Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zycie rodzinne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zycie rodzinne. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 czerwca 2013

Młoda w wodzie - AKCJA :)

Pobudka o 7.00.  Oto luksus wolnego czasu. W zapomnienie odchodzi poranny zryw, notoryczne spóźnienie i szaleństwo odwiecznego pośpiechu.
Oto trwa pora flegmatyzmu. Ślimacze życie.
Nie powiem, że nie jest fajnie. W końcu człowiek  żyje nie tylko pracą.
Tyle, że praca mnie nakręcała, a teraz rozkręcam się w papkę. Ech...


Poszłam zobaczyć do pokoju dzieci. Młoda otworzyła zaspane oczka, wyciągnęła ręce:
- Mamo, przytul mnie.
Jest słodka, naprawdę....
- Mamo chcę jeść i pić.
-Zaraz ci przyniosę, ale zjesz jak wyjdę spod prysznica.
- Ej, a ja mam pomysł, ugotuj mi parówkę i idź.
- Aha, ja będę się kąpać a ty jeść?
-To przecież mówię!

No to tak zrobiłyśmy. Młoda jadła śniadanko, Starszy spał, a ja kąpałam się. Nagle drzwi od łazienki otworzyły się. Weszła Młoda.
- Co się stało?
- Nic, myję ręce, zrobiłam siusiu.

Wychodzę z łazienki. Młoda zjadła. Ściany w kuchni jak zwykle czyste i nic nie zostało rozlane. Bo z tym wylewaniem to akurat różnie bywa.
Syn w międzyczasie wstał i już oczywiście rysował.

Wpakowałam dzieciaki w ubranka, potem na rower i śmignęliśmy do przedszkola.

Młodzi nie byliby sobą jakby czegoś nie zrobi. Trasa rowerowa, jak dla nich niecałe 10 minut, a oboje na chodniku leżeli.Oczywiście trafiło mnie, bo jak można tak się zamotać.
Ale to zamotanie odziedziczyli po nas. Taki prezent. By nie byli doskonali, hahaha.
Więc nie wiem czemu jestem nerwowa. To przecież rodzinne jest.
Powyżej genów nie podskoczy się.


 Jak to mówią wychowawczynie w przedszkolu - "Duperszmity" syna. :DDDDDDD


Kawa, komp, horoskop.

Poświęć całą swoją energię na rekreację. Rób tylko to, co naprawdę chcesz.

No pięknie. Idę pedałować, by odbudować mięśnie. By stanąć na nogi.
Wczoraj zmiótł mnie ból. Aż do odruchu wymiotnego.
Wyskoczyłam na rowerową przejażdżkę. Schody. Nie ten wiek, by po schodach zjeżdżać, więc zeszłam  trzymając rower. I pierdykło coś w kolanie. Jak zwykle. Tyle, że trzyma dłużej.

Szlag człowieka może trafić..
To są te chwile, kiedy można byłoby mnie puścić samą na front. Gwarantuję, że nikt żywy by nie wyszedł.
To są te chwile, kiedy obsuwam się niczym trup i zamieram - ciało w kostnicy.

Emocjonalna huśtawka od złości po niechęć.
Wyżyny wkurwa, doliny niemocy.


Zadzwoniła ciocia.
- To jedziecie z nami w lipcu w Bieszczady?
- Kurde, ciocia, nie wiem - czekam na ten rezonans a potem pogadamy.
- To moglibyśmy się spotkać na weekend w Kazimierzu.
- To jest genialna myśl ciociu, wiesz, ze o tym marzę- kurde,Kazimierz,wy ....miodzio!!!
Tyle, że wiesz ...poczekajmy na wyniki.

I zastygło życie me.





Z dzieciakami wpadłam do teściów. Oboje mocno wiekowo zaawansowani. Teściowa za rok będzie kończyć 80 lat a teściu jeszcze więcej. Właściwie ze śmiercią może grać w kości.
Teściowa jak zwykle, widząc jak dzieci się bawią, zaczęła ich instruować - to nie tak, a to tak .....
A mnie wtedy trafia jasny szlag. No nie da się pobawić tylko instrukcja.Grrrrrrr
- Kobieto daj spokój dzieciom, niech bawią się po swojemu, lepiej mów co słychać
 - A nic, nikogo nie było, sąsiadka wyjechała, nuda
- To wykup wycieczkę do Chin i śmigaj - zażartowałam
- Oj, to nie ten wiek, nogi nas bolą...
- Dlatego mówię sio do Chin, w lektykach was ponoszą - i chichram.

Wracaliśmy rowerami. I nie może być nudno. O nie.  Młoda wjechała w mega kałuże.


Stanęła i już.
- Nie umiem!!!
I można mówić, prosić - bez szans. Cholera, co robić ....Miałam już ściągać buty jak podeszła babka:
- Proszę poczekać pójdę po gumowce i pomogę.
- Naprawdę?
- Tak.
I faktycznie. Poszła do pobliskiego domu i wróciła w kaloszach.
Pani serdecznie dziękuje i niech Bóg odpłaci jej milion razy za okazane serce. Są jednak na tym świecie fajni ludzie.


