czwartek, 20 czerwca 2013

przekrety w imie prawa

Co to jest?!
Masażer głowy.
Prezent z pokazu.
A wabiki są różne.
Czasami coś się trafi fajnego, a czasami niezła lipa.
Wiadomo, ze nikt nie będzie dokładał do interesu.
A zachęcać ludzi trzeba.
Nic tak nie wabi jak darmocha.

Pokazy stały się formą spędzania wolnego czasu. I to nie tylko dla emerytów.
Ludzie korzystają z wycieczek za "psi pieniądz"
Ot posłuchają przez 2 godziny prezentacji, a potem pozwiedzają, dostaną obiad. I prezent. Małżeństwa to już w ogóle za sam udział są gloryfikowane. Podwójne prezenty. Nic tylko jechać.

Gorzej jest jak jednak jak człowiek wpadnie w pułapkę i  podpisze umowę. Oczywiście płatność jest na raty.
Koniec spotkania, czar prysnął, a rodzina chwyta się za głowę - tyle kasy? za co?
Wystarczy wejść na internet i zobaczyć, że ten towar można kupić o wiele, wiele taniej.
Nie został kupiony? Dlaczego?
Bo jednak nie było potrzeby....

Kiedyś odkręcaliśmy zakup garnków za ok 3.000 zł.  Na szczęście udało się.

http://www.bankier.pl/wiadomosc/Zabierz-mamie-zaproszenie-na-pokaz-cudownej-poscieli-2632810.html




Ale życie ma to do siebie, że czasami stajemy się ofiarą nie z własnej winy.
Przekręt przyszedł z innej strony. Czy tym razem się uda?!

Teściowa odebrała telefon. Pewna firma telekomunikacyjna Petees, zaoferowała nowe usługi. Tanio, lepiej. Teściowa odmówiła, nie będąc zainteresowana ofertą. Ponadto miała podpisaną umowę z inną firmą, firmą  X.
Co się stało?
Po dwóch miesiącach zadzwonili z firmy Petees z informacją, ze teściowie  zostali podłączeni pod ich sieć.
Starsi ludzie doznali szoku - kto? co? jak?
Zadzwonili do firmy Petees. Efekt? Babka przesłała kopię umowy podpisaną z nimi przez teścia. Problem w tym, że to nie był jego podpis.
Sprawa trafiła na policję, gdzie został zgłoszony fakt sfałszowania podpisu oraz do rzecznika praw konsumentów.
Tam okazało się, że firma Petees znana jest z niecnych praktyk i w prokuraturze jest już prowadzone dochodzenie. Pokrzywdzonych przybywa, a firma nadal ma się dobrze.
Petees wystosowało pismo, ze skoro teściowie chcą z nimi zerwać umowę, którą de facto nie podpisali!, to mają zapłacić karę  410 zł. W końcu mieli 10 dni na rezygnację z umowy. Szkopuł w tym, ze teściowie nic nie wiedzieli o nowej umowie. Zresztą trudno by wiedzieli, skoro nic nie podpisywali.
Czyste, łatwe pieniądze, nieprawdaż?!
Napisaliśmy do firmy Petees, ze za nic nie teściowie nie będą płacić, bo umowa została sfałszowana, a policja o tym fakcie powiadomiona. Sprawa jest w toku.
Karę za zerwanie umowy teściowie zapłacili firmie X z którą mieli podpisaną umowę.
Nie dało się wytłumaczyć, że nie zerwali z nimi umowy tylko tamta firma podpięła ich pod siebie wbrew ich woli i sprawa trafiła na policję.
Trudno 150 zł poszło w kosmos.
Co dalej?
Zadzwonił pracownik z Peteesu i nagrał się na sekretarkę. Nie przedstawił się z imienia i nazwiska, czemu zresztą nikt się nie dziwi. Spokojnym głosem poinformował, ze w przypadku nie zapłacenia sumy ok 410 zł za zerwanie umowy to sprawa trafi do firmy windykacyjnej i do sądu. Naliczone będą odsetki.

Teściowie mają dość - chcą zapłacić i mieć spokój.
Teściowie mają nas i sprawa się toczy.

A samotny stary człowiek co ma robić?!



http://www.mmszczecin.pl/438306/2013/1/29/uwazaj-na-telekomunikacje-i-oferty-tanszego-abonamentu-juz-kilkadziesiat-osob-oszukanych?category=news





środa, 19 czerwca 2013

klapa


Pedalstwo miejskie owładnęło duszę mą. Jeżdżę na rowerze tu i tam. I będę mogła tak śmigać na lajcie jeszcze przez dwa miesiące. Mam zasiłek rehabilitacyjny. Dostałam.
Tylko rezo i artro.
I witaj zdrowie.
Tylko wypowiedzenie z pracy.
I witaj wolność.
Tylko zebrać odszkodowania.
I witaj szmalu.

Pięknie kształtuje się moja przyszłość.



Syn został absolwentem przedszkola. Były występy i łzy, w szczególności pań. Mówią, ze ta grupa była niesamowita. Nie wszystkie pamięta się, a tą będzie trudno zapomnieć. Co ryjek to indywidualność.
Ze Starszego mieliśmy ubaw. Jak zwykle zero uśmiechu. Spina. Koncentracja. Mumia 3. Maska.
Dżizas, co za sztywniak estradowy.


Odnośnie przeżywania. Nie lubię niedociągnięć. Jak pójdzie coś nie tak to będzie mnie męczyć do wybuchu mega.
Siedzę sobie, a mnie to dusi.
To się nazywa nakręcanie.
Właśnie łeb ukręciłam T.
No bo....
Spotkanie z orzecznikiem było, o dziwo, miłe.
Tyle, ze i tak miałam wszystko w nosie. Naprawdę.
Dadzą, nie dadzą ....co mi tam.

Więc nie pokazałam mu protokołu powypadkowego.
Dlaczego? Nie wiem.
Koncentracja moja - kolano, ból, reszta wyrzucona poza.
Nie jestem zdolna do konstruktywnego myślenia.
Obrony.

Pomimo, że facet nie jest od tego, tylko o orzekaniu o zdolności do pracy,a ZUS już protokół ma, bo takowy przesłał im zakład pracy to jednak w głowie siedzi mi, ze powinnam pokazać. Powiedzieć.
Nie wiem.
Zamulam się tym na maksa.

Tyle, że mi się już mówić nie chce o tym. No nie chce .......
Naprawdę.

I na cholerę przybijam się pierdami do krzyża udręki?!

Psychika człowieka to nie kostka Rubika - parę nakręceń nie wystarczy, by wszystko było na miejscu.

A ja siadam powoli.

I to nie przy stoliku z piwem, bo biorę antybiotyk.

Jednym słowem -kompletna klapa.


wtorek, 18 czerwca 2013

bo NIe

Od rana telefony. Gorąca linia.
Związki zawodowe, kadrowa i moje NIE.
Nie i już.
Po nastu latach zamykam drzwi.Wychodzę.Niech dzieje się co chcę.
A jeśli nie chcą  mnie  tracić, niech myślą.
I co z tego, że mi powiedzieli, że jestem młoda, zdolna, energiczna.
Z tego faktu nie wynika nic.

Ale kto w tych czasach myśli o człowieku?
Ekonomia jest nieubłaganym mordercą.




Zapięłam córkę w pasy.
- A ja siedzę sama - powiedziała smutno.
No tak, my ze Starszym z przodu....
-Może chcesz rodzeństwo? - nie ma to jak podpuścić dzieci.
Syn od razu krzyknął:
- Nie!
A Młoda:
- Tak, tak, siostrzyczkę malutką.
- A ja chciałbym by moi koledzy -tu nastąpiła wymiana czterech imion - byli moimi braćmi.
- To może wyślemy was razem na kolonie. będziecie razem w jednym pokoju, bez rodziców.
- Nie! nie będę tak jeździć. A ty jeździłaś?
- No pewnie, nie ma nic lepszego niż wolność od rodziców, nikt nie marudzi, nie czepia się a ty co tak kochasz nas czy co?
-Tak
Zapadła cisza, Moby sobie leci i nagle syn przemówił:
- A wiesz, ty czasami też mnie wkurzasz .....



 

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Tacie -pamięci

20 lat temu ........


Kuchnia. Obiad. Siedzieliśmy wszyscy przy stole. Jakoś tak wyjątkowo. Jak zwykle przekomarzaliśmy się z bracholem, pewnie próbując udowodnić kto jest większym głupkiem. Ojciec znad gazety zapytał się czy robię dwudziestkę.
- No pewnie, a jak to sobie wyobrażasz?
- Pewnie nie wyjdziecie Ci. 
- He, he, he, wyjdzie, wyjdzie, choćby po trupach, ale imprezka będzie.
Ojciec zawsze czytał gazetę do talerza zupy. Pan Dyrektor i jego ekonomia. Z czasem miałam nadzieję, ze  w końcu założy  swoją firmę. Zatrudni mnie. I w ogóle jakoś to będzie. Bo jakoś brakowało mi planu na życie. Rok na fizyce zakończył się wkurwieniem na wykładowcę chemii. Porzuciłam po półroczu. Ile mogę zdawać jeden i ostatni egzamin?! Nie dla mnie zabawy w kotka i myszkę.
Za tydzień czekały mnie egzaminy do studium. Ucieczka  w naukę ucieczką przed życiem.
- Wychodzę - krzyknęłam i już mnie nie było.
 Gdzie? matki zostało bez odpowiedzi. Jak zwykle.


Wróciłam w nocy. Matka zapłakana coś mówiła do telefonu.
- Nie, nie, córka nie wie jeszcze...
-O czym nie wiem?
Patrzę na brat, a on też jakiś dziwny.
- Arte choć, zapalimy - szepnął konspiracyjnie do ucha. Wyszliśmy z psem. Pies to była dobra wymówka.

Niepokój pojawił się w duszy, ale zawiany mózg mówił ....mówił ...chyba po grecku, bo nie docierało do mnie nic. Spacer to był dobry pomysł. Głowa się przewiała, ale lęk pozostał.

- Co się stało?
- W domu ci powiem. Zapalmy.
- Dziwni jesteście jacyś. No gadaj co jest. A gdzie ojciec?
- W domu Ci powiem.


Nigdy tak ciężko nie wchodziło mi się po schodach ....


- Arte, tato nie  żyje, zmarł dwie godziny temu.
- CO?!
- Tato nie żyje, rozumiesz?!
- Ale o czym ty mówisz? 


Nie dotarło.
No bo jak?
Przecież widzieliśmy się przy obiedzie ...


Kiedy wyszłam z domu to tato po prostu z krzesła osunął się na podłogę. Wezwali pogotowie. Lekarz, chyba ginekolog, bo nie można być aż takim bęcwałem, ocenił to jako ostrą niestrawność. Dał zastrzyk
Po 3 godzinach brat z mamą zabrali tatę do szpitala.
Czekając na badanie wyszedł na podwórko, bo zrobiło mu się słabo.
Jak upadł, tak nie wstał.

Miał 45 lat. Choć wtedy dla mnie był stary, to teraz wiem, ze miał całe życie przed sobą.

W noc po pogrzebie widziałam jak siedzi na krześle w moim pokoju.

Tato miałeś rację - nie zrobiłam impry.
Tato, słowa dotrzymałam, skończyłam studia.
I to co ci obiecałam, też zrobiłam. A właściwie nie zrobiłam.
Wielu rzeczy nie zrobiłam.
Ale zrobiłam sobie tatuaż. Matka do tej pory nosem kręci, hahaha.
I prawko też zrobiłam.

I brakuje mi Ciebie.
Nakopałbyś mi do dupy w tych chwilach, kiedy tak jęczę.
I byłbyś cudownym dziadkiem dla dzieciaków.
I ..........


Mroź wódkę w lodówce. Wiesz, że ciepłej nie lubię.
Już wiesz, bo wierzę, że gdzieś czasami koło mnie jesteś.
Czasami.
Jak się nie oglądasz za babami, hahahaha


No co? Twoje poczucie humoru mam.

Kurde ........



Śpieszmy się


Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
zostaną po nich buty i telefon głuchy
tylko co nieważne jak krowa się wlecze
najważniejsze tak prędkie że nagle się staje
potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy
kiedy myślimy o kimś zostając bez niego

Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna
zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście
przychodzi jednocześnie jak patos i humor
jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej
tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu
jak dzwięk troche niezgrabny lub jak suchy ukłon
żeby widziec naprawde zamykają oczy
chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzec
kochamy wciąż za mało i stale za późno

Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze
a bedziesz tak jak delfin łagodny i mocny

Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą
i nigdy nie wiadomo mówiac o miłosci
czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą


ks. Jan Twardowski









Wczoraj obejrzeliśmy film


Kurde, czy ja nie wyrosnę z krzyczenia na filmach?
- Po co tam idziesz?
- Walnij go!!!
- AAAAAAAAAAA nie mogę patrzeć.
- UcIEKAJ!!!!

