Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozmowy z dziećmi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozmowy z dziećmi. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 września 2013

moc syna


Wczoraj okazało się, że byłam na tyle zakręcona, ze nie odbiłam na przedszkolnym zegarze porannego wejścia córki. Bywa. Pierwszy dzień to pierwszy dzień. Adaptacja dotyczy zarówno dzieci jak i rodziców.
Dobrze, że przypomniało mi się o tym przy odbiorze :).

- Dlaczego kochanie płakałaś rano?
- Nie płakałam!
- Jak nie płakałaś jak płakałaś.Nie chciałaś mnie puścić.
Córka popatrzyła na mnie.
- Bo chciałam płakać.
- Ale fajnie było?
- TAAAK!!!!

Córa była zadowolona. Wybawiła się z koleżankami. I "jej" pani też była. I jak zwykle niedobra surówka też była.

------

Znowu budzik. Co za menda.
Poszłam budzić dzieciaki. Starszy miał już oczy otwarte:
- Mamo! a jak ktoś ma nogę zgniłą to co się robi?
- Obcina się ją inaczej mówiąc amputuje.
- A to boli?
Rozmowa nabrała tempa. Fajny temat do śniadania. Taki mięsny.

- A ja w siebie nie wierzę.
Jezu, co on dzisiaj ma?! Tak przed kawą do mnie mówić? Tak z rana?!
- To uwierz w ducha -palnęłam.
- Duchy nie istnieją.
- To uwierz w Boga.
- Boga nie ma a biblia to taka czytanka dla dorosłych.
- To uwierz w siebie. Ty istniejesz.
Popatrzył. I nic nie powiedział. Do tematu wrócę później. Jak bedzie czas. No bo co on chromoli?!

Zebraliśmy się. Zakładanie butów. Kurtek. Gdzie kurtka Starszego?!!!! Nie ma nigdzie.Ups.... Ale przecież wczoraj ją miał! Aha, już wiem:
- Synu a ty jej czasem u kolegi nie zostawiłeś, co?
- To ja miałem kurtkę?
Czy on wie na jakim świecie żyje?! Chociaż nam też wiele nie brakuje, bo nie zorientowaliśmy się wczoraj. Aj, aj, aj ...
- Miałeś. Tą sportową.
- Ano no no, miałem. To nie dawajcie mi kurtek i już!
- Jasne i co jeszcze?! Masz tu drugą kurtkę i nie zapomnij o niej w szkole.
- To nie mogę iść bez kurtki?
- Nie. Proszę, pamiętaj o swoich rzeczach.Rozumiesz?! Pamiętaj.


Odwieźliśmy dzieciaki do instytucji. Córa znowu wryła się nogami w dywan nie dając się zaciągnąć pani do sali. Bo to nie ta sala, bo to nie ta pani.
 A może to jest jakaś tradycja by przez pierwszy tydzień przepłakać parę minut?
W szkole syn miał minę kiepską. Trudno.
Po prostu wtorkowy poranek nie był idealnym porankiem ani dla dzieciaków, ani dla nas.

Zajechaliśmy do teściów.
- Cześć emerytarz - moja złośliwość i pamiętliwość nie zna granic. Ha!
- Cześć, z wami nie ma co żartować.
- Z nami można żartować, ale nie głupio gadać. 
- Słucham Miodka to wiem jak mam mówić!
 - Hehehehe zabawne.

Teściowie stali się ofiarą fałszywej umowy z firmą telekomunikacyjną. Teraz ta firma, choć sfałszowała podpis, grozi im komornikiem. Wzięliśmy to pismo i odwiedziliśmy policję jak i rzecznika praw konsumenckich. Firma straszy szukając naiwniaków co zapłacą kasę, ale to chała jest totalna skoro może tak robić. A przecież wszyscy wiedzą na jakich zasadach działa. Więc gdzie jest prawo i sprawiedliwość?!?! Chyba na usługach bandytów.
(sprawa opisana: http://arte1973.blogspot.com/2013/06/co-to-jest-masazer-gowy.html)


Rowerkowanie nogi nie zajęło mi myśli. Dopada mnie złość, niechęć, zniechęcenie strach, wkurw. Mieszanka emocji włącznie z tym, by ....
Nie dam się. Gówno. Nie dam się.
Kręcić trzeba pedałami, a nie myślami. ale myśli kręcą się koło mnie niepokojące.
Więc przez to jeszcze większy szlag mnie trafił.
Terapia?! Hm?
Wysłałam sms do kumpeli:
- Co w piątek pijemy - wódkę czy piwo?
- WSZYSTKO!
No i git.
A póki co na poprawę humoru musiała mi wystarczyć Wu-Zetka. Co za pyszny kawałek pysznego ciacha, a właściwie kremu i właściwie to ...co za pyszny odlot.

Synowi zrobiliśmy zaprawę. Odebraliśmy go nie zaraz po zajęciach, ale parę godzin później, z świetlicy.
- Gdzie masz kurtkę?
- To ja miałem kurtkę?
- No weź chłopie, a w czym przyszedłeś do szkoły?
- Ja nie wiem.
Poszłam do klasy. Klasa oczywiście zamknięta. Machnęłam ręką. Odbiorę jutro zgubę.
- To nie dawajcie mi żadnych kurtek i już - bardzo mądra myśl dopadła syna po drodze.
- Jasne a w zimie będziesz chodził bez czapki i rękawiczek.

Generalnie synowi w szkole się podoba. Fajne były zajęcia, a przerwy są nudne. I za dużo dzwonków dzwoni. Głośnych.

- Wnusiu, jak było w szkole?! - matka wpadła do nas na zapiekankę.
- Nie powiem. chodziłaś to szkoły to wiesz jak jest!
I tyle.
- Babciu - Młoda przyleciała na kolana babcine- a ja w przedszkolu powiedziałam brzydkie słowo!
- O jej, jakie?!
- Dupa jasiu karuzela,a z tyłka wyskoczyła brukselka!!!! 

Wpadł kumpel Starszego z zapomnianą kurtką.
- A ja kurtkę zostawiłem w szkole!
- O ty oszołomku jeden.

Polecieli kopać w piłkę, a Młoda zasnęła układając puzzle. Reszta rodziny też zniknęła. Stało się bezsłownie. Jaka bajera.

Kawa, muza, książka - mój czas. Niby tak niewiele, a jednak dużo.

Tak naprawdę to życie bierze coraz większych rozmach. Dzieciaki z dnia na dzień budują coraz większą niezależność, a ja zastanawiam się co los trzyma dla mnie w zanadrzu. Może w końcu coś fajnego, dla odmiany?!



niedziela, 18 sierpnia 2013

- Bijo tu tato bijo!!!



Zabawy dziecięce mają to do siebie, że czasami zaskakują. To jest nurkowanie w maskotkach. Bul, bul, bul i dzieciaczków nie ma. Wyglądały jak kaczki nurkujące w jeziorku.






I wcale nie zamierzały stąd wychodzić. Ale syn jak usłyszał, ze musimy pójść do sklepu to szybko pozwijał się. I wyniósł swój łup, który zostal umieszczony na drzwiach pokoju.







Popoludniu mlodzi skakali po basenie dmuchanym. Fryzurka Młodej rozbawiła wszystkich. Nic tylko na sabat zapisać.




A wieczorkiem wpadł kuzyn.



Cały dzień zgody między rodzeństwem to było za dużo.

Siedzieliśmy z moim bratem w pokoju, a dzieciaki bawiły się w swoim królestwie.
Nagle bratanek krzyknął:
- Bijo tu tato bijo!!!
- Kogo bijją?
- Mnie biją
- Nieprawda - krzyknął Starszy - nie bijemy.
- Synu dlaczego kłamiesz? -brat zapytał się swego syna.
- Ja nie kłamię, ja siedzę - odkrzyknął P.

Przestaliśmy się śmiać, kiedy rozległ się płacz Młodej. Wpadłam do pokoju. Walczyła z bratem na miecze. Jedno spojrzenie. Pod okiem plama czerwona a na oku krwiak. Zabraliśmy broń.
Syn otrzymał mega opierdziel. Też się popłakał. I słusznie, przecież mógł siostrze wybić oko.

Dzieci dostarczają wiadro emocji. I właśnie takie wiadro wylano nam nam głowę, bo byliśmy krok od tragedii.

Na drugi dzień rozmawialiśmy z obojgiem. Ale dzieci jak to dzieci - niczego nie można być pewnym.











środa, 14 sierpnia 2013

strefa bąków

W końcu doszłam do tego miejsca,  w którym powiedziałam: - DOŚĆ.
Wzięłam się za sprzątanie pokoju dzieciaków. Segregacja zabawek pochłonęła mi całe popołudnie.
Ale warto było. Oto bowiem.pojawiła się przestrzeń. Czad. Zresztą niedługo trzeba będzie kupić biurko, znaleźć miejsce na podręczniki. Wszystko przeorganizować, więc czas zrobić ku temu pierwsze kroki.

Poprosiłam córkę o pomoc w podawaniu mi zabawek. Córa przyleciała krzycząc:
- Pomogę! mamie trzeba pomagać - zaczęła trajkotać - a ty zawsze tyle robisz.
- Dziękuję ci kochanie.
-No jak ja ci nie pomogę to kto ci pomoże?! Zawsze będę ci pomagać.
- I to sobie zapamiętaj hahahaha, oby córeczko, oby tak było.
 Jak fajnie mieć głupią minę z powodu zaskakujących  słów. Jak fajnie, że moja praca jest jednak dostrzegana. Jak fajnie jest mieć takiego dzieciaka.
Drugi egzemplarz też jest udany, o ile nie dostanie mega focha. A syn potrafi się zbiesić. Taki wiek, trzeba to przeżyć.

