Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chomik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chomik. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 lipca 2013

mord







Chciałam wsiąść się za prasowanie. I co? I krzyk:
AAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!
Wystraszyłam się widząc potwora!!!!
Na bluzce był chrabąszcz. O mać!!!!. Wyrzuciłam go na balkon. A on tam leżał jakiś poddechnięty. Niemrawy jakiś.
I naszła mnie myśl - chomik!
Zawołałam syna.
Narada.
Syn poleciał po łyżeczkę i złowił padlinę. Podaliśmy chomikowi. Rzucił się na nią, ze szok.





Tam w łapkach to nie orzeszek, oj nie ....




I zjadł ze smakiem.

Łańcuch życia.

Przegrywają słabi.








poniedziałek, 3 czerwca 2013

- Mama, ty się nie denerwuj, nie klnij, spokojnie.

Wieczorem pogoda zrobiła się fantastyczna,  więc wyszliśmy  jeszcze na plac zabaw. Syn  z kumplem  grał w piłkę, a Młoda z pistoletu  z "bandą znajomków" topiła wodą mrówki. Czas mijał leniwie. Doczekałam się w końcu tego, ze mogę siedzieć i czytać książkę bez odwiecznego:
- Maaamoooo .....
A były takie chwile w życiu, że myślałam, ze umrę w piaskownicy. Przykryta łopatką.

Syn wraz z kolegą strzelali sobie bramki. Nawet we mnie trafili.  Piłkarska kadra rośnie. Przewracam kartkę książki .... i nagle słyszę skandowanie:
- Starszy! Starszy! Straszy!
To dziewczyny, huśtające się niedaleko, zaczęły wykrzykiwać imię syna. A syna reakcja rozłożyła mnie na łopatki. Najpierw łypał na nie spod oka, potem coś mamrotał pod nosem, w końcu wykrzyczał do kumpla:
- Chodź stąd bo ja tego nie wytrzymam!!!....

Nie poszli. Dziewczyny przestały. Ale łypanie okiem zostało. I pewna radocha. Jeszcze rok i będą wspólnie "paplać", a póki co - dziewczyny są beee. Świat musi mieć swoje podziały, swoich wrogów, swoje sojusze, swoje pokoje, swoje zasady, a wszystko zmieniając się płynie.


A syn to model. Mając do wyboru kabaret a film "Spiderman", wybrał na wieczór kabaret. Brawo! Tyle, że nie wiemy ile on z tego rozumie, ale rechocze równo.

Fajny facet, ale czasami lata mu po żyłach bakteria fioł pospolitus. Potrafi złościć się okrutnie. Jak jego mama.  Bo ketchup był za suchy na przykład. Uczymy się razem cierpliwości.
Ostatnio coś nie tak było z moim telefonem. Drugi też ześwirował i to mega. Grrrr!!!! Coś zaczęłam mamrotać pod nosem, na co syn:
- Mama, ty się nie denerwuj, nie klnij, spokojnie. 

Oto mój balsam na duszę. Zanim zaczęłam - przestałam.





 Zygmunt. Zygmunt robi za psa, kota i akwarium rybek. Dzisiaj wypuszczony na kanapę uciekł z niej i biegał cały szczęśliwy po pokoju. T przyjął tezę, że były tam moje nogi. Bez skarpetek. T za głupie gadanie robił też kolację. Nie ma że boli. Słowa kosztują.
Chomiś uciekł, ale na gwizdanie przyszedł. Hm...czasami przypadki bywają piękne. Taki gwizd i przyjście robi wrażenie.


Hymn chomika ?! :D      
Muza co rozwala, aż do śmiechu :)
A teraz nieszczęśliwy Zygi wypatruje wolności. Biedaczek, musi poczekać do jutra.
A swoją drogą to nawet taki zwierzak musi się wybiegać ...

Dzisiejsze córki:
- Goń mnie!
Znowu mnie zasmuciło. Cholera......ale w końcu zawsze idę do przodu, więc kwestia czasu jak znowu pobiegnę ...





