Pokazywanie postów oznaczonych etykietą roztrzepanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą roztrzepanie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 20 stycznia 2013

emerytowo





Sobota - tradycyjne poranne wtargniecie dwóch burz do naszego łóżka. Nastąpiło szybkie, ostre  przebudzenie:
- AAAAAAAAAAAŁŁŁŁŁŁŁAAAAAAAAA ......moja NOGA!!!!!!!
Początek dnia...przygód....wrażeń. Na pocieszenie dostałam śniadanie i kawę do łozka. Potem schowalam się pod kołdra i postanowiłam, ze nie wyjdę, bo nie ma po co. A co!


Rozmowa dzieciaków dochodząca z kuchni była fascynująca.  Starszy stwierdził, że chce do Gdańska. Młoda chciała lecieć do zoo samolotem. Potem zaczęli wymieniać zwierzęta jakie lubią.
Syn - kijanki, żaby, kraby, pająki.
Córka - małpki
Później usłyszałam, kiedy wyraziłam zdziwienie odnośnie miłości do żabiego potomstwa:
- Mamo, ja cie kocham jak kijanki!
Fantastycznie! Cokolwiek to znaczy, miłość pozostaje miłością. Hahahaha a może to  i dobrze. bo nie skończę, ze słomką w dupie.

T zabrał się za rozbiór choinki. Drzewko wyrzucił przez balkon i poszedł na podwórko, by zwłoki drzewa wynieść na śmieci.
Przyszedł rżąc:
- Cholera, pomyliłem balkony i czyjąś choinkę wyrzuciłem. Hahahahahaha....potem naszą.
Wolontariusz, hahahaha. Czarna ręka. Ha, ha ha ...


Kule.






Dzisiaj weszłam na 3 piętro, potem na 1 piętro i znowu na piętro -oj, będę mieć muskuły. Mało tego, w trosce o własna tężyznę postanowiłam umyć podłogę w łazience. Metoda Żurawia studziennego.







Super ćwiczenie. Wielorozwojowe. Polecam.
Potem rozciąganie mięśni poprawiłam na podwórko, jak kule rozjechały mi sie na śniegu.

Młoda dzisiaj budowała z klocków wiele dziwnych rzeczy, w tym różdżkę- hokus pokus. Ale mówi, ze samolotem już nie lata, bo zabrakło benzyny. Zajęta sobą miała nas w nosie.
Syn zaś przez cały dzień pisał, liczył, robił zadania. Zapytałam się T z czego omlet zrobił, bo dzieci znalazły swoje zajęcia i nie chciały bajek. Szok. Synkowi oczywiście towarzyszyłam, ale jako kontroler. Liczenie -on mnie kiedyś tym wykończy. Skubaniec. Zaraz mi się  nasuwa na myśl , nie wiem czemu, "Piękny umysł" ....Ale może nie popłynie, w końcu 7x7 zatrzymało dobra passę. Uf, nie geniusz.Ha, ha, ha...









 Sam przeczytał nazwy kolorów i pomalował. A mi mówi, ze czytać nie umie. I nie będzie uczył się. I elementarz leży. Facet rozwija się własnym sposobem. I co mam robić?!

















  Masz Synu- jak będziesz duży zobaczysz jaki zdolny byleś! :)




 Książkę z zadaniami poszła w odstawkę, jak tylko gierki odpaliłam.
-Mogę zagrać?!
Cóż -sama wychowałam Potworka, to niech ma. Trudno.
- Proszę, graj
- Ja pierdziele ale sypnęło!!! Łaaaał!!!
- Synu!!!!
- Sama tak mówisz....
Zawsze mi podkreśla, ze dzieci uczą się od rodziców. Mam przesrane. Kontrola słowa czasami slabo mi wychodzi.
Wieczór z T, z talbutem i cappucino. Jak emeryci normalnie.




Cholerny wypadek zmienił moje życie. Może na lepsze. Przystanek -rodzina. Teraz mam czas na wszystko, choć niewiele mogę zrobić, to zrobię wszystko, by móc wiele.



