Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozterki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozterki. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 maja 2017

bez znaczenia



- To twój problem.
Nie reaguję. bo skoro mój to mój, więc zniknie jak bańka mydlana, Wszystkie problemy tak mi znikają.
Mój? Mój problem? Jaki mój problem?
Z papieru składam motyla i kładę na dłoni.
- Teraz motylu zamieniasz się w mój problem - mówiąc to dmucham w jego papierowy odwłok.
Krótki lot. Motyl spada wprost pod mojego buta. Nie ma.
Nie ma żadnego problemu.
Odpalam papierosa. Wszystko jest jak ten dym. Znika.  Z czasem wszystko blednie i znika.
 - Nawet ten smród - pomyślałam gasząc peta.

niedziela, 3 marca 2013

teatr cieni



Wściekanie się odnośnie wypadku z kanałem, jak i na decyzję lekarza o nagłym powrocie do pracy, odwiesiłam do szafy, gdzie wisi pełno rożnych rzeczy, których nie rozumiem. Odwiesiłam i już. Niech wisi, ale nie na mnie. Te ciuchy w rozmiarze "kurwa jego mać" za bardzo uwierają.
Zresztą wściekłość już nic nie zmieni.
Rozmyślania bla, bla, bla prowadzą na manowce niepokoju duszy.
A po co się samemu zatruwać?!
Co by było gdyby...-zabawka masochistów. Może doprowadzić do obłędu. Rozgoryczenia. Braku spokojnego snu. Wiercenia w brzuchu innym.
Każdy ma w sobie te cienie wściekłości. Można było tak postąpić tak powiedzieć tak zrobić. A jednak coś powstrzymało. Sztuka jest by otrząsnąć się jak kaczka po kąpieli. I polecieć swobodnie. Pogodzić się. Wyciszyć. Odepchnąć złe emocje.
Jest jak jest i tyle- sztuka pogodzenia się z rzeczywistością dowodzi naszej dojrzałości. Ważne jest co dalej można uczynić. I po doświadczeniu czynić tak, by było dobrze. Doświadczenie eliminuje błędy. A jak nie będzie dobrze, to cóż, widocznie tak musiało być. I trzeba dalej iść -szukając pozytywnych stron. Iść po jasnej stronie życia. Zawsze.
Warto jednak zostawić margines na przypadki. Margines "do zapomnienia". Na przypadki nie do przewidzenia. Taką szafę niepamięci.

Bo człowiekowi jak coś pójdzie nie pomyśli to wybucha. Rozmyśla, trawi, buzuje od emocji. Złych emocji.
Złe emocje mają szczęki, które nagryzają duszę. Nadgryziona dusza dusi. Cicha bomba pełna toksycznego gazu - jak wybuchnie rozpieprza wszystko to co dookoła jest.

Nie warto marnować energii na coś na co nie mam się wpływu.
Ważne są kolejne kroki.
Nic nie dzieje się przez przypadek. Wyświechtany tekst, ale wciąż ma nie zatarty sens.
Ale podobno przypadek jest nie przypadkowy. Podobno wszystko i tak gdzieś jest zapisane.
Ważne, by umieć wyjść z każdej sytuacji jaka zdarzy się.
Ważne, by umieć odwiesić zanim zacznie uwierać duszę.
Ważne, by samemu zachować twarz, duszę, kulturę, siebie.
Wyjść bez słomy w butach.

I pewnie nie przez przypadek czytałam  Blondynkę na Bali  będąc właśnie w tym punkcie życia jakim jestem.
Ten cytat dał mi fajnego, pozytywnego kopa.

To jest teatr cieni, wayang kulit. Ale w teatrze cieni jest tak samo jak w życiu. Trzeba wiedzieć, że wszystko ma swój kolor-nawet jeśli z zewnątrz jest niewidoczny. Cokolwiek się dzieje i ktokolwiek staje na twojej drodze -może się wydawać szary i niezrozumiały jak kukiełka w teatrze cieni, ale jeśli dobrze się wpatrzysz, to dostrzeżesz kolory. A jeśli będziesz mądry, to będziesz umiał te kolory zinterpretować i odczytać z nich wskazówkę do dalszej drogi.

