Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filozoficznie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filozoficznie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 31 sierpnia 2013

prawo

Wieczorem wrócił T.
- Masz tu dzieciaki, sprzęt do złożenia a ja mykam - jak powiedziałam tak zrobiłam.
- Gdzie?
- Na wolność, chłopie, na wolność.
Wyszłam.
No ile mogę w domu tkwić?
Czasami trzeba wyjść, przewietrzyć się. Wyprostować ramiona.

W dawnych czasach wystarczył telefon, sms.
- Piwo?
I zawsze ktoś był. A teraz?! Porażka normalnie.
No niby wiadomo, rodzinka, praca, internet. Milion wymówek na zabicie spontaniczności. Życie zamiera. Zamykanie się w domu powoduje nie odwracalne uszkodzenie duszy.
Na zachodzie życie zaczyna się późnym wieczorem, a tu? Wymarłe ulice straszą.
Brrrr....

A ja muszę być.

Bo za długo to ja tkwić nie mogę. Tyle, że mnie wyniosło do matki. Szaleństwo, no nie?! Buhahaha.
W pewnym wieku zmiana tela łączy się z bólem. By mniej bolało, a mózg stał się operatywniejszy mama wyciągnęła wino. Jedno, z tych które przywiozła ze swoich wojaży. Boskie wino. Zresztą siedziała u niej kumpela.

- Wiesz ty nic się nie zmieniasz przez te lata.
- Tak? Dziękuję.

Co miałam rzec? Że wino dodaje wiadro optymizmu, i zaczyna się inaczej postrzegać świat?!
Ale to miłe. Miłe słowa są najlepszym napędem życiowym. Tyle, że ludzie oszczędzają dobre słowa, chyba po to by im nie zabrakło.

Szybciej człowiek powie coś złego niż dobrego. Nawet o sobie. Wyższość wad nad zaletami.
Yyyygggghhhhh....nieważne.

Popędziłam do domu, a T wciąż walczył ze składaniem biurka. Syn jak cień nie opuszczał go.
Pomogłam w trzymaniu szuflad, półek drzwiczek. Przecież bez pomocy żonki ani rusz ......
Na to musi być jakieś prawo, zasada. Hm ...hm....mam! Eureka!

Prawo Arte ;P :

"Bez kobiecej dłoni,
facetowi wszystko się pierdoli".



T był nieźle wkurzony. Zresztą który facet jak ma meble do złożenia nie jest? Wszystko nie tak. Nie tak mocowania, nie takie dojście.

- Dobrze, że gdzie indziej dochodzisz, hehehehe.
- Weź bądź cicho kobieto! Trzymaj prosto!
- A o czym mówicie?
- O niczym synku. Idź się w końcu myć!
- Ale ja chcę patrzeć!
- Idź się myć!

Mężuś wyszeptał, ze nawet po klnąc sobie nie może, a chyba nie wytrzyma. No i nie wytrzymał.

- Ja pierdolę!!!! - zasyczał z wielką ulgą.
- Słyszałem !!! - syn z radochą pojawił się zza pleców ojca i stanął obok.
- Przepraszam, myślałem, że już ciebie nie ma.
- Jestem.
- To już zmykaj do łazienki!

Biurko udało się złożyć. Zatem jest już wszystko, a tydzień temu nie było nic.
Można rok szkolny rozpoczynać! Tylko lampy brak. Jutro pojedziemy ....


Pojechaliśmy. Najpierw z córką na konsultację do chirurga. Dziecko, które już w genach wyniosło niechęć do lekarzy, o dziwo nie buntowało się, nie powiedziało ani jednego słowa oprócz "do widzenia:". Było grzeczne i współpracowało z lekarzem. Byłam w szoku.

Narośl ma tkwić, może sama sobie pójdzie. Zatem, ufff, obyło się bez cięcia. Za rok do kontroli, a jak będzie coś nie tak -natychmiast przyjechać. I to mi się podoba!

- Byłam grzeczna?
- Pewnie! Byłaś nie tylko grzeczna, ale i dzielna. Jestem z ciebie duma!
- A mogę gumę?!

Potem powłóczyliśmy się po sklepach. Z mojej wypłaty nie wiele zostało, ale .....to takie fajne uczucie puścić od czasu do czasu trochę szmalu. Tyle, że i tak nas to czekało, więc by nie rozmieniać się na drobne zrobiłam kumulację.

A nie znoszę robić zakupów. Męczy mnie to. Jeden sklep, dwa, a potem przychodzi rozdrażnienie. Tak naprawdę pełno jest szmat, a jak chcę kupić cholerną prostą bluzę czarna sportową z kapturem to uj - nie ma.
Albo jak jest to z logo firmy takie, że siara nosić.
I tak też jest z butami.
I o normalne spodnie też czasami trudno.
I w ogóle mam dość.
Dlaczego nie ma normalnych, prostych rzeczy?!

- Patrz! jak to możną nosić?!
- Hehehe widziałeś to? co to jest?

Nie wiem dla kogo robią niektóre ubrania. Naprawdę.

A poza tym lubię prostotę. Jako prosta kobieta.



I oto nastał  kolejny cud!!!. T nie tylko wykazał zainteresowanie, ale  i znalazł mi taką bluzę, jaką chciałam mieć. Kupiłam od razu czarną i w innym kolorze. I jeszcze jedną ...i ....dzieciakom oczywiście też....i przy kasie T opadła szczena.

- No co? W końcu nie długo będę bezrobotna. A tak otwieram szafę i mam.

Hehehehehe.........nie ma to jak sprytny plan. A zawsze musi być plan. By przetrwać. Tak jak i marzenia muszą być. By żyć.

- No chyba poszukasz pracy, co? Bo ja już cie znam. Zaraz załapiesz doła, jak łapiesz doła to chcesz wyjeżdżać, a na to już kasy nie będzie.....
- Jezu, ale smucisz, weź. Będzie jak ma być. Nie trol.


Jakoś tak wszystko przestało mnie obchodzić. Czy jak zacznę zamartwiać się to wpłynie to jakoś na los?! Tylko będzie kwach i dzieciaki będą miały przybitą marudzeniem matkę, a tak - niech uśmiech przyciąga szczęście.

W dupie wszystko mam - będzie jak ma być.


Codzienne życie jest zabawne. Tylko trzeba umieć się śmiać. Obracać w żart.
I niech lekkość bytu odwiecznie trwa.
Bo nic nie zabija tak jak ludzki jad.


















wtorek, 27 sierpnia 2013

bo trzeba mieć ...

W piątek spotkaliśmy znajomą. Gadka szmatka.
- Zamówiliście już podręczniki?
- Nie.
-To na co czekacie?!
- Nie wiem ...na cud?!
 - Słuchajcie, zamówiłam w firmie X -polecam, najtaniej wychodzi i właśnie czekam na paczkę. Oby zdążyli.
- Aha, no widzisz to teraz może zamówimy. Jak mamy cynk, gdzie najtaniej, hahahaha
Hahahahahah.....
No właśnie, na co czekaliśmy?!
Więc w końcu zamówiliśmy.
Dzisiaj obudził mnie jeden kurier. Potem drugi. Wszystko po 9.00. Spania nie mają cholera?!
Są książki, fotel. Czekamy na biurko.
- Synku, niedługo idziesz do szkoły.  
Tekst Starszego?
- Szkoła jest głupia.

