Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sen. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 lipca 2013

sen

Śniło mi się, że córka umarła. Wraz z T. Odeszli. We śnie nie uwierzyłam. No bo jak to tak? Tak być nie może. To wbrew wszelkim prawom.
Okazało się, że jednak nie żyją.
Obudziła mnie pustka.
Obudziła .....uffffff........to tylko sen. Koszmarny sen......
Parę chwil później rozległ się krzyk Młodej:
- MAAAAMO! Chcę pić!
Czy ja muszę mówić jaka byłam szczęśliwa?! Pół godziny tarzaniu się w łóżku. Syn tym razem do wygłupów nie dołączył. Klocki owładnęły facetem. Zburzył wszystko i zaczął od nowa budować.
Ding dong. Wpadł kumpel Starszego. Chyba chłopaka zaadoptujemy, hahahaha. Choć już mi wcale do śmiechu nie jest.
Syn nie chciał iść na podwórko. Chłopaka to nie zraziło:
- Bo ja muszę coś powiedzieć Starszemu.
- To wejdź - moje słowa zostały rzucone w próżnie, bo chłopak już był w przedpokoju.
 M dołączył do zabawy klockami. I spoko - niech syn uczy się dzielić. Choć z tym nie ma problemu- z siostrą chętnie bawi się wszystkim, no ale to jednak siostra. Machnęłam ręką. Ich sprawy.
- Idź sobie, nie chcę iść na podwórko. Twoja mama będzie się martwić o ciebie. - syn jednak nie miał ochoty na towarzystwo.
- Ale jesteś moim przyjacielem?
- Nie, idź sobie. Nie chcę iść na podwórko! Rozumiesz?!
Kumpel zaczął płakać a Starszy nie wzruszony dalej układał drzewo.
I co robić? Jak zareagować? Uważam, że dzieci powinny same rozwiązywać swoje sprawy, ale łzy to trochę za dużo.
Wzięłam na syna stronę i porozmawiałam z nim, ze fajnie, ze broni swojego stanowiska (nie chcę iść), ale tak też nie powinien traktować kumpla.
- A gdyby synu ktoś tobie tak powiedział to co?
- No, przykro by mi było.
- Więc nie mów tego, co sam nie chciałabyś usłyszeć.
Relacje ludzkie są trudne. Jak zapakować uczciwe słowa by nie bolały?!
Starszy poczuł się zmęczony - chciał mieć swoją  chwilę. Swoją radość z klocków.
- Mamo, ale on codziennie przychodzi a ja chcę być sam czasami.
Przecież ma prawo.
Ledwo wróciliśmy z gór to po pół godzinie już był.
- HURAAAAA, wrócił mój przyjaciel!

A zabawy między nimi wyglądają różnie. Starszy bierze piłkę na podwórko, ale to M sam ją kopie. Starszego to drażni.
- Bo on chce bym robił to co on chce. 
- Bo on zabiera mi piłkę.
Co mam powiedzieć synowi? Że są ludzie, którzy lubią istnieć na czyimś tle?! Że potrzebują publiki?
Mówię - to zabierz piłkę i sam kop. Albo porozmawiaj z kolegą: albo bawimy się razem albo idę.
Syn wkracza na ścieżkę: ludzie. Musi się nauczyć mówić to co czuje, by nie ranić. Musi nauczyć się bronić własnego zdania. Musi nauczyć się żyć tak, by nie być czyjąś marionetką.
Ale ten gościu to czasami miły facet i pozwala sobie wejść na głowę.
Ma prawo być sobą.
Jednak czasami trudno opanować się, by nie warknąć.A jednak trzeba reagować. Na tym w końcu polega wychowanie. Na niekończących się rozmowach.  Muszę wszczepić mu trochę asertywności.
M wykopał piłkę.
- Idź po nią! - rzekł do mojego syna.
Wiele mnie kosztowało, by gówniarza w dupę nie kopnąć. Nie zareagowałam. Mówię - spoko, spoko, jak syn pójdzie obu skopię za jednym zamachem.
- Sam sobie idź - odrzekł syn.
- To nie będziemy się kumplować!
- No i co z tego?!
Szantaże emocjonalne. Też niezły rozdział relacji międzyludzkich. 
Mam tylko nadzieję, ze uda mi się wychować dzieci tak, by nie zatonęły w tłumie przydeptane.

