sobota, 8 czerwca 2013

wychowanie

Wychowanie jest trudne, bo nie chodzi tylko o wpojenie pewnych zasad, ale również o umiejętność nauczenia dzieci widzenia swojego ja tak, by nie utonęły w społeczeństwie ani też, by nie znalazły się na bocianim gnieździe-wysoko, ponad wszystkimi, dość często samotnie.
Wychowanie jest trudne jak kunszt kowalstwa - z charakteru ukuć charakter. Pokierować tak, by dziecko dało sobie radę w życiu.  Sztuka dryfowania- sztuką przetrwania.
A jednak dość często popełniamy błędy rodziców. Bo i na ich podobieństwo istniejemy ....
Walczę, by nie paść zbyt blisko drzewa rodzinnego.
Ale czasami idzie oszaleć. I jak tu nie przekląć?!
A przeklinanie ma moc - uśmierza ból. Zwłaszcza jak człowiek uderzy się o coś. A dzieci uderzają swoim fochem jak patelenką w łeb. Nie wiadomo czy łapać się za głowę, czy dokonać mordu......

Zadzwoniła matka:
- Pogotowie mnie zabiera!
- CO?!
- No idż do okna zobacz ...... - i pyk, wyłączyła telefon.
Pobiegłam na balkon. Pogotowie jest.
I matka, która rower zapina.
Kurwa jego mać, serce kiedyś mi trzaśnie.
A ona się dziwi, że ja robię głupie żarty......


Młoda ma fazę buntu. Opactwa. Wszystko musi być na odwrót. Cokolwiek nie zrobię spotyka się z dziką reakcją:
- Tak nie miało być!!!!!! - buczenie córki zagłusza muzę - Buuuuuuu.......
 -A a a a ale ja chciałam .....buuuuu.......inaczeeeeeeeeeeeeeej!!!!!!
Staram się to przeżyć. Staram się nie pacnąć.Staram się by nie skarcić niepotrzebnym słowem.
- To nie ta bluza, to nie ta droga, to nie ten płyn, nie ta książka...
Wszystko musi być inne, na opak. Musi być płacz i krzyk.
A ja czasami czuję się tak, jakby mnie czołg przejechał. Wystarczy kwadrans. Czasami nawet 5 minut.
A po szale następuje normalność - uśmiech córki, jej tańce, słowa i to cudowne:
- Kocham cię mamo...
I potrafi założyć buty, odnieść talerz do zlewu, podać szczotkę a nawet podjąć próby zamiatania. Potrafi tulić się, wycałować. Potrafi być aniołem.

 - Macie posprzątać ten bałagan, proszę.
Syn nadal kopał piłkę, a Młodą wciągnęła książka. Chyba do własnej dupy mówię normalnie.
- Ostatni raz mówię! słyszycie?! proszę posprzątać w pokoju.
Mogę sobie mówić ....
- Okej też będę głucha na prośby o bajki, granie .....NIE MA I JUŻ!!!
I wyszłam zamykając drzwi. Nie ma, nie ma, nie ma ......a ja im naleśniki smażę, zamiast popykać w gierkę...
Po paru minutach drzwi się otworzyły.
- Mamo, mogę wyjść? chciałbym ten koc schować .....
Syn zaczął sprzątać. Pogonił Młoda. Młoda był oporna. Starszy sam dokonał porządku.
- Mamo a ja jestem grzeczny?
- Jesteś cudowny, kochanie.

Dzieci, kto za nimi nadąży?! Mieszkanka mega mocna.
Oby tylko szale zostały przeważone na dobrą stronę mocy.
A dobrą moc dzieciaki mają.









piątek, 7 czerwca 2013

lajfowo

Czy ja w końcu przestanę szukać, gubić, zapominać?!
Jak nie wcina mi telefon to książkę potrafi wywiać. Jak nie okulary znikają to dokumenty przemieszczają się w nieznane. Jak nie kubek z kawa dostaje nóg to długopis dematerializuje się. Jak nie znika pilot od tv to coś innego szukam. Zawsze coś, mam dość....Dzisiaj zalałam kubek z kawą, tyle, ze bez kawy.
Więc czy dzieci mogą być inne?!

