Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prawo arte. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prawo arte. Pokaż wszystkie posty

sobota, 31 sierpnia 2013

prawo

Wieczorem wrócił T.
- Masz tu dzieciaki, sprzęt do złożenia a ja mykam - jak powiedziałam tak zrobiłam.
- Gdzie?
- Na wolność, chłopie, na wolność.
Wyszłam.
No ile mogę w domu tkwić?
Czasami trzeba wyjść, przewietrzyć się. Wyprostować ramiona.

W dawnych czasach wystarczył telefon, sms.
- Piwo?
I zawsze ktoś był. A teraz?! Porażka normalnie.
No niby wiadomo, rodzinka, praca, internet. Milion wymówek na zabicie spontaniczności. Życie zamiera. Zamykanie się w domu powoduje nie odwracalne uszkodzenie duszy.
Na zachodzie życie zaczyna się późnym wieczorem, a tu? Wymarłe ulice straszą.
Brrrr....

A ja muszę być.

Bo za długo to ja tkwić nie mogę. Tyle, że mnie wyniosło do matki. Szaleństwo, no nie?! Buhahaha.
W pewnym wieku zmiana tela łączy się z bólem. By mniej bolało, a mózg stał się operatywniejszy mama wyciągnęła wino. Jedno, z tych które przywiozła ze swoich wojaży. Boskie wino. Zresztą siedziała u niej kumpela.

- Wiesz ty nic się nie zmieniasz przez te lata.
- Tak? Dziękuję.

Co miałam rzec? Że wino dodaje wiadro optymizmu, i zaczyna się inaczej postrzegać świat?!
Ale to miłe. Miłe słowa są najlepszym napędem życiowym. Tyle, że ludzie oszczędzają dobre słowa, chyba po to by im nie zabrakło.

Szybciej człowiek powie coś złego niż dobrego. Nawet o sobie. Wyższość wad nad zaletami.
Yyyygggghhhhh....nieważne.

Popędziłam do domu, a T wciąż walczył ze składaniem biurka. Syn jak cień nie opuszczał go.
Pomogłam w trzymaniu szuflad, półek drzwiczek. Przecież bez pomocy żonki ani rusz ......
Na to musi być jakieś prawo, zasada. Hm ...hm....mam! Eureka!

Prawo Arte ;P :

"Bez kobiecej dłoni,
facetowi wszystko się pierdoli".



T był nieźle wkurzony. Zresztą który facet jak ma meble do złożenia nie jest? Wszystko nie tak. Nie tak mocowania, nie takie dojście.

- Dobrze, że gdzie indziej dochodzisz, hehehehe.
- Weź bądź cicho kobieto! Trzymaj prosto!
- A o czym mówicie?
- O niczym synku. Idź się w końcu myć!
- Ale ja chcę patrzeć!
- Idź się myć!

Mężuś wyszeptał, ze nawet po klnąc sobie nie może, a chyba nie wytrzyma. No i nie wytrzymał.

- Ja pierdolę!!!! - zasyczał z wielką ulgą.
- Słyszałem !!! - syn z radochą pojawił się zza pleców ojca i stanął obok.
- Przepraszam, myślałem, że już ciebie nie ma.
- Jestem.
- To już zmykaj do łazienki!

Biurko udało się złożyć. Zatem jest już wszystko, a tydzień temu nie było nic.
Można rok szkolny rozpoczynać! Tylko lampy brak. Jutro pojedziemy ....


Pojechaliśmy. Najpierw z córką na konsultację do chirurga. Dziecko, które już w genach wyniosło niechęć do lekarzy, o dziwo nie buntowało się, nie powiedziało ani jednego słowa oprócz "do widzenia:". Było grzeczne i współpracowało z lekarzem. Byłam w szoku.

Narośl ma tkwić, może sama sobie pójdzie. Zatem, ufff, obyło się bez cięcia. Za rok do kontroli, a jak będzie coś nie tak -natychmiast przyjechać. I to mi się podoba!

- Byłam grzeczna?
- Pewnie! Byłaś nie tylko grzeczna, ale i dzielna. Jestem z ciebie duma!
- A mogę gumę?!

