poniedziałek, 11 marca 2019

Miały być kłótnie nie wiadomo o co, ale  wszystko zalał beton milczenia. Doszło do zezwierzęcenia. Z futerek lisich powstał mur nie do przebicia. W ciszy słychać już tylko skowyt wiatru. To halny przedziera się przez przestrzenie. Dociera do uszu. Wpada do głowy robiać zamęt. Pod poduszką chowam głowę, uszczelniam okna. Nie znoszę wiatru. Tego wycia. Czuję się jakby mnie odzierano ze skóry. Czekam na słońce, na siłe, na nowy czas.
Zawsze na coś czekam.
W grzebaniu dotarłam do pustki. To taka studnia po lewej stronie mojej duszy. Wyrwa, która nigdy już nie zrośnie.
Czytając biografie niektórych osób przecieram oczy ze zdumienia i zaczynam koło studni sadzić kwiatki.
Odnajduję siebie.Nie tylko po przez grzebanie w ziemii, w sobie.
Łaczę wszystkie puzzle w całość.
Póżniej spalę to w niepamięci. W Noc Kupały puszczę z dymem.
Zrozumieć siebie jest kluczem do szczęścia.
Nie bać się siebie, nie pogardzać, nie oceniać, a przytulić. 

Nie wracać tam, gdzie biją. Nie wracać tam. gdzie nie ma ciepła. Nie wracać tam. gdzie nie ma dobrego słowa. Nie wracać do ciemnych zaułków bez wyjścia.

Zagubienie, samotność, odtrącenie, bycie nieważnym to cztery kółka, były niczym czterej jeżdzcy, na których jechałam. Bez kierownicy. Bez kierowcy. Bez celu.
Wyrzucona łajba ze statku w czarne morze pełne bałwanów.
Nie stała  i nie dzieje mi się już żadna krzywda.
Irracjonalne, ale prawdziwe.
W nieszczesciu była cała kupa szczęścia, a może już swoje doświadczyłam i wystarczy?

Potrzeba życia i bycia w milionach miejsc z milionami ludźmi jest moim tlenem. Bez tego umieram. Teraz zaczynam żyć. Ostatnie akapity wypełniam pragnieniami istnienia.

Przyrządzam białą kawę do termosa. Chcę posiedzieć przy Osieckiej na Wzgórzu Akademickim. 
Posiedzieć bez słowa.

Choć może napisze wiersz...o wiośnie, o ptakach, nadziejach i miłości. 




a za miesiąc koncert :D








 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz