Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość rodzeństwa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość rodzeństwa. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 maja 2013

podszeptem



- Maaaaaamooooo!!!! A Młoda mnie przezywa!!!! - wrzasnął syn z pokoju.

- A wcale, że nie! - odkrzyknęła Młoda wbiegając do kuchni - ja tylko powiedziałam po cichu Cześć mądraliku.

I cieszy się.










piątek, 17 maja 2013

dialog

Dialog rodzeństwa.



- Boję się - powiedziała córa - Tam są potwory!
- Nie ma potworów - odpowiedział syn - ty dzidzio zapchana!
- Nie jestem dzidzią -odkrzyknęła córa - a potwory SĄ!!!!
 - Nie istneeeeeją!
- A co to znaczy że nie istnieją?!
- Że ich nie ma, wiesz?! One są tylko w bajkach!
- Nie, one są - odparła córa pokazując balkon.
 - To je złap, dzidzio!!!!
- Nie jestem dzidzią!!!!

Minuta cisza ....i zaczęło się od nowa ......

-A ja się boję potworów.
- Mówiłem ci, że one nie istnieją!
- A co to znaczy, że nie istnieją?!
- Już ci tłumaczyłem sto razy!, nie ma ich, kropka com pl. Rozumiesz?!









sobota, 2 marca 2013

nudnikofo2

Dzień dobroci dla zwierząt -Maluchy na zakupach szły trzymając się za ręce !!!! AAAA!!! Rzadki to widok. Ale jakże piękny.

   Albo  tańczyli sobie - po sklepie -adnotacja - nowość!



"Produkcja parówek" w wykonaniu Młodej - zaszyła się - "- Nie rób mi zdjęć". 

Młoda tym razem bawiła się sama, bo Starszy przepadł w grze:



Gra jest fajna. A jak ulga - pozamiatać świniami. Szkoda, ze tylko w wirtualu. No, ale zawsze coś.

Rozwalił mnie telefon teściowej. Zadzwoniła do T.

- Słuchaj, to jak Starszy idzie do szkoły to to wolne miejsce  w przedszkolu  po nim zaklepcie  dla syna znajomej .....

- Ahahahahaha. J a s n e ahahahahaha a jak się nie uda to zadzwonię do przewodniczącego partii. Ahahaha.... 

Niektórym czas zatrzymał się.




Oglądaliśmy z dzieciakami Epokę Lodowcową 2. Reklama musi być,  więc była. Jedna z wielu. Danonki, pla, pla, pla ..." każde dziecko wie, że jest źródłem wapnia i wielu witamin", na co syn wyparował:

 - Każde dziecko wie, że to sam cukier! Ale głupie są te reklamy.

Reklamie Nutelli też się dostało.

- Słodycze na śniadanie?! Tak nie można! Ale to głupie.

Jaki kurde mądrala i komentator, ulalala. Hahaha, może i dobrze. Nie będzie łykał reklam jak pelikan ryby.


A ja mam zamęt w głowie tym nieoczekiwanym powrotem do pracy. Chodzić chodzę, ale to nie jest ta noga. To nie jest ten chód. To nie jest to!!!! Szlag......Ech......Będzie jak ma być. Szef pożycza mi rowerek treningowy. Oby do wiosny. Albo następnego zwolnienia.




czwartek, 28 lutego 2013

brzydkie słowo

Kaszel mi nie odpuszcza. Ratuję się czym mogę, ale nie przechodzi. Ból głowy, rozbicie, totalna rozpierducha. Ale już wiem, że to tylko przeziębienie. Nie astma, nie alergia, tylko zwyczajne przeziębienie. Kaszel, kaszelek w takim wydaniu cieszy. Kolejna świetna wiadomość w tym roku. Wychodzę na prostą. Biegnę w stronę słońca. Ma być dobrze, będzie dobrze. Będzie, że auć odlotowo!!!!


Synek znowu sam przybiegł z przedszkola do domu. A niech biega. Kiedyś sam będzie musiał się poruszać, więc cóż -niech się uczy.