Źle zeszłam z taboretu. Jęknełam....
- Co się stało? - zapytała córka.
- Nic kochanie, to tylko noga.
Córka przytuliła mnie i pocałowała i pogłaskała. Kiedyś się normalnie rozpłynę ...


Wczoraj w tajemnicy przed Młodą pojechaliśmy zamówić  tort dla niej.
Synowi, pomimo, ze zadek przyrósł do kanapy i ruszać mu się nie chce, to jednak dał się namówić na przejażdżkę rowerową.
- Ej, no choć, będzie mi miło, pomożesz wybrać prezent.
- No dobra.
- Dzięki, miło z twojej strony.

Dzieciakom warto dziękować. Niech widzą, że są doceniane, a ich pomoc nieodzowna.


Skonsultowałam się ze Starszym i postawiliśmy na Hello Kitty. Reszta postaci bajkowych odpadła z tortu. Wpadliśmy do Empiku. Nie było przygód Koszmarnego Karolka. Dziwne. Syn był niepocieszony.
Patrzę, o! szyldy na pokój.
- Strefa bałaganu, Wejście smoka - tak sobie czytam na głos - Strefa Bąków...
- Strefa bąków? AAAAAAAahahahahahahahaha - syn zaczął śmiać się w niebogłosy - Mamo, ja to chcę ahahahahahaa
- No weź, to ma być pokój a nie nora skunksa!
- Strefa bąków ahahahahaaha, fajne! Mamo, proszę ....

Nie kupiłam. Ale jak się upomni to dostanie. Co mi tam. Uśmiech dziecka najważniejszy, a w końcu bąk to i owad. :)


Młoda jutro będzie zdmuchiwać świeczki na torcie. Kończy 4 latka. Ciekawe jakie będzie miała marzenie:)

Bo ja marzę, by dzieciaki zawsze były szczęśliwe i by im nigdy nie zabrakło powodów do uśmiechów. Ani zdrowia.





wtorek, 13 sierpnia 2013

wieczorową porą



Młoda wyspała się bosko. Przycięła komara jak gwiazda i wstała o 19.00 jak nowo narodzona. Wyszliśmy na podwórko. Niestety mój sprytny plan spalił na panewce - gonitwa jej nie dobiła. A wręcz przeciwnie!

Godzina 21.30, kiedy dzieci powinny spać bądź też przykładać się do snu, moja córa śpiewa sobie:
- Wyginam śmiało ciało
Wyginam śmiało ciało
Dla mnie to... Mało!

I brechtając bawi się przednie. 
No i super. Nie ma co ...A książka czeka. Chyba nigdy z Pi nie dopłynę do brzegu ...
Syn natomiast zaszył się z tabletem i nawet nie kichnie, by nie przypominać o sobie. Ale czujne oko matki patrzy na zegarek.
- Synu, koniec mordowania świń. Oddaj grę. Dobranoc.
- Ale ja chcę jeszcze
- Ależ kochanie, granie ryje banię - oddawaj grę i żegnam.
- A poczytasz?!
- Pewnie! Młoda! czytamy, koniec wycia! Do wyra!
Co jak co, ale pół godziny śpiewu jak dla mnie wystarczy.
- AAAAAA, mój rower, muszę go schować do piwnicy - przypomniało mi - zaraz będę.
- Do piwnicy? Tam są potwory - Młoda to wie co mi powiedzieć.
Wprawdzie jestem już dużą dziewczynką, nie mniej jednak piwnica w nocy ma swoje uroki i tajemnice, których cień czuć na plecach. Coś siada na ramionach. Jakieś niedopowiedzenie ubrane w szatę strachu.
- Uważaj mamo - grrr, niech mi jeszcze coś powie to ją normalnie pacnę.
Wróciłam. Byłam dzielna i nawet ani jednego pająka nie zauważyłam.
Dzieciaczki były w łóżku, ale  oczywiście moim.
- Chciałabym latać - marzycielskim tonem powiedziała córa.
- No i zleciałabyś na tyłek i co? Miałabyś siniaki i znowu beczałabyś - podsumował ją brat.
- Albo na głowę. Wiesz jakbym płakała, gdyby coś ci się stało?
- Nie, pokaż.
Skończyło się wojną na gilgotki. 2 na 1, ale dałam radę.

A potem czytałam Pippi. Jak zwykle syn zasnął, a Młoda nie.


Zasiadłam do kompa wertując przepisy, bo znowu mam zajawkę. I stwierdzam, że przepisy są niesprawiedliwe, chore i głupie, bo nie są jednoznaczne. Jak wszystko w tym kraju.
Znowu znalazłam się w czarnej dupie, ale tylko z przepisami. Aczkolwiek liczę na szczęśliwe zakończenie i na to, że wyjdę bez uszczerbku zarówno na zdrowiu jak i kieszeni.
Zaległam na balkonie by zobaczyć dzisiejsza noc spadających gwiazd. I co? Niebo jak zwykle zachmurzone, nie mniej jednak mruczę: oby wszystko zakończyło się dobrze, oby wszystko zakończyło się dobrze ...

Tyle, że mam wrażenie, że coś się szykuje. Wczoraj stłukłam bulionówkę. Roztrzaskała się na drobne kawałki, a myślałam, że takie rzeczy nie pękają. A dzisiaj co? Dzisiaj nagle zaczęła piec mnie lewa dłoń. Na linii życia miałam rozlane czerwone plamy. Rozmawiałam z dziećmi przy kolacji i nagle ręka zaczęła mnie palić. Dziwne. A potem przeszło.

W końcu dawno nic sobie nie zrobiłam, ani los mnie niczym nie zaskoczył, więc może czas czarnej serii się zbliża.
Z wiadomych atrakcji to czeka mnie tylko wycięcie tłuszczaka z ręki. Rozrósł się gnojek, więc głowę straci.








poniedziałek, 12 sierpnia 2013

taki dzień...



Dzieciaki wybawiły się w zoo mega. Zwierzęta, kulki, park linowy. Czy trzeba dzieciom więcej do szczęścia?!
Park linowy zawładnął ich sercami. Jeszcze dwa miesiące temu Starszy nie chciał tam wejść, a teraz jak oboje myknęli to go po parę razy zrobili. Byłoby więcej, ale .....
Usłyszeliśmy płacz.
- To Młoda?
- Chyba tak.
Podeszliśmy szybko, faktycznie Młoda stoi i beczy. Utknęła, upadła, może buta zgubiła czy co?, a córka stała na górze płacząc w wniebogłosy.
- Co się stało, kochanie?
- Buuuuuuuuu, bo ja, bo ja........buuuuuuuuu...... zsikałam się!!!!!!!!!
Zbrechtaliśmy równo.  Teraz wiadomo dlaczego ławek pod spodem nie ma. Na głowę mógł spaść nieoczekiwany deszcz nie meteorytów, hahahaha.
Dzieci nie myślą o prozaicznych sprawach, gdy dzieje się coś fajnego. Odrywają się od życia jak ptaki z gałęzi drzew.   Nie tak dawno Młoda tak się zabawiła w domu, że jak wyrwała z kanapy do toalety to było za późno - jak stała w wc tak siusiała na chodnik. Machnęłam ręką, po co mam się drzeć i stresować dziecko.
- Kochanie, nie płacz, zaraz zejdziesz do nas, no już ciiiiiii, nie ma powodu
Pani z obsługi weszła na górę i przyprowadziła nam córkę. Chlipiącą, ryczącą, zapłakaną ...
-No ciiiii, kochanie, zdarzyło się, no spokojnie
- Ale, ale , ale  ja buuuuuuuuu  ja chcę jeszcze biegać! Mogę?
- W mokrych spodniach? Zapomnij, wracamy do domu
- Buuuuuuuuuuuuuuuuuuuu..........


Wieczorem dzieciaki nie chciały zasnąć.
- No już sio do łóżek i dobranoc
- Ale my nie chcemy spać, prawda Starszy? - Młoda jak zwykle w opozycji.
- Noooo, mamo chodź nas podręcz!
Wpadłam w te stworki i zaczęłam gilgotać, podgryzać. Szaleństwo nie miało końca. Kocham te chwile i dzieciaków śmiech.
- No już koniec, dobranoc państwu.
- No mamo
- A my będziemy oglądać jeszcze książki, prawda Starszy?
- Dobra, ale macie 15 minut.
Dzieciaki wpadły na półki, przytargały po kilka książek i razem oglądały rozmawiając od czasu do czasu, aż zasnęły. Buntownik pierwszy, a po niej syn.

-Dzień dobry kochanie. Śniło ci się coś?
-Tak, śniło mi się......śniło .... hahahahahahaha
- Co ci się śniło?
- Śniło mi się,  - córka znowu zaczęła się śmiać nie mogą wypowiedzieć żadnego słowa -hahahahahahahaha
- Ale co?
- No hahahahaha  -nagle zapdła cisza, poważna mina -zapomniałam.


Wpadliśmy do mojej mamy. Oczywiście telewizor był  włączony. Leciała cudowna reklama, reklama leków na zagrzybioną pochwę. Idealna reklama w porze obiadowej. Obok reklamy podpasek. Smakowite kawałki po prostu. Czy nie można to jakoś wyregulować? Ale po co? Jak się je to telewizor powinien być wyłączony. I chyba oto chodzi - wyłączyliśmy odbiornik. Czyż telewizja nie jest czynnikiem edukacyjnym?!

