Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pech. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pech. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 czerwca 2013

Młoda w wodzie - AKCJA :)

Pobudka o 7.00.  Oto luksus wolnego czasu. W zapomnienie odchodzi poranny zryw, notoryczne spóźnienie i szaleństwo odwiecznego pośpiechu.
Oto trwa pora flegmatyzmu. Ślimacze życie.
Nie powiem, że nie jest fajnie. W końcu człowiek  żyje nie tylko pracą.
Tyle, że praca mnie nakręcała, a teraz rozkręcam się w papkę. Ech...


Poszłam zobaczyć do pokoju dzieci. Młoda otworzyła zaspane oczka, wyciągnęła ręce:
- Mamo, przytul mnie.
Jest słodka, naprawdę....
- Mamo chcę jeść i pić.
-Zaraz ci przyniosę, ale zjesz jak wyjdę spod prysznica.
- Ej, a ja mam pomysł, ugotuj mi parówkę i idź.
- Aha, ja będę się kąpać a ty jeść?
-To przecież mówię!

No to tak zrobiłyśmy. Młoda jadła śniadanko, Starszy spał, a ja kąpałam się. Nagle drzwi od łazienki otworzyły się. Weszła Młoda.
- Co się stało?
- Nic, myję ręce, zrobiłam siusiu.

Wychodzę z łazienki. Młoda zjadła. Ściany w kuchni jak zwykle czyste i nic nie zostało rozlane. Bo z tym wylewaniem to akurat różnie bywa.
Syn w międzyczasie wstał i już oczywiście rysował.

Wpakowałam dzieciaki w ubranka, potem na rower i śmignęliśmy do przedszkola.

Młodzi nie byliby sobą jakby czegoś nie zrobi. Trasa rowerowa, jak dla nich niecałe 10 minut, a oboje na chodniku leżeli.Oczywiście trafiło mnie, bo jak można tak się zamotać.
Ale to zamotanie odziedziczyli po nas. Taki prezent. By nie byli doskonali, hahaha.
Więc nie wiem czemu jestem nerwowa. To przecież rodzinne jest.
Powyżej genów nie podskoczy się.


 Jak to mówią wychowawczynie w przedszkolu - "Duperszmity" syna. :DDDDDDD


Kawa, komp, horoskop.

Poświęć całą swoją energię na rekreację. Rób tylko to, co naprawdę chcesz.

No pięknie. Idę pedałować, by odbudować mięśnie. By stanąć na nogi.
Wczoraj zmiótł mnie ból. Aż do odruchu wymiotnego.
Wyskoczyłam na rowerową przejażdżkę. Schody. Nie ten wiek, by po schodach zjeżdżać, więc zeszłam  trzymając rower. I pierdykło coś w kolanie. Jak zwykle. Tyle, że trzyma dłużej.

Szlag człowieka może trafić..
To są te chwile, kiedy można byłoby mnie puścić samą na front. Gwarantuję, że nikt żywy by nie wyszedł.
To są te chwile, kiedy obsuwam się niczym trup i zamieram - ciało w kostnicy.

Emocjonalna huśtawka od złości po niechęć.
Wyżyny wkurwa, doliny niemocy.


Zadzwoniła ciocia.
- To jedziecie z nami w lipcu w Bieszczady?
- Kurde, ciocia, nie wiem - czekam na ten rezonans a potem pogadamy.
- To moglibyśmy się spotkać na weekend w Kazimierzu.
- To jest genialna myśl ciociu, wiesz, ze o tym marzę- kurde,Kazimierz,wy ....miodzio!!!
Tyle, że wiesz ...poczekajmy na wyniki.

I zastygło życie me.





Z dzieciakami wpadłam do teściów. Oboje mocno wiekowo zaawansowani. Teściowa za rok będzie kończyć 80 lat a teściu jeszcze więcej. Właściwie ze śmiercią może grać w kości.
Teściowa jak zwykle, widząc jak dzieci się bawią, zaczęła ich instruować - to nie tak, a to tak .....
A mnie wtedy trafia jasny szlag. No nie da się pobawić tylko instrukcja.Grrrrrrr
- Kobieto daj spokój dzieciom, niech bawią się po swojemu, lepiej mów co słychać
 - A nic, nikogo nie było, sąsiadka wyjechała, nuda
- To wykup wycieczkę do Chin i śmigaj - zażartowałam
- Oj, to nie ten wiek, nogi nas bolą...
- Dlatego mówię sio do Chin, w lektykach was ponoszą - i chichram.

