Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rehabilitacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rehabilitacja. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 maja 2013

walka

Straciłam czas dany mi .....Konsultacja u innego ortopedy i masakra.  W sumie myślałam, ze usłyszę - spoko, przejdzie z czasem, tak ma być. Ale usłyszałam coś innego. Kontynuacja zwolnienia. Zestaw ćwiczeń. Konkretne działania.

Powyłam już z bólu. Powyję jeszcze. Tak ma być. Po paru dniach przejdzie. Może. Muszę odbudowywać mięśnie. Muszę odzyskać siebie. Własne marzenia. Życie.

Teraz wierzę, że zaczyna dziać się coś pozytywnego. Oprócz ostrej niewydolności mięśnia czterogłowego mam podejrzenie uszkodzenia szpiku.  Rezonans wykaże wszystko. Oby było okej!!! Mam już dość .... Zmęczona jestem tym wszystkim...

Tyle tygodni rehabilitacji. Działania na oślep. Mówienia mi, ze musi boleć. Mam żal, mega żal. Do siebie też, ze dopiero teraz zareagowałam. Ale tym razem zareagowałam od razu. Zrobiłam konsultację przed wysłaniem mnie do pracy. Bo może żyłabym klnąc pod nosem, ze tak musi być ....
Nie ma co wierzyć jednemu lekarzowi. Oni sami nie przyznają się do nie wiedzy. Nie wyślą na konsultację. Nie poradzą. Przecież to problem pacjenta, nie ich.

Zapytałam się lekarza co robi się w przypadku takiego uszkodzenia. Odrzekł:
 - Proszę nie wybiegać w przyszłość. Na razie proszę ćwiczyć jak pani mówiłem... 

Koncentracja na mięśniach. Rozpoczełam morderczy trening.

Zawyłam z bólu. Dzieci z kuchni wyleciały
- Pomasować ci kolanko, mamo? - zapytała się Młoda.
- A może pomasować ci plecki? - zapytał się syn.

Kochane dzieciaki. Gdyby nie one ......naprawdę mam dość. Teraz zaciskam zęby. Z dnia na dzień było coraz gorzej. I byłoby. I jest. Czas pójść w inna stronę.

- Wiesz, że jak będę taka duża -zaczęła córcia nawijkę przy rozbieraniu do kąpieli - to będę ci pomagać i babci. I wszystkim będę pomagać, wiesz?
- Wiem córeczko, masz cudowne serduszko.Kocham cię.
- Ale puścisz mi Scooby Doo? -łobuzerski uśmiech - Dwa odcinki, dobra?



Pięć minut pedałowania i 3 okrzyki z bólu. Tego jeszcze nie było. A przecież jeździłam na rowerku. Idę jeździć dalej.
Zatkajcie uszy!!!!!!!!!




http://www.youtube.com/watch?v=FjDMGOEpE5s





środa, 3 kwietnia 2013

diabolica

Rano syn wstał zakręcony i założył na siebie spodnie siostry. Mając prawie 7 lat założył spodnie w rozmiarze 98.



Trochę przykrótkie, ale leżą nieźle.
- O będziesz miał rybaczki na lato! - zażartowałam.
- Babskie?! Nigdy!!!

Starszy najchętniej żywi się mlekiem i płatkami. Inne pokarmy mu nie wchodzą. Więc dla takiego smakosza przedszkole musi być prawdziwą udręką.


Młoda natomiast zaskoczyła nas przełamując swój strach wobec chomisia. Nie tylko pozwoliła mu chodzić po sobie, ale trzymała go też na ręce. Przez moment. Potem chomiś wyleciał w powietrze. Wiedziałam, ze tak będzie. Złapałam go zanim zderzył się z dywanem.
- Ale on gilgocze. Jest taki śmieszny. I kochany. -córa popadła w uwielbienie dla sierściucha, a sierściuch wylatał się jakby uciekł z klatki.



- Kurde synowi jakoś więcej czasu poświęcaliśmy, a Młodej nawet mniej czytamy - wzięło mnie na refleksję. Ale taka prawda. Starszego edukowaliśmy, a Młoda - Młoda to Młoda. Inna epoka. 
- Ale ona ma nauczyciela. Brata.
Ha, ha, ha, to fakt. Syn dość często Młodej rysuje, pokazuje, uczy. Tłumaczy.



- Cholera!!! Młoda! zostaw tą kule. Ile razy będę powtarzać! prosić!!! - ryknęłam widząc, że dziecko znowu bawi się moim "sprzętem".
 Młoda rzuciła kulę i pobiegł do pokoju z płaczem. Trafiło mnie, bo lata z laską i wali nią po czym się da.
- Mama jest głupia - wyjęczała spod łez do Starszego.
- A wcale że nie...
 - Ale krzyczała na mnie!
- I dobrze, bo ona sie martwi o ciebie. a jakbyś zrobiła sobie krzywdę to płakałabyś, że mama ci nic nie mówiła. Słuchaj się mamy.
Syn będąc jak widać wyedukowany, nakrzyczał na siostrę. I po co cokolwiek mam mówić? Ale pomimo to wróciłam do tego zdarzenia. W końcu dzieciom trzeba wszystko tłumaczyć. Nawet po milion razy.




Udało mi się wyciągnąć leniwców na podwórko. Spacerek w poszukiwaniu wiosny. Ale śnieg leży i leży. I nie chce odpuszczać. Radocha z zimy byłaby gdybym mogła na nartach jeździć.A tak szlag trafia, ze znowu pada śnieg.

- Mamo, a kiedy będziemy wyjeżdżać? - zapytała się Młoda.
- A co brakuje ci wypadów? - zapytałam się córki będąc  zdziwiona:- co tak córę wzięło?
- Noooo, ja chcę.
- A ja chcę w góry. Na Diablaka - syn uparł się ten szczyt, i co rusz to podkreśla.
- Poczekajcie niech zrobi się ciepło, pojedziemy ...








Nie ma to jak świąteczna laba w wyrku. Dzieciaki zaległy koło nas. Sernik, kawa, oglądanie filmu. Młoda uciszana była kawałkiem ciacha. Życie rodzinne. Miodzio. Przeleciał jeden film, drugi film, a dzieciaki nie śpią. Dzieciaki nie chcą nam z wyrka wyjść. Myślałam, ze  dokonam mordu. Syn zaczął nawijać:
-Mamo, a wiesz co ....
i tutaj następowała opowieść o grze angry birds:  jaki przeszedł etap i jak dany ptak strzela.
- Synu weź skończ. Proszę, pogadamy jutro.
-Ale wiesz co mamo ,muszę ci powiedzieć, że ........
Pla pla pla o angry birds. Zaraz sama zamienię sie w ptaka.
- Synu, litości! Skończ!
- A co wyrzucisz mnie z domu, jak Młodą?! - zapytał się  już się brechtając.
- Dokładnie! - sama zaczęłam chichotać, nie ma to jak glupawka.
- Mamo, ale wiesz co? - syn zaczął się ze mną droczyć.
- Bo wyrzucę cię z domu! - krzyknęłam groźnie, z uśmiechniętymi kącikami ust.
- Ale mamo, wiesz co, ten Yoda to .......
Pla, pla, pla, angry birds i angry birds.
- Synu, idź spać. Jutro idziecie do przedszkola.
Na co włączyła się Młoda:
- Starszy nie idziemy jutro do przedszkola. Nie idziemy i już!
- No i co jeszcze?! Spać łobuzy.
- Nie!!!! -Młoda ma charakterek, co tu dużo mówić.
 -Mamo, ale wiesz co, ten etap .......

