poniedziałek, 30 października 2017

jedność dusz.




Trwamy złączeni w jedności dusz. Oplatam nogami jego nagie ciało. Dłonie lekko pieszczą skórę klatki piersiowej i pleców. Palce zasiadają cicho na kręgach kręgosłupa. Sutkami drażnię jego sutka. Oddech z czasem robi się coraz bardziej przyspieszony, a czoło przytulone do czoła rodzi w nas kosmiczną energię. 
Chwilo trwaj. I  nie opuszczaj. 
Nie opuszczaj mnie. 
Nas.Czujesz jak dusze tańczą ponad nami. Zerkamy na siebie spod półprzymkniętych powiek, a we wnętrzu fala tsunami.
.
Patrzymy sobie w oczy. Palce witają się w pieszczocie linii papilarnych, chcę być częścią Twego DNA, wpleść się w skórę i zostać. Uśmiech taki nieśmiały i pełen marzeń jak i niewiary gości na naszych twarzach. Pochylam się by ustami  go skraść. Całuje lekko jego wargi. Dreszcz przeszedł przez nasze neurony, chwila wzajemnego doznania rozpaliła wnętrza serc. Odchylam głowę, by na niego spojrzeć. W naszych źrenicach: ogień pierwotnej siły. Rozbudzone pożądanie zamienia się w ucztę pełną zachłanności. Bierz mnie ogarze, bierz. Jestem twoja kością.
Chrupiesz. Kostkę za kostką.

 A kiedy śpi wtulam się w niego, lekko pieszcząc linie jego ciała. Nowa forma doznania. Wciąż odkrywam zakamarki i cienie tajemnic. Zaułki rozkoszy. Całuję go lekko w czoło, w ramię, mruczę: "śpij mój mały" i otulam kocem.  Siadam z książka blisko tak, że czuje jak jego ciało unosi się spokojnym oddechem, i czytam patrząc  na niego czule. A myśli gorące hasają mi po głowie, w duszy, w sercu. Gorąco mi na wspomnienie naszych pieszczot. Nachylam się lekko całując w ucho. 

Całując go lekko w usta wchodzę na teren krainy bajecznej. Oplata mnie ramionami, zanika, oddechy synchronizują się, wbija się we mnie mocno, natarczywie, jak zdobywca.  Szepczę mu do ucha, że pragnę go, pożądam, nie przestawaj, poczuj  to co ja czuję.... oddaję mu się na wszystkie sposoby...Gwiazdy zaglądają nam do alkowy. Dwa ciała splątane w akcie miłosnym wbijają się ponad wszechświat, gdy ziemia śpi.

Niech miasto niech śpi, niech nie widzi, niech nie zazdrości, nie ma nas dla nich. Nasz świat zamknięty w spragnionym dotyku kurczy się do słów, które krążą pomiędzy spragnionymi siebie ustami. Świat nie musi wiedzieć, nie, nie mówmy mu nic.
Nie możemy przestać pieścić się, a  on patrzy na mnie spod przymrużonych powiek. Nie kochanie, to nie sen...Ssię dużego palca u jego nogi, śmieje się, lecz zmienia się barwa jego oczu, łapie mnie za ręce i przyciąga do siebie,

Palcami pieszczę drżącą skórę. Całuje mnie do nieprzytomności, łaskocząc moje ciało  oddechem,  pieszcząc  językiem tonie pomiędzy piersiami.  Palcami pieści kręgi szyjne, wędruje po każdej część kręgosłupa.  Zwijamy się  we wzajemnych pieszczotach, nieustającym pieprzeniu, lubię zagryzać zęby na jego ramieniu i śmiać się i kochać nieustannie, aż do świtu w oczach. I zapachu porannej kawy.

Przy kawie opowiada mi swój sen:



- Delikatnie pieprzę Cię.......ten rytm jak wiatr pośród maków....zatracamy się......zmysłowy taniec nauronów... .....całuję, pieprzę ,,,,dochodzisz.wiesz jak pięknie wyglądasz?.....wyglądasz tak, że krzyczy we mnie wszystko ...całuję i przytulam Cię....jesteś, jesteś, .....czule poprawiam Ci włosy.   a Ty drżysz w moich ramionach..........płaczesz wzruszona......byłaś boska wiesz.......całuję Twoje łzy......i zaczynam od nowa, tak Ciebie pożądam .......





napisze wiersz niezbyt długi
by nie zaplątał nas
w przydługiej swej sukni
nie poplątał naszych stóp
nie wywrócił

 napiszę krótki wiersz
wiesz

kocham cię



















niedziela, 29 października 2017

Leniusiołki na Targach Książki w Katowicach


Jak spędzić 11 listopada? Najlepiej na Targach Książki, które odbędą się w Katowicach.

