Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie rodzinne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie rodzinne. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 marca 2013

Babski dzień :)

8 marca - Dzień Kobiet -  około 21.00  T wrócił z pracy.  I  zaskoczył  mnie. Prezentem. W ciągu dnia rozmawialiśmy na gadu i nawet życzeń nie złożył. Nie upominałam się. W końcu facet w pracy jest, więc co tam będę mu truć. Wiadomo jak jest. Facet w robocie głowę traci.
A tu proszę jaki wjazd do domku zrobił.


Warto ufać. Poczekać. Nie żądać.
Ale jakby zapomniał - oj!
Ha, ha, ha ....

Córka też dostała prezent. Z przedszkola przyniosła tulipana. Od Wiktora. Pierwszy kwiatek od faceta. A od taty maskotkę.


Co tu dużo mówić - uwielbiam takie niespodzianki.
 Oczywiście Starszy też dostał prezent -długopisy żelowe (ma fioła na tym puncie:D), co by mu nie było smutno.

T wymiata -super facet. I co tu dużo mówić. Trafiło mi się genialnie.
I w Nim tkwi moja siła. Cokolwiek by się nie stało, wiem, że mogę na nim polegać.
Zawsze.






czwartek, 7 marca 2013

nudnikofo 1



Agry birds - krótka historia opowiadająca dlaczego ptaki są wściekłe:

https://www.youtube.com/watch?v=1Bk_nqUQ0fc

Starszy raz  obejrzał i narysował to tak:

Dla mnie- bomba.


A poza tym dzień jak dzień. Minął na zabawach.





A potem na grach komputerowych. Opętało ich. Hm....

Kupiłam kwiatki na Dzień Kobiet, by Starszy wręczył swoim opiekunkom. Pytam się czy będzie miły i da słodkie prezenciki dziewczynkom z grupy.
- NIE!
Nie bo nie. Każdy argument był bezsilny, by przebić mur oporu.

Około godziny 20.00 synek przydreptał:

- Mamo to idź kup coś dla dziewczyn
-Teraz?! Nigdzie nie idę
- No idź ,zaopiekuję się siostrą, wiesz o tym.

Nie poszłam. Rano pójdę. O ile nie rozmyśli się.
Niech się uczy za młodu, że o kobiety trzeba dbać. A co.


środa, 6 marca 2013

nudnikofo



Stał się cud. Bo cudem syn dotarł do fryzjera. Cudownie, że dał się ściąć. No i cudnie wygląda. Cud cudny. Ale oczywiście po fryzjerze musiał być  obowiązkowo prysznic . Na pozbycie się włosów klujących.
Syna opanowały "Wściekłe ptaszki". Nie tylko gra, ale również rysuje. W przedszkolu z kolegami -maniacy.




Jeden rysunek jest powalający. Przez napis. Ha, ha, ha ...





Kumpel wpadł do Starszego. Grali w Angry Birds. Grali na zmianę. Bez kłótni. Wspierając się - następnym razem wyjdzie lepiej. Nagłe M. zaaferowany, tym, ze przestrzelił  krzyknął:
- Ale jestem głupkiem!!!
- Nie mów tak. Nie jesteś głupkiem - Starszy zareagował natychmiast.

Potem Młoda opanowała kompa. Dostała też "swoją" gierkę, więc klika. A niech wyrabia rękę.




Starszy siostrze dopingował.  Bił jej brawo i niesamowicie chwalił jak sama poradziła sobie z zadaniem. Nawet raz przytulił Młodą. Niesamowicie piękny widok. A jak miała problem -on instruował co ma robić. Niewiarygodne. Aż za serce ściska coś. Auć!.
Młodej jak coś nie wyjdzie krzyczy:
- A niech to!
Kurde, oby im w krew weszło takie wspieranie się. Zrozumienie. Miłość.
Oby nie okazało się, że jest to efekt uboczny po ......yyyyyyyyy.......pierogach?!
Bo dzisiaj wrócili z przedszkola głodni i po 5 sztuk zjedli. Wow!




sobota, 2 marca 2013

nudnikofo2

Dzień dobroci dla zwierząt -Maluchy na zakupach szły trzymając się za ręce !!!! AAAA!!! Rzadki to widok. Ale jakże piękny.

   Albo  tańczyli sobie - po sklepie -adnotacja - nowość!



"Produkcja parówek" w wykonaniu Młodej - zaszyła się - "- Nie rób mi zdjęć". 

Młoda tym razem bawiła się sama, bo Starszy przepadł w grze:



Gra jest fajna. A jak ulga - pozamiatać świniami. Szkoda, ze tylko w wirtualu. No, ale zawsze coś.

Rozwalił mnie telefon teściowej. Zadzwoniła do T.