Północ. Pomieszało się w głowach Maleństw. Zasnęły nie wiem kiedy, bo pierwsza padłam ja.

I nastał ten poranek. Znowu pobudka o 5.30.  I ćwiczenia.


I telefon od T:
- Wiesz Starszy się obudził. Zaczął płakać, ze nie chce iść do przedszkola. Zrobimy im dzisiaj wolne dobrze?!

I tak Młoda wraz z bratem postawili na swoim. Starszy nie znosi przedszkola, bo tam każą jeść to na co nie ma się ochoty.

Niech dzieciństwo trwa - nie zoperowałam synowi duszy po przez tłumaczenie, ze w życiu nieraz robimy to, na co ochotę nie mamy.

- To macie dzisiaj wagary?! -zapytała się babcia Starszego.
- Mamy- odparł syn.
- To ładnie, ale jak będziesz chodził do szkoły to nie będziesz mógł tak robić!
- No to teraz mogę i robię - odparowała synek zapytując się - a jak będę chory to co wtedy?!
- Będziesz leżał tylko w łóżku a potem odrabiał wszystkie zadania.
- O Jezuuuuuuuu

A moje zwolnienie chyba dobiega powoli do końca, praca na mnie czai się powoli.  Zbliża się czas powrotu. Samochód już jest gotowy.
Życie strzeż się !- Arte wraca na stare tory, hahahaha......
Tylko, czy pamiętam jak się prowadzi auto?! Pracuje?!
Żyje?!
:)



środa, 20 marca 2013

bo cię zjem

Wstałam rano. Znowu o nieludzkiej porze. Zanim wyszłam przebudziła się Młoda. Porozmawiałyśmy.

-  Skarbie, muszę już iść, babcia zaraz przyjdzie. Spokojnie poczekaj, dobrze?
- Idź - krótka odpowiedź konkretnego człowieka.

Wyszłam. Młoda spokojnie poczekała na babcię, która parę minut później przyszła.

Z miesiąc temu  musiałam zostawić dzieciaki same w domu. Rozmawiałam z nimi wieczorem.
 - Jutro wychodzę z domu po 6.00, idę na rehabilitację i będę o 8.30 z powrotem. Synku patrz na godzinę, jak bedę o 8.30, rozumiesz?. Zostawię wam w kuchni talerze, płatki i mleko. Liczę na was i  -tutaj zwróciła m się do syna- kochanie bądź opiekunem dla Młodej. W porządku?Jakby coś się stało idź do sąsiada, dobrze?
I tak było. Poleciałam na ćwiczenia. Kiedy wróciłam to oboje spali.
- Bo tak lepiej było - skwitował Starszy.

Było to raz. Na drugi raz się nie odważyłam, choć wiem, że dzieciaki wymiatają, ale są to jednak dzieci. Dzieciaki traktuję poważnie. Dotrzymuję słowa, mówię jak jest - ufają mi. I być może dlatego mogłam sobie na to pozwolić. A może z natury są wyczepiste.

Poszłam do przedszkola po dzieci. Otwieram drzwi do sali Młodej, a tu podlatuje jakaś dziewczynka:
- Proszę pani a Młoda może przyjść do domu do mnie?
- Może.
- Huuuuraaa!!!! - drą się dziewczyny. Dziewczynka podbiega -zaczyna coś mówi, do mnie do Młodej? Nie wiem, ale przedszkolanka mówi, że to gaduła niesamowita. Młoda odkręciła się w stronę półek, a dziewczę zostało.
- Proszę pani dlaczego ma pani okulary? - dobiegło mnie pytanie dziewczęcia.
- By cię lepiej widzieć. A wiesz dlaczego mam takie duże zęby? - już się chichotam na numer, jaki wytnę.
- Nieeeeeee... 
- By cię zjeeeeeeeeść!!!Bo ja dzieci jem!!!!
- AAAAAAAAAAAAAA  - wydarła się i poleciała - prosze pani, prosze pani.........
Młoda w końcu wyszła w sali z odnalezionym, bardzo ważnym rysunkiem. A dziewczynka, no cóż, miała o czym mówić. hahahahahaha

 - Mamo a do zajączka też się pisze list? - temat na powrotną drogę idealny. Idą święta to zaczyna się.  A jaki głosik słodki. Miałam ochotę zajrzeć synowi pod kurtkę - może już mu skrzydła rosną?!
- Eeeeeee ...nie, możesz mi powiedzieć na ucho a mu przekaże.
- To ja chcę .......(i tutaj pada długa lista, dłuuuuuga liiiista)
 - Ok, powiem zajączkowi. - no maniak po prostu, maniak!!!

Było słonce i nie bylo mocnych -plac zabaw musiał być zaliczony

Po powrocie do domu dzieciaki rysowały. Młoda malowała księżniczkę, a syn postanowił księżniczkę narysować.



Zajrzałam na allegro, by zobaczyć co tam mają w temacie zamówień zajączkowych.. Wpada syn. Dzieci zawsze wiedza, kiedy mają przyjść. Pierwotny instynkt łowcy.
- O to ja chce to.
- Ok, to będziesz miał.
- Ale ty nie jesteś zajączkiem!!!!! - powiedział to z taką tonacją pełnej podejrzliwości, że z trudem powstrzymałam śmiech.
- No nie, ale mu powiem, wiesz badam teren, bo zajączek mnie po poprosił.
No nie mogę. Taki cwaniak, a w zająca wierzy. No ale każdy z nas ma wybiórczą wiarę w różne rzeczy. Wierzymy w to co nam najwygodniej. Tyle, ze nie zawsze słusznie.



Wieczorem pytam się syna:
- Gdzie śpisz?
- U ciebie.
- No weź to siara. Nie za duży jesteś?!
- Ale ja cię kocham
- Tak? No co ty?! - lubię się przekomarzać.
-Gdybym nie zwracał na ciebie uwagi to nie kochałabym cię, a tak to śpię u ciebie. Bo cię kocham.

I tak oto miedzy prysznicem a myciem zębów padła szybka definicja miłości - kochać kogoś to znaczy zwracać na kogoś uwagę i chcieć z nim być ( a najlepiej w łóżku !!! ahahahaha). Kurde, jaki mądry koleś.

Dzieciaki wpakowały mi się do wyra. Po przeczytanej bajce zajęły się zabawą. Układanka - Młoda burzy obrazek, a Starszy układa.








