Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szaleństwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szaleństwo. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 maja 2017

bez znaczenia



- To twój problem.
Nie reaguję. bo skoro mój to mój, więc zniknie jak bańka mydlana, Wszystkie problemy tak mi znikają.
Mój? Mój problem? Jaki mój problem?
Z papieru składam motyla i kładę na dłoni.
- Teraz motylu zamieniasz się w mój problem - mówiąc to dmucham w jego papierowy odwłok.
Krótki lot. Motyl spada wprost pod mojego buta. Nie ma.
Nie ma żadnego problemu.
Odpalam papierosa. Wszystko jest jak ten dym. Znika.  Z czasem wszystko blednie i znika.
 - Nawet ten smród - pomyślałam gasząc peta.

czwartek, 4 kwietnia 2013

jasna dupa

Po 8.00 zadzwoniłam do szanownej mamy swojej mówiąc, ze wracam i jeśli nie wyszli z domu to odprowadzę  dzieci do przedszkola.
- Ale one śpią tak słodko, nie budziłam ich jeszcze.
CO ONA MÓWI DO MNIE?!?!?!
- Proszę?! O! NIE! Budź ich, już wracam - wyłączyłam tela klnąc pod nosem. Okrutnie klnąc. Trzeci dzień "wagarów"? Chyba po moim trupie. Nie będą rosnąć mi na gnuśnych leniów. Zresztą nie mam czasu. Fucha czeka. Fuck!!!!!!!!!!!! Oby nie zabić!!!! Matki!!!!

Przypomina mi się żywot pewnej kobiety, która ciężko pracowała w życiu, podczas gdy jej mąż pił. Dla dzieci wszystko. Została nawet sprzątaczką, by z synkami być w domu w "odpowiednich" godzinach.
- Wie pani, nawet ich do przedszkola nie dałam, by się wyspali, bo tak lubili spać.
Synkowie rozpieszczeni nie nauczyli się niczego w życiu. Matka nie była dla nich przykładem niestety. Wciąż żyją na jej koszt, a ona cóż - narzeka i karmi i karmić będzie dopóki nie spotkają nowego żywiciela, nowej kobiety, swojej kobiety.

Gaz do dechy, zajechałam pod chatkę. Rozzłoszczona na maksa "wbiegłam" po schodach. Otwieram drzwi a moja mamusia z palcem na ustach robi mi:
- Ciiiiiiiiiiiiiiiiii.
Ciiiiiiiiiii?!Szlag mnie trafił. Nie wytrzymałam.
 - Jakie kurwa ciiiiiiiiiii?! Mają wstawać. POOOOOBUUDKAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!! Bo mnie trafi!!!!!!!!  - wydarłam się na maksa, ciszej zwracając się do matki - Cholera przecież rozmawiałam wczoraj z tobą, prosiłam, tak?! Od godziny nie mogłaś ich zbudzić, co?! KUŻWAAAAAAAAAAAAAAA - wpadłam do pokoju Maluchów - zbierać mi się do przedszkola, ale to raz, dwa ......dzień dobry poza tym.

Kultura musi być jakby nie było. No!

Starszy wyleciał z łózka, zaczął ubierać się, zaś Młoda wpadła w płacz
- Bo ja chcę się powyciągać.
- Młoda, to się wyciągaj, a nie beczysz! Dawaj, dawaj, ubieramy się. Nie ma czasu, rozumiesz?! Nie ma!!!!!

Dwadzieścia minut później odprowadziłam potomstwo do przedszkola. Dzieci podskakiwały wesoło, były zadowolone i zdążyły na śniadanie. Podpisałam przy okazji umowę o kontynuowanie edukacji przedszkolnej Młodej.

W domu siadłam na telefon. Najpierw służbowo pla, pla, pla. Potem zadzwoniłam do T:
- Możesz mi wyjaśnić dlaczego nie obudziłeś dzieci jak wychodziłeś?!
- Ale za to wyniosłem śmieci. Cześć kochanie poza tym.
- Miałeś je obudzić! Chrzań się.
Wyłączyłam się.
Pisanie sprawozdań. Drukowanie.
- JASNA DUPA!!!!!
Początek nie dodrukowany, końcówka też do bani. Powiodłam morderczym wzrokiem  po drukarce. Ostatni dzwonek rozsądku powstrzymał mnie przed ciapnięciem jej za balkon. Hm, chociaż jak pieprznęłabym nią o szybę to i szybę w końcu wymienilibyśmy. Hm.........

Telefon do T:
 - Wiem, mówiłeś, ze koniec z zakupami w tym miesiącu, ale zajoba dostanę z tą drukarką! 
-  A spoko, dawno myślałem by ją zmienić. Kupię coś. Już ci nerwy przeszły?
- NIE!!!

