Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czarne poczucie humoru. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czarne poczucie humoru. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 sierpnia 2013

bzyk




Starszy zaczął pokazywać T swoje posiniaczone, podrapane nogi.
- To ty jesteś niezdarą, hahahaha. Patrz ja też mam nogę podrapaną ale za to w jednym miejscu, a nie tak jak ty - na całym ciele.
- Bo ty jesteś porządną niezdarą - odparował syn.

Siedzieliśmy u mojej mamy na obiedzie
- A ja spałam na golasa - pochwaliła się Młoda.
- Ja też spałam na golasa - odpowiedziała babcia.
Nie mogłam powstrzymać się:
- A co liczyłaś na to, że chociaż komar cię bzyknie?!
- Ale ty jesteś głupia! - zaśmiała się mama. I słusznie. Poczucie humoru gwarancją długowieczności.
A póki co upały wykańczają wszelkie procesy myślowe. Przy spoconych cyckach kobieta nie myśli. Chłodzenie chłodnicy też już organizmu nie resetuje. Wczoraj wpadła kumpela. Z zimnym piwkiem. Upał nie zelżał za to pojawiły się dzikie pomysły na własny interes. Utopiłyśmy się w utopii zbrechtane. By od poranka konać na nowo. W cieniu drzew na placu zabaw. Młodość szalała, a my łapałyśmy oddech. Zdyszane patrzeniem na dzieci. Skąd u nich tyle wigoru?


Wieczorkiem wpadła do nas mama. Na kolację, pogawędkę.


- Przestaję czytać wiadomości. Ty wiesz, że ten kat to tak uderzył dziecko, ze konało 3 dni i nikt temu malcowi nie pomógł, nikt, co to za matka? i to ma być ojciec? nie rozumiem takich ludzie, przecież to nawet nie są ludzie to są...to są...
- Jebane psychole - skwitował syn.

- Dokładnie, ale ty tak nie mów, dziecko, co to za słowa. Synu!

- Nie wiem...no dobra.

Ręce opadły. Ale w sumie miał rację tak mówiąc, tyle, że na takie słowa jest zbyt młody. 
Podwórko - druga strona życia.

Na klatce pozostawiane są skrzydła, a po zamknięciu drzwi klatkowych przytwierdzane rogi z ogonem. Dziecko się zmienia. Ale czy mam go nie puszczać?!


Jutro zrobię Starszemu pranie mózgu. Muszę się przespać. Ale ten upał i sen zabiera.


piątek, 21 czerwca 2013

bajkoterapia

Wpadłam na program o bliźniaczkach syjamskich. Jedno ciało a dwie głowy. Syn spojrzał:
- O kurczę. To jak one rysują?!
- A jak to by było brat z siostrą?
Uświadomiłam sobie, że no  właśnie - jak to jest dwie ręce i dwie głowy. Ręce której głowy się słuchają?!
Albo gdzie i jak iść?! Jedna głowa chce lody, a druga spać.
Kto wygra?!
Mogą zapomnieć na spaniu na jednym boku.
Bliźniacy syjamscy są zawsze jednaj płci. No tak. W końcu jednojajowym się tak trafia. Jedno jajo- jedna myśl?!

Hm, dewiza życiowa numer 1232 brzmi: Im więcej jaj tym lepiej.
Jak widać - prawda.

Syjamskość....

To dopiero przekichane.
Iść do kibelka i wąchaj kupę drugiej pupy.
Albo słuchaj kiepskich kawałów opowiadanych przez głowę, wyrośnięta z lewego boku.
Albo jelitówka w wykonaniu bliźniąt syjamskich.
Dwie głowy rzygające.
Albo jedna, a druga patrzy.
Seks?!?!?!?!!


Ceramiki Moche przedstawiające zroślaki. Około 300 n.e., z muzeum Larco w Limie, Peru.




Wracaliśmy z grilla. Komary cięły nas do okrutnie.
- Mamo, zabiłem na tobie komara.
- Dzięki synku.
- Jestem troskliwy?!
- Bardzo.
I jaki nie kochać takiego dzieciaka?! No jak?! A potem kolesia pacnęłam w czółko.
Też zabiłam komara. A raczej komarzycę.
Jestem troskliwa.
I chrząszcze pojawiły się. One to są łobuziaki niesamowite. Leci, nie patrzy, trzepnie w ucho.....ech.
Lato idzie.

T siedział przy kompie.
- FUCK!
- Co tato powiedziałeś?! - syn aż przyleciał z drugiego pokoju.
- A co?! - wtrąciłam swoje 3 grosze
- Bo ja to umiem pokazać! - syn odparł pełny dumy.
- Tak? To pokaż.
I faktycznie wystawił palec.
- Skąd znasz to?
- Kacper mnie tego nauczył.
- A wiesz, że to jest nieładny gest, można za niego oberwać w zęby?!

- Nie.
Przeprowadziłam rozmowę na temat "palca".
Przedszkole jest jednak niezastąpione. Panie uczą jednego, a chłopaki drugiego. Pełnia życia.


Szybka kąpiel Maluchów. Rozmowa spod prysznica.
- Wiesz synu, fajnie mieć dzieciaki. Dzięki.
- No, nie jest nudno.
- Ha, ha, ha, dokładnie. 
- A co robią ludzie, którzy nie mają dzieci?
- To samo, żyją. Mają czas dla siebie. Mogą robić co chcą.
- Mogą długo spać?!
- No pewnie.
- To lepiej mieć dzieci - powiedział synek, by po dłużej chwili dodać poważnym głosem-  choć czasem potrafią wkurzać.
 - I to niesamowicie - dodałam mrugając okiem.
Maluchy zasnęły momentalnie. Ledwo przeczytałam trzy strony  - Nie potrafię powiedzieć NIE to jest historię zajączka, który nie chciał kłaniać się pieskom, a już było słychać lekkie chrapanie.