- Słuchaj, to jak Starszy idzie do szkoły to to wolne miejsce  w przedszkolu  po nim zaklepcie  dla syna znajomej .....

- Ahahahahaha. J a s n e ahahahahaha a jak się nie uda to zadzwonię do przewodniczącego partii. Ahahaha.... 

Niektórym czas zatrzymał się.




Oglądaliśmy z dzieciakami Epokę Lodowcową 2. Reklama musi być,  więc była. Jedna z wielu. Danonki, pla, pla, pla ..." każde dziecko wie, że jest źródłem wapnia i wielu witamin", na co syn wyparował:

 - Każde dziecko wie, że to sam cukier! Ale głupie są te reklamy.

Reklamie Nutelli też się dostało.

- Słodycze na śniadanie?! Tak nie można! Ale to głupie.

Jaki kurde mądrala i komentator, ulalala. Hahaha, może i dobrze. Nie będzie łykał reklam jak pelikan ryby.


A ja mam zamęt w głowie tym nieoczekiwanym powrotem do pracy. Chodzić chodzę, ale to nie jest ta noga. To nie jest ten chód. To nie jest to!!!! Szlag......Ech......Będzie jak ma być. Szef pożycza mi rowerek treningowy. Oby do wiosny. Albo następnego zwolnienia.




czwartek, 28 lutego 2013

brzydkie słowo

Kaszel mi nie odpuszcza. Ratuję się czym mogę, ale nie przechodzi. Ból głowy, rozbicie, totalna rozpierducha. Ale już wiem, że to tylko przeziębienie. Nie astma, nie alergia, tylko zwyczajne przeziębienie. Kaszel, kaszelek w takim wydaniu cieszy. Kolejna świetna wiadomość w tym roku. Wychodzę na prostą. Biegnę w stronę słońca. Ma być dobrze, będzie dobrze. Będzie, że auć odlotowo!!!!


Synek znowu sam przybiegł z przedszkola do domu. A niech biega. Kiedyś sam będzie musiał się poruszać, więc cóż -niech się uczy.

- No i co tam ? Jak ci minął dzień?
- Napisałem dzisiaj brzydkie słowo - ze śmiechem mówi urwis.
- Brzydkie słowo? Jakie?  - o,żesz, zaczynam robić wielkie oczy, a w głowie myśli przebiegły jak tabun koni.
- Idiota
- IDIOTA?! - (uuuuffffffffffff, tylko idiota)
- No! Idiota!
- A skąd ty wziąłeś to słowo? - hm...Dostojewskiego nie czytałam synkowi (jeszcze, hahaha), a jak się T zbierze to owszem dostaje ode mnie pociskiem słownym, ale cięższego kalibru.
- Bo lord Vader tak powiedział .... (tu padła cała opowieść dziwna)
- Lord Vader? Skąd znasz Lorda? - kiedyś Starszy oglądał Gwiezdne Wojny, ale bez zapału.
- A chłopaki mówili, bo w angry birds .... (pla, pla, pla)

Aha! Przedszkolne wychowanie spod dywanu!
I tak od słowa do słowa wyszło to co wyszło. Niby codziennie rozmawiam z synem, a jednak codziennie mnie czymś zdumiewa.  A ile rzeczy nie wiem? Chyba lepiej nie wiedzieć.

Fajny pomysł - urodzinowy wisiorek z cukierków - w przedszkolu każde dziecko dostało taki prezencik
od jubilata




Młoda chciała, by jej wybudować zjeżdżalnię dla kulek, bo sama nie umie. Syn powiedział, że on to zrobi. Bawili się razem świetnie. Zbudował idealnie, bez pomyłki. A potem nadszedł czas książki.







Młodych zaintrygował balon. Bo jak leci?!

Poszliśmy do kuchni, odkręciłam palnik i tłumaczyłam czym jest nagrzane powietrze i jakie ma działanie. Przeprowadziliśmy badania - rączki jak i kartka papieru nad palnikiem uzmysłowiły im o czym mówiłam.

A potem zajęli się rysowaniem.
Myszka Miki -wyk. Starszy

Wesoły ziemniak -Młoda (Starszy zdradził, ze jej pomógł)



Nadszedł czas kolacji. Dobry czas na rozmowę.Bo jak to baba ma nie wiedzieć czegoś?! Nie ma takiej opcji. Dopadłam młodzieńca pytaniami  próbując docisnąć  do ściany.