T krzyczy:
- Znowu przy kompie?
- Piszę!
-Pewnie grasz, chodź bo znowu przyleziesz o 3 nad ranem.
-Kurde, jakbyś był mężem Kinga to on przy tobie nic by nie napisał.
-Mężem?
- A co żoną? Wole jemu jaja urwać, niż tobie.

Oto ciemna strona miłości. Idę. niech się nie piekli.




czwartek, 10 stycznia 2013

wtopa na maksa





Dzisiaj nie miałam ochoty wstawać. Uszło ze mnie życie. To się nazywa dół. Kolejna kontuzja, kolejny sezon bez nart, ale za to jaki skoczny -na jednej nodze. Pytam się -dlaczego ja?! Znowu ja.
Głowa montuje stos dziwnych myśli. "Chciałaś popełnić samobója to masz. Teraz Bóg doświadcza cię pokazując jak życie bywa piękne a zarazem kruche".
 - Ale ja wolę krucha ciasteczka!!!-  krzyczę.  Cholera...Dupek pamięta co było 22 lata temu...grrr...
Ciekawe, czy usłyszał mój krzyk, moję myśli.
Pewnie nie, bo maskotki nie mówią. A ja właśnie tak się czuję,  jak maskotka w rękach wyższych sił. Tuli, tuli i bach, rzut w kąt, w kanał jakiś.
- No, proszę - mówi głos -ale stłuczkę przeżyłaś, a mogłaś wyjśc np z wybitymi zębami, albo ze skręconym karkiem...
To fakt, miesiąc temu baba wjechała mi w bagażnik. Nie miałam zapiętych pasów.
 - Dziękuje za pociesznie.
Optymistyczny tekst wlany w serce. Przez lejek.

Społeczność lokalna zauważyła brak mojej osoby w panoramie. Mama robi za punkt informacyjny. Reakcja ludzi? Znowu? A to ta sama noga? Rok temu miałam złamaną piętę. Zresztą co ja nie miałam. Rozumu chyba, a tak to wszystko.
Znajomi proponują pomoc. W tych czasach unikalny gest. Żyję wśród unikatów. Dziekuję Wam.
Zadzwoniła kumpela. Rano. Przed 9.00, kiedy spałam słodkim snem.
 - Słuchaj a co Tobie się stało?
- Wpadłam w kanał i do dupy jest.
- Znowu ? A to ta sama noga?
- Kurde, nic nie mów. Nie wiem, nie pamiętam.
- Słuchaj myślałam, by wyskoczyć na browara w takim razie ja do ciebie podskoczę to pogadamy. A i pamiętaj, ze dzieciaki mogę ci do przedszkola odprowadzać, przyprowadzać, nie ma sprawy.
 - Dzięki. A jak tak zdrowie syna?
 - Syna???!!!! Arte, KURWA MAĆ!, czy ty spisz? Nie wiesz z kim rozmawiasz?!
Ta kurwa spadła na moją głowę nieoczekiwanie otrzepując z resztek snu. Cholera, kto dzwoni? Zerknęłam pospiesznie na telefon. Aaaaaa! o ja pierdolę ....hahaha, ale wtopa. Znowu.
 - Wybacz, popieprzyło mi się. Cholera mówiłam nie dzwonić do mnie przed 10.00!!! Hahahaha, czekam na ciebie w piątek.

Dzień minął mi na graniu na fb. Przymulanie potoku myśli. Syn podszedł pytając się co robię.
 - Gram.
- Na czas?
- Nie, na ruchy. Widzisz już nie mam szans.
 - Poddajesz się? Nie wierzysz w siebie?
Cholera, ale trafił w sedno. Dokładnie tak-poddaję się. Nie mam wiary. Kontuzja może mnie wyautować z życia na pół roku. W pracy szykują się wypowiedzenia. Jasne, ze nie wręcza mi póki nie wrócę z chorobowego, ale w międzyczasie zdałoby się poszukać nowej pracy. Jezu.......przestaje myśleć zanim wpadnę w nurt paniki.
   - Nie synu, oceniam sytuację realistycznie. Patrz, przegrałam, bo nie miałam szans. Ale nie poddam się i zagram znowu.
Cholera zabrzmiało to .....
I nawet nawalić się nie mogę, bo jak zmówię modlitwę do klopa?!