Pokazywanie postów oznaczonych etykietą twórczość dzieci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą twórczość dzieci. Pokaż wszystkie posty

sobota, 7 września 2013

zakręcenie trwa



Zakręcenie trwa. Może jestem końcowym produktem, by nie rzec, dziełem, loda. Amerykańskiego. Hm...Nadzieja, że z wiekiem to minie i przyjdzie epoka ogarnięcia minęła, umarła, odeszła bez pożegnania, spierdzieliła. Został rozgardiasz w głowie.
Dzisiaj namiętnie poszukiwałam swojego kalendarza. Nie znalazłam. W notatkach, które znalazłam i które miałby być idealne, brakuje dat.
Wiecznie czegoś szukam. Klucze, telefon, i co się da. I czego się nie da. Na szczęście mam szczęście i  nie muszę szukać szczęścia, ale z resztą rzeczy, zwłaszcza materialnych, to tragedia wielka.

Wczoraj odebrałam syna. Zapomniał o bluzie. Wróciłam do klasy. Zamknięta. Poszłam do pokoju nauczycielskiego. Klucz zdobyty, bluza  odzyskana. Misja udana.
Poszliśmy po Młodą. Dzieciaki bawiły się na podwórku.
- Cześć Starszy - podeszłam do nas była wychowawczyni syna - i jak tam w w szkole, masz już uwagi?!
- Tak, jedną.
- Co? - zgłupiałam, zbaraniałam.
 - Bo lekcji nie odrobiłem.
- Jakiej?
- Angielskiego.
- Odrobiłeś jako jeden z nielicznych i otrzymałeś uśmiech. 
- Aha, to nie wiedziałem. To nie mam.
- Cały Starszy- skwitowała ze śmiechem wychowawczyni.


Boże trzymaj mnie, bym nie kupiła  kocyka dla synka !!!!


Wyszliśmy z przedszkola. Auto i pomknęliśmy do domku.
Pod domem zorientowałam się, że córka jest w kapciach. Nie wzięła także swojej zabawki z sali. Wow!
Geniusz podobno objawia się także w obłąkaniu. Obłąkanie jest, ale jakieś lewe. Genialne jest tylko roztargnienie. Nie udaje mi się ogarniać życiowo.

W domku Synek dostał zajawki na lepienie z plasteliny: żabka , krab, goryl, jeż, niedźwiedź, goryl. Stworzył mini zoo.









 Angry birds też musiało być.



Córka też wzięła plastelinę w swoje cudowne łapki.  I co ulepiła?



- MAMO, PATRZ - NOCNIK!!!:))))))))



- Synku, a co cię wzięło tak na plastelinę?!

- Bo w szkole mieliśmy ulepić z plasteliny plastusia,i wiesz co? ja, kumpel i kumpel ulepiliśmy ptaki z angry birds, hahahaaha pani i tak nie wie, nie zna się na tym hahahahahaha


Tak oto rodzi się przebiegłość.


czwartek, 6 czerwca 2013

Młoda w wodzie - AKCJA :)

Pobudka o 7.00.  Oto luksus wolnego czasu. W zapomnienie odchodzi poranny zryw, notoryczne spóźnienie i szaleństwo odwiecznego pośpiechu.
Oto trwa pora flegmatyzmu. Ślimacze życie.
Nie powiem, że nie jest fajnie. W końcu człowiek  żyje nie tylko pracą.
Tyle, że praca mnie nakręcała, a teraz rozkręcam się w papkę. Ech...


Poszłam zobaczyć do pokoju dzieci. Młoda otworzyła zaspane oczka, wyciągnęła ręce:
- Mamo, przytul mnie.
Jest słodka, naprawdę....
- Mamo chcę jeść i pić.
-Zaraz ci przyniosę, ale zjesz jak wyjdę spod prysznica.
- Ej, a ja mam pomysł, ugotuj mi parówkę i idź.
- Aha, ja będę się kąpać a ty jeść?
-To przecież mówię!

No to tak zrobiłyśmy. Młoda jadła śniadanko, Starszy spał, a ja kąpałam się. Nagle drzwi od łazienki otworzyły się. Weszła Młoda.
- Co się stało?
- Nic, myję ręce, zrobiłam siusiu.

