Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makabryczny sen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makabryczny sen. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 czerwca 2013


Wczoraj obejrzeliśmy film


Kurde, czy ja nie wyrosnę z krzyczenia na filmach?
- Po co tam idziesz?
- Walnij go!!!
- AAAAAAAAAAA nie mogę patrzeć.
- UcIEKAJ!!!!

A to tylko film. Thiller. I taki sobie, ale jednak -polecam. Bo wciąga. Mnie wciągnęło. Rzuciłam gierki i zaczęła patrzeć obuocznie.



----
Taką fotkę znalazłam dzisiaj.  Porządkowałam w szufladach.
I w tych w komodzie, i  w tych w głowie.
W sumie nieźle oddaje mój klimat :P


Parę lat temu i to dobrych w Tatrach.




Miałam sen. Jasiu odpalił samolocik swój. Wznieśliśmy się. I koleś rozpierdzielił nas w górach. Śmierć z Czarnym Aniołem. Wstałam przed budzikiem. Nie wzniosę się z obcym człowiekiem. A Jasiu co wieczór pisze - Dobranoc mój Czarny Aniele.

Wcześniej rozpierdzieli mnie zus, hehehehe.
System antyczłowieczy
Zakład Utylizacji Społeczeństwa.
No już mam odruch wymiotny i to mega mocny.



Dzieci tradycyjnie miały wstawanie w pompie. Syn już ma muchy w nosie z powodu wizji spania u babci w ten weekend. Stwierdził, ze weźmie kredki i będzie całą noc rysował. A poza tym zażądał, bym odprowadziła ich do przedszkola.
Co było niemożliwe. Co wiedział. Co miał w nosie. Obok tych much.

Poszedł w końcu z babcią, trzymając siostrę za rękę. A Młoda szła taka dumna.


Skoczyłam rowerem do dentysty. Tyle, że wyskoczyłam przed ciężarówkę. Kierowca trąbił przeciągle. Zdążyłam.
Pomachałam ręką na przeprosiny. Cholera nie podejrzewałam, że tak szybko jedzie, nie podejrzewałam, ze stałam się aż taki żółwiem.
Naprawdę wydawało mi się, że jest daleko.


Ale poniedziałek to taki fantastyczny dzień.
Jaki będzie taki będzie cały tydzień.

Jakby mi było mało zadzwoniła szefowa.
Do kiedy będę na zwolnieniu i czy przyjmuję zmianę warunków pracy.


Po pół etatu. Nie mam prawa do zasiłku.
Nie dostanę kasy za 3 miesięczne wypowiedzenie, bo umowa sama wygaśnie
Zostanę "robolem" za marną kasę i kopa w dupę po roku.
Nie ma nad czym zastanawiać się. Wybieram szmal i wolność.



Tyle, że jak się pierdoli to na całego, więc i niech świat pierdoli się.
Przepraszam.


Mam dość.
Naprawdę mam dość.

Jezuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu



Dla poprawy humoru ogram córę. A co tam. Pykniemy sobie rundkę. Od soboty tak pykamy.



A póki żyję - będę może nawet i miłym człowiekiem. I nawet może i dla swoich dzieci.
A co tam -jak szaleć to szaleć.
Dzisiaj mogłam skończyć jak rozjechany kot, którego mijałam.
Nie znoszę takich widoków.
Więc póki żyję - dzięki za wszystko.


Młoda rozcięła sobie skórę na dłoni. Wywinęła niezłego orła, ale kolana ocaliła. Plasterek musiał być i długie wycie. Syn zaś kolana nie ocalił. Spadł z roweru. Wpadł z kumplem do domu:
- Mamo, lej wodę. Rana czerwona  jak Luke Skywalker.
- Hahahahahaa - zaśmiali się oboje.
Przy kumplu dzielny był. Nie prosił ze łzami w oczach, by dmuchać na ranę.

A ja nadal porządkuje sobie szufladki, ale w głowie.
I tak sobie   myślę, że niech się dzieje co chce.
Żyję dniem.

I dostaję głupawki. Przecież to co się dzieje, jest niesamowite.
Los rzuca sieć jak rybak.
Zawody trwają. Robi się coraz ciekawiej.
Pętla zaciska szyję.
Siadam na krześle z duża czekoladą i sobie kibicuje:
Arte, come on! Po prostu zapierdzielaj do przodu!
Nie bądź płotką! Bądź rekinem!

Hehehehehe, chyba rekinem żarłaczem, bo żrę i żrę.
Ale nie ma to jak kanapka z serem, pomidorem i sałatką. I majonezikiem. Hm.....

A poza tym chyba włącza mi się syndrom rolnika - im więcej gnoju, tym więcej sił, by to posprzątać.
Najważniejsza sztuka, by tak machać widłami, by tym gównem się za bardzo nie upierdzielić.