Bajki terapeutyczne


Od wczesnego poranka do późnego wieczoru nasze życie wypełniają drobne sprawy, zmartwienia, problemy. Musimy podejmować decyzje. Te wielkie i te małe, te proste i te trudniejsze. Te łatwiejsze są załatwiane natychmiast, inne wymagają dłuższego zastanowienia się, jeszcze inne wywołują u nas cały szereg emocji, niestety, nie zawsze pozytywnych. Niełatwo nam, osobom dorosłym, radzić sobie z trudnościami życia codziennego. Przeżywamy, analizujemy, podejmujemy różnorodne próby rozwiązywania problemów. Szukając wyjścia ze skomplikowanych sytuacji wykorzystujemy cały szereg zasobów, które posiadamy, inaczej mówiąc – nasz bagaż życiowy, składających się z naszej wiedzy, doświadczeń, wspomnień z dzieciństwa. Pamiętamy przecież lub możemy sobie przypomnieć, jak ten lub podobny problem był rozwiąBajkizywany przez naszych rodziców. Czasami wzorujemy się na bliskich lub dalekich znajomych, korzystamy z doświadczenia otaczających nas współpracowników, sąsiadów, bohaterów ulubionych filmów lub seriali. Pozytywnie myśląc, mogę powiedzieć, że w większym lub mniejszym stopniu prawie zawsze udaje nam się pokonać trudność lub podjąć słuszną decyzję.Teraz wyobraźmy sobie świat małego dziecka, jego pierwsze doświadczenia życiowe, jego pierwsze kroki i upadki, próby podejmowane w zabawie związane z manipulacją, jego pierwsze kontakty społeczne wychodzące poza grono rodzinne. Pierwsze sukcesy dziecka są zazwyczaj szczodrze wynagradzane przez dumnych rodziców – chwalimy, bijemy brawo, przytulamy, obdarowujemy radosnym uśmiechem, całujemy. Jednak porażki, niepowodzenia oraz zmartwienia dzieci staramy się zracjonalizować. Przecież dobrze wiemy, że jeśli początkowo coś nam nie wyjdzie, to wystarczy się postarać, kilka razy powtórzyć i już po problemie! Jakie to łatwe w oczach dorosłych! W oczach dziecka, niestety, nie jest to takie oczywiste. Postawmy się teraz na miejscu dziecka, wyobraźmy sobie, że bagaż naszych doświadczeń znikł, za sobą mamy kilka miesięcy lub kilka lat, a przed sobą cały duży, nieznany świat, pełen nie zawsze przyjemnych niespodzianek. Powstaje pytanie: Jak się tu odnaleźć i co zrobić, aby było łatwiej? Jak pokonać trudności i czy to jest możliwe? Jeśli tak, to w jaki sposób? Bagażu doświadczeń przecież zabrakło!

cytat i dalsza część z linku

http://www.pomagamydzieciom.info/21324,1.dhtml

Albo

http://www.psychologia.net.pl/katalog.php?level=20

A czy są bajki terapeutyczne dl dorosłych?!

Są!!!!!

http://www.wykop.pl/ramka/846695/dda-ddd-w-poszukiwaniu-siebie-bajki-terapeutyczne-dla-doroslych/

Bo w końcu tylko ciało nam się starzeje, a nie dusza.






czwartek, 11 kwietnia 2013

filozo

foto ze str:















Życie pełne jest iluzji.






Magicy są wśród nas.










Pewien szaman mówił tak :


-Nie chcesz zagubić swojej duszy? Zawsze ufaj sobie. I w siebie nie wątp. Choćby inni udowadniali, ze są lepsi od ciebie -ty nie wierz złym duchom. Każdy ma swoją ścieżkę, nie musisz iść śladami innych, bo stracisz swoją wyjątkowość. Nie trać zatem swojej tożsamości. Bądź sobą. Zawsze.















----------------------

myślisz - ale jaja!!!
a tu bez jaj, ino  świnia normalnie

- bywa tak, oj bywa tak w życiu, bo i życie świniami się toczy 




patrz:  angry birds

ahahahahahahaha





;P







czwartek, 4 kwietnia 2013

pojebało cię?!

Śniadanko. Rodzinka przy stole. Przykładnie.
- Dziękuję - powiedział nagle Starszy.
- Komu? - Za co? - zdziwiliśmy się
- Młodej dziękuję, bo powiedziała mi smacznego.
- Ahahahaha ale to było z pięć minut temu!  -co za facet, ahahaha, zaczynamy brechtać się..
- No co, nie mówi się z pełną buzią. a was co tak rozśmieszyło? Śmiejecie się ze mnie?
Ups.......
- No co ty synku. My? z ciebie? nigdy! Cieszymy się, ze jesteś taki mądry-  hihihihi -  ułożony. Wiesz, młody człowieku,  lepiej powiedzieć późno dziękuję niż wcale.
I zgon w kanapkę. Ten to ma zapłon. Jak się zawiesi to wisi. I można mówić. Ale czasami coś do niego dotrze. Zwłaszcza tekst:
- Zagrasz w angry birds?!


Dowalam nodze. Na rehabilitacji steper, bieżnia. W domu rowerek. Albo będzie dobrze albo mi spuchnie. Albo szlag mnie jasny trafi w końcu. Albo nie wiem.


Ja pedałuję, a syn stoi i nawija, nawija - o angry birds. Oto mój napęd, moja muzyka. Nie tylko gadamy, ale i razem gramy. A co. Też mi się należy.
- JEEEEEEEEEEEEEEEEEEST! Widziałeś!!!! AAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!! - drę się megaśnie.
- Dobra  jesteś mamo - nie ma to jak uznanie w oczach synkach. Rosnę, rosnę, puchnę. A potem dostaję kubeł zimnej wody na głowę, bo tato jest lepszy. I wujek. Jasne i wszyscy święci. Eche, po moim trupie.   -
- W  końcu kto przeszedł ten etap synu, nooooo?!
- Ale ja też jestem dobry!
- No pewnie, najlepszy.

