Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nadzieja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nadzieja. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 7 maja 2017

story








- Zadzwoniłbym, ale nie. Zresztą skasowałem numer.
- A nie pamiętasz go?
- Nie...
- Jak nie pamiętasz numeru to nie była miłość.


Wieczorem wspominał słowa przyjaciela.
"Więc co to było?" - zasnął owinięty w pytanie.


Jednak znalazł ją. W dzisiejszym świecie łatwo jest namierzyć człowieka. Nie ma ucieczki.
Ucieszyła się.
- Tęskniłam.
- Ja też.
Poszli na spacer. Liście tańczył wokół ich nóg nieśpiesznych. Spotkanie przyniosło ulgę lepszą od specyfików z pobliskiej apteki.
Złapała go za rękę. Ścisnął lekko. Dotyk poszerzył im uśmiech.
- Jak dobrze, że jesteś, po prostu jesteś..
- Też się cieszę...nawet nie wiesz jak.....
- Ciiiiiii... nie mówmy nic. Słowa są niepotrzebne.
Liście, w ciszy swej i ich. tańczyły dalej wokół ich nóg.


Wyjechali razem na weekend. Bywali też w kinie. Na szarlotce. Na kawie. Na kolacji. Winie. Chińszczyźnie. Wernisażu. Byli razem. W chwilach wyrywanych życiu byli razem. Siadali przy oknach ciekawości opowiadając co widzą. Inne obrazy tworzyły nowe, zaskakujące konstrukcje. Dopełniali sobą formy.

Ona pisała częściej, On milczał.
Ona wiedziała, ze on tak ma. On myślał.


- Nie myśl tyle, tylko idź tam, gdzie czujesz. Zanurkuj w życiu. nie bój się. Woda w nosie to nic strasznego.
- Nie wiem co czuję. Czasami nic nie wiem.
- Zanurkuj, proszę.
Podciągnął nogi pod siebie i dalej bujał się na fotelu. Bez słowa. Z wymownym spojrzeniem.
Ona zaplotła dłonie na lampce wina w bezsilności modlitwie.    

Poszedł z nią na dyskotekę. Spotkali znajomych. Zaczął z nimi rozmawiać zapominając, że przyszedł z nią,
- Nie, nie jesteśmy razem. Kumplujemy się, raczej na nowo -odpowiedział na zdziwione oczy.
Jej oczy też były zdziwione. Wyszeptała:
- Wypijmy zatem za koleżeństwo miłe.
Spojrzała smutno na niego.
Najbardziej odczujesz brak jakiejś osoby, kiedy będziesz siedział obok niej i będziesz wiedział, że ona nigdy nie będzie Twoja - zacytowała sobie słowa Marqueza. Wypiła kolejną setkę. Wódka rozpaczy rozpaliła jej wnętrzności. Niech pali.
Poszła tańczyć z kolegą. Nie schodziła z parkietu, bo nie było do kogo wracać.
Wyszedł bez słowa z lokalu.
Ona bez słowa odeszła z jego życia.


Na rok.


Wróciła. Po roku zadzwoniła do jego drzwi.
- Czekałem - odpowiedział. Wziął jej  kurtkę - Zimno tej zimy, prawda?
Poszedł zrobić kawę. Ona weszła do pokoju. Oglądała książki. Zawsze tak robiła wchodząc do czyjegoś domu. Spięte kartki, wyprężone grzbiety, rytuał.
- Co czytasz?
Siedzieli długo i rozmawiali. omijając siebie bez słowa.


Byli dla siebie ważni. Trzymając ten ciężar ważności nie potrafi w swoich rękach nic innego utrzymać. Zajęte dłonie straciły z sobą kontakt.



- Zadzwoniłabym, ale skasowałam jego numer.
- I nie znasz go na pamięć?
- Nie, i nie mów mi tylko, że to nie była miłość.




















piątek, 29 marca 2013

za rękę

Zrobiłam dzieciakom niespodziankę i odprowadziłam je do przedszkola. Po trzech i pół miesiąca przerwy mogłam iść trzymając córkę za rękę! Piękna chwila. Jak mi tego brakowało, szkoda słów.
Starszy też chciał. A jak. Pieszczoch megaśny.
Iść i trzymać swe dziecię za łapkę cudna rzecz. Czy może być coś fajniejszego?!

"Poszli trzymając się za ręce. I dokądkolwiek pójdą i cokolwiek im się zdarzy po drodze,mały prosiaczek i Miś będą zawsze bawić się wesoło ze sobą w tym Zaczarowanym Miejscu na skraju Lasu"


A potem dzieciaki szły trzy,mając się za ręce. Dyskutowały sobie na temat zwierząt, które mogą być groźne dla chomika.
A z naszej chomy to fajny pies. Stęskniony wisi na drzwiczkach od klatki z wielkimi oczami. Pieszczoch jeden.

W przedszkolu obejrzałam prace wielkanocne dzieci.

Czarny zajączek - wow, mój synek :)



Wielkanocne jajo małego maniaka :)))





Ech ten córki róż :)

– Powiedz, Puchatku – rzekł wreszcie Prosiaczek – co ty mówisz, jak się budzisz z samego rana?
– Mówię: „Co też dziś będzie na śniadanie?” – odpowiedział Puchatek. – A co ty mówisz, Prosiaczku?
– Ja mówię: „Ciekaw jestem, co się dzisiaj wydarzy ciekawego”.
Puchatek skinął łebkiem w zamyśleniu.
– To na jedno wychodzi – powiedział. 