I tak znajomi oświecają mnie dalej, bo ja jak zwykle nic nie wiem, to już wiem, że rozpoczęcie roku szkolnego rozpoczyna się mszą świętą.
- Co?! To żyjemy w państwie watykańskim?
- Idź diable do kościoła, przyda ci się.
- Spierdzielaj... a o której?
- W niedziele powiedzą na mszy ...
- Oooo to szkoła ma radio watykan? hahahaha, ok, to puść mi sms

- Synek rozpoczęcie roku szkolnego zaczyna się od mszy!
Tekst Starszego?
- Kościół jest głupi.


7 lat to podobno magiczna liczba, ale nie wytrzymałam, musiałam poszukać rys psychologiczny dzieci w tym wieku, bo Starszy mnie przeraża. Malkontent. Zmęczony, znudzony i w ogóle co mu jest? ...czytam, czytam i , noż blaszka,wszystko jest w normie.
To są marudy! Oj....


- Nie będę tego jadł. To jest okropne, ohydne - słowa doleciały szybciej niż mówiący. W ten sposób syn wyraził dziką radość na wieść, że kochana mamusia zrobiła syneczkowi jego ulubioną pomidorówkę . I to z ryżem.
Wzbogacona o wiedzę, bez większych emocji skwitowałam:
- Spoko, skoro tak mówisz.





Po 10 minutach wywracania oczami zjadł. Masaż oczny chyba poprawia pracę żołądka.


Pojechaliśmy w trasę. Klęłam pod nosem, bo moim szrotem to tak stówę można pociągnąć, ale więcej to już akt samobójczy. Płytka Moby'ego (18) dawała radę. Fajnie się jeździ.

https://www.youtube.com/watch?v=xAh6fk0KD1c&list=PL7C7E1507747F9865

Tyle, że jak słyszałam In my heart to miałam ochotę szukać telefonu. Długo miałam taki dzwonek. Odruch Pawłowa. Hau!

-Ty wiesz mamo, że tym żelastwem to już w zakręt 130 nie weszłabym, bo drzewo byłoby murowane - stwierdziłam oburzona pijąc kawę z matką.
-Ty chyba oszalałaś a kto przy takiej prędkości wchodzi w zakręt?!
- No kurde, jak masz dobre auto, a zakręt nie zawijak to wiesz.....
Wysłała mnie do diabła.

Ale poszłam do fryzjera.
- Chcę się obciąć, bo dostaję depresji od tej fryzury. Najlepiej na łyso.
- Hahahaha, oj nie nie nie, już ładnie odrastają. Przytniemy, ścieniujemy i będzie dobrze.
- Skoro pani mówi to niech pani tak robi. Wszystko mi jedno tylko niech już tak nie wyglądam. bo naprawdę oszaleję.
Lekka poprawa jest,ale to nie jest to ....daję włosom miesiąc- może się ogarną?!


Potem wkręciłam sobie niezły makaron na uszy. Zawsze demony niepokoju muszą w nocy przyleźć i dręczyć duszę. Ale co tam - otwieram piwo, puszczam muzę.
Niech się świat pie....  no dobra, goni.

Świat jest prosty, gdy wiadomo kto jest wróg, a kto przychylny. Natomiast dwulicowe gnojki zabierają oddech. Sztuka jest rozmawiać z takimi ludziakami.  Nie wiesz, czy walnąć z ręki czy śmiechem.
Dla mnie to za dużo.

Ja mam downa. Seryjnie. No bo nie dość, ze mam pozytywny stosunek do ludzi to jeszcze zawsze mówię prawdę. Dla takich ludzi to siedzenie w domu a nie społeczeństwo. Ale dryfuję, dryfuję ...

Heheheh, hm....jeszcze 10 lat i może obetonuję swoją dusze do końca.

Wczoraj czułam powera i nie dam sobie tego zabrać. Choćbym piła przy rozkładającym się gównie.
Dobre życie jest kwestią priorytetów.
Mój to rodzina. A reszta?! Tylko rozum może odebrać, a ja nie chcę głupieć do reszty.

A potem pójdę spać na bezczelnego, do jednego z dzieciaków, i chowając nos w karku odlecę szczęśliwa.

Bo naprawdę po tylu miesiącach wychodzę z ciemnej dupy, no może jeszcze tkwię tam jedną nogą i to może nawet głęboko (bo podobno wciąż wymagam rehabilitacji, bo okres wypowiedzenia) ale powoli odzyskuję siebie.
Tą lekkość, ten humor i wyjebanie na wszystko.

Bo trzeba mieć odwagę by żyć.
I charakter by śmiać się.
I duszę, by zrozumieć.
I serce, by przetrwać.

Amen









wtorek, 9 lipca 2013

kwach nakręcacz

Jak tak czasami zastanawiam się nad sobą. Niestety tylko czasami. Jakbym zastanawiała się częściej to może by nie było takiego kwachu mózgowego jaki sobie funduję.

A ja sobie lubię fundować kwach, a potem siedzę i zamulam się myślą - kurde i co głupia cipo? znowu kwach?

Kiedyś życie brałam takie jakie jest. Bo co z nim można zrobić. Może jeszcze miałam w sobie jakaś szczególną moc. Może....Nie wiem. Albo na wszystko zlane. Tak po prostu. Ciepłym i zimnym moczem. I moczem pijanym.

Teraz jako baba wiekowa wkręcam się jak przydrożna gałązka w koła roweru.

Jezu, no nie wiem skąd ludzie czerpią mój obraz, co fałszywym obrazem jest.
Nie jestem przebojowa, nie jestem luzarą, nie jestem energiczna, nie jestem kreatywna.
Jestem dupa wołowa. Wół z dwoma dupami. Bo głowy brak.

Luz pod wpływem ciśnienia zamienił się w kwach.
A życie ciśnie, płynie.
Nie wiem.