Wracaliśmy rowerami. I nie może być nudno. O nie.  Młoda wjechała w mega kałuże.


Stanęła i już.
- Nie umiem!!!
I można mówić, prosić - bez szans. Cholera, co robić ....Miałam już ściągać buty jak podeszła babka:
- Proszę poczekać pójdę po gumowce i pomogę.
- Naprawdę?
- Tak.
I faktycznie. Poszła do pobliskiego domu i wróciła w kaloszach.
Pani serdecznie dziękuje i niech Bóg odpłaci jej milion razy za okazane serce. Są jednak na tym świecie fajni ludzie.


Pod prysznicem syn zaczął marudzić:
- Co za głupie zapięcie...., za zimna woda.....
- Czy ty tak musisz marudzić? I po co? Trzeszczysz, że muzy nie słychać, weź zluzuj...
- Ty też marudzisz!
- O ty dzwońcu!!!!
I zaśpiewałam mu Barkę.

O Panie, to Ty na mnie spojrzałeś,
Twoje usta dziś wyrzekły me imię.
Swoją barkę pozostawiam na brzegu,
Razem z Tobą nowy zacznę dziś łów.



Za karę!!!!!!!


;P









https://www.youtube.com/watch?v=VYrLRKACnuM&list=RD02W4nd3SGYXOc

---------------------------

= Młoda skończy za 2 miesiące 4 lata, więc dumna jestem z niej, ze taka radzi sobie świetnie :)))) Nie wiem jak inne 4latki, ale dla mnie ona jest zjawiskowa :PPPPPPPPPPPPPPPPPP

niedziela, 19 maja 2013

pech

Syn oszalał na punkcie angry birds, a córka dostała fioła na punkcie Scooby Doo i meksykański potwór. Niedziela zesłania Ducha stała się u nas niedzielą punktową, a raczej fiołową. Masakra jakaś.
- Mamo kocham cię -  niczym armatnia kula, miała rozkruszyć mój mur oporu.
Choć za wiele nie opierałam się. W poszukiwaniu spokoju dałam się dzieciakom naciągnąć na ich szajby. Niech mają. Opętało ich zło świata doczesnego. Mnie opętał ból, aż łzy leciały.
Cały dzień był jakiś dziwny. Zrobiłam sobie kawę. Zapomniałam. Więc zrobiłam sobie herbatę. Torebkę z herbaty wrzuciłam do kawy. Tak kawę znalazłam.
Szukałam papierosów. Były gdzieś. Ale gdzie? .....Znalazłam w toalecie - normalnie w muszli sobie dryfowały. Nie do uratowania ....
Wpadła kumpela. Drink na odegnanie pecha. Jeden, bo jutro jazda będzie a i owszem, ale samochodem. Schowałam wódkę do lodówki. Otwieram lodówkę - wódką wali. Hm..... Bywa. T zajrzał do lodówki i padł  - zapomniałam zakręcić butelkę, więc procenty się wylały.
Dostałam swojego ducha - znak na zmianę nawyków - szlag trafił całą paczkę papierosów, pól litra wódki i kubek kawy.
Wszystkie używki.....Jezu........., wtf?!
Teraz zaczynam się bać!!!!


;P











poniedziałek, 13 maja 2013

wypadek syna

Poranna rozmowa z T na gadu
- Kur..mać, koleś jest w szpitalu, tak się wypieprzył, ze chyba będzie miał endoprotezę, Tak załatwia się kolano, a nie jak ty ...:)
- CO????
- Kolesiowi wyskoczył pies, wypieprzył się i leży w szpitalu. Rozpierdolka na maksa.
- O, żesz......

Chodzą przypadki po ludziach. Mój kanał to pikuś ....zatem nie marudzę.

A ja postanowiłam tydzień na lenistwie spędzić. Robić nie wiele. Spać i czytać jak dzieci są w przedszkolu. No i pedałować w ramach rehabilitacji.  Totalne lenistwo. W końcu należy mi się, bo zawsze coś ...Więc teraz czas na nic!