Starszy stoi przed stosem rysunków. Są na komodzie, na szafie.
- Mamo, ale gdzie mój rysunek?
Najlepiej zawołać mamę, niech poda - najprościej, prościej niż rozejrzeć się.
Zawarczałam:
- Wiesz synu, szyja  służy  nie tylko jako podstawa głowy, ale można nią kręcić, rozejrzyj się!!!!
Wystarczyło spojrzeć w lewo i wyciągnąć rękę ...ale przecież jest takie super urządzenie - wystarczy powiedzieć: - MAMO! i wszystko jest zrobione. Gamoń, cholera, już ja go nauczę ...Potrafi stanąć przed czapką i pytać się:
- Gdzie moja czapka?
- Tutaj????
- O, dziękuje nie zauważyłem ...
Grrrrr........
Córka chcąc zabłysnąć i zwrócić na siebie uwagę powiedziała wierszyk:
- Mamo, mamo, chcesz cukierka, idź do Gierka, Gierek ci da, kopa w dupę i papapa
- No świetnie, skąd to znasz?
- Starszy mnie nauczył - z dumą odpowiedziało maleństwo.
- STARSZY!!!!
- No?
- Nauczyłeś Młodą tego?! Młoda mów.
- Chcesz cukierka, idź do Gierka, Gierek ci da, kopa w dupę i papapa.
- Tak - z uciechą w głosie odparł syn.
- A może być tak nauczył wierszyka o misiu czy dziku?! Proszę państwa oto miś, miś jest grzeczny bardzo dziś ...
- Nuuda ....

Wczoraj dzieciaki bawiły się na podwórku. Przyszedł Grześ. Grzesiowi spadł kalosz z nogi. Skwitował to magicznym słowem, a właściwie wiązanką:
- Kurwa!, ja pierdolę ...
Grześ ma 5 lat.
Więc zawsze może być gorzej....
A "dupa" to tak naprawdę dźwięczne słowo. I nie ma co się dupy czepiać, tym bardziej, ze rodzeństwo jednak ma swoją "szarą strefę". Nić porozumienia.
Bez woli walki, niestety.


- Mamo, a Grzesiu mnie szarpał.
- Nooo, ja to widziałem.
- I nie pomogłeś siostrze?
- Nie.
- Dlaczego?
Syn wzruszył ramionami ....No pewnie ...Tak najlepiej.
- I co tak się dałaś?! - zwróciłam się do córki.
Cisza ....
- Synu, weź na drugi raz takiego kolesia odciągnij, nie pozwalaj by ktoś szarpał twoją siostrą - co jak co, ale dzieci muszą wiedzieć jak bronić się - a ty Młoda co? Tak się dałaś? Na drugi raz pstryknij Grzesia w nos i powiedz - spadaj.

Dzieci dorastają. Trzeba przejść na level -podwórko; sztuka przetrwania i zrobić Młodym trening.











czwartek, 6 czerwca 2013

Młoda w wodzie - AKCJA :)

Pobudka o 7.00.  Oto luksus wolnego czasu. W zapomnienie odchodzi poranny zryw, notoryczne spóźnienie i szaleństwo odwiecznego pośpiechu.
Oto trwa pora flegmatyzmu. Ślimacze życie.
Nie powiem, że nie jest fajnie. W końcu człowiek  żyje nie tylko pracą.
Tyle, że praca mnie nakręcała, a teraz rozkręcam się w papkę. Ech...


Poszłam zobaczyć do pokoju dzieci. Młoda otworzyła zaspane oczka, wyciągnęła ręce:
- Mamo, przytul mnie.
Jest słodka, naprawdę....
- Mamo chcę jeść i pić.
-Zaraz ci przyniosę, ale zjesz jak wyjdę spod prysznica.
- Ej, a ja mam pomysł, ugotuj mi parówkę i idź.
- Aha, ja będę się kąpać a ty jeść?
-To przecież mówię!

No to tak zrobiłyśmy. Młoda jadła śniadanko, Starszy spał, a ja kąpałam się. Nagle drzwi od łazienki otworzyły się. Weszła Młoda.
- Co się stało?
- Nic, myję ręce, zrobiłam siusiu.

Wychodzę z łazienki. Młoda zjadła. Ściany w kuchni jak zwykle czyste i nic nie zostało rozlane. Bo z tym wylewaniem to akurat różnie bywa.
Syn w międzyczasie wstał i już oczywiście rysował.

Wpakowałam dzieciaki w ubranka, potem na rower i śmignęliśmy do przedszkola.

Młodzi nie byliby sobą jakby czegoś nie zrobi. Trasa rowerowa, jak dla nich niecałe 10 minut, a oboje na chodniku leżeli.Oczywiście trafiło mnie, bo jak można tak się zamotać.
Ale to zamotanie odziedziczyli po nas. Taki prezent. By nie byli doskonali, hahaha.
Więc nie wiem czemu jestem nerwowa. To przecież rodzinne jest.
Powyżej genów nie podskoczy się.


 Jak to mówią wychowawczynie w przedszkolu - "Duperszmity" syna. :DDDDDDD


Kawa, komp, horoskop.

Poświęć całą swoją energię na rekreację. Rób tylko to, co naprawdę chcesz.

