Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Scooby Doo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Scooby Doo. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 lutego 2013

ząb



O czwartej nad ranem obudził mnie koszmarny ból nogi. Leżałam wkurzona, nie mogąc znaleźć sobie  miejsc, pozycji, ukojenia. Jakby mi było za mało szaleństwa po pewnym czasie usłyszałam śmiech T. Normalnie rechotał przez sen. Ja nie spałam, a ten rżał w sobie najlepsze. Czad. Niedziela zaczęła się po prostu bosko. Trudno było się nie śmiać.
Opowieści o snach, zamiast ciacha do kawy.
- Odchudzamy się?
- Chyba ty! - odparowałam, ale co tam, będę wsparciem T. Mi też się przyda dyscyplina.
Tak więc zostaliśmy przy rozmowie. Co za zryte historie, hahahaha. I jak takiego kolesia nie kochać?! Słodkie to było.

Młodej od rana coś nie pasowało. Marudziła i foszyła.
-Nie bądź taka, ubieraj się - strofował ją Starszy - mama cie prosiła a ty co?
- Nie - z Młoda nie ma lekko.- nie chcę! nie będę!
Starszy jak się wczuje w role starszego brata to nie ma, że boli.

T puścił "Gnomeo i Julię". Młoda nie przerwała marudzenia. Znowu jej coś nie pasowało.
- Ja chcę Scooby Doo i meksykanski potwór....ja chcę Scooby Doo i meksykański potwór....
I tak w kółko. A tu pierwsze sceny filmu. Krasnal na scenie i ......ups, zapadnia, krasnala nie ma. Syn podskoczył i rozpłakał się. Popatrzyliśmy na niego jak na wariata. Co jest?! Płacze?!
A jemu krew się leje. Biedny wystraszył się, zagryzł palca, który trafił mu do buzi  (ach, to dziecięce przejęcie) i w ten sposób wyrwał sobie zęba. Nie ma już dwóch mleczaków.

Wieczorem zagoniliśmy towarzystwo do spania. Koniec z wieczornym siedzeniem z nami. Koniec ferii. Jutro powrót do przedszkola.
- Ja nie chcę iść do przedszkola - teraz Starszemu włączyło się marudzenie - wolę być w domu, jest lepiej. Jak mam iść do przedszkola to ucieknę z domu....

Jutro wyprostuję mu zwoje. Dzisiaj opadłam po ćwiczeniach. Ból do "z". Od zemdlenia do...........do z .....
 z bólu.


Młoda i nowa mania -Scooby Doo

:)))))
Fajnie się razem czyta. Oby kiedyś oszaleli na punkcie książek :)







czwartek, 31 stycznia 2013

zawirowania




Młoda przybiegła krzycząc:
- Wstajemy!!! Ptaszki śpiewają za oknem, podnosimy rolety do góry!
 - Ale to ptaszki wstały a my możemy spać.
 -Nie, nie możemy, Wstajemy!!!!!!!
 Energia dziecka kontra zastygniecie starczych kości. Bez litości, serca, zrozumienia. A potem budzik dobił.

Musiałam stawić się na wezwanie do pewnej instytucji. Wchodzimy do głównego budynku, pytam się ochroniarza, gdzie jest ten pokój.

- Musi pani stad wyjść, tamtędy przejść do drugiego budynku i wejść na pierwsze piętro.

Więc w tym deszczu, po tych resztach śniegu idę o kulach. Poranny spacer pełen schodów.
Drugi budynek,o jest winda i pierwsze piętro a na drzwiach pokoju kartka - W dniu dzisiejszym prosimy udać sie do pokoju nr ...w głównym budynku.

O w mordę!

 - Jak kiepski żart - mówię - hehehehe. Lem się kłania, obłęd pokoi i korytarzy, matrix urzędniczy, nie mogę...i jak ma mnie szlag nie trafić?

- Proszę iśc za mną, pokaże pani łącznik do głównego budynku, będzie prościej i nie będzie pani moknąć. -za plecami naszymi pojawił się ochroniarz

 - Dzięki wielkie.

Byliśmy pod wielkim wrażeniem. Oto w urzędzie spotkaliśmy człowieka. Więcej - spotkaliśmy pożytecznego ochroniarza. Pierwszy cud dnia. Cudownie.
Potem okazało się, ze nie musiałam przyjeżdżać -mogłam zadzwonić, przesłać dokumentację. Jasne i naskrobać marchewek do zupy.

Mieliśmy dylemat, hahaha - miejsca parkingowe - miejsca dla inwalidów - hm, w końcu mam problemy z poruszaniem się i to widoczne, ale nie stanęliśmy. Ciekawe czy wolno czy jednak obowiązuje papier.
W moim przypadku jest to jak kuszenie losu-obym jednak nie musiała korzystać z tego rodzaju przywilejów.
Tfu, tfu, tfu....

