Pokazywanie postów oznaczonych etykietą geniusz matematyki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą geniusz matematyki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 maja 2013

scenka z kuchni

Scenka z kuchni rodem :)


- To moja wina - rzekł syn jedząc śniadanie.
- Kochanie, niczyja wina, zaliczamy to jako przypadek, ok? a przypadki chodzą po ludziach. Bywa. Było minęło.
- Nooooo
- AUUUUUUU! - ryknęłam nieoczekiwanie.  Dziwne bóle przeszywają moje kolano. Buuuuuuu.....
- Umierasz? - zapytała się córka
- Tak, od twoich głupot - szybko odparował syn.


Siedzimy sobie w domku. Ja trenuję mięśnie. Synek głowę. Sam upomniał się o zadania.
- 5 razy 15? - zadałam kolejne pytanie, nie oczekując odpowiedzi.
Chwila ciszy .....
- 75 - odpowiedział syn.
Oczy zrobiłam jak balon. Odfrunęłam dumna.
 - 11 razy 5?
- Proste, 55...

Co za koleś. Idę się kawy napić. By nie zemdleć.





niedziela, 3 lutego 2013

sprzątanko

Przeprowadziłam eksperyment. No i co? No i nie pobiegłam! Dziwne. Za to głowa naprawdę zaczęła mnie boleć. I choć jest do dupy to jednak do dupy nie jest. Jednym słowem - zginanie kolana pozostało bez zmian i kopnąć się w tyłek nie mam jak.

Patrząc na nogi stwierdziłam, że udo nogi niedysponowanej jest chudsze. Centymetr wykazała różnicę między udami 2-3 cm. Ciekawe. Chciałam zadzwonić do programu "Nie do wiary", by odkryli co mi zżera udo. Co za udzielec. Fajnie byłoby go dorwać i rzucić na drugie udo. A potem na tyłek, i brzuch ... .
Wiem, wiem, że różnica wynika z ćwiczeń. Ciężko pracuję, a efektów wymiernych brak. W przeciwieństwie do bólu, który rośnie w siłę.
Na wagę nie staję. Stanęłam raz i wystarczy. Poprawiłam sobie humor opierając się o kule, nawet 40 kg miałam i zero też hahaha. Uśmiech zatrzymała czekolada. Z orzechami. Mniam.

Córka uznała, że nie będzie sprzątać.
 - To trudne.
 - To przestań bałaganić.
- Jesteś głupia!
Argument dziecięcy na wszystko.
 - Ja jej pomogę - krzyknął Starszy.

Sprzątają swój pokój. Chwila zgodnej pracy i za chwilę krzyk. Pokój i wojna. Bitwa. Spokój.
Młodej odechciało się
 -To głupie - stwierdziła i poszła.
Syn pozostał sam. Znowu bosko posprzątał. Wypasiony egzemplarz.

- Mamo a 6 razy 6 to 36?
- Tak.
 - Dobrze policzyłem - cieszy się synek - Mamo a od 500 odjąć 300 to 200?

Kurna, teraz on chce mnie uśpić "na Albercika".


niedziela, 20 stycznia 2013

emerytowo





Sobota - tradycyjne poranne wtargniecie dwóch burz do naszego łóżka. Nastąpiło szybkie, ostre  przebudzenie:
- AAAAAAAAAAAŁŁŁŁŁŁŁAAAAAAAAA ......moja NOGA!!!!!!!
Początek dnia...przygód....wrażeń. Na pocieszenie dostałam śniadanie i kawę do łozka. Potem schowalam się pod kołdra i postanowiłam, ze nie wyjdę, bo nie ma po co. A co!


Rozmowa dzieciaków dochodząca z kuchni była fascynująca.  Starszy stwierdził, że chce do Gdańska. Młoda chciała lecieć do zoo samolotem. Potem zaczęli wymieniać zwierzęta jakie lubią.
Syn - kijanki, żaby, kraby, pająki.
Córka - małpki
Później usłyszałam, kiedy wyraziłam zdziwienie odnośnie miłości do żabiego potomstwa:
- Mamo, ja cie kocham jak kijanki!
Fantastycznie! Cokolwiek to znaczy, miłość pozostaje miłością. Hahahaha a może to  i dobrze. bo nie skończę, ze słomką w dupie.

T zabrał się za rozbiór choinki. Drzewko wyrzucił przez balkon i poszedł na podwórko, by zwłoki drzewa wynieść na śmieci.
Przyszedł rżąc:
- Cholera, pomyliłem balkony i czyjąś choinkę wyrzuciłem. Hahahahahaha....potem naszą.
Wolontariusz, hahahaha. Czarna ręka. Ha, ha ha ...


Kule.






Dzisiaj weszłam na 3 piętro, potem na 1 piętro i znowu na piętro -oj, będę mieć muskuły. Mało tego, w trosce o własna tężyznę postanowiłam umyć podłogę w łazience. Metoda Żurawia studziennego.







Super ćwiczenie. Wielorozwojowe. Polecam.
Potem rozciąganie mięśni poprawiłam na podwórko, jak kule rozjechały mi sie na śniegu.