 Oczywiście można w tym dniu wywieść flagę, albo napisać wiersz. Ale czyż nie ma bardziej patriotycznego ruchu niż ruch własnego zadka w stronę polskich pisarzy, co krzewią naszą kulturę i dbają o nasz piękny polski język? :)

Może spotkam Żulczyka, albo Plebanek, a może Sapkowskiego, albo Gretkowską?
Nie ważne, ważne jest jedno


Na pewno spotkam Annę Sakowicz (hura!!!:D ),

 która będzie promować bajkę dla dzieci 

"Leniusiołki"



 Anna Sakowicz, cytat z facebooka

Na Śląskich Targach Książki w Katowicach będę podpisywać "Leniusiołki" 
w sobotę 11.11.2017 r. w godz. 12-13 przy stanowisku nr 60. 
Pierwsze 25 dzieci z książeczkami dostanie ode mnie 
na pamiątkę miniaturowego leniusiołka.
 Zapraszam


Historia "Leniusiołków" to historia książki zrodzonej z książki.  Bohaterka Trylogii Kociewskiej, Joanna z przyczyn losowych oraz chytrego planu matki wywróciła swoje życie do góry nogami. Ta 40-letnia kobieta wraz z nastoletnia córka zamieszkały u wiekowej cioci Zosi, która rzekomo miała niedomagać. Splot zabawnych historii i sytuacji powoduje, ze czytelnikowi trudno jest się oderwać od lektury, a ciekawość ciągnie do następnego tomu trylogii. Poczucie humoru autorki oraz poruszanie trudnych tematów wyzwala w czytelniku gamę emocji. Są to po prostu książki życia, gdzie miłość przeplata się ze śmiercią, a czytelnik może dzięki tym pozycjom nabierze dystansu do życia oraz wiary, że warto czasami coś zmienić w swoim życiu i że warto mieć odwagę w swoich decyzjach.

"Leniusiołki" powstały jako opowieść Joanny, która będąc wolontariuszką w hospicjum postanowiła napisać książkę, by w ten sposób wesprzeć aukcję charytatywną na rzecz młodych pacjentów. 
W Trylogii Kociewskiej poznajemy historię nastolatek, które zamiast cieszyć się życiem, pierwszą miłością, stanęły w obliczu walki z nowotworem. Bohaterka książki próbuje dać dziewczynom radosny promyk. 

"Leniusiołki" zamykają Trylogię Kociewską. Jak pisze Anna Sakowicz na swoim blogu:


„Leniusiołki” to bajka dla dzieci w wieku 6-9 lat (mniej więcej). Powstała dzięki Joannie – bohaterce trylogii kociewskiej. Pamiętacie? Joanna pisała bajki dla fundacji, pomagała dzieciakom w hospicjum. I gdy już się to wszystko zalęgło w mojej głowie, trzeba było dać słowom upust. Dzięki temu postawię piękną (piękniejszej nie mogłam sobie wymarzyć) kropkę nad historią kociewską. Cały mój dochód ze sprzedaży książeczki trafi bowiem do dzieciaków z Oddziału św. Mikołaja w Szczecinie, a dokładnie do Stowarzyszenia Rodziców Dzieci Chorych na Białaczkę i Inne Choroby Nowotworowe w Szczecinie (zaliczka przekazana). Jak wiecie w tym mieście zostało część mojego serducha, więc wybór uzasadniony. Kiedyś zresztą o tym pisałam, bo potrzebne były pieniądze na remont oddziału.
Już mogę zaprezentować Wam okładkę! Premiera książki przewidziana była na 10-13 listopada podczas Śląskich Targów Książki w Katowicach. Może jednak nastąpić lekkie obsunięcie terminu i wtedy w grę wejdą Targi Książki w Rzeszowie 25-26 listopada. Wiadomo, czym szybciej, tym lepiej, ale jeżeli będzie to później, płakać nie będę. Cieszę się tak bardzo, że serce wali mi jak oszalałe. To ważne wydarzenie, ważna pozycja w moim dorobku, bo spełnienie pragnienia bohaterki, której wiele zawdzięczam. Dzięki Joannie stałam się pisarką. Tak chyba mogę napisać, choć palce drżą przed wystukaniem na klawiaturze tak dumnie brzmiącego słowa.
Co tu dłużej pisać? Jestem po prostu szczęśliwa, że udało się to moje małe przedsięwzięcie! Mam nadzieję, że dzieciakom się spodoba.