Poszłam do ZUS złożyć kolejny wniosek oświadczenie rehabilitacyjne. Bez przekonania, bo mam dość. Ot, by zachować procedury, które mówią, by sześć tygodni przed końcem świadczenia złożyć następny wniosek. Choroba układu ruchowego jest chorobą dynamiczną i wiele rzeczy może zmienić się, więc lekarz mi wypełnił wniosek.
Na razie mam rehabilitować się, nie stresować się, odzyskać siły fizyczne i psychiczne.
W każdym bądź razie jestem przygotowana na powrót do pracy pod koniec sierpnia. Pogodziłam się, ze noga będzie do bani i z tym wszystkim zapadłam na półce- będzie jak ma być.
Czas podobno leczy.
Z rezonansu nic nie wynikło ciekawego. Kolano jak boli tak boli. Nic nie pozostaje, jak tylko machnąć ręką, wrócić do pracy i zacząć żyć spokojnie.
Ale jednak przyznano mi to świadczenie, więc dochodzę do siebie. Jak pomidor na słońcu.
Ha! Do pracy wrócić albo pójść na zasiłek dla bezrobotnych. Nieważne. Każda droga będzie jakąś stabilizacją.
Dla mnie ten czas nie jest normalny.
Muszę nauczyć się żyć z takim kolanem, ba! powoli godzę się ze swoimi ograniczeniami. Aczkolwiek pogodzenie nie oznacza poddania się. O! nie!
Krótko - tak naprawdę dopiero teraz odzyskuję spokój.
To świadczenie to jest jak pobyt w sanatorium. Tyle tylko, że w zaciszu domowym.
Ale spokój znikł.

Co zrobiłam?!

Pani w ZUS-ie powiedziała, że muszę mieć potwierdzenie zatrudnienia w punkcie II. Aha. Mogę wysłać do zakładu pracy a zakład przekazać do ZUS, bo szkoda jechać. Aha. To fajnie.
W porzo. Co mi tam.
Zadzwoniłam do kadr:
- Oczywiście, nie ma sprawy, proszę przesłać. Potwierdzimy zatrudnienie.
I wysłałam.
Z wynikiem rezonansu.
A kogo to do jasnej cholery ...
Gdzie moja głowa?!
To nie głowa - to dupa z ciemną dziurą!
I tak siedzę i pije piwo i tak sobie myśli skaczą.
Jak te pchły i piją krew .....strachu.
Na cholerę to było?! CHOLERA!!!!
Szlag jasny.
Nie ma to jak płakać nad wylanym mlekiem.
Ale taka uroda niektórych bab....

Takich rzeczy nie wysyła się do zakładu pracy!!! Jasne?!
Nigdy!

Składając wniosek o świadczenie wcale nie musiałam dołączać wyniku rezonansu. Mogłam je dowieźć na komisję. Jak poprzednio. Też nie dołączyłam wyników do wniosku, bo nie wiedziałam i nie zrobiłam ksera.
Wyciągnęłam z tego  jakieś  wnioski ?!
Żadne!
Głowa?! Nie, dupa!


Co może z tego faktu wyniknąć?!

Pewnie nic

Tyle że - kogo to obchodzi.



No i wysłałam to. Badania do zakładu. Ha! Trol!

I mój chory umysł mówi:Oj, lepiej by było gdyby się zamknął. Zagłuszam go muzą.


Ale nakręcam się. Oto babskie podejście. Szukania dziury w całym.

Dusza myszy normalnie.




Tak się właśnie robi akcja pt.  bezsens. Sztuka nakręcania się jest prosta.
Wystarczy popełnić błąd i trawić go milion razy. Wyrzygać to i ponownie włożyć go do ust i trawić, mielić, trawić.

A po co?!
Przecież życie pokaże co ma w rękawie, nie zależnie od naszych obaw, myśli, przeżywania. Życie ma swój scenariusz. Dostosuje się do naszej, wypowiedzianej kwestii. Tudzież uczynionego ruchu.

Czasami myślę, że człowiek to taki arlekin na scenie życia. Cztery sznurki. I ciągnie go głupota, przypadek, rozsądek i .....uczucia.


Kwachy ciągną serce. Serce ciągnie ręce. Ręce tylko drżą nie odganiając myśli. A myśli żywią się drżeniem rąk i serca.



Rodzinka sprzedaje mi kopa w tyłek - Uspokój się! Poszło?! No i co?! No poszło! Trzeba było myśleć!


Bez stan bez umysłu.

Poproszę o młotek .....

Widać mechanizm korby?!
Widać!

I tak to jest- mielenie tematu przez rzekę niepokojów.
Tak to działa.


A już łapałam równowagę życia. Spokój ducha.
Spokój ducha miał być na 2 miesiące.
Rower i ja. I napinanie mięśni.
Wyjazdy. Oddech.
Wzmocnienie organizmu.
Psychiki.


Nie wiem, czym się przejmuję. Doprawdy. Nie wiem.
.

Bardziej przejęłabym się Młodą. Jednak musimy skonsultować się z chirurgiem stomatologicznym i wyciąć narośl. Muszę zadzwonić i zarejestrować to moje dziecię do szpitala specjalistycznego. Jak mi lekarz powiedział narośl nie jest  złośliwa:
- na 99,9%, ale potwierdzą to badania histopatologiczne.
Myślę, że będzie spoko. Nie rośnie to to i nie zmienia kolorów. Ale w życiu nie można niczego być pewnym.....
Jak mawiała moja babcia i matka też mówi i pewnie będę tak mówić i ja:
- W życiu jest pewna tylko śmierć....

Ale o miejscach na cmentarzu opowiem innym razem.......


























poniedziałek, 1 lipca 2013

potop

Córka zasnęła w naszym łózko. Poszłam ją przenieść. Podniosłam i kurde, co ona taka mokra?!
 A Młoda po prostu zsikała nam się do wyra!!!!
Niewiarygodne!!!!
Pierwszy raz, od półtora roku, zafundowała nam potop.
Jakby wiadro wylała -  ma moc!
Pierwsza w nocy - akcja!
Wzięłam Młodą do łazienki, zdjęłam piżamkę, opłukałam. Młoda otworzyła oczka
- Ciiiii kochanie, zsikałaś się, 
- Ja chcę piżamkę!
- Zaraz dostaniesz, muszę cię umyć z siusiów.
Młoda zasnęła w swoim łóżku.
Umyłam, przebrałam i położyłam spać córke. Przecież nie będę krzyczeć. Jaki to jest sens? Co to da?!
A my? Pranie pościeli. Zdjęliśmy z materaca pokrowiec. Było to nie lata wyzwanie. Materac waży ileś kilogramów i w ogóle niezły kolos. Nie wiem jak go ubierzemy z powrotem.
Oczywiście mogliśmy zapomnieć by wyprać go w pralce. Moczy się w prysznicowym brodziku.

Ale metodą katów powinniśmy wziąć pasa wojskowego i dziecko lać. Do świtu. Za to że nie wysikało się do kibelka tylko do łóżka.  Za to że dzieckiem jest. By się nauczyło porządku!

Jak ta ostatni historia nauczycielki, katechetki opisana w Dużym Formacie.

http://wiadomosci.onet.pl/kraj/duzy-format-nauczycielka-skazana-za-zabojstwo-dzie,1,5550320,wiadomosc.html

jeden z wpisów na forum:


Dziecko, które wychowywali - Tomasz, sześć i pół roku - pewnego zimowego dnia 1982 roku zgubiło w przedszkolu sznurowadło.

