niedziela, 15 października 2017

ścigana



Wstałam. Wypiłam kawę. Zrobiłam siku i powiedziałam "cześć".  Rodzince, nie mojej intymnej części. Rodzince powiedziałam "cześć". I wyszłam. Tak po prostu wyszłam na klatkę schodową, a gdy zamykałam drzwi dobiegł mnie głos Moonka.
 - Tylko wróć cała.......
 - Nie obiecuję - mruknęłam. 
Idąc do garażu zapaliłam papierosa, płuca wprawdzie wzdychnęły, ale co tam. Wzdychnęłam i ja po czym zadzwoniłam do kumpeli:
- Piękny dzień. Nie chcesz się wyrwać na kawę? Bo czasami wiesz, trzeba się wyrwać.
 - Wow. Jadę.
Super spontan. Nie mam z kim wyjść na kawę to przejadę ilę trzeba kilomentrów, by wypić w towarzystwie. Pogadać. Pomilczeć. Obejrzeć chmury. Ludzi. Zabytki. 
Pojechałam. Przed siebie. Wtopiłam się w zapach pół, które pachniały jesienią. To zapach ziemi i i ziemniaków. Swoisty zapach przedzimowej wioski. Na polach panował spokój. Wszędzie był spokój. Tylko liście szalały w lesie tańcząc swój coroczny taniec umierania. Nieoczekiwanie jeden liść uderzył mnie w twarz, przepraszam, w kask. Eureka? O czym mam myśleć? 
W lusterku czaił się samochód. Audica wlekła się za mną od paru kilometrów i wciąż nie wyprzedzała. Dlaczego? Przecież nie pędzę.
Kolejny liść zapukał w kask. Myśl.
Wiem! Szlag,  kurwa, szlag. Jedzie za mną ścigacz organów wewnętrznych przeznaczonych na handel. Łowca wątróbki. Tylko dlaczego mnie nie walnie tylko śledzi mnie, wciąż śledzi. Chciałam przyspieszyć, ale i tak jechałam niestety na pełnym gazie. Zakręt nie zakręt  stówa była i przeciwskręt i modlitwa o niewyjebanie. Tylko na zakrętach. 
Dlaczego nie wyprzedzi mnie? Dlaczego? Irytuje mnie to. Wjadę w las i rzucę w niego kaskiem. Albo wkurwiona pójdę na grzyby, a on niech odjedzie. Ale nie, nie....Szlag, wiem. Wiem dlaczego ma mnie wciąż na celowniku. Zapomniał lodówki, ale już na pewno  wysłał sms: - "Jest towar tylko opakowania brak" i dlatego wlecze się za mną. Wlecze się w oczekiwaniu na transport. Dowiozą zamrażarkę i mnie trzepnie. Wykroi ze mnie organy, gdzieś tam w rowie, bo będzie się śpieszył i tyle. Ciało porzucone stanie się zagadka dla kryminalnych, ja ta skóra znaleziona w Wiśle. Szlag. Nie ucieknę. Manetkę wciąż miałam odkręconą na full. 105 i chuj. Ani kilometra więcej, a audica zbliżała się....Kurwa!! Rów! RÓW!!!!
Nie odbiłam kierownicy. Jechałam prosto nananna......tak wiem, wiem jak to jest i jak droga człowieka kończy się krzyżem w polu. Kurwa, nie wiele brakowało, na szczęście zmniejszyłam gaz wyciągając bezwiednie nogę. Ostatni gest. Jak szczający pies.  
Audica minęła mnie, gdy stałam na poboczu. 






































za tą bramą
nie będzie historii
ani dobra ani poezji

a co będzie
nieznajomy panie?

będą kamienie

kamień
na kamieniu
s na kamieniu kamień 
a na tym kamieniu
jeszcze jeden
kamień


Różewicz" Brama"



4 komentarze:

  1. https://m.facebook.com/story.php?story_fbid=1323100907745027&id=1284671331587985

    Bo nie żyjemy sami dla siebie. Przyczepności.
    Monia

    OdpowiedzUsuń
  2. Ona nie żyje,...

    http://www.newsweek.pl/polska/spoleczenstwo/byla-twarza-kampanii-o-bezpieczenstwie-na-motocyklach-zginela-w-wypadku,artykuly,418062,1.html

    OdpowiedzUsuń