-Kochanie, to o czym właściwie rozmawiasz z chłopakami?!
- Nie powiem - ha! twardziel. Hm...
- Jak to mamie nie powiesz! No weź....
- Ale nie chce mi się już gadać.
- Ale mi się chce słuchać. Dawaj chłopie
-O Angry birdsach mówimy -łeeee tylko tyle?! Hm....oj,oj,oj
- Ale ty to znasz?
- No przecież wczoraj graliśmy w to, nie pamiętasz.
 - No dobra, ale tam nie było Lorda!

http://gry.337.com/gamelist/Angry%20Birds/
http://www.yepi.com/pl/angry-birds.html

Pogadaliśmy sobie. Synek pokazał jak narysował Lorda Vadera z Angry Birds Star Wars. Ja zaś muszę zanurkować w neta, by zobaczyć o co chodzi. Gdzie ten Lord?!?!


Lord V. w wyk. starszego

Starszy poleciał pod prysznic, a my z Młodą wygłupialiśmy się na łóżku. Jak się skichałam to z 7 razy. Potęga. Kurde, prawie w majty poszło.

-Na zdrowie! - padło z łazienki, ach, ten mój synuś.  A córka wyrwała z łózka, podbiegła do szafki i :
-Fajna jestem, co? -powiedziała wręczając mi chusteczki.

Jestem fanką swoich dzieci. I to im mówię -przerosły moje najśmielsze marzenia.





Godzina 23.30 siedzę jeszcze przy kompie. Nałóg większy niż choroba. Powoli zamykam wszystko, gdy nagle kątem oka co widzę ?!

CHOMIKA!!!!!!!!!!!!
Wieczorny zonk!
Jebaniec znowu uciekł!!!!
Czmychnął spod mojej nogi pod kanapę. Ale dopadłam go. Uf.
- O, żesz ty orzeszku!
Spojrzenie na klatkę - oto nowa droga do wolności.





A takie to to małe i niewinne. Ciekawe co tym razem wywinie?!
Aż strach spać :D

A propos spania - gdzie ja mam spać??!!! :))))





Znowu czeka mnie trening w nurkowaniu. Moje łóżko oblężone!

KARRAMBA! :)




Do poduchy:

https://www.youtube.com/watch?v=CcwUq8D1H78&list=PLED07D36CDF40DA4F








chomikofo

Wieczorem postanowiłam upolować chomika. Ustalić, którędy myka. Już ja cię dorwę Maleńki, a jak. Chomiś przebudził się i zaczął pałętać się po klatce. Siadłam sobie z książką i zerkam na sierściucha. A chomiś, nie głąb, zaczął sobie robić toaletę. A to umył łapki, a to uszka, a to się naskubał i wydrapał. Poszedł do miski, poszedł napić się. No głupa rżnie, ze nie mogę. Po pół godzinie stwierdziłam, o,nie brachu, tak bawić się nie będziemy. Zgasiłam światło i poszłam do pokoju. W mieszkaniu zapanowała ciemności i cisza. Nastawiłam radary. Nie minęło 5 minut jak usłyszałam lekkie BACH!. A MAM CIĘ GAMONIU, HEHEHE! A jak , Zygmunt był już na szafce, poza klatką. O ty łobuzie!!! Okazało się, ze dziura od rury nie była dobrze zakryta i  dzięki tej szparze wyłaził sobie na nocne spacerki. Ale czy on to zrobił czy to moje niedopatrzenie, któż to wie. Z czasem wszystko wyjdzie na jaw.

Teraz pałęta się jak nieszczęśliwiec. Niech kombinuje.



Dzieciaki zluzowały na maksa. Nie chce im się wstawać, nawet o 7.30. Od momentu mojego zwolnienia lekarskiego straciły poranny rytm i "rygor". Wczoraj zostały w domu z powodu pokaszliwań, ale, ze wszystko wydaje się być w porządku, więc koniec laby i dzisiaj do przedszkola marsz. Ale łobuziakom nie chciało się wstawać, bo one chcą zostać w domu. W końcu nadeszła minuta ostateczna. W akcji porannego zamieszania straciłam równowagę. Machanie łapkami i refleks uratowały mnie przed upadkiem. Zaklęłam okrutnie:
-Szlag! Jasny!
A moja córa tak stojąc z boku, tak patrząc filuternie spod grzywki, która włazi jej w oczy, rzekła spokojniutko:
- Oj, Arte, uspokój się.....
O mało co, nie fiknęłam drugi raz.