Teatr cieni, czyli lalki wayang na Jawie - film

http://www.youtube.com/watch?v=NsdlIcjFqzk&feature=related

(materiał  z http://www.beatapawlikowska.com/diary,list,3108.html)


Paulo Coelho :
W magii i w życiu liczy się tylko chwila obecna. Nie mierzy się czasu jak odległości między dwoma punktami. "Czas" nie przemija. Największym problemem jest to, że człowiek nie potrafi skoncentrować się na teraźniejszości. Wiecznie roztrząsa, czy mógł coś zrobić lepiej, jakie będą konsekwencje jego czynów, dlaczego nie zareagował tak, jak powinien. Martwi się też o przyszłość: co będzie jutro, jakie należy podjąć kroki, jakie czyhają na niego niebezpieczeństwa, jak uniknąć zagrożeń i realizować marzenia. 


„Wszystko jest w Tobie. Złe emocje i dobre myśli. W życiu chodzi o to, żeby pozbyć się tych pierwszych i mieć jak najwięcej tych drugich. I to jest właśnie szczęście.”
- Beata Pawlikowska (z książki W dżungli niepewności)




 No to kurde, się otrząsnęłam. Odwiesiłam. I krzyczę:

- Witaj poniedziałku!!! Nadchodzę!!!


Powracam do życia wraz z wiosną.
Nie pozostaje nic innego jak tylko kwitnąć.
Powracam bez kul.
Wolne ręce doskonale odciążają konto.

: D





środa, 6 lutego 2013

york new york

Mam przekichane - rehabilitantka katuje moje ciało, a syn głowę. Liczby opętały Starszego. Opanował zegarek. Robi sobie małe zadania na zasadzie 2 razy 2 plus 2 równa się 6. A dla mamy - ile to jest 4 razy 196? Czekam na poniedziałek - niech wraca do przedszkola i nie katuje mojego umysłu.

Już mi się śniło, że siedzę w białym wypasionym aucie. A koło mnie co?! Pies. York. Masakra jakaś.
Zawsze mówiłam, że matematyka mózg mi ryje. A tu proszę - mam osobistego stolarza.
- Mamo, a ile jest ....
I gotowe -  limuzyna i szczekająca szczotka. Dobrze, ze nie spojrzałam w lusterko .....to by było. Moje ciało wciśniete np w kreację, z mega dekoltem, do tego perły, a jak,  i  make up jak z...... z pewnością poranna kawa  nie odwirowałaby tego porażenia mózgowego.

 Synek na szczęście synek ma inne zalety, takie ludzkie. Jako kierownik zamieszania pogonił swoją siostrę do wycierania kurzów. Ty tu, ja tu - podzielił półki na rewiry i sprzątali. Jeden był warunek - mam nie grać.
 Kurde, za porządek?! Klawisza nie dotknęłam!

Córka też łapie klimat:
- Ty nie możesz, bo masz chorą nogę.
Ha, ha ha, w porzo. Choć na tyle zdało się to wszystko. Empatia kiełkuje.

Liczę czas na odstawienie kul. Już za chwileczkę, już za momencik. Dość tego. Czuję się wyatuowana z życia. Zasiadłam niczym w bujanym fotelu i bujam się tylko w dwie strony. A reszta świata?!

Choć z drugiej strony - czy mi źle?! Po co ta życiowa gonitwa?! Co jest ważne w życiu, kiedy życie takie kruche jest? No to cieszę się każdym dniem, nie myśląc o jutrze...

Jestem z Maluchami. One są jak wyspa nieznana. Prawie każdego dnia odkrywam coś nowego.
Bo dzieci odkrywają coś. I każdego dnia żałuję, ze tak szybko rosną. Dotarło do mnie przemijanie.
Flaszka w lodówce mrozi się ...

Dzieciaki ...te ich przytulaski, całusy, słowa, np. wracam z kuchni, a córka potrafi przytulić się mówiąc:
- Stęskniłam się.
Syn, który potrafi poplątać się w słowach., bo nie wie jak powiedzieć mi, ze mnie kocha, bo kocha mnie tak strasznie i mocno że... że...że mnie nigdy nie opuści. 