M nie krytykuję przy synu. Syn niech ma swoje zdanie. Zresztą to jego kumpel. Ja w ich relacje nie wchodzę.
Wchodzę z butami w zachowanie syna. To on mnie interesuje.

Idę zrobić jakie ciacho. Znalazłam przepis.
http://mniam-mniam.bloog.pl/id,337533944,title,szybkie-jogurtowe-ciasto-z-jagodami,index.html?smoybbtticaid=610f73
Ciekawe jak wyjdzie?!
Koniec świata - Arte znowu pichci :)









niedziela, 12 maja 2013

impressskofo

Wczoraj poszłam z córką na plac zabaw, by pograć w piłkę. To sobie pobiegałam....Tup, tup, tup...Bleeeeee....Okropne uczucie nie móc biec. Ale mam nogę, no nie...
Ale za to ja Młoda kopie piłkę! - czysta poezja sportowa!



Syn, przy obiedzie, nieoczekiwanie oderwał się od talerza, po czym siadł pod stołem.

- A teraz zacznę świrować - zapowiedział z dziką radością w głosie, po czym zaczął smęcić - nieee chcęęę jeść, nie chcę nic, nie będę się słuchać ....nie będę grzeczny ... będę krzyczeć ....mam wszystko w nosie ...

Na co córka rzuciła słowem:

- Starszy, a ty chcesz mamę wkurzyć?!

I dostali ataku śmiechu.


-Mam pomysł - Młoda załapała klimat - ja wiem, dzisiaj nie będziemy mamy słuchać.

I znowu ryk. Ha, ha, ha ....



 Pojechaliśmy do teściów. Zaległe życzenia z zaległych imprez. Już się cieszę. Merdam ogonkiem po prostu.


-Za agresywnie jeździsz! Pada deszcz, masz zimowe opony, nie masz abs - zaczął marudzić T - za  agresywnie jeździsz jak na ten samochód, rozumiesz?!
- To zmień mi w końcu auto. To takie proste.

Faceci!, alfa i omega jazdy samochodem. Nic tak nie wkurza jak takie trucie. Ja i agresywna jazda?! Ta gadka sprowokowała mnie do odpowiedniej jazdy. Na światłach ruszyłam z piskiem opon. Zadziałało. Rozumiem, że trudno być pasażerem jak się jest kierowcą, ale ..noż kurde ....T miał szczęście, ze jechały z nami dzieci, hahahaha....więc obyło się bez dreszczyka emocji.
Choć pewnie T ma rację - lubię pohulać, a za bardzo nie mogę. 130 max, buuuuuuuuu

Jako kierowca nie piję. A co! Taki bajer. Zasnęłam więc. Tak po prostu. Monotonne gadki, monotonne myśli, monotonny deszcz, monotonia dnia .....chr, chr, chr ....chraaaaaa....
I super.

Jak uszy nie słyszą to usta nie komentują.
Trudno jest mi przejść w milczeniu, gdy słyszę jak w czyimś słowie jest naciągana  rzeczywistość. Jak rzeczywistość odbiega od wypowiadanego słowa. Nie wiem po co ludzie kłamią, idealizują ...Nie moja brocha, ale działa to na mnie jak płachta na byka. Po co komu bajki? I wydmuchiwanie własnego ego?
Ale na co i komu prawda ma?! Ha, ha, ha ...
Obudził mnie tekst:
 - To ja nauczyłam wnuka jeździć na dwóch kółkach.
O, Jezuuuuuuu......
A prawda jest taka, że syn poprosił T
 - Tato odkręć mi te kółka.
Wsiadł na rower i pojechał. Zuch chłopak!
Takie piękne chwile mnie ominęły, gdy byłam w sanatorium. A że to było na podwórku u teściów to i nauczyła go teściowa jeździć, hahahaha......




Wieczorem dzieciaki obejrzały



i poszły spać do "wioski indiańskiej".



Ale Młoda,zanim zasnęła, zdążyła wycałować mi serduszko na policzku.

