Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filozfoicznie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filozfoicznie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 20 czerwca 2013

kop w tyłek

Załamaniu nerwowemu jako doświadczeniu subiektywnie trudnemu zawsze towarzyszy stres. Z tego też względu objawy załamania nerwowego bardzo mocno przypominają konsekwencje sytuacji stresowych.
Objawy kognitywne (poznawcze) – zaburzenia myślenia, problemy z koncentracją uwagi, zaburzenia pamięci, nadwrażliwość zmysłów, natręctwa myślowe, spadek motywacji, zaburzenia orientacji w czasie i przestrzeni, zaburzona zdolność logicznego myślenia, kłopoty z komunikacją.
Objawy somatyczne – uczucie chronicznego zmęczenia, problemy ze snem (bezsenność, nadmierna potrzeba snu, częste budzenie się), kołatanie serca, skurcze mięśni, przyspieszony puls, bóle w klatce piersiowej, zaparcia lub biegunki, kłopoty z oddychaniem, zaburzenia żołądkowo-jelitowe, bóle brzucha, wymioty, nudności, nadaktywność pęcherza moczowego, nadmierna produkcja śliny, nadmierne pocenie się, zmiany skórne, brak apetytu, oziębłość płciowa.
Objawy emocjonalne – drażliwość, dysforia, skłonność do irytacji, wybuchy gniewu, złość, wrogość, zmienność nastrojów, stany lękowe, smutek, panika, strach, przygnębienie, nastrój depresyjny, apatia, utrata zainteresowań, unikanie kontaktów społecznych.




Już wiem co mi jest.
Naprawdę czuję się cholernie pogubiona.
Zabijam się pierdami.
Chowam się przed światem w kompie.
Nawalam w gierki.
Bezmózgowie mnie ogarnia coraz większe.
Odruchy wymiotne nie opuszczają. 
Jakaś masakra normalnie.
Tak się psychicznie rozpierdolić.
Bo inaczej nie można ująć.
Siedzę złapana w sieci rozpierduchy....






Rano obudziłam się po 6.00.
Niewiarygodne.
Upiorne myśli były bardziej natrętne niż komary.
Zaczęłam ćwiczyć. Znaczy się machnęłam łapką. Jedną potem drugą. Potem nóżką. Najpierw jedną, potem drugą. Potem stwierdziłam, że jak dalej tak pójdzie to odgryzę sobie nogę.

Monitoring rodzinki- spała w najlepsze, a ja nie mogłam znaleźć sobie  miejsca.  
Wsiadłam na rower i pojechałam przed siebie.
Nad rzekę. 

Żulerstwo już witało dzień trunkiem.
Takim to dobrze. Oby tylko w szkle było pełno. 
Pełna butelka daje poczucie szczęścia i towarzystwo.
I jaki sport od rana. Najpierw bieg po butelkę. Potem joga ....





Pomyślałam, ze będę dobra. Pojechałam po świeże pieczywo, hm.... bułka czosnkowa, trudno sobie odmówić, więc nie odmówiłam. Zjadłam kawałek. Bez smaku jakoś. 
Wpadłam w większe otępienie.
Ta niepewność...
Przecież niedługo dowiem się co z kolanem, ale nie mam już sił.....Jadę na oparach. Obłędu.

Obiecałam sobie cieszyć się każdym dniem. Bo co jutro będzie? Któż to wie?
Ale jakoś cienko mi idzie.....A właściwie zakopałabym się w swojej norze i przestała istnieć. Uciekła gdzieś najdalej.

Ale czy dalej będzie lepiej?! 
Może tam czekają inne potworzaki, które są gotowe skopać duszę jak ogródek.


Zawsze może być gorzej, zawsze ....







Poszliśmy do dentysty. Młodej coś wyskoczyło na dziąśle za zębem.
Ma płukać  jamę ustną septosanem. Jak nie zmniejszy się w ciągu tygodnia to pozostaje interwencja chirurgiczna. Jak powiedziała nam stomatolog - teraz wszystko wycinają. Taki trend. Kurde, siadam do czarów. Wszystko tylko nie cięcie Młodej. 
Syn nie jęknął podczas wiercenia. Ufff.... Panika może i z wiekiem przychodzi?
Będą za to oglądać Totalną porażkę. Bajka nie dla nich, ale co tam.

Siedzą w trójkę w pokoju. Rodzeństwo i kumpel. Wymyślają teksty.
- Happy, happy, dupa, dupa - Młoda rechotała wraz z towarzystwem ze swojego tekstu.
- Happy, happy, język lata jak łopata, a wróbelki ugryzły siusiaka - Starszy nie chciał być gorszy.
Hahahahahaha ogólne i głos Młodej:
- Albo w cipkę.
- A ja jestem gamoniem - M też coś wymyślił.

I rechoczą.


Ja pierdzielę. Ciekawe kiedy wejdą w etap zabawy W DOKTORKA.


Ufff, przeszło im dość szybko. Nie zwracaliśmy na to uwagi. Lepiej czasami puścić to bez komentarza, by nie było. Zakazane bardziej bawi. A tak zajęli się wojownikami z lego faktory i szykuje się mega wojna.

Potem chłopcy zrobili zawody w bieganiu z przeszkodami. Znaczy się był to bieg dookoła kanapy, gdzie siedział T i pod moimi nogami.  Syn był o wiele szybszy od M. Ale M wmawiał mu, ze szybciej biega, a syn nie oponował. Tu już nam poszła żyłka. T mierzył czas. Cholera, koleś trochę przesadza. A syn - zero obrony. 
- No, byłeś szybszy - stwierdził
- Synu! Co ty mówisz, miałeś lepszy czas. Ty byłeś szybszy. Doceń siebie i nie dawaj się spychać z podium.


Cipex po nas. Normalnie. 
My też z T machamy na to co ludzie mówią. Każdy ma swoją prawdę.
Nie czujemy potrzeby udowadniania komuś czegoś.
Ale czasami jednak wypada nogą tupnąć.



Jutro rezonans.
Potem gril. Wstępniak do urodzin.

Nie cieszy mnie nic.
Nie chce mi się rozmawiać.


Chyba potrzebuję zresetować się na maksa.




Albo kopa w dupę.




albo 



Wrócić, by nie marudzić.
Sama na siebie byłbym wściekła, gdyby choć trochę mnie to obchodziło.