Pogoda zrobiła się piękna w sam raz na spacer. To poszłam sobie tu i tam. Przeszłam ulicą "cudów". Ulica ta leży niedaleko brzegu rzeki. Stare, zaniedbane kamienice wymieszane z blokami PRLu. Życie toczy się na ulicy. Pełno też Cyganów, którzy są narodem wielce hałaśliwym.
Idę sobie spokojnie. Facet mnie mija.
- O taka fajna kobieta, ładna a już kaleka. Niech się pani nie martwi, życzę pani dużo powodzenia.
O mało co, a zabiłabym się o kule ze śmiechu. A że o gustach nie dyskutuje się to odparowałam:
- Dzięki. Panu też życzę powodzenia.
- O proszę pani w moim wieku to wie pani...
- Nie wiem, No to życzę dużo zdrówka.
I poszłam z takim bananem na twarzy, ze ja cię nie mogę. Szkoda,że nie zerknęłam do reklamówki  faceta, co on tam targa, bo też kupiłabym to. O, żesz, mocny trunek musiał być.
- Dobrze, ze zima się skończyła, to może pani spokojnie iść - następny facet rzuca złotą myślą. Nie mogę, hahaha. Tym razem podpieracz murka. Na zabicie oczekiwania najlepsza rozmowa. Kac może mniej boli.
- Wie pan, gdyby zima była to założyłabym narty, w końcu kijki mam.
I poszłam cała zakaszlana ze śmiechu. Oto pierwsze kwiatki nadchodzącej wiosny. Świat zaczyna weseleć.




środa, 27 lutego 2013

codziennik

Musieliśmy pojechać na fuszki. Musieliśmy, bo nie mogę prowadzić, więc T wrobiłam w bycie  kierowcę moim. Przygnębiająca utrata wolności. Nic tak nie boli jak utrata niezależności.
Dzieciaki zostały z babcią, a my pognaliśmy tam, gdzie pognać musieliśmy. Fajnie się kasę bierze, szkoda tylko, ze trzeba na nią pracować.

 Wróciliśmy po siódmej wieczorem. W przedpokoju przywitały nas wszędzie suszące się prace malarskie naszych maleństw. A wśród nich zobaczyłam perełkę:


Dzieło Starszego mnie powaliło. Nie zdjęłam kurtki, nie zdjęłam butów po prostu stałam cała oniemiała z zachwytu. Twarz i dwie postacie. Tajemniczość. Życie. Ludzie. Morze niedopowiedzeń. I morze myśli. Przepięknie to wyszło. A jednak każdy malować może. A ja napatrzeć się nie mogę.

Dzieciaki były nie obrobione.  Nie dały się babci zaprowadzić ani do kuchni, ani do łazienki. Babcia natomiast jakoś nie walczyła z oporem maluchów, bo w końcu w telewizji leciał serial, jej serial. Każdy emeryt seriale swoje ma i basta.
Z T podzieliśmy się terenem. Ja opanowałam łazienkę, a T królował w kuchni. System zmianowy jest boski. Pół godziny później maluchy nakarmione i w piżamkach czekały na swoją dawkę  Świata  Małej Księżniczki.
Obejrzeliśmy w czwórkę. Zabawne. Buzi, buzi, tuli, tuli i sio do wyrek.

- A poczytasz mi? - Starszy przydreptał. Dzieci są jak bumerangi normalnie.
- Pewnie- takich rzeczy się nie odmawia. Choćby się chrypiało z leksza.
- A mi też?! - Młoda przecież nie może być gorsza.
- Jasne.

Starszy wybrał Koziołka Matołka a Młoda - Kubusia Puchatka. Kubusia Puchatka to w sumie czytałyśmy we dwie - ja litery a córka obrazki. I znowu tuli tuli, cmok, cmok i do spania sio.

Łyknęłam garść leków na przeziębienie i sama wpakowałam się do wyrka swego. A co. W końcu doczekałam się chwili ciszy i wolności i ukojenia
 - A mogę przyjść do ciebie - się wydobyło z pokoju dzieci - chcę się przytulić...
- Pewnie. Sie pytasz!! - tyle razy mówiłam dzieciakom, nie pytać przyłazić, ale widocznie wiedzą swoje. Hm...Że kultura zobowiązuje do pytań!!! Ha, ha, ha...
Młoda przyleciała z bananem na twarzy. Mruknęła kocham cię mamo i po chwili zasnęła.
A ja zasnąć nie mogłam. Odłożyłam książkę i dla odmiany włączyłam tv. Leciał program o internecie. O pułapkach w sieci,  jakie sami sobie tworzymy. Pracodawcy kontrolują pracowników. Łatwo jest wyśledzić wszystko. Jedno zdanie żyje swoim życiem. Co wpadło, nie wypadnie. Internet nie zapomina. Pamięta wszystko. Warto dać się zapomnieć. Nie wchodzić. Odejść. Może w życiu nie ma drogowskazów, ale są znaki. Kolejny znak. Myślenie przybrało na intensywności. A rozważam to od od od.
Trzeba nauczyć się zamykać drzwi, by móc otworzyć inne. Trzeba nauczyć się zamykać drzwi, by nie stać w przeciągu, kiedy otwieramy następne drzwi. Stojąc bowiem w przeciągu łatwo można nabawić się kataru. Nie ma to jak zdrowie. A kich. Albo drzwi mogą nam przywalić w głowę. A głowy lepiej nie tracić.
Program sobie leci, myśli sobie płyną..... BACH.
- Co to było? 
- Nie wiem. Może coś spadło?! - mruknął T. Też faceta coś zmogło coś, bo oderwał się od kompa.
- Może. Hm, ciekawe co?
Program sobie leci, myśli  przetaczają się przez głowę  ...Jeeeeeeezzzzzzzzzzzuuuuuuu!!!!!!!!!
-Cholera, Zygmunt nie piszczy! 
- Ze co? - słyszę po mruknięciu mruczącym, że T tracił kontakt ze światem.
- Nosz kurde, kółko nie skrzypi, ty on uciekł!!!
- E ..
Podeszłam do klatki. Klatka zamknięta. Domek pusty. Nigdzie śladu Zygmunta. Sierciuchdał drapaka. W mordę jeża. No nie zasnę i tyle.
Siedzę i nasłuchuję. Wołam. Gwiżdżę. Nic. Zaszył się gdzieś. Skubaniec!
Pierdolca idzie dostać!








