Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolęda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolęda. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 stycznia 2013

po wierze

Wizytacja księdza. Mamusia przed wyjazdem osobiście przyniosła gadżety co by nie było chały:
 - Tylko zapal świeczki, jak wejdzie ksiądz.... -złote rady mamusi. Dobrze, że mówi, bo oczywiście nie wiedziałabym jak żyć.
Kwestia wiary ...błysk myśli:
- Synu, a ty masz religie w przedszkolu?!
 - Mam
- Co? Naprawdę?! T, słyszałeś on ma religie w przedszkolu, ale jaja. I co wszystko rozumiesz?
- Nie.
- To dlaczego o nic nie pytasz skoro nie rozumiesz?
- Bo mnie to nie interesuje.

Wizyta. Syn otwarty, rozmowny:
 - A pan ksiądz był u moich dziadków! Pamiętam pana!
 Natomiast córka  zapakowała palce w buzię, zrobiła dzika mina,  i odmówiła jakiejkolwiek współpracy. Ksiądz mnie zadziwił, mówiąc, że mnie pamięta z jakiś wcześniejszych wizyt. Milion lat świetlnych do tylu. Naprawdę zdziwiłam się. Ale podobno trudno mnie nie pamiętać.....hahaha.


Syn był na urodzinach kolegi. Cala chmara zleciała na dol do przedpokoju. Czas odebrania dzieciaków. Nasze miny, trojki rodziców, bezcenne.
-Wracamy z wojenki!!!
- Nastąpi zagłada świata!!!
- Jesteśmy świrniętymi wariatami!!!!
 - Hahahahaahaha.....-  śmiech przedszkolaków.
Naprawdę świry ...
W domu pytam się syna w co się bawili
- A wiesz, była wojna. S. się wkurzył i tłukł nas kręglami a my jego. Ale było fajnie.
 - I rodzice nie reagowali?!
 - A nie, tata zdenerwował się i S wygilgotał, a mama zabrała kręgle.
 - Aha. I uspokoiliście się?
 - E e,  ganialiśmy się po całym domu. Ale jestem zmęczony. Dasz pograć?

Synek grał na kompie, a ja z zazdrością patrzyłam jak mu fajnie sypie. Candy Crush. Fuksiarz. Krzyczy, ze jest najlepszy. A ja się mecze na poziomach. Ech...Pewnie niedługo mnie dogoni. No, ale dzieci powinny buc lepsze od rodziców.

Podziwiam zdrową nogę, jak się pięknie zgina. Perfekcja i niesamowitość ciała ludzkiego. Co za elastyczność. No cudo miód.
A ta druga?!
Nie wierzę, by dorównała zdrowej. Wydaje mi się to nie realne. Ćwicząc mam wrażenie, ze zaraz coś tam pęknie, niczym zapałka. Co za ból i opór...Dzisiaj był dzień wyjca. Wyłam jak opętana. Na orgazm. Ha! A co! Niech sąsiedzi nie myślą sobie  Bóg wie co.
Ułomność przygniata mnie. Jak można chodzić schodek po schodku, schodek po schodku. O kulach turlać się nie mogąc trzymać dziecka za rękę. Ani papierosa zapalić idąc. Mam dość. Znowu rzuciłam kulami. Czuje trochę żalu i złości, że stało się tak jak się stało.
Powinnam  dzieci uczyć jeździć na łyżwach,  postawić na stoku, a nie jak pizdencja siedzieć w domu. I jak pizdencja mazać się.
Ludzka siła wyrasta ze słabości. 
Więc niech łzy zamienia się w dzień odrodzenia się. 

Szampan na Diablaku i na pohybel wszystkiemu co złe. A precz!