Przeczytałam "Leniusiołk"i (dziękuję Ani, buziak wielki) i jadę po książkę ze swoją córką, która mając w sobie ogromnego leniuszka musi tą pozycję przeczytać. Koniecznie! Zresztą, jak mi Młoda  zapowiedziała:
 - Jak trochę podrosnę to przeczytam wszystkie książki Ani.
- I słusznie dziecko, słusznie. Jak zwykle dobry wybór.



Anna Sakowicz i jej książki, które polecam obiema rękami, sercem i głową :D

(moje gadulstwo na temat książek w linkach)




Trylogia Kociewska













Debiut Anny






Ponowienie wydania








Pozostałe książki Ani, które polecam gorąco.

 Pokazują majstersztyk pisarski Ani i to jak wzrasta w swoim słowem, postrzeganiem, wrażliwością i nieustającym, pomimo wszystko, poczuciem humoru.














Aniu, dziękuję za wszystko :)


Własna biblioteka, a czytać to lubię jak nie wiem co i nie każdego :D :P




 i bałagan też mam, jak mało kto, i na półkach i w duszy :P :D





Bo pasją jest życie, a pasją w życiu - czytanie :P :D


sobota, 28 października 2017

czas

Henryk Toulouse-Lautrec do Vinceta van Gogha:
- Czy nie wiesz, ze artyści nie mogą mieszkać razem?
 Zamknij dwóch artystów w jednym pokoju,
a po tygodniu popodrzynają sobie gardła szpachlami.
Pierre LaMure Moulin Rogue



O piątej trzydzieści zsynchronizowałyśmy z kotką własne potrzeby.  Piąta trzydzieści to idealny czas na wspólne wyjście do kuwety. Ona do swojej, a ja do swojej. A potem, drepcząc do łazienki,  poczułam się stara, zmęczona i nawpierdzielałam się naleśników. Nie, że w łazience, tylko w kuchni, po tym, jak już umyłam ręce. Przykładna dbałość o higienę, od zawsze. Nauczycielka w szkole cały czas nam tłukła: czyste ręce to zdrowie. Potem ksiądz dorzucił klauzulę o czystym sumieniu. A potem zrobiło się tak sterylnie, że chciało się jechać na wieś po gnojówkę, by wszędzie ją porozrzucać krzycząc, że brud to część życia. Musi być gówno i tyle. Tak też mawiają poszukiwacze pereł.
Czy szósta rano, jest dobrym momentem na otwarcie wina? A czy kiedykolwiek jest dobry moment na cokolwiek? Zaparzyłam kawę. Zresztą nawet nie mam wina. Ani żadnej butelki. Ani ochoty. Przynajmniej do dziesiątej. Ekspres zabulgotał. jak we wszystkich książkach.
Poszukiwacze pereł. Dominikanie mówią: idź drogą Chrystusa, Droga męki pokazuje co jest ważne a co nie, co jest do ogarnięcia w życiu a czego nie da się ogarnąć, bo jest poza zmysłami. Wiara- opium dla ludu, prawda panie Marksie? Bo książka, która miała być odkryciem własnej tożsamości, własnej drogi prowadzi do boskiego haremu. Jakby inaczej. Przecież pisali ją Dominikanie. Twórcy inkwizycji. Domini canes. Hau, hau, hau... Nie ma to jak ślepo cytując frazesy ścinać głowy. To nie mord to akt wiary. Kaci z Oświęcimia też tak mogli powiedzieć. Bo jak jest różnica? W zaroście idola?
Zadziwiające jak łatwo jest się wyzwolić ze wszystkiego, powiedzieć to kwestia wiary i wypiąć się na wszystko.
Jak łatwo jest wszystko sklasyfikować i po dopinać do systemu, jaśnie panującego nam w głowie.
- Wiesz co? chcę kogoś spotkać na żywca, zachłysnąć się gestem, spojrzeniem, słowem i pierdolnąć na kolana, ale coś czuję, ze prędzej przed śmiercią się wypierdolę,..
Radosny telefon kumpeli zrzucił mnie z niesławnych kart historii ludzkiej.
 - Na kolana przed śmiercią? A co ty chcesz jej ciągnąć?
- Głupia. Właśnie, ze nie chcę umierać, a  ciągnąć to ja ciebie chcę, ale na wieczorne wizytowanie knajp, bo inaczej nie pierdolnę.
- Wizytowanie czy łowy?
- Będę po 20stej.
Rozłączyła się.
Godziny minęły.
Nadszedł czas pierdolnięcia.