A to tylko film. Thiller. I taki sobie, ale jednak -polecam. Bo wciąga. Mnie wciągnęło. Rzuciłam gierki i zaczęła patrzeć obuocznie.



----
Taką fotkę znalazłam dzisiaj.  Porządkowałam w szufladach.
I w tych w komodzie, i  w tych w głowie.
W sumie nieźle oddaje mój klimat :P


Parę lat temu i to dobrych w Tatrach.




Miałam sen. Jasiu odpalił samolocik swój. Wznieśliśmy się. I koleś rozpierdzielił nas w górach. Śmierć z Czarnym Aniołem. Wstałam przed budzikiem. Nie wzniosę się z obcym człowiekiem. A Jasiu co wieczór pisze - Dobranoc mój Czarny Aniele.

Wcześniej rozpierdzieli mnie zus, hehehehe.
System antyczłowieczy
Zakład Utylizacji Społeczeństwa.
No już mam odruch wymiotny i to mega mocny.



Dzieci tradycyjnie miały wstawanie w pompie. Syn już ma muchy w nosie z powodu wizji spania u babci w ten weekend. Stwierdził, ze weźmie kredki i będzie całą noc rysował. A poza tym zażądał, bym odprowadziła ich do przedszkola.
Co było niemożliwe. Co wiedział. Co miał w nosie. Obok tych much.

Poszedł w końcu z babcią, trzymając siostrę za rękę. A Młoda szła taka dumna.


Skoczyłam rowerem do dentysty. Tyle, że wyskoczyłam przed ciężarówkę. Kierowca trąbił przeciągle. Zdążyłam.
Pomachałam ręką na przeprosiny. Cholera nie podejrzewałam, że tak szybko jedzie, nie podejrzewałam, ze stałam się aż taki żółwiem.
Naprawdę wydawało mi się, że jest daleko.


Ale poniedziałek to taki fantastyczny dzień.
Jaki będzie taki będzie cały tydzień.

Jakby mi było mało zadzwoniła szefowa.
Do kiedy będę na zwolnieniu i czy przyjmuję zmianę warunków pracy.


Po pół etatu. Nie mam prawa do zasiłku.
Nie dostanę kasy za 3 miesięczne wypowiedzenie, bo umowa sama wygaśnie
Zostanę "robolem" za marną kasę i kopa w dupę po roku.
Nie ma nad czym zastanawiać się. Wybieram szmal i wolność.



Tyle, że jak się pierdoli to na całego, więc i niech świat pierdoli się.
Przepraszam.


Mam dość.
Naprawdę mam dość.

Jezuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu



Dla poprawy humoru ogram córę. A co tam. Pykniemy sobie rundkę. Od soboty tak pykamy.



A póki żyję - będę może nawet i miłym człowiekiem. I nawet może i dla swoich dzieci.
A co tam -jak szaleć to szaleć.
Dzisiaj mogłam skończyć jak rozjechany kot, którego mijałam.
Nie znoszę takich widoków.
Więc póki żyję - dzięki za wszystko.


Młoda rozcięła sobie skórę na dłoni. Wywinęła niezłego orła, ale kolana ocaliła. Plasterek musiał być i długie wycie. Syn zaś kolana nie ocalił. Spadł z roweru. Wpadł z kumplem do domu:
- Mamo, lej wodę. Rana czerwona  jak Luke Skywalker.
- Hahahahahaa - zaśmiali się oboje.
Przy kumplu dzielny był. Nie prosił ze łzami w oczach, by dmuchać na ranę.

A ja nadal porządkuje sobie szufladki, ale w głowie.
I tak sobie   myślę, że niech się dzieje co chce.
Żyję dniem.

I dostaję głupawki. Przecież to co się dzieje, jest niesamowite.
Los rzuca sieć jak rybak.
Zawody trwają. Robi się coraz ciekawiej.
Pętla zaciska szyję.
Siadam na krześle z duża czekoladą i sobie kibicuje:
Arte, come on! Po prostu zapierdzielaj do przodu!
Nie bądź płotką! Bądź rekinem!

Hehehehehe, chyba rekinem żarłaczem, bo żrę i żrę.
Ale nie ma to jak kanapka z serem, pomidorem i sałatką. I majonezikiem. Hm.....

A poza tym chyba włącza mi się syndrom rolnika - im więcej gnoju, tym więcej sił, by to posprzątać.
Najważniejsza sztuka, by tak machać widłami, by tym gównem się za bardzo nie upierdzielić.

Zasada ojca?
Zawsze trzeba mieć czyste buty.





niedziela, 16 czerwca 2013

POMOC DLA.........

Fajnie jak zdrowie dopisuje. Jak nikomu nic nie jest. Rodzina, znajomi cieszący się zdrowiem cieszą niesamowicie.
Bo nic tak nie boli jak choroba.
A jak przyjdzie  - to choć człowiek chciałby pomóc komuś to nie może.
Nie może?!
My możemy pomóc.

Dziewczyna zachorowała na raka. Dzielnie walczy, ale teraz Jej los zależy od leku.
Lek kosztuje 200 000 zł
Fajna cena, co?
Kogo byłoby stać?!
No właśnie ....
Skazana jest na ludzi i ich dobroć.
Ma już uzbierane 20%, a reszta?


Jeżeli chcecie pomóc to proszę - oto link do bloga Marzeny. Dziewczyna ma 25 lat i całe życie przed sobą.
Nie zastopujmy Jej życia własną obojętnością.
Każda kasa cieszy.

http://marzenaerm.blogspot.com/




PS  Przyłączam się do dziewczyn, które w swoich blogach wspierają Marzenę.

http://zwykle-dni.blog.pl/

http://nieanielica.blogspot.com/

http://magda-f.blog.pl/


Oby nikt z nas nie znalazł się w takiej sytuacji.