I ułożone. A ja zawsze z ostatnią kredką zostaję! Buuuuuuuuu..... Myślenie nie daje mi nic. No cóż, każdy jakiś defekt ma.
Jestem fanką swojego syna. I córki też.

Córka spod kołdry wymruczała:
- Mamusiu a to prawda ze niedobrzy chłopcy mają na bluzkach potwory, a dobrzy Scooby Doo?
- -Nie wiem, potwory to raczej wszyscy lubią, nawet ty.
- Nooo, a w Scoobym są potwory.
- No widzisz, więc nie możesz dzielić chłopaków na złych bądź dobrych patrząc na ich ubrania, prawda?! Bo potwór może być ze Scooby Doo i co?!
Nie odpowiedziała.  Zalałam ją słowem. Pewnie zaszyła się w myśli.

A ja idę zaszyć się pod kołdrę. By wstać o nieludzkiej porze.




granko do poduchy- God,s Bow -Follow - wymiatająca płyta, karma dla duszy, dryfując na obłokach marzeń, wiem że z dnia na dzień będzie lepiej i nadejdzie czas, gdy z dzieciakami pognam w las :D


https://www.youtube.com/watch?v=RRsiqJ4FNuw



https://www.youtube.com/watch?v=JkxTgXpOuEs



https://www.youtube.com/watch?v=gRnBWMRaNfs

środa, 6 marca 2013

ignorancja




Noga dała mi tak popalić, że powiedziałam sobie:

- o! nie! tak nie może być!

Kolejna noc nie przespana. Ból, który z czasem miał znikać zaczął rosnąć w siłę. T mnie zarejestrował.

Poszłam do lekarza pierwszego kontaktu i opowiedziałam mu swoją smutną historię:

- Ten  lekarz tylko krzyczał na mnie, nie mówił nic. Przychodzę w piątek na wizytę o kulach, a on kazał wyprostować i zgiąć nogę i stwierdził, że koniec leczenia. Nie było dyskusji. Mam odstawić kule, wracać do pracy, jestem zdrowa. Skoro tak mówi tak zrobiłam. W końcu to lekarz. W poniedziałek medycyna pracy- wiadomo -skoro ortopeda mówi, ze koniec to przeciwwskazań brak. Żaden z nich nie przyjmował wiadomości o bólu. To będzie bolało, ma prawo i koniec. Więc przychodzę do pana, bo po 2 dniach pracy wysiadam. Miałam dobre chęci i zawierzyłam lekarzom i czuję się wyrolowana. siadam psychicznie. Przerwano leczenie powypadkowe, ból został i co mam robić?!  Zostałam  na lodzie - z boląca nogą mam żyć?! Nie wiem w jakim jest stanie, nie wiem co jest przyczyną bólu, nie mam ani wiedzy ani rehabilitacji. Tamten krzyczał, że jestem zdrowa.  Ale bez kul jednak nie daję rady, a po pracy mam dość wszystkiego. Czy tak ma wyglądać usprawniona zdrowa noga? Proszę o skierowanie do innego ortopedy na konsultację. Naprawdę nie śpię po nocach...

Lekarz dał mi zwolnienie, bo po przeprowadzonym badaniu stwierdził, ze woda zbiera się w kolanie. Dostałam skierowanie do ortopedy z adnotacją PILNE!
Poszłam do specjalisty. Opowiedziałam mu swoją smutną historię. Historię leczenia po wypadku. Lekarz zrobił badanie usg kolana. Proste badanie, którego tamten nie chciał zrobić. Płyn zaczyna zbierać się. Dostałam lekarstwa, skierowanie na rehabilitację. I nakaz chodzenia o kulach. Mam nogi nie przeciążać!!!

Tamten biały kitel nie zakończył leczenia - on je przerwał!!!!

Zakład pracy oraz BHPowca poinformowałam o zaistniałej sytuacji. I powrocie na zwolnienie lekarskie.
 -kontynuacja leczenia po wypadku w pracy. Niech ZUS wzywa mnie. Szkoda tylko, ze nikt nie pociąga lekarzy za błędy w sztuce leczenia.

Mam dość komplikacji. Chcę mieć spokój. Nie myśleć. I nie płacić swoim zdrowiem za błędy ludzi.
Najpierw woźnego, który nie zabezpieczył kanału, a potem lekarzy, którzy orzekli, ze jestem zdrowa i mogę wracać do pracy.


Cholera, nie wolno ufać lekarzom. Jednak jak coś się dzieje, zawczasu trzeba pukać do innych drzwi. Szukać innego specjalisty. Skonsultować. Nie wierzyć, ze coś musi być. Zawierzyć sobie, że coś jest nie tak.


Mogłam w poniedziałek iść nie do lekarza medycyny pracy , a do "mojego" lekarza. Mogłam wiele zrobić, a nie zrobiłam nic. Pomimo wewnętrznego buntu starałam się przyjąć decyzję lekarza.
Stało jak się stało.
W sumie miałam nadzieję, że biały kitel ma rację. Że to przejdzie. Minie. Rozchodzę. Że tak musi być.
Odstawiłam kule, choć rodzina krzyczała, że popełniam błąd.
Ale odkręcam to. I nieudolność konowała, który mógł ze mnie uczynić kalekę.
Nogę przeciążyłam, mam ochotę wyć z bólu ....

Ale powróciła nadzieja, że jednak coś da się zrobić z kolanem. Że nogę da się przywrócić do stanu bez bólowego i sprawnego.
Że jednak wśród białych kitlów zdarzają się lekarze, którzy nie ignorują słów pacjenta. Niech ich Bóg wynagrodzi.

Moja historia jest jedną z wielu, kiedy ignorancja lekarza czyni go głuchym na skargi zdrowotne pacjenta skazując go na niebyt.
Zareagowałam, znalazłam lekarzy, którzy nie byli obojętni -noga jest leczona.
Teraz wierzę, że będzie dobrze.





piątek, 22 lutego 2013

bo tak

Wracam z rehabilitacji, śnieg w oczy, nieprzyjemnie. Z naprzeciwka mija mnie facet na rowerze. Tak jakoś popatrzył, obciął, nogi prawie zaplątał i nagle słyszę za sobą:
- Arte?!
Odwracam się, a to koleś z rowera złazi. Grubo.
- Tak -mówię zdzwiona a procesory palą sie w szukaniu - kto to? skąd?
- Cześć! Jestem K. Nie pamiętasz mnie?
 A mam ? myślę sobie, że kurna, że jak? - impreza? koncert? wtf?!
- No nie Przepraszam, ale jak mi się przypomnisz bedzie miło.
- Bawiliśmy się razem. Jestem synem .......
Sąsiedztwo u babci na wsi. Prawie kuzynostwo. Jezu! Ale i tak nie pamietam, hahahahaha
 - To nie pamietam cię. Pamietam D. i M., .ale chyba mały byłeś hahahah
- No wiesz co? hahahaha. Ale zatrzymałem cię, bo chce wiedzieć co ci się stało.