Czytałam dzieciakom książkę o Scoobym Doo, zadając od czasu do czasu  pytania:
 -Młoda policz, ile jest potworków.
- Jeden, dwa, trzy ... - córka policzyła do dziesięciu.
- Pięknie! A jednak umiesz liczyć do 10-ciu. Policzysz jeszcze raz?
- Nie, nie umiem. Już zapomniałam.
I koniec rozmowy -nie to nie  i basta.
Nie wiem, zapomniałam brzmi jak lagodna wersja -spadaj, nie mam czasu.
Za to:
 - Maaamuuusiuuu .... - to jest ciężki kaliber wytaczany do uzyskania jakiś rarytasów, przywilejów.
Sama słodycz i niewinność. Bestia emocjonalna normalnie
A nastawianie ucha to klasyka:
 -....no i wiesz, ze jak zjeżdżałem to wyrżnąłem głową w śnieg - synek opowiada babci przez telefon.
 - ................
 - Nie, nie płakałem.
- Chłopaki nie płaczą - krzyknęła Młoda z innego pokoju, wtrącając swoje 3 grosze.
Co za słuch. Radary nieustannie pracują, nie zależnie od toczącej sie zabawy.
Nie mogę o tym zapominać, nie mogę o tym zapominać, ale cóż, jak po raz kolejny pierdyknęły kule nie powstrzymałam sie od kurwa.
Cholera....

Montuje obiad w kuchni, dzieciaki coś tam robią. Piękna cisza.. Nagle krzyk Młodej. Wyrwałam w tempie mistrzowskim. Młoda stoi przed drzwiami toalety i drze sie w wniebogłosy. Myślałam, ze palce przytrzasnęła a ta duka między łzami:
 - Bo ja ygh ech ygh się yhg egh ygh zsikałam .....buuuuu ......się ......
Faktycznie - wygląda jak syrena na brzegu oceanu. Niezly sik. I numer -nie pamiętam, kiedy ostatni raz miała taki wypadek.
- No i co! Nie płacz, idziemy się myć, przebrać. W czym problem?! 
- bo....buuuuu bo  ygh buuuu ja przepraszam.
- Spokojnie, zdarza się.

Jak jest zmęczona to potrafi włączyć taki lament, ze oszaleć idzie. Spokojnie, Arte-wdech, wydech, Bóg cie kocha. Nie oszalejesz, nie krzycz. Oddychaj.
Synka poprosiłam o o pomoc, by wytarł ślady po ślimaku.

 - Ślimaku????
 - No, spójrz na podłogę, Młoda swoimi mokrymi spodniami zaznaczyła drogę jak ślimak.

 Dzieci kształtują charakter -opanować trzeba język i emocje. Czy jakoś tak, w każdym bądź razie pracuję nad sobą ciężko. Każdego dnia. Ha, ha, ha ... Czasami sama jestem z dwójką dzieci. I czasem wolałabym skoczyć na bungee niż być z marudami w domu.. Efekt ten sam - można posrać się po pachy, ale lot jest przyjemniejszy od dwóch dzieciaków, którym włączyła się opcja marudzenia bądź wzajemnej kłótni.
Sztuka jest nie spaść ze szczytu cierpliwości. Upadek zamienia człowieka w demona. A wówczas ...
Nie, nie chce być swoja matką.

Wieczorem rozbrykane dzieciaki nie chcą iść spać. W końcu ferie. Wymówek sto. A nam kończy sie cierpliwość. Kochane mordki, ale niech znikają już. Ciszy chcemy!!!!! Oto jak marzenia zmieniają się z czasem.
 -Sio mi spać, teraz jest nasz czas, czas na naszą randkę!
- To wyjdziecie gdzieś teraz?  -zapytał syn zdziwiony.
- Wyjdziemy? Gdzie? Dlaczego?
- No bo jak ma się randkę to się wychodzi.
-Słyszałeś ? - drę się do T -Twój syn ma mistrza, ucz się. Nie synku, taka domową sobie zrobimy, przecież nie możemy was zostawić....

Wyjść to ja mogę z siebie. Nie chce mi się pałętać nigdzie z tymi kulami. Choć teraz, jak robi się prawie wiosennie może i czas pokuśtykać. Co by ciało nadmiernie się nie rozrosło. Mały spacerek po czekoladę nie zaszkodzi.
















poniedziałek, 28 stycznia 2013

zjazd



Byliśmy dzisiaj na sankach. Młoda, pomimo młodego wieku, świetnie sobie radziła: sama zjeżdżała, sama wchodziła na górkę ciągnąc sanki. Dzieciaki śmigały, a T ulepił bałwanka. Bałwanek nie postał za długo, Młoda wjechała w niego. I po bałwanku. Ha, ha, ha ....
I oby weszło jej to w krew- jak wpadnie na bałwana niech go z nóg zwali i po bałwanku.