Pojechałam do przedszkola po dzieciaki. Matka też zajechała. Odwiecznie nam to robi - przyjeżdża nie proszona. Człowiek wchodzi i co? Dzieci nie ma, Babcia zabrała. Piana z pyska.
- Nie rób tego! Rozumiesz?! NIE RÓB TAK!!!!!A jeśli już to dzwoń! Rozumiesz?!!!!!!!!!!

Ale jak grochem o ścianę. Parę dni spokoju i znowu babcia zamienia się w kobietę niezastąpiona. I zabija pytaniem:
- I dlaczego jesteś taka nerwowa?! 
- A jak myślisz m a m u s i u ......

Dzisiaj spotkałyśmy się pod przedszkolem. Warknęłam.
- Znowu?!
Babcia wzięła syna na bagażnik. Warknęłam jeszcze raz, prosząc by tego nie robiła. Za słabo. Pojechali. Bo przecież wnusio chce ...
A my z córką poszłyśmy na piechotę. Prowadziłam swój rower.

Nagle z dala słyszę krzyk syna. Mega płacz. Darcie się. Jezu!!! Co jest?!?!!?! Skupisko ludzi. JEZUUUUUUUUU!!!!!!!!!!
Ani biec, bo jak? Tu noga, tu rower, a przede wszystkim córka. Płacz dobiegający moich uszów, zabijał. Widzę, ze rower leży, ludzie coś próbują robić. FUUUUUCK!!!!!!!!! CO JEST?!?!?!

- Młoda, coś się stało biegniemy!!!

Młoda puściła się te wpęd, ja kuśtykając skaczę, byle by szybciej, a płacz słychać coraz większy. Płacz?! Darcie się, ze aż ....moje serce ......nie mogę ...strach...jezu .......co się stało?...zamarcie ....zastygnięcie ...paraliż ...

Matka trzyma mego syna na rękach. Ten się wciąż drze. Odbieram go tuląc szpecę:
- Ciii moje kochanie, ciiiiiiii........już dobrze, skarbie, ciiiiiiii

Kurde, noga!!! Mega opuchnięta, odrapana......nie wygląda dobrze. Wygląda koszmarnie! Szlag!!!!!!!
Pewnie nogę wsadził w szprychy. Bo co? A tyle razy matce mówiłam, prosiłam......Kurwa jego mać!!!!!!!!! Chrzanić matkę - zabiję ją później.

Starszy się drze, nie słychać nic. Wciąż staram się go uspokoić, matka coś zaczyna mówić. I ludzie zebrani wokół. Widzę taxi.
- TAAAAXIIIII !!!!!!!!- drę się.
- Zatrzymać?! -zapytała się jakaś kobieta będąca świadkiem - bo to na pogotowie trzeba jechać
-Tak!- a zwracając się do matki syknęłam - zajmij córką!

Kobieta pojechała na rowerze złapała taksówkę zanim pasażerowie wysiedli. Co za przypadek...

Szpital. Pogotowie ratunkowe. Izba przyjęć. Wózek, rtg zdjęcie, izba przyjęć. Noga zwichnięta. Noga w szynie. Zalecenia: odciążenie nogi. Najlepiej kule pożyczyć.

- Bo mamo, bo my jesteśmy tacy sami, prawda?!
- Synku....kocham cię, wiesz?


13-tego......

Przeszła mi złość na matkę. Każdemu mogło się to zdarzyć. Pewnie też cierpi. I słusznie.
Zadzwoniłam z pogotowia.
- Babciu, nie martw się, będę żyć - syn był już rozbawiony. Udało mi się. Kocham ten jego uśmiech.


Syna noszę na rękach. Wniosłam go po schodach. Z ta swoją nogą, ale co tam. Chrzanić siebie-dziecko jest ważniejsze. Wiadoma rzecz.




Matka przyszła z córką. Taka smutna, zapłakana. Ma już swoją karę. Ale czy odzyska rozum?!