No pięknie. Idę pedałować, by odbudować mięśnie. By stanąć na nogi.
Wczoraj zmiótł mnie ból. Aż do odruchu wymiotnego.
Wyskoczyłam na rowerową przejażdżkę. Schody. Nie ten wiek, by po schodach zjeżdżać, więc zeszłam  trzymając rower. I pierdykło coś w kolanie. Jak zwykle. Tyle, że trzyma dłużej.

Szlag człowieka może trafić..
To są te chwile, kiedy można byłoby mnie puścić samą na front. Gwarantuję, że nikt żywy by nie wyszedł.
To są te chwile, kiedy obsuwam się niczym trup i zamieram - ciało w kostnicy.

Emocjonalna huśtawka od złości po niechęć.
Wyżyny wkurwa, doliny niemocy.


Zadzwoniła ciocia.
- To jedziecie z nami w lipcu w Bieszczady?
- Kurde, ciocia, nie wiem - czekam na ten rezonans a potem pogadamy.
- To moglibyśmy się spotkać na weekend w Kazimierzu.
- To jest genialna myśl ciociu, wiesz, ze o tym marzę- kurde,Kazimierz,wy ....miodzio!!!
Tyle, że wiesz ...poczekajmy na wyniki.

I zastygło życie me.





Z dzieciakami wpadłam do teściów. Oboje mocno wiekowo zaawansowani. Teściowa za rok będzie kończyć 80 lat a teściu jeszcze więcej. Właściwie ze śmiercią może grać w kości.
Teściowa jak zwykle, widząc jak dzieci się bawią, zaczęła ich instruować - to nie tak, a to tak .....
A mnie wtedy trafia jasny szlag. No nie da się pobawić tylko instrukcja.Grrrrrrr
- Kobieto daj spokój dzieciom, niech bawią się po swojemu, lepiej mów co słychać
 - A nic, nikogo nie było, sąsiadka wyjechała, nuda
- To wykup wycieczkę do Chin i śmigaj - zażartowałam
- Oj, to nie ten wiek, nogi nas bolą...
- Dlatego mówię sio do Chin, w lektykach was ponoszą - i chichram.

Wracaliśmy rowerami. I nie może być nudno. O nie.  Młoda wjechała w mega kałuże.


Stanęła i już.
- Nie umiem!!!
I można mówić, prosić - bez szans. Cholera, co robić ....Miałam już ściągać buty jak podeszła babka:
- Proszę poczekać pójdę po gumowce i pomogę.
- Naprawdę?
- Tak.
I faktycznie. Poszła do pobliskiego domu i wróciła w kaloszach.
Pani serdecznie dziękuje i niech Bóg odpłaci jej milion razy za okazane serce. Są jednak na tym świecie fajni ludzie.


Pod prysznicem syn zaczął marudzić:
- Co za głupie zapięcie...., za zimna woda.....
- Czy ty tak musisz marudzić? I po co? Trzeszczysz, że muzy nie słychać, weź zluzuj...
- Ty też marudzisz!
- O ty dzwońcu!!!!
I zaśpiewałam mu Barkę.

O Panie, to Ty na mnie spojrzałeś,
Twoje usta dziś wyrzekły me imię.
Swoją barkę pozostawiam na brzegu,
Razem z Tobą nowy zacznę dziś łów.



Za karę!!!!!!!


;P









https://www.youtube.com/watch?v=VYrLRKACnuM&list=RD02W4nd3SGYXOc

---------------------------

= Młoda skończy za 2 miesiące 4 lata, więc dumna jestem z niej, ze taka radzi sobie świetnie :)))) Nie wiem jak inne 4latki, ale dla mnie ona jest zjawiskowa :PPPPPPPPPPPPPPPPPP

środa, 5 czerwca 2013

może jak bedę mieć 55 lat to zrozumiem


Córka już w przedszkolu, ubierając buty, dostała mega focha i bunt. Ewidentny znak zmęczenia. 
Krzyk, płacz , bo:
but uwiera,
bo nie ma frugo,
bo nie chce jechać autem,
bo ....
cały świat na NIE.
I nie przetłumaczy się nic. Bo i tak ma być na opak.
Młoda odzyskała spokój przy bajkach. A my ciszę. Taki płacz wyławia system nerwowy człowieka po którym skacze jak po trampolinie. W szpilkach.
Godzina bajek spowodowała powrót świata na miejsce.
Młoda układała puzzle.
Potem nawet posprzątała, o dziwo.
Potem rozkręciła się do huraganu.
Potem nie chciała iść spać.
I znowu płacz, bunt i cały świat na NIE.

Są takie dni, że oszaleć idzie. 
Ale rano była słodkim powiewem lekkim.

- Kocham cię.

- Dzięki, ja ciebie też.

- Nie mówiłam do ciebie tylko do Starszego - i wpadła w śmiech.