Wychodzę z łazienki. Młoda zjadła. Ściany w kuchni jak zwykle czyste i nic nie zostało rozlane. Bo z tym wylewaniem to akurat różnie bywa.
Syn w międzyczasie wstał i już oczywiście rysował.

Wpakowałam dzieciaki w ubranka, potem na rower i śmignęliśmy do przedszkola.

Młodzi nie byliby sobą jakby czegoś nie zrobi. Trasa rowerowa, jak dla nich niecałe 10 minut, a oboje na chodniku leżeli.Oczywiście trafiło mnie, bo jak można tak się zamotać.
Ale to zamotanie odziedziczyli po nas. Taki prezent. By nie byli doskonali, hahaha.
Więc nie wiem czemu jestem nerwowa. To przecież rodzinne jest.
Powyżej genów nie podskoczy się.


 Jak to mówią wychowawczynie w przedszkolu - "Duperszmity" syna. :DDDDDDD


Kawa, komp, horoskop.

Poświęć całą swoją energię na rekreację. Rób tylko to, co naprawdę chcesz.

No pięknie. Idę pedałować, by odbudować mięśnie. By stanąć na nogi.
Wczoraj zmiótł mnie ból. Aż do odruchu wymiotnego.
Wyskoczyłam na rowerową przejażdżkę. Schody. Nie ten wiek, by po schodach zjeżdżać, więc zeszłam  trzymając rower. I pierdykło coś w kolanie. Jak zwykle. Tyle, że trzyma dłużej.

Szlag człowieka może trafić..
To są te chwile, kiedy można byłoby mnie puścić samą na front. Gwarantuję, że nikt żywy by nie wyszedł.
To są te chwile, kiedy obsuwam się niczym trup i zamieram - ciało w kostnicy.

Emocjonalna huśtawka od złości po niechęć.
Wyżyny wkurwa, doliny niemocy.


Zadzwoniła ciocia.
- To jedziecie z nami w lipcu w Bieszczady?
- Kurde, ciocia, nie wiem - czekam na ten rezonans a potem pogadamy.
- To moglibyśmy się spotkać na weekend w Kazimierzu.
- To jest genialna myśl ciociu, wiesz, ze o tym marzę- kurde,Kazimierz,wy ....miodzio!!!
Tyle, że wiesz ...poczekajmy na wyniki.

I zastygło życie me.





Z dzieciakami wpadłam do teściów. Oboje mocno wiekowo zaawansowani. Teściowa za rok będzie kończyć 80 lat a teściu jeszcze więcej. Właściwie ze śmiercią może grać w kości.
Teściowa jak zwykle, widząc jak dzieci się bawią, zaczęła ich instruować - to nie tak, a to tak .....
A mnie wtedy trafia jasny szlag. No nie da się pobawić tylko instrukcja.Grrrrrrr
- Kobieto daj spokój dzieciom, niech bawią się po swojemu, lepiej mów co słychać
 - A nic, nikogo nie było, sąsiadka wyjechała, nuda
- To wykup wycieczkę do Chin i śmigaj - zażartowałam
- Oj, to nie ten wiek, nogi nas bolą...
- Dlatego mówię sio do Chin, w lektykach was ponoszą - i chichram.

Wracaliśmy rowerami. I nie może być nudno. O nie.  Młoda wjechała w mega kałuże.


Stanęła i już.
- Nie umiem!!!
I można mówić, prosić - bez szans. Cholera, co robić ....Miałam już ściągać buty jak podeszła babka:
- Proszę poczekać pójdę po gumowce i pomogę.
- Naprawdę?
- Tak.
I faktycznie. Poszła do pobliskiego domu i wróciła w kaloszach.
Pani serdecznie dziękuje i niech Bóg odpłaci jej milion razy za okazane serce. Są jednak na tym świecie fajni ludzie.


Pod prysznicem syn zaczął marudzić:
- Co za głupie zapięcie...., za zimna woda.....
- Czy ty tak musisz marudzić? I po co? Trzeszczysz, że muzy nie słychać, weź zluzuj...
- Ty też marudzisz!
- O ty dzwońcu!!!!
I zaśpiewałam mu Barkę.

