Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie rodzinne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie rodzinne. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 17 października 2013

w przychodni

-Mamo, a ja będę Jasiem i Małgosią , a ty miotłą dobrze? Pobawmy się.....
Młoda zaczęła się śmiać.
Zabawne.
Nie zdążyłam oponować, gdy Młoda zapytała się:
- Mamo a co będzie ze mną jak Ciebie nie będzie i taty?
- To babcia będzie się wami opiekować.
- A jakby babci nie było to co?
- To zostaje mój brat, wujek nigdy was nie zostawi samych.Poza tym wiesz, mamy z tata sprytny plan, by zawsze przy was być, nie ma innej opcji, nie myśl o tym, buziaki i dobranoc.
Odpowiedziałam bez emocji. Bo co tu gderać - ojej dziecko nie mów tak? Pragmatycznie jak widzę do życia podchodzi, hahaha. Nie wiem tylko skąd te myśli u Młodej. Ale Młoda jak sobie pomyśli to wymyśli. Kurde, jakoś nie myślałam na ten temat...Moja śmierć okej, zawsze zostanie tata, ale razem? Nie, nie ma takiej opcji. W takich chwilach jesteśmy nieśmiertelni ...


Młoda coraz bardziej i gorzej kaszlała. Rano mężulo zarejestrował córkę i pojechał do pracy. Zostałam sobie sama,  połamana grypowo z azymutem; łóżko.
- Młoda, wskakuj do wyra, ja zaraz będę.
- Ale gdzie idziesz?
- Starszego podrzucę do szkoły i zaraz będę. Dobrze?
Nie miałam wyjścia. Młoda poczekała. Sama w domu. Zakopana w wyrku.



- Ja nie dam się zbadać, Nie lubię lekarzy, kopnę panią w kostkę.
- Młoda, przestań. Pani pediatra cię zbada, przypisze leki i będzie dobrze. 
- Ja nie lubię lekarzy ...
-Kochanie, mało kto lubi, ja też nie,ale coraz gorszy masz kaszel, a lekarze pomagają wyzdrowieć.

Pojechaliśmy do przychodni. Młoda w poczekalni przeszła powtórkę:

- Co powiesz jak wejdziemy?
- Dzień dobry. A wiesz co powiem jak wyjdziemy? Do widzenia.

Weszłyśmy do gabinetu a Młoda wczepiła się w moją nogę i nie miała zamiaru nawiązać z lekarką jakiegokolwiek kontaktu. Nawet wzrokowego.
Badanie przeszła na moich kolanach z próbą wyrwania stetoskopu z uszów pediatry.
Rozmowa o zwierzętach otworzyła Młodą, więc gardło już sama pokazała wywalając przy tym pięknie język.
Córka dostałą antybiotyk, zestaw syropów i wróciłyśmy do domu.

Młodą sama musiałam zostawić, by odebrać syna. Tym razem puściłam jej bajkę. Żadne dziecko nie ruszy się sprzed telewizora. Chyba, ze chce siusiu. Gdy wróciliśmy światło w łazience się paliło. Młoda nie gasi je nigdy. Poradziła sobie? Pewnie. Super babka!


Za dnia było spokojnie. Młoda miała rzadkie napady kaszlu.
Ale w nocy ja dorwało. Kaszel dusił, nie odpuszczał, dziecko prawie krztusiło się. Córa zaczęła płakać, bo gardło bolało, bo spać chciała, bo nie mogła przestać kaszleć. Czułam się bezbronna, pełna nie mocy...a to tylko kaszel. Co muszą czuć rodzice, kiedy dziecko cierpi mocniej, gorzej, beznadziei?!
Kolejne dawki syropu, inhalacje, dawka syropu. Ostukiwanie. Smarnie, wyciąganie. Myślałam, ze zadzwonię po pediatrę albo na pogotowie pojadę...... ale uspokoiło się jakoś.
Masakra.
Ostatnia noc taka była chyba z cztery lata temu. Z tym, że syn wymiotował, gdzie się dało i gdzie się nie dało.
Ale nie ma macierzyństwa bez chorób. Oby tylko na grypach i przeziębieniach kończyło się.
Szkoda tylko, że mnie też trochę rozłożyło.
Ale w dzieciach siła tkwi i matka zawsze dla dzieciaków się wskrzesi. bo czy jest coś ważniejszego, gdy to dziecko choruje?!
A potem zasnęła trzymając rękę na moim policzku.....uczucie szczęścia przepełniło mnie całą, aż łezka popłynęła....






czwartek, 12 września 2013

dziura w ścianie

Odebrałam dzieciaki z instytucji i poszliśmy do sklepu na zakupy. Nie ma to jak stać w kolejce, gdy córa przebiera nogami:
- Ja chcę siusiu, siusiu, siusiu...
- Dlaczego nie wysiusiałaś się w przedszkolu?
- Bo mi się nie chciało.
- A ja nie sikam w szkole - wtrącił się Starszy.
- Nie chcesz czy dalej nie wiesz gdzie są toalety?!
- Nie wiem.
- To dlaczego nie zapytasz się kumpla? Pani?
- Bo nie.
Wyszliśmy ze sklepu. Z Młoda jak z pieskiem poszłam na trawnik. Trzy kurtki, parasolka, torba ciężka od zakupów i jeszcze to.
- Mrówki będą miały co pić. - oznajmiła dumnie Młoda- Będą pić mojej siusiu.
- Jasne, patrz jak uśmiechają się szczęśliwe.

W kuchni młodzi zasiedli do stołu. Chociaż banan zjedzą.
- Kochasz mnie - Młoda zagadała do Starszego.
- Nie! Daj mi spokój.
- Dlaczego ty nie lubisz dziewczyn?
- MAMO! A Młoda gada z pełnymi ustami!


- Starszy, dlaczego jesteś taki nie miły dla swojej siostry?
Starszy wylampił oczy, machnął ramionami i milczy.
- Czy mógłbyś żyć bez siostry?!
- Nie.
- A widzisz to znaczy, że kochasz ją. Miłość to znaczy nie móc żyć bez kogoś. Więc bądź milszy, ok?
- Zastanowię się.

- Mamo, a ty będziesz moja przyjaciółką?
-Będę, kochanie i chciałabym zawsze nią być. 
- A ja cię kocham, wiesz?!
- Wiem, ja ciebie też.
Ja ją kiedyś zjem. Aż nie nie wierzę, ze to jest moja córka.

Wpadł kumpel do Starszego. Syn wcinał , o dziwo, bułkę z dżemem, więc i koledze zaproponowałam poczęstunek.
- Tak, zjem
Chłopaki oglądali bajkę, a ja utkwiłam w łazience przy nudnym sprzątaniu. Kiedyś trzeba.
Nagle słyszę szept kolegi. Znowu ten szept. Nastawiłam ucha.
Syn coś chciał mi powiedzieć, ale tamten namawiał go by mamie nie mówić. O, żesz ty.
- Chłopaki, a o czym nie chcecie powiedzieć? - stanęłam w progu pokoju.
- Yyyyyy - zapowietrzył się kolega zerkając na Starszego.
- Bo M wywalił bułkę z dżemem na dywan.
- Co się w takim przypadku robi? Co?
- Sprząta -odpowiedział kumpel.
- Tak, ale przede wszystkim  mówi się mamie. Szoruj do kuchni po ręcznik papierowy. I w tym domu nie ma tajemnic, zrozumieliście?
- Tak - odparli obaj. Po czym M posprzątał.
- Jak coś zbroicie to macie mówić, ja nie będę krzyczeć, dobrze?
- Mamo, a ja zapomniałem ci powiedzieć, że zrobiłem dziurę koło łózka.
- Yyyygh - zatkało mnie, spoko, zero wrzasku - co zrobiłeś?
- No chodź, zobacz.
Palcem wydrapał farbęBiała plama straszy. 


zajęcza owca?!




Poszliśmy na podwórko. Z Młodą pograliśmy w piłkę. Synowi nie chciało się koledze strzelać bramek.
- Proszę pani a Starszy znowu nie chce grać w piłkę!
- Nie chce to nie kopie. Jego wybór.


Pobiegli. Przybiegli. Dotarło do mnie zdanie.
- Wiem jak to teraz będzie - mówił Starszy - pierwsze zdanie do śmietnika, drugie do Boga, a trzecie do amorka....

Rozśmieszyło mnie to na tyle, że nie usłyszałam dalszego ciągu. Amorka, hahahaha....

Młoda zasnęła przy Koziołku Matołku.

- Ja chce się nauczyć czytać, bo jak się czyta to jest jak taki film.
- Bo książki to są właśnie filmy w naszej głowie. Słowa uruchamiają wyobraźnie.

Porozmawialiśmy chwilę. Fajnie się z nim gada jak nie dostaje fioła.
Poszedł spać.
A ja?!
A ja straciłam poczucie czasu siedząc przy kompie.
A Harry w Oslo czeka.
I znowu będę jęczeć, że nie wyspałam się.
Że nie czytam.
Że nie pedałuję.

Życie jest kwestią wyboru. W każdym detalu, bo każdy szczegół jest elementem puzzla.
Musze parę rzeczy zmienić w swoim życiu tak, by obraz na który patrzę mnie nie wkurwiał.
Musze zmienić siebie.
Pora na wyciszenie.






piątek, 9 sierpnia 2013

codziennikofo



Syn dostał wypasioną hulajnogę, a że wytrzymała do 100 kg, więc nie mogłam się oprzeć takiej pokusie. Wcześniej pooglądałam w necie jakie można strzelać bajery i swój bajer ograniczyłam do jazdy z trzymanką jedną ręką. I byłoby. Taka ucieszona i dumna odwróciłam się do rodzinki, krzycząc;
- Patrzcie!
że wywróciłabym się na plecy. Pewnie wybijając przy tym 10 dkg zębów. Na szczęście refleks uratował mi zadek.
Ale zabawa jest przednia. Być dzieckiem - super sprawa.


A dzieci też miały radochę. Jeździły na swoich hulajnogach tam i z powrotem. Młoda oczywiście na trzy kołówce. Tłumaczyłam i pokazywałam jak się jeździ, ale dzieci miały swoją wizję, więc moje słowa były niczym groch o ścianę. Mogę sobie mówić ... W końcu wkurzona machnęłam ręką.
Hm, ale w końcu poprawiły swoją technikę jazdy. Nie od razu Rzym zbudowano, ale noż kurde ile można pokazywać i tłumaczyć. Choć z drugiej strony człowiek najlepiej uczy się na własnych błędach, a dzieci mają do tego prawo.