W głowie znowu uciekające myśli splątały się w supeł. Zadzwoniłam do kumpla o prosząc o poradę.
- Cześć panie doktorze prawa - zbrechtałam - słuchaj proszę cię o poradę w sprawie pobierania świadczenia rehabilitacyjnego. Mogę wrócić do pracy po 3 miesiącach czy mogą mnie zwolnić pomimo deklaracji powrotu do pracy i jak to wygląda w przypadku likwidacji zakładu pracy, bo normalnie znowu strupa mam na głowie, ech......
- Ok,  przyjrzę się i napisze ci na fb
- Nie mam, skasowałam
- CO?????????? No weź! Oszalałaś?
- Nooo, dla pedałów.
- Co?!
- Piwo?
- Dobra, zadzwonię.



Wieczorem do rowerku odpaliłam tv. Pedałowanie bez jakiegokolwiek dodatku jest nudne. Leciał program o chorobach. Hm, wrzody w tyłku, z cieknącą ropą. Facet między półdupkami miał gazę, mega nasączoną spływającą ropą. I weź się zakochaj. I co odkryjesz? Rafinerię?
Koleś poszedł na operację. Zadek z otwartą raną pełną dziwnych jątrzących się rzeczy i chirurg wkładający w to wszystko szpikulec w poszukiwaniu ogniska ropy .... W tym momencie moja kolacja stwierdziła, że wybierze inną drogę śmierci - nie będzie to spalanie kalorii, ona po prostu wyjdzie tą drogą, którą przyszła. Masakra. A swoją drogą niektórzy ludzie naprawdę mają niesamowite problemy.
Ten kawałek zadecydował, że odpadłam od tv. Za to puściłam sobie Pod kopułą. Serial zrealizowany na podstawie książki Kinga. Serial, który ma ręce i nogi i cholernie wciąga. A książka leży na półce nie przeczytana. Wstyd!. Może teraz przy wprowadzeniu limitu na kompa moje czytanie wróci do formy.

W każdym bądź razie zaliczam ta produkcję do szeregu dobrze zrealizowanej prozy Kinga, bo niestety większość zekranizowanych jego opowieści wyszła fatalnie. 










środa, 10 lipca 2013

Wakacyjny luz.






Nie chce mi się wstawać. Dzieciakom też nie. Laba do dziewiątej. Czasami do dziesiątej.





Wakacyjny luz. Lenistwo. Bez pośpiechu. Gonitwy. Tak powinno wyglądać życie człowieka.
Praca na normalną godzinę. W mniejszym wymiarze. Tak by był czas nacieszyć się tym co się ma. Na życie, na dzieci. Na bycie.
A nie - praca, dom, praca, dom, praca, dom - kołomyja w której siada wszystko. Jak pod ciężarem tornistrów siadają młode kręgosłupy.
Ale to tylko u nas: pośpiech, gonitwa i noszenie książek do szkoły.
Przyzwyczajanie do zginania karków. Bo nie ma kiedy się wyprostować.







Dzieciaki dorastają. Godzinę potrafią tak siedzieć.I huśtać się . Nic tak nie cieszy jak zgoda między rodzeństwem.

_ Synu, wystawiłam cię na allegro na sprzedaż, a co tam.
- Przestań tak gadać. Ja już znam te twoje żarty!
- Tak?!
- Tak! Ty bez nas żyć nie możesz.

Bez nas. Wie, że są na równi. On i siostra.
Oboje są mega super czaderscy.
Dopóki Młoda nie rozwyje się, bo coś....
Dopóki Starszy nie dostanie swojej zajawki ....
Ale każdy ma swoje humory.
Zbójeckie prawo - odbicie.



Byliśmy w sklepie.

- Mamo zrobimy Młodej niespodziankę?!
- Jaką?!
- Ona chciała te lody.
- Aha, ale może po obiedzie przyjdziemy razem?


-Mamo, wiesz co?
-Nie wiem, a co?
-Może kupimy bańki dla Młodej? Ucieszyłaby się
- Ma jeszcze całą rurę. Wystarczy jej na razie.
- Aha, noooo
- A ty? Chcesz coś może?
- Nie, ja nic nie chcę.
- Wiesz, że jesteś fajnym bratem? Też takiego chcę.

Syn ostatnio robi za anioła. Powycierał kurze. Ba! Powiedział kumplowi, ze wyjść nie może, bo będzie sprzątał. Sam powiesił skarpetki i majtki na suszarce. Posprzątał w pokoju.

O mało co gałki oczne nie wypadły mi z tych szeroko otwartych oczodołów.
Zawsze chętnie pomagał, ale nie na taką skalę.

I trzasnęło mnie światło. Przez ten szeroko otwarty oczodół! Eureka! urodziny zbliżają się, a to cwaniak.
A ja wiem co chce. Nawet gdybym zapomniała to i tak:

- Mamo ale kupisz mi.......proszę cię!

Młoda też chętnie pomaga. Sama pozamiatała trociny po chomiku.

- Ja chcę! Mogę?! - i wyrwała po zmiotkę z szufelką.

Ważne, by umieć przyjąć pomoc.
Nie krytykować. To nie tak!, jak ty to robisz? i takie tam lamenty.

Dziecko zawsze pomoże, ale jeśli będzie pouczane oleje temat - bo po co robić skoro źle robię?!

Całus i szacunek dla dzieciaka więcej zrobi niż groźba pasem.

Ale czasem ...no, każdy humory ma i krzyk pada -no bo jak?!

Starcia, wytarcia - rodzinny magiel.




Dzieciaki rosną nam. Starzeją się ....Tak patrzę jak śpią i nie mogę się nadziwić, że takie długie nogi mają. I w ogóle są jakieś takie urośnięte.
Kiedy to się stało?!
Kurde...
Ale co tu dużo mówić -jutro strzeli nam 9 lat.
Generalskie.
T generałem, a ja zawsze chętnie poddaję się. Idę w niewolę. I daję się zabijać kulami.
Gliniana.
Lepimy się wciąż.

 Tak sobie myślę o nas...........i uśmiecham się.


Nigdy nie wpadłam w kanał. Ha! Sorki, wpadłam raz. To nie tak. Inaczej powiem: gdzie nie szłam i co nie robiłam w swoim życiu to los prostował moje ścieżki. Zawsze wychodziłam na słoneczną polanę, gdzie czekał koc piknikowy z wyżerką. A jeśli trafił się kwach to wymiociony egzystencjalne sprzątała pomocna dłoń.
Nie skończyłam na dworcu z wyciągniętą ręką.......
No, ale widocznie za mało starałam się. Ha, ha, ha....

I cieszę się z tego co mam. Są takie miejsca, kraje gdzie naprawdę jest przejebane.
Przejebana jest też choroba. Wiele rzeczy jest przejebanych.

Grzechem marudzić jest, gdy niczego nie brak.
Do przemyślenia. Uśmiechu.
Docenienia każdego dnia.
Dalej nie ma co nosa wychylać.

















sobota, 29 czerwca 2013

taki jeden dzień

Zwinęłam syna porankiem. Na rower. Zanim córa z Moonkiem wyciągnęli się z wyrek,  my wyciągnęliśmy rowery z piwnicy. Siódma rano. Auć.

Pojechaliśmy nad rzekę zobaczyć jak tam poziom po opadach deszczu.
- Patrz, to jest cukiernia gdzie babcia kupowałam nam lody ciepłe ...a tam to .... 
Pokazałam, gdzie dziadek mieszkał. Byliśmy w parku. Zamek, pomnik, fontanna, wiewiórka ....
Byłam przewodniem turystyczno-rodzinnym dla syna. Objechaliśmy miasteczko wokół.
Skoro mam się rehabilitować to w takim towarzystwie będzie mi milej.
Fajny facet z tego mego syna. Ziomal mały.







- Mamo! stój! wróćmy się!
- Stało się coś?
- Nooo, patrz!


Gąsienica była niezwykle szybka. Musiałam ją sfilmować. Maratończyk normalnie. 


- A gdzie ona tak idzie?
- Nie wiem, zapytaj się jej
- Ale one nie gadają
- A skąd wiesz? Gadałeś?!
- Mamo!!!

Pod koniec jazdy złapałam gumę. Kurde ...... Prowadziliśmy rowery. Nie ma to jak wyjśc na spacer. Zamiast psa - rower, hahahaha.

Wpadliśmy na ogród teściów.Syn jednym gestem  rzucił rower i już siedział "w groszku".
Mooniek.był już Młodą na miejscu. Opanowali teren.

- Młoda, przyniosłem ci groszek - syn przyleciał zadowolony z garścią strąków, które podzielił po równo.
- Młoda, podziękuj bratu!
- Dziękuję.
-Fajnego masz brata, troszczy się o ciebie. Fajny jest brat ciebie, wiesz?!

Groszkomania. Siedzieli przy stole cicho. I to ponad dwie minuty.

Wzięłam rower Moonka i pojechałam do domu. Po stroje do kąpieli i ręczniki. I inne zapomniane rzeczy. Wróciłam mówiąc z zadrością:
- Kurde, ale masz wypas rower! Ma hamulce i takie siedzenie wygodne ....

Był grill, pluskanie w baseniku. Popołudnie z rodzinką. Całą. Bo byli teściowie, moja matka, a przy nich wszyscy inni święci.




Dzieciaki zrobiły wojnę w piratów. Skakały. Tłukły się między sobą. Za chwilę panowała zgoda. Za chwilę była wojna.
I tak bez przerwy.