O Panie, to Ty na mnie spojrzałeś,
Twoje usta dziś wyrzekły me imię.
Swoją barkę pozostawiam na brzegu,
Razem z Tobą nowy zacznę dziś łów.



Za karę!!!!!!!


;P









https://www.youtube.com/watch?v=VYrLRKACnuM&list=RD02W4nd3SGYXOc

---------------------------

= Młoda skończy za 2 miesiące 4 lata, więc dumna jestem z niej, ze taka radzi sobie świetnie :)))) Nie wiem jak inne 4latki, ale dla mnie ona jest zjawiskowa :PPPPPPPPPPPPPPPPPP

wtorek, 19 marca 2013

ostatni śnieg

Moje tup, tup, czteronożne :D





 Wstaję o porze, kiedy najlepiej się śpi. Są jeszcze drogi, po których nie szedł nikt. O wpół do siódmej zazwyczaj przekręcałam się na lewy bok, a teraz wkładam nogę to obręczy -magnetronik. Zasypiam na krześle. By obudzić się do godzinnych ćwiczeń. A na sali sami "starzy znajomi". Choć tyle. By nie myśleć.

Czasami tracę nadzieję, ze wyjdę z tego. A nadzieja tonie w płynie. Jest coraz gorzej. Nawet przeklinać mi się nie chce. Nie chce mi się nic. Ale ból mówi, że żyję. Bo skoro czuję ból to trupem być nie mogę.  Choć teraz trupi wiodę żywot.


T wyjechał w poniedziałek na tydzień do pracy. A dzisiaj zadzwonił. Wow!!!!!!

 - Kochanie, schowaj do lodówki mleczko do kawy, bo na półce zostawiłem.

No to kuźwa się stęsknił.....hahaha. Pal licho -i tak nie dzieje się nic.





Poleciałam do mamy - podłączyć jej sprzęt do netu. Zamotałam się, nie tylko z podłączeniem do sieci, ale również w kule- wyrżnęłam orła. Matka zbladła:

- Czy ty nie możesz być normalna?!

Sieć została podłączona, a ja nie odłączyłam się od życia. Aczkolwiek wyobraźnia zaczęła działać.

Zadzwoniłam do T:

- Słuchaj, co byś zrobił, gdyby lekarze patrząc na mnie roślinę powiedzieli, odłączamy pańska żonę. Zgodziłbyś się czy poprosiłbyś o jeszcze jeden miesiąc i przez ten czas siedziałabyś przy mnie z nadzieją, ze jednak nieodwracalne jest odwracalne?

 - Kobieto ja pracuję! Kocham cię, pa!

Hm, fajnie, ale co ta miłość znaczy i jakie są jej granice?!



Wyszłam po dzieciaki do przedszkola. Ucieszyły się. Ostatnio rzadko mi się zdarza. Bo nie chce mi się nic. Ostatni śnieg, a może nie - dzieciaki na tej kupie zawisły, mocząc wszystko to, co dało zmoczyć się.















 A w domu zapanowała wiosna -Starszy pokazał rysunek. Biedronki, wiewiórki, kwiatki, tęcza. Słońce. I ślimaczek. Oraz jeżyka z rzeżuchą.










to wiewiórki, nie liski











A potem wpadł kumpel do Starszego. Chłopcy grali a Młoda tkwiła z nimi. Oczywiście medale musiały wisieć na szyjach. A Młoda musiała być przy M.






Syn zmienia się. Zaczyna powtarzać, przedrzeźniać, stroić miny. Czasami staje się nieznośny. Marudzi. Można do niego mówić, a on łazi po górach własnej wyobraźni.  Facet wpadł w okres zawisaka. Zawisa nad stołem nad kanapką, zawisa pod prysznicem, zawisa przy zakładaniu ubrań. A za chwile jest czaderskim kolesiem z którym można wszystko. By za chwile znowu  wszystko stało się "głupie i beznadziejne". I trwało wieczność.

Ćwiczyliśmy zadania logopedyczne. Wygłupiał się na maksa - nie było sensu ćwiczyć. I tak mnie wkurzył, bo mogłam sobie mówić, ze rzuciłam kartkami krzycząc:

- Idź sobie, daj mi spokój. Mam dość!!!!!