Deszcz zawinął nas do domu. Dzieciaki zaszyły się w pokoju. Słychać było, że bawią się razem i dziwne było, że bez krzyku, bo w końcu gdzieś ten moment wrzasku przychodzi. Otworzyłam drzwi i osłupiałam.
Wszystkie zabawki walały się na podłodze. Grrrr!!!
- O nie! ja nie będę sprzątać, tylko wy i macie 10 minut.
- Ja nie będę sprzątać - krzyknęła Młoda
- Będziesz - odpowiedziałam jej - i to już.
 Młoda rozpłakała się:
- Ale ja cie kocham, chcę się przytulić.
Stary numer. Ale wzięłam córę na ręce, bo ja nie wziąć, kiedy płacze.
- No dobra, ja posprzątam - powiedział Starszy.
- Tak, ale razem z siostrą, bo razem rozrabialiście. I koniec
I Młodej nie upiekło się, pomimo jakże cudownego zagrania. O nie. Razem bawili się i razem posprzątali. Musi być jakaś sprawiedliwość.



Emocji zresztą mi nie brakowało. Mistrz kierownicy, znaczy T znowu się popisał. Dwa razy przejechał na czerwonym świetle. Pomimo, że było o wiele chłodniej niż w poprzednich dniach to jednak zrobiło mi się ciepło.
- To był głęboko pomarańczowy*?!
-Ehe.
Nie wiem co się z facetem dzieje. Tyje i tępieje normalnie.

Ja też. Więc muszę internet ograniczyć. Nałogów mam kilka i te powinno wystarczyć. :))))




------------------
* tekst z filmu Drogówka :))))






czwartek, 27 czerwca 2013

codziennik


Córka wczoraj była cała na NIE. Nic nie chciała i nic jej nie pasowało Zażądała stanowczym głosem bajek, więc puściłam. Co się będę szarpać z Młodą skoro widzę, ze jest zmęczona. Syn również przywarł oczami do telewizora. Nie chciało mu się rysować ani iść do kumpla. Oboje odlecieli.
Córka zasnęła po osiemnastej i tak spała i spała. Wszelkie próby przebrania ją w piżamkę kończył się dziwnymi odgłosami, więc sobie podarowałam. Co się będę ścierać. ...A niech śpi.
Z synem poczytaliśmy książkę, pogadaliśmy. O wszystkim i niczym.
- Mamo a pojedziemy na basen?
- Spodobało ci się?
- Nooooo i ja chce na tą dużą zjeżdżalnię, bo panie nie chciały nas puścić.
- W porzo. Pojedziemy w sobotę.
- Mamo, a ja chcę jechać nad morze, a nie w góry. 
- Dlaczego? Ej w góry też pojedziemy, no co ty.
- Ale twoja noga!
- Spoko, będzie dobrze. zobaczysz.

Młoda przespała całą noc. Bez słynnego jękopłaczu: - Chcę pic!

Nic.

Miałam dziwne wrażenie, że ją wyciąga i to na moich oczach.
Lubię patrzeć na śpiące dzieciaki - są takie słodkie. Kochane. Słodko milczące.
I wciąż nie wierzę, kiedy urosły?! Jak ten czas szybko mija ...

Córka wstała po siódmej.  Poszła pod prysznic. W ogóle nie jęczała: - chcę pić, chcę jeść, nie chcę iść, nie chcę tego ubierać, nie będę się ubierać, chcę się bawić, puścisz bajkę?! Zero tekstów ze stałego programu.  Zbierała się szybko, bo dzisiaj to ona szła na basen.
Zdziwiona nie wytrzymała:
- Nie jesteś głodna?
- Jestem, ale zjem w przedszkolu. nie mamy czasu!
W łazience czesałam jej włosy a syn w tym czasie mył zęby. Starszy zaczął warczeć i głową zrobił taki ruch jakby siostrze chciał z baranka przywalić
-Synu, panuj nad główka bo ci odleci
- Co?
- Co to było? Co?
- Bo ona macha nogą!
- No i ?!
- Nooo, mogła mnie kopnąć!
- Ale nie kopnęła, prawda?
- Nooo
- A ty mogłeś ją w głowę uderzyć. To nie jest w porządku.
Coś tam zamruczał pod nosem strzelając głupie miny. A może tak na niego działa pasta do zębów?!
W międzyczasie Młoda zaczęła jeszcze bardziej machać nóżką i zerkać na brata. Prowokatorka mała.
- Młoda, nie denerwuj brata. Uspokój się.
- Ale on chciał mnie uderzyć!
- Ale nie uderzył prawda?! Weźcie dajcie na luz i to oboje.

-Starszy, mogę wziąć twoje picie i dać Młodej?
- Tak
- Mamo a ja chce pić - Młoda zjawiła się szybko koło mnie
- To idź do kuchni
- Ale ja chce tego!
- Ale jak wypijesz tego to nie będziesz miała picia na basen
- Aha, chyba że.


Mamy wychodzić. Synowi przypomniało się, że musi zabrać rysunek. Ale gdzie jest?!
- Synu, nie mamy czasu!
- Ale ja chcę!
- Masz minute!
Syn zaczął wywracać stos rysunków, przekopywać teczki.
- SYNU!!!!!!!!!
- Dobra, dobra, już idę. Jak wrócę z przedszkola to taki bardach zrobię z rysunkami że zobaczysz.
- Bla, bla .....
Zamykam drzwi. Dzieciaki schodzą po schodach. Syn zatrzymał się nagle:
- MAMO!, ale przypomnij mi, że mam zrobić bardach. Dobrze?!


Bardach to sobie sama zrobiłam z kawą.


W sumie to wyszło jakby słońce. I oczka widać. Raczej oczodoły, bo oczka wypadły. Leżą poniżej.
Ręka w górze podniesiona. Na znak - nie poddam się!.
Hahahah już wiem! To jest pasażer!!! Ręka trzyma się uchwytu. Tak wygląda osoba w ścisku tramwajowym. Ścisk taki, że oczy wypadają z orbit! Albo ze smorodu. Nie ma to jak przepocony człowiek. Strach czasami stać w kolejkach.









sobota, 15 czerwca 2013

festyn po zębie

Rano było małe zamieszanie. Dzieciom wybitnie nie chciało wyłazić się z piżam. Najchętniej leżałyby na mnie w moim wyrku prowokując do wygłupów.
- A ja nie chcę iść na ten głupi festyn - syn włączył marudzenie.
Siostra mu w tym towarzyszyła, bo przecież jak może być inaczej?. Co brat to i ona.
W końcu wcisnęli się w ubranka. Syn poszedł umyć zęby  i było po ubranku.
- Kurde! czy nie możesz uważać?
- Zawsze tak robię! Mówiłem ...
- Wcale nie zawsze.! Nie mogłeś zdjąć koszulkę?! SZLAG!
Wycieranie plam, prasowanie, jakoś się udało, ale czas poleciał nieubłaganie do przodu.
W końcu  wpakowaliśmy się do auta. Kierunek Festyn Przedszkolny. Zajechaliśmy pod teściów.
-Patrz ile komarów! - krzyknęła córa wskazując czereśnie.
-O cholera to osy czy pszczoły? - spytałam przerażona widząc ten rój.
Wysiedliśmy. Normalnie zrobiły sobie gniazdo czy co? One tak się zbiły w gromadkę?
- Będę dzwonić chyba na straż pożarną, niech to zabiorą  - stwierdził T.

rój pszczół - odleciał, sobie ufffff



Występy dzieciaków były rozwalające. Naprawdę można paść ze śmiechu widząc tańczące maluchy. Urocze.
Córa dała radę. Zamiast tańczyć zajęła się swoim nosem. Wykopała coś, bo z podziwem oglądała swoje paluszki, po czym wtarła ręce w trawę.Kozy z nosa, nogom lżej -   można tańczyć. Po występach grupa wróciła na kocyk, a Młoda hycnęła na kolana pani. Pieszczocha jakich mało normalnie. A potem do pani ustawiła się kolejka.
Syn też tańczył ze swoją grupą. Poważny, skoncentrowany, aż śmieszny. Fajnie widzieć swoje maluchy w takich aranżacjach.
Ponadto Starszy zajął X miejsce w zbieraniu makulatury. Otrzymał dyplom oraz nagrodę.




Dzieciaki bawiły się na swój sposób ale były tez konkurencje dla rodziców i dzieci. Zabawa była przednia. Syn biegał z kumplami, a Młoda zakopała się w piaskownicy. My zasiedliśmy w na kocyku ze znajomymi.
- Co robicie wieczorem? 
- Flaszka? - odpowiedziałam kumpeli.
- Hahahahaha, a tym razem co się stało?
- A ZUS, rezo, nie wiem co jeszcze. A i 40cha, kurde, jakby mi było mało
- A pieprz ich, najwyżej będziesz się sądzić.
- Jasne, bo chce mi się.....
- To zdzwonimy się później i może coś łykniemy.
- Wypadałoby w końcu.

I nagłe ziemia osunęła się pod moimi nogami. Ząb zgniótł w rękach bólu moja czaszkę i sobie nią podrzucał. Zwinęło mnie normalnie. Najnormalniej w świecie przestałam czuć ból w kolanie. Tak mi głowę urywało. Ból zęba promieniował, wbijał się w mózg, rolował, skakał, zatykał oczy, uszy, zagłuszał, powalał. Rwał ryja, kawałek po kawałku.
Zakotwiczyliśmy na chwilę u teściów, a T poleciał po tabletki przeciwbólowe. W między czasie zadzwoniłam do dentystki. Może mnie przyjmie jutro po południu, jakby nie przeszło to jest pogotowie bólowe.
- Zostaw dla brata coś - teściowa zaczęła instruować Młodą, która piła jedyny jogurt pitny.
- Niech pije ile chce - zareagował szybko Starszy - Młoda pij, jak masz ochotę, nic nie szkodzi.
- Widzisz? Zostaw dzieci w spokoju. wiedzą co mają robić! A nie - odwiecznie komentarze -no warknęłam, bo po co taki tekst? Starszy chce to niech Młodej pilnuje, a nie.
- To co jedziemy? Bo babka w aptece powiedziała, że jak to jest zapalenie to prochy nie pomogą,
A przejść nie chciało ani trochę.
Zostawiliśmy więc dzieciaki pod opieką dziadków i mojej matki. Pojechaliśmy na pogotowie dentystyczne.
Zamknięte. Trzeba dzwonić.
- Proszę być o 20.00
- Tyle czasu?! Ja zwariuję!
T podrzucił mnie pod dom. Łyknęłam jeszcze trzy tabletki. zaszyłam się  w łóżku. Przestałam istnieć.
Obudził mnie telefon.
- I co tam? Żyjesz?
- Nie, wzięłam 4 prochy, i czekam na wizytę u dentysty.
- To nie idziesz na plac zabaw?
- No co ty, bez szans. Życie wróci do mnie po dwudziestej. Zadzwonię
- Dobra. To na razie.