Rozmowa. Sam  jest po wypadku -czołówka. Wszystko miał połamane oprócz kręgosłupa. 37 lat i rencista, bo krwiak mózgu też zrobił swoje.

 - Kurde, to jak pedałujesz tu i tam to do zobaczenia w parku. Hahahaha, dwie ofiary rodzinne będą się rehabilitować. 

Ale do śmiechu nie było mi. Nie narzekam na los. Naprawdę można mieć gorzej. O wiele gorzej.

Dość często wracam z rehabilitacji  nie pół godziny, a godzinę, dwie. Nie dlatego że szuram nogami, a dlatego, że spotykam znajomych, dalszych, bliższych, ludzi, którzy mnie znają. Miło, naprawdę. Klimat małego miasta ma swoje uroki. Stanąć, pogadać w czasach wilków wydaje się być rzeczą niewyobrażalną, ale jednak istniejącą i jakże cenną.Człowiek bez człowieka dziczeje.
Uśmiechnęłam się na widok grupek ludzi, którzy jak za dawnych lat, zbici w swoje  grona dyskutowali, czekając na wiejskiego dostawcę. Forma sportu, bo przecież towaru nie zabraknie, a facet stoi dość długo na osiedlu chcąc jak najwięcej towaru sprzedać. Ale on jest pretekstem, by wyjść z domu, spotkać się, pogadać.
O swoim życiu towarzyskim nie piszę. Ono się toczy. Jak u każdego. Albo i nie.Nieważne.
Odnotuję tylko fakt- baniak zza kuchennych drzwi znowu jest pusty. Znowu T będzie musiał zapolować w piwniczce swoich rodziców. A mnie  z kolei, dyskusja na temat przechowywania kawy zmusiła  do zanurkowania w googlu.
http://www.przyfilizance.pl/porady/jak-przechowywac-kawe-by-zachowala-swoje-walory.html
http://www.palona.pl/?artykul=82
http://pl.dallmayr.com/index.php?&navID=10
http://forum.gazeta.pl/forum/w,77,98408910,,kawa_ziarnista.html?v=2

I bądź tu człowieku mądry - czy kawę przechowywać w zamrażarce czy też jednak nie?!
---

Dzisiaj to ja wpadłam do mamy na śniadanie. Nie ma jak maminy omlecik, ale czasmi też trzeba porozmawiać bez towarzystwa czujnych uszów.

- Nie wyczyściłaś Młodej kurtki po bananie i wiesz, ze ja to mówię, - opowiada mi matka - a Starszy zwrócił mi uwagę : Mama ma wszystko na głowie, mogła zapomnieć, a co ty myślisz!
- Hahahaha, no co ty? powiedział tak? I dobrze, nie komentuj. 




Pla, pla, pla ....

- Kurde, te zdjęcia z przedszkola to jakiś obłęd. Nie chciałam nic mówić przy maluchach, ale Młoda wyszła jak zmęczona życiem sprzątaczka, znudzona, połamana wiejska baba, a syn jak od pługa oderwany. Obłęd. 
- Co ty mówisz? Fajne masz dzieciaki. Weź przestań!
- Może i fajne, ale jak zobaczyłam te fotki to padłam z brechtu. Czy one są takie brzydkie,  a ja cierpię na ślepotę matki? A swoją drogą ten fotograf to łajza. Nie sztuką jest pstrykanie, ale sztuką jest ustawienie modela. I do tego przekombinował z kolorami. 

Pla, pla, pla.......

Omówiłyśmy menu. Mama kończy 65 lat. Wpadają jej "czarownice", tzn. koleżanki od lat. Pozytywnie trzaśnięte babki. I rodzinka. Będzie tłumniasto. Super!
Babki żyją pełnią życia. Podróże, ludzie, odwieczne szaleństwo. Łapie ich energię. Na przyszłość.

Sześćdziesiąt pięć lat! Niesamowite! W sumie z matki fajna babka, jak mnie nie wkurwia. A ma w tym wyjątkowy dar.  
Ale jak mama nie świruje i jak mi nie odbija - mamy fajny kontakt. Zresztą dzieci patrzą- niech się uczą budowania dobrych relacji i wzajemnej troski. Hahaha, to tak egoistycznie, by samemu nie dostać  miotłą na starość od własnych dzieciaków, hahaha.
Starość lubi mieć bzika, a wiek średni winien mieć wyrozumiałość.
Uczę się, uczę ...

I tak mamę dorwę w kuchni i ugryzę w piętę, jak za dawnych lat. A niech ma!






wtorek, 19 lutego 2013

next level

Co tu dużo mówić:



JEST! JEST! JEST! - lewa noga schodzi coraz niżej, coraz swobodniej. 

Poczuć z siebie dumę- fajna rzecz. I nie ma co dumać, tylko trzeba siebie doceniać. Choć bez przesady. Równowaga musi być, by nie oślepnąć. "Ślepi" ludzie depczą po innych ludziach.
Czasami lepiej nie przekraczać granic, czasami lepiej zachować dystans.
Zachować dystans, by nie pogubić sie w manii. Bo mania ma wiele imion i twarzy. Z manii łatwo wpaść w matnię. A w matni oślepnąć.
Z czlowiekiem jak z autem- co z tego, że maska wydaje sie być idealna skoro silnik zesputy? Daleko się nie zajedzie. Niestety.
Warto więc pielegnowac i cialo i duszę. W pokorze.

Dystans do świata, a zwłaszcza do siebie zapewnia swobodne spojrzenie na świat. Radość istnienia, bez cienia. W cieniu chowa sie wiele dziwnych potworów, które czynią z nas potworaków. Choć w lusterku tego nie widać. Podobno. Więc tacy ludzie przeglądają sie w oczach innych ludzi. Patrzcie- jestem ech, ach!!!! Hm,....mania, zarośla wybujałego ego. Matnia. Óślepienie.

Umiejętność zdrowego balansowania jest trudną sztuką, tak jak poczucie humoru. Ale warto nad nią pracować. I pewne rzeczy sobie uzmysłowić. Dla siebie, dla dzieci. 



Artykuly niczym nitka do konstrukcji wychowania. Warto swoją duszę wciąż uplatać, bo przecież wciąż się rozwijamy, ewoluujemy.
Kolejny level- samoświadomość, autonaprawa i jazda bez trzymanki. Sztuką jest nauczenie siebie lekkości bytu.
Warto zachować dystans wobec świata, by zachować dystans wobec siebie. By tej sztuki nauczyć dzieci. Lepiej się żyje.
Bez emocjonalnych pierdów.



Zaszalałam. Kupiłam poduszkę sensoryczną. Jaka kapitalna rzecz na udręczone stopy. Masażyk i rehabilitacja. Fajna rzecz także na kręgosłup. Skoro tyle siedzę przed kompem, to warto i o tyłek zadbać.

