Pokazywanie postów oznaczonych etykietą urodziny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą urodziny. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 sierpnia 2013

4 lata minęły :)))

Corka od samego rana jak nakręcona gadała i latała. Czuła, że coś się w powietrzu czai.
- To dzisiaj są moje urodziny?
- Tak? Ja nic nie wiem..- odparłam z uśmiechem.
- Nooo mamo!!! a kiedy?
-No dzisiaj, dzisiaj - złapałam Młodą ne ręcę i podrzucając ją odśpiewałam sto lat.
Młoda jak tylko staneła nogami na ziemi zapytała:
- A będzie tort?
- A to ci nie wystarczy?
- Ale ja chcę!
- No, kochanie, masz tu stos słodkich buziaczków i tyle.

Robiłam Maleńką w konia ile się dało uwijając się jak w ukropie. T pojechał po tort. Przyjechał za chwilę po resztę rzeczy. W tym i paterę. Imprezkę robiliśmy u teściów: tort z grillem. Czyli to co dzieciaki kochają najbardziej ;P
Młoda jak tylko ujrzała paterę stojacą w przedpokoju zaczeła skakać z radości mówiąć:
- A to jest na tort! Kłamałaś! Będę miała torta!
- Oj córcia ...- tyle udało mi się powiedzeć, bo cwaniara błyskotliweym dzieckiem bywa.

- Idziemy do dziadków.
- A nam się nie chce - syn chyba cierpi na apatię 7latków.
- Idziemy i już. Muszę wziąść receptę i wykupić lekarstwa dla dziadków - kłamałam ile wlezie.
Dzieciaki wzieły swoje wielkie ukochane maskotki i poszły. Ufff...

A tam?
Niespodzianka. Tylko przekorczyliśmy bramę a rozległ się śpiew:
- Sto lat, sto lat ...
Rodzinka czekała z tortem.
Młoda była zawstydzona, ale jakże szczęśliwa.



Jeszcze raz wszystkiego naj, córeczko :))))))))))







niedziela, 24 lutego 2013

jubil

Ja się zabijam w kuchni, a dzieciaki malują


Budowa z klocków syna



Dzień był zdecydowanie poszurany. Milion spraw do zrobienia, a tylko parę godzin. Plus moje szaleństwo wynikające z ułomności ciała, które deorganizowało logiczne myślenie. Zaczęłam sobie w ramach ulgi wargować na T. A jak. Każda baba ma zawsze jakiś problem, bo jak nie ma problemu nie jest babą.
W międzyczasie wpadła mama:
 - To co jedziemy?!
T miał mega mocny dzień także i ruchy, który doprowadzają mnie do obłędu. Wyniosło mnie pod sufit. Z łazienki. Z suszarką w ręku. Zawsze w ramach obrony mogę zrobić wichurę i kogoś może wywiać.
Mama z T stanęli w progu zastanawiając się, które kolano mi uszkodzić: czy te po artroskopii czy te po chirurgicznym cięciu. Zabawne, hehehe. No proszę jaka komitywa doskonała. Pogoniłam oboje. Rozbroili mnie normalnie. Wariaci. Wiedzą jak mnie uciszyć.




Potem zamknęłam się w kuchni i straciłam oddech. Nogi weszły mi do głowy. Szlag, kiedy odzyskam swoją sprawność, no kiedy?!!!

Imprezka u mamy. Dotarliśmy na czas co ostatnio bywa cudem. Tort, szampan, potem żarełko i wódeczka. Mama kończyła 65 lat- Jezuuuuu!!!! Nic tylko się napić.



Zadzwonił telefon. Wyskoczyłam do słuchawki, nie mogąc sobie odmówić zrobienia jaj jak przed laty.
 -Dobry wieczór. Rezydencja hrabiny J....S.... Hrabina nie może podejść bo siedzi na kiblu. W czym mogę pomóc? - w tle słychać mamę jak się drze bym przestała, reszta się brechta.
- Arte! Ty głupku, co ty mówisz? hahahahah - braciszek dzwonił, wiedziałam.
- Proszę pana! Jestem służącą hrabiny a nie głupkiem a hrabina już nadciąga. 
Mama zabrała mi telefon stukając palcem w głowę.

- Widzisz jaką masz powaloną siostrę  .......

 Towarzystwo było przednie, klimat jeszcze lepszy. Dzieci zasnęły w pokoju obok, pomimo zapowiedzi, że szaleć będą do północy. Padły po prostu. Zresztą ile można latać i drzeć się?
Sami wróciliśmy do domu. Kiedy odpływałam w łóżku T ryknął, ze po domu lata chomik. Ja piedzielę, co on mówi? Buhahahaha

- Ty chyba myszy widzisz? hahahahaha  Białe myszki buhahaha
- No mówię ci, że  sierciuch lata.
Podniosłam się z wyra, bo słyszę że chłop oszalał, patrzę a na progu pokoju stoi Zygmunt. Stoi sobie na dwóch łapkach niczym surykatka i się lampi cały zadowolony. Jakby nigdy nic.
- O żesz w mordę! Jak?!
- Nie wiem, sam jakoś wylazł z klatki, sprawdzałem jest zamknięta!
Zygmunt pognał w stronę łózka, prosto w moje ręce.
- Ty bestyjko mała jak się wydostałeś?
T odkrył, ze szczebelki z tyłu są rozszerzone. O ty cwaniaku. I z szafki zszedł? Skubaniec. Taki widok po imprezie naprawdę mógłby zabić.