- Czy ty zaczniesz się mnie słuchać?! Mamo!!!! Do jasnej cholery!!!!!!!!



piątek, 22 lutego 2013

bunt



Młoda przebudziła się w nocy:
- Chcę pić.
Córcia jest bombowa, grzecznie ze mną maszeruje do kuchni. Wie, że nie mam jak przynieść jej picia. A skakać nie będę. Wystarczy, że za dnia mam tygrysiasty klimat. Pierdzielę kule, mam dość, naprawdę.
- A teraz myjemy ząbki - mówi córka.
Super, że pilnuje się, bo przecież Gwiazda wody nie wypije.
Powrót do łóżka. Oczywiście mojego. Nie ma T jest atak klonów. Zamykam oczy, chcę odpływać, a tu:
- Mamo, a ile to jest 5 dodać  6? - pyta się córka.
- Jedenaście - mruczę.
-A ile to jest jedenaście odjąć sześć?
- Pięć. Kochanie śpij, porozmawiamy póżniej- jejku ją też pogięło?
- Mamo, a ile to jest trzy dodać dwa?
No zaraz mnie kuźwa trafi....

- Pięć. Zaraziłaś się od brata ? I słusznie, bo masz mądrego brata, ale proszę nie rozmawiajmy o tej porze! Litości!
- Mamo -NIE WIERZĘ!!! tym razem braciszek, nagle wybudzony włącza się do rozmowy -a prawda, ze zero razy zero to zero i wszystko razy zero to zero?
No trafi mnie!!!!!!!!!!!!!AAAAAAAAAAAA!!!!!!!

-Tak - mówię już lekko wkurzona, patrzę na zegarek a tam 5.35! - nie! no, zaraz kogoś zatłukę! - A może porozmawiamy o fizyce kwantowej, co?!
- Nooooo - synowi otworzyłam oczy, ze ja nie mogę. Co ja zrobiłam!!! Ratunku!!!- a co to jest, mamo? 
- Jak zaśniesz a potem otworzysz oczy to ci powiem, a teraz spijcie.
JASNENie było takiej opcji.

Eureka!, dzieci mnie obudziły a nie ból! Hura! Już wole takie pobudki, jeśli takowe musza być.

Mama przyszła, bo odprowadza dzieci, a ja pogoniłam na rehabilitację. Dobrze, ze pogoniłam, bo dogoniłam szczęście. Młot prawie po pięcie mi przejechał jak przechodziłam przez ulicę i to wyjątkowo na pasach. Chciałam rzucić za trolem kulami, ale stwierdziłam, ze nie będę się potem po ulicy pałętać by je pozbierać. Jeszcze jeden młot nadjedzie i będzie dupa blada. Fuck!, młot cholerny.
Zadzwoniłam do T:
-Ty wiesz, że jak umrzesz to ja nic nie wiem, za co ile płacić, kiedy, gdzie i w ogóle? Nawet haseł do kont nie znam! Musimy to zmienić!
- Ale dlaczego mam umierać?!
- Bo dureń mógł mnie przejechać i tak pomyślałam o śmierci.
- Ahahahaha,  i ty mnie już pogrzebałaś? Spadaj, bo nie mam czasu.
I się wyłączył. I może słusznie, bo jak gadam to muszę stać, a w nogi przypiździć potrafi. Zwłaszcza jak ma się na sobie tylko dresowe spodenki. Dresiara, a jak! hahahaha.....

W przedszkolu zapytałam się wychowawczyni o córkę. Młoda ma swoje zdanie i wie czego chce. Jak mówi;  nie,  to one z tym nic nie zrobią -córka zdania nie zmienia - nie to nie i kropka.  Czasami bawi się z dziećmi,  a czasami nie ma na to ochoty, więc odłącza się od grupy i sama sobie organizuje zabawę  np. układa puzlle. Jest uparta otwarta, wie czego chce ma charakterek.
Oj, wiem o tym.

Po drodze rozmawiamy. Dzieciaki też mają dość mojej kontuzji. Nie ta mama. Buuuuuuu, ale co mogę?

- Synku, też mam dość. Nawet na zakupy nie mogę iść, bo jak mam trzymać koszyk, zakupy?! - hm, a mam już małą listę książek do kupienia, a jak, tylko jak je w ręce wsiąść jak w ręce kule są.
- Ale małe możemy zrobić, bo lekkie rzeczy mogę nieść, wiesz mamo?! Ja ci mogę pomagać.
- Kochany jesteś! Taki synek to skarb - mówię wzruszona.