Potem powłóczyliśmy się po sklepach. Z mojej wypłaty nie wiele zostało, ale .....to takie fajne uczucie puścić od czasu do czasu trochę szmalu. Tyle, że i tak nas to czekało, więc by nie rozmieniać się na drobne zrobiłam kumulację.

A nie znoszę robić zakupów. Męczy mnie to. Jeden sklep, dwa, a potem przychodzi rozdrażnienie. Tak naprawdę pełno jest szmat, a jak chcę kupić cholerną prostą bluzę czarna sportową z kapturem to uj - nie ma.
Albo jak jest to z logo firmy takie, że siara nosić.
I tak też jest z butami.
I o normalne spodnie też czasami trudno.
I w ogóle mam dość.
Dlaczego nie ma normalnych, prostych rzeczy?!

- Patrz! jak to możną nosić?!
- Hehehe widziałeś to? co to jest?

Nie wiem dla kogo robią niektóre ubrania. Naprawdę.

A poza tym lubię prostotę. Jako prosta kobieta.



I oto nastał  kolejny cud!!!. T nie tylko wykazał zainteresowanie, ale  i znalazł mi taką bluzę, jaką chciałam mieć. Kupiłam od razu czarną i w innym kolorze. I jeszcze jedną ...i ....dzieciakom oczywiście też....i przy kasie T opadła szczena.

- No co? W końcu nie długo będę bezrobotna. A tak otwieram szafę i mam.

Hehehehehe.........nie ma to jak sprytny plan. A zawsze musi być plan. By przetrwać. Tak jak i marzenia muszą być. By żyć.

- No chyba poszukasz pracy, co? Bo ja już cie znam. Zaraz załapiesz doła, jak łapiesz doła to chcesz wyjeżdżać, a na to już kasy nie będzie.....
- Jezu, ale smucisz, weź. Będzie jak ma być. Nie trol.


Jakoś tak wszystko przestało mnie obchodzić. Czy jak zacznę zamartwiać się to wpłynie to jakoś na los?! Tylko będzie kwach i dzieciaki będą miały przybitą marudzeniem matkę, a tak - niech uśmiech przyciąga szczęście.

W dupie wszystko mam - będzie jak ma być.


Codzienne życie jest zabawne. Tylko trzeba umieć się śmiać. Obracać w żart.
I niech lekkość bytu odwiecznie trwa.
Bo nic nie zabija tak jak ludzki jad.


















wtorek, 27 sierpnia 2013

bo trzeba mieć ...

W piątek spotkaliśmy znajomą. Gadka szmatka.
- Zamówiliście już podręczniki?
- Nie.
-To na co czekacie?!
- Nie wiem ...na cud?!
 - Słuchajcie, zamówiłam w firmie X -polecam, najtaniej wychodzi i właśnie czekam na paczkę. Oby zdążyli.
- Aha, no widzisz to teraz może zamówimy. Jak mamy cynk, gdzie najtaniej, hahahaha
Hahahahahah.....
No właśnie, na co czekaliśmy?!
Więc w końcu zamówiliśmy.
Dzisiaj obudził mnie jeden kurier. Potem drugi. Wszystko po 9.00. Spania nie mają cholera?!
Są książki, fotel. Czekamy na biurko.
- Synku, niedługo idziesz do szkoły.  
Tekst Starszego?
- Szkoła jest głupia.

I tak znajomi oświecają mnie dalej, bo ja jak zwykle nic nie wiem, to już wiem, że rozpoczęcie roku szkolnego rozpoczyna się mszą świętą.
- Co?! To żyjemy w państwie watykańskim?
- Idź diable do kościoła, przyda ci się.
- Spierdzielaj... a o której?
- W niedziele powiedzą na mszy ...
- Oooo to szkoła ma radio watykan? hahahaha, ok, to puść mi sms

- Synek rozpoczęcie roku szkolnego zaczyna się od mszy!
Tekst Starszego?
- Kościół jest głupi.


