czwartek, 23 listopada 2017

za ciasne słowa
za ciasny stanik

rzucone w kąt
zaciasności
tłoczą się

jak skarpetki

jak myśli
zaciasne
w głowie

rozsadza mi
czaszkę

od tej
rzeczywistości
za ciasnej

duszę sie
zdejmuje myśli
stanik

rzucam
skarpetkami
przekleństwem

chleb mi spada
powieki też
serce zwalnia

przestań
bić
proszę

duszę się
za ciasno mi

-----------------------------------











poniedziałek, 20 listopada 2017

Młoda

Siedzę zamyślona przy kolacji. Wpadła Młoda. Z impetem. Oto powrót laski z karate.
- Mamo a wiesz, że jeden chłopak się we mnie zakochał ..............chyba się zakochał...
- No i luz.
- Ale mamo...on dziwnie patrzy...
- No co? jesteś fajna, zabawna i śliczna...
Na córka stanowczym tonem przerwała mi:
- Ale nie do kochania!!!!!
I wyleciała z kuchni.  Za kotką.
Nie do  kochania. Cała moja córa. Klon. Po prostu klon.
- Młoda, może jednak wrócisz do kuchni i zjesz kolację, opowiesz jak było w szkole.....
- W szkole to ja narysowałam psa, tak mi się wydawało, że to pies, ale to był koń. Jak koń? Patrzę, ale to był pies, srający pies, więc dorysowałam gówno.
I wyleciała.
A ja?
Zjadłam parówkę. Włączyłam film. Tak będzie dobrze.

piątek, 3 listopada 2017



Alle Götter waren unsterblich!



Dusza ma zrodzona z przepaści,  pewnego dnia będąc ciekawa świata, wzniosła się ponad krawędzie i  uleciała do góry, do góry tak. Tak wysoko poniosło ją i nosi ją wszędzie, ale w głębi, gdzieś pod drugim żebrem, czując ból, wszechogarniający, zniewalający ból, wiedziała, że tęskno jej do domu. Na to dno. Do tej przepaści, z której zrodziła się, chce wrócić i przytulić swoje skrywane oblicze.
Na początku i na końcu życia zawsze jest upadek człowieka. Wypada płód z pomiędzy nóg na podłogę, powije się powije, by wpaść metr siedemdziesiąt pod ziemię.


Utkana z czarnych nici atomów pochłaniania wszystko.  Wciąga inne  dusze i piwo i pizzę. Wódkę też, ale zmrożoną bardzo. Odkaża szramy. Uczy się śmiechu.

Kiedy taka dusza umiera nie leci do nieba. Nie leci do piekła. Staje się częścią czarnej dziury. Dupy wszechświata, która działa na odwrót. 
I nikt nie wie, gdzie sobą sra.
Wszyscy ją widzą. Tylko nie ja. 
Ten kawałek czarnej dziury we mnie.
Skręcam kolejnego papierosa patrząc w monitor laptopa. Prawdy objawione spływają nurtem jak woda z kranu PRL-u.
Powoli. Słyszalnie. 
Jestem wkurwiona.
Wychodzę na miasto. Wieczorne piwo w popularnej restauracji, by w tłumie się zagubić. Siadam przy jedynym stoliku wolnym. rozpinam kurtkę, nie wyciągam telefonu. Zamawiam. 
 - Z pięćdziesiątką proszę, 
Biorę po marynarsku na te fale w duszy. 
 - Cześć kobieto o szatańskich oczach......
Umrę.
Umrę kiedyś naprawdę.
Nie ma ucieczki.


Albo napiszę romans. Nie, nie, historię prawdziwej miłości. Zrodzonej ze snów.


- Mooniek, Moniek napiszę romans.