- A on mnie bije! - chlipała Młoda.
- Bo ona wskoczyła mi na głowę- burknął Starszy.
- Nie wskoczyłam ......
- WSKOCZYŁAS!!!!!
- Zaraz was oboje wyciągnę z basenu, przeproście się nawzajem i to już. Młoda uważaj na brata dobrze?
- Noooo....- chlip, chlip.
- A ty jestes facet- facet kobiet nie bije wiec opanuj się, rozumiesz?
- Nieee....
- Proszę?!
- No bo...
- Synu! - warknęłam.

- Przepraszam.
- Przepraszam.

Jak jedno przeprosi drugie natychmiast robi to samo. Nigdy nie wiadomo kto zaczął, bo i jedno jak i drugie to niezły model. Każdy ma swoją wersję. I potrafi zaleźć za skórę.

 Wpadłam do kuchni po żarełko na grilla. Dopadły mnie słowa z telewizji:
-...potrzebny jest program dzięki któremu będzie dla wszystkich praca i mieszkania ..Polska musi być oparta o wartości...
- Co ty Jara oglądasz? Chory jesteś czy co?!- zapytałam się zdumiona wchodząc do pokoju.
- To jest drugi Gomułka - ze śmiechem odpowiedział teściu.
Machnęłam ręką, zgarnęłam kiełbasę i wyleciałam z domu.


Musiałam zresetować swoją mózgownicę piwem, by nie pacnąć teściowej widelcem.
Ta to ma moc wkurzania. Nie usłyszy dobrze i już ma swoją wersję. Wymiękam.
- W telewizji słyszałam jak mówią, że na komunie to lodówki kupują ...
- Teraz  o komuniach mówili? Co ty mówisz. Mówili o kupowaniu prezentów dla nauczycieli na koniec roku szkolnego. Znowu nie dosłyszysz i gadasz. A swoją droga po co dziecku lodówka? To nielogiczne, nie sądzisz?!
- Może jest tak jak mówisz, w połowie był dziennik i może nie dosłyszałam...
- Więc wymyślasz jak zwykle...

Dziennik! hahahaaha... Auć, matka kopnęła mnie pod stołem. Tą też mam ochotę pacnąć. Zabiłam ją wzrokiem. A potem obie zatkałam kiełbasą.
Długo to nie trwało ...
Teściowa zajęła się komentowaniem postępowania dzieci. Tak nie rób, zrób to, zrób tak - cała lista wskazówek dla wnuków.
W końcu nie wytrzymałam:
- Ale czy ty możesz przestać komentować to co dzieci robią?! Daj im spokój, niech się bawią jak chcą!
- Ale przecież trzeba coś mówić.
- Właśnie ze nie trzeba gadać, możesz czasami zamilknąć. Słyszysz jak szpak śpiewa?!
 - Szpak?

- No właśnie ...

No tak, trzeba gadać. Jasne, nieważne co byleby by gadać. A ona jest w tym mistrzynią.
Ble, bla, ble ....Poszłam z dzieciakami kopać piłkę przez ogrodzenie. Raczej jako pomagacz, donosiciel piłek, bo dwa kopnięcia pokazały mi, że nie mam co z nogą szaleć.

Świat dzieci jest zabawniejszy od świata dorosłych.














piątek, 28 czerwca 2013

codziennik ik k




- A wiesz jak nazywa się kapitan legionów?

- Eeeee .... - syn zawisł, a czochranko po głowie nie oświeciło go jakoś.
- Kapitam Rex!
- No, no to coś mi mówi...
- A wiesz, ze on stracił rękę w ostatniej bitwie?
- Nie widziałem tego .......- ten smutek w głosie syna mnie rozwalił, jaka przeżywka, ja nie mogę.
- Bo tego nie było ja cię kantuję a wiesz co to znaczy, ze cie oszukuje. Wiesz ja chodzę już do drugiej klasy to wiele wiem - odparł nowy kumpel syna. Z dumą. Druga klasy w końcu brzmi dumnie.
-To ja cie okantuje piłką! - wtrącił się M w rozmowę.
- Hahahahahaha - chłopaki roześmiali się razem i nagle zapadła cisza.
Zanim się obejrzałam chłopaków nie było. Bieg, płot, nie ma.
No to fajnie.
"Smycz" została mi w ręku. Coraz większa niezależność syna. I dobrze. Lepsze latanie niż trzymanie się spódnicy.
Jak się pojawili to trudno było ich nie zauważyć. Śpiewali cudowną piosenkę wakacyjną -Hymn Polski.
I jak się kłócili o zwrotki. Normalnie pierwszy sparing "yntelektualystuf". Ha, ha, ha ....
A Młoda sobie sama latała - huśtawka, zjeżdżalnia. Sama sobie  radzi, bez - Mamo, mamo to, mamo tamto ....
Cudowny czas wyciągania nóg na ławce.
Ale i tak pograłam z Młodą w piłkę. I pohuśtałyśmy się razem. Wciąz nie mogę się powstrzymać, by nie zeskoczyć- i tym razem skoczyłam w dal.
Cudowne jest dzieciństwo.
Oby i takie było moich dzieci.
Spędzanie czasu z dzieckiem jest czasem bezcennym. Ale dziecku trzeba dać czas i na nudę. Bo nuda bywa impulsem do własnej kreatywności.
I niech idą w towarzystwo dzieciaków- lepszej szkoły życia nigdzie nie dostaną niż na podwórku.
Zabrałam towarzycho na kosza. To jest to co lubię. Tylko kolano psuło cała zabawę. Ale...co tam. Mam z kim grać i to jest super.


Wieczorem wpadło towarzycho. I był git wieczór.
-Ale co dalej tak gotujesz czy już znormalniałaś?!
- A co Arte gotowała?
- No tak, wpadam do niej a tu sałatki, kurczak. Patrz nawet pranie ma powieszone.Sama powiesiłaś?
I chichot. He, he, he śmieszne ...
- Znormalniałam, znormalniałam ....chyba ......nie wiem ......
- Wiesz, ze Ty jesteś jakaś inna, i nigdy nie wiadomo co zrobisz, i zawsze miałaś wszystko w dupie. Wiesz? A teraz co?
- ZOMO -odparowałam zdziwiona, że ludzie odbierają mnie jako luzarę i w ogóle...ja jakoś o sobie nie myślę jakoś tak fajnie ....na szczęście "zeszły" ze mnie:
- A moja córka kończy roczek!
- O!
- To za zdrowie Izy, niech rośnie wam zdrowo.
- Powoli zaczyna sama chodzić!
- Rewela. hahaha to jak zacznie biegać to dopiero będzie.
- Jedziemy nad jezioro?
- Noooo. Ej tam domek można wynająć i się złoimy po mazursku co?!
- Ale z dzieciakami jedziemy?
- Jasne, że z nimi. Niech się wypluskają. co tu robić mają? 
- A Czechy i jaskinie, kiedy?!
- A my byliśmy w ten poniedziałek po górkach pochodzić, ale lało....

Wieczór był zacnym wieczorem. Piwo się lało, z siebie się lało, rozmawiało.
Naszły i też refleksje. Tak po którymś szkle.
Kiedyś nasi rodzice robili imprezki. Były imieniny to kupowało się goździka, flaszkę i wpadało się bez zapowiedzi. W mieszkaniu był tłum cioć i wujków. Pili do rana, bo godzina milicyjna była. Naczochrani wracali z dzieciakami taksówką albo na piechotę. Nie było afer.
A teraz?
Teraz ludzie budują wokół swoich domostw mury.
Nikt do drzwi nie dzwoni spontanicznie.
Ludzie mają więcej znajomych w internecie niż w realu.
A realnego świata nic nie zastąpi.
Tyle, że w necie można się kreować -drętwi nagle stają się duszą towarzystwa, towarzyscy-milczą, normalni-nienormalni, nienormalni chcą być normalni- każdy jest tym kim chce być. Taka gra. W podróbę. W bycie sobą. Dżungla.
Przypominają mi się słowa Margaret Thatcher:
Z byciem ważnym jest jak z byciem damą. Jeśli musisz mówić ludziom, że jesteś ważny, to znaczy, że nie jesteś.
Więc zamilknę lepiej, niech inni mówią jak kocha ich świat. Albo ja to powiem, co mi tam. Ha, ha, ha ....


Co by tu nie mówić -siła człowieka  tkwi w ludziach. Nieważne, gdzie oni są - są podparciem.
A skoro takie czasy są to trzeba iść z duchem czasu.
Wiele fajnych ludzi poznałam dzięki netowi. W realu nasze drogi nigdy by się nie zeszły.
Aczkolwiek mam nadzieję, że kiedyś na "te pięć minut" zejdą się....

Od kumpeli dostałam książkę. Z dedykacją bezcenną.

Muszę sms puścić dziewczynom, bo lodówkę znowu trzeba z browarków ogołocić.
Bo są takie chwile dla których warto żyć ...hahahaha.
Wyczochrać po głowie "babole" w podziękowaniu za to, że są.
Bo warto ludziom mówić dobre rzeczy,a przynajmniej czasami - dziękuję.
Co też czynię: dziękuję za wszystko.
Bez was byłabym niczym.
Ha, ha, ha ....













czwartek, 27 czerwca 2013

koszmarek








- Kto idzie się pierwszy myć?!