KOSMOS

Dzisiaj syn wstał o 6.30. Przebudził mnie. Nawet byłam dzielna - wstałam, a nie zabiłam.
Wczoraj czytałam "Tato, a po co?" o spadających liściach. Więc poranek zamienił się w eksperymentalną godzinę. Obserwowaliśmy ruch na spadających kartkach. Jak spada kartka rozłożona, a zwinięta w kulkę? Rozmowy : dlaczego szybciej ta spada, a tamta wolniej? Dlaczego ta obraca się i wiruje, a ta leci prosto w dół? Ruch, opór, ciężar ....No taka gimnastyka mózgownicy przed śniadaniem, kawą.
Reszta rodzinki chrapała smacznie, a my kontynuowaliśmy temat.



http://stasiekpoleca.blogspot.com/



Kosmos jest strasznie kosmiczny. Naprawdę.  Weszłam na bloga: http://kosmicznie.blogspot.com/ i obejrzeliśmy razem świetny filmik obrazujący wielkości planet w stosunku do siebie jak i  gwiazd. Gwiazd, które możemy zobaczyć "gołym" okiem z naszej planety. Można nieźle zdziwić się wielkościami gwiazd. Zwłaszcza w stosunku do naszej tj. Słońca.






A ten filmik pokazuje co by było gdyby na miejscu Księżyca znalazły się planety z naszego Układu Słonecznego. Super wizja.


https://www.youtube.com/watch?v=usYC_Z36rHw





W pierwszym filmiku zaprezentowano gwiazdy, które możemy zaobserwować na naszym niebie. Czasami warto spojrzeć do góry. Oto niebo czerwcowe ze swoimi gwiazdozbiorami. I te kolosy z filmiku widziane z Ziemi są tylko jasnymi punkcikami. Niewiarygodne.



Sirius A - to Syriusz. Wiele ludów nazywało Syriusza „Psią Gwiazdą”. Gwiazdozbiór, w którym jest on gwiazdą najjaśniejszą, zwie się do dziś Wielkim Psem – Canis Maior po łacinie. Powyżej niego leży majestatyczna grupa gwiazd, rozpoznawana przez wszystkie chyba ludy świata: Orion. Widziano w nim myśliwego, który ściga zwierzynę z dwoma psami u boku: Psem Wielkim, z najjaśniejszą gwiazdą Syriuszem, i Psem Małym, z najjaśniejszym Procjonem. Kiedy rysowano mapy nieba i ozdabiano je fantastycznymi rysunkami, Psią Gwiazdę, czyli Syriusza, rysowano zawsze w otwartej psiej paszczy, niby jego świecący ząb. http://www.gwiazdy.com.pl/component/content/article/6057-syriusz-psia-gwiazda-kanikua


Pollux to najjaśniejsza gwiazda w gwiazdozbiorze Bliźniąt. Konstelacja ta znana była już od starożytności, przedstawia parę bliźniąt trzymających się za ręce, Kastora i Polluksa. Należeli oni do załogi statku Argonautów, byli synami Ledy, a ojcem każdego z nich był kto inny: Kastora – król Sparty Tyndareos, Polluksa – sam Zeus. Po śmierci Kastora jego brat Polluks poprosił Zeusa o obdarzenie brata nieśmiertelnością. Najważniejszy z greckich bogów postanowił wtedy umieścić obu braci na niebie. W Egipcie dwie najjaśniejsze gwiazdy identyfikowano z parą kiełkujących ziaren, natomiast w kulturze fenickiej przypisywano im postać pary kozłów.



Arcturus to Arktur, najjaśniejsza gwiazda w gwiazdozbiorze Wolarza.






Aldebaran - gwiazda podwójna, najjaśniejsza gwiazda gwiazdozbioru Byka.



Rigel - gwiazda w gwiazdozbiorze Oriona, siódma pod względem jasności gwiazda na niebie.





Polecam.



Kurde, chciałabym niebo zobaczyć będąc w Nowej Zelandii.
Pewnie nie dane mi będzie, ale co tam.
Pomarzyć fajna rzecz.
I tam kręcono Xenę.
I Władcę Pierścieni.
I w ogóle tam jest fajnie.







sobota, 15 czerwca 2013

festyn po zębie

Rano było małe zamieszanie. Dzieciom wybitnie nie chciało wyłazić się z piżam. Najchętniej leżałyby na mnie w moim wyrku prowokując do wygłupów.
- A ja nie chcę iść na ten głupi festyn - syn włączył marudzenie.
Siostra mu w tym towarzyszyła, bo przecież jak może być inaczej?. Co brat to i ona.
W końcu wcisnęli się w ubranka. Syn poszedł umyć zęby  i było po ubranku.
- Kurde! czy nie możesz uważać?
- Zawsze tak robię! Mówiłem ...
- Wcale nie zawsze.! Nie mogłeś zdjąć koszulkę?! SZLAG!
Wycieranie plam, prasowanie, jakoś się udało, ale czas poleciał nieubłaganie do przodu.
W końcu  wpakowaliśmy się do auta. Kierunek Festyn Przedszkolny. Zajechaliśmy pod teściów.
-Patrz ile komarów! - krzyknęła córa wskazując czereśnie.
-O cholera to osy czy pszczoły? - spytałam przerażona widząc ten rój.
Wysiedliśmy. Normalnie zrobiły sobie gniazdo czy co? One tak się zbiły w gromadkę?
- Będę dzwonić chyba na straż pożarną, niech to zabiorą  - stwierdził T.

rój pszczół - odleciał, sobie ufffff



Występy dzieciaków były rozwalające. Naprawdę można paść ze śmiechu widząc tańczące maluchy. Urocze.
Córa dała radę. Zamiast tańczyć zajęła się swoim nosem. Wykopała coś, bo z podziwem oglądała swoje paluszki, po czym wtarła ręce w trawę.Kozy z nosa, nogom lżej -   można tańczyć. Po występach grupa wróciła na kocyk, a Młoda hycnęła na kolana pani. Pieszczocha jakich mało normalnie. A potem do pani ustawiła się kolejka.
Syn też tańczył ze swoją grupą. Poważny, skoncentrowany, aż śmieszny. Fajnie widzieć swoje maluchy w takich aranżacjach.
Ponadto Starszy zajął X miejsce w zbieraniu makulatury. Otrzymał dyplom oraz nagrodę.