No to poszliśmy do sklepu. Po płatki. Urwis kochany.

Synek wpadł w wiek humorów -od anioła po czorta. Jestem mamą najfajniejszą na świecie, i bywam też i najgorszą. Oj obrywa mi się. Nie misiem.


- Synu, idź się kapać, bo zaraz będą Pingwiny. A bez piżamki nie ma bajki, pamiętaj!
- Zaraz, mamo. Tylko kraba zrobię.
- Ok, ale pamiętaj.

Oczywiście nie idzie. Dwa razy przypomniałam mu, ale oczywiście padło nieśmiertelne:
-Zaraz!
Za to Młoda zaczęła krzyczeć, że chce Pingiwny.
-Kąp mnie!!!
Szybki prysznic. Piżamkowo. Tv. Pingwiny lecą. Syn przyleciał. Pcha tyłek przed tv. Hehehehe, hola, hola.
- Nie kochanie. Prosiłam cię byś się wykąpał. Mówiłam - nie ma piżamki nie ma bajki. Proszę, idż i szybko umyj się.
- Jesteś niefajna! Jesteś okropna. To niesprawiedliwe!!!
Dziecię wyje przeokrutnie.  Płacz. Jęk. Normalnie jakbym mu głowę  wyrwała,  serce żywcem zjadła. I na koniec obrzydliwie bekła.  Wyje, strzepi jęzora, ale idzie do łazienki. Konsekwencja jest bolesna, ale skutkuje. Na szczęście woda zgłusza słowa skragi. Nie słyszę, nie uduszę. Niech się wykrzyczy. Ja krzyczeć teraz nie będę. Bo po co? Krzyk zagłusza słowa.  Droga donikąd.
Przyleciał wykąpany.
- Mogę oglądać? Ząbki umyję później, dobrze mamo?
 - Jasne, ale chyba należą mi się jakieś słowa?
Popatrzył.
 - Przepraszam.

Obejrzeliśmy Pingiwny w trójkę, a po bajce wróciłam do tematu. Spokojna rozmowa, wytłumaczenie. No kuźwa - nie chcę być już widzem tak żałosnego teatru. Hahahaha, zapewne do następnej akcji jak się narażę szanowanemu panu. Albo szanownej pani. Bo pani też niczego nie brakuje.



środa, 20 lutego 2013

K jak ....

Narada- chcemy by przeszła cała grupa.  Zobaczymy jak szkoła jest otwarta na sugestie i prośby rodziców.
Grupa jest zgrana, mocna, pozytywna. Jak rzadko kiedy. Przedszkolanki są ZA.



 Mój telefon znowu wpadł do kibelka. Ja pierdzielę.
Tym razem zdążyłam wodę spuścić... .:P



bo woda była za czysta


Blada kurza twarz. Buuu, lubiłam go. Trudno. Może pogadam do niego to się reaktywuje?!
Ale czas zmian nadchodzi.

Hm, wezmę sobie tela z Hello Kitty, polubiłam tego kociaka po przeczytaniu tego artykułu:

http://www.gloria.tv/?media=386731

Zresztą, z telem nie mam co szaleć, jak widać.

K-jak kanał

K jak kibelek.

Hm

K -11 litera w alfabecie

11 przykazanie:  Kurwa, uważaj.






środa, 13 lutego 2013

PECH

Pech trwa. Albo urok. Już sama nie wiem.  Mój telefon wpadł mi do kibla! Utopiłam własny telefon we własnych sikach.
Bezruch jest najlepszy dla mnie.