Pedałując na rowerku uśmiecham się - będzie dobrze.
W końcu żyję się dla tych paru pięknych chwil ..........hahahaha


środa, 8 maja 2013

sen




W nocy obudził mnie płacz Młodej.


- MAAAMOOO!!!!MAAAMOOO!!! Gdzie jesteś?!  - i płacz wielki - MAAAAAMOOOO!!!!!

- Jestem, kochanie, jestem. Nie płacz, skarbie ....

Młoda we mnie się wtuliła. Ja w nią.

- Nigdy mnie nie opuszczaj. . - powiedziała smutno, by za chwile dodać - Ja ciebie nie opuszczę.
- Kochanie, jestem. I będę. Spij córeczko. Kocham cię.

Kolejna noc z Młodą.

Teraz wychodzi jak to wszystko przeżyła.......przeżywa.


Syn też. Tuli się mega.

 - A wiesz mamo, nawet gdybyś była zła i nas biła to też tęsknilibyśmy, bo mama to mama, wiesz? Kocham cię.

- Ja ciebie synku też.










piątek, 22 lutego 2013

bunt



Młoda przebudziła się w nocy:
- Chcę pić.
Córcia jest bombowa, grzecznie ze mną maszeruje do kuchni. Wie, że nie mam jak przynieść jej picia. A skakać nie będę. Wystarczy, że za dnia mam tygrysiasty klimat. Pierdzielę kule, mam dość, naprawdę.
- A teraz myjemy ząbki - mówi córka.
Super, że pilnuje się, bo przecież Gwiazda wody nie wypije.
Powrót do łóżka. Oczywiście mojego. Nie ma T jest atak klonów. Zamykam oczy, chcę odpływać, a tu:
- Mamo, a ile to jest 5 dodać  6? - pyta się córka.
- Jedenaście - mruczę.
-A ile to jest jedenaście odjąć sześć?
- Pięć. Kochanie śpij, porozmawiamy póżniej- jejku ją też pogięło?
- Mamo, a ile to jest trzy dodać dwa?
No zaraz mnie kuźwa trafi....

- Pięć. Zaraziłaś się od brata ? I słusznie, bo masz mądrego brata, ale proszę nie rozmawiajmy o tej porze! Litości!
- Mamo -NIE WIERZĘ!!! tym razem braciszek, nagle wybudzony włącza się do rozmowy -a prawda, ze zero razy zero to zero i wszystko razy zero to zero?
No trafi mnie!!!!!!!!!!!!!AAAAAAAAAAAA!!!!!!!

-Tak - mówię już lekko wkurzona, patrzę na zegarek a tam 5.35! - nie! no, zaraz kogoś zatłukę! - A może porozmawiamy o fizyce kwantowej, co?!
- Nooooo - synowi otworzyłam oczy, ze ja nie mogę. Co ja zrobiłam!!! Ratunku!!!- a co to jest, mamo? 
- Jak zaśniesz a potem otworzysz oczy to ci powiem, a teraz spijcie.
JASNENie było takiej opcji.

Eureka!, dzieci mnie obudziły a nie ból! Hura! Już wole takie pobudki, jeśli takowe musza być.

Mama przyszła, bo odprowadza dzieci, a ja pogoniłam na rehabilitację. Dobrze, ze pogoniłam, bo dogoniłam szczęście. Młot prawie po pięcie mi przejechał jak przechodziłam przez ulicę i to wyjątkowo na pasach. Chciałam rzucić za trolem kulami, ale stwierdziłam, ze nie będę się potem po ulicy pałętać by je pozbierać. Jeszcze jeden młot nadjedzie i będzie dupa blada. Fuck!, młot cholerny.
Zadzwoniłam do T:
-Ty wiesz, że jak umrzesz to ja nic nie wiem, za co ile płacić, kiedy, gdzie i w ogóle? Nawet haseł do kont nie znam! Musimy to zmienić!
- Ale dlaczego mam umierać?!
- Bo dureń mógł mnie przejechać i tak pomyślałam o śmierci.
- Ahahahaha,  i ty mnie już pogrzebałaś? Spadaj, bo nie mam czasu.
I się wyłączył. I może słusznie, bo jak gadam to muszę stać, a w nogi przypiździć potrafi. Zwłaszcza jak ma się na sobie tylko dresowe spodenki. Dresiara, a jak! hahahaha.....