- Mamo nawet nie wiesz jak cię kocham
- Chyba ty nie wiesz jak ja kocham ciebie.
- Wiem, wiem.
- A właśnie, że nie wiesz!
- A właśnie, że wiem ...
Uwielbiam droczyć się z synem. Potem wojna na poduchy i ręczne mocowanie. Młode lwiątko normalnie.
Tak jak córka. Też przywlecze tyłek, wlezie, da buziaka:
- Kocham cię mamo.
- A ja ciebie nie  - hehehe 
- Żartujesz!
- Pewnie dzwońcu najukochańszy.
Mam trochę przekichane. Bo jak mnie nie obłażą dzieciaki to T obłazi.  Ach ta miłość hahaha. A właściwie dewiacja. Po tylu latach.  Niemożliwe, a jednak. Hydraulik naprawia cięknącą rurę. Ha, ha, ha .......
Magia kompa, filmu pozwala nam na "chwilę oddechu".
-Dzieci chcieliście film?! - niewinne pytanko w drodze do wolności. Ha, ha, ha ....ale co robić, jak się robić chce. Taki wiek, ech. .....
Śmieszne może, ale prasując koszulę T (fakt, nie zdarza mi się to często), czuję się jak nogi mi się uginają, ten zapach, myśli uciekające w ramiona, no nie mogę ....odpływam......a potem parzę się.

- Chodźcie na jogurt, sio do kuchni.
-A wy co?
- Kran w łazience musimy naprawiać!
Potem to tylko piwnica zostanie ......kiedy za dnia dorywa chcica.


Z wiekiem wszystko jest lepsze. Chyba. Przynajmniej dla mnie. Otępiałość jest wyzwoleniem. Ha, ha, ha ...

Kanapka życia lepiej smakuje doprawiona pieprzem doświadczenia.Ha, ha, ha albo nutką ziołową psującego się życia. Maggi doświadczenia wprawia w rozkosz konsumowania. Się nie je łapczywie, się nie zachłyśnie. Proste.
Z wiekiem człowiek wie, że warto mieć w pompie co się da. I tyle.
Chcesz pobiegać?! Wyrzucaj zbędny balast. Radość to balonik, a smutek czai się pod kamieniami zmartwień. Po co się obciążać?! Z wiekiem i tak kręgosłup sam siada.
Olewka, olewka....
Zamiast się motać w młodzieńczym wigorze człowiek siedzi w fotelu i łapie chwile rozciągając je jak gumę do żucia. Nic nie umknie. To co dobre. A co złe już tak nie wkurwia. Nawet jeśli wpadnie się w pajęczą sieć, wiadomo, ze nie ma co się motać. Można spokojnie wyjść. Z czasem. Z czasem wszystko wychodzi. Jak włosy.

A kiedy chce się żyć człowiek umiera. Chyba, że dotrze to sfery totalnego zmęczenia. Wtedy śmierć staję czymś pozytywnym. Wybawieniem.

Jestem na etapie, gdy wszystko cieszy.  A wódka smakuje wyjątkowo. Pierdolę wszystko, ot co. Już słyszę ten głos i pewnie nie jeden:
- Jak zwykle - hahahahaha.
- Noooooo, jak zazwyczaj....... - hahaha, bo i co mogę innego rzec?


Wsiadłam w samochód. Kurde, jak to się prowadzi? Sprzęgło, hamulec, gaz ...eeeeeee.........biegi. Odpaliłam. Muza. Jak zwykle ta sama. O.N.A.



Jedynka, ruszam, dwójka, trójka .......ulica, cholera, tutaj panują przepisy -Nim sama zgasnę, sama zniknę
 Usłyszę w końcu to, co chcę.
..... hamulec.......AAAAAAAAAA!!!!!!!! Kurwa, z trójki nie rusza się! Grrr....redukcja biegów kobieto! Czy warto było szaleć tak - przez całe życie?
 Czy warto było starać się - jak ja?....
..Na liczniku 40-cha, bo ulice niczym szwajcarski ser - można nieźle się wj..pieprzyć. Jak w życiu. Jadę, zaparkowałam. Nic nie zdemolowałam. Będzie zajebiście! Taniec radości w śniegu.
T:
- Pojebało cię?!
 -Totalnie. I w deseczkę, synu! Buhahahaha......








A dla zimy zaśpiewam :






Nie ma końca
Nie ma pożegnania
Znikaj
Pod osłoną nocy



tralalala a wiosna i tak nadchodzi, czuję to :DDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD





poniedziałek, 25 marca 2013

macabra sen

W piątek przestałam czuć cokolwiek. Nadchodził zmierzch. Wracając z rehabilitacji ułożyłam sobie plan spokojnego zdychania. Jako człowiek mogę zdechnąć na lajcie, ale jako matka -tylko odpowiedzialnie. Zatem poszłam dzielnie do szkoły, by zapisać syna. Zapewniałam synowi edukacje, a sobie spokojny sen. Tyle czasu odwlekałam to, że stwierdziłam, ze o jeden dzień za długo. Musiałam iść. Poszłam, nie zauważając oznaki pierwszego szaleństwa. Potem zakupy - załamało mnie pytanie:
- Łopatka czy schab?
Jezu, ścierwo to ścierwo a okazuje się, że jest różnica, hm... - ale po konsultacji ze sprzedawczynią dokonałam wyboru. Zamknęłam się kuchni. I przygotowałam obiad. Na te 3 dni. Oczywiście musiałam się ciachnąć nożem. Tak oto poszła pierwsza krew. Pierwszy cierń wbił mi się w skórę.

nawet naleśniki mi wyszły, taka chora byłam .........
(gulasz, rosołek - a co :D)


