Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ogrodzieniec. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ogrodzieniec. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 8 sierpnia 2013

Ogrodzieniec - foto


Byliśmy na zamku w krainie Jury. Jedno z bardziej urokliwych miejsc Polski. Zresztą, gdzie się człowiek w tym kraju nie obróci zachwyca się pięknem przyrody, architektury.

Gorzej jest jak otwiera gazetę albo czyta wiadomości. Wtedy ten kraj jawi się jako zakład psychiatryczny. Naród niczym idioci przywiązani do łóżek bezsilności patrzy jak polityce-lekarze bawią się w najlepsze. Oto przykład: poseł, który walczył o równość lata do domu samolotem. Co trzy dni. Za naszą kasę. To nic, że zarabia tyle, że mógłby bilet kupić. Ale cóż - Gród Kaczy (czy Tusk czy Jaro to na jedno wychodzi) to latać trzeba, by nie wdepnąć w guano. Kacze. Tylko my po nim możemy chodzić.

Włóczęga odbyła się w towarzystwie znajomych. Bo tak jest fajnie. I było super. Więc czas upłynął nie wiadomo kiedy.

Są jeszcze ludzie, z którymi można kraść konie. Niedawno w super towarzystwie wypiłam diabelski napój, Artemisia absinthium. I pomyśleć, że net ma swoje dobre strony. Bo niektóre super jednostki zostały wyłowione z netu, niczym perły z muszli. Trzeba wiedzieć gdzie sięgać. Bo i naciąć się też można. Jak to w życiu. Ale, że głupcom szczęście sprzyja, więc los rozpieszcza mnie dając mi możliwość bycia z ludźmi, którzy są na wymarciu. Normalnymi ludźmi.

Na terenie zamku toczyły się bitwy. Rycerze naprawdę lali się okrutnie. Widowisko było przepiękne. I śmieszne. widać było, że i zawodnikom sprawiało dużą frajdę. Zabawy dorosłych. Ale tamte czasy miały swoje uroki.

http://www.youtube.com/watch?v=cgW30MPrhQI&feature=youtu.be

Wieczorem nadeszła chwila na rozpoczęcie bitwy o zamek . Rycerze na koniach, pospólstwo. Zagrane sceny. Huk z kartaczy.








Córka wpadła w ryk. Ze strachu w panikę. Płacz ogromny. Zagłuszyła wszystko, a mi to na pewno. Musiałam nieźle się wygłupiać, by dziecko uspokoić, odwrócić uwagę.

Ale córa i na drugi dzień doznała szoku. Okazało się bowiem, że w Bobolicach duch straszy. Syn podskoczył, zrobił niewyraźna minę. Ale nasz śmiech przerwał atak paniki córy. Wystraszyła się okrutnie. Wskoczyła mi na ręce z płaczem takim, że prawie ogłuchłam. Naprawdę przestraszyła się mocno. A można było. Z mroku wyłoniła się ciemna postać ze straszną maską na twarzy. Dorośli też skakali. Normalnie Pole zającowe. Hyc do góry. W ciszy. W krzyku. Hyc. Hip, hop. Skok.

- Choć idziemy do ducha. Teraz my go nastraszymy, co?
- Hahahaha, nie! nie! nie chcę.

Nie dała się namówić na zrobienie kawału. Może następnym razem coś razem zmontujemy?!  Jakiś jeden numer :)


Swoją drogą, ciekawe co ma taki człowiek na umowie o pracę. Stanowisko - duch? Aranżer krzyku? Aktor zamkowy?


Kiedy wracaliśmy autem do domu to zasnęłam. Bo tak mam. Dzieciaki też padły. I całe szczęście. Bo te ich przekrzykiwania w aucie są paralizatorami spokoju. Od razu człowieka szlag jasny trafia.
Więc zasnęłam, korzystając z ciszy, a jak otworzyłam patrzałki tak patrzyłam nie wierząc w to co widzę.
T mknął po lewym pasie zadowolony, a na przeciw nas zbliżało się auto. Popatrzyłam na prawy pas - aut było trochę. Hm.........co on robi?!


- Kochanie a ty tak wymijasz brawurowo czy jedziesz na czołówkę?
- A to nie jest dwupasmówka?
- CO????? ŻARTUJESZ?!?!?!

T szybko zjechał na pas właściwy. Nie żartował. Myślał, że jedzie autostradą. Jezuuu.....