wtorek, 26 lutego 2013

s t r a c h

Wieczorem dzieciaki zaczęły pokaszliwać . Uuuuuu, niedobrze. Mnie zresztą też zaczął świat falować. Wieczorne szprycowanie i sen. Może minie wraz z nocą? Oby.

Godzina 6.35, wstaję jak zwykle, codziennie, do znudzenia, klnięcia pod nosem, niewyspania. . Godzina najlepszego snu. Wstaję nie żyjąc. Jakby mi było mało to przeziębienie rozwinęło skrzydła. Kosmos, normalnie.
Wylazłam z wyra. Siedzę i składam rzeczywistość w jeden kawałek. Nie jest dobrze...
Patrzę, a tu jakiś poruszający się cień . Magliny mam!!! Jak nie ryknę zachrypniętym gardłem:
- AAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!
Tak straciłam głos.
A cień przybiegł do mnie. CHOMIK!
Kurde, znowu zbój sobie sam wylazł z klatki! Przyleciał do mnie i myk na ręce. Musiał nieźle poszurać, bo jak dopadł do picia do pił i pił i pił.
Chomik duszę ma-nasz smyk! ha, ha, ha.

Syn wstał, córka nie. Budziła się budziła w końcu zachrypniętym głosem powiedziała:
- Ciężko wstawać.

Została w domu, a Starszy poleciał do przedszkola.

- Ooooo, mgła.
- Nooo, ktoś mleko rozlał.
- Szkoda, że nie mamy wiatraków.
- A co? rozgoniłabyś mgłę?
- Nooo, jak Myszka Miki.

To jesteśmy we dwie w domku. A moja fucha leży odłogiem. Ech.....














niedziela, 24 lutego 2013

oj, oj ,oj

Córka maluje. Nowy szał. Produkcja obrazków. Pół przedpokoju jest w dziełach, które schną. Nadeszła godzina kąpieli. Zaczyna się:
- Córa do łazienki, czas kąpieli.
- Zaraz, maluję
- Już dostałaś czas dodatkowy, kończ i sio do łazienki!!!
-Nie, bo muszę dokończyć
-Czy ty chcesz żeby mnie trafiło? wiesz ze ze mną nie ma żartów!
-Oj, oj ,oj
Ahahahaaha, rozbroiła mnie więc myślę, ze dam jej jeszcze 5 minut Trzecia minuta:
 - Mamo, skończyłam. Mogę iść się myć.



jubil

Ja się zabijam w kuchni, a dzieciaki malują


Budowa z klocków syna



Dzień był zdecydowanie poszurany. Milion spraw do zrobienia, a tylko parę godzin. Plus moje szaleństwo wynikające z ułomności ciała, które deorganizowało logiczne myślenie. Zaczęłam sobie w ramach ulgi wargować na T. A jak. Każda baba ma zawsze jakiś problem, bo jak nie ma problemu nie jest babą.
W międzyczasie wpadła mama:
 - To co jedziemy?!
T miał mega mocny dzień także i ruchy, który doprowadzają mnie do obłędu. Wyniosło mnie pod sufit. Z łazienki. Z suszarką w ręku. Zawsze w ramach obrony mogę zrobić wichurę i kogoś może wywiać.
Mama z T stanęli w progu zastanawiając się, które kolano mi uszkodzić: czy te po artroskopii czy te po chirurgicznym cięciu. Zabawne, hehehe. No proszę jaka komitywa doskonała. Pogoniłam oboje. Rozbroili mnie normalnie. Wariaci. Wiedzą jak mnie uciszyć.




Potem zamknęłam się w kuchni i straciłam oddech. Nogi weszły mi do głowy. Szlag, kiedy odzyskam swoją sprawność, no kiedy?!!!