Nałykałam się dziwnych rzeczy, które jakoś mnie spionizowały, ale nie przywróciły przytomności myślenia. Matka przyprowadziła dzieci z przedszkola, ale nie miała czasu zostać. W końcu święta - trzeba sprzątać.
Dzieci mówiły do mnie po 10 razy mając przy tym ubaw. Piiiiiiiiik - sygnał domofonu zabrzmiał jak dzwon wybawienia. Wytrwałam na froncie.
- Cześć T. Jestem trupem. Znikam.
- Aleeeeeeee...
Padłam pod kołdrę. Cała mokra. Ale cóż z tego. Byłam mokrym trupem. Nieprzydatnym. Do niczego.
Na weekend.Cały.
Dzieci niezadowolone próbowały mnie wskrzesić. Kocham cię. Chodź się bawić. T jak dobry strażnik zabierał potomstwo od trędowatej. Wystarczą w tym domu jedne zwłoki. Kaszel był oznaką, że wciąż dyszę.
Raz oko mi się oko otworzyło, gdy Młoda ominęła patrol, wdarła się do mej samotni i zaśpiewała:
- Ona tańczy dla mnie ......
- Grrrrrryyyyyyyr?!
Maligna. Niespokojny sen. Wymiana piżam. Osobiste piekło. I Maluchy co czepiały się nogi
- No maaaamoooo.........
A mi było gorąco. Ogniście. Sen. Inkwizytorzy. Stosy. Mobbing średniowieczny.
 - Czy żałujesz za swe grzechy i wyznajesz wiarę w Kościół?
Na rękach krew. Co jest?!
Ale to tylko krew z nosa. Miał dość kataru. Wstaję. Też mam dość.
-T ........ -ledwo mówię i pokazuję chusteczkę.
A palce prawej ręki nie potrafią otwierać się, zamykać.  Skaczą przykurczowo. Co jest?!!!!!!!!?! Najmniejszy palec zamienił się w konika polnego. Klik klak. Zero płynności.
Mam wrażenie, że ciało zmęczone ułomnością powiedziało - koniec, no kurde, koniec. Poddaję się. I zaczęło się rozsypywać. Siedzę na brzegu piaskownicy życia i przesypuje własne prochy.
Schowałam się pod kołdrę.
- Tak, pójdę do lekarza, pójdę ....
Chciałam wstać z łóżka. Nie mogłam. Wokół rurki, kable, podłączenia. T siedzący obok. Cholernie smutny. Jakby ktoś mu zabrał Wiedźmina i zakazał grania do końca dni.
Gdzieś dalej matka z dziećmi. Syn wyrywa się. Chce biec do mnie. Chcę wstać. Nie mogę. Nie mogę nic.
Lekarz, którego nie zauważyłam mówi, że te oczy to błysk przytomności, ale to już koniec ........SZCZĘK.
Otworzyłam oczy ze strachu. Czyżby otworzyły się bramy piekła.....
Chciałam krzyknąć:
- Eli, eli...sabachthami?!
Ale......
To był zgrzyt drzwi. Do domu weszła matka ma.
- Nie jedziesz na rehabilitację?
- Nie mam sił
- Mogłaś zadzwonić, że T zostaje.
- Mamo, nie miałam sił
Matka wyszła. Ja zamknęłam oczy. Wrócił sen. Który mnie wskrzesił. Nie będę trupem za życia.
- T , wstawaj! jadę na ćwiczenia!
- Co?!
- Ludzie w łóżkach umierają. Wracam do życia.





wtorek, 12 marca 2013

dobre jaja

W poszukiwaniu dobrych jaj klikam w przepisy ... Synowi zachciało się pasty jajecznej. O żesz i co jeszcze?! I to nie za szczypiorkiem. To byłoby za prosto.

Za to Młoda rozumie mnie. Chce spaghetti. W końcu baba. A baba babę powinna zrozumieć.

W domu mogę proponować "nowości" , ale  jest to niezauważalne. Albo " a fe!".  Ale jak w przedszkolu dostaną "coś" i zostaną "zmuszeni" spróbować to otwierają im się oczy.
I powstaje lista życzeń.
Trudno, będę ich magikiem, w końcu taka rola ma - by uszczęśliwiać.

Odkrywanie świata wciąż trwa. Od smaków począwszy. I niech trwa! Życie trzeba doznawać, poznawać, dać się ponieść. Każde przeżycie jest cegłówką w budowaniu naszej osobowości.

Wraz z upływającym czasem świat kręci nami coraz bardziej. Sztuką jest by utrzymać się w siodle życia. Nie dać się zwieść iluzji. I wiedzieć, kiedy i gdzie osiąść. Zakrzyknę za marynarzem: - Unikajmy mielizny.

Skoro Maluchom nie wystarcza "strawa duchowa"  no to cóż robić mam?! To zaczynam tkwić w kuchni. Nowe doświadczenie. Nóż w rękach mych, oj ...Może coś wydłubię?!
Ha, ha, ha...

A mówiłam - nie chce mieć dzieci, nie umiem gotować, nie chce mi się nic. Chcę lewitować po meandrach zagubienia. W lokalach pełnych papierosowego dymu ....
T ściagnął mnie na ziemię.
I teraz z patelenką w ręku tęsknię za Pisklakami starając się ich czymś zaskoczyć. Drugą ręką wysyłając sms do T , że ....ach te jaja.

Ha, ha, ha ...


Warto się zmieniać. Świat staje się lepszy.
Albo zabawniejszy.














Maluchy wróciły z przedszkola. Fajnie im minął dzień. Jak zwykle. Nigdy nie mają problemów.
Dzieło Starszego z przedszkola. Aaaaaahahahaha









Już ja syneczkowi zrobię obróbkę! Oj !



Siedzi biedak w kuchni i po 10 razy ma napisać w poprawnej formie:
ty głąbie
ty frajerze
ty głupku
zamiast zabawy i gry na kompie.
Siedzi, pisze i rży na głos.
Jeśli myśli, ze to koniec to zdziwi się. Oj....
Potrenować "z" też musi.


A Młoda skwitowała brata swego:

 - Starszy można pisać kocham babcie a nie ty frajerko.


-Ale mamo to komiks, ja tak nie mówię!



Komiks o śmierci. Zakpił z niej.
Wymiękłam.
Otworzyłam bombonierę, bo w końcu cukier krzepi. Szczęki me zatrzymał wrzask Młodej:

-To alkohol!

Odłożyłam. Mój mózg stoczył się w skarpetki. Niech tam tkwi, może nie oszaleję.

Bombonierę dostałam od teścia na Dzień Kobiet.
Starszyzna plemienna zawsze wiedziała co robi!






sobota, 16 lutego 2013

potworzasto



Wieczór. Córa, nie dość, że wlazła mi do wyra to na dodatek zażądała mojej obecności. Próbowałam się wykręcić ćwiczeniami. A ona swoje:

 - Możesz tutaj ćwiczyć. Mamo, pokaż potwora - i zaczęła się chichrać.

Cwaniara.
Młoda  na moje kolano mówi potwór, po tym jak do śladów po zabiegu, które wyglądały jak oczy, domalowałam resztę twarzy. I zaczęło się...


Nocne straszenie koszmarnym kolanem






czwartek, 14 lutego 2013

z jajem życie musi być

Z samego rana przyleciała mama. Z torcikiem. Dla nas.






I dostaliśmy po aniołku.
- Niech aniołki chronią Was. Ciebie, Arte, szczególnie...