- A rób co chcesz...
Jak zwykle pomyślałam, a potem dziwi się ..ech...
- A ty się choć raz tak zakochałeś szaleńczo, by stracić rozum?
- Nie.
- Ja też nie, ale jak sobie wyobrażę to musi być to fajne, takie wzdychanie no nie?
- Astmę masz. Nie wystarczy ci?
- Spadaj Gru. 
- Gru?
- A co minionków nie widziałeś i siebie w lustrze?


Zaczynam od sceny.


-Szlag, jasny, czy tylko ja mam zmywać w tym domu?


Nie, od tej sceny.


- Kurwa, gdzie moje klucze!!!


Od tej sceny też nie.! To parę lat później. Tzn. rok później po ślubie.



Spała. Poprawił jej kołdrę i pocałował lekko w czoło, muskając palcami palce. Patrząc na nie zalała go fala czułości. Schylił się, by je pocałować: jeden po drugim. Wyszedł po cichu do kuchni. Zamyślony oparł się o meble: " Jestem szczęśliwy, jestem szczęśliwy....." Uśmiechnął się i mrucząc pod nosem postanowił ugotować rosół dietetyczny, a kiedy zaczęło w garnku bulgotać sięgnął po  książkę. Od czasu do czasu odrywał się od kartek oraz garnka  i opierając się o framugę drzwi spoglądał jak słodko śpi i choć dłonie go świerzbiły nie chciał dotykiem zabierać jej snu. 
"Śnij spokojnie, śnij" -myślał patrząc na nią z rosnącym uczuciem pożądania, fascynacji i czułości.
Wyszedł z domu szybkim krokiem i udał się do kwiaciarni po różę.
Miał plan, gdy ona będzie budzić się, on będzie przebudzał ją kwiatem, będzie pieścił lekko jej ciało, od noska po paluszki u nóg. Na samą myśl nabrał mocno powietrza. Nie wiedział, że można tak tęsknić mając ukochaną tak blisko.
Kiedy obudziła się przysiadł koło niej. Kwiatkiem pieścił jej ramiona, dekolt  patrząc w jej oczy.
- Co mi się tak kochanie przyglądasz?
- Coraz mniej w twych oczach przepaści.......















czwartek, 2 listopada 2017

Trzygłów

Aby istnieć, człowiek musi się buntować

Albert Camus









 lubię kadrować świat
ciąć go okiem na kwadraty
wyrzucać za horyzont
miejsca bez znaczenia
mam milion twarzy
jestem Trzygłowem
z pochwą
na miecz
humorem tnę
tworząc własne zasady 
zmieniam je
kreślę kręgi
piekielne Dantego
jestem 
dla siebie 
religią 
LSD
drogą
bez znaczenia
jest wszystko
lubię kadrować świat
ciąć go okiem na kwadraty
wyrzucać za horyzont




środa, 1 listopada 2017

poza murem


— “Wyśnione miłości”

Dla mnie… Byłam zadurzona w takim rodzaju miłości. ,.. Chyba byłam bardziej zakochana… no wiesz, w lataniu… nie wiem, w lądowaniu, w kawiarniach, w papierosach… w powiewie nowości, Tego nie ma. To idea miłości. Kochasz ideę bardziej niż ... Kochasz odległość. A kiedy odległość znika… Kiedy… kiedy nie trzeba już przemierzać oceanu, wszystko. co trzeba przemierzyć. to korytarz… W każdym razie wszystko skończone.
Po prostu mi przeszło. Teraz to tylko złe wspomnienie. Jedno z wielu. Kiedy sobie przypomnę, co wyprawiałem, ...i myślę o tym wszystkim i jest mi cholernie wstyd… Zaczynam… śpiewać. Kurwa, śpiewać! Śpiewam w pokoju, pod prysznicem, przy zmywaniu. Śpiewam.




Idea miłości.
Idea polowania.
Idea poszukiwania.
Idea tworzenia.
Idea przyczepności.
Idea wolności.

Szukania życia poza murem. Bo może jednak jest coś ponad.