W przedszkolu zapytałam się wychowawczyni o córkę. Młoda ma swoje zdanie i wie czego chce. Jak mówi;  nie,  to one z tym nic nie zrobią -córka zdania nie zmienia - nie to nie i kropka.  Czasami bawi się z dziećmi,  a czasami nie ma na to ochoty, więc odłącza się od grupy i sama sobie organizuje zabawę  np. układa puzlle. Jest uparta otwarta, wie czego chce ma charakterek.
Oj, wiem o tym.

Po drodze rozmawiamy. Dzieciaki też mają dość mojej kontuzji. Nie ta mama. Buuuuuuu, ale co mogę?

- Synku, też mam dość. Nawet na zakupy nie mogę iść, bo jak mam trzymać koszyk, zakupy?! - hm, a mam już małą listę książek do kupienia, a jak, tylko jak je w ręce wsiąść jak w ręce kule są.
- Ale małe możemy zrobić, bo lekkie rzeczy mogę nieść, wiesz mamo?! Ja ci mogę pomagać.
- Kochany jesteś! Taki synek to skarb - mówię wzruszona.

No to poszliśmy do sklepu. Po płatki. Urwis kochany.

Synek wpadł w wiek humorów -od anioła po czorta. Jestem mamą najfajniejszą na świecie, i bywam też i najgorszą. Oj obrywa mi się. Nie misiem.


- Synu, idź się kapać, bo zaraz będą Pingwiny. A bez piżamki nie ma bajki, pamiętaj!
- Zaraz, mamo. Tylko kraba zrobię.
- Ok, ale pamiętaj.

Oczywiście nie idzie. Dwa razy przypomniałam mu, ale oczywiście padło nieśmiertelne:
-Zaraz!
Za to Młoda zaczęła krzyczeć, że chce Pingiwny.
-Kąp mnie!!!
Szybki prysznic. Piżamkowo. Tv. Pingwiny lecą. Syn przyleciał. Pcha tyłek przed tv. Hehehehe, hola, hola.
- Nie kochanie. Prosiłam cię byś się wykąpał. Mówiłam - nie ma piżamki nie ma bajki. Proszę, idż i szybko umyj się.
- Jesteś niefajna! Jesteś okropna. To niesprawiedliwe!!!
Dziecię wyje przeokrutnie.  Płacz. Jęk. Normalnie jakbym mu głowę  wyrwała,  serce żywcem zjadła. I na koniec obrzydliwie bekła.  Wyje, strzepi jęzora, ale idzie do łazienki. Konsekwencja jest bolesna, ale skutkuje. Na szczęście woda zgłusza słowa skragi. Nie słyszę, nie uduszę. Niech się wykrzyczy. Ja krzyczeć teraz nie będę. Bo po co? Krzyk zagłusza słowa.  Droga donikąd.
Przyleciał wykąpany.
- Mogę oglądać? Ząbki umyję później, dobrze mamo?
 - Jasne, ale chyba należą mi się jakieś słowa?
Popatrzył.
 - Przepraszam.

Obejrzeliśmy Pingiwny w trójkę, a po bajce wróciłam do tematu. Spokojna rozmowa, wytłumaczenie. No kuźwa - nie chcę być już widzem tak żałosnego teatru. Hahahaha, zapewne do następnej akcji jak się narażę szanowanemu panu. Albo szanownej pani. Bo pani też niczego nie brakuje.