***
Zasiadłam w fotelu.  I pomyślałam. Zebrałam fakty do kupy. A z kupy wyszła historia. Historia, której nie chcę opowiadać. Bo jest z kupy.
Pomyślałam, powiązałam.
Za dużo pecha w mym życiu, za dużo dziwnych rzeczy, znajomości, niepokojących snów.
Analiza.
Zbieg okoliczności?
7 lat chudych?
Urok?

"Jeśli niesprzyjające zjawiska powtarzają się, ciągle wszystko idzie źle i nawet to, co według wszystkich znaków powinno się udać okazuje się porażką – być może ktoś rzucił na ciebie urok. Tak twierdzą wróżki, które z urokami mają do czynienia na co dzień. Klątwy rzucają ludzie źli, zawistni, ale jednocześnie bardzo silni. Mają wpływ na życie drugiego człowieka i chcą je zniszczyć. Z zazdrości albo z zemsty. Zawsze znajdą powód do czynienia zła."

Aha! Mam!

A jednak!
W necie jest wiele podobnych historii. Uf, nie świruję. Są tacy ludzie źli. Nie wiedzieć czemu.
Trudno. Nie moja broszka. Moją broszka jest życie me. I bliskich.

Ok, spokojnie Arte - jak się coś rzuciło, można wyrzucić. 

Czytam więc dalej - jak uwolnić się od złych sił. No bo kurde ile mogę być ofiarą?

MAM!!!!

Jajko! w nim tkwi siła! Czytam - jajko należy umyć, wysuszyć, ktoś powinien robić kręgi nad głową, potem po kręgosłupie jajem pojechać.....Po skończeniu oczyszczania głowy, przeciąga się jajkiem wzdłuż kręgosłupa – poczynając od kości ogonowej, a kończąc u podstawy czaszki. Następnie zatacza się spiralne ruchy jajkiem z góry na dół do momentu, aż osoba oczyszczona poczuje wyraźną ulgę.
Ulala.
Jajo, jajo ....myśli toczą się jajami. Po jaju. A ja jaj!
To dość intymne. Kość ogonowa.
Intymne .......jajo ....intymne ........jajo.
Jajem toczą się myśli me.

MAM !!!!!!!!! skoro mają być jaja .....



 - T. zostanie szamanem mym!!!! Szeptuchem .....

Niech szura jajkami po mym kręgosłupie.


Walentynkowy taniec na przegnanie zła. Bo w końcu co nas może uratować jeśli nie miłość. Prawdziwa miłość. Bez zła. Za to z jajami.







środa, 13 lutego 2013

o marzeniu

Powoli, powoli. Podobno wszystko mozna wyćwiczyć. Najpierw doprowadzę kolano do aktywności, a potem zajmę sie mózgiem. Nie wszystko naraz. Bo się poplącze.


Marzenie? Kopnąć się w tyłek.

bąk

On puścił bąka:
- Kochanie, przepraszam, nie ruszaj kołdry, bo się potrujemy

Po paru latach:
 - Wąchaj zapach pana!!!!



Opowiedziałam T tą krótką alegorię obrazującą rozkład małżeństwa.
Normalnie rozkład po całej linii: rozkład ciał, rozkład związku, rozkład partnerstwa.

Powiedział, ze mam zepsuty mózg.
Nawet pogadać sobie nie mogę.

Prrrrrrrrrrrrrrrrr...........niech wie czyj jest teren!!!


Żartuję.

sobota, 9 lutego 2013

loża muppetów

Wczorajszy wieczór. 2+3. Dwie flaszki na trzy osoby. 2 + 3 = 5. Dyskordiańskie „prawo piątek”-jednym słowem klimat illuminacki. Po prostu oświecało nas za każdym toastem. Czasami jednak warto zmienić tok myślenia. Dla zdrowia psychicznego.
Rozmowy Grey, Sade. Z literatury do seksu. Biedny T wysłuchał gadek "ryczących 40-tek". Trzeba powoli przyzwyczajać się, ze niedługo będzie to juz tylko temat do rozmów. 40 lat minęło migiem, więc kolejne pewnie jeszcze szybciej zleci.
A potem alkohol obudził we mnie narkolepsję. Zasnęłam w trakcie rozmowy. Zdarza mi się to coraz częściej. Tak odpłynąć. W starość. Czterdziestka poważny wiek - nie ma to czy tamto. Godzina 21.00 lulu, a nie biesiadowanie Bóg wie do której.

Rano obudził nas syn:
 - 11x17 to 187? 
 - Synuuuuuuuu, litości! moja głowa .. 
- Tak, a skąd wiesz? - zapytał T.
 - Bo puzzle ułożyłem i rzędy policzyłem. Ale 1x50+1x60 to 110?

Schowałam głowę pod poduszkę wyrzucając chłopaków do kuchni. Niech sobie liczą, ale daleko od mojej głowy. Nie dane było mi pospać, drugie tup tup i coś na mnie wlazło.
 - Kocham Cie mamo! - córka.

 Życie płynęło spokojnie czasami przerywane krzykiem udręki. Cwicze nogę. A ona opuchnięta.

Hahaha, prawe kolano jak ryjek Freda -Jaskiniowca .


Cholera, nie wiem co robić. Ćwiczę. Kąt prosty i tyle, żadnego dalej. Nie ma postępów. To dołuje.
A syn sobie skacze.Pokazał mi z jakiej wysokości. Poprosiłam by nie robił tego na moich oczach, a najlepiej zaprzestał takich skoków.


Wpadł do nas M., kumpel syna. Starszy wciągnął go w gry.
- Dawaj tutaj i będziesz miał amciaka - z ekscytacja w glosie syn instruuje kolegę. Amciak w jego języku to strzałka.
- Dobra. O rekin zjadł. Niedobry.
 -Nooo....

 M znudzili się gierki, i zaczął biegać z Młodą. Rzucali piłką w siebie. Gonitwa szalona. Krzyk, śmiech.Naprawdę świetnie się bawili razem.
- Ty psychopato! - Młoda krzyczy śmiejąc się przy tym.

Nóż wyleciał mi z ręki. Zobaczyłam inne oblicze córki. Kurde, co to za tekst? Naprawdę zaskoczyło mnie to. Nie wiedziałam, ze zna takie słowo. Pewnie wiele nie wiem. Niewiedza czasami uszczęśliwia.