Dzieciaki bawiły się na swój sposób ale były tez konkurencje dla rodziców i dzieci. Zabawa była przednia. Syn biegał z kumplami, a Młoda zakopała się w piaskownicy. My zasiedliśmy w na kocyku ze znajomymi.
- Co robicie wieczorem? 
- Flaszka? - odpowiedziałam kumpeli.
- Hahahahaha, a tym razem co się stało?
- A ZUS, rezo, nie wiem co jeszcze. A i 40cha, kurde, jakby mi było mało
- A pieprz ich, najwyżej będziesz się sądzić.
- Jasne, bo chce mi się.....
- To zdzwonimy się później i może coś łykniemy.
- Wypadałoby w końcu.

I nagłe ziemia osunęła się pod moimi nogami. Ząb zgniótł w rękach bólu moja czaszkę i sobie nią podrzucał. Zwinęło mnie normalnie. Najnormalniej w świecie przestałam czuć ból w kolanie. Tak mi głowę urywało. Ból zęba promieniował, wbijał się w mózg, rolował, skakał, zatykał oczy, uszy, zagłuszał, powalał. Rwał ryja, kawałek po kawałku.
Zakotwiczyliśmy na chwilę u teściów, a T poleciał po tabletki przeciwbólowe. W między czasie zadzwoniłam do dentystki. Może mnie przyjmie jutro po południu, jakby nie przeszło to jest pogotowie bólowe.
- Zostaw dla brata coś - teściowa zaczęła instruować Młodą, która piła jedyny jogurt pitny.
- Niech pije ile chce - zareagował szybko Starszy - Młoda pij, jak masz ochotę, nic nie szkodzi.
- Widzisz? Zostaw dzieci w spokoju. wiedzą co mają robić! A nie - odwiecznie komentarze -no warknęłam, bo po co taki tekst? Starszy chce to niech Młodej pilnuje, a nie.
- To co jedziemy? Bo babka w aptece powiedziała, że jak to jest zapalenie to prochy nie pomogą,
A przejść nie chciało ani trochę.
Zostawiliśmy więc dzieciaki pod opieką dziadków i mojej matki. Pojechaliśmy na pogotowie dentystyczne.
Zamknięte. Trzeba dzwonić.
- Proszę być o 20.00
- Tyle czasu?! Ja zwariuję!
T podrzucił mnie pod dom. Łyknęłam jeszcze trzy tabletki. zaszyłam się  w łóżku. Przestałam istnieć.
Obudził mnie telefon.
- I co tam? Żyjesz?
- Nie, wzięłam 4 prochy, i czekam na wizytę u dentysty.
- To nie idziesz na plac zabaw?
- No co ty, bez szans. Życie wróci do mnie po dwudziestej. Zadzwonię
- Dobra. To na razie.

- Ile wzięłaś tych tabletek - T wszedł do sypialni. Nawet nie słyszałam, kiedy wrócili
-Cztery
- Chcesz się zabić? Trzy na dobę można wsiąść! Czytałaś ulotkę?
- Nie, ale zasnęłam, a jedna w tą czy w tamtą, daj spokój.

Dzieciaki rzuciły się na owoce. Melon, arbuz -ich ulubione. Został jeden kawałek i dylemat - czyj?

- Mam pomysł - zaczęła Młoda - Ty zjesz, tato dokroi i jak zostanie jeden kawałek to będzie mój. Dobra?
- Dobra.
I po co się wtrącać skoro nie ma problemu?!
Dzieci potrafią same rozwiązywać swoje sprawy.


Na pogotowiu dentystycznym stomatolog stwierdziła zapalenie. Przypisała antybiotyk.
I po zimnym piwie mym, buuuuuuuuu.

Hm, czekam na dalsze niespodzianki, po prostu.










piątek, 14 czerwca 2013

marud

Marudzę pod nosem, nie czytać .......


Czytam w horoskopie:

Układ gwiazd może przynieść lekkie poddenerwowanie, bądź bardziej rozsądny i nie nadwyrężaj swojego organizmu.

Lekkie poddenerwowanie?! Zeszłam do skrzynki i o mało mnie szlag jasny nie trafił. A właściwie wciąż mnie niesie. Nic tylko kupić flaszkę i urznąć się. Ale nie mogę, bo jutro  idziemy na festyn do przedszkola. Więc sączę piwo. Chmiel zamiast prochów. Zdrowiej.

Mam dość. Znowu ZUS ma problem. Jeszcze nie dojechałam, a już coś mu brakuje. Zakład Upodlenia Społeczeństwa. Jak ja to przeżyję to będzie super, a jak nie przeżyję to normalnie umrę.
Dostałam też mega pocieszenie, że ZUS tak lubi dręczyć ludzi.Taka sprawa to nawet i 3 lata może potrwać opierając się o sądy. Hura, kurwa, normalnie, szok.

Ale nie uprzedzajmy faktów, a nuż będzie inaczej w moim przypadku.
Choć widzę pierwsze schody. Do wieży ciśnień.
Jednym słowem - mój optymizm powiesił się w kiblu. Spadł i spuścił się w kanał.

Popadam w stan przytępienia.
Wiem, nie byłam tam jeszcze, a marudzę.
Ze stresu pewnie. Orzecznicy to wyjątkowi ludzi. Naprawdę. A rozmowa z nimi to niesamowita przyjemność.
Choć co mi tam.
I tak już wiem, że artroskopia mnie czeka. Ano. Lekarz bez rezonansu wykminił co to może być. No tak myślał nade mną. Ale czeka na wynik rezo. Jeden taki przypadek miał. Jeden. Jestem drugim.
Zawsze muszę być wyjątkowa.


Arte jak artro.

Więc mogą mi naskoczyć, bo i tak skończy się szpitalem, czyli dalszym zwolnieniem. Najwyżej wrócę do pracy,  garść ketonalu zapiję kawą, przyjmę zmianę warunków pracy a może i wypowiedzenie i pójdę wyleżeć się w szpitalnym łóżeczku. Plan doskonały. Potem wyjdę i wakacje. Żyć, a nie umierać normalnie.
Bo tym razem na zwolnieniu  nie będę tkwić długo - jupi. Bo podobno wystarczy wyjąć, przyciąć i zaczynam nową epokę - bez bólu! Oby tak było.
Tyle, ze kurde nie można było mnie wziąć miesiąc temu pod nóż?!
Ano nie można było.
I cieszę się, bo z dziećmi trzeba jechać w góry czy i nad morze, a na zwolnieniu by było, oj było. Jeden donos życzliwego z podwórka i dupa blada, choć opalona.