I co synek zrobił? Wziął kartkę i sam zaczął czytać:

- tosia ma kalosze, szare myszki.......

 Dotarło do niego, ze przesadził. I zachował się genialnie. Przeprosił. Prosił, by dalej ćwiczyć. A mi szczęka opadła, bo jednak Gad umie czytać, ale by tak siąść poczytać elementarz to nie ma mowy.

Młoda też mnie zaskoczyła - ułożyła sama pociąg złożony z alfabetu. Nawet jeśli kierowała się kolorami to i tak nieźle jej poszło. Logiczne myślenie jest lepsze od zapamiętanych kwestii.






I jak to powiedziała córka:

 - A ja czasem myślę, myślę i myślę i wiem.




A ja stanęłam na wagę. 66,6. 666 -liczba bestii.


Tu jest [potrzebna] mądrość. Kto ma rozum, niech liczbę Bestii przeliczy: liczba to bowiem człowieka. A liczba jego: sześćset sześćdziesiąt sześć.






Uciekam. Chowam się przed światem. Nie ma nic.










Tyle, ze obrazy nie dawały spać.













A miałam sen - biegłam. Bo nie ma nic fajniejszego niż pobiegać z dzieciakami.
Nosi mnie, nosi mnie.......do stu diabłów, jak jasna cholera, nosi mnie.

By to jasny szlag, cholera ....









wtorek, 12 marca 2013

dobre jaja

W poszukiwaniu dobrych jaj klikam w przepisy ... Synowi zachciało się pasty jajecznej. O żesz i co jeszcze?! I to nie za szczypiorkiem. To byłoby za prosto.

Za to Młoda rozumie mnie. Chce spaghetti. W końcu baba. A baba babę powinna zrozumieć.

W domu mogę proponować "nowości" , ale  jest to niezauważalne. Albo " a fe!".  Ale jak w przedszkolu dostaną "coś" i zostaną "zmuszeni" spróbować to otwierają im się oczy.
I powstaje lista życzeń.
Trudno, będę ich magikiem, w końcu taka rola ma - by uszczęśliwiać.

Odkrywanie świata wciąż trwa. Od smaków począwszy. I niech trwa! Życie trzeba doznawać, poznawać, dać się ponieść. Każde przeżycie jest cegłówką w budowaniu naszej osobowości.

Wraz z upływającym czasem świat kręci nami coraz bardziej. Sztuką jest by utrzymać się w siodle życia. Nie dać się zwieść iluzji. I wiedzieć, kiedy i gdzie osiąść. Zakrzyknę za marynarzem: - Unikajmy mielizny.

Skoro Maluchom nie wystarcza "strawa duchowa"  no to cóż robić mam?! To zaczynam tkwić w kuchni. Nowe doświadczenie. Nóż w rękach mych, oj ...Może coś wydłubię?!
Ha, ha, ha...

A mówiłam - nie chce mieć dzieci, nie umiem gotować, nie chce mi się nic. Chcę lewitować po meandrach zagubienia. W lokalach pełnych papierosowego dymu ....
T ściagnął mnie na ziemię.
I teraz z patelenką w ręku tęsknię za Pisklakami starając się ich czymś zaskoczyć. Drugą ręką wysyłając sms do T , że ....ach te jaja.

Ha, ha, ha ...


Warto się zmieniać. Świat staje się lepszy.
Albo zabawniejszy.














Maluchy wróciły z przedszkola. Fajnie im minął dzień. Jak zwykle. Nigdy nie mają problemów.
Dzieło Starszego z przedszkola. Aaaaaahahahaha









Już ja syneczkowi zrobię obróbkę! Oj !



Siedzi biedak w kuchni i po 10 razy ma napisać w poprawnej formie:
ty głąbie
ty frajerze
ty głupku
zamiast zabawy i gry na kompie.
Siedzi, pisze i rży na głos.
Jeśli myśli, ze to koniec to zdziwi się. Oj....
Potrenować "z" też musi.


A Młoda skwitowała brata swego:

 - Starszy można pisać kocham babcie a nie ty frajerko.


-Ale mamo to komiks, ja tak nie mówię!