- Wiesz co? Tak sobie myślę, że to musi być niesamowite uczucie widzieć swoje wnuki... -rozmowa przy kawie. Kawusia musi być. I wafelki.
- Pewnie tak.
- Czujesz to? Kurcze, niedawno Młoda ciągnęła cyca, a za chwile sama będzie mleczarką. Obyśmy mogli tego doczekać
- Daj spokój kobieto, jeszcze dzieciaki stałych zębów nie maja a ty  masz już wizje.
- Jejku, pogadać sobie nie mogę? No co? Czy przeraża cie wizja, ze twoja mała córusia trafi w ręce takiego zboka jak ty?
- Głupek.
- Kochanie, całe życie. I dopiero teraz na to wpadłeś?!

Komarowo. Przekomarzanie się - część rytuału dnia codziennego. Drętwo będzie w trumnie, a tak - zabawa niech trwa. My jesteśmy jak dziadkowie z loży Muppetów. Ha, ha, ha ...








wtorek, 22 stycznia 2013

robokalipsa

Noc. Koszmar. Ból nieziemski. Robokalipsa?! Zamiana mojej nogi w mechaniczna cześć. Obce ciało. Przerabiają mnie w maszynę? Będę robotem. Hm, zawsze coś nowego. Bóg Hioba nie tknął, a mi funduje modyfikacje. W końcu to lepsze. Pełnia łask normalnie. O dzięki Ci, Panie.
Młoda chciała pić. Musiała podreptać do kuchni. Koniec kelnerstwa. Nosić mogę, ale nie mam jak.
Dzisiaj postawiłam jej szklankę z woda na stoliku.

Ostatnio zresztą pobiłam talerz. Nie utrzymałam w rękach. Nie żeby mi się trzęsly- to jeszcze nie ta faza. Kule wypełniają przestrzeń dłoni. Za to znalazłam świetny pomysł, by nie dać się losowi, by wcinać kanapki w łóżku, do filmiku.

Zostałam ryjkówką. Paszczaczem pospolitym. Wyrabiam szczęki. Rekin przy mnie to pikuś. Jak teraz ugryzę to jak rasowy pitbul. Grrrrrr, hau ......
Przeniesienie kubka wciąż poza moimi umiejętnościami. Za to wymyśliłam sposób - jednonożny. Na jednej nodze posuwam się z pięty na palce, z palców na pietę i do przodu. Skakać nie mogę. Za bardzo boli.


Zostałam sama z dziećmi. Musiałam znajomych poprosić o pomoc. Odprowadzenie i przyprowadzenie z przedszkola dzisiaj i jutro.  Tak to daje radę. wyszkoliłam się w czasie złamanej piety.
Potem wraca T, a wraz z nim wszystko do normy.

Synek wrócił do wydarzeń wczorajszych. Ponownie przeprosił. Ponowna rozmowa. Kapitalny jest dopóki nie dostanie focha. Zjedli chrupki i posprzątał. Sam. Może jednak wyrośnie nie na gada,a na człowieka. Jest nadzieja.
- Mamo a 50 razy 6 to 300? 
- Mamo a 2 razy 6 to 12?  
Mamo to, mamo tamto -stereo, gonitwa. Po 3 godzinach oddałam się we władzę melisy i ketonalu. Wymiękłam. Nawet nie chodzi o dzieci, ale o te kule.  One wciąż spadają niezależnie jak się je postawi. Noga boli.  Naprawdę może człowieka szlag trafić. Niemoc. Dzieci chciały budyń. Na górnej półce -nie dosięgnę.
Mało perfekcji za to stos wkurwienia. Ha, a jednak wciąż jestem człowiekiem, a nie maszyną.  Cudownie.

Starszy narysował rysunek. Dla mnie. W ramach przeprosin.

 -Właśnie o to chodzi, kochanie, trzymajmy się razem i "Panowie, suszymy ząbki". Ma być milo i zabawnie. 

rys. Pingwiny przy drzewie w śniegu.



 Oboje powtarzają codziennie, ze kochają mnie. Super. W tych słowach ma siłaPowinnam nagrywać te wyznania, by pościć im,  jak wpadną w wiek Młodych Gniewnych: - Stara ale ty mnie wkurwiasz.


Kule -to tylko moment, chwila. Zaraz stanę na nogi. Zanim to nastąpi muszę zmagać się z pierdołami życia na które normalnie nikt nie zwraca uwagi. Jaka to radość moc chodzić swobodnie trzepiąc rękami. Odstawie taniec paw-iana (ptakomalpy), niech tylko z tego się wywinę.











poniedziałek, 21 stycznia 2013

Afgan

Ściągnęłam sobie plaster. Wolność dla kolana. No i nie mogłam powstrzymać się.


Dwie dziurki -oto cud medycyny  na mnie.


Dzieciaki zawołały mnie do pokoju. Odmówiłam wejścia. Prawie wszystkie zabawki były na podłodze. To czorty małe!!! Kurde, mój Afganistan normalnie. Co klocek to mina. o!, nie!
Syn wieczorem posprzątał. Zrobił to idealnie. Zaskoczył nas niesamowicie. Książki równiutko poustawiane na półce, zabawki też. Na stolikach nic nie było. Szok!!!
- Teraz będziemy sami sprzątać po zabawie, i zabawki odkładać na miejsce!
- A ja nie! -krzyknęła Młoda
- Będziesz!!!!!
Wybuchła awantura. Mówiłam -Afgan normalnie.

Dla spokoju zaczęłam czytać Jasia i Małgosię. Wersja w ciezkim brzmieniu słów braci Grimm.

Jak pierwszy raz przeczytałam tą bajkę to Młoda stwierdziła:
- Ale to głupie.
Potem dodała, ze mnie do lasu nie puści.
- To chyba ja ciebie, kochanie.
Rozmawialiśmy. W końcu przestała się bać.
- To tylko bajka - teraz mówi.
Ufff, będzie dobrze. A swoja drogą wciąż się dziwię jaką potęgę mają słowa- straszydeł ze Scooby Doo nie boi się, a tutaj wtula się we mnie wystraszona. Może to początek rozwijania się empatii.
Reakcję syna też trudno zapomnieć.
-Nie mogli pracować?! Dlaczego tato posłuchał się? On nie był zły.
- Oj synku, widzisz są takie baby co robią facetom z serca jak i z mózgu sito.
-Ale ty taka nie jesteś!
- Nie wiem, hahahahahaa, zapytaj się taty.
Ale potem odbyła eis rozmowa poważna.

