Pokazywanie postów oznaczonych etykietą klucz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą klucz. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 lutego 2013

zaplątanie

Przed godziną dziewiątą rodzinka podrzuciła mnie do chirurga, a sami pojechali do miasta a jakże wielce wojewódzkiego.
Wizyta u chirurga była szybka -zdjęcie szwów i do widzenia. Za dwa tygodnie będą wyniki i mam dzwonić. Wracałam sobie piechotką łapiąc nieśmiałe promyki słońca. Miałam uciechę na myśl co by było gdybym połamała sobie dwie ręce. Ale to by było. Aż strach myśleć hahahaha. Zza zakrętu wyłonił się były mój szef. Dzień dobry, dzień dobry.
_ Niech pani uważa, proszę  iść pomału, bo jest ślisko.
- Oczywiście. Uważam, uważam.
Kurde, oto anioł co czyta w moich myślach. Ahahaha. Doszłam do domu. Kule oparłam o drzwi. Szukam kluczy. Szukam kluczy. Szukam kluczy. Kurde ! NIE MAM KLUCZY!!!! O ja cię nie mogę, jak?! Brałam je przecież. Opadłam z sił normalnie. T  z matką gdzieś tam i co? I dupa blada.

Same kołki, normalnie.




Zadzwoniłam do T. Dopiero co dotarli na miejsce i nie wiadomo, kiedy wrócą.

- Ale przecież brałaś klucze
- Wiem, ale ich nie mam. Trudno. Poradzę sobie.
- Ty naprawdę trzepnięta jesteś.
- Zaraziłam się od ciebie.

Zadzwoniłam do kumpel. Bezrobotnych, sztuk dwie. Bo robotne to grzeją krzesła czy kawę pija w pracy o tej porze. Okazało się, że bezrobocie szurało po chodnikach miejskich.

- Szlag, hahahaha, że też nie macie spania!

Trudno. Sąsiad z naprzeciwka zapraszał na kawę, ale podziękowałam. Nie będę głowy zawracać. 

Zasiadłam na schodach, muza w uszy, telefon w ręku i jest miodzio. Jak za dawnych szkolnych lat. Tak naprawdę człowiekowi do szczęścia niewiele brakuje. Wow, odkryłam, że w telefonie mam sudoku. O, żesz! A telefon mam dwa lata.Wciągnęło mnie i nagle zrobiła się godzina 11.00. Cudownie. Nadszedł czas, by wyruszyć do kolejnego lekarza. Taki dzień bonusów. I znowu szłam sobie w nieśmiałych promykach słonecznych brechtając się pod nosem ze swojego roztrzepania.
Dotarłam do przychodni. W przychodni jest genialna rzecz- WC!!! WC!!! Wpadłam, co za ulga!!! Ręce trafiły do kieszeni bluzy i........cholera!!!!! mam klucze!!!!!!!! Mam klucze?!!!!!!! Ryknęłam śmiechem. Nie wierzę.

Trzeba być niezłym zakrętasem- by siedzieć pod własnymi drzwiami z kluczami w bluzie. Boże, pomożesz czy jest już za późno?!?!


Zadzwoniłam do mamy, że klucze znalazłam, że były w bluzie. Nie dokończyłam.  Mama  tak zaczęła się śmiać, aż telefon wyłączyła. A chciałam powiedzieć, że nie muszą się spieszyć. No ale to chyba logiczne.

Siedziałam  na kozetce w gabinecie pielęgniarki jak otworzyły się drzwi. Mama?! Nie wierzę. Co mi pielęgniarka wkłuła?! Miały być tylko testy pokarmowe. Niezłą mam alergię, jak mi się na oczy rzuca.
- Dzień dobry, Córki szukam. O jest, czekamy na ciebie. - i cieszy się na mój widok. Cieszy? Ona się śmieje.
- Jest, jest -pielęgniarka potwierdziła mechanicznie
-O cześć, dzięki. - udało mi się wykrzesać z siebie.

T z mamą, jak tylko załatwili sprawę, szybko wrócili do miasta naszego. I choć prosiłam, by nie przyjeżdżali to jednak wpadli do przychodni. Cali uchachani.

- Cała Arte. Oj, córa córa..
- I ja mam z nią żyć?! Po takim czasie to to przeterminowane ani oddać ani wyrzucić bo jednak żal...

Żartowali ze mnie do wieczora....




Poniedziałek zaczął się przepięknie.
A że przyganiał kocioł garnkowi....Wieczorem T. poszedł wynieść śmieci. Tyle, ze zapomniał je wziąć.