Nie wiem co dzisiaj mi wyjdzie. A wychodzi na to, ze czas wyjść z marazmu. Wiosny wprawdzie nie ma, ale nadchodzi czas przebudzenia. Pan Zmartwychwstał, więc i ja może odkleję się od kanapy?!
 

WESOŁYCH ŚWIĄT :DDDDDDD





wtorek, 19 marca 2013

ostatni śnieg

Moje tup, tup, czteronożne :D





 Wstaję o porze, kiedy najlepiej się śpi. Są jeszcze drogi, po których nie szedł nikt. O wpół do siódmej zazwyczaj przekręcałam się na lewy bok, a teraz wkładam nogę to obręczy -magnetronik. Zasypiam na krześle. By obudzić się do godzinnych ćwiczeń. A na sali sami "starzy znajomi". Choć tyle. By nie myśleć.

Czasami tracę nadzieję, ze wyjdę z tego. A nadzieja tonie w płynie. Jest coraz gorzej. Nawet przeklinać mi się nie chce. Nie chce mi się nic. Ale ból mówi, że żyję. Bo skoro czuję ból to trupem być nie mogę.  Choć teraz trupi wiodę żywot.


T wyjechał w poniedziałek na tydzień do pracy. A dzisiaj zadzwonił. Wow!!!!!!

 - Kochanie, schowaj do lodówki mleczko do kawy, bo na półce zostawiłem.

No to kuźwa się stęsknił.....hahaha. Pal licho -i tak nie dzieje się nic.





Poleciałam do mamy - podłączyć jej sprzęt do netu. Zamotałam się, nie tylko z podłączeniem do sieci, ale również w kule- wyrżnęłam orła. Matka zbladła:

- Czy ty nie możesz być normalna?!

Sieć została podłączona, a ja nie odłączyłam się od życia. Aczkolwiek wyobraźnia zaczęła działać.

Zadzwoniłam do T:

- Słuchaj, co byś zrobił, gdyby lekarze patrząc na mnie roślinę powiedzieli, odłączamy pańska żonę. Zgodziłbyś się czy poprosiłbyś o jeszcze jeden miesiąc i przez ten czas siedziałabyś przy mnie z nadzieją, ze jednak nieodwracalne jest odwracalne?

 - Kobieto ja pracuję! Kocham cię, pa!

Hm, fajnie, ale co ta miłość znaczy i jakie są jej granice?!



Wyszłam po dzieciaki do przedszkola. Ucieszyły się. Ostatnio rzadko mi się zdarza. Bo nie chce mi się nic. Ostatni śnieg, a może nie - dzieciaki na tej kupie zawisły, mocząc wszystko to, co dało zmoczyć się.















 A w domu zapanowała wiosna -Starszy pokazał rysunek. Biedronki, wiewiórki, kwiatki, tęcza. Słońce. I ślimaczek. Oraz jeżyka z rzeżuchą.










to wiewiórki, nie liski











A potem wpadł kumpel do Starszego. Chłopcy grali a Młoda tkwiła z nimi. Oczywiście medale musiały wisieć na szyjach. A Młoda musiała być przy M.






Syn zmienia się. Zaczyna powtarzać, przedrzeźniać, stroić miny. Czasami staje się nieznośny. Marudzi. Można do niego mówić, a on łazi po górach własnej wyobraźni.  Facet wpadł w okres zawisaka. Zawisa nad stołem nad kanapką, zawisa pod prysznicem, zawisa przy zakładaniu ubrań. A za chwile jest czaderskim kolesiem z którym można wszystko. By za chwile znowu  wszystko stało się "głupie i beznadziejne". I trwało wieczność.

Ćwiczyliśmy zadania logopedyczne. Wygłupiał się na maksa - nie było sensu ćwiczyć. I tak mnie wkurzył, bo mogłam sobie mówić, ze rzuciłam kartkami krzycząc:

- Idź sobie, daj mi spokój. Mam dość!!!!!

I co synek zrobił? Wziął kartkę i sam zaczął czytać:

- tosia ma kalosze, szare myszki.......

 Dotarło do niego, ze przesadził. I zachował się genialnie. Przeprosił. Prosił, by dalej ćwiczyć. A mi szczęka opadła, bo jednak Gad umie czytać, ale by tak siąść poczytać elementarz to nie ma mowy.

Młoda też mnie zaskoczyła - ułożyła sama pociąg złożony z alfabetu. Nawet jeśli kierowała się kolorami to i tak nieźle jej poszło. Logiczne myślenie jest lepsze od zapamiętanych kwestii.






I jak to powiedziała córka:

 - A ja czasem myślę, myślę i myślę i wiem.




A ja stanęłam na wagę. 66,6. 666 -liczba bestii.


Tu jest [potrzebna] mądrość. Kto ma rozum, niech liczbę Bestii przeliczy: liczba to bowiem człowieka. A liczba jego: sześćset sześćdziesiąt sześć.






Uciekam. Chowam się przed światem. Nie ma nic.










Tyle, ze obrazy nie dawały spać.













A miałam sen - biegłam. Bo nie ma nic fajniejszego niż pobiegać z dzieciakami.
Nosi mnie, nosi mnie.......do stu diabłów, jak jasna cholera, nosi mnie.

By to jasny szlag, cholera ....