- Ile wzięłaś tych tabletek - T wszedł do sypialni. Nawet nie słyszałam, kiedy wrócili
-Cztery
- Chcesz się zabić? Trzy na dobę można wsiąść! Czytałaś ulotkę?
- Nie, ale zasnęłam, a jedna w tą czy w tamtą, daj spokój.

Dzieciaki rzuciły się na owoce. Melon, arbuz -ich ulubione. Został jeden kawałek i dylemat - czyj?

- Mam pomysł - zaczęła Młoda - Ty zjesz, tato dokroi i jak zostanie jeden kawałek to będzie mój. Dobra?
- Dobra.
I po co się wtrącać skoro nie ma problemu?!
Dzieci potrafią same rozwiązywać swoje sprawy.


Na pogotowiu dentystycznym stomatolog stwierdziła zapalenie. Przypisała antybiotyk.
I po zimnym piwie mym, buuuuuuuuu.

Hm, czekam na dalsze niespodzianki, po prostu.










środa, 12 czerwca 2013

zamooł


Jest po godzinie 20.00. Córka zasnęła  przy Pingwinach z Madagaskaru. A syna jeszcze nie ma w domu  - biega z kumplem po podwórku.
Umyłam dwa okna.
Nie jest dobrze.
To nie w moim stylu.
Łazienkę też umyłam.
Ot, tak, po prostu.
Wziąć i umyć.
Pochłaniacz myśli włączył mi się.
A biorąc pod uwagę, ze zrobiłam dwa prania i wyprasowałam to to już katastrofa totalna.
Dusza wyskoczyła, stanęła obok - Ej czujesz się dobrze?!
Chyba nie...

Znowu wracają mdłości. Gdzieś dusza gaśnie.
Pół dnia słucham Saviour,u.                                                       https://www.youtube.com/watch?v=M1Gfwro1RNo
Nie rozumiem smutku, który mnie ogarnia.
Ale na dnie duszy siedzi ten muł zamulenia niepokoju co niepokoi.
Tylko chomik zadowolony. Uciekł z kanapy i pod szafą siedzi.
On przynajmniej może biegać.
Ja siedziałam na placu zabaw na ławce.
Jak nigdy dotąd.
Nie ma biegania z dzieckiem, oj, nie ma ..........



Syn przyleciał w końcu do domu.
 - Dlaczego nie bawiliście się na placu drewnianym? - zapytałam syna.
- Bo tam były dziewczyny i nas wyzywały.
- Wyzywały? Jak? Dlaczego?
- Nie wiem
- I co? Nie odszczeknąłeś się?
- Ja się odszczeknąłem, ale M. nie.
- I co powiedziałeś?
- Wy pieczone kartofle.
Mocny tekst ...

Syn rozwiązał parę zadań matematycznych, poczytaliśmy o meteorach i poszedł spać.
Wieczór jest mój.
Mogę wszystko.
Poprasuję więc.
A co mi tam.
Naprawdę mam zamułę.

Chciałabym by wszystko było za mną.
Ale przede mną jeszcze tydzień.
Koszmarny tydzień.
A jutro 13-ty .
Ble.







wtorek, 11 czerwca 2013

zamot



Otwieram oczy, rzut oka na budzik, a tam godzina 8.25.
Która?!!! CO?!!?!!?!
Wpół do dziewiątej?!
Jak? Dlaczego?
Moje badania krwi!
AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!KURWA!!!!!!!!!!!!!!!!AAAAAAAAAAA!!!!!!!!

T dostał opierdziel, za nie naładowanie mojego tela. Wczoraj grał i grał ....Zatłuc Big Gada to mało!!!
Ja pierdzielę.
Tempo masakra. Ubranko, ząbki, siusiu. Dzieciaki nawet słowem nie pisnęły, widząc moje szaleństwo.
Po kwadransie T pojechał  z Młodymi  do przedszkola.

Ubrałam buty, do kieszeni wrzuciłam skierowanie na badania krwi i .........kluczy od piwnicy nie ma!
No nie ma i już.
Gdzie są??!!!!
Wiem!
W kieszeni. U męża. KURWA!!!
No i i nie pojadę! Nie mam roweru. Nie mam jak.
Szlag trafił mnie podwójny.


Po czasie, przypomniałam sobie, że przecież oprócz roweru to mam  auto.
Kluczyki sobie wiszą spokojnie. Nawet lekko uśmiechają się.

Oświecenie przyszło za późno.


Złość oślepia. Wkurwienie to kolejna przeszkoda. Kolejna kłoda pod nogi.
Tylko jak czasami się nie wkurwić. Choć po co. Ech.


Łapię oddech przy kompie, a T prasuje.
I słusznie.
Klawiaturą nie rzucę bo szkoda, a żelazkiem mógłby dostać.



T przyszedł. Przeczytał. Po raz pierwszy.Nie wierzę! No pogięty jest ten wtorkowy poranek!
- Kasuj ten tekst z żelazkiem. Nie jestem pantoflarzem! Jak nie skasujesz skasuję ci całego bloga!
 -Dobra, dobra ....
I poszedł prasować.
On jest takim pantoflarzem jak ja uległą żoną.
Ale nie będę wredna  -napiszę oficjalną wersję.

"Z nerwów zaczęłam prasować, bo ta czynność ma w sobie moc osłabienia, a T zadowolony z życia znowu zasiadł przy kompie. Niech gra, niech spada. Grrrrrr....... "



- Pokaż co napisałaś. Poprawiłaś?
- Nie! spadaj to mój intymny świat!
- Twój intymny świat już dawno zwiedziłem, pokaż mi co napisałaś!
- Cenzura?!
- A jak, przecież nikt nie powiedział, że cenzury w XXI wieku nie ma.
- Jest wyzysk. I to domowy!
Przeczytał.

- Weź, miało to być śmieszne, a wyszło żałośnie...
- A jak miało wyjść? Żałosne są teksty, bo i życie mam żałosne od 13 lat.

Seks jest lepszy niż kromka z dżemem.
Na serio.




Mamusia wpadła po wiśnie.
- Zabieram je w końcu, bo T mówił, że będziecie zamrażarkę rozmrażać.
- Tak? - odparłam zdziwiona. Nie wiedziałam nic o tym. Dobra, nie rozmraża, co mi tam ...
Zaczęłam szukać zdjęcia syna by dać do albumu na zakończenie przedszkola. Wychodzi, że no to, że mój kochany synek albo jest psychopatą albo niedorozwojem. Co zdjęcie to mina. Ja nie mogę. Co za błazen!
- Cała mamusia.
Matka nie mogła oprzeć się, by nie skomentować. Ale u nas to rodzinne.
- No tak - poparł ją mój szanowny małżonek - a ty co lepsza? jak nie jaskółki robisz to miny,  a dzieci patrzą.
- A idźcie wy do diabła.

Przegląd zdjęć od czerwca do zeszłych wakacji. I co? I ufff znalazło się jedno. Raju, a myślałam, ze dzisiaj sesję zdjęciową zrobimy.


A propos wakacji oto zwierzaki, które spotkaliśmy po drodze.





A motyle to biedne były. Gonione wciąż.
Ja chcę lata!
A lata mi tylko komar.


wtorek, 21 maja 2013

kopara w dół

Syn dzisiaj od samego rana miał focha. Nie chciał stawać na nodze. Bo rana boli. Bo ...Czasami nie chce mi się słuchać. By nie zabić.
- Rób jak uważasz,  a ja tam się w życiu nie poddaję - rzuciłam sobie przez ramię i zaszyłam się w gazecie.
Niech rysuje, cieniarz jeden i se mruczy pod nosem. W nosie to mam. No zezłościł mnie ....Obym nie wybuchła!

Zadzwoniła mama, że zaprasza na kawę, że sernik gotowy.

- Idziesz ze mną czy sam zostajesz?
- Idę -  wyrwało się synowi - bo wiesz mamo, ciebie też boli a chodzisz.

O! coś jednak przemyślał. Wow! I to jak!

Poszliśmy na sernik. Mamusi nawet śniadanko zrobiłam. Co jak co, ale kanapki mi wychodzą. Fajnie jest sprawić komuś przyjemność.

Pik, pik, telefon.
sms - Pozdrawiam. Proboszcz
odp - Pozdrawiam. Zakonnica
sms - Tęsknię za Siostrą.
odp.  -O, Boże ...;P
Sanatoryjne znajomości wciąż do śmiechu doprowadzają. Kurczę, fajnie było...


Syn rozkręcił się. W trójkę poszliśmy na plac zabaw. Dzieciaki grały w piłkę, wspinały się. Musiałam syna hamować słowem, co by nogi nie przeforsował.  Z płotu chciał skakać! Pokazał mi Biegnącego Stefana, hahahaha i w ogóle wygłupiał się na maksa.
Uf, jest dobrze. Ulga niesamowita. Przynajmniej jego noga wraca do formy. I humor.




Kolacja. Siedzimy przy stole.
-Dziękuje mamusiu, że siadłaś koło mnie - powiedziała córa.
Bo ja nie mogę sobie siąść, gdzie chcę. Musze koło niej. Jak nie zapomnę. A jak zapomnę jest wrzask. A tu proszę jakie miłe słowa. No, no no ...
- Młoda ale jakbyś siadła tutaj to byś siedziała między nami, chcesz?! 
- Chcę!
Syn wstał, odsunął krzesło dla siostry mówiąc:
- Proszę.
- Dziękuję -  odpowiedziała Młoda  siadając między nami.
I nawet nie marudzili, ze zupa za gorąca!

Dzieciaki potrafią zaskakiwać!  I  nie dostali piłką ode mnie po głowie!!!! Oj nie!!! Mówiąc zwyczajnie - czasami kopara mi opada. Te dzieci są moje?!


;P










piątek, 17 maja 2013

dialog

Dialog rodzeństwa.