Dziecko wróciło do normy.
Ale w tym wieku takie szaleństwo czai się za rogiem ....Nie zawsze jest słodko. 
Jak w życiu.



Wieczorem czytaliśmy "Tato, a po co?".
Kolejny temat był na topie- tym razem Czy meduzy robią kupę?
No właśnie ....robią czy nie?





recenzja http://www.naukaprzygoda.edu.pl/projekty/odkrywcy/recenzje-ksiazek-i-zestawow-naukowych/recenzja-tato-a-po-co/




Już wiem dlaczego meduzy nie mają ani oczów ani nosa. Ha, ha, ha

Świat jest ciekawy,  a dzieci otwierają nam oczy. Warto podążać za dzieckiem. Oderwać się od szarej rzeczywistości. Odkryć ziemie zapomniane.
O ile wcześniej się nie oszaleje z powodu płaczu, buntu, przekory...



Syn stwierdził, ze z dziewczynami nie będzie się bawił. 
 - NIGDY!

- Synu, ale jak byłeś mały to miałeś kumpele: Zosię, Wiktorię i bawiliście się kapitalnie a teraz co?

-Kiedyś to byłem głupkiem!!!

No proszę, jaki teraz jest mądry ....
;P


Dojrzewanie jest jak tornado - nie wiadomo w jaki cypel rzuci.
Ale odkrywanie świata musi trwać.

I każdy swoją drogę ma.
I sposób.



Szatnia w przedszkolu.
- A ja ciebie widziałam w mojej sali - powiedziała Młoda do Starszego.
- E he he - zamruczał Starszy, bo przecież  z babami nie gada.
- A co tam robiłeś? - zapytałam się zaciekawiona.
- Nie powiem ci. Może jak będziesz miała 55 lat to zrozumiesz.


Chyba nigdy nie przestanę mieć głupiej miny....






wtorek, 4 czerwca 2013

Praga



T jak zwykle odwiózł dzieciaki do przedszkola. Dzieciakom jak zwykle nie chciało się wstawać. W końcu wyszli. Poranek ucichł.
Podzwoniłam w parę miejsc, załatwiłam co miałam załatwić. Uffff......Błoga laba przed kompem. Ze spokojnym sumieniem. Z szatańska kawą, by powieki nie opadły. Za oknem wciąż pochmurnie. Hm, ale przynajmniej komary nie latają. Chociaż ....:P


z netu



Zamiast szelestu gazety klikanie myszką. ...informacje muszą być, zamiast ciacha do kawy.
Pragę zalało?
Znowu szaleństwo aury zabiera fotel spod tyłka.
Praga dla mnie zawsze będzie mieć szczególne miejsce w sercu i to nie tylko dlatego, ze jest przeurocza.



z netu


Oto Karola Most - czaderski twór. Przetrwał lata, ale podobno do zaprawy dodawano wino, jajka, mleko.
Ciekawe, hm, też powinnam przetrwać wieki.

Na Moście jest 30 rzeźb, a pośród nich jedna najważniejsza - św. Jana Nepomucena.
Sw Jan ma swoją historię, a ja swoją ...dzięki niemu.

Legenda mówi, że dotknięcie płaskorzeźb, znajdujących się na cokole Nepomucena podobno przynosi szczęście. Podobno zmaterializowało się w naszym życiu. I już ma prawie 7 lat ....



zdjęcie z internetu



Tak jakoś nam marnie szło zalewanie formy, a właściwie dobrze nam szlo tylko efektu było brak. Więc wygłaskaliśmy owe księgi mrucząc, że czas na dzieciątko. 
Po miesiącu okazało się, że jestem w ciąży. Syn -magiczna fasolka. Hahahaha.......

Latam po stronkach dalej . Horoskop na nakręcenie dnia. Ulalalala, co ja dzisiaj czytam:

Gwiazdy spoglądają na Ciebie z ogromną czułością, co oznacza, że zmiany na lepsze nastąpią we wszystkich aspektach Twojego życia. Nie zapomnij zatem co jest dla Ciebie priorytetem a z pewnością dobre wibracje zmienią się w pozytywne podejście do życia. Działaj pewnie i świadomie. Nie daj się jednak oszukać dobrym chwilom, zachowaj kontrolę nad swoim życiem i pamiętaj, że zawsze może być lepiej.


Zawsze może być lepiej.
Zawsze może być gorzej. 

Zawsze jest coś.

Coś się zawsze dzieje.

Grunt by nie dać zhibernować się za życia.


Niech tylko pogoda się zmieni....










Sałka z tortellini. Fajnie w końcu coś odkryć nowego. I zachwycić się choćby zapachem bazylii w doniczce. 




a w lampce wino -
8 -letnie :)


A sałatka prosta:
-pomidor
-ogórek
-czosnek, pieprz, sól, majonez
no i tortellini.