 Scooby Doo, Fred, Kudłaty,Velma, Dafne. Hmmm.....

- Synek, jaką wolisz dziewczynę mądrzejsza czy ładniejszą?
 - Ładniejszą - szybko odpowiedział.

Samiec okiem patrzy.
Na ten temat przeprowadziłam szybka rozmowę z T:

- Wy macie oczy, a my mamy mózg, wiec potrafimy docenić inteligencję.
- Mózg? Ty wiesz co to jest?
- To jest to coś co ja mam a czego ty nie masz, co wynika z twojego zdziwienia i co ja właśnie ci tłumaczę


T., dobry facet, zrobił i podał mi kawę, po czym kazał mi sie na nogi leczyć.


Pierwszy dzień rehabilitacji umieścił mnie w przedsionku piekła. Ból wyznacza granice. Granicę, która na dzień dzisiejszy wydaje się nie do pokonania.
A trzeba tyłek zacisnąć, bo bez imprezek dusza ginie. Ile można siedzieć w domu?! I to trzeźwym?!!.....hahaha


niedziela, 27 stycznia 2013

perpetuum mobile




T stwierdził dzisiaj, ze jestem perpetuum mobile przekleństw. A kto by nie klął?
Ale część niecenzuralnych słów utopiłam w łzach. Mieszanka bólu ze szczęściem. Uczucie dziwne, jakbym z chlewu wydostała się na chwilę na świeże powietrze.
Efekt 3 dni moich ćwiczeń.



Zgięcie prawie na 90 stopni, poprawa o prawie o 60 stopni. Kolano boli, ciągnie, ech... długa droga przede mną, ale jeszcze trochę i znowu będę mogła robić wiele rzeczy np. czytać w toalecie. Choć tyle na początek. Odzyskanie azylu początkiem odzyskania sprawności. A odzyskanie sprawności to droga ku wolności.
A potem z wc na podłogę. Magia klęku. Hahaha....Nie mówię o myciu podłogi czy też modlitwie. Oj  nie, nie. Mówię o .... o znajdowaniu rzeczy pod szafa, hahahaha.

Córka zaczęła częściej zerkać na Tajemniczą Spółkę niz na Klub Myszki Miki. Dzisiaj czytałam jej ksiazki o Scoobym. Co za mila odmiana. Różu i fioletu jednak nie chce zdradzić. Czekamy cierpliwie.
Syn wrócił z kolejnych urodzin kolegi z przedszkola. Sezon "7" rozpoczęty. Ten to się rozbija po imprezkach.
I po gierkach.
- Patrz mamo tak to się robi!!! - i dumny myka po poziomach swoich, moich. T dołączył do szaleństwa.
Opętani gierkami. Wiosna koniecznie musi nadejść ...Czas na zmiany.



poniedziałek, 21 stycznia 2013

Afgan

Ściągnęłam sobie plaster. Wolność dla kolana. No i nie mogłam powstrzymać się.


Dwie dziurki -oto cud medycyny  na mnie.


Dzieciaki zawołały mnie do pokoju. Odmówiłam wejścia. Prawie wszystkie zabawki były na podłodze. To czorty małe!!! Kurde, mój Afganistan normalnie. Co klocek to mina. o!, nie!
Syn wieczorem posprzątał. Zrobił to idealnie. Zaskoczył nas niesamowicie. Książki równiutko poustawiane na półce, zabawki też. Na stolikach nic nie było. Szok!!!
- Teraz będziemy sami sprzątać po zabawie, i zabawki odkładać na miejsce!
- A ja nie! -krzyknęła Młoda
- Będziesz!!!!!
Wybuchła awantura. Mówiłam -Afgan normalnie.

Dla spokoju zaczęłam czytać Jasia i Małgosię. Wersja w ciezkim brzmieniu słów braci Grimm.

Jak pierwszy raz przeczytałam tą bajkę to Młoda stwierdziła:
- Ale to głupie.
Potem dodała, ze mnie do lasu nie puści.
- To chyba ja ciebie, kochanie.
Rozmawialiśmy. W końcu przestała się bać.
- To tylko bajka - teraz mówi.
Ufff, będzie dobrze. A swoja drogą wciąż się dziwię jaką potęgę mają słowa- straszydeł ze Scooby Doo nie boi się, a tutaj wtula się we mnie wystraszona. Może to początek rozwijania się empatii.
Reakcję syna też trudno zapomnieć.
-Nie mogli pracować?! Dlaczego tato posłuchał się? On nie był zły.
- Oj synku, widzisz są takie baby co robią facetom z serca jak i z mózgu sito.
-Ale ty taka nie jesteś!
- Nie wiem, hahahahahaa, zapytaj się taty.
Ale potem odbyła eis rozmowa poważna.