Pod prysznicem syn zaczął marudzić:
- Co za głupie zapięcie...., za zimna woda.....
- Czy ty tak musisz marudzić? I po co? Trzeszczysz, że muzy nie słychać, weź zluzuj...
- Ty też marudzisz!
- O ty dzwońcu!!!!
I zaśpiewałam mu Barkę.

O Panie, to Ty na mnie spojrzałeś,
Twoje usta dziś wyrzekły me imię.
Swoją barkę pozostawiam na brzegu,
Razem z Tobą nowy zacznę dziś łów.



Za karę!!!!!!!


;P









https://www.youtube.com/watch?v=VYrLRKACnuM&list=RD02W4nd3SGYXOc

---------------------------

= Młoda skończy za 2 miesiące 4 lata, więc dumna jestem z niej, ze taka radzi sobie świetnie :)))) Nie wiem jak inne 4latki, ale dla mnie ona jest zjawiskowa :PPPPPPPPPPPPPPPPPP

czwartek, 4 kwietnia 2013

jasna dupa

Po 8.00 zadzwoniłam do szanownej mamy swojej mówiąc, ze wracam i jeśli nie wyszli z domu to odprowadzę  dzieci do przedszkola.
- Ale one śpią tak słodko, nie budziłam ich jeszcze.
CO ONA MÓWI DO MNIE?!?!?!
- Proszę?! O! NIE! Budź ich, już wracam - wyłączyłam tela klnąc pod nosem. Okrutnie klnąc. Trzeci dzień "wagarów"? Chyba po moim trupie. Nie będą rosnąć mi na gnuśnych leniów. Zresztą nie mam czasu. Fucha czeka. Fuck!!!!!!!!!!!! Oby nie zabić!!!! Matki!!!!

Przypomina mi się żywot pewnej kobiety, która ciężko pracowała w życiu, podczas gdy jej mąż pił. Dla dzieci wszystko. Została nawet sprzątaczką, by z synkami być w domu w "odpowiednich" godzinach.
- Wie pani, nawet ich do przedszkola nie dałam, by się wyspali, bo tak lubili spać.
Synkowie rozpieszczeni nie nauczyli się niczego w życiu. Matka nie była dla nich przykładem niestety. Wciąż żyją na jej koszt, a ona cóż - narzeka i karmi i karmić będzie dopóki nie spotkają nowego żywiciela, nowej kobiety, swojej kobiety.

Gaz do dechy, zajechałam pod chatkę. Rozzłoszczona na maksa "wbiegłam" po schodach. Otwieram drzwi a moja mamusia z palcem na ustach robi mi:
- Ciiiiiiiiiiiiiiiiii.
Ciiiiiiiiiii?!Szlag mnie trafił. Nie wytrzymałam.
 - Jakie kurwa ciiiiiiiiiii?! Mają wstawać. POOOOOBUUDKAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!! Bo mnie trafi!!!!!!!!  - wydarłam się na maksa, ciszej zwracając się do matki - Cholera przecież rozmawiałam wczoraj z tobą, prosiłam, tak?! Od godziny nie mogłaś ich zbudzić, co?! KUŻWAAAAAAAAAAAAAAA - wpadłam do pokoju Maluchów - zbierać mi się do przedszkola, ale to raz, dwa ......dzień dobry poza tym.

Kultura musi być jakby nie było. No!

Starszy wyleciał z łózka, zaczął ubierać się, zaś Młoda wpadła w płacz
- Bo ja chcę się powyciągać.
- Młoda, to się wyciągaj, a nie beczysz! Dawaj, dawaj, ubieramy się. Nie ma czasu, rozumiesz?! Nie ma!!!!!

Dwadzieścia minut później odprowadziłam potomstwo do przedszkola. Dzieci podskakiwały wesoło, były zadowolone i zdążyły na śniadanie. Podpisałam przy okazji umowę o kontynuowanie edukacji przedszkolnej Młodej.

W domu siadłam na telefon. Najpierw służbowo pla, pla, pla. Potem zadzwoniłam do T:
- Możesz mi wyjaśnić dlaczego nie obudziłeś dzieci jak wychodziłeś?!
- Ale za to wyniosłem śmieci. Cześć kochanie poza tym.
- Miałeś je obudzić! Chrzań się.
Wyłączyłam się.
Pisanie sprawozdań. Drukowanie.
- JASNA DUPA!!!!!
Początek nie dodrukowany, końcówka też do bani. Powiodłam morderczym wzrokiem  po drukarce. Ostatni dzwonek rozsądku powstrzymał mnie przed ciapnięciem jej za balkon. Hm, chociaż jak pieprznęłabym nią o szybę to i szybę w końcu wymienilibyśmy. Hm.........