Następnego dnia Ewa T. nie pozwoliła mu iść do przedszkola, bo nie kupił nowych sznurowadeł. Został więc cały dzień w domu. Po przyjściu z pracy dała dziecku obiad i powiedziała:

- Chcę usłyszeć, co masz zrobić, aby założyć nowe sznurowadła.

Dziecko nie wiedziało. Wzięła więc pas i zaczęła bić. Było około godziny szesnastej. Chłopiec nie umiał udzielić prawidłowej odpowiedzi. Bicie z przerwami powtarzało się. O siedemnastej przyszedł ojciec. Tomek siedział na łóżku, miał już potężne siniaki, z niektórych miejsc lała się krew. Podkoszulek był zakrwawiony. Kiwnął na ojca palcem - próbował przywołać ojca i prosić go, aby nie był dalej bity. Dostał jeszcze raz lanie, "bo co to jest za sposób przywoływania ojca". Ojciec wyszedł do dentysty.

Tomek znów był odpytywany: - Co masz zrobić, żeby założyć nowe sznurowadła?

Nie wiedział, jakiej odpowiedzi się od niego oczekuje. Więc biła go znowu. Wojskowym pasem ze sprzączką. Po nogach, po plecach, po rękach, po głowie. Przestała bić po kilku godzinach, gdy udręczony wyjęczał:

- Mam iść do kiosku i kupić.

- A skąd weźmiesz pieniądze?

- Ty mi dasz - jęczało dziecko.

- Nie, ja ci nie dam. Skąd weźmiesz?

- Ze swojej skarbonki.

- No, nareszcie.

Potem mały się rozebrał i położył się w piżamce do łóżka. Ponieważ w sąsiednim pokoju trwało malowanie, Ewa T. położyła się przed dwudziestą obok Tomka. Chłopiec jęczał, wołał: "Pić!". Wstała więc i pobrzęczała mu pasem nad uchem. Chłopiec wiercił się, prosił: "Tatusiu, daj mi zimnej wody". Ojciec przyłożył ucho do jego piersi i miał wrażenie, że serce bije słabiej.

Lekarka, która podpisała protokół sekcji zwłok, stwierdziła, że z takim przypadkiem sadyzmu jeszcze się nie zetknęła, mimo że robi sekcje od lat.







Niedobrze mi się zrobiło......

Rodzice są wszystkim dla dzieci.....

Jak tak można?!
Specjalnie, rozmyślnie - tak bić, tak być nie czułym, być tak potworną istotą.
JAK?!!!!!!!!!!!!!!!!!????????????????????

Czasami człowieka poniesie jasny szlag i da klapsa. Klapsa, który powoduje niesamowite wyrzuty sumienia.
A tutaj, w tej historii ....

Płakać się chce ......

To tylko dziecko .....




Dzisiaj wygłupiając się na łóżko syn krzyknął z chichotem:

 - Mamo, nie rób mi niczego! Jestem bezbronnym pisklakiem!


I właśnie takie dzieci są. Bezbronne. To my ich uczymy. Wszystkiego. Pokazujemy świat.

A jaki świat pokazują kaci swoim dzieciom?!!!!


Tak katować dzieci jest po prostu jedną z największych zbrodni.
Za to powinno być dożywocie.
A najlepiej krzesło.

Bo kat bije za wszystko. To nie jest jedno lanie. To jest życie w biciu.
A dzieci co mogą zrobić?!
Nic!
Dość często skazani są na obojętność ludzką.



Nie bądźmy głusi na krzyk zza ściany.
Reagujmy.





niedziela, 30 czerwca 2013

schiza rodzinna

Pogoda była do bańki. Coś kropiło, szarzyzna zawisła nad nami.
- Gucio, po naszym rejsie statkiem.
-Aha, może jednak rozchmurzy się?
-Raczej nie zanosi się na to.

- Cześć- wpadło na nas z impetem.
- Cześć
- A ja chcę bajkę - zażądała Młoda.
- A masz ....
Ledwo zaczął się Scobby Doo już przyleciał syn.
- Oooo, ja też chcę to oglądać! - rzekł wydłubując śpiochy z oczów.
- Dzień dobry kochanie.
- Dzień dobry ....
- A siebie nie przywitacie?
- Dzień dobry kochany Starszy
-Dzień dobry kochana Młoda.

Rodzeństwo czasami potrafi do siebie po ludzku przemówić.

Tylko trzeba im o tym przypomnieć.


Dzieciaki sobie oglądały, a co tam - mamy w końcu wakacje,  a my zajęliśmy się kupnem roweru treningowego. Ten co miałam musiałam oddać szefowi. W Sumie okazało się, że to nie jego, tylko firmowy. Ciekawa historia kolejnego przekrętu, ale co tam. Życie toczy się dalej.

Kupienie roweru treningowego to nie taka prosta sprawa. Trzeba zwrócić uwagę na wiele rzeczy- wagę koła, długość między pedałami i siedzeniem, co by noga była wyprostowana, kierownica regulowana etc.
Szperaliśmy w necie. Fajne są spiningowe - konkretne, ale szukaliśmy magnetycznego za ekonomiczną cenę.
Gdzieniegdzie zamiast kupna roweru polecano karnet na siłownię, bo motywacja jest w ludziach, a samemu się nie chce. I z czasem rowery takie robią za wieszak. To fakt, wiem to po sobie, ale z czasem przychodzi i też determinacja. Trzeba wagę zrzucić, zająć się kolanem. Nie odpuszczać niczego.
Odrzucaliśmy kolejne modele. Kupiliśmy średni. Z najlepszych.Tudzież najlepszy ze średnich. Mała cena niczego nie gwarantuje, jak i duża nie daje gwarancji.

Rozkręciłam się rowerowo, bo normalny też by mi się przydał. Mam na oku 3 modele.
I mogę pędzić.
I wydać cała kasę urodzinową. W słusznym zresztą celu.

Plan poobiedni -basen kryty.
- Ja nie jadę.
- Bo co?
- Bo nie jadę.
- Bo?
- No bo nie i już.
- Kurde, muszę nogą machać, z dwójką nie dam rady. Bądź ociec, kumpel mój i chodź.
- Nie!
- Bo co? Bo gruby jesteś?
- No!
- No to dalej wpierdalaj słodycze! 

Ja pierdole -  wyrzuciłam z siebie, trzasnełam drzwiami i poszłam do kuchni, gdzie rytualnie pobiłam szklankę.Nerwus ze mnie jest mega. Rozłożył mnie na łopatki tym tekstem. Co to znaczy - Nie? A gówno kogo to obchodzi. Grrrrrrr............
Mój ryk z kuchni zagłuszył pewnie Radio Maryja sąsiadów:
- To ja sypiam z tobą debilu jeden i  masz w dupie swoja wagę a przejmujesz się opinią innych? To się kurde zacznij odchudzać a nie wpierdalasz na okrągło. I to dla siebie, dla mnie, dla dzieci. Teraz się wstydzisz?! Ja pierdolę, no nie mogę... A wiesz, że będzie coraz gorzej. Albo zażryj się na śmierć -oooo!- rentę dostanę po tobie i już. Boże, co za palant jeden.......innymi się przyjmuje a mnie ma w dupie i to centralnie ........Gruby, gruby.to zobacz z kim mi przyszło być w łóżku....pierdol się i to sam!!!!!!!

