par kaloszy: nieszczęścia i szczęścia - niesamowita historia znaleziona w demotach.





Czasami za pecha los potrafi wynagrodzić.