Natchnienia na inne rzeczy  można znaleźć tutaj:

http://www.wielkiezarcie.com/recipeslist.php?user=152155


A co na deser ?! 

Zabawa.

Skoro dzieci są w przedszkolu .....


- Gramy w strzałki?
- Czy ja wiem?
Ach, ci faceci .....potrzebują motywacji.
- Ale kto przegra ten robi dobrze drugiemu, hahahahaha



Wyniku turnieju francuskiego nie zdradzę! :)














poniedziałek, 3 czerwca 2013

najgorszy dzień w życiu ...








Muza, książka, kawa, obok T. Wydawałoby się błogość poranka. Idealnego poranka. Ale jesień za oknem, jesień w duszy....nie chce nam się nic. Dzieciakom też się nie chciało wstawać. Hm, w końcu też ludzie choć mali. Pomimo ruchu oporu udało nam się ich zebrać. Młoda wymyśliła piosenkę jako to Hello Kitty kocha Myszkę Miki. Parówkowe natchnienie.

W rannych rozmowach, pomiędzy ubieraniem spodni a myciem zębów, pojawił się temat moich urodzin.
- To trzeba będzie ci trzeba kupić książkę - rzekł stanowczo syn.
 - Wolę sreberka synku - odpowiedziałam mając już banana na ryjku.
- Tato mówi, ze za dużo ich masz. Mamo, a jaką chcesz książkę?!
- Tato to za dużo mówi, potem z nim się policzę - brechatam - Hm, nie wiem ...A wiesz co jest moim największym prezentem synku?
- JA! - Starszy odparował szybko. Zawsze im to powtarzam, że są dla mnie naj w życiu.
- Hahahaha, dokładnie i jeszcze kto?
- Młoda
- No i ....?
- Mężunio twój?
- Hahahaha, dokładnie. A na urodziny porwę was w góry. Wjedziemy wyciągiem i będziemy zjeżdżać na torze saneczkowym.I to będzie mój mega prezent! O! Z wami poszaleć...I co ty na to?
- Nie możemy jechać, bo przyjdą goście.
- Mówisz?
- Tak i musisz być.

Oj tam, oj ...na taką "okrągłe" urodziny przydałoby się skoczyć z bungee. Albo zaliczyć ekstremalny park linowy. Albo nie wiem co jeszcze. Polecieć samolotem nad górami. Jaś dzwonił.
- Słuchaj to w lipcu przyjedziesz do mnie z rodziną? Polatamy.
- Nie wiem, czekam na rezonans a potem ....potem będę wiedziała co robić. Teraz nie wiem nic. Ale dzięki stary.

   http://dladzieci.pl/ecid,43,eid,3398,title,Samolocik,zabawa.html?ticaid=610b3a 

Kolano mnie hamuje. Nie wiem nic. Wakacje zawsze witałam stosem planów. Teraz ....czekam na badanie.
A potem odzyskam siebie i ruszę w świat. Jak zwykle.
Bo plany są wprawdzie takie małe, nieśmiałe, ale są, bo musi być karma dla duszy. Na wakacje zawsze wyjeżdżaliśmy. Więc tym razem też pomkniemy - nie ma innej opcji. Pytanie tylko -kiedy?
Ja mogłabym już.
Zostawić to wszystko.
Zagubić się.
Hm, chyba w kroplach deszczu ....




https://www.youtube.com/watch?v=3Jr5cGcx7eo



Jutro odbędzie się sesja zdjęciowa. Zdjęcia będą robione  na zakończenie przedszkola. Syn, niedługo absolwent,  poszedł dzisiaj  do fryzjera. Nie powiedział jakiegokolwiek  słowa. Nawet nie wyjąkał swojego słynnego:
- NIE !!!
pomimo, ze poszedł nie tylko obciąć włosy, ale poszedł do innego salonu.

-Chcę na irokeza ....
Dorasta, kurczę ...


Przy kolacji Starszy stwierdził:

- To był najgorszy dzień w moim życiu....

- Dlaczego - spytał się T.

- No bo w przedszkolu na obiad było mięso....

- No i?

- Było takie okropne, że surówka była smaczniejsza.



Może to jest sposób na zachęcenie do warzyw?! :)))))










- Mama, ty się nie denerwuj, nie klnij, spokojnie.

Wieczorem pogoda zrobiła się fantastyczna,  więc wyszliśmy  jeszcze na plac zabaw. Syn  z kumplem  grał w piłkę, a Młoda z pistoletu  z "bandą znajomków" topiła wodą mrówki. Czas mijał leniwie. Doczekałam się w końcu tego, ze mogę siedzieć i czytać książkę bez odwiecznego:
- Maaamoooo .....
A były takie chwile w życiu, że myślałam, ze umrę w piaskownicy. Przykryta łopatką.

