Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Myszka Miki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Myszka Miki. Pokaż wszystkie posty

sobota, 12 stycznia 2013

sen


Synkowi zaczął ruszać się ząb. I chyba w ten sposób mózg Mu się odpowietrzył, bowiem całe popołudnie spędził na liczeniu. Dodawanie, odejmowanie, mnożenie. Sam z siebie. Lubi to po prostu. Połowa tabliczki mnożenia opanowana. I tak do 22.00 z małą przerwą na Myszkę Miki.
Ta mała przerwa dała mi wytchnienie. Myszka Mini puszczona na życzenie córki -ot nałóg Młodej. Nawet sny o klubie Myszki ma. Choć raz pewnej nocy  przemówiła przez sen:
- Konie to są, konie.
hahahaha, konie?! Hm....
O poranku zapytałam się Młodej:
 - Co Ci  się śniło?
 - Myszka Mini.
 - Jeździliście konno?
 - Nie, bawiliśmy się.
Padło milion  różnych pytań z mej strony, ale żadnej odpowiedzi wyjaśniającej zagadkę koni nie usłyszałam. Ale czy ja muszę wszystko wiedzieć?! Musze przyzwyczajać się do myśli, że oto nadchodzi czas tajemnic.Matki nie muszą wszystkiego wiedzieć. Czasami może to i lepiej.

Poranek sobotni. Maluchy wleciały jak torpedy z ulubionymi maskotkami do naszego łóżka.
- Ale fajnie mi się spało - zaczęła trajkotać Młoda.
Uwielbiam ten czas gilgotania, zabawy. Pełnia życia. Radość w czystej postaci. I ten śmiech. I to "tup, tup".
Mamo, kocham cię.
Są chwile dla których warto żyć.


-Idź po bułki. Kobieta głodna, kobieta zła. Idź, pókim dobra hahaha - T pogoniłam do sklepu.
 -Ale ty fajnie się wkurzasz. Tak śmiesznie - wtrącił 3 grosze syn.
- Tak? w takim razie a sio z tatą, Mądralo.

T poszedł do sklepu, a ja zatonęłam pod masą maskotek, bo dzieciaki stwierdziły, że za mało przytargaly, bo tej i owej brakowało i w ogóle dawno się nie bawiły przytulańcami. Wiec miały zabawę, a ja chwilę na poleniuchowanie.  Kurcze, czasami naprawdę potrafią się zgodnie bawić "Chcesz to? To masz. Proszę. Dziękuję." Naprawdę nic im nie dodaję do jedzenia. Rozpływam się .....

Poszli na sanki, a ja zostałam z bałaganem. Polska sobota - sprzątanie, gderanie. Tradycja.

Nie będę jak matka- odpaliłam kompa i gram. Choroba cywilizacyjna -umieszczenie duszy na n-tym levelu. Ale jakoś ten czas przygnębia mnie.  W duszy nutka niepokoju wygrywa nieznośną melodię niepokoju. Niedługo zabieg. Niby co ma się stać, a jednak nigdy nie warto być wszystkiego pewnym. Łzy potrafią same lecieć, efekt zbyt mocnego uścisku odwiecznego pytania -dlaczego ja? Staje się to nudne. Zawsze staje się coś, gdy życie me zwalnia. Nie mogę się nudzić. Jestem zmęczona.