Musiałam się po wkurwiać, poprzeklinać. No bo tak mam. No bo kurde - trzeba ponosić swój krzyż, skoro się do niego przybija. Kogo co obchodzi?! Wyszłam za niego, zaakceptowałam a teraz strzela mi z tego powodu fochy!
No trzymajcie mnie!
A kogo to obchodzi kto jak wygląda?!
Grrrr............
No zezłościłam się okrutnie.......


Potem stwierdziłam, że w dupie mam to co mężunio zrobi. Ważne jest co zrobię ja. Ja zgarnęłam dzieciaki.
T jednak pojechał z nami. Ledwo wsiedliśmy ....
- Włącz nawiew
- Zaczyna się? Chcesz wysiąść?

Przy kasie zdziwiłam się, że mam kupować bilet dla T.
- A masz kąpielówki? Bo ja ci nie wzięłam...
- W torbie są, wrzuciłem.
I tu mnie zatkało. Ulalalaalala, fajnie!!!!!! Zajebisty koleś i tyle.



- Nie wolno biegać, nie wolno krzyczeć, wolno się śmiać - wyrecytowała Młoda w szatni. No tak, była na basenie z przedszkola, więc zasady nie są jej obce.
- A prysznica się nie bałaś?
- Nieeee

Dzieciaki pływały w kółkach. Próbowałam Starszego nauczyć się pływać, ale bał się. Nie ufał sobie, mi, wodzie, zasadom fizyki...
Poszliśmy na zjeżdżalnię. Ma 64 metrów długości. Córka bała się i nie chciała zjechać.

- Mogę zjechać sam?!  

- Pewnie, przecież całe  życie nie będę ci matkować, hahahahaha
I synek sam zjechał. Czad.
T ogarnął Maluchy - pływały w kółkach koło niego, a ja pływałam sobie samotnie. Rehabilitacja trwa. Zrobię wszystko, by mnie nie otwierać. Tyle, że są dni, które dają mi nadzieję, i dni co zabierają wszystko.

Pobyt na basenie pozamiatał córką. Po powrocie do domu zasnęła szybko. A my korzystając z "tej chwili" obejrzeliśmy Hobbita. Syn bardzo chciał zobaczyć ten film.
Sceny mega. Czasami nawet podskoczyłam.
- Ale mama jest śmieszna, co?
- Noooo - zgodził się syn ze swym ojcem.
Faceci....
 - A druga część? Kiedy obejrzymy?
- Właśnie kręcą, może na Boże Narodzenie?
- Łeeeeeeee, ja chcę teraz.
- Władce Pierścieni możemy obejrzeć
- JA CHCĘ!!! TERAZ???
- Teraz to ja lecę na rower - weszłam w słowo chłopakom - Jedziesz ze mną?
- Nooooo dobraaaaa

Pojechaliśmy przed siebie. Ja byłam ucieszona z dwóch powodów -mogę z synem pedałować, syn łyknął bakcyla fantasy. Syn jest mega! Mój syn!!!!

- Idziemy porzucać do kosza?! - zapytałam Starszego jak schowaliśmy rowery.
- Nie mam sił .........mamo, zagramy w angry birds?
- Pewnie.


Wymyśliłam domowe angry birds - angry cars. Dość mediów na dziś. Czas na kreatywność.
Mamy klocki, ponad sto gormitów i jeszcze więcej hot wheelsów.
Czas zamienić tą kupę złomu w coś przydatnego.










Gormity na klocki. Auta - pif paf.
Nie będę kupcowa nowych zabawek, gdy tyle jest starych.
 Zabawa była świetna. A gormity waleczne.

Dzieciaki zajęły się zabawą, a ja mapą.
Wakacje przed nami, czas wyjechać .........

- A ty chcesz wszędzie być! - co za zarzut, no ja nie mogę ...
- A tak, bo raz się żyje.

Wyjeżdżamy na ten weekend, wyjeżdżamy za tydzień na parę dni, a za tydzień tygodnia też wyjeżdżamy i w ogóle czas rozpocząć włóczęgę.
Parę dni, weekend - nie ważne. Ważne by gdzieś być. By przewietrzyć się.
Bo wiele jest rzeczy wartych zobaczenia.
Bo warto zmienić punkt widzenia.
I kuchnię.
Zmienić smak życia.
Być, a nie - mieć.


- Nie idę się kąpać bo mi ząb wypadnie pod prysznicem.
- Nie sikaj, bo ci ząb wpadnie do muszli.
- Co?
- Nic, brednie. Idź się myć ,synu i to natychmiast.
- Ale będziecie mnie kąpać!
- Chyba kpisz! Idź!!!!


Nie ma nic gorszego dla dziecka jak kąpiel i założenie piżamki.
Symbol końca dnia, a dzieci chciałyby pobrykać.

Niech idą spać. Czas na czas dla nas.
Musze T podziękować, przeprosić.
Po raz n-ty natłuc do głowy, że ma być koło mnie. Zawsze. Wszędzie.
I mam w dupie jego kompleksy. Jego wygląd.
Jest fajny i tyle.
I go kocham.
I takie tam bajery.
Ha,ha, ha .......

Na odprężenie, zakwasy.
Bo trzeba mówić to co się czuje.
Nie dusić w sobie.
Nie kazać drugiej stronie się domyślać.
Mówić jak jest.
Czy boli, czy cieszy - trzeba umieć rozmawiać z sobą.
Słowa są mostem między duszami.
Czyny jak i słowa mają swoją moc. I nie ma co ich oszczędzać.


















Rak po prostu lubi się obrażać, kłótnia to jego żywioł. Obraża się często i o wszystko. Kiedy wpada w szał, to drżyjcie narody. Wrzeszczy, tupie, krzyczy. Kiedy zabraknie mu energii, przechodzi na złośliwości i przykre uwagi. Dla niego każda kłótnia to walka na śmierć i życie. Użyje najpodlejszych słów, nie zawaha się przed przekroczeniem granicy norm społecznych. Długo żywi urazę i obrażony chętnie podzieli się uwagami na temat przeciwnika z całym otoczeniem. Będzie obgadywał, wymyślał złośliwości i kalumnie. Jego partner musi w przepraszanie Raka wkładać wiele czasu i energii – robi to nieustannie.








czwartek, 27 czerwca 2013

ciotowato

I znowu dopadła mnie ciota.
I  znowu się dziwie, ze tak szybko. Już?!
Przecież chyba niedawno miałam.
Jeszcze pamiętam ten dzień, dzień kiedy kupowałam podpaski,ten ruch, gdy płaciłam za nie w kasie.
Kurczę.
A dlaczego inne ssaki nie mają tego problemu?!
Oszaleć idzie.
T mówi, ze może mi załatwić spokój na parę miechów. Posłałam go w diabły.
No właśnie ssak ssakowi nierówny, a my chcemy równouprawnienie. Nie ma, w przyrodzie muszą być schody.
Dlaczego taka foka nie krwawi?
To znaczy krwawią wybijane pałkami w Kanadzie. Taki tam sport uprawiają. Fajny, no nie?