Syn wraz z kolegą strzelali sobie bramki. Nawet we mnie trafili.  Piłkarska kadra rośnie. Przewracam kartkę książki .... i nagle słyszę skandowanie:
- Starszy! Starszy! Straszy!
To dziewczyny, huśtające się niedaleko, zaczęły wykrzykiwać imię syna. A syna reakcja rozłożyła mnie na łopatki. Najpierw łypał na nie spod oka, potem coś mamrotał pod nosem, w końcu wykrzyczał do kumpla:
- Chodź stąd bo ja tego nie wytrzymam!!!....

Nie poszli. Dziewczyny przestały. Ale łypanie okiem zostało. I pewna radocha. Jeszcze rok i będą wspólnie "paplać", a póki co - dziewczyny są beee. Świat musi mieć swoje podziały, swoich wrogów, swoje sojusze, swoje pokoje, swoje zasady, a wszystko zmieniając się płynie.


A syn to model. Mając do wyboru kabaret a film "Spiderman", wybrał na wieczór kabaret. Brawo! Tyle, że nie wiemy ile on z tego rozumie, ale rechocze równo.

Fajny facet, ale czasami lata mu po żyłach bakteria fioł pospolitus. Potrafi złościć się okrutnie. Jak jego mama.  Bo ketchup był za suchy na przykład. Uczymy się razem cierpliwości.
Ostatnio coś nie tak było z moim telefonem. Drugi też ześwirował i to mega. Grrrr!!!! Coś zaczęłam mamrotać pod nosem, na co syn:
- Mama, ty się nie denerwuj, nie klnij, spokojnie. 

Oto mój balsam na duszę. Zanim zaczęłam - przestałam.





 Zygmunt. Zygmunt robi za psa, kota i akwarium rybek. Dzisiaj wypuszczony na kanapę uciekł z niej i biegał cały szczęśliwy po pokoju. T przyjął tezę, że były tam moje nogi. Bez skarpetek. T za głupie gadanie robił też kolację. Nie ma że boli. Słowa kosztują.
Chomiś uciekł, ale na gwizdanie przyszedł. Hm...czasami przypadki bywają piękne. Taki gwizd i przyjście robi wrażenie.


Hymn chomika ?! :D      
Muza co rozwala, aż do śmiechu :)
A teraz nieszczęśliwy Zygi wypatruje wolności. Biedaczek, musi poczekać do jutra.
A swoją drogą to nawet taki zwierzak musi się wybiegać ...

Dzisiejsze córki:
- Goń mnie!
Znowu mnie zasmuciło. Cholera......ale w końcu zawsze idę do przodu, więc kwestia czasu jak znowu pobiegnę ...





niedziela, 2 czerwca 2013

po linei

Wyszliśmy na podwórko poszukać syna. Patrzymy: są! - Starszy idzie z kumplem. Dwa siedmiolatki, ucieszone na mega.  Z tymbarkiem w ręku. M. trzymał w ręku reklamówkę z chipsami. Idą  i śmieją się w głos.
- Skąd to macie? 
- Kupiliśmy w sklepie!
- A skąd mieliście pieniądze?
- Znaleźliśmy, o, tam! w trawie leżały.
I chichoczą. W ręku M było jeszcze 3,30 zeta. Plan na wydanie?- lody.

Takim to dobrze. I niech im szczęście sprzyja.
Po tego tymbarka sama, o mało co, nie poszłam, skoro taki efekt wywołuje.

- Ale pieniądze nie są ważne, ważna jest rodzina -  powiedział nam syn w domu. Na co córka:
 - My jesteśmy rodziną!!!

Slodko...mam nadzieję, że to nie zmieni się, aczkolwiek czas robi niezłe przekręty.


Wczorajszy dzień był rodzinny. I to mega. Wysyp osobników był niezły. Przez pogodę tylko domówka, ale za to w jakim gronie świetnym. A miał być piknik, grill. Dobrze, że humory nie zmokły.
- A gdzie idziecie? - zapytała się córka
- Na randkę - odparliśmy ze śmiechem.
- Żartujecie prawda?!
- Nie, kochanie, wychodzimy, do zobaczenia rano.
Zostawiliśmy dzieci mamie i urwaliśmy sie na wieczór ze znajomymi. Koncert, piwo, czar rozmów :p

I życie tak sobie płynie spokojnie, miło.
Szkoda tylko, ze kolano boli.
Ale zawsze może być gorzej...
Zawsze może być inaczej...
Więc warto docenić to jak jest...bo przecież nie jest źle.
:)


No właśnie.....