Kule doprowadzają mnie do szału. Gdzie i jak nie postawi sie ich to lecą. Czuję sie zmęczona tym wszystkim.
Szukam pozytywnych stron. Żart redukuje ciśnięcie gumy od majtek w kostki.



Obsługa kontaktu? Nawet ze środka pokoju. Poprawienie firanek? Jedną reką!
Trudność ? Przeniesienie kawy z kuchni do pokoju.
Rok temu nauczyłam się skakać na 1 nodze z filiżanką w reku.
Teraz cóż, mam czas na trening. Może opanuję kolejną sztukę.
A potem czeka mnie olimpiada paranormalnych.

Wieczorem opowiedziałam sen T.

- Śniło mi się, ze byliśmy na spotkaniu towarzyskim. Kurde, mega, bo byli prawie wszyscy. Śmiech, żarty, bajera klimat. I nagle przypominam sobie, że mam dzisiaj urodziny i to 45!! 45!!! o ja cie pitolę..
Lecę do ciebie i mówię, ze mam urodziny, ze korzystając z okazji montujemy impre. A ty nic, zajęty rozmowa zignorowałeś mnie. Ale ty jak gadasz to świat przestaje istnieć. Ech, zrobiło mi sie smutno,machnęłam ręką  myśląc" A gon się waflu!" i poszłam do ekipy z zapytaniem, gdzie balujemy? Knajpa? Domówka? zapraszam bo mam urodziny i to o kuźwa, czterdzieste piąte!!!!
Nic!!Zero reakcji. Zrobiło mi się smutno i ze smutkiem wstałam.

 I kiedy opowiedziałam ten sen to uzmysłowiłam sobie, ze chyba byłam duchem. O zesz w mordę, pasowałoby. To niemożliwe, by T o moich urodzinach nie pamiętał, by znajomi zapomnieli. Ha, chyba odejdę nieoczekiwanie. Śmierć nagła. Podobno wówczas dusze są na ziemi, wśród żywych.
Zresztą biorąc pod uwagę ostanie moje przypadki to już się ze mnie śmiano:
- A w następnym roku to co? bioderko? I co rok to wyżej?
Historia układa się w spójna całość. Nie mogłam się powstrzymać.



Reakcja T:

- Stuknij się, wariatko.

No to sie stuknęłam.






Wypijmy! - za życie, póki trwa.











niedziela, 13 stycznia 2013

przed szpitalem




Piżamka spakowana. Szlafrok też. A co. Nie będzie mi się tlustawy tyłek bezwstydnie trząsł na korytarzu. Wiadomo jak to jest, beznadziejne żarcie powoduje ślinotok nawet na widok słoniny.  Nie bedą karmą dla gapiów. Nie ma, nie ma. Dupa moja, a szlafrok pożyczony od mamusi. Mamusia zasiadła na kanapie i wpadła w stan, - "dziecko, zawsze przez ciebie mam jakieś utrapienie". Te westchnięcia wystraczą, nie musi nic mówić.

 - A co ty się martwisz, T będzie jeszcze w środę to mnie przywiezie do domu.
-W jaką środę ?- mamusia zdziwiła się - jak w czwartek wyjdziesz to będzie dobrze, jeśli nie w piątek. Wiesz mogą być komplikacje, nie wiadomo co jest z twoim kolanem....

Czwartek?! Piątek? Komplikacje?! Kurwa mać .....o czym ona do mnie mówi? To ma być pocieszenie?
Od czarnego humoru to ja jestem!!!!.

 - W czwartek mam chirurga - mówię - wycinanie tych paskudztw! Musze wyjść w środę!
- Oszalałaś? nie wiadomo w jaki stanie będziesz!Jutro pójdę i zmienię ci datę zabiegu. Tylko na kiedy?!


Milion myśli miesza się z pustkę. Stan - bezstan. Nienawidzę szpitali, po prostu- nienawidzę. Może to jednak pozostałość po traumie, po tym jak byłam na oddziale dziecięcym w wieku pięciu lat. Rodzice mogli przyjść, owszem, odwiedzić dziecię swe, ale tylko w niedzielę. Wizyta za szybą. A małym braciszek stał obok i wpierdzielał batonik.
W tym okresie męczył mnie wciąż ten sam sen - śniła mi się czarownica. Goniła mnie. Cała noc biegania, bez wytchnienia. Ale nigdy mnie nie złapała. Nigdy! Jak do tej pory.
W sumie to ciekawe - nie widziałam Supermana , a już chodziłam po budynkach! Można powiedzieć, że komunizm nie ostudził mojego zapału ani wyobraźni. Szarość nie dla mnie.
Jest to jedyny sen jaki pamiętam z dzieciństwa.  A w uszach wciąż brzmi śmiech czarownicy ...brrrr...chyba ona wciąż mnie goni.
A może to jednak nie była czarownica a śmierć?!
A może jestem siostrą Clarka Kenta?!

Szpital -wszystko tam jest takie przygniatające. W cywilizowanym świecie przyjemniej jest w prosektorium.
W szpitalu obdzierają z człowieczeństwa, nawet struktura DNA ulega rozpadowi. Powstaje nowa odmiana człowieka -pacjent.

Powoli staję się pacjentką.
Piżamka, siad na skraju łóżka, a z  kącika ust strużka śliny podąża do brody. Pusty wzrok obserwuje lot wron. Otępienie od nudy. Co ja  mam tam robić?! Co?!!!!
Może zabijać się szczebelkami łóżka? bo sąsiadką to "napierdzielacz osiedlowy" inaczej szczekaczka zalewająca potokiem słów, z tembrem głosu, który wbija się w głowę jak szpilka. Bla, bla, sramto owamto, bla, bla bla. Jedyna droga zemsta to puszczanie wstrętnych bąków pod kołdrą. Nocny czad za dzienne trucie..