- Boję się - powiedziała córa - Tam są potwory!
- Nie ma potworów - odpowiedział syn - ty dzidzio zapchana!
- Nie jestem dzidzią -odkrzyknęła córa - a potwory SĄ!!!!
 - Nie istneeeeeją!
- A co to znaczy że nie istnieją?!
- Że ich nie ma, wiesz?! One są tylko w bajkach!
- Nie, one są - odparła córa pokazując balkon.
 - To je złap, dzidzio!!!!
- Nie jestem dzidzią!!!!

Minuta cisza ....i zaczęło się od nowa ......

-A ja się boję potworów.
- Mówiłem ci, że one nie istnieją!
- A co to znaczy, że nie istnieją?!
- Już ci tłumaczyłem sto razy!, nie ma ich, kropka com pl. Rozumiesz?!









środa, 15 maja 2013

taki lajf

Nad ranem Młoda zleciała z łóżka. Biedną zapłakaną przytargałam do nas. Zasnęła. Kruszynka.
Młoda nie chciała wstawać przed 8.00 do przedszkola. Noga rozcięta. Na niezła długość, ale na szczęście powierzchownie. Pięknie. Rodzinny herb -rany. Jak rany.

- A jak pokażę dzieciom! - córa stwierdziła dumna.
No w końcu nic tak nie rajcuje jak rana.
- No powiedz, że byłaś w dżungli węże łapać i na jednego tak się rzuciłaś, ze masz zadrapania. Węża złapałaś, ale go wypuściłaś, bo ci zjadał wszystkie gumy do żucia.
- Hahahahaha.... jeszcze raz mi opowiedz.
Nawet nie zauważyła, kiedy ją ubrałam.
Ale wcześniej sama ciuchy wybrała. Nie ma lekko. I foch przy butach. Poszła w sandałach. Niech idzie.

Babcia odprowadziła Młodą do przedszkola. Ja nie dałam rady.



Któregoś dnia zapytałam się pań w przedszkolu, jak Młoda.
Panie mega uśmiechy na twarzach:
 - My to się z nią mamy. Konkretna dziewczyna, próbuje na swoim postawić. Wie czego chce. Tak potrafi nami zakręcić, że zanim się zorientujemy wychodzi na jej. Ale nie dajemy się. Oj próbuje nas, próbuje ...Świetna dziewczyna.





Siedzimy we dwójkę w domu. Obejrzeliśmy kabaret Potem, bajki dla potłuczonych.

https://www.youtube.com/watch?v=ON8WoBgp8sI&list=PLDAA2AAC7A51B43BA

Syn śmiał się. Coś tam skumał. Ja zbrechtałam się ze śmiechu. Wymiatają.



 - Mamo a można drukować pieniądze?

- Mamo a ja chcę na urodziny telefon dotykowy. Z angry birds.

 - Mamo, kocham cię, nie wiesz jak.

- Mamo, a rodzice są od tego by opiekować się i kochać dzieci. ........Brat też.

- Mamo, a ja chcę jechać do Turcji na wakacje. I jeść tam krewetki.

 - Mamo, a mogę zagrać?

- Mamo,  a ja nie zabłądzę, prawda? Bo ja się pytam.

Zalewa mnie słowem. Ja go też. A co, niech ma. Niech rozmowa trwa. Zawsze.


Potem, kiedy leżałam, zakradł się. Dmuchnął mi ze swojego nosa w mój nos. Aż powieki podskoczyły mi do góry.
- AHAHAHAHA....
- STARSZY!!!!
- AAAAHAHAHA, bo my jesteśmy razem wariaci!


Skacze na jednej nodze:
- Mamo ciebie też boli, a ja mogę tak -hop, hop, hop.

Niech skacze. Żabek jednonożny.



Telefon.  Kumpela:
- Się czujesz?
- Nie, miałam paskudną noc.
- Hehehehehe, rzygałaś?
 - Skąd wiesz? hahahaha. Noooo, koszmar jakiś
- No to sprzedałam ci jelitówkę. Właśnie konam w łóżku. Dwustronne oczyszczenie. I gorączka.
- I wszystko jasne. A mówiłam pijmy wódkę, ech ....


Teraz wiem co mnie tak pogięło ....
Trzeźwość .......



Zostawiłam syna samego w domu. Oczywiście na kompie. Niech ma radochę. Ale zanim wyszłam zadzwonił w ramach treningu do babci:
- ............................................................
-Oj babciu już przestań mnie przepraszać, bo staję się to nudne, nic się nie stało....
 - ....................
 - Kocham cię.


Pojechałam po Młodą.
Wracamy do domu, gdy nagle córa jak nie ryknie:
- AAAAAAAAAA !!!!!
-Co się stało?!!!
- Straszna mucha była -odpowiedziała Młoda pokazując na chodnik - a w przedszkolu był straszny pająk.
- Ufff... - myślałam, ze sobie coś zrobiła ... - a dlaczego straszny?
- Noooo, bo nie dał się pogłaskać!  - i śmieje się łobuziara.

Zakupy. 

- A połowę picia zostawię Starszemu - rzekła Młoda - taka jestem przyjemna.

Dzieciaki oglądają Scooby Doo. Młoda zmęczona po przedszkolu, brat dotrzymuje jej towarzystwa.

A ja siedzę, patrzę na stertę do prasowania i co? Nie chce zniknąć!!!!



niedziela, 12 maja 2013

impressskofo

Wczoraj poszłam z córką na plac zabaw, by pograć w piłkę. To sobie pobiegałam....Tup, tup, tup...Bleeeeee....Okropne uczucie nie móc biec. Ale mam nogę, no nie...
Ale za to ja Młoda kopie piłkę! - czysta poezja sportowa!



Syn, przy obiedzie, nieoczekiwanie oderwał się od talerza, po czym siadł pod stołem.

- A teraz zacznę świrować - zapowiedział z dziką radością w głosie, po czym zaczął smęcić - nieee chcęęę jeść, nie chcę nic, nie będę się słuchać ....nie będę grzeczny ... będę krzyczeć ....mam wszystko w nosie ...

Na co córka rzuciła słowem:

- Starszy, a ty chcesz mamę wkurzyć?!

I dostali ataku śmiechu.


-Mam pomysł - Młoda załapała klimat - ja wiem, dzisiaj nie będziemy mamy słuchać.

I znowu ryk. Ha, ha, ha ....



 Pojechaliśmy do teściów. Zaległe życzenia z zaległych imprez. Już się cieszę. Merdam ogonkiem po prostu.


-Za agresywnie jeździsz! Pada deszcz, masz zimowe opony, nie masz abs - zaczął marudzić T - za  agresywnie jeździsz jak na ten samochód, rozumiesz?!
- To zmień mi w końcu auto. To takie proste.

Faceci!, alfa i omega jazdy samochodem. Nic tak nie wkurza jak takie trucie. Ja i agresywna jazda?! Ta gadka sprowokowała mnie do odpowiedniej jazdy. Na światłach ruszyłam z piskiem opon. Zadziałało. Rozumiem, że trudno być pasażerem jak się jest kierowcą, ale ..noż kurde ....T miał szczęście, ze jechały z nami dzieci, hahahaha....więc obyło się bez dreszczyka emocji.
Choć pewnie T ma rację - lubię pohulać, a za bardzo nie mogę. 130 max, buuuuuuuuu

Jako kierowca nie piję. A co! Taki bajer. Zasnęłam więc. Tak po prostu. Monotonne gadki, monotonne myśli, monotonny deszcz, monotonia dnia .....chr, chr, chr ....chraaaaaa....
I super.

Jak uszy nie słyszą to usta nie komentują.
Trudno jest mi przejść w milczeniu, gdy słyszę jak w czyimś słowie jest naciągana  rzeczywistość. Jak rzeczywistość odbiega od wypowiadanego słowa. Nie wiem po co ludzie kłamią, idealizują ...Nie moja brocha, ale działa to na mnie jak płachta na byka. Po co komu bajki? I wydmuchiwanie własnego ego?
Ale na co i komu prawda ma?! Ha, ha, ha ...
Obudził mnie tekst:
 - To ja nauczyłam wnuka jeździć na dwóch kółkach.
O, Jezuuuuuuu......
A prawda jest taka, że syn poprosił T
 - Tato odkręć mi te kółka.
Wsiadł na rower i pojechał. Zuch chłopak!
Takie piękne chwile mnie ominęły, gdy byłam w sanatorium. A że to było na podwórku u teściów to i nauczyła go teściowa jeździć, hahahaha......




Wieczorem dzieciaki obejrzały



i poszły spać do "wioski indiańskiej".



Ale Młoda,zanim zasnęła, zdążyła wycałować mi serduszko na policzku.

Pedałując na rowerku uśmiecham się - będzie dobrze.
W końcu żyję się dla tych paru pięknych chwil ..........hahahaha


czwartek, 11 kwietnia 2013

Życie to nie świnia, by dla niej robić chlew.

Syn miesza łyżką w talerzu. Miesza tak i miesza. O! łyżka trafiła do buzi! Pięknie. Są dni, kiedy można się wykończyć. Chce być królem anorektyków czy co?! Model rośnie mi niezły.

- Je mój miś, je mój miś, niedźwiedziem zostanie jeszcze dziś - zaczęłam śpiewać stojąc obok, bo i co mam robić, zabijać się słowem - jedz?!
- Hahahahaha, znowu zaczynasz? Nie rozśmieszaj mnie. Przez ciebie nie jem.
- No jasne synku. Ucz się , ucz -cokolwiek się nie dzieje to zawsze wina mamy jest. Dzięki. Wiesz co? To ja teraz wychodzę, a ty jesz, okej?
- Nooo przecież jem.
- To fakt, i to od pół godziny.

Kuchnia. Zakręciło mną okropnie. Tu zmywanie, wycieranie, gotowanie - full zestaw. Syn stanął w progu, z bananem na twarzy w momencie, gdy coś znowu na podłogę mi zleciało:
-Ty naprawdę jesteś zakręcona
- Wyjdź! - krzyknęłam groźnie z radochą wielką w oczach.
-Ahahahaha, a ja mam to po tobie, wiesz? Oboje ześwirowani jesteśmy.


- Starszy mogę twojego cukierka? - zapytała się Młoda brata swego.
-Możesz.  Zjedz wszystko. Ja nie  jem, nie chcę być gruby. A ty chcesz być gruba?
-Nie chcę
- Ale będziesz bo jesz słodycze.
- A wcale że nie......MAMOOOOOOOOOOOOOOO!!!!

Córka zażądała pomalowania pazurków swoich. Uparła się tak, jak tylko ona potrafi się upierać. Pomalowane paznokcie?! To nie moja córka!!! Kto mi ją podmienił?! Ha, ha, ha ....Jednak zapału i wytrwałości wystarczyło dla jednej reki. Ufff, jest nadzieja, hahaha ....

