Pokazywanie postów oznaczonych etykietą matematyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą matematyka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 lutego 2013

bunt



Młoda przebudziła się w nocy:
- Chcę pić.
Córcia jest bombowa, grzecznie ze mną maszeruje do kuchni. Wie, że nie mam jak przynieść jej picia. A skakać nie będę. Wystarczy, że za dnia mam tygrysiasty klimat. Pierdzielę kule, mam dość, naprawdę.
- A teraz myjemy ząbki - mówi córka.
Super, że pilnuje się, bo przecież Gwiazda wody nie wypije.
Powrót do łóżka. Oczywiście mojego. Nie ma T jest atak klonów. Zamykam oczy, chcę odpływać, a tu:
- Mamo, a ile to jest 5 dodać  6? - pyta się córka.
- Jedenaście - mruczę.
-A ile to jest jedenaście odjąć sześć?
- Pięć. Kochanie śpij, porozmawiamy póżniej- jejku ją też pogięło?
- Mamo, a ile to jest trzy dodać dwa?
No zaraz mnie kuźwa trafi....

- Pięć. Zaraziłaś się od brata ? I słusznie, bo masz mądrego brata, ale proszę nie rozmawiajmy o tej porze! Litości!
- Mamo -NIE WIERZĘ!!! tym razem braciszek, nagle wybudzony włącza się do rozmowy -a prawda, ze zero razy zero to zero i wszystko razy zero to zero?
No trafi mnie!!!!!!!!!!!!!AAAAAAAAAAAA!!!!!!!

-Tak - mówię już lekko wkurzona, patrzę na zegarek a tam 5.35! - nie! no, zaraz kogoś zatłukę! - A może porozmawiamy o fizyce kwantowej, co?!
- Nooooo - synowi otworzyłam oczy, ze ja nie mogę. Co ja zrobiłam!!! Ratunku!!!- a co to jest, mamo? 
- Jak zaśniesz a potem otworzysz oczy to ci powiem, a teraz spijcie.
JASNENie było takiej opcji.

Eureka!, dzieci mnie obudziły a nie ból! Hura! Już wole takie pobudki, jeśli takowe musza być.

Mama przyszła, bo odprowadza dzieci, a ja pogoniłam na rehabilitację. Dobrze, ze pogoniłam, bo dogoniłam szczęście. Młot prawie po pięcie mi przejechał jak przechodziłam przez ulicę i to wyjątkowo na pasach. Chciałam rzucić za trolem kulami, ale stwierdziłam, ze nie będę się potem po ulicy pałętać by je pozbierać. Jeszcze jeden młot nadjedzie i będzie dupa blada. Fuck!, młot cholerny.
Zadzwoniłam do T:
-Ty wiesz, że jak umrzesz to ja nic nie wiem, za co ile płacić, kiedy, gdzie i w ogóle? Nawet haseł do kont nie znam! Musimy to zmienić!
- Ale dlaczego mam umierać?!
- Bo dureń mógł mnie przejechać i tak pomyślałam o śmierci.
- Ahahahaha,  i ty mnie już pogrzebałaś? Spadaj, bo nie mam czasu.
I się wyłączył. I może słusznie, bo jak gadam to muszę stać, a w nogi przypiździć potrafi. Zwłaszcza jak ma się na sobie tylko dresowe spodenki. Dresiara, a jak! hahahaha.....

W przedszkolu zapytałam się wychowawczyni o córkę. Młoda ma swoje zdanie i wie czego chce. Jak mówi;  nie,  to one z tym nic nie zrobią -córka zdania nie zmienia - nie to nie i kropka.  Czasami bawi się z dziećmi,  a czasami nie ma na to ochoty, więc odłącza się od grupy i sama sobie organizuje zabawę  np. układa puzlle. Jest uparta otwarta, wie czego chce ma charakterek.
Oj, wiem o tym.

Po drodze rozmawiamy. Dzieciaki też mają dość mojej kontuzji. Nie ta mama. Buuuuuuu, ale co mogę?

- Synku, też mam dość. Nawet na zakupy nie mogę iść, bo jak mam trzymać koszyk, zakupy?! - hm, a mam już małą listę książek do kupienia, a jak, tylko jak je w ręce wsiąść jak w ręce kule są.
- Ale małe możemy zrobić, bo lekkie rzeczy mogę nieść, wiesz mamo?! Ja ci mogę pomagać.
- Kochany jesteś! Taki synek to skarb - mówię wzruszona.

No to poszliśmy do sklepu. Po płatki. Urwis kochany.

Synek wpadł w wiek humorów -od anioła po czorta. Jestem mamą najfajniejszą na świecie, i bywam też i najgorszą. Oj obrywa mi się. Nie misiem.


- Synu, idź się kapać, bo zaraz będą Pingwiny. A bez piżamki nie ma bajki, pamiętaj!
- Zaraz, mamo. Tylko kraba zrobię.
- Ok, ale pamiętaj.