- Nie ja! - krzyknęła  Młoda
- Nie ja! - zawtórował jej Starszy.
- Może ty? - Młoda to ma gadkę. Nie powiem. Skubaniec mały.
- To ja wiem zaczniemy od najmłodszego, Młoda Starszy, potem ja. Zaszyjemy się w łóżku i będziemy czytać
- Koszmarnego Karolka!
- Po co? Mam Koszmarną Młoda, Koszmarnego Starszego....
- Ty jesteś koszmarna
- Hahahaha tja i zaraz cię zjem!
- A wcale że nie ! Mama jest najmilszą i najmniej krzyczącą mamą-  nie ma tojak syn, prawdziwy rycerz, obrońca.
- Mówisz?
- Noooo....
- Bo wiesz mi się nie chce krzyczeć tak jakoś
- Noooo, bo ty stara jesteś.
- Hahahahahaha, idźcie jeść, potem myć się.
- A ty co? Komp?
- No jak zwykle ...


Dobranoc :)














codziennik


Córka wczoraj była cała na NIE. Nic nie chciała i nic jej nie pasowało Zażądała stanowczym głosem bajek, więc puściłam. Co się będę szarpać z Młodą skoro widzę, ze jest zmęczona. Syn również przywarł oczami do telewizora. Nie chciało mu się rysować ani iść do kumpla. Oboje odlecieli.
Córka zasnęła po osiemnastej i tak spała i spała. Wszelkie próby przebrania ją w piżamkę kończył się dziwnymi odgłosami, więc sobie podarowałam. Co się będę ścierać. ...A niech śpi.
Z synem poczytaliśmy książkę, pogadaliśmy. O wszystkim i niczym.
- Mamo a pojedziemy na basen?
- Spodobało ci się?
- Nooooo i ja chce na tą dużą zjeżdżalnię, bo panie nie chciały nas puścić.
- W porzo. Pojedziemy w sobotę.
- Mamo, a ja chcę jechać nad morze, a nie w góry. 
- Dlaczego? Ej w góry też pojedziemy, no co ty.
- Ale twoja noga!
- Spoko, będzie dobrze. zobaczysz.

Młoda przespała całą noc. Bez słynnego jękopłaczu: - Chcę pic!

Nic.

Miałam dziwne wrażenie, że ją wyciąga i to na moich oczach.
Lubię patrzeć na śpiące dzieciaki - są takie słodkie. Kochane. Słodko milczące.
I wciąż nie wierzę, kiedy urosły?! Jak ten czas szybko mija ...

Córka wstała po siódmej.  Poszła pod prysznic. W ogóle nie jęczała: - chcę pić, chcę jeść, nie chcę iść, nie chcę tego ubierać, nie będę się ubierać, chcę się bawić, puścisz bajkę?! Zero tekstów ze stałego programu.  Zbierała się szybko, bo dzisiaj to ona szła na basen.
Zdziwiona nie wytrzymała:
- Nie jesteś głodna?
- Jestem, ale zjem w przedszkolu. nie mamy czasu!
W łazience czesałam jej włosy a syn w tym czasie mył zęby. Starszy zaczął warczeć i głową zrobił taki ruch jakby siostrze chciał z baranka przywalić
-Synu, panuj nad główka bo ci odleci
- Co?
- Co to było? Co?
- Bo ona macha nogą!
- No i ?!
- Nooo, mogła mnie kopnąć!
- Ale nie kopnęła, prawda?
- Nooo
- A ty mogłeś ją w głowę uderzyć. To nie jest w porządku.
Coś tam zamruczał pod nosem strzelając głupie miny. A może tak na niego działa pasta do zębów?!
W międzyczasie Młoda zaczęła jeszcze bardziej machać nóżką i zerkać na brata. Prowokatorka mała.
- Młoda, nie denerwuj brata. Uspokój się.
- Ale on chciał mnie uderzyć!
- Ale nie uderzył prawda?! Weźcie dajcie na luz i to oboje.

-Starszy, mogę wziąć twoje picie i dać Młodej?
- Tak
- Mamo a ja chce pić - Młoda zjawiła się szybko koło mnie
- To idź do kuchni
- Ale ja chce tego!
- Ale jak wypijesz tego to nie będziesz miała picia na basen
- Aha, chyba że.


Mamy wychodzić. Synowi przypomniało się, że musi zabrać rysunek. Ale gdzie jest?!
- Synu, nie mamy czasu!
- Ale ja chcę!
- Masz minute!
Syn zaczął wywracać stos rysunków, przekopywać teczki.
- SYNU!!!!!!!!!
- Dobra, dobra, już idę. Jak wrócę z przedszkola to taki bardach zrobię z rysunkami że zobaczysz.
- Bla, bla .....
Zamykam drzwi. Dzieciaki schodzą po schodach. Syn zatrzymał się nagle:
- MAMO!, ale przypomnij mi, że mam zrobić bardach. Dobrze?!


Bardach to sobie sama zrobiłam z kawą.


W sumie to wyszło jakby słońce. I oczka widać. Raczej oczodoły, bo oczka wypadły. Leżą poniżej.
Ręka w górze podniesiona. Na znak - nie poddam się!.
Hahahah już wiem! To jest pasażer!!! Ręka trzyma się uchwytu. Tak wygląda osoba w ścisku tramwajowym. Ścisk taki, że oczy wypadają z orbit! Albo ze smorodu. Nie ma to jak przepocony człowiek. Strach czasami stać w kolejkach.









piątek, 21 czerwca 2013

bajkoterapia

Wpadłam na program o bliźniaczkach syjamskich. Jedno ciało a dwie głowy. Syn spojrzał:
- O kurczę. To jak one rysują?!
- A jak to by było brat z siostrą?
Uświadomiłam sobie, że no  właśnie - jak to jest dwie ręce i dwie głowy. Ręce której głowy się słuchają?!
Albo gdzie i jak iść?! Jedna głowa chce lody, a druga spać.
Kto wygra?!
Mogą zapomnieć na spaniu na jednym boku.
Bliźniacy syjamscy są zawsze jednaj płci. No tak. W końcu jednojajowym się tak trafia. Jedno jajo- jedna myśl?!

Hm, dewiza życiowa numer 1232 brzmi: Im więcej jaj tym lepiej.
Jak widać - prawda.

Syjamskość....

To dopiero przekichane.
Iść do kibelka i wąchaj kupę drugiej pupy.
Albo słuchaj kiepskich kawałów opowiadanych przez głowę, wyrośnięta z lewego boku.
Albo jelitówka w wykonaniu bliźniąt syjamskich.
Dwie głowy rzygające.
Albo jedna, a druga patrzy.
Seks?!?!?!?!!


Ceramiki Moche przedstawiające zroślaki. Około 300 n.e., z muzeum Larco w Limie, Peru.




Wracaliśmy z grilla. Komary cięły nas do okrutnie.
- Mamo, zabiłem na tobie komara.
- Dzięki synku.
- Jestem troskliwy?!
- Bardzo.
I jaki nie kochać takiego dzieciaka?! No jak?! A potem kolesia pacnęłam w czółko.
Też zabiłam komara. A raczej komarzycę.
Jestem troskliwa.
I chrząszcze pojawiły się. One to są łobuziaki niesamowite. Leci, nie patrzy, trzepnie w ucho.....ech.
Lato idzie.

T siedział przy kompie.
- FUCK!
- Co tato powiedziałeś?! - syn aż przyleciał z drugiego pokoju.
- A co?! - wtrąciłam swoje 3 grosze
- Bo ja to umiem pokazać! - syn odparł pełny dumy.
- Tak? To pokaż.
I faktycznie wystawił palec.
- Skąd znasz to?
- Kacper mnie tego nauczył.
- A wiesz, że to jest nieładny gest, można za niego oberwać w zęby?!

- Nie.
Przeprowadziłam rozmowę na temat "palca".
Przedszkole jest jednak niezastąpione. Panie uczą jednego, a chłopaki drugiego. Pełnia życia.


Szybka kąpiel Maluchów. Rozmowa spod prysznica.
- Wiesz synu, fajnie mieć dzieciaki. Dzięki.
- No, nie jest nudno.
- Ha, ha, ha, dokładnie. 
- A co robią ludzie, którzy nie mają dzieci?
- To samo, żyją. Mają czas dla siebie. Mogą robić co chcą.
- Mogą długo spać?!
- No pewnie.
- To lepiej mieć dzieci - powiedział synek, by po dłużej chwili dodać poważnym głosem-  choć czasem potrafią wkurzać.
 - I to niesamowicie - dodałam mrugając okiem.
Maluchy zasnęły momentalnie. Ledwo przeczytałam trzy strony  - Nie potrafię powiedzieć NIE to jest historię zajączka, który nie chciał kłaniać się pieskom, a już było słychać lekkie chrapanie.