- Ty chyba oszalałaś, by dziecku paznokcie malować. Niszczysz jej płytkę. I to jeszcze u jednej ręki. Jak to wygląda?! - matka zawsze stoi na straży, hahaha....Dzień bez komentarza to dzień stracony. Ech, te komentarze, ale widocznie tak mają stare pierdoły.
- No jak? jak to wygląda? Patrz!
Wzięłam ręce Młodej, która stanęła przede mną i wyciągając na przemiennie dłonie, raz jedną do przodu, raz drugą, zaśpiewałam:
- Polskaaaa biało-czerwoniiii...Polska biało-czerwoniii ....
Matka postukała się palcem po głowie, a Młoda miała mega ubaw i zabawę na moment.

Dzień był  zakręcony. Dużo spraw na głowie i gdzieś w tym "biegu" natknęłam się na człowieka. Przypadkowy przypadek okazał się koniecznością. Niektórzy ludzie są jak drogowskazy. Tego było mi trzeba. Od słowa do słowa potoczyła się rozmowa.
- Zajęcia  są z jogi? Tutaj? Pójdę. Zatem może do zobaczenia.
Czas najwyższy tyłek ruszyć. Nie mam wymówek. Wszystkie wyrzuciłam do śmieci. Program: realizowanie założeń, marzeń został uaktywniony. Pibip!

Wstąpiłam na wojenną ścieżkę. W życiu najlepiej bawią się najsilniejsi. Więc zatańczę sobie taniec zwycięstwa i radości. Na jednym kopycie. Włączając wycie.
Wino i śpiew.
Życie to nie świnia, by dla niej robić chlew.


:)))






z internetu -https://www.facebook.com/wiaderkoszczescia








optymistyczna muza jak zwykle, ale ona nie jest dla mnie, ona jest dla mojej duszy ;P

https://www.youtube.com/watch?v=xMoCbXIDJ7k&list=RD02G7npS4zw8Nk






piątek, 5 kwietnia 2013

niemowy

Rano mama wpadła na kawę. Poskarżyłam się na "niemego" mego synka:
- No wiesz, po kimś to ma. -odpowiedziała patrząc na mnie znacząco.
- Wiem, wiem, po mnie.
- To czemu się dziwisz? Ty nam też nic nie mówiłaś. Twój brat wszystko powiedział, a ty, szkoda słów.
Uśmiechnęłam się pod nosem. Cholera, za to na starość nadrabiam -rozgadałam się jak nic. Bezsensu zresztą. Ech...

Synek  wciąż twierdzi , że będzie taki jak ja. I będzie miał ten sam zawód. Hm, wierzę, ze zdanie zmieni. Nie ma innej opcji.
Jezu, jak on będzie taki sam jak ja w okresie buntu to go normalnie do szafy wsadzę i nie wypuszczę dopóki nie zmądrzeje.

- Bo ty mamo, masz lekką pracę.
- Synu, pracę mam ciężka, po prostu rzadko marudzę, bo po co mam jęczeć?!
- Ale chłopaki mogą być w twojej pracy?
- Pewnie, są lepiej widziani od kobiet.
- Aha, to dobrze.


Wracaliśmy z przedszkola. Syn jakiś grzeczny - zamiast biegnąć kilometr przede mną szedł trzymając mnie za rękę . Za to córę energia roznosiła i do kałuż wnosiła. Chlap, chlap, chlap.
- Młoda, nie wchodź w kałuże. Poczekaj na wiosnę. Będzie ciepło to sama cie w nie wrzucę.
- Hihihihihi ...
I chlap. W nosie miała moje gadanie. Cała Młoda- robi to na co ma ochotę.
- Kochanie, proszę cię, omijaj kałuże, bo będziesz chora.
Przez moment omijała kałuże. Wow, jakie grzeczne dziecko! -CHLAP! Weszła do najgłębszej, po łydki same. Uszami dym mi poszedł. A dziecko przeszczęśliwe brocząc w tej wodzie niczym bocian krzyczało
- OOOOO maaaamoooo! Popatrz!!!!!
- Jezu! o co cie prosiłam, co? Teraz masz pozamiatane - zero bajek na dzisiaj. 
Mina córce zrzedła natychmiast. Z błogości wpadła w płacz:
- Mamo jaj już będę grzeczna
- Ehe, prosiłam cię byś omijała kałuże i co?! Nie posłuchałaś się! Tak nie może być!
Córka wyła nadal. Nie ma to jak iść z alarmem. Buuuuuuuuuuuuuuuuuuu........Chlap zamieniło się na chlip.
W domku Młoda rozbierając się zawisła na nodze mej:
- Mamo, ja już ciebie będę słuchać, puścisz mi bajkę?
Na co Starszy wpakował się w zdanie:
- A widzisz, a mama ci mówiła, o co cie prosiła, a ty jak zwykle swoje.
- Ale ja już tak nie będę!!!!
- Jak będziesz grzeczna to puszczę ci bajkę. A na razie nic z tego.

Poczułam falę takiego zmęczenia, znużenia, że wymamrotałam dzieciom:
 - Wiecie co, ścina mnie, zajmijcie się malowaniem czy co tam, a ja na pół godzinki muszę się zdrzemnąć.
Padłam w wyro. Coś mnie obłaziło, coś po mnie chodziło, nie miałam sił, by odpowiedzieć, że też kocham.

Obudziłam się półtora godziny później. Córka spała koło mnie. Wstałam. Młodą opatuliłam kołdrą. Poszłam zobaczyć co syn robi:
- Cześć mamo, wstałaś już?
- Nie widać?!  - cmok w głowę -Dziękuję, że mnie nie obudziłeś.
- Mamo, popatrz jak pomalowałem. Mogę zagrać?!





Córka wstała koło 19.00. A jak. Pierwsze słowa?
- Mamo, ja chcę Scooby Doo!
- A bedziesz grzeczna?!
-TAAAKKKKKKKKK!!!!!!!

Ale najpierw kąpiel, kolacja
 -NIEEEEEEEEE
- Obiecałaś być grzeczna. Bo nie będzie bajki.
- No dobra ....

W czasie kąpieli córka zaliczyła zawiechę:
- Boooo ja chcę, bo boooooooo ja chcę - jąkała się, bo tak czasami ma - bo ja chcę ...zapomniałam, mamo! co ja chcę?
- Ha, ha, ha, nie wiem, bajkę?
- Noooooooo, Scoby Doo chcę. Ja już się nie boję, wiesz?


- Młoda puścić ci Pies przerażony demonami?
-Demonami? TAK!!!! Ja lubięęęęęę.


Jest 23.30 - a Demon mój mały koło mnie siedzi. Czeka na tatę.
- A gdzie tato? Ja chcę do tatusiaaaaaaaaaaa
 - Ja teeeeeeeeeeeeż!!! - dołączyłam, ech....

Idę do małego wyjca. Z kuchni, z kawą ręku na przetrwanie. Nie ma to jak wyspane dziecko  o tej porze co nie trzeba.







czwartek, 4 kwietnia 2013

pojebało cię?!

Śniadanko. Rodzinka przy stole. Przykładnie.
- Dziękuję - powiedział nagle Starszy.
- Komu? - Za co? - zdziwiliśmy się
- Młodej dziękuję, bo powiedziała mi smacznego.
- Ahahahaha ale to było z pięć minut temu!  -co za facet, ahahaha, zaczynamy brechtać się..
- No co, nie mówi się z pełną buzią. a was co tak rozśmieszyło? Śmiejecie się ze mnie?
Ups.......
- No co ty synku. My? z ciebie? nigdy! Cieszymy się, ze jesteś taki mądry-  hihihihi -  ułożony. Wiesz, młody człowieku,  lepiej powiedzieć późno dziękuję niż wcale.
I zgon w kanapkę. Ten to ma zapłon. Jak się zawiesi to wisi. I można mówić. Ale czasami coś do niego dotrze. Zwłaszcza tekst:
- Zagrasz w angry birds?!


Dowalam nodze. Na rehabilitacji steper, bieżnia. W domu rowerek. Albo będzie dobrze albo mi spuchnie. Albo szlag mnie jasny trafi w końcu. Albo nie wiem.


Ja pedałuję, a syn stoi i nawija, nawija - o angry birds. Oto mój napęd, moja muzyka. Nie tylko gadamy, ale i razem gramy. A co. Też mi się należy.
- JEEEEEEEEEEEEEEEEEEST! Widziałeś!!!! AAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!! - drę się megaśnie.
- Dobra  jesteś mamo - nie ma to jak uznanie w oczach synkach. Rosnę, rosnę, puchnę. A potem dostaję kubeł zimnej wody na głowę, bo tato jest lepszy. I wujek. Jasne i wszyscy święci. Eche, po moim trupie.   -
- W  końcu kto przeszedł ten etap synu, nooooo?!
- Ale ja też jestem dobry!
- No pewnie, najlepszy.

- Mamo nawet nie wiesz jak cię kocham
- Chyba ty nie wiesz jak ja kocham ciebie.
- Wiem, wiem.
- A właśnie, że nie wiesz!
- A właśnie, że wiem ...
Uwielbiam droczyć się z synem. Potem wojna na poduchy i ręczne mocowanie. Młode lwiątko normalnie.
Tak jak córka. Też przywlecze tyłek, wlezie, da buziaka:
- Kocham cię mamo.
- A ja ciebie nie  - hehehe 
- Żartujesz!
- Pewnie dzwońcu najukochańszy.
Mam trochę przekichane. Bo jak mnie nie obłażą dzieciaki to T obłazi.  Ach ta miłość hahaha. A właściwie dewiacja. Po tylu latach.  Niemożliwe, a jednak. Hydraulik naprawia cięknącą rurę. Ha, ha, ha .......
Magia kompa, filmu pozwala nam na "chwilę oddechu".
-Dzieci chcieliście film?! - niewinne pytanko w drodze do wolności. Ha, ha, ha ....ale co robić, jak się robić chce. Taki wiek, ech. .....
Śmieszne może, ale prasując koszulę T (fakt, nie zdarza mi się to często), czuję się jak nogi mi się uginają, ten zapach, myśli uciekające w ramiona, no nie mogę ....odpływam......a potem parzę się.

- Chodźcie na jogurt, sio do kuchni.
-A wy co?
- Kran w łazience musimy naprawiać!
Potem to tylko piwnica zostanie ......kiedy za dnia dorywa chcica.