środa, 13 marca 2013

orgazm

Chomik oszalał. Wcina klatkę. Nocna muzyka jednostrunowca.  Na drutach coraz mniej farby. To nic, ze dostaje co tylko dostać może. Zęby wciąż o druty walą.  A może to próba ucieczki na wolność?!
Sierściuchowi dałam dzisiaj nową przekąskę. Chrupkę. Taką malusią.



Nawet trociny z oczka nie strzepał! Tak wyrwał! A mi się wyrwało:

- No gadzie ale teraz będziesz miał orgazm!!!





- Orgazm? A co to jest?! - spytała się Młoda, która zamiast zakopać się w maskotkach, nieoczekiwanie znalazła się koło mnie! AAAA!!!!

- Eeeeeeee....... - coraz większe oczy me zaczynały przysłaniać coraz większą pustkę w głowie mej - eeeeeeeeeee ......to taka radocha, wiesz odlot, eeeeee.....orbitowanie bez cukru......

- Aha - Młoda mruknęła i poszła. Uf ...

No to sobie pogadałam.
Ciekawa jestem kiedy i w jakim kontekście użyje tego słowa.

A to wszystko przez T. Wyjechał. Zostawił mnie. Na cały tydzień. I to w tym wieku, kiedy zawsze się chce. Wprawdzie nie wszystko, ale to jedno  -zawsze. Ech ...
Ha, ha, ha ....



czwartek, 28 lutego 2013

chomikofo

Wieczorem postanowiłam upolować chomika. Ustalić, którędy myka. Już ja cię dorwę Maleńki, a jak. Chomiś przebudził się i zaczął pałętać się po klatce. Siadłam sobie z książką i zerkam na sierściucha. A chomiś, nie głąb, zaczął sobie robić toaletę. A to umył łapki, a to uszka, a to się naskubał i wydrapał. Poszedł do miski, poszedł napić się. No głupa rżnie, ze nie mogę. Po pół godzinie stwierdziłam, o,nie brachu, tak bawić się nie będziemy. Zgasiłam światło i poszłam do pokoju. W mieszkaniu zapanowała ciemności i cisza. Nastawiłam radary. Nie minęło 5 minut jak usłyszałam lekkie BACH!. A MAM CIĘ GAMONIU, HEHEHE! A jak , Zygmunt był już na szafce, poza klatką. O ty łobuzie!!! Okazało się, ze dziura od rury nie była dobrze zakryta i  dzięki tej szparze wyłaził sobie na nocne spacerki. Ale czy on to zrobił czy to moje niedopatrzenie, któż to wie. Z czasem wszystko wyjdzie na jaw.

Teraz pałęta się jak nieszczęśliwiec. Niech kombinuje.



Dzieciaki zluzowały na maksa. Nie chce im się wstawać, nawet o 7.30. Od momentu mojego zwolnienia lekarskiego straciły poranny rytm i "rygor". Wczoraj zostały w domu z powodu pokaszliwań, ale, ze wszystko wydaje się być w porządku, więc koniec laby i dzisiaj do przedszkola marsz. Ale łobuziakom nie chciało się wstawać, bo one chcą zostać w domu. W końcu nadeszła minuta ostateczna. W akcji porannego zamieszania straciłam równowagę. Machanie łapkami i refleks uratowały mnie przed upadkiem. Zaklęłam okrutnie:
-Szlag! Jasny!
A moja córa tak stojąc z boku, tak patrząc filuternie spod grzywki, która włazi jej w oczy, rzekła spokojniutko:
- Oj, Arte, uspokój się.....
O mało co, nie fiknęłam drugi raz.