Wrażliwym istotom nie polecam.


Świat wie i świat ma to w dupie.
Tak jak biedę afrykańską. Jak komunizm koreański z ich obozami śmierci i pracy.
Jak to co się dzieje w Ameryce Południowej.
Ale ja nie o tym......


Każdy ma swój mały świat i żyje problemami świata swego a nie globalnymi.
Bo co możemy zrobić?!

Więc w moim świecie nastały czerwone czasy.
Śmiałam się nieraz,że to kobiety krwawią, a nie mężczyźni, bo to my byłyśmy aniołami.
Aniołami co podpadły. Bo facet jest do pracy, a kobieta swoje zdanie ma:D:P. Więc wyrwano nam skrzydła. I co miesiąc rana się otwiera. Tam gdzieś miedzy nogami, blisko tyłka, bo w dupie to mamy :D:P.  Gdzieś tam, ale  nie na plecach, no bo jak?! Głupio  to by wyglądało, tak iść z podpaską doklejoną pod łopatki. Przyjdzie ktoś, klepnie w plecy i co?! Bardacha ! Chlap.

Inna wersja głosi, ze dawno, dawno temu mężczyźni toczyli boje broniąc ziem, rodzin, walcząc ze zwierzęciem, by jedzenie zdobyć. Kobiety siedziały w domu. W ramach emapatii dostały swój ból i swoją krew.

Widoczna miesiączka występuje u ludzi i niektórych ssaków naczelnych (np. szympansów)[2]. Inne ssaki łożyskowe mają cykl rujowy, w którym nie występuje krwawienie takie jak u ludzi. 

Hm, ciekawe jak szympansice sobie radzą.....


wtorek, 25 czerwca 2013

zamet duszy





Zrobił się ze mnie paskudus marudus. Pada deszcz i pada mi na łeb. Jakby słońce świeciło to też by mi mózg wypaliło.
Dziwne uczucie - strach. Dopadają mnie bezimienne lęki. Schowałam się przed nimi za szmatą. Zaczęłam sprzątać. I myśleć. Cholera, o co w tym życiu chodzi tak naprawdę?!
Ooooo znalazłam książki zapomniane ....hm, ciekawe ...
Więc kurde co z tym lajfem cholernym?!
By fajnie życie przeżyć?!
By rozbudować dusze tak by stała się perełką w szkatułce Boga?
Jakoś tak, nie wiem ....
By być szczęśliwym?!
No bo skoro już się jest.
E, wszystko bezsensu.
Nie wymyśliłam nic.
Nawet tego- dlaczego wszystko poplątało mi się.
Kiedyś -praca, rodzinka, wypady.
A teraz?!
Zwieszenie, wszędzie zawiecha.
Same niewiadome bez możliwości i szans rozwiązania równania.Żeby choć jedna dana była.
Są nawet trzy: córka, syn, T.
Najważniejsze, ale....
Cholera boję się o nogę. A jak znowu będzie coś. I coś . I coś .
Chcę wyjechać.
Chcę by to się wszystko skończyło.
Zamknąć te drzwi.
Wyłączyłam myślenie.
Lęki pozostały.
Dzwoniący telefon napawa mnie odruchem wymiotnym.
Dzwonek u drzwi też.
Jak mam  iść gdzieś to nogi stają się jak z betonu.
Zakopałabym się najchętniej pod kołdrą i przestała istnieć.
Dopada mnie dół choć staram się negatywnym uczuciom uciec.
Zagłuszyć śmiechem podczas zabawy z dziećmi.
Zbić kostką podczas gry.
Ale ten strach wciąż kurczowo trzyma się mnie. Nie chce odejść.
Huśtawka emocjonalna rozrywa mnie.Tu warczę, milczę, jestem sobą. I znowu jazda w dół.
Niektorzy grożą, że mi tyłek skopią.
Włącznie z matką i z T.


W czasie sprzątania odkryłam masę albumów.
Wciąż są bez zdjęć.
Miałam powybierać spośród setek zdjęć te najlepsze fotki, najważniejsze. Rozlazło się.
Oprócz fot miały być bilety wstępu - do muzeów, parków, wystaw itp. Kronika rodzinna.
Ludzie powiadają, że nigdy na nic nie jest za późno.
Nie chce mi się.
Nic.
Myślę, że brakuje mi planów i wizji na przyszłość i to dryfowanie w morzu niepewności kołysze mnie aż do odruchów wymiotnych.

Musze odnaleźć się na nowo.
Dobry czas.









Kurde, normalnie mam mega wkurwa.
Normalnie wpadam w obojętność.
Nienormalnie rozwala mnie.

Za dużo tego....

Jedynie co mogę to podziękować Bogu za rodzinę.
To wielka rzecz mieć takie mega wsparcie.
To dzięki T nogi mi się nie rozjechały do szpagatu.
I nie skończę z kołkiem w tyłku!!!




poniedziałek, 17 czerwca 2013


Wczoraj obejrzeliśmy film


Kurde, czy ja nie wyrosnę z krzyczenia na filmach?
- Po co tam idziesz?
- Walnij go!!!
- AAAAAAAAAAA nie mogę patrzeć.
- UcIEKAJ!!!!

A to tylko film. Thiller. I taki sobie, ale jednak -polecam. Bo wciąga. Mnie wciągnęło. Rzuciłam gierki i zaczęła patrzeć obuocznie.



----
Taką fotkę znalazłam dzisiaj.  Porządkowałam w szufladach.
I w tych w komodzie, i  w tych w głowie.
W sumie nieźle oddaje mój klimat :P


Parę lat temu i to dobrych w Tatrach.




Miałam sen. Jasiu odpalił samolocik swój. Wznieśliśmy się. I koleś rozpierdzielił nas w górach. Śmierć z Czarnym Aniołem. Wstałam przed budzikiem. Nie wzniosę się z obcym człowiekiem. A Jasiu co wieczór pisze - Dobranoc mój Czarny Aniele.

Wcześniej rozpierdzieli mnie zus, hehehehe.
System antyczłowieczy
Zakład Utylizacji Społeczeństwa.
No już mam odruch wymiotny i to mega mocny.



Dzieci tradycyjnie miały wstawanie w pompie. Syn już ma muchy w nosie z powodu wizji spania u babci w ten weekend. Stwierdził, ze weźmie kredki i będzie całą noc rysował. A poza tym zażądał, bym odprowadziła ich do przedszkola.
Co było niemożliwe. Co wiedział. Co miał w nosie. Obok tych much.

