Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lem. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 31 stycznia 2013

zawirowania




Młoda przybiegła krzycząc:
- Wstajemy!!! Ptaszki śpiewają za oknem, podnosimy rolety do góry!
 - Ale to ptaszki wstały a my możemy spać.
 -Nie, nie możemy, Wstajemy!!!!!!!
 Energia dziecka kontra zastygniecie starczych kości. Bez litości, serca, zrozumienia. A potem budzik dobił.

Musiałam stawić się na wezwanie do pewnej instytucji. Wchodzimy do głównego budynku, pytam się ochroniarza, gdzie jest ten pokój.

- Musi pani stad wyjść, tamtędy przejść do drugiego budynku i wejść na pierwsze piętro.

Więc w tym deszczu, po tych resztach śniegu idę o kulach. Poranny spacer pełen schodów.
Drugi budynek,o jest winda i pierwsze piętro a na drzwiach pokoju kartka - W dniu dzisiejszym prosimy udać sie do pokoju nr ...w głównym budynku.

O w mordę!

 - Jak kiepski żart - mówię - hehehehe. Lem się kłania, obłęd pokoi i korytarzy, matrix urzędniczy, nie mogę...i jak ma mnie szlag nie trafić?

- Proszę iśc za mną, pokaże pani łącznik do głównego budynku, będzie prościej i nie będzie pani moknąć. -za plecami naszymi pojawił się ochroniarz

 - Dzięki wielkie.

Byliśmy pod wielkim wrażeniem. Oto w urzędzie spotkaliśmy człowieka. Więcej - spotkaliśmy pożytecznego ochroniarza. Pierwszy cud dnia. Cudownie.
Potem okazało się, ze nie musiałam przyjeżdżać -mogłam zadzwonić, przesłać dokumentację. Jasne i naskrobać marchewek do zupy.

Mieliśmy dylemat, hahaha - miejsca parkingowe - miejsca dla inwalidów - hm, w końcu mam problemy z poruszaniem się i to widoczne, ale nie stanęliśmy. Ciekawe czy wolno czy jednak obowiązuje papier.
W moim przypadku jest to jak kuszenie losu-obym jednak nie musiała korzystać z tego rodzaju przywilejów.
Tfu, tfu, tfu....

Czytałam dzieciakom książkę o Scoobym Doo, zadając od czasu do czasu  pytania:
 -Młoda policz, ile jest potworków.
- Jeden, dwa, trzy ... - córka policzyła do dziesięciu.
- Pięknie! A jednak umiesz liczyć do 10-ciu. Policzysz jeszcze raz?
- Nie, nie umiem. Już zapomniałam.
I koniec rozmowy -nie to nie  i basta.
Nie wiem, zapomniałam brzmi jak lagodna wersja -spadaj, nie mam czasu.
Za to:
 - Maaamuuusiuuu .... - to jest ciężki kaliber wytaczany do uzyskania jakiś rarytasów, przywilejów.
Sama słodycz i niewinność. Bestia emocjonalna normalnie
A nastawianie ucha to klasyka:
 -....no i wiesz, ze jak zjeżdżałem to wyrżnąłem głową w śnieg - synek opowiada babci przez telefon.
 - ................
 - Nie, nie płakałem.
- Chłopaki nie płaczą - krzyknęła Młoda z innego pokoju, wtrącając swoje 3 grosze.
Co za słuch. Radary nieustannie pracują, nie zależnie od toczącej sie zabawy.
Nie mogę o tym zapominać, nie mogę o tym zapominać, ale cóż, jak po raz kolejny pierdyknęły kule nie powstrzymałam sie od kurwa.
Cholera....

Montuje obiad w kuchni, dzieciaki coś tam robią. Piękna cisza.. Nagle krzyk Młodej. Wyrwałam w tempie mistrzowskim. Młoda stoi przed drzwiami toalety i drze sie w wniebogłosy. Myślałam, ze palce przytrzasnęła a ta duka między łzami:
 - Bo ja ygh ech ygh się yhg egh ygh zsikałam .....buuuuu ......się ......
Faktycznie - wygląda jak syrena na brzegu oceanu. Niezly sik. I numer -nie pamiętam, kiedy ostatni raz miała taki wypadek.
- No i co! Nie płacz, idziemy się myć, przebrać. W czym problem?! 
- bo....buuuuu bo  ygh buuuu ja przepraszam.
- Spokojnie, zdarza się.

Jak jest zmęczona to potrafi włączyć taki lament, ze oszaleć idzie. Spokojnie, Arte-wdech, wydech, Bóg cie kocha. Nie oszalejesz, nie krzycz. Oddychaj.
Synka poprosiłam o o pomoc, by wytarł ślady po ślimaku.

 - Ślimaku????
 - No, spójrz na podłogę, Młoda swoimi mokrymi spodniami zaznaczyła drogę jak ślimak.

 Dzieci kształtują charakter -opanować trzeba język i emocje. Czy jakoś tak, w każdym bądź razie pracuję nad sobą ciężko. Każdego dnia. Ha, ha, ha ... Czasami sama jestem z dwójką dzieci. I czasem wolałabym skoczyć na bungee niż być z marudami w domu.. Efekt ten sam - można posrać się po pachy, ale lot jest przyjemniejszy od dwóch dzieciaków, którym włączyła się opcja marudzenia bądź wzajemnej kłótni.
Sztuka jest nie spaść ze szczytu cierpliwości. Upadek zamienia człowieka w demona. A wówczas ...
Nie, nie chce być swoja matką.

Wieczorem rozbrykane dzieciaki nie chcą iść spać. W końcu ferie. Wymówek sto. A nam kończy sie cierpliwość. Kochane mordki, ale niech znikają już. Ciszy chcemy!!!!! Oto jak marzenia zmieniają się z czasem.
 -Sio mi spać, teraz jest nasz czas, czas na naszą randkę!
- To wyjdziecie gdzieś teraz?  -zapytał syn zdziwiony.
- Wyjdziemy? Gdzie? Dlaczego?
- No bo jak ma się randkę to się wychodzi.
-Słyszałeś ? - drę się do T -Twój syn ma mistrza, ucz się. Nie synku, taka domową sobie zrobimy, przecież nie możemy was zostawić....

Wyjść to ja mogę z siebie. Nie chce mi się pałętać nigdzie z tymi kulami. Choć teraz, jak robi się prawie wiosennie może i czas pokuśtykać. Co by ciało nadmiernie się nie rozrosło. Mały spacerek po czekoladę nie zaszkodzi.