Spotkanie człowieka, który zasiada w kącie duszy i zaczyna być graniczy z cudem.
Tak po prostu zasiada i bawi się oglądając z ciekawością ciężary. Niewinnie jak dziecko i pyta się: a to? a to? a to?Rozbraja sobą. I spostrzegawczością. Głaszcze szramy.
Podchodzimy ze śmiechem do okna wyrzucając balasty.
Własne.


Fałsz zagłusza się krzykiem. Słowami wielkimi. One niczego nie prostują. Nie lepią. Jak się pisze to tak nie jest, ale chce się by tak było. Prawdziwość nie potrzebuje dokumentacji. Jest zbyt wrażliwa na łapanki. I gapiów. Nie sprzedajna. Poza widzem. Poza murem.
Fałsz lubi widzów. Myśli, że stojąc w świetle spojrzeń dojdzie do rozszczepienia i stanie się prawdą.

Chowam swoją prawdę głęboką.
Nie jest na sprzedaż.


Frustracja i gniew owszem

Spójrzcie na obrazy.

Dzisiaj odkryłam Santiago Caruso.

Wnikam w mrok. 

Ktoś wniknął w moją duszę.

Poza murem.











dychotomia



Zejdź z oczu tym, którym działasz na nerwy. 
Pierdolnij drzwiami, kiedy 
ktoś ciągle wali cię w dupę i robi z ciebie kretyna.
- Kaja Kowalewska / Bóg strzelił gola








Litania do własnego serca





jestem własnym więźniem

ograniczam siebie na wszystkie sposoby, gdy moja dusza wyrywa się ku wolności
dychotomia ta zabija mnie 
swoją manię wielkości mieszam ze swoim poczuciem bycia gównem
dychotomia ta zabija mnie
dystans do życia budowany z poczucia humoru zanika gdy z duszy wyłania się mrok
dychotomia ta zabija mnie
trzeźwość mieszana z pijanymi chwilami zapomnienia
dychotomia ta zabija mnie
radość życia z usilną potrzebą śmierci
dychotomia ta zabija mnie
wrażliwość mieszana z przekleństwem
dychotomia ta zabija mnie
delikatność z agresją 
dychotomia ta zabija mnie
pragnienie z niechęcią
dychotomia ta zabija mnie
Twój dotyk scala mnie
nie biegnę
nie 
nie uciekam
Jesteś mordercą
dychotomii mej.
Ale odejdę,
przecież wiesz




Mogę nawet rzec: 
Jesteś moją komunią. 



Gdy katolik klęcząc przed ołtarzem otwiera dziób daje sobie w tym momencie chwilę ułudy, spokoju. Zabija sumienie myśląc: 
 - Oto przyszedł Pan do mnie. Nie, nie jestem złym człowiekiem. 
Nie, nie jesteś. W tym momencie jesteś jak święty. Pełen boskiej zajebistości i niewinności. Chwila poczucia własnej świętości daję siłę i wiarę w niezłomne własne zasady. 
Idź człowieku, idź dalej i spuszczaj innym i sobie wpierdol. Werbalny, nie werbalny.
W niedzielę znowu oczyścisz sumienie.

Seks jest Styksem. Rzeką pomiędzy życiem a śmiercią. Chwilą zapomnienia, Ułudy. Oczyszczenia. Komunią.


W blasku świec zniczy, w ciszy, przerywanej szumem wiatru szeleszczącym opadłymi liśćmi może słychać czasami kroki umarłych, które wtapiają się w podmuch, a my pod murem cmentarnym w pragnieniu swych  własnych ciał i życia i śmierci dajemy sobie ułamek radości, chwilę spokoju. Właśnie tu, gdzie łączy się życie i śmierć. Na granicy tej stajemy się jednością. Dusze łączą się splątane w dotyku. 
Pieprze cię życie, pieprze śmierć, ty pierzysz mnie, pierzę cię.



Sacrum i profanum.

Seks i komunia.

Dusza i ciało.

Życie i śmierć.

Dychotomia.