Pokazywanie postów oznaczonych etykietą genetyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą genetyka. Pokaż wszystkie posty

sobota, 19 października 2013

Synkofo

Syn miał już pierwszy test. Test z angielskiego.
- I jak ci poszło?
- Dobrze...źle...nie wiem.
- Aha, a na czym polegał ten test?
- Nie pamiętam.
Syn ma swój świat, a szkoła bynajmniej nie jest nim. Zresztą nie wiem czemu się dziwię. Ja do tej pory nie czaję świata ....
Dziecko z próbówki fajna rzecz.
- Proszę mi tu z tej drabinki wywalić to i to i tamto....a dać to i owo....
Nie! nie! co ja mówię.
Syn ma prawo być sobą.
Tylko muszę to przełykać, przetrawić, by w gardle nie stawało.
To jest trudne.
Podobieństwo. Jak lustro. Ja pierdzielę - ale jestem koszmarem, buhahahahaha.
Ha, to wcale nie jest śmieszne ...
Zmiana frontu, by nie oszaleć - " nie, nie to jest urocze ...." Tylko kurde nie wiem dla kogo. Czasami czuję się zmęczona tym wszystkim.....Nie jest to bynajmniej brak akceptacji tylko po prostu porażenie mózgowe.
Koszmar rodziców - taki taniec cieni na ścianie.
A syn przecież tłumaczył mi, np. kiedy wpadał na framugę drzwi:
- Gdzie masz oczy?
- Mamo, jestem taki sam ja, też sobie robię krzywdę ....

Są uroki, które bywają wkurzające.

Roztrzepanie .... o pasowaniu na ucznia też wiedziałam i jakoś nie pomyślałam, że z niektórych ubrań syn mógł wyrosnąć, choć wszem i wobec gadam: - kurde, ale rośnie!!! FUCK, strój wizytowy mały! Na szczęście okazało się, że sztruksowe czarne spodnie mogły zastąpić na luzie spodnie garniturowate.Mogły, bo jeszcze z nich nie wyrósł. Koszulę zakrył sweter - jakoś uszło z przykrótkimi rękawami. A miałam już gnać do sklepu. Dwie godziny przed uroczystością. Bywa.

Syn wymiata więc podwójnie - co spodnie, to do kostek, a co pytanie - mina kosmity. I te miny do zdjęć...wypisz, wymaluj cała mamusia....Tak matka ma twierdzi. Mamusia, kurna jego ....Apage satanas...brrrr...Ostatnio tak mnie zjeżyła, ze szkoda słów ....

Na uroczystości przeżyłam szok. Syn brał udział w programie artystycznym. A jak się pytałam  to powiedział tylko, ze na próbach jest tak nudno, że wygłupiał się z kolegami, aż dostał uwagę.
No taki facet.... nie będzie jęzora strzępił ...

Starszy dla odmiany zaczął z chęcią chodzić na karate. Odwróciło się. Może dlatego, że swą przebiegłością zalałam niechęć synka:
- Okej , wypisuję cie z karate i zapisuję na gimnastykę korekcyjną...
- CO?
- To co słyszałeś ...... - nanananan w duszy mi gra hahahahaha
- Noooo dobra - po chwili syn skapitulował totalnie - będę chodził na karate.
I śmiga. Ostatnio nawet kazał mi przyspieszać, bo nie chciał się spóźnić ...

- Mamo, trener mówił, ze mamy w domu trenować.
- To potrenujemy
- Ja nie mogę z tobą trenować bo ja mam silnego kopa, wiesz? Ale możemy się siłować na ręce. Jak przegrasz robisz trzy pompki.
- Dobra - odpowiedziałam zaskoczona, bo co tu powiedzieć słysząc poważny ton syna. Zaduszony śmiech uleciał uszami.

W nagrodę dostał kompa. Hahahaha z zadaniami matematycznymi. Dodawanie do 50.
121 odpowiedzi dobrych. Jedna zła, bo źle wpisał  ....Starszy to lubi. Mówiłam: kosmita!
I taki roztrzepaniec ogarnia matmę. Jak Albercik normalnie, hahahaha






Zabawa wspólna - rysowanie. Mistrz rysunku rządzi. Nawet ja potrafiłam coś narysować!!! :))))
Naprawdę, super zabawa.
Syn wyrysował parę rzeczy, ale swoje dzieła gdzieś zaszył, więc prezentuję swoje dzieło. Oto ja beztalencie maznęłam kresek parę.




 TO MOJE DZIEŁO NARYSOWANE W OPARCIU O KSIĄŻKĘ :DDDDD




A potem stało się coś czego nasze mózgi nie ogarnęły. Dzieci postanowiły nie spać.
Syn pajacował udając pirata. Córka zajęła się rysowaniem.
Można było mówić, grozić, gasić światło. Wypełzały z łóżek i dalej swoje. Po prostu odbiła im typowa palma.
Hahahaha, wysunęliśmy teorię, że tym razem nie było balangi, więc dzieci starały się potrzymać tradycję, hahahaha. Chociaż jak jest imprezka to raczej idą spać. Bo co będą się na nas lampić jak spływamy :)

Machnęliśmy ręką. Jutro sobota, zobaczymy do której pośpią ....
Około wpół do pierwszej nocy zaległa cisza. Polazły do łóżek. Odpaliliśmy film z Tomem Cruisem. Film leci, leci, akcja nabiera tempa i nagle:

- Która jest godzina?!

Zszokowani popatrzyliśmy po sobie. No on chyba zwariował....jeszcze nie śpi?!?!?!

- Synu, jest już szósta! - O mało nie parsknęłam brechtem z blefu męża. Zatkałam sobie usta.

- ŁOOOOŁ - entuzjazm syna był tak wielki, że już trudno było nam pohamować śmiech, łzy same płynęły.

Tup, tup tup...

- Co kłamiecie, jest pierwsza. Nie będę spał do rana.
- Dobrze synu, ale czuwaj sobie w łóżku.

Film skończył się o trzeciej. Syn spał.

O której dzieciaki wstały nie wiem. Wiem, ze ja pospałam do dziewiątej. Wow.


Kiedy robiłam śniadanie dopadł mnie głos syna:

-Mój miecz świetlny zaraz dopadnie twój żałosny tyłek.

On mówił do mnie!!!!

Mój tyłek....aaaaaaaa!