Pokazywanie postów oznaczonych etykietą logopedia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą logopedia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 marca 2013

męki logo

Czwartek.


W nocy syn biegał do wc. Przeziębił pęchcerz czy co?! O pierwszej w nocy stwierdził, że chce jeść. Jeść?! Wow! Poszliśmy do kuchni. Nad kromką dostał głupawki. O rety, jaki on ma śmiech. Płakałam ze śmiechu wraz z nim. Godzina 1.30, a my -hahahahaha.......

Nie jestem w stanie wstać. Budzik raz drugi brzęczy nadaremnie. Zerknęłam jednym okiem - OOOOOOOO!!!!!!!! 7.30. Szybka pobudka Maleństw. Ogarnięcie wszystkiego. Pół godziny później przyszła babcia i zabrała je do przedszkola. Ja wróciłam do wyrka i odpłynęłam. Budzik mógł mi dzwonić. Nie miałam sił by wstać.
Co jest?!?!?! Nie rozkminiłam tematu, bo myśleć też mi się nie chciało ...

Ledwo zdążyłam na autobus o 13.00.Teraz odkrywam dar komunikacji miejskiej. Wspieram transport miejski. W taką pogodę nie chce mi się chodzić. Chodzić to za duże słowo. Teraz człapię.
Ale mnie to dołuje. Naprawdę ...

Ogarnęłam się na tyle życiowo, ze poszłam do przedszkola na spotkanie z logopedą. Takie spotkania są fajne i wiele dają. Rozwiałam swoje wątpliwości, bo córka czasami wpada w jąkanie. Nie zwracałam jej uwagi. I dobrze. Tak bywa, przejdzie. Tym bardziej, ze rzadko jej się to zdarza.
 -No bo, no bo. no bo ...  - traktowałam jako wyznacznik intensywnego poszukiwania odpowiedniego słowa.

Dzieci nie ma co zalewać słowopotokiem. To musi być dialog, a nie przemowa. Chłopcom należy przekazywać jasne, proste komunikaty. I to jest prawda. Do mężczyzn dalej trzeba tak mówić jak do chłopców. Zrób to, daj, wynieś. Wygląda na to, ze większa ilość słów powoduje wyłączanie się, hahaha.
Zresztą widzę to po T ., hahaha

Właśnie -logopeda. Syn unika domowych ćwiczeń jak może. Miarka przebrała się. Od poniedziałku nie przećwiczyliśmy nic. Zajęcia zostały zawieszone na nieobecność T, bo nie mamy jak dotrzeć.

- Mamo mogę iść do M?
- Nie, bo nie poćwiczyłeś
- Ale poćwiczymy jak wrócę.
 - Już mi obiecywałeś i słowa nie dotrzymałeś, nic z tego. Nie dotrzymujesz słowa.
 - Jesteś niedobrą mamą!!!! - ten to wali z grubej rury!
- Kochanie gdybym była niedobrą mamą to  miałabym w nosie jak mówisz i co robisz, ale tego nie mam więc chcę byś ćwiczył i koniec. A niedobre mamy pozwalają dzieciakom na wszystko i niczego nie wymagają. 
- To źle że chodzę do M?- kurde, co on mówi? logika dzieci czasami zabija. Ja nie mogę, zaraz mu głowę ukręcę.
- Synku, fajnie, ze masz kumpla i ze się odwiedzacie. Mnie to cieszy. Trzeba mieć kumpli, przyjaciół. Ale posłuchaj co mówię - nie idziesz bo nie ćwiczyłeś, Jakbyś ze mną poćwiczył to idź. Najpierw obowiązek potem przyjemność - Jezu, nie wierzę m, zaczynam gadać jak matka moja!!!! AAAA!!!!Naprawdę coś złego ze mną się dzieje!!!
-Mamo , mamo jakby Starszy poćwiczył to poszedł by do M, a jak nie to nie - Młoda przybiegła z pokoju. Co za Gumowe Ucho!!! I jakie kumate.
 - Widzisz, nawet twoja siostra rozumie!
 - Ale to jest głupie, nudne. Ja nie chcę!!!!
No i trafiło mnie, na maksa. Ryję powiekami po dywanie i tu jeszcze taka dyskusja. O! nie!
 - Synu jak nie chcesz to w porządku. Pójdziesz do szkoły i dzieciaki będą śmiać się z ciebie, ze mówisz językiem.eeeee.... elfów.  Staniesz się niezrozumiały i będziesz miał problemy z pisaniem i w ogóle będzie wielka kicha. Ale skoro wiesz co jest najlepsze dla ciebie to proszę - od dzisiaj sam za siebie odpowiadaj. Ja nie mam siły. Poddaję się. Sam się ogarniaj. Daj mi spokój.

 Syn się rozpłakał (hm, zmęczony?!), przepraszał. Porozmawialiśmy o dotrzymywaniu obietnic. O tym dlaczego te ćwiczenia są ważne. Jeszcze raz. I jeszcze raz. Oczywiście trochę przesadziłam. Ale trafiło mnie na maksa. Poza tym z synem pracujemy nad poprawą wymowy w zakresie dźwięczności oraz wymowy "r" jak i korekcją wymowy głosek szumiących. Więc nie jest źle, tak naprawdę.

Na początku są ćwiczenia usprawniające narządy artykulacyjne. Młoda porzuciła ciastolinę i dołączyła się do zabawy. Było śmiesznie. Jęzory na wierzchu, miny. I oto chodzi. Na lajcie.

Potem wyrazy, zestawy słów. Powtarzanie. Łączyłam je w zestawy, które dla dziecka były śmieszne.
szara szynka, szare myszki - szynka z myszek wisi w szafie
gumowe kalosze, kapelusz na głowie - na głowie taty są gumowe kalosze ,mama ma szelki z gumowych kaloszy
Dzieciaków wszystko bawi i to jest cudowne. Było tylko -
- Powiedz jeszcze raz
I powtarzanie.

I o co tyle było krzyku? Niepotrzebnych słów?
Ech.....



Młoda zażyczyła sobie do kąpieli bańki mydlane. Założyłam jej okulary, by rozpryskujące się bańki nie wpadały jej do oczów. Zakochała się w okularach. Nie chciała ich zdjąć.




I prawie poszła w nich spać. Nie ma to jak dostać hopla na jakiś punkcie.


No, ale każdy jakiegoś świra ma. I dobrze.