- Lepiej szykuj kolana....






gueule de bois  - Henri de Toulouse Lautrec
(będzie też w Poznaniu, na ul. Wielkiej, gdzie można zobaczyć jeszcze Daliego i Chagalla
no i oczyiście do stycznia jest Kahlo - Poznań, zamek :))

Historia obrazu jest życiowa. Henri nagle ocknął się w jakimś podrzędnym barze, nie wiedząc w jakiej jest części Paryża. Zamówił koniak, który oczyszczał go ze wszystkiego i przywracał zdolności myślenia. Barman mu podał po czym podszedł do stolika, przy którym chrapała kobieta, Potrząsnął ją za ramię po czym uderzył ją w twarz z otwartej ręki  krzycząc, że to porządny lokal i tu się nie chrapie po czym odszedł. Henri był zdumiony atakiem agresji, ale cóż mógł zrobić? Był tylko karłem. Przebudzona kobieta była w szoku. Rozcierała policzek patrząc się tępym wzrokiem w butelkę. Ten moment Henri uchwycił w szkicu. A potem powstał ten obraz.
Warto błądzić. Jak się jest artystą.

środa, 25 października 2017

uciekam, przed życiem, przed śmiercią

Uciekam przed światem. Zamykam się w stronach książek. Bo co ma świat do powiedzenia? A ja co mam? Milczenie przerywa szelest przewracanych kartek. Litery wprasowuję w duszę. Aaaa, beee, ceee. Tego też nie rozumiem. Nic już nie rozumiem.
Wczoraj znowu uciekłam na motor chcąc zostawić za sobą wszystko. Droga i ja. I prędkość, która nie jest już prędkością. Nuda. Jadę trzymając kierownicę jedną ręką. Próbuję jechać bez trzymanki.
Kombinuję. Bawię się. Oswajam siebie i swój strach.

Przede mną jechały dwa samochody. Postanowiłam wyprzedzić, choć nie mam za bardzo czym. Ale co tam. Przyśpieszyłam, pomimo, ze widziałam auto jadące z naprzeciwka, ale co tam: motor to motor.  Okazało się, że auta które mijałam wlekły się przez jadące przed nimi  auto. Nie zdążyłam się schować. Jazda między autami, na trzeciego, okazała się być strzałem adrenaliny w serce. Moja dusza wskoczyłam na wyższy level i zamarła. Poczułam jak zmienia mi się kąt postrzegania świat. Poczułam w sobie siłę i nieśmiertelność.
- Arte, jesteś nie do zayebania, nie do zajebania.

niedziela, 15 października 2017

ścigana



Wstałam. Wypiłam kawę. Zrobiłam siku i powiedziałam "cześć".  Rodzince, nie mojej intymnej części. Rodzince powiedziałam "cześć". I wyszłam. Tak po prostu wyszłam na klatkę schodową, a gdy zamykałam drzwi dobiegł mnie głos Moonka.
 - Tylko wróć cała.......
 - Nie obiecuję - mruknęłam. 
Idąc do garażu zapaliłam papierosa, płuca wprawdzie wzdychnęły, ale co tam. Wzdychnęłam i ja po czym zadzwoniłam do kumpeli:
- Piękny dzień. Nie chcesz się wyrwać na kawę? Bo czasami wiesz, trzeba się wyrwać.
 - Wow. Jadę.
Super spontan. Nie mam z kim wyjść na kawę to przejadę ilę trzeba kilomentrów, by wypić w towarzystwie. Pogadać. Pomilczeć. Obejrzeć chmury. Ludzi. Zabytki. 
Pojechałam. Przed siebie. Wtopiłam się w zapach pół, które pachniały jesienią. To zapach ziemi i i ziemniaków. Swoisty zapach przedzimowej wioski. Na polach panował spokój. Wszędzie był spokój. Tylko liście szalały w lesie tańcząc swój coroczny taniec umierania. Nieoczekiwanie jeden liść uderzył mnie w twarz, przepraszam, w kask. Eureka? O czym mam myśleć? 
W lusterku czaił się samochód. Audica wlekła się za mną od paru kilometrów i wciąż nie wyprzedzała. Dlaczego? Przecież nie pędzę.
Kolejny liść zapukał w kask. Myśl.
Wiem! Szlag,  kurwa, szlag. Jedzie za mną ścigacz organów wewnętrznych przeznaczonych na handel. Łowca wątróbki. Tylko dlaczego mnie nie walnie tylko śledzi mnie, wciąż śledzi. Chciałam przyspieszyć, ale i tak jechałam niestety na pełnym gazie. Zakręt nie zakręt  stówa była i przeciwskręt i modlitwa o niewyjebanie. Tylko na zakrętach. 
Dlaczego nie wyprzedzi mnie? Dlaczego? Irytuje mnie to. Wjadę w las i rzucę w niego kaskiem. Albo wkurwiona pójdę na grzyby, a on niech odjedzie. Ale nie, nie....Szlag, wiem. Wiem dlaczego ma mnie wciąż na celowniku. Zapomniał lodówki, ale już na pewno  wysłał sms: - "Jest towar tylko opakowania brak" i dlatego wlecze się za mną. Wlecze się w oczekiwaniu na transport. Dowiozą zamrażarkę i mnie trzepnie. Wykroi ze mnie organy, gdzieś tam w rowie, bo będzie się śpieszył i tyle. Ciało porzucone stanie się zagadka dla kryminalnych, ja ta skóra znaleziona w Wiśle. Szlag. Nie ucieknę. Manetkę wciąż miałam odkręconą na full. 105 i chuj. Ani kilometra więcej, a audica zbliżała się....Kurwa!! Rów! RÓW!!!!
Nie odbiłam kierownicy. Jechałam prosto nananna......tak wiem, wiem jak to jest i jak droga człowieka kończy się krzyżem w polu. Kurwa, nie wiele brakowało, na szczęście zmniejszyłam gaz wyciągając bezwiednie nogę. Ostatni gest. Jak szczający pies.  
Audica minęła mnie, gdy stałam na poboczu. 






