Po dwudziestu minutach T przysłał smsa - "drukarka kupiona, jutro będzie w domu".


Są takie chwile, kiedy zaczyna nosić mnie. Termin zaczyna gonić, a gumka w majtkach puszczać. Zostawiam wszystko na ostatnia chwilę, a potem pocę się bluzgając kroplami jadu wokół.
A podobno z wiekiem większy ma być spokój. Tja, opanuję się. Chyba po śmierci. A i tak ręki za to nie dam sobie uciąć.


Drukarka, hm... Na mnie nie ma,a na drukareczkę jest? Hm ...już ja się dobiorę do skóry szanowanego małżonka.  Jeszcze na początku tego tygodnia słyszałam, koniec z zakupami, ze dość już puściłam w tym miesiącu i jednak jest lepiej jak siedzę w chacie, bo moje wyjścia są kosztowne. To się jeszcze okaże. Ha!



Wpadł kolega do Starszego. Chłopaki bawią się fajnie. I nagle co ja słyszę?!?!
- Odrobiłeś zadanie?
-Nie! 
-Zadanie? - zapytałam się podejrzliwie słodko wchodząc do pokoju- jakie zadanie?
- Mieliśmy przeliterować słowa eukaliptus, kalkulator i akumulator
- A macie często zadawane zadania domowe?
- No tak
- Synku, chyba będziemy musieli o czymś porozmawiać..

Chłopaki bawili się grając w piłkę nożną w przedpokoju. Rysowali. Walczyli. Jejku, bawili się jak dzieci. Bez kompa. Cud, cud, cudaczny cud. Oczywiście Młoda z nimi broiła wpatrzona w M jak w obrazek. A ja zastanawiałam się za co syna powiesić - za szlufki od spodni czy za skarpetki.
Albo siebie - na zmianę podejścia. Ale pytam się, dopytuję. Cholera ....Błąd w sztuce. Sztuka by się wymknęła. A przecież rozmawiamy. Dobry kontakt rozwiał się niczym widmo.

-Synku, a dlaczego nie mówisz mi, ze masz zadania?
- Nie wiem
- Jak to nie wiem?
Cisza. Je oczami płatki z mlekiem. Nos spuszczony na mleko.
- Synu, ty nic mi nie mówisz! Rozmawiam z tobą codziennie, pytam się co słychać, co było w przedszkolu, jak minął ci dzień, a ty tylko kwitujesz - a nic, spoko, dobrze i ze rysowałeś tylko.  - lekko wkurzona nawijam dalej nie mogąc przestać -W końcu zapanuje mur ciszy między nami, bo nie będziemy mieli sobie nic do powiedzenia poza spoko, okej i ewentualnie  o angry birds!!!
- Ale ja umiem - słabe to było, ten ton, ta linia obrony.
- Co umiesz?
- Literować umiem
- Wierze, ze umiesz bo zdolny facet jesteś, ale chodzi o to, że jak ja pytam się co było to opowiedz, rozumiesz?! - kiwanie głową daje mi nadzieję, że coś dociera do syna - chcę być częścią twojego życia i te twoje "a nic"  zaczyna  mnie wkurzać, bo w końcu nie będziemy mieli sobie nic do powiedzenia..
Cholera jest taki jak ja i brat -matka nigdy nic nie wiedziała: nasze życie, nasze sprawy. Teraz jest inaczej. Trochę.
 - Mamo, a dzisiaj była religia, pani Mariola mówiła nam o .........
Porozmawialiśmy o Jezusie, Barabaszu, Piłacie. Fajny facet, wiele wie i rozumie. Odegrałam scenkę.
Młoda weszła w rozmowę.
- A ja ciebie widziałam na przestawieniu!
 - To dzisiaj mieliście przedstawienie?! - prawie walnęłam głową o stół - nie wierzę, nie wierzę, nie wierzę...
- Tak, takie o ekologii.
Rozmowa przeniosła się, po kąpieli, na płaszczyznę łózka. Czystość środowiska, wierszyki, piosenki...
Ha! A jednak  oboje umieją coś więcej niż:
- Dupa, Jasiu, karuzela.... - bo to ostatnio najnowszy repertuar wyśpiewywany przez nich dziarsko.

Na dobranoc poczytałam o Koszmarnym Karolku.

Maluchy śpią, a ja mam zagwozdkę. Kiedy coś nie tak poszło? Ręce opadają. Na szyję. Zaduszę się. Jak czegoś nie zmienię.
Tak nie może być. Bo to nie jest. A jeśli jest to nie tak. A tak nie może być.








muzyczny składak do poduchy, czy sprzątania :D -polecam :)

https://www.youtube.com/watch?v=IddDWBpkzYg&list=RD02XnYxdxFmOLk