Stan i fobia nie do opisania. Ja wiem -zabieg standardowy jak wycięcie wyrostka robaczkowego. Tego się nie boję aż tak. Boję się, bo  nie wiadomo do jakich uszkodzeń doszło. Myśli stają coraz ciemniejsze. Po głowie tucze się- odzyskam sprawność kolana, czy nie?! Może coś spieprzą bardziej?! Cholera, może jednak nie myśleć.
Nie można karmić strachu. Nażarte obawy wrzucają do lochów psychozy. Stamtąd nie ma drogi ewakuacyjnej. To droga bez wyjścia.
Dość!

Wszystko mnie rozstraja. Zycie jest do dupy. Fuck!
Baniak wina domowej roboty stojący za kuchennymi drzwiami szepcze, ze może nastroić mnie odpowiednio. Ech... muszę obejść się smakiem. Jutro mogę mieć badanie krwi. Nie dość, ze jestem kaleka to jeszcze zamieniam się w abstynentkę! W najgorszych snach nie śniło mi się tak ...tak ...tak koszmarnie!
Rany....
Zycie jest smutne i do dupy.

Nie wiem co myśleć. A myśli plączą się w swoim myśleniu. Nasiąknięta jestem szpitalnymi wizjami.
Opowiadam T  historię o eutanazji humanitarnej. W skrócie. 
Pielęgniarka robi laskę pacjentom, którzy mają odejść. Gdy pacjent  szczytuje ona wbija mu strzykawkę z odpowiednią miksturą. Odlotowa śmierć. Po ludzku.  
W tym świetle wychodzi znowu niesprawiedliwość świata. Bo co z kobietami?! Fala protestów zalała miasta. Feministki wyszły na ulicę z transparentami - Róbcie nam minetę.
Opozycja -Pocałujcie się w dupę. 
Czyż seks nie rządzi światem? -pytam się retorycznie.

- Jesteś normalnie walnięta - skwitował T.
- Tak, w kolano.

Dzisiaj  uczyłam dzieciaki wierszyków na Dzień Babci i Dziadka. Starszy szybko wykuł, z Młodą było gorzej. Lubi się wygłupiać i w pompie ma wiedzę jakąkolwiek. Moja krew.

-Chcę Myszkę Miki - woła Młoda. Uzależnienie z dnia na dzień przybiera na sile.
- A wierszyk umiesz?
- Umiem.
- To powiedz.
- A jak to było?!
I taka z nią jest rozmowa.

- Tato, a puścisz mi Myszkę Miki?...jeden odcinek - Młoda nie poddaje się.
- Zawsze mówisz jeden odcinek, a potem płaczesz: " A ja chcę drugi buuuu.."
 - Mozę tak, a może nie. Zobaczymy jak będzie. -odparowała Młoda z tym swoim zniewalającym uśmiechem


Jejku!!!!, jak ja będę za dziećmi tęsknić. O tym nie pisze, bo płakać mi się chce. Już tęsknię.
Taka kwoka ze mnie straszna. Jeszcze na tyle dni ich nie zostawiłam.
Nie zostawiłam siebie bez nich. To jest mój tlen. Moje życie. Moja miłość.
Mówią, że będą dzielne. Ja też - dla was.


Kolacja.
- Ostatnia wieczerza. - mruczę pod nosem. W sumie mówię do śledzia.
A jednak T usłyszał:
 - Tobie to powinni mózg zoperować, a nie kolano! Daj ty już spokój. Babo!
Nie ma to jak męskie pocieszenie ....


Zatem jutro wyruszam w drogę, w swoje przeznaczenie. Na ile?-któż to wie. Jak anestezjolog postara się to może w ogóle nie wrócę.
A jak wrócę to się upiję. Przepraszam, zdezynfekuję się.
I niech życie wraca. Na stare, wytarte tory .....



piątek, 11 stycznia 2013

kanał





Dzwonek do drzwi. Otworzyłam. Mama wpadła. Spojrzała i widać, ze zapomniała po co przyszła, po prostu opadła i zaczęła lamentować już od progu:

- Dziecko, ja ty się wystrzygłaś? Ile ty masz lat co? Wyglądasz jak narkomanka ....O ,Boże co ja się z nią mam - to już było mruczando pod nosem. Jak refren. Ten sam od lat.

Jezu, znowu trucie, i TEN ton głosu. Oto mała dziewczyna dostaje burę od mamusi. Popatrzyłam na matkę, morderczym wzrokiem i to wystarczyło, zmieniła ton:

- No co? martwię się o ciebie, rozumiesz to? jak będziesz szukać pracy, potraktują cię lekceważąco.

 - Weź skończ. Zanim skończy mi się zwolnienie to zarosnę, a poza tym, daj ty mi spokój, nie dobijaj mnie, dobrze? Nie mam ochoty na kłótnie. Jakoś wyjątkowo.

Narkomanka. Kurde, wymyśliła sobie. Przez sztywność nogi nie mogę zamknąć drzwi od wc i każdy jest świadkiem jak załatwiam swoje potrzeby. Ha!, ja tu widzę członka rasy wyższej, a nie narkomankę, litości. Patrzcie wszyscy - Arte robi kupę! Aż grzywka sama opadła na jedną strone, a ręka prawie wyprostowała się do pozdrowienia.
Naprawdę nie mogę zamknąć drzwi od kibelka. Noga pozbawiła mnie kolejnej rzeczy: zacisznego zakątka czytelni. Zycie jest do bani normalnie, bo i gdzie mam teraz czmychnąć?!

Zadzwonił brat. Skype niczym aparat tlenowy, podtrzymuje więzy rodzinne.
 - Kanał? jak kanał?! Kanał kojarzy mi się z Charlin Chaplinem - i chichocze.

Lekarz też śmiał się, kiedy wchodziłam i gdy wychodziłam z gabinetu:
- Kanał? ahahahahaa, jak można wpaść do kanału?
Zna mnie od nastu lat i nie pierwszy raz z "czymś" przychodzę. Zreszta jak wchodzę to on już sie cieszy.

- Co ci  jest?
- Nie wiem, gdybym wiedziała nie przyszłabym tutaj.


Charlin Chaplin. Hahahaha, ale brachol wymyślił. Ale po zastanowieniu się, słuszne skojarzenie. Bo i takie jest moje życie. Jak filmy Charlin Chaplina. Człowiek w końcu przestaje się śmiać, choć uśmiech pozostaje na twarzy :)