Buuuuuuuuuuuuuuuuuu

13-ty, mać jego!!!!!!!!!!!!!!!

wtorek, 12 lutego 2013

sik




Poranek. Budzę syna gilgotkami. Straszne ma i strasznie ich nie lubi. Lepiej działają niż kubeł zimnej wody. Oczy otwarte.
- Mamo, cześć, przestań.
 - Co ty? spociłeś się? Piżamkę masz mokrą.
- Nooooo
- Serio?
 - Noooooo, wymienimy piżamkę?
- Pewnie. Wieczorem. A teraz wstawaj
Syn wstał. Materac też mokry?
- Chyba  się zsiusiałem, przepraszam.
Z T zeszliśmy ze śmiechu. Bo komu nie przyśniła się wizyta w toalecie? Ja wciąż pamiętam swój sen czując zimno deski sedesowej i  ulgę, która poszła, ale w łóżko. To sobie powspominaliśmy wpadki senne. Syn popatrzył jak na wariatów.
- No co jest chłopie? Zdarza się, hahahaha. Szoruj pod prysznic.
Młoda wstała.
- Dlaczego Starszy myje się?
- Bo się zsiurał do wyrka.
 - Jak małe dzidzi?  - i zaczęła się śmiać.
No a komu to się nie zdarzyło? Sen realny. Siada się na kibelku, sik,  ........i prosto w wyrko!!!!

Na rehabilitacji przeszłam piekło. Masakra. Doginanie nogi, masaż. Dobrze, ze przed wyjściem zaliczyłam wizytę w toalecie, bo mogłoby być kiepsko. Akademia Pana Kleksa. Kleks w majtach. Brrrr......

Swoja drogą byłoby, hahaha, co za rodzina oszczanoobsrana........hahahahaha.

Poszukałam pocieszenia w szafce. Kurde!!! kto wyjadł czekoladę?cukierki?!!!! Nie wierzę!!!! Zostały tylko marne resztki.
To tak wygląda odchudzanie w wykonaniu T? Zejście do podziemi samotności, wpierdzielanie w konspiracji. O ty!!!!! Plan zemsty w toku obmyślania. Powiesić za jaja to mało.
Pomyślę w tym w czasie gotowania.  Nóż w ręku inspiruje. Idę czynić obiad - mamusia z sanatorium wraca. Niech ma na powitanie talerz ciepłej zupy niczym bochen chleba z solą. Nie będę taka.
Czas na zło jeszcze przyjdzie, hahahaha........






czwartek, 31 stycznia 2013

zawirowania




Młoda przybiegła krzycząc:
- Wstajemy!!! Ptaszki śpiewają za oknem, podnosimy rolety do góry!
 - Ale to ptaszki wstały a my możemy spać.
 -Nie, nie możemy, Wstajemy!!!!!!!
 Energia dziecka kontra zastygniecie starczych kości. Bez litości, serca, zrozumienia. A potem budzik dobił.

Musiałam stawić się na wezwanie do pewnej instytucji. Wchodzimy do głównego budynku, pytam się ochroniarza, gdzie jest ten pokój.

- Musi pani stad wyjść, tamtędy przejść do drugiego budynku i wejść na pierwsze piętro.

Więc w tym deszczu, po tych resztach śniegu idę o kulach. Poranny spacer pełen schodów.
Drugi budynek,o jest winda i pierwsze piętro a na drzwiach pokoju kartka - W dniu dzisiejszym prosimy udać sie do pokoju nr ...w głównym budynku.

O w mordę!

 - Jak kiepski żart - mówię - hehehehe. Lem się kłania, obłęd pokoi i korytarzy, matrix urzędniczy, nie mogę...i jak ma mnie szlag nie trafić?

- Proszę iśc za mną, pokaże pani łącznik do głównego budynku, będzie prościej i nie będzie pani moknąć. -za plecami naszymi pojawił się ochroniarz

 - Dzięki wielkie.

Byliśmy pod wielkim wrażeniem. Oto w urzędzie spotkaliśmy człowieka. Więcej - spotkaliśmy pożytecznego ochroniarza. Pierwszy cud dnia. Cudownie.
Potem okazało się, ze nie musiałam przyjeżdżać -mogłam zadzwonić, przesłać dokumentację. Jasne i naskrobać marchewek do zupy.

Mieliśmy dylemat, hahaha - miejsca parkingowe - miejsca dla inwalidów - hm, w końcu mam problemy z poruszaniem się i to widoczne, ale nie stanęliśmy. Ciekawe czy wolno czy jednak obowiązuje papier.
W moim przypadku jest to jak kuszenie losu-obym jednak nie musiała korzystać z tego rodzaju przywilejów.
Tfu, tfu, tfu....