Pogoda zrobiła się piękna w sam raz na spacer. To poszłam sobie tu i tam. Przeszłam ulicą "cudów". Ulica ta leży niedaleko brzegu rzeki. Stare, zaniedbane kamienice wymieszane z blokami PRLu. Życie toczy się na ulicy. Pełno też Cyganów, którzy są narodem wielce hałaśliwym.
Idę sobie spokojnie. Facet mnie mija.
- O taka fajna kobieta, ładna a już kaleka. Niech się pani nie martwi, życzę pani dużo powodzenia.
O mało co, a zabiłabym się o kule ze śmiechu. A że o gustach nie dyskutuje się to odparowałam:
- Dzięki. Panu też życzę powodzenia.
- O proszę pani w moim wieku to wie pani...
- Nie wiem, No to życzę dużo zdrówka.
I poszłam z takim bananem na twarzy, ze ja cię nie mogę. Szkoda,że nie zerknęłam do reklamówki  faceta, co on tam targa, bo też kupiłabym to. O, żesz, mocny trunek musiał być.
- Dobrze, ze zima się skończyła, to może pani spokojnie iść - następny facet rzuca złotą myślą. Nie mogę, hahaha. Tym razem podpieracz murka. Na zabicie oczekiwania najlepsza rozmowa. Kac może mniej boli.
- Wie pan, gdyby zima była to założyłabym narty, w końcu kijki mam.
I poszłam cała zakaszlana ze śmiechu. Oto pierwsze kwiatki nadchodzącej wiosny. Świat zaczyna weseleć.




środa, 27 lutego 2013

codziennik

Musieliśmy pojechać na fuszki. Musieliśmy, bo nie mogę prowadzić, więc T wrobiłam w bycie  kierowcę moim. Przygnębiająca utrata wolności. Nic tak nie boli jak utrata niezależności.
Dzieciaki zostały z babcią, a my pognaliśmy tam, gdzie pognać musieliśmy. Fajnie się kasę bierze, szkoda tylko, ze trzeba na nią pracować.

 Wróciliśmy po siódmej wieczorem. W przedpokoju przywitały nas wszędzie suszące się prace malarskie naszych maleństw. A wśród nich zobaczyłam perełkę:


Dzieło Starszego mnie powaliło. Nie zdjęłam kurtki, nie zdjęłam butów po prostu stałam cała oniemiała z zachwytu. Twarz i dwie postacie. Tajemniczość. Życie. Ludzie. Morze niedopowiedzeń. I morze myśli. Przepięknie to wyszło. A jednak każdy malować może. A ja napatrzeć się nie mogę.

Dzieciaki były nie obrobione.  Nie dały się babci zaprowadzić ani do kuchni, ani do łazienki. Babcia natomiast jakoś nie walczyła z oporem maluchów, bo w końcu w telewizji leciał serial, jej serial. Każdy emeryt seriale swoje ma i basta.
Z T podzieliśmy się terenem. Ja opanowałam łazienkę, a T królował w kuchni. System zmianowy jest boski. Pół godziny później maluchy nakarmione i w piżamkach czekały na swoją dawkę  Świata  Małej Księżniczki.
Obejrzeliśmy w czwórkę. Zabawne. Buzi, buzi, tuli, tuli i sio do wyrek.

- A poczytasz mi? - Starszy przydreptał. Dzieci są jak bumerangi normalnie.
- Pewnie- takich rzeczy się nie odmawia. Choćby się chrypiało z leksza.
- A mi też?! - Młoda przecież nie może być gorsza.
- Jasne.

Starszy wybrał Koziołka Matołka a Młoda - Kubusia Puchatka. Kubusia Puchatka to w sumie czytałyśmy we dwie - ja litery a córka obrazki. I znowu tuli tuli, cmok, cmok i do spania sio.