Komiks o śmierci. Zakpił z niej.
Wymiękłam.
Otworzyłam bombonierę, bo w końcu cukier krzepi. Szczęki me zatrzymał wrzask Młodej:

-To alkohol!

Odłożyłam. Mój mózg stoczył się w skarpetki. Niech tam tkwi, może nie oszaleję.

Bombonierę dostałam od teścia na Dzień Kobiet.
Starszyzna plemienna zawsze wiedziała co robi!






środa, 6 marca 2013

nudnikofo



Stał się cud. Bo cudem syn dotarł do fryzjera. Cudownie, że dał się ściąć. No i cudnie wygląda. Cud cudny. Ale oczywiście po fryzjerze musiał być  obowiązkowo prysznic . Na pozbycie się włosów klujących.
Syna opanowały "Wściekłe ptaszki". Nie tylko gra, ale również rysuje. W przedszkolu z kolegami -maniacy.




Jeden rysunek jest powalający. Przez napis. Ha, ha, ha ...





Kumpel wpadł do Starszego. Grali w Angry Birds. Grali na zmianę. Bez kłótni. Wspierając się - następnym razem wyjdzie lepiej. Nagłe M. zaaferowany, tym, ze przestrzelił  krzyknął:
- Ale jestem głupkiem!!!
- Nie mów tak. Nie jesteś głupkiem - Starszy zareagował natychmiast.

Potem Młoda opanowała kompa. Dostała też "swoją" gierkę, więc klika. A niech wyrabia rękę.




Starszy siostrze dopingował.  Bił jej brawo i niesamowicie chwalił jak sama poradziła sobie z zadaniem. Nawet raz przytulił Młodą. Niesamowicie piękny widok. A jak miała problem -on instruował co ma robić. Niewiarygodne. Aż za serce ściska coś. Auć!.
Młodej jak coś nie wyjdzie krzyczy:
- A niech to!
Kurde, oby im w krew weszło takie wspieranie się. Zrozumienie. Miłość.
Oby nie okazało się, że jest to efekt uboczny po ......yyyyyyyyy.......pierogach?!
Bo dzisiaj wrócili z przedszkola głodni i po 5 sztuk zjedli. Wow!




czwartek, 28 lutego 2013

brzydkie słowo

Kaszel mi nie odpuszcza. Ratuję się czym mogę, ale nie przechodzi. Ból głowy, rozbicie, totalna rozpierducha. Ale już wiem, że to tylko przeziębienie. Nie astma, nie alergia, tylko zwyczajne przeziębienie. Kaszel, kaszelek w takim wydaniu cieszy. Kolejna świetna wiadomość w tym roku. Wychodzę na prostą. Biegnę w stronę słońca. Ma być dobrze, będzie dobrze. Będzie, że auć odlotowo!!!!


Synek znowu sam przybiegł z przedszkola do domu. A niech biega. Kiedyś sam będzie musiał się poruszać, więc cóż -niech się uczy.

- No i co tam ? Jak ci minął dzień?
- Napisałem dzisiaj brzydkie słowo - ze śmiechem mówi urwis.
- Brzydkie słowo? Jakie?  - o,żesz, zaczynam robić wielkie oczy, a w głowie myśli przebiegły jak tabun koni.
- Idiota
- IDIOTA?! - (uuuuffffffffffff, tylko idiota)
- No! Idiota!
- A skąd ty wziąłeś to słowo? - hm...Dostojewskiego nie czytałam synkowi (jeszcze, hahaha), a jak się T zbierze to owszem dostaje ode mnie pociskiem słownym, ale cięższego kalibru.
- Bo lord Vader tak powiedział .... (tu padła cała opowieść dziwna)
- Lord Vader? Skąd znasz Lorda? - kiedyś Starszy oglądał Gwiezdne Wojny, ale bez zapału.
- A chłopaki mówili, bo w angry birds .... (pla, pla, pla)

Aha! Przedszkolne wychowanie spod dywanu!
I tak od słowa do słowa wyszło to co wyszło. Niby codziennie rozmawiam z synem, a jednak codziennie mnie czymś zdumiewa.  A ile rzeczy nie wiem? Chyba lepiej nie wiedzieć.