Z wiekiem wszystko jest lepsze. Chyba. Przynajmniej dla mnie. Otępiałość jest wyzwoleniem. Ha, ha, ha ...

Kanapka życia lepiej smakuje doprawiona pieprzem doświadczenia.Ha, ha, ha albo nutką ziołową psującego się życia. Maggi doświadczenia wprawia w rozkosz konsumowania. Się nie je łapczywie, się nie zachłyśnie. Proste.
Z wiekiem człowiek wie, że warto mieć w pompie co się da. I tyle.
Chcesz pobiegać?! Wyrzucaj zbędny balast. Radość to balonik, a smutek czai się pod kamieniami zmartwień. Po co się obciążać?! Z wiekiem i tak kręgosłup sam siada.
Olewka, olewka....
Zamiast się motać w młodzieńczym wigorze człowiek siedzi w fotelu i łapie chwile rozciągając je jak gumę do żucia. Nic nie umknie. To co dobre. A co złe już tak nie wkurwia. Nawet jeśli wpadnie się w pajęczą sieć, wiadomo, ze nie ma co się motać. Można spokojnie wyjść. Z czasem. Z czasem wszystko wychodzi. Jak włosy.

A kiedy chce się żyć człowiek umiera. Chyba, że dotrze to sfery totalnego zmęczenia. Wtedy śmierć staję czymś pozytywnym. Wybawieniem.

Jestem na etapie, gdy wszystko cieszy.  A wódka smakuje wyjątkowo. Pierdolę wszystko, ot co. Już słyszę ten głos i pewnie nie jeden:
- Jak zwykle - hahahahaha.
- Noooooo, jak zazwyczaj....... - hahaha, bo i co mogę innego rzec?


Wsiadłam w samochód. Kurde, jak to się prowadzi? Sprzęgło, hamulec, gaz ...eeeeeee.........biegi. Odpaliłam. Muza. Jak zwykle ta sama. O.N.A.



Jedynka, ruszam, dwójka, trójka .......ulica, cholera, tutaj panują przepisy -Nim sama zgasnę, sama zniknę
 Usłyszę w końcu to, co chcę.
..... hamulec.......AAAAAAAAAA!!!!!!!! Kurwa, z trójki nie rusza się! Grrr....redukcja biegów kobieto! Czy warto było szaleć tak - przez całe życie?
 Czy warto było starać się - jak ja?....
..Na liczniku 40-cha, bo ulice niczym szwajcarski ser - można nieźle się wj..pieprzyć. Jak w życiu. Jadę, zaparkowałam. Nic nie zdemolowałam. Będzie zajebiście! Taniec radości w śniegu.
T:
- Pojebało cię?!
 -Totalnie. I w deseczkę, synu! Buhahahaha......








A dla zimy zaśpiewam :






Nie ma końca
Nie ma pożegnania
Znikaj
Pod osłoną nocy



tralalala a wiosna i tak nadchodzi, czuję to :DDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD





środa, 3 kwietnia 2013

diabolica

Rano syn wstał zakręcony i założył na siebie spodnie siostry. Mając prawie 7 lat założył spodnie w rozmiarze 98.



Trochę przykrótkie, ale leżą nieźle.
- O będziesz miał rybaczki na lato! - zażartowałam.
- Babskie?! Nigdy!!!

Starszy najchętniej żywi się mlekiem i płatkami. Inne pokarmy mu nie wchodzą. Więc dla takiego smakosza przedszkole musi być prawdziwą udręką.


Młoda natomiast zaskoczyła nas przełamując swój strach wobec chomisia. Nie tylko pozwoliła mu chodzić po sobie, ale trzymała go też na ręce. Przez moment. Potem chomiś wyleciał w powietrze. Wiedziałam, ze tak będzie. Złapałam go zanim zderzył się z dywanem.
- Ale on gilgocze. Jest taki śmieszny. I kochany. -córa popadła w uwielbienie dla sierściucha, a sierściuch wylatał się jakby uciekł z klatki.



- Kurde synowi jakoś więcej czasu poświęcaliśmy, a Młodej nawet mniej czytamy - wzięło mnie na refleksję. Ale taka prawda. Starszego edukowaliśmy, a Młoda - Młoda to Młoda. Inna epoka. 
- Ale ona ma nauczyciela. Brata.
Ha, ha, ha, to fakt. Syn dość często Młodej rysuje, pokazuje, uczy. Tłumaczy.



- Cholera!!! Młoda! zostaw tą kule. Ile razy będę powtarzać! prosić!!! - ryknęłam widząc, że dziecko znowu bawi się moim "sprzętem".
 Młoda rzuciła kulę i pobiegł do pokoju z płaczem. Trafiło mnie, bo lata z laską i wali nią po czym się da.
- Mama jest głupia - wyjęczała spod łez do Starszego.
- A wcale że nie...
 - Ale krzyczała na mnie!
- I dobrze, bo ona sie martwi o ciebie. a jakbyś zrobiła sobie krzywdę to płakałabyś, że mama ci nic nie mówiła. Słuchaj się mamy.
Syn będąc jak widać wyedukowany, nakrzyczał na siostrę. I po co cokolwiek mam mówić? Ale pomimo to wróciłam do tego zdarzenia. W końcu dzieciom trzeba wszystko tłumaczyć. Nawet po milion razy.




Udało mi się wyciągnąć leniwców na podwórko. Spacerek w poszukiwaniu wiosny. Ale śnieg leży i leży. I nie chce odpuszczać. Radocha z zimy byłaby gdybym mogła na nartach jeździć.A tak szlag trafia, ze znowu pada śnieg.

- Mamo, a kiedy będziemy wyjeżdżać? - zapytała się Młoda.
- A co brakuje ci wypadów? - zapytałam się córki będąc  zdziwiona:- co tak córę wzięło?
- Noooo, ja chcę.
- A ja chcę w góry. Na Diablaka - syn uparł się ten szczyt, i co rusz to podkreśla.
- Poczekajcie niech zrobi się ciepło, pojedziemy ...








Nie ma to jak świąteczna laba w wyrku. Dzieciaki zaległy koło nas. Sernik, kawa, oglądanie filmu. Młoda uciszana była kawałkiem ciacha. Życie rodzinne. Miodzio. Przeleciał jeden film, drugi film, a dzieciaki nie śpią. Dzieciaki nie chcą nam z wyrka wyjść. Myślałam, ze  dokonam mordu. Syn zaczął nawijać:
-Mamo, a wiesz co ....
i tutaj następowała opowieść o grze angry birds:  jaki przeszedł etap i jak dany ptak strzela.
- Synu weź skończ. Proszę, pogadamy jutro.
-Ale wiesz co mamo ,muszę ci powiedzieć, że ........
Pla pla pla o angry birds. Zaraz sama zamienię sie w ptaka.
- Synu, litości! Skończ!
- A co wyrzucisz mnie z domu, jak Młodą?! - zapytał się  już się brechtając.
- Dokładnie! - sama zaczęłam chichotać, nie ma to jak glupawka.
- Mamo, ale wiesz co? - syn zaczął się ze mną droczyć.
- Bo wyrzucę cię z domu! - krzyknęłam groźnie, z uśmiechniętymi kącikami ust.
- Ale mamo, wiesz co, ten Yoda to .......
Pla, pla, pla, angry birds i angry birds.
- Synu, idź spać. Jutro idziecie do przedszkola.
Na co włączyła się Młoda:
- Starszy nie idziemy jutro do przedszkola. Nie idziemy i już!
- No i co jeszcze?! Spać łobuzy.
- Nie!!!! -Młoda ma charakterek, co tu dużo mówić.
 -Mamo, ale wiesz co, ten etap .......

Północ. Pomieszało się w głowach Maleństw. Zasnęły nie wiem kiedy, bo pierwsza padłam ja.

I nastał ten poranek. Znowu pobudka o 5.30.  I ćwiczenia.


I telefon od T:
- Wiesz Starszy się obudził. Zaczął płakać, ze nie chce iść do przedszkola. Zrobimy im dzisiaj wolne dobrze?!

I tak Młoda wraz z bratem postawili na swoim. Starszy nie znosi przedszkola, bo tam każą jeść to na co nie ma się ochoty.

Niech dzieciństwo trwa - nie zoperowałam synowi duszy po przez tłumaczenie, ze w życiu nieraz robimy to, na co ochotę nie mamy.

- To macie dzisiaj wagary?! -zapytała się babcia Starszego.
- Mamy- odparł syn.
- To ładnie, ale jak będziesz chodził do szkoły to nie będziesz mógł tak robić!
- No to teraz mogę i robię - odparowała synek zapytując się - a jak będę chory to co wtedy?!
- Będziesz leżał tylko w łóżku a potem odrabiał wszystkie zadania.
- O Jezuuuuuuuu

A moje zwolnienie chyba dobiega powoli do końca, praca na mnie czai się powoli.  Zbliża się czas powrotu. Samochód już jest gotowy.
Życie strzeż się !- Arte wraca na stare tory, hahahaha......
Tylko, czy pamiętam jak się prowadzi auto?! Pracuje?!
Żyje?!
:)



środa, 20 marca 2013

bo cię zjem

Wstałam rano. Znowu o nieludzkiej porze. Zanim wyszłam przebudziła się Młoda. Porozmawiałyśmy.

-  Skarbie, muszę już iść, babcia zaraz przyjdzie. Spokojnie poczekaj, dobrze?
- Idź - krótka odpowiedź konkretnego człowieka.

Wyszłam. Młoda spokojnie poczekała na babcię, która parę minut później przyszła.

Z miesiąc temu  musiałam zostawić dzieciaki same w domu. Rozmawiałam z nimi wieczorem.
 - Jutro wychodzę z domu po 6.00, idę na rehabilitację i będę o 8.30 z powrotem. Synku patrz na godzinę, jak bedę o 8.30, rozumiesz?. Zostawię wam w kuchni talerze, płatki i mleko. Liczę na was i  -tutaj zwróciła m się do syna- kochanie bądź opiekunem dla Młodej. W porządku?Jakby coś się stało idź do sąsiada, dobrze?
I tak było. Poleciałam na ćwiczenia. Kiedy wróciłam to oboje spali.
- Bo tak lepiej było - skwitował Starszy.

Było to raz. Na drugi raz się nie odważyłam, choć wiem, że dzieciaki wymiatają, ale są to jednak dzieci. Dzieciaki traktuję poważnie. Dotrzymuję słowa, mówię jak jest - ufają mi. I być może dlatego mogłam sobie na to pozwolić. A może z natury są wyczepiste.