7 lat to podobno magiczna liczba, ale nie wytrzymałam, musiałam poszukać rys psychologiczny dzieci w tym wieku, bo Starszy mnie przeraża. Malkontent. Zmęczony, znudzony i w ogóle co mu jest? ...czytam, czytam i , noż blaszka,wszystko jest w normie.
To są marudy! Oj....


- Nie będę tego jadł. To jest okropne, ohydne - słowa doleciały szybciej niż mówiący. W ten sposób syn wyraził dziką radość na wieść, że kochana mamusia zrobiła syneczkowi jego ulubioną pomidorówkę . I to z ryżem.
Wzbogacona o wiedzę, bez większych emocji skwitowałam:
- Spoko, skoro tak mówisz.





Po 10 minutach wywracania oczami zjadł. Masaż oczny chyba poprawia pracę żołądka.


Pojechaliśmy w trasę. Klęłam pod nosem, bo moim szrotem to tak stówę można pociągnąć, ale więcej to już akt samobójczy. Płytka Moby'ego (18) dawała radę. Fajnie się jeździ.

https://www.youtube.com/watch?v=xAh6fk0KD1c&list=PL7C7E1507747F9865

Tyle, że jak słyszałam In my heart to miałam ochotę szukać telefonu. Długo miałam taki dzwonek. Odruch Pawłowa. Hau!

-Ty wiesz mamo, że tym żelastwem to już w zakręt 130 nie weszłabym, bo drzewo byłoby murowane - stwierdziłam oburzona pijąc kawę z matką.
-Ty chyba oszalałaś a kto przy takiej prędkości wchodzi w zakręt?!
- No kurde, jak masz dobre auto, a zakręt nie zawijak to wiesz.....
Wysłała mnie do diabła.

Ale poszłam do fryzjera.
- Chcę się obciąć, bo dostaję depresji od tej fryzury. Najlepiej na łyso.
- Hahahaha, oj nie nie nie, już ładnie odrastają. Przytniemy, ścieniujemy i będzie dobrze.
- Skoro pani mówi to niech pani tak robi. Wszystko mi jedno tylko niech już tak nie wyglądam. bo naprawdę oszaleję.
Lekka poprawa jest,ale to nie jest to ....daję włosom miesiąc- może się ogarną?!


Potem wkręciłam sobie niezły makaron na uszy. Zawsze demony niepokoju muszą w nocy przyleźć i dręczyć duszę. Ale co tam - otwieram piwo, puszczam muzę.
Niech się świat pie....  no dobra, goni.

Świat jest prosty, gdy wiadomo kto jest wróg, a kto przychylny. Natomiast dwulicowe gnojki zabierają oddech. Sztuka jest rozmawiać z takimi ludziakami.  Nie wiesz, czy walnąć z ręki czy śmiechem.
Dla mnie to za dużo.

Ja mam downa. Seryjnie. No bo nie dość, ze mam pozytywny stosunek do ludzi to jeszcze zawsze mówię prawdę. Dla takich ludzi to siedzenie w domu a nie społeczeństwo. Ale dryfuję, dryfuję ...

Heheheh, hm....jeszcze 10 lat i może obetonuję swoją dusze do końca.

Wczoraj czułam powera i nie dam sobie tego zabrać. Choćbym piła przy rozkładającym się gównie.
Dobre życie jest kwestią priorytetów.
Mój to rodzina. A reszta?! Tylko rozum może odebrać, a ja nie chcę głupieć do reszty.

A potem pójdę spać na bezczelnego, do jednego z dzieciaków, i chowając nos w karku odlecę szczęśliwa.

Bo naprawdę po tylu miesiącach wychodzę z ciemnej dupy, no może jeszcze tkwię tam jedną nogą i to może nawet głęboko (bo podobno wciąż wymagam rehabilitacji, bo okres wypowiedzenia) ale powoli odzyskuję siebie.
Tą lekkość, ten humor i wyjebanie na wszystko.

Bo trzeba mieć odwagę by żyć.
I charakter by śmiać się.
I duszę, by zrozumieć.
I serce, by przetrwać.

Amen