Kule doprowadzają mnie do szału. Gdzie i jak nie postawi sie ich to lecą. Czuję sie zmęczona tym wszystkim.
Szukam pozytywnych stron. Żart redukuje ciśnięcie gumy od majtek w kostki.



Obsługa kontaktu? Nawet ze środka pokoju. Poprawienie firanek? Jedną reką!
Trudność ? Przeniesienie kawy z kuchni do pokoju.
Rok temu nauczyłam się skakać na 1 nodze z filiżanką w reku.
Teraz cóż, mam czas na trening. Może opanuję kolejną sztukę.
A potem czeka mnie olimpiada paranormalnych.

Wieczorem opowiedziałam sen T.

- Śniło mi się, ze byliśmy na spotkaniu towarzyskim. Kurde, mega, bo byli prawie wszyscy. Śmiech, żarty, bajera klimat. I nagle przypominam sobie, że mam dzisiaj urodziny i to 45!! 45!!! o ja cie pitolę..
Lecę do ciebie i mówię, ze mam urodziny, ze korzystając z okazji montujemy impre. A ty nic, zajęty rozmowa zignorowałeś mnie. Ale ty jak gadasz to świat przestaje istnieć. Ech, zrobiło mi sie smutno,machnęłam ręką  myśląc" A gon się waflu!" i poszłam do ekipy z zapytaniem, gdzie balujemy? Knajpa? Domówka? zapraszam bo mam urodziny i to o kuźwa, czterdzieste piąte!!!!
Nic!!Zero reakcji. Zrobiło mi się smutno i ze smutkiem wstałam.

 I kiedy opowiedziałam ten sen to uzmysłowiłam sobie, ze chyba byłam duchem. O zesz w mordę, pasowałoby. To niemożliwe, by T o moich urodzinach nie pamiętał, by znajomi zapomnieli. Ha, chyba odejdę nieoczekiwanie. Śmierć nagła. Podobno wówczas dusze są na ziemi, wśród żywych.
Zresztą biorąc pod uwagę ostanie moje przypadki to już się ze mnie śmiano:
- A w następnym roku to co? bioderko? I co rok to wyżej?
Historia układa się w spójna całość. Nie mogłam się powstrzymać.



Reakcja T:

- Stuknij się, wariatko.

No to sie stuknęłam.






Wypijmy! - za życie, póki trwa.











sobota, 19 stycznia 2013

bo tak to



W piątkowy poranek przebudził nas kaszel córci. Głeboki, nieprzyjemny.
 T poleciał do przychodni zarejestrować na wizytę. Zdążyłam zadzwonić, by również syna zgłosił, bo wstal zasmarkany.
Numerków już nie było- możemy przyjść i wejść miedzy pacjentami.
W przychodni byliśmy godzinę później. Moje kule zadziałały-ktoś nas przepuścił.
Syn- lekarka usłyszała szmery przy sercu. Cienie pod oczami. Dostał skierowania na badania.Pewnie robactwo, a szmery, są częścią pracy serca. Wujek Google wszystko tłumaczy.
W końcu z chorym serduchem nie mógłby śmigać jak śmiga.

Jak babcia odbiera dzieciaki z przedszkola to syn mówi -Pa, pa i biegiem wraca do domu. Sam. Babcia może sobie mówić. Domofon, drzwi i radosny krzyk: Jestem!!!!
Wczoraj też przyleciał sam. Wcisnął babci kit, ze strasznie chce mu się sikać, więc leci.

Cała czwórka w domu. Bajecznie. Dzieciaki skaczą nad moja nogą. T blady krzyczy, maluchy przepraszają. Kwadrans wystarczy, by znowu podnieść mi adrenalinę. Czasami nawet jakaś łapka oprze się o kolano. Nie jest łatwo. Czasami nawet i zawyję.
Tylek też boli. Odparzył się w szpitalu. Widocznie za długo nie mogę leżeć w łóżko, bo gniję.

- Powtarzaj za mną, jeden -słyszę jak syn szkoli siostrę swoja.
 - Jeden.
- Dobrze, dwa,
- Dwa
............
- Nie poddawaj się, nauczysz się liczyć do dziesięciu.

A za chwile słychać krzyk.
 - Mamo a on mnie bije....
-  Mamo, a ona zaczyna......

T puszcza Scooby Doo.
W ciszy wbijam sobie igle w brzuch. Jak ja tego nienawidzę.

Jakby to powiedzieć -Są kule, jest zabawa.




Nie umiem ich ogarnąć. W kuchni lecą, przeszkadzają. Na nogę stanąć nie mogę.
Nie mogę siąść na podłodze i okładać klocków z dzieciakami.
Wielu rzeczy nie mogę.
Straciłam część zleceń.
Zaczynam ćwiczyć -kolano niewiele się zgina. Początek.