Poszłam do przedszkola po dzieci. Otwieram drzwi do sali Młodej, a tu podlatuje jakaś dziewczynka:
- Proszę pani a Młoda może przyjść do domu do mnie?
- Może.
- Huuuuraaa!!!! - drą się dziewczyny. Dziewczynka podbiega -zaczyna coś mówi, do mnie do Młodej? Nie wiem, ale przedszkolanka mówi, że to gaduła niesamowita. Młoda odkręciła się w stronę półek, a dziewczę zostało.
- Proszę pani dlaczego ma pani okulary? - dobiegło mnie pytanie dziewczęcia.
- By cię lepiej widzieć. A wiesz dlaczego mam takie duże zęby? - już się chichotam na numer, jaki wytnę.
- Nieeeeeee... 
- By cię zjeeeeeeeeść!!!Bo ja dzieci jem!!!!
- AAAAAAAAAAAAAA  - wydarła się i poleciała - prosze pani, prosze pani.........
Młoda w końcu wyszła w sali z odnalezionym, bardzo ważnym rysunkiem. A dziewczynka, no cóż, miała o czym mówić. hahahahahaha

 - Mamo a do zajączka też się pisze list? - temat na powrotną drogę idealny. Idą święta to zaczyna się.  A jaki głosik słodki. Miałam ochotę zajrzeć synowi pod kurtkę - może już mu skrzydła rosną?!
- Eeeeeee ...nie, możesz mi powiedzieć na ucho a mu przekaże.
- To ja chcę .......(i tutaj pada długa lista, dłuuuuuga liiiista)
 - Ok, powiem zajączkowi. - no maniak po prostu, maniak!!!

Było słonce i nie bylo mocnych -plac zabaw musiał być zaliczony

Po powrocie do domu dzieciaki rysowały. Młoda malowała księżniczkę, a syn postanowił księżniczkę narysować.



Zajrzałam na allegro, by zobaczyć co tam mają w temacie zamówień zajączkowych.. Wpada syn. Dzieci zawsze wiedza, kiedy mają przyjść. Pierwotny instynkt łowcy.
- O to ja chce to.
- Ok, to będziesz miał.
- Ale ty nie jesteś zajączkiem!!!!! - powiedział to z taką tonacją pełnej podejrzliwości, że z trudem powstrzymałam śmiech.
- No nie, ale mu powiem, wiesz badam teren, bo zajączek mnie po poprosił.
No nie mogę. Taki cwaniak, a w zająca wierzy. No ale każdy z nas ma wybiórczą wiarę w różne rzeczy. Wierzymy w to co nam najwygodniej. Tyle, ze nie zawsze słusznie.



Wieczorem pytam się syna:
- Gdzie śpisz?
- U ciebie.
- No weź to siara. Nie za duży jesteś?!
- Ale ja cię kocham
- Tak? No co ty?! - lubię się przekomarzać.
-Gdybym nie zwracał na ciebie uwagi to nie kochałabym cię, a tak to śpię u ciebie. Bo cię kocham.

I tak oto miedzy prysznicem a myciem zębów padła szybka definicja miłości - kochać kogoś to znaczy zwracać na kogoś uwagę i chcieć z nim być ( a najlepiej w łóżku !!! ahahahaha). Kurde, jaki mądry koleś.

Dzieciaki wpakowały mi się do wyra. Po przeczytanej bajce zajęły się zabawą. Układanka - Młoda burzy obrazek, a Starszy układa.








I ułożone. A ja zawsze z ostatnią kredką zostaję! Buuuuuuuuu..... Myślenie nie daje mi nic. No cóż, każdy jakiś defekt ma.
Jestem fanką swojego syna. I córki też.

Córka spod kołdry wymruczała:
- Mamusiu a to prawda ze niedobrzy chłopcy mają na bluzkach potwory, a dobrzy Scooby Doo?
- -Nie wiem, potwory to raczej wszyscy lubią, nawet ty.
- Nooo, a w Scoobym są potwory.
- No widzisz, więc nie możesz dzielić chłopaków na złych bądź dobrych patrząc na ich ubrania, prawda?! Bo potwór może być ze Scooby Doo i co?!
Nie odpowiedziała.  Zalałam ją słowem. Pewnie zaszyła się w myśli.

A ja idę zaszyć się pod kołdrę. By wstać o nieludzkiej porze.




granko do poduchy- God,s Bow -Follow - wymiatająca płyta, karma dla duszy, dryfując na obłokach marzeń, wiem że z dnia na dzień będzie lepiej i nadejdzie czas, gdy z dzieciakami pognam w las :D


https://www.youtube.com/watch?v=RRsiqJ4FNuw



https://www.youtube.com/watch?v=JkxTgXpOuEs



https://www.youtube.com/watch?v=gRnBWMRaNfs

wtorek, 19 marca 2013

ostatni śnieg

Moje tup, tup, czteronożne :D





 Wstaję o porze, kiedy najlepiej się śpi. Są jeszcze drogi, po których nie szedł nikt. O wpół do siódmej zazwyczaj przekręcałam się na lewy bok, a teraz wkładam nogę to obręczy -magnetronik. Zasypiam na krześle. By obudzić się do godzinnych ćwiczeń. A na sali sami "starzy znajomi". Choć tyle. By nie myśleć.

Czasami tracę nadzieję, ze wyjdę z tego. A nadzieja tonie w płynie. Jest coraz gorzej. Nawet przeklinać mi się nie chce. Nie chce mi się nic. Ale ból mówi, że żyję. Bo skoro czuję ból to trupem być nie mogę.  Choć teraz trupi wiodę żywot.


T wyjechał w poniedziałek na tydzień do pracy. A dzisiaj zadzwonił. Wow!!!!!!

 - Kochanie, schowaj do lodówki mleczko do kawy, bo na półce zostawiłem.

No to kuźwa się stęsknił.....hahaha. Pal licho -i tak nie dzieje się nic.





Poleciałam do mamy - podłączyć jej sprzęt do netu. Zamotałam się, nie tylko z podłączeniem do sieci, ale również w kule- wyrżnęłam orła. Matka zbladła:

- Czy ty nie możesz być normalna?!

Sieć została podłączona, a ja nie odłączyłam się od życia. Aczkolwiek wyobraźnia zaczęła działać.

Zadzwoniłam do T:

- Słuchaj, co byś zrobił, gdyby lekarze patrząc na mnie roślinę powiedzieli, odłączamy pańska żonę. Zgodziłbyś się czy poprosiłbyś o jeszcze jeden miesiąc i przez ten czas siedziałabyś przy mnie z nadzieją, ze jednak nieodwracalne jest odwracalne?

 - Kobieto ja pracuję! Kocham cię, pa!

Hm, fajnie, ale co ta miłość znaczy i jakie są jej granice?!



Wyszłam po dzieciaki do przedszkola. Ucieszyły się. Ostatnio rzadko mi się zdarza. Bo nie chce mi się nic. Ostatni śnieg, a może nie - dzieciaki na tej kupie zawisły, mocząc wszystko to, co dało zmoczyć się.















 A w domu zapanowała wiosna -Starszy pokazał rysunek. Biedronki, wiewiórki, kwiatki, tęcza. Słońce. I ślimaczek. Oraz jeżyka z rzeżuchą.










to wiewiórki, nie liski











A potem wpadł kumpel do Starszego. Chłopcy grali a Młoda tkwiła z nimi. Oczywiście medale musiały wisieć na szyjach. A Młoda musiała być przy M.






Syn zmienia się. Zaczyna powtarzać, przedrzeźniać, stroić miny. Czasami staje się nieznośny. Marudzi. Można do niego mówić, a on łazi po górach własnej wyobraźni.  Facet wpadł w okres zawisaka. Zawisa nad stołem nad kanapką, zawisa pod prysznicem, zawisa przy zakładaniu ubrań. A za chwile jest czaderskim kolesiem z którym można wszystko. By za chwile znowu  wszystko stało się "głupie i beznadziejne". I trwało wieczność.

Ćwiczyliśmy zadania logopedyczne. Wygłupiał się na maksa - nie było sensu ćwiczyć. I tak mnie wkurzył, bo mogłam sobie mówić, ze rzuciłam kartkami krzycząc:

- Idź sobie, daj mi spokój. Mam dość!!!!!

I co synek zrobił? Wziął kartkę i sam zaczął czytać:

- tosia ma kalosze, szare myszki.......

 Dotarło do niego, ze przesadził. I zachował się genialnie. Przeprosił. Prosił, by dalej ćwiczyć. A mi szczęka opadła, bo jednak Gad umie czytać, ale by tak siąść poczytać elementarz to nie ma mowy.

Młoda też mnie zaskoczyła - ułożyła sama pociąg złożony z alfabetu. Nawet jeśli kierowała się kolorami to i tak nieźle jej poszło. Logiczne myślenie jest lepsze od zapamiętanych kwestii.






I jak to powiedziała córka:

 - A ja czasem myślę, myślę i myślę i wiem.




A ja stanęłam na wagę. 66,6. 666 -liczba bestii.


Tu jest [potrzebna] mądrość. Kto ma rozum, niech liczbę Bestii przeliczy: liczba to bowiem człowieka. A liczba jego: sześćset sześćdziesiąt sześć.






Uciekam. Chowam się przed światem. Nie ma nic.










Tyle, ze obrazy nie dawały spać.













A miałam sen - biegłam. Bo nie ma nic fajniejszego niż pobiegać z dzieciakami.
Nosi mnie, nosi mnie.......do stu diabłów, jak jasna cholera, nosi mnie.

By to jasny szlag, cholera ....









niedziela, 17 marca 2013

L O - lepiej odpuść

Poranny prysznic. Zimny prysznic. Nic tak nie stawia na nogi jak zimna woda na stopy. Zabalsamowałam się. Zerknęłam w lustro. O, RETY!!!!!!! Wyglądam jak siostra chomika. Wiedziałam, że nie mogę brać zimnego prysznica. Grrrr.........Nie wierzę. Lepiej czasami żyć złudzeniem.
Weszłam na drabinę odwagi. Wskoczyłam na wagę. I co pokazała? Lo.
Lo?
Lepiej odpuść!!!!!
Ja pierdzielę!
Siedzę teraz załamana. Przy kawie. Miseczce orzeszków. Przegryzam problem.



T z dzieciakami  robi śniadanie  w kuchni. Młoda do taty:

- Tatoooo a ja powiedziałam, ze tato jest głupi, ale ty jesteś fajny.

Dyskusja trwa w najlepsze. Konsumpcja też.