Poduszeczka, piłeczka i doginam się. Niedobrze, gdy ubrania uwierają. To znak odwrotu. W życiu wszystko jest znakiem (...) Wszechświat przemawia jednym tylko językiem, mogą go rozumieć wszyscy, tyle, że wszyscy o nim zapomnieli- Paulo Coelho - Naucz się szanować znaki i iść ich śladem.
Odstawiam słodycze. Klamka zapadła.
Nie chce mi się zmieniać garderoby.
Hm, a może wypadałoby  przejść na ciuchy "starszej pani"? Przecież wchodzę w poważny wiek, hahahaha. Sweterki zamiast bluz. Czas dorosnąć, proszę pani.
Ale czy warto?!

Z rozmów przeplatanych rozmowami dopadło mnie:

Mniej internetu-więcej ruchu.

Uchu, uchu, uchu ...oby nie do lodówki.






















poniedziałek, 18 lutego 2013

chirurg

Ze snu wyrwał mnie ból. Godzina 4.00. Co z tą godziną?! Zawsze o tej porze dorywa mnie ból. Moje kolano, ja pierdzielę. Nieme wołanie w kosmos. Ani tak ani siak ani owak. Ból, zawieszenie, ból. Przetaczam się, wtaczam się, zaczynam ćwiczyć nogę. O dziwo, jakaś ulga. Zasypiam, i zerkam na zegarek i ćwiczę, zasypiam i zerkam 4.30, 5.00, 5.15, 6.35.....6.35???!!!! SZLAG!!!! Mam 25 minut na wyjście!!! Grrrr....
Ale dlaczego budzik mnie nie obudził? Miał dzwonić o 6.00!!! Nieważne. Wyrwałam z łóżka budząc  T.
-Szlag zasnęłam, wyprasuj mi spodnie i bluzę.
Skacząc na jednej nodze wskoczyłam do pokoju dzieci. Szybko skompletowałam ich ubranka. Pogniecione. SZLAG! Ubranka rzuciłam na deskę do prasowania. Prysznic.
- To też mam prasować?
- Nie, tak sobie leży!
- Nie możesz normalnie odpowiedzieć?
- A ty normalnie pomyśleć!
-Nie chcę wstawać. W przedszkolu jest nuda. Życie jest niesprawiedliwe - wydobył się jęk spod kołdry. . Jeszcze tego brakowało! Nie znoszę marudzenia. Wiek lat sześciu -wiekiem odwiecznego udręczenia.
 - A może jakieś cześć kochanie?! Cokolwiek? -Rozmowy w biegu. Dwutorowe. Faceci. A ja nie mam czasu się przekomarzać, dyskutować. Jestem w biegu!, a jak biegnę zamieniam się w konia, piana na pysku, no nie jest dobrze. O słowo za daleko i może być jazda.
- Nie wstaję dzisiaj!!!!! Nie! nie! nie! -zabulgotała kołdra.
-Synek weź, kurde, nie marudź, mniej litość. T powiedz coś swojemu synowi. Kurde, synu, życie takie jest. Wyłaź z wyrka.
- A Młoda? Ona nie idzie do przedszkola?!-no tak odwiecznie patrzą w swoją stronę -  a ona? a on?
- To wstawaj i budź Młodą. Ja spadam. Się trzymajcie.

Poleciałam na rehabilitację. 0 7.40 "wbiegłam"na salę. Lampa, ćwiczenia -godzina z głowy.
Z rehabilitacji poleciałam prosto do chirurga. Wizyta na 9.00 zamieniła się w wchodzenie według listy. Mój numer 7. Skazana na czekanie czekam. Przypłynęły starsze panie w odstępie minutowym. O trzecia się pojawiła. A tam gdzie są baby pojawia się problem.
- Miałam przyjść na 9.30 i jest moja godzina- rzekła jedna z nich.
 -Ale my tez tak mamy. Tutaj godzina podawana jest na oko. Na drzwiach wisi lista kto kiedy wchodzi.- tłumaczy babka babce.
- Oj, ja nie wiem, nie wiem...
I takie gadanie. Po próżni. A zresztą nudę lepiej zabić gadaniem. Jak baby. Ha!, nie wytrzymałam.
- Proszę pani, ja miałam na 9.00 i siedzę, bo wchodzi się według listy. To takie proste, bo jest lista.
- O, a ja mam numer 7 -rzekła jedna z nich.
- Hahahaha, chyba nie tutaj, bo to akurat to mój numer.
- To może źle zobaczyłam? Okularów nie wzięłam.
- To proszę podać nazwisko i już pani mówię, która pani jest - wyrwałam się pod drzwi. Przeczytałam. Proszę. "Nie ze mną takie numery, Bruner, hehehe"
I gadanie. Gadanie. A ja tam czasami pogadać mogę. Co mi tam.
- Ale ten facet długo siedzi.
Może ma zabieg?
- Zabieg? Zabiegi robi się w szpitalu!
-W jakim szpitalu? Ja idę na zabieg i miałam przyjść tutaj, a nie iść do szpitala. Zresztą, ma pani napisane gabinet zabiegowy. To co? Zabiegają o coś?
- Może ma pani rację. Ale zabieg tutaj?
 - A w czym problem. Zastrzyk, wycięcie i koniec.
- Hahahaha, to takie proste? hahahaha
- No a jak.
- Jejku a pani taka młoda i o kulach. Co złamanie?
- Nie, uszkodzenie innego kalibru.Ot, cena za głupotę ludzką. Koleś miał w nosie przepisy BHP i wpadłam w dziurę. Takie życie.
- Ale pani ubezpieczona? Bo teraz młodzi ludzie o nic nie dbają.
I poszło: praca teraz a dziś. Ach, te dzisiejsze czasy...
- Wie pani, w tym miejscu 25 lat przepracowałam. Kiedyś tutaj były biura fabryki....
I czas mijał.
W końcu doczekałam się. Rzucając z uśmiechem do babek:
- A ja będę długo! -weszłam do gabinetu.
Podpisałam zgodę na zabieg w znieczuleniu miejscowym i do dzieła - wycięcie dwóch "wysepek" powstałych wskutek ugryzień owadów. Uf, pozbędę się tego. Zastrzyk, auć i cięcie. Patrzę i nie wierzę.