wtorek, 12 lutego 2013

sik




Poranek. Budzę syna gilgotkami. Straszne ma i strasznie ich nie lubi. Lepiej działają niż kubeł zimnej wody. Oczy otwarte.
- Mamo, cześć, przestań.
 - Co ty? spociłeś się? Piżamkę masz mokrą.
- Nooooo
- Serio?
 - Noooooo, wymienimy piżamkę?
- Pewnie. Wieczorem. A teraz wstawaj
Syn wstał. Materac też mokry?
- Chyba  się zsiusiałem, przepraszam.
Z T zeszliśmy ze śmiechu. Bo komu nie przyśniła się wizyta w toalecie? Ja wciąż pamiętam swój sen czując zimno deski sedesowej i  ulgę, która poszła, ale w łóżko. To sobie powspominaliśmy wpadki senne. Syn popatrzył jak na wariatów.
- No co jest chłopie? Zdarza się, hahahaha. Szoruj pod prysznic.
Młoda wstała.
- Dlaczego Starszy myje się?
- Bo się zsiurał do wyrka.
 - Jak małe dzidzi?  - i zaczęła się śmiać.
No a komu to się nie zdarzyło? Sen realny. Siada się na kibelku, sik,  ........i prosto w wyrko!!!!

Na rehabilitacji przeszłam piekło. Masakra. Doginanie nogi, masaż. Dobrze, ze przed wyjściem zaliczyłam wizytę w toalecie, bo mogłoby być kiepsko. Akademia Pana Kleksa. Kleks w majtach. Brrrr......

Swoja drogą byłoby, hahaha, co za rodzina oszczanoobsrana........hahahahaha.

Poszukałam pocieszenia w szafce. Kurde!!! kto wyjadł czekoladę?cukierki?!!!! Nie wierzę!!!! Zostały tylko marne resztki.
To tak wygląda odchudzanie w wykonaniu T? Zejście do podziemi samotności, wpierdzielanie w konspiracji. O ty!!!!! Plan zemsty w toku obmyślania. Powiesić za jaja to mało.
Pomyślę w tym w czasie gotowania.  Nóż w ręku inspiruje. Idę czynić obiad - mamusia z sanatorium wraca. Niech ma na powitanie talerz ciepłej zupy niczym bochen chleba z solą. Nie będę taka.
Czas na zło jeszcze przyjdzie, hahahaha........






środa, 6 lutego 2013

york new york

Mam przekichane - rehabilitantka katuje moje ciało, a syn głowę. Liczby opętały Starszego. Opanował zegarek. Robi sobie małe zadania na zasadzie 2 razy 2 plus 2 równa się 6. A dla mamy - ile to jest 4 razy 196? Czekam na poniedziałek - niech wraca do przedszkola i nie katuje mojego umysłu.

Już mi się śniło, że siedzę w białym wypasionym aucie. A koło mnie co?! Pies. York. Masakra jakaś.
Zawsze mówiłam, że matematyka mózg mi ryje. A tu proszę - mam osobistego stolarza.
- Mamo, a ile jest ....
I gotowe -  limuzyna i szczekająca szczotka. Dobrze, ze nie spojrzałam w lusterko .....to by było. Moje ciało wciśniete np w kreację, z mega dekoltem, do tego perły, a jak,  i  make up jak z...... z pewnością poranna kawa  nie odwirowałaby tego porażenia mózgowego.

 Synek na szczęście synek ma inne zalety, takie ludzkie. Jako kierownik zamieszania pogonił swoją siostrę do wycierania kurzów. Ty tu, ja tu - podzielił półki na rewiry i sprzątali. Jeden był warunek - mam nie grać.
 Kurde, za porządek?! Klawisza nie dotknęłam!

Córka też łapie klimat:
- Ty nie możesz, bo masz chorą nogę.
Ha, ha ha, w porzo. Choć na tyle zdało się to wszystko. Empatia kiełkuje.

Liczę czas na odstawienie kul. Już za chwileczkę, już za momencik. Dość tego. Czuję się wyatuowana z życia. Zasiadłam niczym w bujanym fotelu i bujam się tylko w dwie strony. A reszta świata?!

Choć z drugiej strony - czy mi źle?! Po co ta życiowa gonitwa?! Co jest ważne w życiu, kiedy życie takie kruche jest? No to cieszę się każdym dniem, nie myśląc o jutrze...

Jestem z Maluchami. One są jak wyspa nieznana. Prawie każdego dnia odkrywam coś nowego.
Bo dzieci odkrywają coś. I każdego dnia żałuję, ze tak szybko rosną. Dotarło do mnie przemijanie.
Flaszka w lodówce mrozi się ...