Zestaw Młodej - bułka z dżemem truskawkowym plus kabanos w ręce.

Dwójka dzieci, a taki krzyk, jakby w kuchni siedział jeden oddział przedszkolny.



A ja zastanawiam się nad wyborem książki przez Młodą. Dlaczego Oko w piramidzie stało się jej maskotką?!
Z tylu książek wybrała tą jedną.

Czy to był przypadek czy też konieczność?!
Znak - czytajmy znaki. Życie pełne jest znaków.
Z Młodą nie rozważam nurtów filozoficznych, dogmatów religijnych czy też poglądów politycznych.
No jakoś nie, hahahahaha. Więc nie byłam jej drogowskazem. Aczkolwiek są to drogowskazy dla mnie.


Nie rozważam, bo nie umiem mówić. Za brakiem słów stoi brak wiedzy. Słowem czytanym lepię duszę i tam to wszystko pozostaje. Na dnie. Na zewnątrz nie wydobywa się nic.

Poza banałami.

Cóż mogę przekazać dzieciom? Nic.
Poza jednym - kocham je bardzo.
I oby one nauczyły się kochać. A reszta sama przyjdzie.

Orzeszki. Hm, sól....I kawa. Zestaw mega. Myśli gdzieś latają. Słoniowe myśli.

Jeżeli nie można być pewnym czy to co robi się jest dobre czy złe to co robić?
Czy nie jest tak, że czasami trzeba potknąć się o czubek zła, by czynić dobro?


Słowo na niedzielę?!

Lo









piątek, 15 marca 2013

męki logo

Czwartek.


W nocy syn biegał do wc. Przeziębił pęchcerz czy co?! O pierwszej w nocy stwierdził, że chce jeść. Jeść?! Wow! Poszliśmy do kuchni. Nad kromką dostał głupawki. O rety, jaki on ma śmiech. Płakałam ze śmiechu wraz z nim. Godzina 1.30, a my -hahahahaha.......

Nie jestem w stanie wstać. Budzik raz drugi brzęczy nadaremnie. Zerknęłam jednym okiem - OOOOOOOO!!!!!!!! 7.30. Szybka pobudka Maleństw. Ogarnięcie wszystkiego. Pół godziny później przyszła babcia i zabrała je do przedszkola. Ja wróciłam do wyrka i odpłynęłam. Budzik mógł mi dzwonić. Nie miałam sił by wstać.
Co jest?!?!?! Nie rozkminiłam tematu, bo myśleć też mi się nie chciało ...

Ledwo zdążyłam na autobus o 13.00.Teraz odkrywam dar komunikacji miejskiej. Wspieram transport miejski. W taką pogodę nie chce mi się chodzić. Chodzić to za duże słowo. Teraz człapię.
Ale mnie to dołuje. Naprawdę ...

Ogarnęłam się na tyle życiowo, ze poszłam do przedszkola na spotkanie z logopedą. Takie spotkania są fajne i wiele dają. Rozwiałam swoje wątpliwości, bo córka czasami wpada w jąkanie. Nie zwracałam jej uwagi. I dobrze. Tak bywa, przejdzie. Tym bardziej, ze rzadko jej się to zdarza.
 -No bo, no bo. no bo ...  - traktowałam jako wyznacznik intensywnego poszukiwania odpowiedniego słowa.

Dzieci nie ma co zalewać słowopotokiem. To musi być dialog, a nie przemowa. Chłopcom należy przekazywać jasne, proste komunikaty. I to jest prawda. Do mężczyzn dalej trzeba tak mówić jak do chłopców. Zrób to, daj, wynieś. Wygląda na to, ze większa ilość słów powoduje wyłączanie się, hahaha.
Zresztą widzę to po T ., hahaha

Właśnie -logopeda. Syn unika domowych ćwiczeń jak może. Miarka przebrała się. Od poniedziałku nie przećwiczyliśmy nic. Zajęcia zostały zawieszone na nieobecność T, bo nie mamy jak dotrzeć.

- Mamo mogę iść do M?
- Nie, bo nie poćwiczyłeś
- Ale poćwiczymy jak wrócę.
 - Już mi obiecywałeś i słowa nie dotrzymałeś, nic z tego. Nie dotrzymujesz słowa.
 - Jesteś niedobrą mamą!!!! - ten to wali z grubej rury!
- Kochanie gdybym była niedobrą mamą to  miałabym w nosie jak mówisz i co robisz, ale tego nie mam więc chcę byś ćwiczył i koniec. A niedobre mamy pozwalają dzieciakom na wszystko i niczego nie wymagają. 
- To źle że chodzę do M?- kurde, co on mówi? logika dzieci czasami zabija. Ja nie mogę, zaraz mu głowę ukręcę.
- Synku, fajnie, ze masz kumpla i ze się odwiedzacie. Mnie to cieszy. Trzeba mieć kumpli, przyjaciół. Ale posłuchaj co mówię - nie idziesz bo nie ćwiczyłeś, Jakbyś ze mną poćwiczył to idź. Najpierw obowiązek potem przyjemność - Jezu, nie wierzę m, zaczynam gadać jak matka moja!!!! AAAA!!!!Naprawdę coś złego ze mną się dzieje!!!
-Mamo , mamo jakby Starszy poćwiczył to poszedł by do M, a jak nie to nie - Młoda przybiegła z pokoju. Co za Gumowe Ucho!!! I jakie kumate.
 - Widzisz, nawet twoja siostra rozumie!
 - Ale to jest głupie, nudne. Ja nie chcę!!!!
No i trafiło mnie, na maksa. Ryję powiekami po dywanie i tu jeszcze taka dyskusja. O! nie!
 - Synu jak nie chcesz to w porządku. Pójdziesz do szkoły i dzieciaki będą śmiać się z ciebie, ze mówisz językiem.eeeee.... elfów.  Staniesz się niezrozumiały i będziesz miał problemy z pisaniem i w ogóle będzie wielka kicha. Ale skoro wiesz co jest najlepsze dla ciebie to proszę - od dzisiaj sam za siebie odpowiadaj. Ja nie mam siły. Poddaję się. Sam się ogarniaj. Daj mi spokój.

 Syn się rozpłakał (hm, zmęczony?!), przepraszał. Porozmawialiśmy o dotrzymywaniu obietnic. O tym dlaczego te ćwiczenia są ważne. Jeszcze raz. I jeszcze raz. Oczywiście trochę przesadziłam. Ale trafiło mnie na maksa. Poza tym z synem pracujemy nad poprawą wymowy w zakresie dźwięczności oraz wymowy "r" jak i korekcją wymowy głosek szumiących. Więc nie jest źle, tak naprawdę.

Na początku są ćwiczenia usprawniające narządy artykulacyjne. Młoda porzuciła ciastolinę i dołączyła się do zabawy. Było śmiesznie. Jęzory na wierzchu, miny. I oto chodzi. Na lajcie.

Potem wyrazy, zestawy słów. Powtarzanie. Łączyłam je w zestawy, które dla dziecka były śmieszne.
szara szynka, szare myszki - szynka z myszek wisi w szafie
gumowe kalosze, kapelusz na głowie - na głowie taty są gumowe kalosze ,mama ma szelki z gumowych kaloszy
Dzieciaków wszystko bawi i to jest cudowne. Było tylko -
- Powiedz jeszcze raz
I powtarzanie.

I o co tyle było krzyku? Niepotrzebnych słów?
Ech.....



Młoda zażyczyła sobie do kąpieli bańki mydlane. Założyłam jej okulary, by rozpryskujące się bańki nie wpadały jej do oczów. Zakochała się w okularach. Nie chciała ich zdjąć.




I prawie poszła w nich spać. Nie ma to jak dostać hopla na jakiś punkcie.


No, ale każdy jakiegoś świra ma. I dobrze.




środa, 13 marca 2013

codziennik ik

By zasnąć i nie budzić się w nocy to trzymam oczy tak szeroko otwarte dopóki się da, a potem padam. Bez świadomości. Plus tabletki przeciwbólowe. Efekt piorunujący - nie budzę się już o czwartej w nocy.
Ech, co mi przyszło na stare lata......

Wczoraj padłam, zakopałam się w kołdrę i przestałam istnieć.  Z niebytu  wyrwał mnie nagle dźwięk. Co to?!  Zakopałam się mocniej. Nie łypnęłam nawet okiem. Do głowy zaczęły się przedzierać głosy. Jedna tabletka i taki odlot?! O Jezuuuuuuuuuuuuuuuu........

W końcu dotarło do mnie, ze mam dzieci. Że to córka. Poszłam do niej spać, bo "boję się", "stęskniłam się", "mamo, przytul".
Fajnie śpi się z maluchem. Sny stały się lekkie, kolorowe.....


Poranna wiadomość zadziała lepiej niż kawa. Syn  jednak weźmie  udział w olimpiadzie sportowej. Będzie jednym z pięciu reprezentantów przedszkola. Rywalizacja między wszystkimi placówkami z naszego miasta. A jest tych przedszkoli jedenaście.
Nie wierzę.
Mówił, ze odmówił i go poparłam. Dlaczego? Bo koleś nie wie na jakim świecie żyje. To filozof, a nie sportowiec.
Ale nie ma nic gorszego niż tracić wiarę w swoje dziecko. Więc super -muszę go przygotować, że to jest zabawa, tu start a tam meta, i bez medalu niech nie wraca .......hahahaha.

Swoją drogą to przez całą szkołę podstawową obstawiano mną wszystkie zawody sportowe. Nie dlatego, że byłam dobra, tylko dlatego, że nie było lepszych. Ha, ha, ha ...
Tutejsi "łowcy talentów" chcieli mnie brać do szkoły sportowej -koszykówka. Niestety, rodzice nie zgodzili się. Koszykówkę trenowałam na bazie szkoły średniej. Miałam nawet fanów. Przychodzili nawet na treningi. Potem się dowiedziałam dlaczego. Bo podobno fajnie cycki mi skakały.

Dzisiaj Trzynastego.......nie wychodzę, przytrzymam się Rolanda Topora. W taki dzień  czarny humor wchodzi wyjątkowo.




A muzycznie katuję:

Faithful Down, L.ame Immortelle -czad

https://www.youtube.com/watch?v=QFIVxB6jKpI

https://www.youtube.com/watch?v=JxmSL2kRDok


https://www.youtube.com/watch?v=A6gP16aMWto&list=PLB8E2B8B19E0C7C3A



https://www.youtube.com/watch?v=Vn3tp0pdOF4


https://www.youtube.com/watch?v=6nYW86UsZt0

etc ....;P