Potem batalia o uznanie wypadku. Potem nie wiem co. A potem nawet może i odżyję.
Choć pewnie los coś wymyśli.
On tak lubi - bo turla się ze śmiechu jak się pocę.


A póki co wszystko mnie wkurza.
Lewa strona nawala, pewnie nerwowy stan odjechania w stresowe klimaty.
Kiedyś pierdolnę na serce, bo i ile człowiek może wytrzymać?
Może dużo.
Tyle, ze kreska zbliża się do końca wytrzymałości a potem, co? Big Bang.
Selekcja naturalna i życie należy do twardzieli.
Ciekawe czy dożyję 40-tki?


























czwartek, 13 czerwca 2013

słowo złe

 Sen dzisiaj łamał mnie okrutnie. Oblicza starości są różne. A podobno jak głowa siwieje to dupa szaleje. Zaszalałam zasypiając. To szaleństwo spać w dzień.
Ale wstałam. i obwiozłam swój zadek po mieście. W kolanie coś jebło. Nie wiem czemu się dziwię jeszcze. Z tego wszystkiego nawet do teściowej nie zawarczałam. Cierpienie łagodzi charakter. Teściowa była w szoku. Na do widzenia zapytała się czy się dobrze czuję ...

Młoda biegała dzisiaj po podwórku ze Starszym i jego kumplem. Godzina oblotu osiedlowego bez cienia matki. Ale cień rzucał z okna okiem. Nie za często jednak, by nie popaść w paranoję.
Powoli dzieciaki trzeba wpuszczać na teren niezależności. I uczyć się ufać im i sobie, że dadzą sobie radę, że nie trzeba cały czas latać i podcierać nosa.

Wpadli do domu tak, że drzwi ledwo wytrzymały. Ktoś ich zaczepiał.
- No i? Kto? Co chciał?  Zareagowaliście jakoś?!
 - Noooo, powiedziałem brzydko...
- Jak brzydko?
- Mogę?
- Mów, chcę to usłyszeć
- CO TO KURWA MA ZNACZYĆ ! i uciekliśmy
Plunęłam kawą w blat stołu ......a dzieci miały ubaw hahahaha nic tak nie cieszy jak przekleństw moc.
- CO POWIEDZIAŁEŚ??! - zapytałam się syna
-No tak Kondrat mówi w przedszkolu, prawda M?
- Noooooo
Ufff, jest na kogo zwalić. To lepsze niż:- No sama przecież czasami tak mówisz .....

Dzieci bawiły się w domu. Nagle córa powiedziała do M:
- Wiesz,  kocham cię
M przewrócił oczami, strzelił wybitnie głupią minę i skwitował to bezceremonialnie:
- Ach te dzieci, mają teksty .......

Odnotowałam naukę: przy trójcy nie pić kawy.
 To nie ma sensu. Albo pluję, albo dławię się.









środa, 12 czerwca 2013

zamooł


Jest po godzinie 20.00. Córka zasnęła  przy Pingwinach z Madagaskaru. A syna jeszcze nie ma w domu  - biega z kumplem po podwórku.
Umyłam dwa okna.
Nie jest dobrze.
To nie w moim stylu.
Łazienkę też umyłam.
Ot, tak, po prostu.
Wziąć i umyć.
Pochłaniacz myśli włączył mi się.
A biorąc pod uwagę, ze zrobiłam dwa prania i wyprasowałam to to już katastrofa totalna.
Dusza wyskoczyła, stanęła obok - Ej czujesz się dobrze?!
Chyba nie...

Znowu wracają mdłości. Gdzieś dusza gaśnie.
Pół dnia słucham Saviour,u.                                                       https://www.youtube.com/watch?v=M1Gfwro1RNo
Nie rozumiem smutku, który mnie ogarnia.
Ale na dnie duszy siedzi ten muł zamulenia niepokoju co niepokoi.
Tylko chomik zadowolony. Uciekł z kanapy i pod szafą siedzi.
On przynajmniej może biegać.
Ja siedziałam na placu zabaw na ławce.
Jak nigdy dotąd.
Nie ma biegania z dzieckiem, oj, nie ma ..........



Syn przyleciał w końcu do domu.
 - Dlaczego nie bawiliście się na placu drewnianym? - zapytałam syna.
- Bo tam były dziewczyny i nas wyzywały.
- Wyzywały? Jak? Dlaczego?
- Nie wiem
- I co? Nie odszczeknąłeś się?
- Ja się odszczeknąłem, ale M. nie.
- I co powiedziałeś?
- Wy pieczone kartofle.
Mocny tekst ...

Syn rozwiązał parę zadań matematycznych, poczytaliśmy o meteorach i poszedł spać.
Wieczór jest mój.
Mogę wszystko.
Poprasuję więc.
A co mi tam.
Naprawdę mam zamułę.

Chciałabym by wszystko było za mną.
Ale przede mną jeszcze tydzień.
Koszmarny tydzień.
A jutro 13-ty .
Ble.







wtorek, 11 czerwca 2013

pif paf



Młoda będąc na podwórku strzelała z pistoletu na wodę. W trawkę, w płot ...
- Pif paf, pan nie żyje.
"Zabiła" osiedlowego zbieracza śmieci.
- Co ty robisz?! - spytał zdumiony T.
- Zabiłam pana - odpowiedziało dziecię dumne.
- Ale ludzi nie zabija się. Wiesz o tym?
- Wiem.
- To dlaczego to zrobiłaś?
- Bo to był powolny stary dziad


Już jeden osobnik w historii świata miał taką dziecinną koncepcję, a co najgorsze - wprowadził ją w życie.
Tyle tylko, że pewnie nikt mu nie powiedział, ze ludzi się nie zabija ...






zamot



Otwieram oczy, rzut oka na budzik, a tam godzina 8.25.
Która?!!! CO?!!?!!?!
Wpół do dziewiątej?!
Jak? Dlaczego?
Moje badania krwi!
AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!KURWA!!!!!!!!!!!!!!!!AAAAAAAAAAA!!!!!!!!

T dostał opierdziel, za nie naładowanie mojego tela. Wczoraj grał i grał ....Zatłuc Big Gada to mało!!!
Ja pierdzielę.
Tempo masakra. Ubranko, ząbki, siusiu. Dzieciaki nawet słowem nie pisnęły, widząc moje szaleństwo.
Po kwadransie T pojechał  z Młodymi  do przedszkola.