Łyknęłam garść leków na przeziębienie i sama wpakowałam się do wyrka swego. A co. W końcu doczekałam się chwili ciszy i wolności i ukojenia
 - A mogę przyjść do ciebie - się wydobyło z pokoju dzieci - chcę się przytulić...
- Pewnie. Sie pytasz!! - tyle razy mówiłam dzieciakom, nie pytać przyłazić, ale widocznie wiedzą swoje. Hm...Że kultura zobowiązuje do pytań!!! Ha, ha, ha...
Młoda przyleciała z bananem na twarzy. Mruknęła kocham cię mamo i po chwili zasnęła.
A ja zasnąć nie mogłam. Odłożyłam książkę i dla odmiany włączyłam tv. Leciał program o internecie. O pułapkach w sieci,  jakie sami sobie tworzymy. Pracodawcy kontrolują pracowników. Łatwo jest wyśledzić wszystko. Jedno zdanie żyje swoim życiem. Co wpadło, nie wypadnie. Internet nie zapomina. Pamięta wszystko. Warto dać się zapomnieć. Nie wchodzić. Odejść. Może w życiu nie ma drogowskazów, ale są znaki. Kolejny znak. Myślenie przybrało na intensywności. A rozważam to od od od.
Trzeba nauczyć się zamykać drzwi, by móc otworzyć inne. Trzeba nauczyć się zamykać drzwi, by nie stać w przeciągu, kiedy otwieramy następne drzwi. Stojąc bowiem w przeciągu łatwo można nabawić się kataru. Nie ma to jak zdrowie. A kich. Albo drzwi mogą nam przywalić w głowę. A głowy lepiej nie tracić.
Program sobie leci, myśli sobie płyną..... BACH.
- Co to było? 
- Nie wiem. Może coś spadło?! - mruknął T. Też faceta coś zmogło coś, bo oderwał się od kompa.
- Może. Hm, ciekawe co?
Program sobie leci, myśli  przetaczają się przez głowę  ...Jeeeeeeezzzzzzzzzzzuuuuuuu!!!!!!!!!
-Cholera, Zygmunt nie piszczy! 
- Ze co? - słyszę po mruknięciu mruczącym, że T tracił kontakt ze światem.
- Nosz kurde, kółko nie skrzypi, ty on uciekł!!!
- E ..
Podeszłam do klatki. Klatka zamknięta. Domek pusty. Nigdzie śladu Zygmunta. Sierciuchdał drapaka. W mordę jeża. No nie zasnę i tyle.
Siedzę i nasłuchuję. Wołam. Gwiżdżę. Nic. Zaszył się gdzieś. Skubaniec!
Pierdolca idzie dostać!








wtorek, 26 lutego 2013

s t r a c h

Wieczorem dzieciaki zaczęły pokaszliwać . Uuuuuu, niedobrze. Mnie zresztą też zaczął świat falować. Wieczorne szprycowanie i sen. Może minie wraz z nocą? Oby.

Godzina 6.35, wstaję jak zwykle, codziennie, do znudzenia, klnięcia pod nosem, niewyspania. . Godzina najlepszego snu. Wstaję nie żyjąc. Jakby mi było mało to przeziębienie rozwinęło skrzydła. Kosmos, normalnie.
Wylazłam z wyra. Siedzę i składam rzeczywistość w jeden kawałek. Nie jest dobrze...
Patrzę, a tu jakiś poruszający się cień . Magliny mam!!! Jak nie ryknę zachrypniętym gardłem:
- AAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!
Tak straciłam głos.
A cień przybiegł do mnie. CHOMIK!
Kurde, znowu zbój sobie sam wylazł z klatki! Przyleciał do mnie i myk na ręce. Musiał nieźle poszurać, bo jak dopadł do picia do pił i pił i pił.
Chomik duszę ma-nasz smyk! ha, ha, ha.

Syn wstał, córka nie. Budziła się budziła w końcu zachrypniętym głosem powiedziała:
- Ciężko wstawać.

Została w domu, a Starszy poleciał do przedszkola.

- Ooooo, mgła.
- Nooo, ktoś mleko rozlał.
- Szkoda, że nie mamy wiatraków.
- A co? rozgoniłabyś mgłę?
- Nooo, jak Myszka Miki.

To jesteśmy we dwie w domku. A moja fucha leży odłogiem. Ech.....