Czytałam dzieciakom książkę o Scoobym Doo, zadając od czasu do czasu  pytania:
 -Młoda policz, ile jest potworków.
- Jeden, dwa, trzy ... - córka policzyła do dziesięciu.
- Pięknie! A jednak umiesz liczyć do 10-ciu. Policzysz jeszcze raz?
- Nie, nie umiem. Już zapomniałam.
I koniec rozmowy -nie to nie  i basta.
Nie wiem, zapomniałam brzmi jak lagodna wersja -spadaj, nie mam czasu.
Za to:
 - Maaamuuusiuuu .... - to jest ciężki kaliber wytaczany do uzyskania jakiś rarytasów, przywilejów.
Sama słodycz i niewinność. Bestia emocjonalna normalnie
A nastawianie ucha to klasyka:
 -....no i wiesz, ze jak zjeżdżałem to wyrżnąłem głową w śnieg - synek opowiada babci przez telefon.
 - ................
 - Nie, nie płakałem.
- Chłopaki nie płaczą - krzyknęła Młoda z innego pokoju, wtrącając swoje 3 grosze.
Co za słuch. Radary nieustannie pracują, nie zależnie od toczącej sie zabawy.
Nie mogę o tym zapominać, nie mogę o tym zapominać, ale cóż, jak po raz kolejny pierdyknęły kule nie powstrzymałam sie od kurwa.
Cholera....

Montuje obiad w kuchni, dzieciaki coś tam robią. Piękna cisza.. Nagle krzyk Młodej. Wyrwałam w tempie mistrzowskim. Młoda stoi przed drzwiami toalety i drze sie w wniebogłosy. Myślałam, ze palce przytrzasnęła a ta duka między łzami:
 - Bo ja ygh ech ygh się yhg egh ygh zsikałam .....buuuuu ......się ......
Faktycznie - wygląda jak syrena na brzegu oceanu. Niezly sik. I numer -nie pamiętam, kiedy ostatni raz miała taki wypadek.
- No i co! Nie płacz, idziemy się myć, przebrać. W czym problem?! 
- bo....buuuuu bo  ygh buuuu ja przepraszam.
- Spokojnie, zdarza się.

Jak jest zmęczona to potrafi włączyć taki lament, ze oszaleć idzie. Spokojnie, Arte-wdech, wydech, Bóg cie kocha. Nie oszalejesz, nie krzycz. Oddychaj.
Synka poprosiłam o o pomoc, by wytarł ślady po ślimaku.

 - Ślimaku????
 - No, spójrz na podłogę, Młoda swoimi mokrymi spodniami zaznaczyła drogę jak ślimak.

 Dzieci kształtują charakter -opanować trzeba język i emocje. Czy jakoś tak, w każdym bądź razie pracuję nad sobą ciężko. Każdego dnia. Ha, ha, ha ... Czasami sama jestem z dwójką dzieci. I czasem wolałabym skoczyć na bungee niż być z marudami w domu.. Efekt ten sam - można posrać się po pachy, ale lot jest przyjemniejszy od dwóch dzieciaków, którym włączyła się opcja marudzenia bądź wzajemnej kłótni.
Sztuka jest nie spaść ze szczytu cierpliwości. Upadek zamienia człowieka w demona. A wówczas ...
Nie, nie chce być swoja matką.

Wieczorem rozbrykane dzieciaki nie chcą iść spać. W końcu ferie. Wymówek sto. A nam kończy sie cierpliwość. Kochane mordki, ale niech znikają już. Ciszy chcemy!!!!! Oto jak marzenia zmieniają się z czasem.
 -Sio mi spać, teraz jest nasz czas, czas na naszą randkę!
- To wyjdziecie gdzieś teraz?  -zapytał syn zdziwiony.
- Wyjdziemy? Gdzie? Dlaczego?
- No bo jak ma się randkę to się wychodzi.
-Słyszałeś ? - drę się do T -Twój syn ma mistrza, ucz się. Nie synku, taka domową sobie zrobimy, przecież nie możemy was zostawić....

Wyjść to ja mogę z siebie. Nie chce mi się pałętać nigdzie z tymi kulami. Choć teraz, jak robi się prawie wiosennie może i czas pokuśtykać. Co by ciało nadmiernie się nie rozrosło. Mały spacerek po czekoladę nie zaszkodzi.