Zasada ojca?
Zawsze trzeba mieć czyste buty.





poniedziałek, 25 marca 2013

macabra sen

W piątek przestałam czuć cokolwiek. Nadchodził zmierzch. Wracając z rehabilitacji ułożyłam sobie plan spokojnego zdychania. Jako człowiek mogę zdechnąć na lajcie, ale jako matka -tylko odpowiedzialnie. Zatem poszłam dzielnie do szkoły, by zapisać syna. Zapewniałam synowi edukacje, a sobie spokojny sen. Tyle czasu odwlekałam to, że stwierdziłam, ze o jeden dzień za długo. Musiałam iść. Poszłam, nie zauważając oznaki pierwszego szaleństwa. Potem zakupy - załamało mnie pytanie:
- Łopatka czy schab?
Jezu, ścierwo to ścierwo a okazuje się, że jest różnica, hm... - ale po konsultacji ze sprzedawczynią dokonałam wyboru. Zamknęłam się kuchni. I przygotowałam obiad. Na te 3 dni. Oczywiście musiałam się ciachnąć nożem. Tak oto poszła pierwsza krew. Pierwszy cierń wbił mi się w skórę.

nawet naleśniki mi wyszły, taka chora byłam .........
(gulasz, rosołek - a co :D)


Nałykałam się dziwnych rzeczy, które jakoś mnie spionizowały, ale nie przywróciły przytomności myślenia. Matka przyprowadziła dzieci z przedszkola, ale nie miała czasu zostać. W końcu święta - trzeba sprzątać.
Dzieci mówiły do mnie po 10 razy mając przy tym ubaw. Piiiiiiiiik - sygnał domofonu zabrzmiał jak dzwon wybawienia. Wytrwałam na froncie.
- Cześć T. Jestem trupem. Znikam.
- Aleeeeeeee...
Padłam pod kołdrę. Cała mokra. Ale cóż z tego. Byłam mokrym trupem. Nieprzydatnym. Do niczego.
Na weekend.Cały.
Dzieci niezadowolone próbowały mnie wskrzesić. Kocham cię. Chodź się bawić. T jak dobry strażnik zabierał potomstwo od trędowatej. Wystarczą w tym domu jedne zwłoki. Kaszel był oznaką, że wciąż dyszę.
Raz oko mi się oko otworzyło, gdy Młoda ominęła patrol, wdarła się do mej samotni i zaśpiewała:
- Ona tańczy dla mnie ......
- Grrrrrryyyyyyyr?!
Maligna. Niespokojny sen. Wymiana piżam. Osobiste piekło. I Maluchy co czepiały się nogi
- No maaaamoooo.........
A mi było gorąco. Ogniście. Sen. Inkwizytorzy. Stosy. Mobbing średniowieczny.
 - Czy żałujesz za swe grzechy i wyznajesz wiarę w Kościół?
Na rękach krew. Co jest?!
Ale to tylko krew z nosa. Miał dość kataru. Wstaję. Też mam dość.
-T ........ -ledwo mówię i pokazuję chusteczkę.
A palce prawej ręki nie potrafią otwierać się, zamykać.  Skaczą przykurczowo. Co jest?!!!!!!!!?! Najmniejszy palec zamienił się w konika polnego. Klik klak. Zero płynności.
Mam wrażenie, że ciało zmęczone ułomnością powiedziało - koniec, no kurde, koniec. Poddaję się. I zaczęło się rozsypywać. Siedzę na brzegu piaskownicy życia i przesypuje własne prochy.
Schowałam się pod kołdrę.
- Tak, pójdę do lekarza, pójdę ....
Chciałam wstać z łóżka. Nie mogłam. Wokół rurki, kable, podłączenia. T siedzący obok. Cholernie smutny. Jakby ktoś mu zabrał Wiedźmina i zakazał grania do końca dni.
Gdzieś dalej matka z dziećmi. Syn wyrywa się. Chce biec do mnie. Chcę wstać. Nie mogę. Nie mogę nic.
Lekarz, którego nie zauważyłam mówi, że te oczy to błysk przytomności, ale to już koniec ........SZCZĘK.
Otworzyłam oczy ze strachu. Czyżby otworzyły się bramy piekła.....
Chciałam krzyknąć:
- Eli, eli...sabachthami?!
Ale......
To był zgrzyt drzwi. Do domu weszła matka ma.
- Nie jedziesz na rehabilitację?
- Nie mam sił
- Mogłaś zadzwonić, że T zostaje.
- Mamo, nie miałam sił
Matka wyszła. Ja zamknęłam oczy. Wrócił sen. Który mnie wskrzesił. Nie będę trupem za życia.
- T , wstawaj! jadę na ćwiczenia!
- Co?!
- Ludzie w łóżkach umierają. Wracam do życia.