Imprezka u mamy. Dotarliśmy na czas co ostatnio bywa cudem. Tort, szampan, potem żarełko i wódeczka. Mama kończyła 65 lat- Jezuuuuu!!!! Nic tylko się napić.



Zadzwonił telefon. Wyskoczyłam do słuchawki, nie mogąc sobie odmówić zrobienia jaj jak przed laty.
 -Dobry wieczór. Rezydencja hrabiny J....S.... Hrabina nie może podejść bo siedzi na kiblu. W czym mogę pomóc? - w tle słychać mamę jak się drze bym przestała, reszta się brechta.
- Arte! Ty głupku, co ty mówisz? hahahahah - braciszek dzwonił, wiedziałam.
- Proszę pana! Jestem służącą hrabiny a nie głupkiem a hrabina już nadciąga. 
Mama zabrała mi telefon stukając palcem w głowę.

- Widzisz jaką masz powaloną siostrę  .......

 Towarzystwo było przednie, klimat jeszcze lepszy. Dzieci zasnęły w pokoju obok, pomimo zapowiedzi, że szaleć będą do północy. Padły po prostu. Zresztą ile można latać i drzeć się?
Sami wróciliśmy do domu. Kiedy odpływałam w łóżku T ryknął, ze po domu lata chomik. Ja piedzielę, co on mówi? Buhahahaha

- Ty chyba myszy widzisz? hahahahaha  Białe myszki buhahaha
- No mówię ci, że  sierciuch lata.
Podniosłam się z wyra, bo słyszę że chłop oszalał, patrzę a na progu pokoju stoi Zygmunt. Stoi sobie na dwóch łapkach niczym surykatka i się lampi cały zadowolony. Jakby nigdy nic.
- O żesz w mordę! Jak?!
- Nie wiem, sam jakoś wylazł z klatki, sprawdzałem jest zamknięta!
Zygmunt pognał w stronę łózka, prosto w moje ręce.
- Ty bestyjko mała jak się wydostałeś?
T odkrył, ze szczebelki z tyłu są rozszerzone. O ty cwaniaku. I z szafki zszedł? Skubaniec. Taki widok po imprezie naprawdę mógłby zabić.





piątek, 22 lutego 2013

bo tak

Wracam z rehabilitacji, śnieg w oczy, nieprzyjemnie. Z naprzeciwka mija mnie facet na rowerze. Tak jakoś popatrzył, obciął, nogi prawie zaplątał i nagle słyszę za sobą:
- Arte?!
Odwracam się, a to koleś z rowera złazi. Grubo.
- Tak -mówię zdzwiona a procesory palą sie w szukaniu - kto to? skąd?
- Cześć! Jestem K. Nie pamiętasz mnie?
 A mam ? myślę sobie, że kurna, że jak? - impreza? koncert? wtf?!
- No nie Przepraszam, ale jak mi się przypomnisz bedzie miło.
- Bawiliśmy się razem. Jestem synem .......
Sąsiedztwo u babci na wsi. Prawie kuzynostwo. Jezu! Ale i tak nie pamietam, hahahahaha
 - To nie pamietam cię. Pamietam D. i M., .ale chyba mały byłeś hahahah
- No wiesz co? hahahaha. Ale zatrzymałem cię, bo chce wiedzieć co ci się stało.

Rozmowa. Sam  jest po wypadku -czołówka. Wszystko miał połamane oprócz kręgosłupa. 37 lat i rencista, bo krwiak mózgu też zrobił swoje.

 - Kurde, to jak pedałujesz tu i tam to do zobaczenia w parku. Hahahaha, dwie ofiary rodzinne będą się rehabilitować. 

Ale do śmiechu nie było mi. Nie narzekam na los. Naprawdę można mieć gorzej. O wiele gorzej.

Dość często wracam z rehabilitacji  nie pół godziny, a godzinę, dwie. Nie dlatego że szuram nogami, a dlatego, że spotykam znajomych, dalszych, bliższych, ludzi, którzy mnie znają. Miło, naprawdę. Klimat małego miasta ma swoje uroki. Stanąć, pogadać w czasach wilków wydaje się być rzeczą niewyobrażalną, ale jednak istniejącą i jakże cenną.Człowiek bez człowieka dziczeje.
Uśmiechnęłam się na widok grupek ludzi, którzy jak za dawnych lat, zbici w swoje  grona dyskutowali, czekając na wiejskiego dostawcę. Forma sportu, bo przecież towaru nie zabraknie, a facet stoi dość długo na osiedlu chcąc jak najwięcej towaru sprzedać. Ale on jest pretekstem, by wyjść z domu, spotkać się, pogadać.
O swoim życiu towarzyskim nie piszę. Ono się toczy. Jak u każdego. Albo i nie.Nieważne.
Odnotuję tylko fakt- baniak zza kuchennych drzwi znowu jest pusty. Znowu T będzie musiał zapolować w piwniczce swoich rodziców. A mnie  z kolei, dyskusja na temat przechowywania kawy zmusiła  do zanurkowania w googlu.
http://www.przyfilizance.pl/porady/jak-przechowywac-kawe-by-zachowala-swoje-walory.html
http://www.palona.pl/?artykul=82
http://pl.dallmayr.com/index.php?&navID=10
http://forum.gazeta.pl/forum/w,77,98408910,,kawa_ziarnista.html?v=2