 Magicy -Pajęczarze zamotali mnie w sidłach słowach. Aż głupio krzyknąć. Kolejny banał ciśnie sie na usta -te małe istoty nauczyły mnie na nowo spostrzegać świat. I siebie też. Ha!, bystra jestem: dostrzegłam to. W końcu!

Staram się zmieniać dla nich. Ale bez przesady. Kwoka jestem owszem, ale z pazurem. A nawet dwoma pazurami. Widocznymi dwoma pazurami. Reszta chowa się w legowisku, gdzie się wygrzewam siedząc w tych domowych pieleszach. Niech no ja tylko wyjdę.

Dzieciaki, jak T nie ma, to wlatują mi do łóżka. Cieszą się,mówiąc, że ich nie wyniosę. Nie protestuję zbytnio, bo i czyż to nie cudownie móc zanurzyć nochala swego w dziecięcych karczkach? Oj, boskie to jest uczucie. Nie odmawiam sobie tego, póki mogę. A mogę, bo T nie ma . Ha, ha, ha.
Oczywiście moje miejsce w łóżku jest po środku. Czytaliśmy  Bubusia Buchatka i żartowaliśmy w trójkę. Uwielbiam te chwile. Dzieciaki poszły spać, a ja popłakałam się zniewolona tym cudnym czasem. Znowu ze mnie zrobiły tkliwą babę.
Mówiłam: magicy.


Albo zbliża się menopauza. I to dopiero będzie się działo, ja pierdolę .




sobota, 19 stycznia 2013

bo tak to



W piątkowy poranek przebudził nas kaszel córci. Głeboki, nieprzyjemny.
 T poleciał do przychodni zarejestrować na wizytę. Zdążyłam zadzwonić, by również syna zgłosił, bo wstal zasmarkany.
Numerków już nie było- możemy przyjść i wejść miedzy pacjentami.
W przychodni byliśmy godzinę później. Moje kule zadziałały-ktoś nas przepuścił.
Syn- lekarka usłyszała szmery przy sercu. Cienie pod oczami. Dostał skierowania na badania.Pewnie robactwo, a szmery, są częścią pracy serca. Wujek Google wszystko tłumaczy.
W końcu z chorym serduchem nie mógłby śmigać jak śmiga.

Jak babcia odbiera dzieciaki z przedszkola to syn mówi -Pa, pa i biegiem wraca do domu. Sam. Babcia może sobie mówić. Domofon, drzwi i radosny krzyk: Jestem!!!!
Wczoraj też przyleciał sam. Wcisnął babci kit, ze strasznie chce mu się sikać, więc leci.

Cała czwórka w domu. Bajecznie. Dzieciaki skaczą nad moja nogą. T blady krzyczy, maluchy przepraszają. Kwadrans wystarczy, by znowu podnieść mi adrenalinę. Czasami nawet jakaś łapka oprze się o kolano. Nie jest łatwo. Czasami nawet i zawyję.
Tylek też boli. Odparzył się w szpitalu. Widocznie za długo nie mogę leżeć w łóżko, bo gniję.

- Powtarzaj za mną, jeden -słyszę jak syn szkoli siostrę swoja.
 - Jeden.
- Dobrze, dwa,
- Dwa
............
- Nie poddawaj się, nauczysz się liczyć do dziesięciu.

A za chwile słychać krzyk.
 - Mamo a on mnie bije....
-  Mamo, a ona zaczyna......

T puszcza Scooby Doo.
W ciszy wbijam sobie igle w brzuch. Jak ja tego nienawidzę.

Jakby to powiedzieć -Są kule, jest zabawa.




Nie umiem ich ogarnąć. W kuchni lecą, przeszkadzają. Na nogę stanąć nie mogę.
Nie mogę siąść na podłodze i okładać klocków z dzieciakami.
Wielu rzeczy nie mogę.
Straciłam część zleceń.
Zaczynam ćwiczyć -kolano niewiele się zgina. Początek.