Telefon do T:
 - Wiem, mówiłeś, ze koniec z zakupami w tym miesiącu, ale zajoba dostanę z tą drukarką! 
-  A spoko, dawno myślałem by ją zmienić. Kupię coś. Już ci nerwy przeszły?
- NIE!!!

Po dwudziestu minutach T przysłał smsa - "drukarka kupiona, jutro będzie w domu".


Są takie chwile, kiedy zaczyna nosić mnie. Termin zaczyna gonić, a gumka w majtkach puszczać. Zostawiam wszystko na ostatnia chwilę, a potem pocę się bluzgając kroplami jadu wokół.
A podobno z wiekiem większy ma być spokój. Tja, opanuję się. Chyba po śmierci. A i tak ręki za to nie dam sobie uciąć.


Drukarka, hm... Na mnie nie ma,a na drukareczkę jest? Hm ...już ja się dobiorę do skóry szanowanego małżonka.  Jeszcze na początku tego tygodnia słyszałam, koniec z zakupami, ze dość już puściłam w tym miesiącu i jednak jest lepiej jak siedzę w chacie, bo moje wyjścia są kosztowne. To się jeszcze okaże. Ha!



Wpadł kolega do Starszego. Chłopaki bawią się fajnie. I nagle co ja słyszę?!?!
- Odrobiłeś zadanie?
-Nie! 
-Zadanie? - zapytałam się podejrzliwie słodko wchodząc do pokoju- jakie zadanie?
- Mieliśmy przeliterować słowa eukaliptus, kalkulator i akumulator
- A macie często zadawane zadania domowe?
- No tak
- Synku, chyba będziemy musieli o czymś porozmawiać..

Chłopaki bawili się grając w piłkę nożną w przedpokoju. Rysowali. Walczyli. Jejku, bawili się jak dzieci. Bez kompa. Cud, cud, cudaczny cud. Oczywiście Młoda z nimi broiła wpatrzona w M jak w obrazek. A ja zastanawiałam się za co syna powiesić - za szlufki od spodni czy za skarpetki.
Albo siebie - na zmianę podejścia. Ale pytam się, dopytuję. Cholera ....Błąd w sztuce. Sztuka by się wymknęła. A przecież rozmawiamy. Dobry kontakt rozwiał się niczym widmo.

-Synku, a dlaczego nie mówisz mi, ze masz zadania?
- Nie wiem
- Jak to nie wiem?
Cisza. Je oczami płatki z mlekiem. Nos spuszczony na mleko.
- Synu, ty nic mi nie mówisz! Rozmawiam z tobą codziennie, pytam się co słychać, co było w przedszkolu, jak minął ci dzień, a ty tylko kwitujesz - a nic, spoko, dobrze i ze rysowałeś tylko.  - lekko wkurzona nawijam dalej nie mogąc przestać -W końcu zapanuje mur ciszy między nami, bo nie będziemy mieli sobie nic do powiedzenia poza spoko, okej i ewentualnie  o angry birds!!!
- Ale ja umiem - słabe to było, ten ton, ta linia obrony.
- Co umiesz?
- Literować umiem
- Wierze, ze umiesz bo zdolny facet jesteś, ale chodzi o to, że jak ja pytam się co było to opowiedz, rozumiesz?! - kiwanie głową daje mi nadzieję, że coś dociera do syna - chcę być częścią twojego życia i te twoje "a nic"  zaczyna  mnie wkurzać, bo w końcu nie będziemy mieli sobie nic do powiedzenia..
Cholera jest taki jak ja i brat -matka nigdy nic nie wiedziała: nasze życie, nasze sprawy. Teraz jest inaczej. Trochę.
 - Mamo, a dzisiaj była religia, pani Mariola mówiła nam o .........
Porozmawialiśmy o Jezusie, Barabaszu, Piłacie. Fajny facet, wiele wie i rozumie. Odegrałam scenkę.
Młoda weszła w rozmowę.
- A ja ciebie widziałam na przestawieniu!
 - To dzisiaj mieliście przedstawienie?! - prawie walnęłam głową o stół - nie wierzę, nie wierzę, nie wierzę...
- Tak, takie o ekologii.
Rozmowa przeniosła się, po kąpieli, na płaszczyznę łózka. Czystość środowiska, wierszyki, piosenki...
Ha! A jednak  oboje umieją coś więcej niż:
- Dupa, Jasiu, karuzela.... - bo to ostatnio najnowszy repertuar wyśpiewywany przez nich dziarsko.

Na dobranoc poczytałam o Koszmarnym Karolku.

Maluchy śpią, a ja mam zagwozdkę. Kiedy coś nie tak poszło? Ręce opadają. Na szyję. Zaduszę się. Jak czegoś nie zmienię.
Tak nie może być. Bo to nie jest. A jeśli jest to nie tak. A tak nie może być.








muzyczny składak do poduchy, czy sprzątania :D -polecam :)

https://www.youtube.com/watch?v=IddDWBpkzYg&list=RD02XnYxdxFmOLk