- No i co tam ? Jak ci minął dzień?
- Napisałem dzisiaj brzydkie słowo - ze śmiechem mówi urwis.
- Brzydkie słowo? Jakie?  - o,żesz, zaczynam robić wielkie oczy, a w głowie myśli przebiegły jak tabun koni.
- Idiota
- IDIOTA?! - (uuuuffffffffffff, tylko idiota)
- No! Idiota!
- A skąd ty wziąłeś to słowo? - hm...Dostojewskiego nie czytałam synkowi (jeszcze, hahaha), a jak się T zbierze to owszem dostaje ode mnie pociskiem słownym, ale cięższego kalibru.
- Bo lord Vader tak powiedział .... (tu padła cała opowieść dziwna)
- Lord Vader? Skąd znasz Lorda? - kiedyś Starszy oglądał Gwiezdne Wojny, ale bez zapału.
- A chłopaki mówili, bo w angry birds .... (pla, pla, pla)

Aha! Przedszkolne wychowanie spod dywanu!
I tak od słowa do słowa wyszło to co wyszło. Niby codziennie rozmawiam z synem, a jednak codziennie mnie czymś zdumiewa.  A ile rzeczy nie wiem? Chyba lepiej nie wiedzieć.

Fajny pomysł - urodzinowy wisiorek z cukierków - w przedszkolu każde dziecko dostało taki prezencik
od jubilata




Młoda chciała, by jej wybudować zjeżdżalnię dla kulek, bo sama nie umie. Syn powiedział, że on to zrobi. Bawili się razem świetnie. Zbudował idealnie, bez pomyłki. A potem nadszedł czas książki.







Młodych zaintrygował balon. Bo jak leci?!

Poszliśmy do kuchni, odkręciłam palnik i tłumaczyłam czym jest nagrzane powietrze i jakie ma działanie. Przeprowadziliśmy badania - rączki jak i kartka papieru nad palnikiem uzmysłowiły im o czym mówiłam.

A potem zajęli się rysowaniem.
Myszka Miki -wyk. Starszy

Wesoły ziemniak -Młoda (Starszy zdradził, ze jej pomógł)



Nadszedł czas kolacji. Dobry czas na rozmowę.Bo jak to baba ma nie wiedzieć czegoś?! Nie ma takiej opcji. Dopadłam młodzieńca pytaniami  próbując docisnąć  do ściany.

-Kochanie, to o czym właściwie rozmawiasz z chłopakami?!
- Nie powiem - ha! twardziel. Hm...
- Jak to mamie nie powiesz! No weź....
- Ale nie chce mi się już gadać.
- Ale mi się chce słuchać. Dawaj chłopie
-O Angry birdsach mówimy -łeeee tylko tyle?! Hm....oj,oj,oj
- Ale ty to znasz?
- No przecież wczoraj graliśmy w to, nie pamiętasz.
 - No dobra, ale tam nie było Lorda!

http://gry.337.com/gamelist/Angry%20Birds/
http://www.yepi.com/pl/angry-birds.html

Pogadaliśmy sobie. Synek pokazał jak narysował Lorda Vadera z Angry Birds Star Wars. Ja zaś muszę zanurkować w neta, by zobaczyć o co chodzi. Gdzie ten Lord?!?!


Lord V. w wyk. starszego

Starszy poleciał pod prysznic, a my z Młodą wygłupialiśmy się na łóżku. Jak się skichałam to z 7 razy. Potęga. Kurde, prawie w majty poszło.

-Na zdrowie! - padło z łazienki, ach, ten mój synuś.  A córka wyrwała z łózka, podbiegła do szafki i :
-Fajna jestem, co? -powiedziała wręczając mi chusteczki.

Jestem fanką swoich dzieci. I to im mówię -przerosły moje najśmielsze marzenia.





Godzina 23.30 siedzę jeszcze przy kompie. Nałóg większy niż choroba. Powoli zamykam wszystko, gdy nagle kątem oka co widzę ?!

CHOMIKA!!!!!!!!!!!!
Wieczorny zonk!
Jebaniec znowu uciekł!!!!
Czmychnął spod mojej nogi pod kanapę. Ale dopadłam go. Uf.
- O, żesz ty orzeszku!
Spojrzenie na klatkę - oto nowa droga do wolności.





A takie to to małe i niewinne. Ciekawe co tym razem wywinie?!
Aż strach spać :D

A propos spania - gdzie ja mam spać??!!! :))))





Znowu czeka mnie trening w nurkowaniu. Moje łóżko oblężone!