Fajny pomysł - urodzinowy wisiorek z cukierków - w przedszkolu każde dziecko dostało taki prezencik
od jubilata




Młoda chciała, by jej wybudować zjeżdżalnię dla kulek, bo sama nie umie. Syn powiedział, że on to zrobi. Bawili się razem świetnie. Zbudował idealnie, bez pomyłki. A potem nadszedł czas książki.







Młodych zaintrygował balon. Bo jak leci?!

Poszliśmy do kuchni, odkręciłam palnik i tłumaczyłam czym jest nagrzane powietrze i jakie ma działanie. Przeprowadziliśmy badania - rączki jak i kartka papieru nad palnikiem uzmysłowiły im o czym mówiłam.

A potem zajęli się rysowaniem.
Myszka Miki -wyk. Starszy

Wesoły ziemniak -Młoda (Starszy zdradził, ze jej pomógł)



Nadszedł czas kolacji. Dobry czas na rozmowę.Bo jak to baba ma nie wiedzieć czegoś?! Nie ma takiej opcji. Dopadłam młodzieńca pytaniami  próbując docisnąć  do ściany.

-Kochanie, to o czym właściwie rozmawiasz z chłopakami?!
- Nie powiem - ha! twardziel. Hm...
- Jak to mamie nie powiesz! No weź....
- Ale nie chce mi się już gadać.
- Ale mi się chce słuchać. Dawaj chłopie
-O Angry birdsach mówimy -łeeee tylko tyle?! Hm....oj,oj,oj
- Ale ty to znasz?
- No przecież wczoraj graliśmy w to, nie pamiętasz.
 - No dobra, ale tam nie było Lorda!

http://gry.337.com/gamelist/Angry%20Birds/
http://www.yepi.com/pl/angry-birds.html

Pogadaliśmy sobie. Synek pokazał jak narysował Lorda Vadera z Angry Birds Star Wars. Ja zaś muszę zanurkować w neta, by zobaczyć o co chodzi. Gdzie ten Lord?!?!


Lord V. w wyk. starszego

Starszy poleciał pod prysznic, a my z Młodą wygłupialiśmy się na łóżku. Jak się skichałam to z 7 razy. Potęga. Kurde, prawie w majty poszło.

-Na zdrowie! - padło z łazienki, ach, ten mój synuś.  A córka wyrwała z łózka, podbiegła do szafki i :
-Fajna jestem, co? -powiedziała wręczając mi chusteczki.

Jestem fanką swoich dzieci. I to im mówię -przerosły moje najśmielsze marzenia.





Godzina 23.30 siedzę jeszcze przy kompie. Nałóg większy niż choroba. Powoli zamykam wszystko, gdy nagle kątem oka co widzę ?!

CHOMIKA!!!!!!!!!!!!
Wieczorny zonk!
Jebaniec znowu uciekł!!!!
Czmychnął spod mojej nogi pod kanapę. Ale dopadłam go. Uf.
- O, żesz ty orzeszku!
Spojrzenie na klatkę - oto nowa droga do wolności.





A takie to to małe i niewinne. Ciekawe co tym razem wywinie?!
Aż strach spać :D

A propos spania - gdzie ja mam spać??!!! :))))





Znowu czeka mnie trening w nurkowaniu. Moje łóżko oblężone!

KARRAMBA! :)




Do poduchy:

https://www.youtube.com/watch?v=CcwUq8D1H78&list=PLED07D36CDF40DA4F








środa, 27 lutego 2013

codziennik

Musieliśmy pojechać na fuszki. Musieliśmy, bo nie mogę prowadzić, więc T wrobiłam w bycie  kierowcę moim. Przygnębiająca utrata wolności. Nic tak nie boli jak utrata niezależności.
Dzieciaki zostały z babcią, a my pognaliśmy tam, gdzie pognać musieliśmy. Fajnie się kasę bierze, szkoda tylko, ze trzeba na nią pracować.