Syn ogląda film w tv, Młoda na balkonie puszcza bańki, T śpi, a ja wsadziłam nos w gazetę.
- Mamo to by ci się przydało! - szturchając mnie powiedział syn.
- Co? -oderwałam się od rubryki.
- No to!  - i pokazuje palcem telewizor.
A tam co? A tam leci reklama Linea!!!



Zgrzytnęłam zębami....
- No co? Żartowałem ....




sobota, 1 czerwca 2013

dzień dziecka

Z okazji Dnia Dziecka - Waszym Dzieciaczkom i Wam, Drogie Dzieciaczki
życzę
wszystkiego naj!
Niech to będzie piękny dzień. 
A reszta dni jeszcze wspanialsza! :)




- Dzieciaki, wiecie jaki dzień jest dzisiaj?
- Sobota - mruknął synek spod poduchy. Broń na mamę. Nie widzieć, nie słyszeć ...
- 1 czerwca, i co to za  święto?
Cisza.
Cisza.
Cisza.
- Dzień dziecka? - a jednak syna główka pracuje.
- Dokładnie Misiaki z mojej paki!!!

Złożyłam dzieciaczkom życzenia. Uściski. Syn stwierdził, ze skoro nie ma prezentów (nie ma to jak zrobić syna w jajo :D) sam prezent sobie zrobi.

- Będę malować, rysować, wygłupiać się do północy, grać na kompie, a ty mamo zrób mi płatki ryżowe na śniadania.

I super.

Potem dostaną prezenty. I w ogóle zrobimy im zamieszanie.
Jeszcze większe niż co dzień.
Niech mają, cudowne Istoty! :)




Szkoda tylko, ze córka kaszle .........



Scooby Doo leci, a do niego będzie sniadanie.

Niech ten dzień będzie do góry nogami. Dzieciecy w każdym calu!
:)









sanatorium


sanatoirum 



Sanatorium zamieniało się wraz z upływającym czasem w pobyt kolonijny. Naprawdę. Tu zabiegi, a potem nuda zalewana alkoholem. Przez niektórych. Rozmowy, książki, spacery .....Poznałam mnóstwo ludzi. Właściwie z turnusu wszystkich. No bo ja tak mam - gadam. Choć zaprzeczam.
Odgrażano mi się "zielona nocą". Po kolacji taka gadka "strachy na lachy" i smsami. Normalnie wieczorową porą zamieniłam się w powietrze co by nie kusić. Rano, w ostatni poranek wstałam i wleciałam do kumpli stukając w drzwi:
- Policja !!!Otwierać!!!
Naprawdę mam głos i potrafię huknąć.
Cisza.
Otworzyły się drzwi obok.
- Arte! Zbaraniałaś? - i brecht.
- Cicho! Dadzą się nabrać.
Za drzwiami cisza nadal.. Znowu z pięści przywaliłam drąc się:
 - Policja!!! Otwierać drzwi!!!! Natychmiast!!!!
Kolejne drzwi się otworzyły. Brecht. Pokazuję gestem - CISZA!!!
W końcu otworzyły się drzwi kumpli. Koleś stał w  samych spodniach. Zakrwawiony.
- Kurwa Arte!!! Przestaszyłem się!!! - ale jaka ulga w głosie!
Śmiechem walnął cały korytarz. Facet się golił i żyletka zeszła ........ups.......przestraszył się.
Najlepszy kawał czyj? Mój.
Nastąpił dzień wyjazdu - nie mieli szans na spłacenie długu.

Obiad. Siedzę przy stoliku z Basią. Basia po udarze mózgu. Opowiedziała mi o wieczorze. Walnęłam śmiechem. Ja się śmiałam a stołówka milczała. Poważnie. Wyłapałam cisze i że ktoś uderzył widelcem o nóż. Trwało to chwilę. A nawet dłużej.
Kumpela z pokoju:
 - Słyszałaś ten śmiech na obiedzie? 
- Nie, bo się śmiałam.
Teraz nie jest mi do śmiechu. Mam zawiechę.  I niechęć do gadania. Ech......

Pewnego wieczoru przychodzę na kolację a przy stoliku siedzi babka. Starsza. Okazało się, ze ma 97 lat. Przyjechała sama
 - Może jakiegoś pana poznam? W końcu nie jestem taka stara!
Rozwalała nas poczuciem humoru, siłą i duchem.
Ja też tak chcę.
Rewelacja.
I nie wyglądała na wampira. Wręcz przeciwnie.

Sanatorium postawiło mnie na nogi. Psychicznie. Nie wiedziałam, że aż tak padłam na ryj.
Teraz znowu ryję.
Babe - świnka z klasą, normalnie.