KARRAMBA! :)




Do poduchy:

https://www.youtube.com/watch?v=CcwUq8D1H78&list=PLED07D36CDF40DA4F








sobota, 19 stycznia 2013

bo tak to



W piątkowy poranek przebudził nas kaszel córci. Głeboki, nieprzyjemny.
 T poleciał do przychodni zarejestrować na wizytę. Zdążyłam zadzwonić, by również syna zgłosił, bo wstal zasmarkany.
Numerków już nie było- możemy przyjść i wejść miedzy pacjentami.
W przychodni byliśmy godzinę później. Moje kule zadziałały-ktoś nas przepuścił.
Syn- lekarka usłyszała szmery przy sercu. Cienie pod oczami. Dostał skierowania na badania.Pewnie robactwo, a szmery, są częścią pracy serca. Wujek Google wszystko tłumaczy.
W końcu z chorym serduchem nie mógłby śmigać jak śmiga.

Jak babcia odbiera dzieciaki z przedszkola to syn mówi -Pa, pa i biegiem wraca do domu. Sam. Babcia może sobie mówić. Domofon, drzwi i radosny krzyk: Jestem!!!!
Wczoraj też przyleciał sam. Wcisnął babci kit, ze strasznie chce mu się sikać, więc leci.

Cała czwórka w domu. Bajecznie. Dzieciaki skaczą nad moja nogą. T blady krzyczy, maluchy przepraszają. Kwadrans wystarczy, by znowu podnieść mi adrenalinę. Czasami nawet jakaś łapka oprze się o kolano. Nie jest łatwo. Czasami nawet i zawyję.
Tylek też boli. Odparzył się w szpitalu. Widocznie za długo nie mogę leżeć w łóżko, bo gniję.

- Powtarzaj za mną, jeden -słyszę jak syn szkoli siostrę swoja.
 - Jeden.
- Dobrze, dwa,
- Dwa
............
- Nie poddawaj się, nauczysz się liczyć do dziesięciu.

A za chwile słychać krzyk.
 - Mamo a on mnie bije....
-  Mamo, a ona zaczyna......

T puszcza Scooby Doo.
W ciszy wbijam sobie igle w brzuch. Jak ja tego nienawidzę.

Jakby to powiedzieć -Są kule, jest zabawa.




Nie umiem ich ogarnąć. W kuchni lecą, przeszkadzają. Na nogę stanąć nie mogę.
Nie mogę siąść na podłodze i okładać klocków z dzieciakami.
Wielu rzeczy nie mogę.
Straciłam część zleceń.
Zaczynam ćwiczyć -kolano niewiele się zgina. Początek.


sobota, 12 stycznia 2013

o miłości




Obiad. Maluchy wycieńczone bez entuzjazmu mieszają łyżkami w talerzach przewracając przy tym oczami. Udręka jedzenia. Staram się nie marudzić. Zęby zacisnęłam na marchewce.
- Kochasz mnie? - rzuciła Młoda do brata swego
-NIE KOCHAM CIĘ!
Ups, atmosfera robi się gorąca, choć zupa zdążyła już dawno wystygnąć.
-Ale mówiłeś, ze mnie kochasz!  - Młoda nie poddaje się.
-Zmieniłem zdanie.
Młoda posmutniała.
- Kochanie - pewnie tym cię nie pocieszę -ale tacy są faceci. Przyzwyczaj się do tego....
- Ale ona mówiła, ze ja jestem niesforny! Sama jesteś niesforna - rzucił syn słowem, pewnie w celu obrony.
-Sforna jestem, sforna jestem......
Rozpętała się burza nad rosołem. Ha, ha, ha, zawsze uważam z przyprawami, ale i tak jest dość pieprzenia w słowach.
Wyszłam. Co się będę wtrącać?! Niech sobie radzą. A swoja droga wygląda to jak kłótnia małżeńska -odwieczne wytykanie, czepianie się słowa, drążenie tematu. Oto nauka bycia razem. No to niech się szkolą.

A propos facetów. Oto ich filozofia i stosunek do potrzeb świata kobiet.

-Czemu się denerwujesz? - zapytał się T.
- Wkurzona jestem na przedpokój. Remont by się zdał. -odpowiedziałam.
-Wiesz, że nie mamy kasy.
-Wiem, wiem, ale powkurzać się mogę, co?

-Czemu klniesz?! -zapytał się T
- Komp zamula, tną mi się gierki.Fuck! -odpowiedziałam.
- To trzeba kupić nowy sprzęt.
-Tjaaa, przecież kasy nie mamy.
-Oj tam, oj tam.

Mąż cieszy się, że idę do szpitala. Będzie- jak on to mówi -mógł przetestować nowy komputer (w cenie nowej szafy na zamówienie, ale co tam, kasy nie mamy przecież), bez mojego jęczenia -"Daj grać".
Ale kto powiedział, że życie jest sprawiedliwe?!