Poszedł w końcu z babcią, trzymając siostrę za rękę. A Młoda szła taka dumna.


Skoczyłam rowerem do dentysty. Tyle, że wyskoczyłam przed ciężarówkę. Kierowca trąbił przeciągle. Zdążyłam.
Pomachałam ręką na przeprosiny. Cholera nie podejrzewałam, że tak szybko jedzie, nie podejrzewałam, ze stałam się aż taki żółwiem.
Naprawdę wydawało mi się, że jest daleko.


Ale poniedziałek to taki fantastyczny dzień.
Jaki będzie taki będzie cały tydzień.

Jakby mi było mało zadzwoniła szefowa.
Do kiedy będę na zwolnieniu i czy przyjmuję zmianę warunków pracy.


Po pół etatu. Nie mam prawa do zasiłku.
Nie dostanę kasy za 3 miesięczne wypowiedzenie, bo umowa sama wygaśnie
Zostanę "robolem" za marną kasę i kopa w dupę po roku.
Nie ma nad czym zastanawiać się. Wybieram szmal i wolność.



Tyle, że jak się pierdoli to na całego, więc i niech świat pierdoli się.
Przepraszam.


Mam dość.
Naprawdę mam dość.

Jezuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu



Dla poprawy humoru ogram córę. A co tam. Pykniemy sobie rundkę. Od soboty tak pykamy.



A póki żyję - będę może nawet i miłym człowiekiem. I nawet może i dla swoich dzieci.
A co tam -jak szaleć to szaleć.
Dzisiaj mogłam skończyć jak rozjechany kot, którego mijałam.
Nie znoszę takich widoków.
Więc póki żyję - dzięki za wszystko.


Młoda rozcięła sobie skórę na dłoni. Wywinęła niezłego orła, ale kolana ocaliła. Plasterek musiał być i długie wycie. Syn zaś kolana nie ocalił. Spadł z roweru. Wpadł z kumplem do domu:
- Mamo, lej wodę. Rana czerwona  jak Luke Skywalker.
- Hahahahahaa - zaśmiali się oboje.
Przy kumplu dzielny był. Nie prosił ze łzami w oczach, by dmuchać na ranę.

A ja nadal porządkuje sobie szufladki, ale w głowie.
I tak sobie   myślę, że niech się dzieje co chce.
Żyję dniem.

I dostaję głupawki. Przecież to co się dzieje, jest niesamowite.
Los rzuca sieć jak rybak.
Zawody trwają. Robi się coraz ciekawiej.
Pętla zaciska szyję.
Siadam na krześle z duża czekoladą i sobie kibicuje:
Arte, come on! Po prostu zapierdzielaj do przodu!
Nie bądź płotką! Bądź rekinem!

Hehehehehe, chyba rekinem żarłaczem, bo żrę i żrę.
Ale nie ma to jak kanapka z serem, pomidorem i sałatką. I majonezikiem. Hm.....

A poza tym chyba włącza mi się syndrom rolnika - im więcej gnoju, tym więcej sił, by to posprzątać.
Najważniejsza sztuka, by tak machać widłami, by tym gównem się za bardzo nie upierdzielić.

Zasada ojca?
Zawsze trzeba mieć czyste buty.





sobota, 8 czerwca 2013

wychowanie

Wychowanie jest trudne, bo nie chodzi tylko o wpojenie pewnych zasad, ale również o umiejętność nauczenia dzieci widzenia swojego ja tak, by nie utonęły w społeczeństwie ani też, by nie znalazły się na bocianim gnieździe-wysoko, ponad wszystkimi, dość często samotnie.
Wychowanie jest trudne jak kunszt kowalstwa - z charakteru ukuć charakter. Pokierować tak, by dziecko dało sobie radę w życiu.  Sztuka dryfowania- sztuką przetrwania.
A jednak dość często popełniamy błędy rodziców. Bo i na ich podobieństwo istniejemy ....
Walczę, by nie paść zbyt blisko drzewa rodzinnego.
Ale czasami idzie oszaleć. I jak tu nie przekląć?!
A przeklinanie ma moc - uśmierza ból. Zwłaszcza jak człowiek uderzy się o coś. A dzieci uderzają swoim fochem jak patelenką w łeb. Nie wiadomo czy łapać się za głowę, czy dokonać mordu......

Zadzwoniła matka:
- Pogotowie mnie zabiera!
- CO?!
- No idż do okna zobacz ...... - i pyk, wyłączyła telefon.
Pobiegłam na balkon. Pogotowie jest.
I matka, która rower zapina.
Kurwa jego mać, serce kiedyś mi trzaśnie.
A ona się dziwi, że ja robię głupie żarty......


Młoda ma fazę buntu. Opactwa. Wszystko musi być na odwrót. Cokolwiek nie zrobię spotyka się z dziką reakcją:
- Tak nie miało być!!!!!! - buczenie córki zagłusza muzę - Buuuuuuu.......
 -A a a a ale ja chciałam .....buuuuu.......inaczeeeeeeeeeeeeeej!!!!!!
Staram się to przeżyć. Staram się nie pacnąć.Staram się by nie skarcić niepotrzebnym słowem.
- To nie ta bluza, to nie ta droga, to nie ten płyn, nie ta książka...
Wszystko musi być inne, na opak. Musi być płacz i krzyk.
A ja czasami czuję się tak, jakby mnie czołg przejechał. Wystarczy kwadrans. Czasami nawet 5 minut.
A po szale następuje normalność - uśmiech córki, jej tańce, słowa i to cudowne:
- Kocham cię mamo...
I potrafi założyć buty, odnieść talerz do zlewu, podać szczotkę a nawet podjąć próby zamiatania. Potrafi tulić się, wycałować. Potrafi być aniołem.

 - Macie posprzątać ten bałagan, proszę.
Syn nadal kopał piłkę, a Młodą wciągnęła książka. Chyba do własnej dupy mówię normalnie.
- Ostatni raz mówię! słyszycie?! proszę posprzątać w pokoju.
Mogę sobie mówić ....
- Okej też będę głucha na prośby o bajki, granie .....NIE MA I JUŻ!!!
I wyszłam zamykając drzwi. Nie ma, nie ma, nie ma ......a ja im naleśniki smażę, zamiast popykać w gierkę...
Po paru minutach drzwi się otworzyły.
- Mamo, mogę wyjść? chciałbym ten koc schować .....
Syn zaczął sprzątać. Pogonił Młoda. Młoda był oporna. Starszy sam dokonał porządku.
- Mamo a ja jestem grzeczny?
- Jesteś cudowny, kochanie.

