Pokazywanie postów oznaczonych etykietą walka o przetrwanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą walka o przetrwanie. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 marca 2013

ignorancja




Noga dała mi tak popalić, że powiedziałam sobie:

- o! nie! tak nie może być!

Kolejna noc nie przespana. Ból, który z czasem miał znikać zaczął rosnąć w siłę. T mnie zarejestrował.

Poszłam do lekarza pierwszego kontaktu i opowiedziałam mu swoją smutną historię:

- Ten  lekarz tylko krzyczał na mnie, nie mówił nic. Przychodzę w piątek na wizytę o kulach, a on kazał wyprostować i zgiąć nogę i stwierdził, że koniec leczenia. Nie było dyskusji. Mam odstawić kule, wracać do pracy, jestem zdrowa. Skoro tak mówi tak zrobiłam. W końcu to lekarz. W poniedziałek medycyna pracy- wiadomo -skoro ortopeda mówi, ze koniec to przeciwwskazań brak. Żaden z nich nie przyjmował wiadomości o bólu. To będzie bolało, ma prawo i koniec. Więc przychodzę do pana, bo po 2 dniach pracy wysiadam. Miałam dobre chęci i zawierzyłam lekarzom i czuję się wyrolowana. siadam psychicznie. Przerwano leczenie powypadkowe, ból został i co mam robić?!  Zostałam  na lodzie - z boląca nogą mam żyć?! Nie wiem w jakim jest stanie, nie wiem co jest przyczyną bólu, nie mam ani wiedzy ani rehabilitacji. Tamten krzyczał, że jestem zdrowa.  Ale bez kul jednak nie daję rady, a po pracy mam dość wszystkiego. Czy tak ma wyglądać usprawniona zdrowa noga? Proszę o skierowanie do innego ortopedy na konsultację. Naprawdę nie śpię po nocach...

Lekarz dał mi zwolnienie, bo po przeprowadzonym badaniu stwierdził, ze woda zbiera się w kolanie. Dostałam skierowanie do ortopedy z adnotacją PILNE!
Poszłam do specjalisty. Opowiedziałam mu swoją smutną historię. Historię leczenia po wypadku. Lekarz zrobił badanie usg kolana. Proste badanie, którego tamten nie chciał zrobić. Płyn zaczyna zbierać się. Dostałam lekarstwa, skierowanie na rehabilitację. I nakaz chodzenia o kulach. Mam nogi nie przeciążać!!!

Tamten biały kitel nie zakończył leczenia - on je przerwał!!!!

Zakład pracy oraz BHPowca poinformowałam o zaistniałej sytuacji. I powrocie na zwolnienie lekarskie.
 -kontynuacja leczenia po wypadku w pracy. Niech ZUS wzywa mnie. Szkoda tylko, ze nikt nie pociąga lekarzy za błędy w sztuce leczenia.

Mam dość komplikacji. Chcę mieć spokój. Nie myśleć. I nie płacić swoim zdrowiem za błędy ludzi.
Najpierw woźnego, który nie zabezpieczył kanału, a potem lekarzy, którzy orzekli, ze jestem zdrowa i mogę wracać do pracy.


Cholera, nie wolno ufać lekarzom. Jednak jak coś się dzieje, zawczasu trzeba pukać do innych drzwi. Szukać innego specjalisty. Skonsultować. Nie wierzyć, ze coś musi być. Zawierzyć sobie, że coś jest nie tak.


Mogłam w poniedziałek iść nie do lekarza medycyny pracy , a do "mojego" lekarza. Mogłam wiele zrobić, a nie zrobiłam nic. Pomimo wewnętrznego buntu starałam się przyjąć decyzję lekarza.
Stało jak się stało.
W sumie miałam nadzieję, że biały kitel ma rację. Że to przejdzie. Minie. Rozchodzę. Że tak musi być.
Odstawiłam kule, choć rodzina krzyczała, że popełniam błąd.
Ale odkręcam to. I nieudolność konowała, który mógł ze mnie uczynić kalekę.
Nogę przeciążyłam, mam ochotę wyć z bólu ....

Ale powróciła nadzieja, że jednak coś da się zrobić z kolanem. Że nogę da się przywrócić do stanu bez bólowego i sprawnego.
Że jednak wśród białych kitlów zdarzają się lekarze, którzy nie ignorują słów pacjenta. Niech ich Bóg wynagrodzi.