I bądź tu człowieku mądry - czy kawę przechowywać w zamrażarce czy też jednak nie?!
---

Dzisiaj to ja wpadłam do mamy na śniadanie. Nie ma jak maminy omlecik, ale czasmi też trzeba porozmawiać bez towarzystwa czujnych uszów.

- Nie wyczyściłaś Młodej kurtki po bananie i wiesz, ze ja to mówię, - opowiada mi matka - a Starszy zwrócił mi uwagę : Mama ma wszystko na głowie, mogła zapomnieć, a co ty myślisz!
- Hahahaha, no co ty? powiedział tak? I dobrze, nie komentuj. 




Pla, pla, pla ....

- Kurde, te zdjęcia z przedszkola to jakiś obłęd. Nie chciałam nic mówić przy maluchach, ale Młoda wyszła jak zmęczona życiem sprzątaczka, znudzona, połamana wiejska baba, a syn jak od pługa oderwany. Obłęd. 
- Co ty mówisz? Fajne masz dzieciaki. Weź przestań!
- Może i fajne, ale jak zobaczyłam te fotki to padłam z brechtu. Czy one są takie brzydkie,  a ja cierpię na ślepotę matki? A swoją drogą ten fotograf to łajza. Nie sztuką jest pstrykanie, ale sztuką jest ustawienie modela. I do tego przekombinował z kolorami. 

Pla, pla, pla.......

Omówiłyśmy menu. Mama kończy 65 lat. Wpadają jej "czarownice", tzn. koleżanki od lat. Pozytywnie trzaśnięte babki. I rodzinka. Będzie tłumniasto. Super!
Babki żyją pełnią życia. Podróże, ludzie, odwieczne szaleństwo. Łapie ich energię. Na przyszłość.

Sześćdziesiąt pięć lat! Niesamowite! W sumie z matki fajna babka, jak mnie nie wkurwia. A ma w tym wyjątkowy dar.  
Ale jak mama nie świruje i jak mi nie odbija - mamy fajny kontakt. Zresztą dzieci patrzą- niech się uczą budowania dobrych relacji i wzajemnej troski. Hahaha, to tak egoistycznie, by samemu nie dostać  miotłą na starość od własnych dzieciaków, hahaha.
Starość lubi mieć bzika, a wiek średni winien mieć wyrozumiałość.
Uczę się, uczę ...

I tak mamę dorwę w kuchni i ugryzę w piętę, jak za dawnych lat. A niech ma!






bunt



Młoda przebudziła się w nocy:
- Chcę pić.
Córcia jest bombowa, grzecznie ze mną maszeruje do kuchni. Wie, że nie mam jak przynieść jej picia. A skakać nie będę. Wystarczy, że za dnia mam tygrysiasty klimat. Pierdzielę kule, mam dość, naprawdę.
- A teraz myjemy ząbki - mówi córka.
Super, że pilnuje się, bo przecież Gwiazda wody nie wypije.
Powrót do łóżka. Oczywiście mojego. Nie ma T jest atak klonów. Zamykam oczy, chcę odpływać, a tu:
- Mamo, a ile to jest 5 dodać  6? - pyta się córka.
- Jedenaście - mruczę.
-A ile to jest jedenaście odjąć sześć?
- Pięć. Kochanie śpij, porozmawiamy póżniej- jejku ją też pogięło?
- Mamo, a ile to jest trzy dodać dwa?
No zaraz mnie kuźwa trafi....

- Pięć. Zaraziłaś się od brata ? I słusznie, bo masz mądrego brata, ale proszę nie rozmawiajmy o tej porze! Litości!
- Mamo -NIE WIERZĘ!!! tym razem braciszek, nagle wybudzony włącza się do rozmowy -a prawda, ze zero razy zero to zero i wszystko razy zero to zero?
No trafi mnie!!!!!!!!!!!!!AAAAAAAAAAAA!!!!!!!

-Tak - mówię już lekko wkurzona, patrzę na zegarek a tam 5.35! - nie! no, zaraz kogoś zatłukę! - A może porozmawiamy o fizyce kwantowej, co?!
- Nooooo - synowi otworzyłam oczy, ze ja nie mogę. Co ja zrobiłam!!! Ratunku!!!- a co to jest, mamo? 
- Jak zaśniesz a potem otworzysz oczy to ci powiem, a teraz spijcie.
JASNENie było takiej opcji.