Dzieci, kto za nimi nadąży?! Mieszkanka mega mocna.
Oby tylko szale zostały przeważone na dobrą stronę mocy.
A dobrą moc dzieciaki mają.









wtorek, 4 czerwca 2013

Praga



T jak zwykle odwiózł dzieciaki do przedszkola. Dzieciakom jak zwykle nie chciało się wstawać. W końcu wyszli. Poranek ucichł.
Podzwoniłam w parę miejsc, załatwiłam co miałam załatwić. Uffff......Błoga laba przed kompem. Ze spokojnym sumieniem. Z szatańska kawą, by powieki nie opadły. Za oknem wciąż pochmurnie. Hm, ale przynajmniej komary nie latają. Chociaż ....:P


z netu



Zamiast szelestu gazety klikanie myszką. ...informacje muszą być, zamiast ciacha do kawy.
Pragę zalało?
Znowu szaleństwo aury zabiera fotel spod tyłka.
Praga dla mnie zawsze będzie mieć szczególne miejsce w sercu i to nie tylko dlatego, ze jest przeurocza.



z netu


Oto Karola Most - czaderski twór. Przetrwał lata, ale podobno do zaprawy dodawano wino, jajka, mleko.
Ciekawe, hm, też powinnam przetrwać wieki.

Na Moście jest 30 rzeźb, a pośród nich jedna najważniejsza - św. Jana Nepomucena.
Sw Jan ma swoją historię, a ja swoją ...dzięki niemu.

Legenda mówi, że dotknięcie płaskorzeźb, znajdujących się na cokole Nepomucena podobno przynosi szczęście. Podobno zmaterializowało się w naszym życiu. I już ma prawie 7 lat ....



zdjęcie z internetu



Tak jakoś nam marnie szło zalewanie formy, a właściwie dobrze nam szlo tylko efektu było brak. Więc wygłaskaliśmy owe księgi mrucząc, że czas na dzieciątko. 
Po miesiącu okazało się, że jestem w ciąży. Syn -magiczna fasolka. Hahahaha.......

Latam po stronkach dalej . Horoskop na nakręcenie dnia. Ulalalala, co ja dzisiaj czytam:

Gwiazdy spoglądają na Ciebie z ogromną czułością, co oznacza, że zmiany na lepsze nastąpią we wszystkich aspektach Twojego życia. Nie zapomnij zatem co jest dla Ciebie priorytetem a z pewnością dobre wibracje zmienią się w pozytywne podejście do życia. Działaj pewnie i świadomie. Nie daj się jednak oszukać dobrym chwilom, zachowaj kontrolę nad swoim życiem i pamiętaj, że zawsze może być lepiej.


Zawsze może być lepiej.
Zawsze może być gorzej. 

Zawsze jest coś.

Coś się zawsze dzieje.

Grunt by nie dać zhibernować się za życia.


Niech tylko pogoda się zmieni....










Sałka z tortellini. Fajnie w końcu coś odkryć nowego. I zachwycić się choćby zapachem bazylii w doniczce. 




a w lampce wino -
8 -letnie :)


A sałatka prosta:
-pomidor
-ogórek
-czosnek, pieprz, sól, majonez
no i tortellini.

Natchnienia na inne rzeczy  można znaleźć tutaj:

http://www.wielkiezarcie.com/recipeslist.php?user=152155


A co na deser ?! 

Zabawa.

Skoro dzieci są w przedszkolu .....


- Gramy w strzałki?
- Czy ja wiem?
Ach, ci faceci .....potrzebują motywacji.
- Ale kto przegra ten robi dobrze drugiemu, hahahahaha



Wyniku turnieju francuskiego nie zdradzę! :)














czwartek, 23 maja 2013

Autostopem przez Galaktykę

W końcu film się skończył.

Przewodnik "Autostopem przez Galaktykę" ma do powiedzenia kilka rzeczy na temat ręczników. Ręcznik, mówi, to najbardziej nieprawdopodobnie użyteczna rzecz, jaką może posiadać międzyplanetarny autostopowicz.

HAHAHAHAHA

Wleciałam do wc. Siiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiik. Wc to dopiero uszczęśliwia .!
Po moczu czuję, ze starzeję się.
Naprawdę.
Sikając zastanówcie się. Może też to poczujecie?!
Wszystko się zmienia.
I jak człowiek je to tyje.
A kiedyś było to niemożliwością.
Starość staje się okresem cudów - niemożliwe staje się możliwe.


Istnieje wiele wątpliwości związanych z życiem. Kilka najbardziej znanych to: Dlaczego rodzi się człowiek? Dlaczego umiera? Dlaczego tyle czasu między jednym i drugim lubi nosić zegarek elektroniczny?


I jakby mi było mało dostaję sms - Dobranoc mój Czarny Aniele, trzymam Cię za twą dłoń, tak mi łatwiej.
Więc odpisałam - Moje ręce, czarne skrzydła ....
Chyba każdy potrzebuje w szarości odskoczni.
Moja słowna.


Jeśli ludzie nie poruszają nieustająco ustami, zaczynają pracować im mózgi. 


Czasami lepiej nie myśleć ....






cytt. http://pl.wikiquote.org/wiki/Autostopem_przez_Galaktykę_(powieść)




czwartek, 11 kwietnia 2013

filozoficznie

Życie rzuca przynęty, wabi, mami, zmienia bieg.
Trzeba być wyluzowanym, by nie dać się zaskoczyć.
Giętkość jest istotą przetrwania.
Sztywność zaś wystawia na ciosy. Nie pozwala też na zrośniecie się złamań. Nic tak nie boli jak niezagojone rany.
A życie potrafi połamać, więc by nie dać się zaskoczyć, warto być sprężystym.




Zakręconym na total.



:)




Byle by nie tkwić w miejscu. Byleby nie osiąść. Na mieliznach czy też w tapczanie. Bo zawsze znajdzie się ktoś kto będzie skakał nam po głowie. Albo rzuci kamieniem z brzegu.
Oby i  na szczycie nie utkwić, bo słońce potrafi przysmażyć. Oby i w dole nie zasiedzieć się, bo łzy potrafią utopić.







„Kto (...) żyje wędrówką, wie dobrze, że zawsze zachodzi taka chwila, kiedy trzeba odejść."”
                                                                                                 
                                                                                                               - Paulo Coelho (z książki Alchemik)











Zatem wyruszam w drogę. 









Ze słuchawkami w uszach. Nie po to by być głuchym,
ale po to by muzyka mnie niosła.








By wrócić.






Kiedyś.






Jak zakwitną bzy...       ;P



:PPPPPPPPPPPPP




filozo

foto ze str:















Życie pełne jest iluzji.






Magicy są wśród nas.










Pewien szaman mówił tak :


-Nie chcesz zagubić swojej duszy? Zawsze ufaj sobie. I w siebie nie wątp. Choćby inni udowadniali, ze są lepsi od ciebie -ty nie wierz złym duchom. Każdy ma swoją ścieżkę, nie musisz iść śladami innych, bo stracisz swoją wyjątkowość. Nie trać zatem swojej tożsamości. Bądź sobą. Zawsze.















----------------------

myślisz - ale jaja!!!
a tu bez jaj, ino  świnia normalnie

- bywa tak, oj bywa tak w życiu, bo i życie świniami się toczy 




patrz:  angry birds

ahahahahahahaha





;P