Bajki terapeutyczne


Od wczesnego poranka do późnego wieczoru nasze życie wypełniają drobne sprawy, zmartwienia, problemy. Musimy podejmować decyzje. Te wielkie i te małe, te proste i te trudniejsze. Te łatwiejsze są załatwiane natychmiast, inne wymagają dłuższego zastanowienia się, jeszcze inne wywołują u nas cały szereg emocji, niestety, nie zawsze pozytywnych. Niełatwo nam, osobom dorosłym, radzić sobie z trudnościami życia codziennego. Przeżywamy, analizujemy, podejmujemy różnorodne próby rozwiązywania problemów. Szukając wyjścia ze skomplikowanych sytuacji wykorzystujemy cały szereg zasobów, które posiadamy, inaczej mówiąc – nasz bagaż życiowy, składających się z naszej wiedzy, doświadczeń, wspomnień z dzieciństwa. Pamiętamy przecież lub możemy sobie przypomnieć, jak ten lub podobny problem był rozwiąBajkizywany przez naszych rodziców. Czasami wzorujemy się na bliskich lub dalekich znajomych, korzystamy z doświadczenia otaczających nas współpracowników, sąsiadów, bohaterów ulubionych filmów lub seriali. Pozytywnie myśląc, mogę powiedzieć, że w większym lub mniejszym stopniu prawie zawsze udaje nam się pokonać trudność lub podjąć słuszną decyzję.Teraz wyobraźmy sobie świat małego dziecka, jego pierwsze doświadczenia życiowe, jego pierwsze kroki i upadki, próby podejmowane w zabawie związane z manipulacją, jego pierwsze kontakty społeczne wychodzące poza grono rodzinne. Pierwsze sukcesy dziecka są zazwyczaj szczodrze wynagradzane przez dumnych rodziców – chwalimy, bijemy brawo, przytulamy, obdarowujemy radosnym uśmiechem, całujemy. Jednak porażki, niepowodzenia oraz zmartwienia dzieci staramy się zracjonalizować. Przecież dobrze wiemy, że jeśli początkowo coś nam nie wyjdzie, to wystarczy się postarać, kilka razy powtórzyć i już po problemie! Jakie to łatwe w oczach dorosłych! W oczach dziecka, niestety, nie jest to takie oczywiste. Postawmy się teraz na miejscu dziecka, wyobraźmy sobie, że bagaż naszych doświadczeń znikł, za sobą mamy kilka miesięcy lub kilka lat, a przed sobą cały duży, nieznany świat, pełen nie zawsze przyjemnych niespodzianek. Powstaje pytanie: Jak się tu odnaleźć i co zrobić, aby było łatwiej? Jak pokonać trudności i czy to jest możliwe? Jeśli tak, to w jaki sposób? Bagażu doświadczeń przecież zabrakło!

cytat i dalsza część z linku

http://www.pomagamydzieciom.info/21324,1.dhtml

Albo

http://www.psychologia.net.pl/katalog.php?level=20

A czy są bajki terapeutyczne dl dorosłych?!

Są!!!!!

http://www.wykop.pl/ramka/846695/dda-ddd-w-poszukiwaniu-siebie-bajki-terapeutyczne-dla-doroslych/

Bo w końcu tylko ciało nam się starzeje, a nie dusza.






wtorek, 18 czerwca 2013

bo NIe

Od rana telefony. Gorąca linia.
Związki zawodowe, kadrowa i moje NIE.
Nie i już.
Po nastu latach zamykam drzwi.Wychodzę.Niech dzieje się co chcę.
A jeśli nie chcą  mnie  tracić, niech myślą.
I co z tego, że mi powiedzieli, że jestem młoda, zdolna, energiczna.
Z tego faktu nie wynika nic.

Ale kto w tych czasach myśli o człowieku?
Ekonomia jest nieubłaganym mordercą.




Zapięłam córkę w pasy.
- A ja siedzę sama - powiedziała smutno.
No tak, my ze Starszym z przodu....
-Może chcesz rodzeństwo? - nie ma to jak podpuścić dzieci.
Syn od razu krzyknął:
- Nie!
A Młoda:
- Tak, tak, siostrzyczkę malutką.
- A ja chciałbym by moi koledzy -tu nastąpiła wymiana czterech imion - byli moimi braćmi.
- To może wyślemy was razem na kolonie. będziecie razem w jednym pokoju, bez rodziców.
- Nie! nie będę tak jeździć. A ty jeździłaś?
- No pewnie, nie ma nic lepszego niż wolność od rodziców, nikt nie marudzi, nie czepia się a ty co tak kochasz nas czy co?
-Tak
Zapadła cisza, Moby sobie leci i nagle syn przemówił:
- A wiesz, ty czasami też mnie wkurzasz .....



 

piątek, 22 lutego 2013

bunt



Młoda przebudziła się w nocy:
- Chcę pić.
Córcia jest bombowa, grzecznie ze mną maszeruje do kuchni. Wie, że nie mam jak przynieść jej picia. A skakać nie będę. Wystarczy, że za dnia mam tygrysiasty klimat. Pierdzielę kule, mam dość, naprawdę.
- A teraz myjemy ząbki - mówi córka.
Super, że pilnuje się, bo przecież Gwiazda wody nie wypije.
Powrót do łóżka. Oczywiście mojego. Nie ma T jest atak klonów. Zamykam oczy, chcę odpływać, a tu:
- Mamo, a ile to jest 5 dodać  6? - pyta się córka.
- Jedenaście - mruczę.
-A ile to jest jedenaście odjąć sześć?
- Pięć. Kochanie śpij, porozmawiamy póżniej- jejku ją też pogięło?
- Mamo, a ile to jest trzy dodać dwa?
No zaraz mnie kuźwa trafi....

- Pięć. Zaraziłaś się od brata ? I słusznie, bo masz mądrego brata, ale proszę nie rozmawiajmy o tej porze! Litości!
- Mamo -NIE WIERZĘ!!! tym razem braciszek, nagle wybudzony włącza się do rozmowy -a prawda, ze zero razy zero to zero i wszystko razy zero to zero?
No trafi mnie!!!!!!!!!!!!!AAAAAAAAAAAA!!!!!!!

-Tak - mówię już lekko wkurzona, patrzę na zegarek a tam 5.35! - nie! no, zaraz kogoś zatłukę! - A może porozmawiamy o fizyce kwantowej, co?!
- Nooooo - synowi otworzyłam oczy, ze ja nie mogę. Co ja zrobiłam!!! Ratunku!!!- a co to jest, mamo? 
- Jak zaśniesz a potem otworzysz oczy to ci powiem, a teraz spijcie.
JASNENie było takiej opcji.

Eureka!, dzieci mnie obudziły a nie ból! Hura! Już wole takie pobudki, jeśli takowe musza być.

Mama przyszła, bo odprowadza dzieci, a ja pogoniłam na rehabilitację. Dobrze, ze pogoniłam, bo dogoniłam szczęście. Młot prawie po pięcie mi przejechał jak przechodziłam przez ulicę i to wyjątkowo na pasach. Chciałam rzucić za trolem kulami, ale stwierdziłam, ze nie będę się potem po ulicy pałętać by je pozbierać. Jeszcze jeden młot nadjedzie i będzie dupa blada. Fuck!, młot cholerny.
Zadzwoniłam do T:
-Ty wiesz, że jak umrzesz to ja nic nie wiem, za co ile płacić, kiedy, gdzie i w ogóle? Nawet haseł do kont nie znam! Musimy to zmienić!
- Ale dlaczego mam umierać?!
- Bo dureń mógł mnie przejechać i tak pomyślałam o śmierci.
- Ahahahaha,  i ty mnie już pogrzebałaś? Spadaj, bo nie mam czasu.
I się wyłączył. I może słusznie, bo jak gadam to muszę stać, a w nogi przypiździć potrafi. Zwłaszcza jak ma się na sobie tylko dresowe spodenki. Dresiara, a jak! hahahaha.....

W przedszkolu zapytałam się wychowawczyni o córkę. Młoda ma swoje zdanie i wie czego chce. Jak mówi;  nie,  to one z tym nic nie zrobią -córka zdania nie zmienia - nie to nie i kropka.  Czasami bawi się z dziećmi,  a czasami nie ma na to ochoty, więc odłącza się od grupy i sama sobie organizuje zabawę  np. układa puzlle. Jest uparta otwarta, wie czego chce ma charakterek.
Oj, wiem o tym.

Po drodze rozmawiamy. Dzieciaki też mają dość mojej kontuzji. Nie ta mama. Buuuuuuu, ale co mogę?

- Synku, też mam dość. Nawet na zakupy nie mogę iść, bo jak mam trzymać koszyk, zakupy?! - hm, a mam już małą listę książek do kupienia, a jak, tylko jak je w ręce wsiąść jak w ręce kule są.
- Ale małe możemy zrobić, bo lekkie rzeczy mogę nieść, wiesz mamo?! Ja ci mogę pomagać.
- Kochany jesteś! Taki synek to skarb - mówię wzruszona.

No to poszliśmy do sklepu. Po płatki. Urwis kochany.

Synek wpadł w wiek humorów -od anioła po czorta. Jestem mamą najfajniejszą na świecie, i bywam też i najgorszą. Oj obrywa mi się. Nie misiem.


- Synu, idź się kapać, bo zaraz będą Pingwiny. A bez piżamki nie ma bajki, pamiętaj!
- Zaraz, mamo. Tylko kraba zrobię.
- Ok, ale pamiętaj.

Oczywiście nie idzie. Dwa razy przypomniałam mu, ale oczywiście padło nieśmiertelne:
-Zaraz!
Za to Młoda zaczęła krzyczeć, że chce Pingiwny.
-Kąp mnie!!!
Szybki prysznic. Piżamkowo. Tv. Pingwiny lecą. Syn przyleciał. Pcha tyłek przed tv. Hehehehe, hola, hola.
- Nie kochanie. Prosiłam cię byś się wykąpał. Mówiłam - nie ma piżamki nie ma bajki. Proszę, idż i szybko umyj się.
- Jesteś niefajna! Jesteś okropna. To niesprawiedliwe!!!
Dziecię wyje przeokrutnie.  Płacz. Jęk. Normalnie jakbym mu głowę  wyrwała,  serce żywcem zjadła. I na koniec obrzydliwie bekła.  Wyje, strzepi jęzora, ale idzie do łazienki. Konsekwencja jest bolesna, ale skutkuje. Na szczęście woda zgłusza słowa skragi. Nie słyszę, nie uduszę. Niech się wykrzyczy. Ja krzyczeć teraz nie będę. Bo po co? Krzyk zagłusza słowa.  Droga donikąd.
Przyleciał wykąpany.
- Mogę oglądać? Ząbki umyję później, dobrze mamo?
 - Jasne, ale chyba należą mi się jakieś słowa?
Popatrzył.
 - Przepraszam.