Eureka!, dzieci mnie obudziły a nie ból! Hura! Już wole takie pobudki, jeśli takowe musza być.

Mama przyszła, bo odprowadza dzieci, a ja pogoniłam na rehabilitację. Dobrze, ze pogoniłam, bo dogoniłam szczęście. Młot prawie po pięcie mi przejechał jak przechodziłam przez ulicę i to wyjątkowo na pasach. Chciałam rzucić za trolem kulami, ale stwierdziłam, ze nie będę się potem po ulicy pałętać by je pozbierać. Jeszcze jeden młot nadjedzie i będzie dupa blada. Fuck!, młot cholerny.
Zadzwoniłam do T:
-Ty wiesz, że jak umrzesz to ja nic nie wiem, za co ile płacić, kiedy, gdzie i w ogóle? Nawet haseł do kont nie znam! Musimy to zmienić!
- Ale dlaczego mam umierać?!
- Bo dureń mógł mnie przejechać i tak pomyślałam o śmierci.
- Ahahahaha,  i ty mnie już pogrzebałaś? Spadaj, bo nie mam czasu.
I się wyłączył. I może słusznie, bo jak gadam to muszę stać, a w nogi przypiździć potrafi. Zwłaszcza jak ma się na sobie tylko dresowe spodenki. Dresiara, a jak! hahahaha.....

W przedszkolu zapytałam się wychowawczyni o córkę. Młoda ma swoje zdanie i wie czego chce. Jak mówi;  nie,  to one z tym nic nie zrobią -córka zdania nie zmienia - nie to nie i kropka.  Czasami bawi się z dziećmi,  a czasami nie ma na to ochoty, więc odłącza się od grupy i sama sobie organizuje zabawę  np. układa puzlle. Jest uparta otwarta, wie czego chce ma charakterek.
Oj, wiem o tym.

Po drodze rozmawiamy. Dzieciaki też mają dość mojej kontuzji. Nie ta mama. Buuuuuuu, ale co mogę?

- Synku, też mam dość. Nawet na zakupy nie mogę iść, bo jak mam trzymać koszyk, zakupy?! - hm, a mam już małą listę książek do kupienia, a jak, tylko jak je w ręce wsiąść jak w ręce kule są.
- Ale małe możemy zrobić, bo lekkie rzeczy mogę nieść, wiesz mamo?! Ja ci mogę pomagać.
- Kochany jesteś! Taki synek to skarb - mówię wzruszona.

No to poszliśmy do sklepu. Po płatki. Urwis kochany.

Synek wpadł w wiek humorów -od anioła po czorta. Jestem mamą najfajniejszą na świecie, i bywam też i najgorszą. Oj obrywa mi się. Nie misiem.


- Synu, idź się kapać, bo zaraz będą Pingwiny. A bez piżamki nie ma bajki, pamiętaj!
- Zaraz, mamo. Tylko kraba zrobię.
- Ok, ale pamiętaj.

Oczywiście nie idzie. Dwa razy przypomniałam mu, ale oczywiście padło nieśmiertelne:
-Zaraz!
Za to Młoda zaczęła krzyczeć, że chce Pingiwny.
-Kąp mnie!!!
Szybki prysznic. Piżamkowo. Tv. Pingwiny lecą. Syn przyleciał. Pcha tyłek przed tv. Hehehehe, hola, hola.
- Nie kochanie. Prosiłam cię byś się wykąpał. Mówiłam - nie ma piżamki nie ma bajki. Proszę, idż i szybko umyj się.
- Jesteś niefajna! Jesteś okropna. To niesprawiedliwe!!!
Dziecię wyje przeokrutnie.  Płacz. Jęk. Normalnie jakbym mu głowę  wyrwała,  serce żywcem zjadła. I na koniec obrzydliwie bekła.  Wyje, strzepi jęzora, ale idzie do łazienki. Konsekwencja jest bolesna, ale skutkuje. Na szczęście woda zgłusza słowa skragi. Nie słyszę, nie uduszę. Niech się wykrzyczy. Ja krzyczeć teraz nie będę. Bo po co? Krzyk zagłusza słowa.  Droga donikąd.
Przyleciał wykąpany.
- Mogę oglądać? Ząbki umyję później, dobrze mamo?
 - Jasne, ale chyba należą mi się jakieś słowa?
Popatrzył.
 - Przepraszam.

Obejrzeliśmy Pingiwny w trójkę, a po bajce wróciłam do tematu. Spokojna rozmowa, wytłumaczenie. No kuźwa - nie chcę być już widzem tak żałosnego teatru. Hahahaha, zapewne do następnej akcji jak się narażę szanowanemu panu. Albo szanownej pani. Bo pani też niczego nie brakuje.