Ubrałam buty, do kieszeni wrzuciłam skierowanie na badania krwi i .........kluczy od piwnicy nie ma!
No nie ma i już.
Gdzie są??!!!!
Wiem!
W kieszeni. U męża. KURWA!!!
No i i nie pojadę! Nie mam roweru. Nie mam jak.
Szlag trafił mnie podwójny.


Po czasie, przypomniałam sobie, że przecież oprócz roweru to mam  auto.
Kluczyki sobie wiszą spokojnie. Nawet lekko uśmiechają się.

Oświecenie przyszło za późno.


Złość oślepia. Wkurwienie to kolejna przeszkoda. Kolejna kłoda pod nogi.
Tylko jak czasami się nie wkurwić. Choć po co. Ech.


Łapię oddech przy kompie, a T prasuje.
I słusznie.
Klawiaturą nie rzucę bo szkoda, a żelazkiem mógłby dostać.



T przyszedł. Przeczytał. Po raz pierwszy.Nie wierzę! No pogięty jest ten wtorkowy poranek!
- Kasuj ten tekst z żelazkiem. Nie jestem pantoflarzem! Jak nie skasujesz skasuję ci całego bloga!
 -Dobra, dobra ....
I poszedł prasować.
On jest takim pantoflarzem jak ja uległą żoną.
Ale nie będę wredna  -napiszę oficjalną wersję.

"Z nerwów zaczęłam prasować, bo ta czynność ma w sobie moc osłabienia, a T zadowolony z życia znowu zasiadł przy kompie. Niech gra, niech spada. Grrrrrr....... "



- Pokaż co napisałaś. Poprawiłaś?
- Nie! spadaj to mój intymny świat!
- Twój intymny świat już dawno zwiedziłem, pokaż mi co napisałaś!
- Cenzura?!
- A jak, przecież nikt nie powiedział, że cenzury w XXI wieku nie ma.
- Jest wyzysk. I to domowy!
Przeczytał.

- Weź, miało to być śmieszne, a wyszło żałośnie...
- A jak miało wyjść? Żałosne są teksty, bo i życie mam żałosne od 13 lat.

Seks jest lepszy niż kromka z dżemem.
Na serio.




Mamusia wpadła po wiśnie.
- Zabieram je w końcu, bo T mówił, że będziecie zamrażarkę rozmrażać.
- Tak? - odparłam zdziwiona. Nie wiedziałam nic o tym. Dobra, nie rozmraża, co mi tam ...
Zaczęłam szukać zdjęcia syna by dać do albumu na zakończenie przedszkola. Wychodzi, że no to, że mój kochany synek albo jest psychopatą albo niedorozwojem. Co zdjęcie to mina. Ja nie mogę. Co za błazen!
- Cała mamusia.
Matka nie mogła oprzeć się, by nie skomentować. Ale u nas to rodzinne.
- No tak - poparł ją mój szanowny małżonek - a ty co lepsza? jak nie jaskółki robisz to miny,  a dzieci patrzą.
- A idźcie wy do diabła.

Przegląd zdjęć od czerwca do zeszłych wakacji. I co? I ufff znalazło się jedno. Raju, a myślałam, ze dzisiaj sesję zdjęciową zrobimy.


A propos wakacji oto zwierzaki, które spotkaliśmy po drodze.





A motyle to biedne były. Gonione wciąż.
Ja chcę lata!
A lata mi tylko komar.


poniedziałek, 10 czerwca 2013

panika chłopięca



Panika to dość ciekawe zjawisko zwłaszcza w wykonaniu dzieci. Byliśmy na placu zabaw. Gadamy sobie z kumpelą, dzieci się bawią. Jednym słowem błogostan. Nagłe krzyk, ryk.....
Chłopak leci trzyma się za rękę i drze się na cały świat. Cholera chyba rękę sobie połamał!!!!
- Co się stało?!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Syn koleżanki wbił sobie drzazgę w dłoń. Ja pierdzielę, wymiękłyśmy, ale i odetchnęłyśmy z ulgą.
Kawałek drewienka pod skórą, a krzyk taki jakby słoń siedział mu na stopie, albo ufo wylądowało na głowie. Masakra. Płacze, wrzeszczy, jęczy....... Ściana bólu przez którą trudno się przebić słowem
- Boli........buuuuuuuuuuuuuuuuu.
Nie dał reki sobie dotknąc. Panika poniosła go w taniec.  
- Widzisz  tacy są faceci.
- I dlatego to my rodzimy.
Ech.....

 Kumpela zabrała syna do domu. Tam dokonali "operacji".


Ale mój syn jak się okazało wcale nie jest lepszy .......

Na nodze Starszego zostały strupki po ranach odniesionych w wypadku "szprychowym". Jeden taki większy i głębszy w skórze naprawdę robił wrażenie. Okazało się, że gdzieś się przyczepił do skarpetki i syn już jej nie zdejmie, bo krew będzie leciała. 

- Wiesz co, to idź wykąp się, ale tej skarpetki nie zdejmuj. Jak się wszystko namoczy to strupek odejdzie.
Poszedł pod prysznic. Kąpał się ubrany w jedną skarpetkę.

Wytarł się ręcznikiem.

A potem nastąpiło piekło.

- Buuuuuuuuuuuuu nie zdejmę jej!!!!!!!!!!!!!!BUUUUUUUUUUUUUUUU !!!!!!!! AŁAAAAAAAAAAAAA!!!!!
I drze się, płacze, wrzeszczy.

T wkroczył do akcji.
- Synu, daj nogę.
- NIEEEEEEEEEEEEE!!!!!!!!!!!!BUUUUUUUUUUUUUU!!! To będzie bolało!!!!!!!! BUUUUUUUU!!!!!! Odejdź!!!!!!!!!
- SYNU! USPOKÓJ SIE!!!!!!! NIE PŁACZ!!!!!!! Posłuchaj mnie ....
- BUUUUUUUUUUUUU!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! NIE!!!!!!!!!!!!! TAAAAAAATOOOOOOO!!!!! NIEEEEEEE!!!!!! ODEJDŹ!!!!!!!!!!!! Ja sam !!!!! Ja sam!!!!!
T opuścił łazienkę. A syn dalej koncertował .....BUUUUUAŁABUUUUUUU...
Dobrze, ze sąsiedzi nas znają i policji nie zawołali. Naprawdę. Taki krzyk i płacz i to TATO!!!NIE!!! kwalifikowało do powiadomienia służb o katowaniu dziecka.
W końcu T dostał szału. Wpadł do łazienki. Wyciągnął syn. Zdjął skarpetkę. Strup dawno się odczepił.
Syna zatkało. Syn powiedział:
- O!