Obejrzeliśmy Pingiwny w trójkę, a po bajce wróciłam do tematu. Spokojna rozmowa, wytłumaczenie. No kuźwa - nie chcę być już widzem tak żałosnego teatru. Hahahaha, zapewne do następnej akcji jak się narażę szanowanemu panu. Albo szanownej pani. Bo pani też niczego nie brakuje.



środa, 20 lutego 2013

Yin i yang!


Wszystko fajnie - ale ład i spokój ....u nas?! Hm......chyba po transfuzji krwi i to obojga:)

Wczoraj byliśmy na spotkaniu informacyjnym w szkole. Dzieci zwiedzały sale, a nam przedstawiono ofertę edukacyjną. Piękne słowa i idee. Zobaczymy "w praniu". 

- Chce sam chodzić i wracać do szkoły! -stwierdził po raz n-ty  Starszy - to siara być odprowadzanym.
Proszę, proszę, dwa zęby kolesiowi wypadły i wyrosła bestia. A zaczyna cwaniakować, oj.

Synowi spodobała się szkoła. On już może iść, bo przedszkole jest nudne. A rok temu?
- Szkoła jest głupia, chce do przedszkola.
Nie chciał słyszeć o szkole. Ani słowa. Nie i nie i nie!!!! Kategoryczne NIE! no NIE i już!!!

A co by było gdyby musiał pójść?! Może zaadoptowałby się, a może zraził. Nie wyobrażam sobie, by dziecku fundować jazdę emocjonalną w imię obowiązującego prawa. 
Na szczęście nie musieliśmy tego sprawdzać.
Córka niestety nie będzie miała wyboru.

Dzisiaj mam kolejne spotkanie, tym razem w przedszkolu. No mega. Ale jestem karnym rodzicem- grzecznie chodzę jak trzeba. 
Przy okazji ustalimy z matkami czy chcemy, by nasze dzieciaki poszły w swojej grupie do jednej klasy.  Dyrektorka szkoły mówiła, że weźmie to pod uwagę, jak zapiszemy kto z kim chce być, aczkolwiek z doświadczenia pedagogicznego nie poleca. No, ale w końcu całej grupy przedszkolnej nie chcemy przenieść. Jest ich tylko 7 wspaniałych.
Fakt, że dzieciaki szybko potrafią się zintegrować, zaprzyjaźnić, ale skoro już w domu zaczyna się:
- Ja chce być z .........(i pada lista imion)
to co można zrobić?!
I syn nie jest wyjątkiem - jest 7 takich głosów!!! Trudno być głuchym. Więc w swoim gronie zrobimy za i przeciw. Narada druga-tajna.

Rozmawiałam z synem na temat zajęć szkolnych. Nie chce zajęć sportowych,
- Że co? Kopać pilkę? To głupie.
 Ucieszył się, za to, że liczenie będzie. 
Kurde, zamienił się w synka tatusia!!!! Kiedy?!!!
- A wiesz, ze jest liczba kwadrylion? Tata mi mówił.
Matematyka matematyką, a sportu i tak mu nie daruję. Nie ma takiej opcji.
T stanie będzie mózgiem, a ja ciałem. Nauka i sport. Idealnie.
T jest umysłem ścisłym, a ja ....bajki mogę opowiadać.
Yin i yang!


Wczoraj dzieciaki zagadałam do snu.  Na prośbę synka o Himalajach i o Yeti na prośbę córki.
Nic tak nie zabija jak niewinne, dziecięce -dlaczego? Potrafią tym zaplątać zwoje w jeden supełek. Aż do oblania potem. Jak na ringu - grunt to opanować sztukę uników. By nie paść znokautowanym"daczego".


Rano dzieciaki znalazły powód do wydarcia ryjków, co uczyniły to z pewną radością w głosie:
- Ja to znalazłem pierwszy!
- Nieeeeee!!! ja  to znalazłam pierwsza!
- A wcale że nieeee!!, bo jaaaaaaa!!!!!!!
-NIIIIEEEEEEE!!!!!! JAAAAAAAA!!!!!!!!
- Nie klóć się zasmarkana marudo!

Zasmarkana marudo? -nowość.
To sobie potrzeszczeli. Nie doszło do wojny to nie wtrącam się.

A mi za to potrzeszczało w kolanie od kolejnych ćwiczeń. I zatrzeszczało z bólu.
Mam dość. Chcę swobody ruchu!
Kiedyś jednak skończyć się to musi. O! Zimie podrzucę kule, jak będzie odchodzić.Niech idzie sobie z nimi gdzieś.

Znajomi twierdzą, ze nie dane mi będzie umrzeć śmiercią naturalną. No nie wiem, nie wiem. Zakrętasem jestem, ale z dużą dozą szczęścia. Pożyjemy zobaczymy. Ale i stąd ten blog. Piszę, póki żyję.
Ha, ha, ha...
I to rękoma! A nie nogami! Zawsze może być gorzej, więc dobrze jest jak jest.






wtorek, 12 lutego 2013

sik




Poranek. Budzę syna gilgotkami. Straszne ma i strasznie ich nie lubi. Lepiej działają niż kubeł zimnej wody. Oczy otwarte.
- Mamo, cześć, przestań.
 - Co ty? spociłeś się? Piżamkę masz mokrą.
- Nooooo
- Serio?
 - Noooooo, wymienimy piżamkę?
- Pewnie. Wieczorem. A teraz wstawaj
Syn wstał. Materac też mokry?
- Chyba  się zsiusiałem, przepraszam.
Z T zeszliśmy ze śmiechu. Bo komu nie przyśniła się wizyta w toalecie? Ja wciąż pamiętam swój sen czując zimno deski sedesowej i  ulgę, która poszła, ale w łóżko. To sobie powspominaliśmy wpadki senne. Syn popatrzył jak na wariatów.
- No co jest chłopie? Zdarza się, hahahaha. Szoruj pod prysznic.
Młoda wstała.
- Dlaczego Starszy myje się?
- Bo się zsiurał do wyrka.
 - Jak małe dzidzi?  - i zaczęła się śmiać.
No a komu to się nie zdarzyło? Sen realny. Siada się na kibelku, sik,  ........i prosto w wyrko!!!!

Na rehabilitacji przeszłam piekło. Masakra. Doginanie nogi, masaż. Dobrze, ze przed wyjściem zaliczyłam wizytę w toalecie, bo mogłoby być kiepsko. Akademia Pana Kleksa. Kleks w majtach. Brrrr......

Swoja drogą byłoby, hahaha, co za rodzina oszczanoobsrana........hahahahaha.

Poszukałam pocieszenia w szafce. Kurde!!! kto wyjadł czekoladę?cukierki?!!!! Nie wierzę!!!! Zostały tylko marne resztki.
To tak wygląda odchudzanie w wykonaniu T? Zejście do podziemi samotności, wpierdzielanie w konspiracji. O ty!!!!! Plan zemsty w toku obmyślania. Powiesić za jaja to mało.
Pomyślę w tym w czasie gotowania.  Nóż w ręku inspiruje. Idę czynić obiad - mamusia z sanatorium wraca. Niech ma na powitanie talerz ciepłej zupy niczym bochen chleba z solą. Nie będę taka.
Czas na zło jeszcze przyjdzie, hahahaha........






poniedziałek, 11 lutego 2013

porankowo

Szokujący poranek dla dzieciaków. Trzeba wstać! Godzina 7.00. Godzina zapomniana. Nieludzka. Dzieciaki wypadły z dawnego rytmu - pobudka była o 6.30 i pól godziny na wszystko: ubranko, siusiu i zęby. Całkiem nieźle sobie radziły. Wszystko trafiło po moim wypadku.Nastąpiła odwilż.

Słowa: wstawajcie, pobudka! -uruchomiło marudzenie, jęczenie, umieranie. "A ja nie chcę" goniło "a ja nie chcę". A mnie gonił pośpiech - czekała na mnie rehabilitacja, lampy, godzina umówiona. Co jak co, ale nie znoszę się spóźniać.
Pobudka otworzyła dzieciakom oczy, ale uczyniła ich głuchymi. Ani prośby, ani żarty ani zdecydowanie w głosie nie docierało do żadnej z półkul mózgowych. Nic! Piana na pysku zaczęła mi się toczyć.
Byłeś siusiu? Byłaś w toalecie? Ząbki umyte? Milion przypomnień przeplatanych z odwiecznym "zaraz", "za chwile", "nie chcę", "nie umiem" ", "a muszę?"

Potrafię być cierpliwa, ale i potrafi mnie trafić. Ułomność natury ludzkiej w całej okazałości. Niestety.
Dzieciaki chyba wyczuły, że rodzi się we mnie bestia. Pozbierały się jęcząc w klimacie, "przedszkole jest głupie, my chcemy być w domu". A ja liczyłam do 10-ciu, mruczałam coś pod nosem: Kobieto, lajt, to są Twoje ukochane misie, lajt, luuuussss.......