Dzieciaki ...te ich przytulaski, całusy, słowa, np. wracam z kuchni, a córka potrafi przytulić się mówiąc:
- Stęskniłam się.
Syn, który potrafi poplątać się w słowach., bo nie wie jak powiedzieć mi, ze mnie kocha, bo kocha mnie tak strasznie i mocno że... że...że mnie nigdy nie opuści. 

 Magicy -Pajęczarze zamotali mnie w sidłach słowach. Aż głupio krzyknąć. Kolejny banał ciśnie sie na usta -te małe istoty nauczyły mnie na nowo spostrzegać świat. I siebie też. Ha!, bystra jestem: dostrzegłam to. W końcu!

Staram się zmieniać dla nich. Ale bez przesady. Kwoka jestem owszem, ale z pazurem. A nawet dwoma pazurami. Widocznymi dwoma pazurami. Reszta chowa się w legowisku, gdzie się wygrzewam siedząc w tych domowych pieleszach. Niech no ja tylko wyjdę.

Dzieciaki, jak T nie ma, to wlatują mi do łóżka. Cieszą się,mówiąc, że ich nie wyniosę. Nie protestuję zbytnio, bo i czyż to nie cudownie móc zanurzyć nochala swego w dziecięcych karczkach? Oj, boskie to jest uczucie. Nie odmawiam sobie tego, póki mogę. A mogę, bo T nie ma . Ha, ha, ha.
Oczywiście moje miejsce w łóżku jest po środku. Czytaliśmy  Bubusia Buchatka i żartowaliśmy w trójkę. Uwielbiam te chwile. Dzieciaki poszły spać, a ja popłakałam się zniewolona tym cudnym czasem. Znowu ze mnie zrobiły tkliwą babę.
Mówiłam: magicy.


Albo zbliża się menopauza. I to dopiero będzie się działo, ja pierdolę .




niedziela, 13 stycznia 2013

przed szpitalem




Piżamka spakowana. Szlafrok też. A co. Nie będzie mi się tlustawy tyłek bezwstydnie trząsł na korytarzu. Wiadomo jak to jest, beznadziejne żarcie powoduje ślinotok nawet na widok słoniny.  Nie bedą karmą dla gapiów. Nie ma, nie ma. Dupa moja, a szlafrok pożyczony od mamusi. Mamusia zasiadła na kanapie i wpadła w stan, - "dziecko, zawsze przez ciebie mam jakieś utrapienie". Te westchnięcia wystraczą, nie musi nic mówić.

 - A co ty się martwisz, T będzie jeszcze w środę to mnie przywiezie do domu.
-W jaką środę ?- mamusia zdziwiła się - jak w czwartek wyjdziesz to będzie dobrze, jeśli nie w piątek. Wiesz mogą być komplikacje, nie wiadomo co jest z twoim kolanem....

Czwartek?! Piątek? Komplikacje?! Kurwa mać .....o czym ona do mnie mówi? To ma być pocieszenie?
Od czarnego humoru to ja jestem!!!!.

 - W czwartek mam chirurga - mówię - wycinanie tych paskudztw! Musze wyjść w środę!
- Oszalałaś? nie wiadomo w jaki stanie będziesz!Jutro pójdę i zmienię ci datę zabiegu. Tylko na kiedy?!


Milion myśli miesza się z pustkę. Stan - bezstan. Nienawidzę szpitali, po prostu- nienawidzę. Może to jednak pozostałość po traumie, po tym jak byłam na oddziale dziecięcym w wieku pięciu lat. Rodzice mogli przyjść, owszem, odwiedzić dziecię swe, ale tylko w niedzielę. Wizyta za szybą. A małym braciszek stał obok i wpierdzielał batonik.
W tym okresie męczył mnie wciąż ten sam sen - śniła mi się czarownica. Goniła mnie. Cała noc biegania, bez wytchnienia. Ale nigdy mnie nie złapała. Nigdy! Jak do tej pory.
W sumie to ciekawe - nie widziałam Supermana , a już chodziłam po budynkach! Można powiedzieć, że komunizm nie ostudził mojego zapału ani wyobraźni. Szarość nie dla mnie.
Jest to jedyny sen jaki pamiętam z dzieciństwa.  A w uszach wciąż brzmi śmiech czarownicy ...brrrr...chyba ona wciąż mnie goni.
A może to jednak nie była czarownica a śmierć?!
A może jestem siostrą Clarka Kenta?!