Tacy są faceci.......

Wiele hałasu o nic...


A jakby im tak co miesiąc między nogami leciało?!







jedziesz? nie graj

Jechaliśmy do zoo. Pięć minut jazdy wystarczyło, by syn jęknął:
- Nuuuudzę się.
Wiec wyciągnęłam telefon:
- Masz, graj.
- Nie dawaj mu.
- Iiii tam. Tylko trzymaj dobrze.
Syn wpadł w "ptaki" mordując świnie.Muza mogła dalej płynąć bez zakłóceń. Młoda z kolei odpływała w sen, była jakaś niedospana, choć oboje spali do 9.00.
Minęło jakieś 10 minut.
- Niedobrze mi.
- To od gierki. Oddaj telefon mamie. Mówiłem ci nie dawaj.
- Bo co? Teraz wie jaki to zamulacz. Lepiej, żeby teraz wiedział niż miało go zamulić na trasie.
- Hahahaha, to fakt.

Syn siedzi cicho. Przymuliło faceta ostro.
Nagle przemówił:
- To ta reklama z tabletami na wakacje dla dzieci jest bezsensu.
- Dlaczego?
- Zarzygać się można od tego. I bolą oczy.

Hehehehe .....

Pewnie długo będzie pamiętał, tak jak pamięta o pasach, jak pamięta o coli.

Na poprawinach syn chciał pić tylko colę i colę. Prosiliśmy:
 -nie pij, bo będzie ci niedobrze.
tym bardziej, że gazowanego nie pije w ogóle. Mogliśmy mówić. Ale człowiek uczy się najlepiej na swoich błędach, choć te błędy nieraz drogo go kosztują.
Pod wieczór Starszy poczuł się niby jakiś zmęczony. Zasnął przy nas za stołem. Chcieliśmy wyjść. Nie zdążyliśmy. Syn podniósł głowę i puścił pawia iście weselnego.
Potem pilnowaliśmy syna z miską przy łóżku.
Od tamtej pory nawet łyka nie weźmie.
Poprawiny poprawiły myślenie Starszego.







ZOO foto



Zoo.:)



































niedziela, 9 czerwca 2013

terapia



Wpadła kumpela z córką. Dzieciaki zaczęły przewracać do góry nogami pokój, przedpokój, i co się dało. My zabarykadowałyśmy się w kuchni.
- Mam deprechę - powiedziała M. wyciągając piwo.
Do piwa podałam kurczaka w krakersach.http://www.wielkiezarcie.com/recipe49795.html
- Gotujesz?hahaha pojebało cię czy też masz depresję?
-  Wszystko na raz.......
- Hm, dobre to to
Gadka szmatka. Z pracy wrócił T.
- Znowu piwkujecie?
- Jakie znowu?
- Dla ciebie też jest bronek w lodówce.
- A! to rozumiem.
Dzieciaki szalały w najlepsze. Nam czas fajnie płynął.


Terapia jednak nie pomogła. W nocy obudził mnie ból kolana, ból w klatce piersiowej. Wstałam. Woda. Brak miejsca na ziemi.
Ech....A jeśli to serce?
Mój ojciec zmarł nieoczekiwanie. Było to 20 lat temu. Miał 45 lat. Bywa i tak w życiu.
Podobno  takie osoby jak ja długo nie żyją. Niektórzy znajomi wręcz twierdzą, że  starość w moim wykonaniu jest niewyobrażalna.
Proroctwo kumpeli:
- Arte, ty nie zginiesz śmiercią naturalną .....
Za dużo energii, emocji. Big Bang! I już.
Bywa i tak ...







tam są bilety na koncert ;)))))


T siedząc przy kompie jęknął:
- O kurczę, Arte chciałabyś tam być! wiesz kogo bedzie koncert?
- Nie wiem, a co?
- A nic
Zanim co do czego przyszło, wręczył mi kopertę mówiąc:
- To są bilety na koncert. Proszę.
- Co? Jaki?
- Zobacz
Nie zajrzałam. Niech to będzie niespodzianką.
T mówi, że spełni się jedno z wielu swoich marzeń. Jedziemy za 2 tygodnie. W dniu moich urodzin.
W końcu co roku jest tort - posiadówka. Niech tym razem będzie inaczej...
Miałam nadzieję na wyjazd w górki, ale co tam, górki nie uciekną, a jeśli to ma być koncert moich marzeń to muszę tam być.

Telefon, koncert, i co jeszcze?
Kawa w Oslo jesienną porą a może żubrówka na Helu, placki ziemniaczane na Krupówkach, piwo na kazimierskim rynku, grzaniec w Ogrodzieńcu, rolki na Murze Chińskim?
Któż to wie ....
Życie bywa cudowne.
Zwłaszcza z fajnym facetem.
Kurde, ale on musi mnie kochać. Normalnie jutro śniadanie mu zrobię. A co tam.

T nie przestawał szokować. Poszedł zrobić rower. Po tylu latach. Zaczynam się martwić o jego zdrowie psychiczne normalnie. Kolejna mega niespodzianka. Rehabilitacja w gronie rodzinnym ma moc szczególną. Fajnie powłóczyć się razem. Są chwile dla których warto żyć.



Zajechaliśmy do teściów.
Znalazłam latawiec. Chciałam pokazać dzieciakom jak się puszcza. Chciałam przemóc swoją słabość. Pobiec pomimo wszystko.
- AUĆ!!!!
Ból kolana rozwalił mnie okrutnie. Zanim jednak nastąpiła eksplozja cierpienia zdążyłam córce lutnąć tym cholerstwem w policzek. O mało co, a dostałaby w oko. Ale na szczęście i nieszczęście ma tylko pięknego siniaka pod okiem ...uffffff
Kulawa oślica ze mnie normalnie.
Faza w dół.
W dolnej szufladzie lodówki teściów było piwo.
Wpiłam z teściem jedno na pół.
Odbiło mi się pięknie.
A jednak to nie jest sen.