Człowiek nie docenia tego co ma. Warto się zatem cieszyć chwilą. Daną chwilą. Bo za rogiem może nie być nic. Dlatego warto spacerować, delektować się, nie biec.
Jeden krok potrafi zmienić wszystko.
Ale stać w miejscu też nie warto.
Życie jest sztuką akrobatyki na linie.
- Nie ma co się spuszczać - jak mawia T. I pewnie ma rację.
:D
:p

Bo żeby się puścić i nie cierpieć to trzeba wiedzieć gdzie! :D
Zycie jak pajęcza sieć.
Pomyślcie nad tym.







piątek, 31 maja 2013

wino za drzwiami

Wczoraj rodzinnie obejrzeliśmy Gnomeo i Julię. W końcu obejrzeliśmy! Za pierwszym razem, jak chcieliśmy obejrzeć,  syn tak się wystraszył krasnala spadającego, że wyrwał sobie zęba! :)
 Młodą porwała piosenka i było tylko:
- Puście mi jeszcze! 
https://www.youtube.com/watch?v=hJHDiw1COL0 - w polskiej wersji brzmi lepiej :P.


Potem zażyczyłam sobie konkret  - nie jakąś komedyjkę romantyczną https://www.youtube.com/watch?v=XpkN4CbxYYg, o nie. To nie dla mnie. Oglądałam i jakoś ....eeeeee tam. Mało mięsne.
Zachciało mi się krwi! A co mi tam. Podobno palce w filmie maczał Tarantino, więc nie było innej opcji jak zasiąść i obejrzeć Człowieka o żelaznych pięściach  https://www.youtube.com/watch?v=iKdV9ZMWKSo  po prostu - Chiny, walka, krew, bezsensowna przemoc. I latanie mega.



Dzisiaj córkę dorwał kaszel. Zwymiotowała. Ten poranny kaszel zamienił się w jakiś koszmar. Kupiliśmy syrop, tabletki, robiliśmy inhalację. Nic nie pomagało. Czuję się bezbronna  w takich chwilach. Lody też były, na zamrożenie wszystkiego.

- Martwię się o ciebie - wyszeptałam w uszko Młodej przytulając mocno
- A ja o ciebie - wyszeptała obejmując swoimi rączkami. 

Kochanie małe.
Jest wieczór i Łobuziara nie kaszle. Ufff....... Na szczęście przeszło, chyba. Mamy taką nadzieję.
A gucio ....szlag. Ale nie jest źle. W razie czego będziemy wzywać lekarza. Ale póki co - spokój. Zaciskam kciuki i dmucham, by odpuściło. Dziwne to jakieś. Bez gorączki. I smarów.

A syn przelatał cały dzień na podwórku. Z kumplem. Od rana pędził na jednej parówce. Nie będzie jadł i gucio. Po 17.00 zgłodniał, skubnął, poleciał. No król anoreksji będzie jak nic. Słodyczy też nie tknął, sam z siebie.
- Bo nie jadłem obiadu
Przynajmniej choć tego się trzyma. Ma facet zasady.


Wojna Klonów opanowała syna.

- Młoda będziesz Księżniczką Leią, dobra?!

 Zadzwonili znajomi. 

- To jedziemy?
- Pogoda do dupy. Dzisiaj chcieliśmy wyskoczyć do zoo i spękaliśmy.
- Nie poznaję, od kiedy pogoda ci przeszkadza?!
- Eeeeeee....
- Dobra jutro się widzimy, koncert, piwo, pogadamy.


T też stawia na nogi. Nawet mi prezent kupił. Cieszę się, a syn jeszcze bardziej.
Kurde, odchylam drzwi od kuchni. 10-letnie wino tam czai się.



CHOJNIK - foto

Skoro pada. Skoro nie możemy nigdzie pojechać i znowu trzeba w domku gnić to powrzucam fotki z wędrówek majowych - za obiektywem stał T.

Jak byłam w sanatorium  to Rodzinka do mnie wpadła. Spędziliśmy parę dni razem. I to była rewelacja.
Wiatr w skrzydła. Ja zabiegi a rodzinka wędrówki.

Ekipa zauważyła jak radocha mnie niesie, ten krok, ten uśmiech.
- Już bez kuli chodzisz?!
- Bo miłość mnie niesie - hahaha, krzyczałam cała szczęśliwa. Po tylu dniach móc przytulić swoje kurczaki i mensza to ........brak słów. Na samo wspomnienie uśmiecham się.





































HUTA SZKŁA _FOTO

 Huta Szkła, ręczna robota. Piękne rzeczy. Dla mnie magia - tak dmuchać, tak obrabiać.
Kupiliśmy dwie lampki do wina, na nasze wieczory.
Dzieciaki wzięły udział w zajęciach warsztatowych. dostały dyplomy.