Moja historia jest jedną z wielu, kiedy ignorancja lekarza czyni go głuchym na skargi zdrowotne pacjenta skazując go na niebyt.
Zareagowałam, znalazłam lekarzy, którzy nie byli obojętni -noga jest leczona.
Teraz wierzę, że będzie dobrze.





czwartek, 10 stycznia 2013

wtopa na maksa





Dzisiaj nie miałam ochoty wstawać. Uszło ze mnie życie. To się nazywa dół. Kolejna kontuzja, kolejny sezon bez nart, ale za to jaki skoczny -na jednej nodze. Pytam się -dlaczego ja?! Znowu ja.
Głowa montuje stos dziwnych myśli. "Chciałaś popełnić samobója to masz. Teraz Bóg doświadcza cię pokazując jak życie bywa piękne a zarazem kruche".
 - Ale ja wolę krucha ciasteczka!!!-  krzyczę.  Cholera...Dupek pamięta co było 22 lata temu...grrr...
Ciekawe, czy usłyszał mój krzyk, moję myśli.
Pewnie nie, bo maskotki nie mówią. A ja właśnie tak się czuję,  jak maskotka w rękach wyższych sił. Tuli, tuli i bach, rzut w kąt, w kanał jakiś.
- No, proszę - mówi głos -ale stłuczkę przeżyłaś, a mogłaś wyjśc np z wybitymi zębami, albo ze skręconym karkiem...
To fakt, miesiąc temu baba wjechała mi w bagażnik. Nie miałam zapiętych pasów.
 - Dziękuje za pociesznie.
Optymistyczny tekst wlany w serce. Przez lejek.

Społeczność lokalna zauważyła brak mojej osoby w panoramie. Mama robi za punkt informacyjny. Reakcja ludzi? Znowu? A to ta sama noga? Rok temu miałam złamaną piętę. Zresztą co ja nie miałam. Rozumu chyba, a tak to wszystko.
Znajomi proponują pomoc. W tych czasach unikalny gest. Żyję wśród unikatów. Dziekuję Wam.
Zadzwoniła kumpela. Rano. Przed 9.00, kiedy spałam słodkim snem.
 - Słuchaj a co Tobie się stało?
- Wpadłam w kanał i do dupy jest.
- Znowu ? A to ta sama noga?
- Kurde, nic nie mów. Nie wiem, nie pamiętam.
- Słuchaj myślałam, by wyskoczyć na browara w takim razie ja do ciebie podskoczę to pogadamy. A i pamiętaj, ze dzieciaki mogę ci do przedszkola odprowadzać, przyprowadzać, nie ma sprawy.
 - Dzięki. A jak tak zdrowie syna?
 - Syna???!!!! Arte, KURWA MAĆ!, czy ty spisz? Nie wiesz z kim rozmawiasz?!
Ta kurwa spadła na moją głowę nieoczekiwanie otrzepując z resztek snu. Cholera, kto dzwoni? Zerknęłam pospiesznie na telefon. Aaaaaa! o ja pierdolę ....hahaha, ale wtopa. Znowu.
 - Wybacz, popieprzyło mi się. Cholera mówiłam nie dzwonić do mnie przed 10.00!!! Hahahaha, czekam na ciebie w piątek.

Dzień minął mi na graniu na fb. Przymulanie potoku myśli. Syn podszedł pytając się co robię.
 - Gram.
- Na czas?
- Nie, na ruchy. Widzisz już nie mam szans.
 - Poddajesz się? Nie wierzysz w siebie?
Cholera, ale trafił w sedno. Dokładnie tak-poddaję się. Nie mam wiary. Kontuzja może mnie wyautować z życia na pół roku. W pracy szykują się wypowiedzenia. Jasne, ze nie wręcza mi póki nie wrócę z chorobowego, ale w międzyczasie zdałoby się poszukać nowej pracy. Jezu.......przestaje myśleć zanim wpadnę w nurt paniki.
   - Nie synu, oceniam sytuację realistycznie. Patrz, przegrałam, bo nie miałam szans. Ale nie poddam się i zagram znowu.
Cholera zabrzmiało to .....
I nawet nawalić się nie mogę, bo jak zmówię modlitwę do klopa?!