Szpital -wszystko tam jest takie przygniatające. W cywilizowanym świecie przyjemniej jest w prosektorium.
W szpitalu obdzierają z człowieczeństwa, nawet struktura DNA ulega rozpadowi. Powstaje nowa odmiana człowieka -pacjent.

Powoli staję się pacjentką.
Piżamka, siad na skraju łóżka, a z  kącika ust strużka śliny podąża do brody. Pusty wzrok obserwuje lot wron. Otępienie od nudy. Co ja  mam tam robić?! Co?!!!!
Może zabijać się szczebelkami łóżka? bo sąsiadką to "napierdzielacz osiedlowy" inaczej szczekaczka zalewająca potokiem słów, z tembrem głosu, który wbija się w głowę jak szpilka. Bla, bla, sramto owamto, bla, bla bla. Jedyna droga zemsta to puszczanie wstrętnych bąków pod kołdrą. Nocny czad za dzienne trucie..

Stan i fobia nie do opisania. Ja wiem -zabieg standardowy jak wycięcie wyrostka robaczkowego. Tego się nie boję aż tak. Boję się, bo  nie wiadomo do jakich uszkodzeń doszło. Myśli stają coraz ciemniejsze. Po głowie tucze się- odzyskam sprawność kolana, czy nie?! Może coś spieprzą bardziej?! Cholera, może jednak nie myśleć.
Nie można karmić strachu. Nażarte obawy wrzucają do lochów psychozy. Stamtąd nie ma drogi ewakuacyjnej. To droga bez wyjścia.
Dość!

Wszystko mnie rozstraja. Zycie jest do dupy. Fuck!
Baniak wina domowej roboty stojący za kuchennymi drzwiami szepcze, ze może nastroić mnie odpowiednio. Ech... muszę obejść się smakiem. Jutro mogę mieć badanie krwi. Nie dość, ze jestem kaleka to jeszcze zamieniam się w abstynentkę! W najgorszych snach nie śniło mi się tak ...tak ...tak koszmarnie!
Rany....
Zycie jest smutne i do dupy.

Nie wiem co myśleć. A myśli plączą się w swoim myśleniu. Nasiąknięta jestem szpitalnymi wizjami.
Opowiadam T  historię o eutanazji humanitarnej. W skrócie. 
Pielęgniarka robi laskę pacjentom, którzy mają odejść. Gdy pacjent  szczytuje ona wbija mu strzykawkę z odpowiednią miksturą. Odlotowa śmierć. Po ludzku.  
W tym świetle wychodzi znowu niesprawiedliwość świata. Bo co z kobietami?! Fala protestów zalała miasta. Feministki wyszły na ulicę z transparentami - Róbcie nam minetę.
Opozycja -Pocałujcie się w dupę. 
Czyż seks nie rządzi światem? -pytam się retorycznie.

- Jesteś normalnie walnięta - skwitował T.
- Tak, w kolano.

Dzisiaj  uczyłam dzieciaki wierszyków na Dzień Babci i Dziadka. Starszy szybko wykuł, z Młodą było gorzej. Lubi się wygłupiać i w pompie ma wiedzę jakąkolwiek. Moja krew.

-Chcę Myszkę Miki - woła Młoda. Uzależnienie z dnia na dzień przybiera na sile.
- A wierszyk umiesz?
- Umiem.
- To powiedz.
- A jak to było?!
I taka z nią jest rozmowa.

- Tato, a puścisz mi Myszkę Miki?...jeden odcinek - Młoda nie poddaje się.
- Zawsze mówisz jeden odcinek, a potem płaczesz: " A ja chcę drugi buuuu.."
 - Mozę tak, a może nie. Zobaczymy jak będzie. -odparowała Młoda z tym swoim zniewalającym uśmiechem


Jejku!!!!, jak ja będę za dziećmi tęsknić. O tym nie pisze, bo płakać mi się chce. Już tęsknię.
Taka kwoka ze mnie straszna. Jeszcze na tyle dni ich nie zostawiłam.
Nie zostawiłam siebie bez nich. To jest mój tlen. Moje życie. Moja miłość.
Mówią, że będą dzielne. Ja też - dla was.