Lekarz długą niebieską nić ciągnie. Kurczę, jaki zamach. Szwy zakłada?! O!o!
- O cholera! - wyrwało mu się
"O cholera" zabrzmiało jak o cholera!!!
 - Cholera! -tym razem mi się wyrwało. Chirurg wyprostował moją nogę po artroskopii, by dorwać się do następnego znamiona. Fuck!
Drugie cięcie, szycie.
Założenie opatrunków i do zobaczenia za tydzień. Wycinki poszły do badania histopatologicznego. Fajna norma. Ale nie czuję zagrożenia, ani obawy. Tja, bo jeszcze raka brakuje mi do szczęścia, hehehehe...tfu, tfu, tfu.
Miała pani rację. Długo pani była. 
 - A, mówiłam!
Stojak. Kurtka. Kule poleciały. Jak zwykle.
- Ja pani potrzymam.
Hm, ciacho. Hm, a może by tak rwanie na kulę. Rwanie, rwę hehehe grunt by nie na kulszową.
- Dziękuję. No widzi pan, nie pod drodze mi z laskami. Mam ich dość. Wiecznie lecą.
- Na mnie mogą lecieć.
Lekka wymiana zdań. Chichot.
- Dziękuję. Do widzenia.
Wyszłam. Szlag, już jest 10.50! a na 11.30 mam kolejną wizytę. Dzwonię do T. Kule wyleciały mi z rąk, a za nimi telefon. Zbieram się na chodniku. Tu bateria, tu kula, tu telefon. Jak łajza. Nie wierzę. A na syna krzyczę. Po kimś on to ma!
T przyjechał. Szybkie śniadanie, kawa i  wypad do alergologa.
Testy. Siedzę nakłuta. Spoko. Za tydzień następne badania i wizyta.
A miałam unikać białych fartuchów. No mega.
13.00 -wolność!!!!!!
Co za poniedziałek.

Kawa u mamy. Ha, ha, ha, wujostwo jeszcze było. A mówili, że będą jechać rano, hahahaha.
- Jest nam tutaj dobrze. Może nie pojedziemy w góry? -zaczęli żartować.

Dzień minął nie wiadomo kiedy. Jutro nastawiam opcję -nuda!Niech no tylko coś się wydarzy! Ja nie przewiduje nic.Kalendarz -ups, szkoła. Idziemy z synem na rozpoznanie terenu.
Jezu, a nie tak dawno nosiłam go na rękach.

Wieczór. Dzieciaki zgodnie władowały się do naszego wyrka. Ale w wyrku zabrakło zgody.
- Noooo, Starszy nie zabieraj mi kołderki! Mam za mało kołderki !!!! - buuuu....Młoda zaczyna koncert.
- Ja nic ci nie zabieram!
- Mamooooo! ja nie mam kołderki!!!!
- Mamoooo! ja jej nie zabieram!!!!
Wkraczam do akcji. Rozmowa. Zgoda. Wychodzę. Ledwo siadam.
- Maaaaamoooo!!!! A.....
Zaczyna się od nowa. Wysyłam na misję T - nie chcą taty.
Co za poniedziałek. Chcą mnie dobić do końca. Mnie?!Wychowana na filmach z Norrisem nie poddałam się. Dobiłam ich ja! Zasnęli.
Druga wolność!






piątek, 15 lutego 2013

cud?




Poranny spacer na rehabilitację wszedł mi w krew. Fajnie rano się przejść, poćwiczyć. Powrót  i śniadanko. Śniadanko bajecznie smakuje po spacerku. Ale dzisiaj nic z tego, jeden kęs, przepakowanie plecaka i wymarsz do lekarza. Zaprzęgłam się w kule. Wyszłam. Jezu, jak późno. Kule za mną nie nadążały. Słuchawki z uszów też wypadały. Popędziłam.

Spotkanie z białym kitlem.

- No pięknie, jest poprawa, czasami jednak pacjenta trzeba ochrzanić.

Radocha wielka, aż uszy zatkało. Do uszów jednak coś dotarło, coś takiego zlepione w całość:

- Widzi pani, a niektórzy przyjdą i co myślą, że się pokaża i co? Potem jak niesprawne kolano to nie wiadomo co z nim zrobić. Za późno na ćwiczenia, nie ma jak wiązadeł wstawić. Pani musi ćwiczyć, potem zobaczymy. Pani nie ma wiązadeł. Więc trzeba wyćiczyć i potem zobaczymy co dalej. Jak kolano bedzie uciekać ponowna operacja.

Że co?!!!!! Że co???!!!!  Że co ???!!!!
Nie chciałam się pytać, myśleć, psuć cudownego nastroju. Jest postęp, jest dobrze, bedzie coraz lepiej. Mówił o innych, nie o mnie.
To nic, że boli. To nic, że co noc o 4 nad ranem budzę się z bólu. To nic. To przejdzie wraz ze zginaniem.
Ja przecież wiem i czuję, ze jest coraz lepiej. Fajnie, ze biały kitel też to zauważył.
Idę ćwiczyć.
Wyjdę z tego.
Zawsze wychodzę z opresji cało.


środa, 13 lutego 2013

o marzeniu

Powoli, powoli. Podobno wszystko mozna wyćwiczyć. Najpierw doprowadzę kolano do aktywności, a potem zajmę sie mózgiem. Nie wszystko naraz. Bo się poplącze.


Marzenie? Kopnąć się w tyłek.

sobota, 9 lutego 2013

loża muppetów

Wczorajszy wieczór. 2+3. Dwie flaszki na trzy osoby. 2 + 3 = 5. Dyskordiańskie „prawo piątek”-jednym słowem klimat illuminacki. Po prostu oświecało nas za każdym toastem. Czasami jednak warto zmienić tok myślenia. Dla zdrowia psychicznego.
Rozmowy Grey, Sade. Z literatury do seksu. Biedny T wysłuchał gadek "ryczących 40-tek". Trzeba powoli przyzwyczajać się, ze niedługo będzie to juz tylko temat do rozmów. 40 lat minęło migiem, więc kolejne pewnie jeszcze szybciej zleci.
A potem alkohol obudził we mnie narkolepsję. Zasnęłam w trakcie rozmowy. Zdarza mi się to coraz częściej. Tak odpłynąć. W starość. Czterdziestka poważny wiek - nie ma to czy tamto. Godzina 21.00 lulu, a nie biesiadowanie Bóg wie do której.

Rano obudził nas syn:
 - 11x17 to 187? 
 - Synuuuuuuuu, litości! moja głowa .. 
- Tak, a skąd wiesz? - zapytał T.
 - Bo puzzle ułożyłem i rzędy policzyłem. Ale 1x50+1x60 to 110?

Schowałam głowę pod poduszkę wyrzucając chłopaków do kuchni. Niech sobie liczą, ale daleko od mojej głowy. Nie dane było mi pospać, drugie tup tup i coś na mnie wlazło.
 - Kocham Cie mamo! - córka.

 Życie płynęło spokojnie czasami przerywane krzykiem udręki. Cwicze nogę. A ona opuchnięta.

Hahaha, prawe kolano jak ryjek Freda -Jaskiniowca .


Cholera, nie wiem co robić. Ćwiczę. Kąt prosty i tyle, żadnego dalej. Nie ma postępów. To dołuje.
A syn sobie skacze.Pokazał mi z jakiej wysokości. Poprosiłam by nie robił tego na moich oczach, a najlepiej zaprzestał takich skoków.


Wpadł do nas M., kumpel syna. Starszy wciągnął go w gry.
- Dawaj tutaj i będziesz miał amciaka - z ekscytacja w glosie syn instruuje kolegę. Amciak w jego języku to strzałka.
- Dobra. O rekin zjadł. Niedobry.
 -Nooo....