Jakoś udało się przebrnąć przez pierwszą część tego dramatu.
I nadszedł ten moment. Moment wyjścia. Akt II -Moment wkładania butów. Moment w którym wszystko pękło.
W córuniu obudziła się baba. Rasowa baba.
- Tych nie chcę, chcę tamte - zaczęła jęczeć i kopać niechciane buty dla wzmocnienia swojej awersji wobec nich.
- Ale tamte są za małe na ciebie, wyrosłaś z nich, paluszki będą cię boleć - wycedziłam, kurde, że też ich nie wyniosłam, grrr -Nie kop butów, to nieładnie. Uspokój się, PROSZĘ!.
- Nie, nie są! Chcę te!!!  Są dobre. Chcęęęęę.....
I buuuuuuuuuuuuuu. Płacz. Histeryczny.  I nie daje założyć sobie butów. A tamte naprawdę są za male.
Parę minut przepychanek słownych i tłumaczeń. I nic. Kolejne parę minut minęło. W sumie minęło już od pobudki prawie 60 minut! Godzina!!!! Syn w tym czasie nagle zapomniał jak ubiera się kurtkę. Gdzie czapka? Poza -a w ogóle o co chodzi? Mamy iść?! Bunt w full wersji.
"No pewnie, dawaj synek czadu, bo co? bo tylko Młoda ma świrować". Zęby zaczęły mi zgrzytać.
Zagotowało się we mnie. I nie puściło.
Niestety.
Mogłabym powiedzieć, ze jestem tylko człowiekiem. Że w każdym jest jakaś cząstka zła. Ot taki mały granat. Który wybucha, gdy ciągnie się za długo za lont, za zwój nerwów, jeden kłaczek. I buch. bach. Eksplozja.
Nie uderzyłam Młodej, nie, nie, nie. Ani syna. Ani T.
Podniosłam,a raczej wyrwałam z podłogi aż pod sam sufit swoje słoneczko małe, które zamieniło się w małego potworka i jak nie ryknęłam:
 - Cholera, czy ma mnie w końcu szlag jasny trafić? CO?????????????!?!!!!!!!
Córka wpadła w większy płacz, ale ubrała buty. Syn nagle znalazł wszystko i nie miał juz żadnych problemów.
Ludzka twarz to twarz i bestii. Cholera, a myślałam, ze jakoś udało mi się opanować opanowanie.
Aniołem nie jestem. Niestety.
Są granice, których nie powinno się przekraczać.
Szlag.
Pozostaje niesmak. Nie zmieni go nawet pasta do zębów.
Ataki złości rodziców pamiętam jak dziś. Wiem jak krzyk boli.
A jednak emocje poszły swoją drogą.
A kiedyś człowiek dzieckiem był.
Kochana mamusia wyszczerzyła kły. A nie tak powinno być.
A jednak ...
...ja też muszę opanować poranki od nowa.
Czas na ponowne oswojenie.



Powrót do życia. Gonitwę czas zacząć.
Na lajcie.
Luz.
Bo nie ma co gonić.



piątek, 8 lutego 2013

o dupku

Po 20 minutach próśb, nie wytrzymałam:

- No idź się kąpać, nie bądź dupkiem!
- Kto sie przezywa sam sie tak nazywa.... - odparowal syn natychmiast.

No i słusznie Należalo mi sie. Grrrr.....teskty rodziców są czasami niemadre. ...ech. Obym sie na drugi raz ugryzła w jezyk.

- A co to jest dupek? - przylecialo Przyczajone Ucho.
- Dupek to facet ktory mówi "zaraz" i nadal nie robi nic.
- O! to tato! - zawolała Mała odkrywczo.
 - Noooo, czasami, hahahahahaha

Ale muszę być sprawiedliwa: biedny T pierze, wiesza, zmywa, gotuje, odkurza. I co tylko moze -ogarnia. 

Aż sama sobie zazdroszczę. 

 T ostatnio stwierdził, ze ma trójkę dzieci w domu. Skoro tak twierdzi niech robi. Ha, ha, ha ....

- T, gdzie kawa? Ile bede czekac?!


Nie rzucił cegłówką. Ani kubkiem.
Kocha.
Ha, ha, ha......

niedziela, 3 lutego 2013

sprzątanko

Przeprowadziłam eksperyment. No i co? No i nie pobiegłam! Dziwne. Za to głowa naprawdę zaczęła mnie boleć. I choć jest do dupy to jednak do dupy nie jest. Jednym słowem - zginanie kolana pozostało bez zmian i kopnąć się w tyłek nie mam jak.

Patrząc na nogi stwierdziłam, że udo nogi niedysponowanej jest chudsze. Centymetr wykazała różnicę między udami 2-3 cm. Ciekawe. Chciałam zadzwonić do programu "Nie do wiary", by odkryli co mi zżera udo. Co za udzielec. Fajnie byłoby go dorwać i rzucić na drugie udo. A potem na tyłek, i brzuch ... .
Wiem, wiem, że różnica wynika z ćwiczeń. Ciężko pracuję, a efektów wymiernych brak. W przeciwieństwie do bólu, który rośnie w siłę.
Na wagę nie staję. Stanęłam raz i wystarczy. Poprawiłam sobie humor opierając się o kule, nawet 40 kg miałam i zero też hahaha. Uśmiech zatrzymała czekolada. Z orzechami. Mniam.

Córka uznała, że nie będzie sprzątać.
 - To trudne.
 - To przestań bałaganić.
- Jesteś głupia!
Argument dziecięcy na wszystko.
 - Ja jej pomogę - krzyknął Starszy.

Sprzątają swój pokój. Chwila zgodnej pracy i za chwilę krzyk. Pokój i wojna. Bitwa. Spokój.
Młodej odechciało się
 -To głupie - stwierdziła i poszła.
Syn pozostał sam. Znowu bosko posprzątał. Wypasiony egzemplarz.

- Mamo a 6 razy 6 to 36?
- Tak.
 - Dobrze policzyłem - cieszy się synek - Mamo a od 500 odjąć 300 to 200?

Kurna, teraz on chce mnie uśpić "na Albercika".


wampiriada







Poranny krzyk. Zabawa trwa w najlepsze.
- Jestem wampirem - krzyczy syn - uciekaj bo cię ugryzęęęęęęę!!!!
- Aaaaaaaaaa - Młoda się drze i tupta ze śmiechem.
- Użarłem cię, ale nie martw się żyjesz. Przechodzimy na drugi poziom - synek nawija - uciekaj!!!
Może w końcu wstanę?! 11.00 to dobra godzina na kawę.
- Z drogi mamo - krzyczy syn - Gonię cię.
Wariactwo trwa. Słysze, ze przeszli na następny poziom. Trzeci. Trzy życia mają.
- Mamo? Mogę nożyczki? -pyta się synek - chce zęby sobie wyciąć.















Córka stwierdziła, ze też chce nożyczki. Okres małpiatki -małpuje wszystko od brata. Potem chciała pociąć wykładzinę. A co tam.
Zabawa trwa w najlepsze. Ponieważ z wampirem nie ma żartów to Młoda z wróżki zamieniła się w rycerza.
Co za poranek twórczy. Aż milo patrzeć.





- T, przynieś mi kawę do pokoju.

- A co sama nie możesz?!
- A jakoś nie, wyobraź sobie.
- Też mi coś, afrykanki to na głowach potrafią nosić, nie możesz się tego nauczyć?
- Nie jestem afrykanką.
- Jak nie? Też masz cycki po kostki.
- Jezu, idź ty do dietetyka, bo tłuszcz mózg ci zalewa.

Nasz poranek też jest twórczy. Żart szybciej otrzepuje ze snu niż kawa, a poczucie humoru pozwala zachować zdrowy dystans do siebie i świata.



środa, 23 stycznia 2013

rozmowy z dziećmi

Rozmowy z dziećmi. Moc doznań, wyzwań i śmiechu. Wędrówka po grząskim terenie.


Pytam się córki, czy spała w przedszkolu.
- Ja śpię, ale mi przeszkadzają.
- Tak? Kto?
- Dzieci głośno mówią, a ja po cichutku.
 - To w końcu śpisz czy rozmawiasz?
- Hahahaha - i poleciała.
Próbowałam wrócić do tematu, ale powiedziała, ze kaczkę rysuje i mam nie przeszkadzać.
No to sobie poszłam. Bo co tak będę tkwić.


Syn stwierdził, ze skoro ma dwa jajka to będzie miał dwójkę dzieci. Wyprowadziłam go z blędu.
- Aha, to będę miał 45 dzieci - śmieje się
-ILE?!!!
- Żartowałem, trojkę będę miał i będę do was przychodził.
- Ale czad!!! Oby tak było synku.
- Ale najpierw będę przychodził sam, bo te dzieci to nie tak hop siup zrobić, potrzebny jest czas.
- Wiesz, ze jesteś fajny facet?
- No wiem, wiem.
- Naprawdę chcesz mieć 3 dzieci?
 - Tak, chciałbym - powiedział takim zamyślonym głosem.
A zza chwile:
- Mamo a A. mi powiedział, ze jak nie ma się dziewczyny to jest się złodziejem.
- I co ty na to?
- Nie chce być złodziejem.
Wow, co on mówi? Wróg dziewczyn? Dorastanie nabiera tempa, hahaha.
Potem wyprostowałam temat złodzieja.

- Mamo, wiesz, ze cie kocham? - synuś się wtulił.
- Wiem.
- To zobacz ile mamy żyć w grach.
Maniak!!!!

I zostałam wyrzucona z kompa.