Młoda dzisiaj budowała z klocków wiele dziwnych rzeczy, w tym różdżkę- hokus pokus. Ale mówi, ze samolotem już nie lata, bo zabrakło benzyny. Zajęta sobą miała nas w nosie.
Syn zaś przez cały dzień pisał, liczył, robił zadania. Zapytałam się T z czego omlet zrobił, bo dzieci znalazły swoje zajęcia i nie chciały bajek. Szok. Synkowi oczywiście towarzyszyłam, ale jako kontroler. Liczenie -on mnie kiedyś tym wykończy. Skubaniec. Zaraz mi się  nasuwa na myśl , nie wiem czemu, "Piękny umysł" ....Ale może nie popłynie, w końcu 7x7 zatrzymało dobra passę. Uf, nie geniusz.Ha, ha, ha...









 Sam przeczytał nazwy kolorów i pomalował. A mi mówi, ze czytać nie umie. I nie będzie uczył się. I elementarz leży. Facet rozwija się własnym sposobem. I co mam robić?!

















  Masz Synu- jak będziesz duży zobaczysz jaki zdolny byleś! :)




 Książkę z zadaniami poszła w odstawkę, jak tylko gierki odpaliłam.
-Mogę zagrać?!
Cóż -sama wychowałam Potworka, to niech ma. Trudno.
- Proszę, graj
- Ja pierdziele ale sypnęło!!! Łaaaał!!!
- Synu!!!!
- Sama tak mówisz....
Zawsze mi podkreśla, ze dzieci uczą się od rodziców. Mam przesrane. Kontrola słowa czasami slabo mi wychodzi.
Wieczór z T, z talbutem i cappucino. Jak emeryci normalnie.




Cholerny wypadek zmienił moje życie. Może na lepsze. Przystanek -rodzina. Teraz mam czas na wszystko, choć niewiele mogę zrobić, to zrobię wszystko, by móc wiele.



T krzyczy:
- Znowu przy kompie?
- Piszę!
-Pewnie grasz, chodź bo znowu przyleziesz o 3 nad ranem.
-Kurde, jakbyś był mężem Kinga to on przy tobie nic by nie napisał.
-Mężem?
- A co żoną? Wole jemu jaja urwać, niż tobie.

Oto ciemna strona miłości. Idę. niech się nie piekli.




sobota, 12 stycznia 2013

sen


Synkowi zaczął ruszać się ząb. I chyba w ten sposób mózg Mu się odpowietrzył, bowiem całe popołudnie spędził na liczeniu. Dodawanie, odejmowanie, mnożenie. Sam z siebie. Lubi to po prostu. Połowa tabliczki mnożenia opanowana. I tak do 22.00 z małą przerwą na Myszkę Miki.
Ta mała przerwa dała mi wytchnienie. Myszka Mini puszczona na życzenie córki -ot nałóg Młodej. Nawet sny o klubie Myszki ma. Choć raz pewnej nocy  przemówiła przez sen:
- Konie to są, konie.
hahahaha, konie?! Hm....
O poranku zapytałam się Młodej:
 - Co Ci  się śniło?
 - Myszka Mini.
 - Jeździliście konno?
 - Nie, bawiliśmy się.
Padło milion  różnych pytań z mej strony, ale żadnej odpowiedzi wyjaśniającej zagadkę koni nie usłyszałam. Ale czy ja muszę wszystko wiedzieć?! Musze przyzwyczajać się do myśli, że oto nadchodzi czas tajemnic.Matki nie muszą wszystkiego wiedzieć. Czasami może to i lepiej.

Poranek sobotni. Maluchy wleciały jak torpedy z ulubionymi maskotkami do naszego łóżka.
- Ale fajnie mi się spało - zaczęła trajkotać Młoda.
Uwielbiam ten czas gilgotania, zabawy. Pełnia życia. Radość w czystej postaci. I ten śmiech. I to "tup, tup".
Mamo, kocham cię.
Są chwile dla których warto żyć.


-Idź po bułki. Kobieta głodna, kobieta zła. Idź, pókim dobra hahaha - T pogoniłam do sklepu.
 -Ale ty fajnie się wkurzasz. Tak śmiesznie - wtrącił 3 grosze syn.
- Tak? w takim razie a sio z tatą, Mądralo.

T poszedł do sklepu, a ja zatonęłam pod masą maskotek, bo dzieciaki stwierdziły, że za mało przytargaly, bo tej i owej brakowało i w ogóle dawno się nie bawiły przytulańcami. Wiec miały zabawę, a ja chwilę na poleniuchowanie.  Kurcze, czasami naprawdę potrafią się zgodnie bawić "Chcesz to? To masz. Proszę. Dziękuję." Naprawdę nic im nie dodaję do jedzenia. Rozpływam się .....

Poszli na sanki, a ja zostałam z bałaganem. Polska sobota - sprzątanie, gderanie. Tradycja.

Nie będę jak matka- odpaliłam kompa i gram. Choroba cywilizacyjna -umieszczenie duszy na n-tym levelu. Ale jakoś ten czas przygnębia mnie.  W duszy nutka niepokoju wygrywa nieznośną melodię niepokoju. Niedługo zabieg. Niby co ma się stać, a jednak nigdy nie warto być wszystkiego pewnym. Łzy potrafią same lecieć, efekt zbyt mocnego uścisku odwiecznego pytania -dlaczego ja? Staje się to nudne. Zawsze staje się coś, gdy życie me zwalnia. Nie mogę się nudzić. Jestem zmęczona.