Kolacja.
- Ostatnia wieczerza. - mruczę pod nosem. W sumie mówię do śledzia.
A jednak T usłyszał:
 - Tobie to powinni mózg zoperować, a nie kolano! Daj ty już spokój. Babo!
Nie ma to jak męskie pocieszenie ....


Zatem jutro wyruszam w drogę, w swoje przeznaczenie. Na ile?-któż to wie. Jak anestezjolog postara się to może w ogóle nie wrócę.
A jak wrócę to się upiję. Przepraszam, zdezynfekuję się.
I niech życie wraca. Na stare, wytarte tory .....



sobota, 12 stycznia 2013

sen


Synkowi zaczął ruszać się ząb. I chyba w ten sposób mózg Mu się odpowietrzył, bowiem całe popołudnie spędził na liczeniu. Dodawanie, odejmowanie, mnożenie. Sam z siebie. Lubi to po prostu. Połowa tabliczki mnożenia opanowana. I tak do 22.00 z małą przerwą na Myszkę Miki.
Ta mała przerwa dała mi wytchnienie. Myszka Mini puszczona na życzenie córki -ot nałóg Młodej. Nawet sny o klubie Myszki ma. Choć raz pewnej nocy  przemówiła przez sen:
- Konie to są, konie.
hahahaha, konie?! Hm....
O poranku zapytałam się Młodej:
 - Co Ci  się śniło?
 - Myszka Mini.
 - Jeździliście konno?
 - Nie, bawiliśmy się.
Padło milion  różnych pytań z mej strony, ale żadnej odpowiedzi wyjaśniającej zagadkę koni nie usłyszałam. Ale czy ja muszę wszystko wiedzieć?! Musze przyzwyczajać się do myśli, że oto nadchodzi czas tajemnic.Matki nie muszą wszystkiego wiedzieć. Czasami może to i lepiej.

Poranek sobotni. Maluchy wleciały jak torpedy z ulubionymi maskotkami do naszego łóżka.
- Ale fajnie mi się spało - zaczęła trajkotać Młoda.
Uwielbiam ten czas gilgotania, zabawy. Pełnia życia. Radość w czystej postaci. I ten śmiech. I to "tup, tup".
Mamo, kocham cię.
Są chwile dla których warto żyć.


-Idź po bułki. Kobieta głodna, kobieta zła. Idź, pókim dobra hahaha - T pogoniłam do sklepu.
 -Ale ty fajnie się wkurzasz. Tak śmiesznie - wtrącił 3 grosze syn.
- Tak? w takim razie a sio z tatą, Mądralo.

T poszedł do sklepu, a ja zatonęłam pod masą maskotek, bo dzieciaki stwierdziły, że za mało przytargaly, bo tej i owej brakowało i w ogóle dawno się nie bawiły przytulańcami. Wiec miały zabawę, a ja chwilę na poleniuchowanie.  Kurcze, czasami naprawdę potrafią się zgodnie bawić "Chcesz to? To masz. Proszę. Dziękuję." Naprawdę nic im nie dodaję do jedzenia. Rozpływam się .....

Poszli na sanki, a ja zostałam z bałaganem. Polska sobota - sprzątanie, gderanie. Tradycja.

Nie będę jak matka- odpaliłam kompa i gram. Choroba cywilizacyjna -umieszczenie duszy na n-tym levelu. Ale jakoś ten czas przygnębia mnie.  W duszy nutka niepokoju wygrywa nieznośną melodię niepokoju. Niedługo zabieg. Niby co ma się stać, a jednak nigdy nie warto być wszystkiego pewnym. Łzy potrafią same lecieć, efekt zbyt mocnego uścisku odwiecznego pytania -dlaczego ja? Staje się to nudne. Zawsze staje się coś, gdy życie me zwalnia. Nie mogę się nudzić. Jestem zmęczona.