 M znudzili się gierki, i zaczął biegać z Młodą. Rzucali piłką w siebie. Gonitwa szalona. Krzyk, śmiech.Naprawdę świetnie się bawili razem.
- Ty psychopato! - Młoda krzyczy śmiejąc się przy tym.

Nóż wyleciał mi z ręki. Zobaczyłam inne oblicze córki. Kurde, co to za tekst? Naprawdę zaskoczyło mnie to. Nie wiedziałam, ze zna takie słowo. Pewnie wiele nie wiem. Niewiedza czasami uszczęśliwia.

- Wiesz co? Tak sobie myślę, że to musi być niesamowite uczucie widzieć swoje wnuki... -rozmowa przy kawie. Kawusia musi być. I wafelki.
- Pewnie tak.
- Czujesz to? Kurcze, niedawno Młoda ciągnęła cyca, a za chwile sama będzie mleczarką. Obyśmy mogli tego doczekać
- Daj spokój kobieto, jeszcze dzieciaki stałych zębów nie maja a ty  masz już wizje.
- Jejku, pogadać sobie nie mogę? No co? Czy przeraża cie wizja, ze twoja mała córusia trafi w ręce takiego zboka jak ty?
- Głupek.
- Kochanie, całe życie. I dopiero teraz na to wpadłeś?!

Komarowo. Przekomarzanie się - część rytuału dnia codziennego. Drętwo będzie w trumnie, a tak - zabawa niech trwa. My jesteśmy jak dziadkowie z loży Muppetów. Ha, ha, ha ...








piątek, 8 lutego 2013

o białym dupku

 Kolejna wizyta u ortopedy. Biały kitel warczał o małych postępach.




 - Jakich małych? chodzę po schodach bez dostawiania nogi! - mówię dumna
  - To żaden postęp - proszę ćwiczyć tak, nagiąć kolano i ręcznikiem przełożonym ciągnąć do maksymalnego zgięcia.




- Ćwiczę cały czas, po nocach spać z bólu nie mogę, nie mogę, tam coś jest, boli mnie i koniec.
- Ma pani ćwiczyć, za tydzień widzę usprawnioną nogę.
- Ćwiczę w domu jak na rehabilitacji, co ma zrobić, co? Kurde, nie chce być kaleka, ale ten ból jest do zniesienia!
- Tak ma być, mówiłem ostatnio pani...
- Tak, ze boli mnie głowa...
 -Proszę pani, rozciąga się wszystko i tak ma być. Za tydzień widzę duże postępy i koniec.

Nie wiedziałam, czy on chce mnie wkurwić czy zmotywować.
Tak naprawdę miałam ochotę powiedzieć, ze może pizdnę kulami i pójdę pobiegać, skoro wszystko jest takie proste, a ja taka..........eeeee..nie wiem, bolejacocierpiacomiękka. Ale wychowanie w stylu "pokorne ciele dwie dójki ssie " zasznurowało mi usta.
Pierdolec.
To w takim razie po co mi rehabilitacja, skoro nie ma postępów? Czemu tam nie pokażą mi tych ćwiczeń?
Ćwiczę, prostuje zginam, naginam, wyje i spać po nocach nie mogę. Szukam w necie ćwiczeń. Robię co mogę. Ból narasta, a kąt zgięcia kolana nie.
Chyba zacznę odpływać na lekach, może to będzie jakiś sposób na przetrwanie.

Dzwoniłam do szefa z zapytaniem do kiedy mam zwolnienie, bo mi wyleciało to z głowy.
- A kiedy wracasz do pracy?!
- Nie wiem, a co tęsknicie? Hahahaha
- Bardzo, hahahaha

-Co ci się stało? Mąż kopnął? hahahaha..
 - A czytałeś w gazecie o morderstwie? hahahaha

- Ale schudłaś ...
- To grubsza byłam? hahahaha ...Chyba teraz przytyłam przez to siedzenie w domu....

 Rozmowy. Nie znoszę iść o kulach. zawsze na kogoś trafię, kto jeszcze nie wie. A myślałam, ze wszyscy wiedzą hahahaha. Jak to w małym miasteczku.
Rolowanie tematu. Ale i zbieranie kciukasów. Przyda się.
Choć miałam chęć kupić koszulkę - KANAŁ BYŁ I NADAL JEST
hahahaha......


Rolki maja być wiosną. I góry. I tego muszę się trzymać. A reszta świata mego niech trzyma za mnie kciuki. Będzie ich moc, będzie moja siła. Będzie dobrze. Pokażę palantowi.
Albo i nie.






niedziela, 3 lutego 2013

sprzątanko

Przeprowadziłam eksperyment. No i co? No i nie pobiegłam! Dziwne. Za to głowa naprawdę zaczęła mnie boleć. I choć jest do dupy to jednak do dupy nie jest. Jednym słowem - zginanie kolana pozostało bez zmian i kopnąć się w tyłek nie mam jak.

Patrząc na nogi stwierdziłam, że udo nogi niedysponowanej jest chudsze. Centymetr wykazała różnicę między udami 2-3 cm. Ciekawe. Chciałam zadzwonić do programu "Nie do wiary", by odkryli co mi zżera udo. Co za udzielec. Fajnie byłoby go dorwać i rzucić na drugie udo. A potem na tyłek, i brzuch ... .
Wiem, wiem, że różnica wynika z ćwiczeń. Ciężko pracuję, a efektów wymiernych brak. W przeciwieństwie do bólu, który rośnie w siłę.
Na wagę nie staję. Stanęłam raz i wystarczy. Poprawiłam sobie humor opierając się o kule, nawet 40 kg miałam i zero też hahaha. Uśmiech zatrzymała czekolada. Z orzechami. Mniam.

Córka uznała, że nie będzie sprzątać.
 - To trudne.
 - To przestań bałaganić.
- Jesteś głupia!
Argument dziecięcy na wszystko.
 - Ja jej pomogę - krzyknął Starszy.

Sprzątają swój pokój. Chwila zgodnej pracy i za chwilę krzyk. Pokój i wojna. Bitwa. Spokój.
Młodej odechciało się
 -To głupie - stwierdziła i poszła.
Syn pozostał sam. Znowu bosko posprzątał. Wypasiony egzemplarz.

- Mamo a 6 razy 6 to 36?
- Tak.
 - Dobrze policzyłem - cieszy się synek - Mamo a od 500 odjąć 300 to 200?

Kurna, teraz on chce mnie uśpić "na Albercika".


sobota, 2 lutego 2013

o dupku

Kontrolna wizyta u ortopedy.
 - Mały postęp.
 - A co mam robić, jak kolano boli?
- Ból to ma pani, ale w głowie.

W dupie, kurwa, w dupie - chciałam mu powiedzieć, ale zacisnęłam zęby i warknęłam:

- Głowa mnie nie boli, tylko kolano.