 Wróciliśmy po siódmej wieczorem. W przedpokoju przywitały nas wszędzie suszące się prace malarskie naszych maleństw. A wśród nich zobaczyłam perełkę:


Dzieło Starszego mnie powaliło. Nie zdjęłam kurtki, nie zdjęłam butów po prostu stałam cała oniemiała z zachwytu. Twarz i dwie postacie. Tajemniczość. Życie. Ludzie. Morze niedopowiedzeń. I morze myśli. Przepięknie to wyszło. A jednak każdy malować może. A ja napatrzeć się nie mogę.

Dzieciaki były nie obrobione.  Nie dały się babci zaprowadzić ani do kuchni, ani do łazienki. Babcia natomiast jakoś nie walczyła z oporem maluchów, bo w końcu w telewizji leciał serial, jej serial. Każdy emeryt seriale swoje ma i basta.
Z T podzieliśmy się terenem. Ja opanowałam łazienkę, a T królował w kuchni. System zmianowy jest boski. Pół godziny później maluchy nakarmione i w piżamkach czekały na swoją dawkę  Świata  Małej Księżniczki.
Obejrzeliśmy w czwórkę. Zabawne. Buzi, buzi, tuli, tuli i sio do wyrek.

- A poczytasz mi? - Starszy przydreptał. Dzieci są jak bumerangi normalnie.
- Pewnie- takich rzeczy się nie odmawia. Choćby się chrypiało z leksza.
- A mi też?! - Młoda przecież nie może być gorsza.
- Jasne.

Starszy wybrał Koziołka Matołka a Młoda - Kubusia Puchatka. Kubusia Puchatka to w sumie czytałyśmy we dwie - ja litery a córka obrazki. I znowu tuli tuli, cmok, cmok i do spania sio.

Łyknęłam garść leków na przeziębienie i sama wpakowałam się do wyrka swego. A co. W końcu doczekałam się chwili ciszy i wolności i ukojenia
 - A mogę przyjść do ciebie - się wydobyło z pokoju dzieci - chcę się przytulić...
- Pewnie. Sie pytasz!! - tyle razy mówiłam dzieciakom, nie pytać przyłazić, ale widocznie wiedzą swoje. Hm...Że kultura zobowiązuje do pytań!!! Ha, ha, ha...
Młoda przyleciała z bananem na twarzy. Mruknęła kocham cię mamo i po chwili zasnęła.
A ja zasnąć nie mogłam. Odłożyłam książkę i dla odmiany włączyłam tv. Leciał program o internecie. O pułapkach w sieci,  jakie sami sobie tworzymy. Pracodawcy kontrolują pracowników. Łatwo jest wyśledzić wszystko. Jedno zdanie żyje swoim życiem. Co wpadło, nie wypadnie. Internet nie zapomina. Pamięta wszystko. Warto dać się zapomnieć. Nie wchodzić. Odejść. Może w życiu nie ma drogowskazów, ale są znaki. Kolejny znak. Myślenie przybrało na intensywności. A rozważam to od od od.
Trzeba nauczyć się zamykać drzwi, by móc otworzyć inne. Trzeba nauczyć się zamykać drzwi, by nie stać w przeciągu, kiedy otwieramy następne drzwi. Stojąc bowiem w przeciągu łatwo można nabawić się kataru. Nie ma to jak zdrowie. A kich. Albo drzwi mogą nam przywalić w głowę. A głowy lepiej nie tracić.
Program sobie leci, myśli sobie płyną..... BACH.
- Co to było? 
- Nie wiem. Może coś spadło?! - mruknął T. Też faceta coś zmogło coś, bo oderwał się od kompa.
- Może. Hm, ciekawe co?
Program sobie leci, myśli  przetaczają się przez głowę  ...Jeeeeeeezzzzzzzzzzzuuuuuuu!!!!!!!!!
-Cholera, Zygmunt nie piszczy! 
- Ze co? - słyszę po mruknięciu mruczącym, że T tracił kontakt ze światem.
- Nosz kurde, kółko nie skrzypi, ty on uciekł!!!
- E ..
Podeszłam do klatki. Klatka zamknięta. Domek pusty. Nigdzie śladu Zygmunta. Sierciuchdał drapaka. W mordę jeża. No nie zasnę i tyle.
Siedzę i nasłuchuję. Wołam. Gwiżdżę. Nic. Zaszył się gdzieś. Skubaniec!
Pierdolca idzie dostać!