Oczywiście nie idzie. Dwa razy przypomniałam mu, ale oczywiście padło nieśmiertelne:
-Zaraz!
Za to Młoda zaczęła krzyczeć, że chce Pingiwny.
-Kąp mnie!!!
Szybki prysznic. Piżamkowo. Tv. Pingwiny lecą. Syn przyleciał. Pcha tyłek przed tv. Hehehehe, hola, hola.
- Nie kochanie. Prosiłam cię byś się wykąpał. Mówiłam - nie ma piżamki nie ma bajki. Proszę, idż i szybko umyj się.
- Jesteś niefajna! Jesteś okropna. To niesprawiedliwe!!!
Dziecię wyje przeokrutnie.  Płacz. Jęk. Normalnie jakbym mu głowę  wyrwała,  serce żywcem zjadła. I na koniec obrzydliwie bekła.  Wyje, strzepi jęzora, ale idzie do łazienki. Konsekwencja jest bolesna, ale skutkuje. Na szczęście woda zgłusza słowa skragi. Nie słyszę, nie uduszę. Niech się wykrzyczy. Ja krzyczeć teraz nie będę. Bo po co? Krzyk zagłusza słowa.  Droga donikąd.
Przyleciał wykąpany.
- Mogę oglądać? Ząbki umyję później, dobrze mamo?
 - Jasne, ale chyba należą mi się jakieś słowa?
Popatrzył.
 - Przepraszam.

Obejrzeliśmy Pingiwny w trójkę, a po bajce wróciłam do tematu. Spokojna rozmowa, wytłumaczenie. No kuźwa - nie chcę być już widzem tak żałosnego teatru. Hahahaha, zapewne do następnej akcji jak się narażę szanowanemu panu. Albo szanownej pani. Bo pani też niczego nie brakuje.



środa, 6 lutego 2013

york new york

Mam przekichane - rehabilitantka katuje moje ciało, a syn głowę. Liczby opętały Starszego. Opanował zegarek. Robi sobie małe zadania na zasadzie 2 razy 2 plus 2 równa się 6. A dla mamy - ile to jest 4 razy 196? Czekam na poniedziałek - niech wraca do przedszkola i nie katuje mojego umysłu.

Już mi się śniło, że siedzę w białym wypasionym aucie. A koło mnie co?! Pies. York. Masakra jakaś.
Zawsze mówiłam, że matematyka mózg mi ryje. A tu proszę - mam osobistego stolarza.
- Mamo, a ile jest ....
I gotowe -  limuzyna i szczekająca szczotka. Dobrze, ze nie spojrzałam w lusterko .....to by było. Moje ciało wciśniete np w kreację, z mega dekoltem, do tego perły, a jak,  i  make up jak z...... z pewnością poranna kawa  nie odwirowałaby tego porażenia mózgowego.

 Synek na szczęście synek ma inne zalety, takie ludzkie. Jako kierownik zamieszania pogonił swoją siostrę do wycierania kurzów. Ty tu, ja tu - podzielił półki na rewiry i sprzątali. Jeden był warunek - mam nie grać.
 Kurde, za porządek?! Klawisza nie dotknęłam!

Córka też łapie klimat:
- Ty nie możesz, bo masz chorą nogę.
Ha, ha ha, w porzo. Choć na tyle zdało się to wszystko. Empatia kiełkuje.

Liczę czas na odstawienie kul. Już za chwileczkę, już za momencik. Dość tego. Czuję się wyatuowana z życia. Zasiadłam niczym w bujanym fotelu i bujam się tylko w dwie strony. A reszta świata?!

Choć z drugiej strony - czy mi źle?! Po co ta życiowa gonitwa?! Co jest ważne w życiu, kiedy życie takie kruche jest? No to cieszę się każdym dniem, nie myśląc o jutrze...

Jestem z Maluchami. One są jak wyspa nieznana. Prawie każdego dnia odkrywam coś nowego.
Bo dzieci odkrywają coś. I każdego dnia żałuję, ze tak szybko rosną. Dotarło do mnie przemijanie.
Flaszka w lodówce mrozi się ...

Dzieciaki ...te ich przytulaski, całusy, słowa, np. wracam z kuchni, a córka potrafi przytulić się mówiąc:
- Stęskniłam się.
Syn, który potrafi poplątać się w słowach., bo nie wie jak powiedzieć mi, ze mnie kocha, bo kocha mnie tak strasznie i mocno że... że...że mnie nigdy nie opuści. 

 Magicy -Pajęczarze zamotali mnie w sidłach słowach. Aż głupio krzyknąć. Kolejny banał ciśnie sie na usta -te małe istoty nauczyły mnie na nowo spostrzegać świat. I siebie też. Ha!, bystra jestem: dostrzegłam to. W końcu!

Staram się zmieniać dla nich. Ale bez przesady. Kwoka jestem owszem, ale z pazurem. A nawet dwoma pazurami. Widocznymi dwoma pazurami. Reszta chowa się w legowisku, gdzie się wygrzewam siedząc w tych domowych pieleszach. Niech no ja tylko wyjdę.

Dzieciaki, jak T nie ma, to wlatują mi do łóżka. Cieszą się,mówiąc, że ich nie wyniosę. Nie protestuję zbytnio, bo i czyż to nie cudownie móc zanurzyć nochala swego w dziecięcych karczkach? Oj, boskie to jest uczucie. Nie odmawiam sobie tego, póki mogę. A mogę, bo T nie ma . Ha, ha, ha.
Oczywiście moje miejsce w łóżku jest po środku. Czytaliśmy  Bubusia Buchatka i żartowaliśmy w trójkę. Uwielbiam te chwile. Dzieciaki poszły spać, a ja popłakałam się zniewolona tym cudnym czasem. Znowu ze mnie zrobiły tkliwą babę.
Mówiłam: magicy.


Albo zbliża się menopauza. I to dopiero będzie się działo, ja pierdolę .