Popatrzył i zaczął nawijkę o rozciąganiu. Worka stawowego?
Sam niech się rozciągnie, a najlepiej swoją kulturę. I worek też.
Wyszłam
Ból w głowie, jełop
Dobra  - zrobię eksperyment: głowę zniewolę i w stanie nieważkości nogę poćwiczę.

poniedziałek, 28 stycznia 2013

zjazd



Byliśmy dzisiaj na sankach. Młoda, pomimo młodego wieku, świetnie sobie radziła: sama zjeżdżała, sama wchodziła na górkę ciągnąc sanki. Dzieciaki śmigały, a T ulepił bałwanka. Bałwanek nie postał za długo, Młoda wjechała w niego. I po bałwanku. Ha, ha, ha ....
I oby weszło jej to w krew- jak wpadnie na bałwana niech go z nóg zwali i po bałwanku.


 Scooby Doo, Fred, Kudłaty,Velma, Dafne. Hmmm.....

- Synek, jaką wolisz dziewczynę mądrzejsza czy ładniejszą?
 - Ładniejszą - szybko odpowiedział.

Samiec okiem patrzy.
Na ten temat przeprowadziłam szybka rozmowę z T:

- Wy macie oczy, a my mamy mózg, wiec potrafimy docenić inteligencję.
- Mózg? Ty wiesz co to jest?
- To jest to coś co ja mam a czego ty nie masz, co wynika z twojego zdziwienia i co ja właśnie ci tłumaczę


T., dobry facet, zrobił i podał mi kawę, po czym kazał mi sie na nogi leczyć.


Pierwszy dzień rehabilitacji umieścił mnie w przedsionku piekła. Ból wyznacza granice. Granicę, która na dzień dzisiejszy wydaje się nie do pokonania.
A trzeba tyłek zacisnąć, bo bez imprezek dusza ginie. Ile można siedzieć w domu?! I to trzeźwym?!!.....hahaha


piątek, 25 stycznia 2013

lekarz

Nic tak nie leczy jak wizyta u lekarza. Weszłam do gabinetu, a T wniósł mi torebkę, kartę.
Zafurczał biały kitel:
- Chce się zabić, zamiast wsiąść plecak  to torebkę bierze. Niech pan to zabierze.
- Ale ...-nie dokończyłam
- Proszę to zabrać, nie będzie potrzebne! -ortopeda wpadł mi w słowo stanowczym tonem.
T z torebką się wyniósł do poczekalni. Zostałam z nim sam na sam. Pojedynek w południe, przepraszam pojedynek od samego rana. Spojrzałam na lekarza, mówiąc sobie: Arte, weź kurde,  wrzucaj na  luz, już na podwórku za T kulami rzucałaś, wystarczy szału na dziś.


- Proszę mi dać wypis ze szpitala
- Wyszedł wraz z torebką. Mówiłam, że potrzebna.

Ha! punkt dla mnie.

I zaczęło się. Ortopeda opierdzielił mnie, ze kolana nie zginam w większym stopniu niż zginam.

- Jak mam zginać jak boli?
- To trzeba ćwiczyć!!! A nie seriale oglądać!
- Nie oglądam seriali tylko gram w gierki.  A poza tym ćwiczyłam do granic bólu. A skąd mam wiedzieć, czy coś nie pęknie? I co ? Znowu operacja?
-  A na co pani czeka? Aż pani zwiotczeje wszystko?
-A dlaczego pan mi teraz to mówi?, a nie w szpitalu?! W szpitalu rehabilitant powiedział, że mam zginać do granicy bólu, więc tak robiłam. I powiedział, ze lekarz na wizycie kontrolnej powie co mam robić i jak ćwiczyć!!!!
- To ja mówię teraz pani, ma pani zginać kolano  pomimo bólu!
- Ale teraz mi to pan mówi! Teraz wiem. Czy pan myśli, ze ja chcę być kaleką czy co?!!!!!
- To ma pani ćwiczyć. A tu ma pani skierowanie na rehabilitację. Natychmiastową! Nie ma na co czekać i za tydzień widzę panią z rozruszanym kolanem
Patrzę na skierowanie, wow podkreślił na CITO i dał 5 wykrzykników.

Miałam słuszną koncepcję grudniową - chromolić białe fartuchy. Koncepcję, która roztrzaskała się o brzeg cembrowiny.
Chciałabym powiedzieć, że jak tylko wyjdę z tych opałów to naprawdę skończę z lekarzami, ale boję się tak myśleć, bo anuż los ze mnie znów zakpi?

Rehabilitacja od poniedziałku. Udało mi się wkręcić, załatwić.
W domu też ćwiczenia, oczywiście z przekraczaniem granic cierpienia. W myśl filozofii Tukidydesa - Ból oczyszcza duszę.
Tylko teraz nie wiem czym mam zabić swój ból - ketonalem czy wódeczką?!





sobota, 19 stycznia 2013

bo tak to



W piątkowy poranek przebudził nas kaszel córci. Głeboki, nieprzyjemny.
 T poleciał do przychodni zarejestrować na wizytę. Zdążyłam zadzwonić, by również syna zgłosił, bo wstal zasmarkany.
Numerków już nie było- możemy przyjść i wejść miedzy pacjentami.
W przychodni byliśmy godzinę później. Moje kule zadziałały-ktoś nas przepuścił.
Syn- lekarka usłyszała szmery przy sercu. Cienie pod oczami. Dostał skierowania na badania.Pewnie robactwo, a szmery, są częścią pracy serca. Wujek Google wszystko tłumaczy.
W końcu z chorym serduchem nie mógłby śmigać jak śmiga.

Jak babcia odbiera dzieciaki z przedszkola to syn mówi -Pa, pa i biegiem wraca do domu. Sam. Babcia może sobie mówić. Domofon, drzwi i radosny krzyk: Jestem!!!!
Wczoraj też przyleciał sam. Wcisnął babci kit, ze strasznie chce mu się sikać, więc leci.

Cała czwórka w domu. Bajecznie. Dzieciaki skaczą nad moja nogą. T blady krzyczy, maluchy przepraszają. Kwadrans wystarczy, by znowu podnieść mi adrenalinę. Czasami nawet jakaś łapka oprze się o kolano. Nie jest łatwo. Czasami nawet i zawyję.
Tylek też boli. Odparzył się w szpitalu. Widocznie za długo nie mogę leżeć w łóżko, bo gniję.

- Powtarzaj za mną, jeden -słyszę jak syn szkoli siostrę swoja.
 - Jeden.
- Dobrze, dwa,
- Dwa
............
- Nie poddawaj się, nauczysz się liczyć do dziesięciu.

A za chwile słychać krzyk.
 - Mamo a on mnie bije....
-  Mamo, a ona zaczyna......

T puszcza Scooby Doo.
W ciszy wbijam sobie igle w brzuch. Jak ja tego nienawidzę.

Jakby to powiedzieć -Są kule, jest zabawa.




Nie umiem ich ogarnąć. W kuchni lecą, przeszkadzają. Na nogę stanąć nie mogę.
Nie mogę siąść na podłodze i okładać klocków z dzieciakami.
Wielu rzeczy nie mogę.
Straciłam część zleceń.
Zaczynam ćwiczyć -kolano niewiele się zgina. Początek.