za tą bramą
nie będzie historii
ani dobra ani poezji

a co będzie
nieznajomy panie?

będą kamienie

kamień
na kamieniu
s na kamieniu kamień 
a na tym kamieniu
jeszcze jeden
kamień


Różewicz" Brama"



znalezione na fb, sprzed roku wpis



Opowiadam na imprezce u Jadwigi, matki mej, rzekomo biologicznej:
- Stoję w kasie w droncę i leci na taśmie metaxa, żubrówka , piwo, wino, szampan a ja co? a ja co? a ja kurwa! mleko!!!:D
A tu  spod stołu wyłania się syn:
- Kultury! Kobieto kultury więcej ........

Załamka. 

Mam być trzeźwa i prosta w słowie?
 Kto to wytrzyma ?!

sobota, 14 października 2017

wrrr...




Tak jeszcze było w piątek. ciężko i przygnębiająco. Nad ranem modliłam się, by zawalił się świat. Przeżyłam, jednak przeżyłam i to z uczuciem zwycięstwa. Niemożliwe stało się możliwym: sprawozdania wyszły na czas. Nienawidzę raportów. Papierologii. Słowa pisanego. Ale udało się, udało. "Kto jak nie ty" wybrzmiewało w mej głowie. Znajomi. Ich wiara we mnie jest większa od mojej. Tak dobrze mieć tych, co wspierają. Człowiek to kwestia wyboru.
Wybrałam. Czystość myśli.
Wstałam z uczuciem lekkości. Uśmieszek przebiegł mi przez twarz. Wyciągnęłam się jak nasza kotka:  mocno naprężona zaziewałam.Otworzyłam oczy. Nie wierzę. Było słońce. Nie było wiatru. I chciało mi się wstać, choć jeszcze w piątek...gdzie ta rtęć, bo mam na nią chęć.
A dzisiaj? Dzisiaj ochotę mam, ale na kółka dwa. Motor!
Poki jeszcze można, póki jeszcze ciepło.
Wsiadłam i pojechałam. Cudowne uczucie. Mam we krwi wędrowca. Maszyna rwała pode mną rycząc co sił, a moja dusza wraz z nią: wrrrrrr. Wpadłam w stan hibernacji. Pola i zakręty. Zakręty i pola. Czarny jeździec łatanych dróg. I w głowie, jak poranny radiowy komunikat: omijaj łączenia, omijaj farbę. Fuck, zwłoki kota. Też omijaj. Omijaj, omijaj, omijaj....Jak na pograniczu światów. Co jest realne a co nie jest? Nagle wszystko przestaje mieć znaczenie. Istnieje, i to dobitnie, tylko tu i teraz. Świst powietrza. Nic więcej
Jutro też będzie słońce. Może znajdę swoją Mroczną Wieżę.








piątek, 13 października 2017

deszcz


Zamknęłam się w kapturze płaszcza nieczucia. Deszcz padał spokojnie i spokojnie buty przemakały. Tylko Mickey na trampkach lekko skrzywiła się. Gdyby miała zęby zagryzłaby sznurówkę. Niestety, mógł tylko wyrwać się z niej  jęk. Ęk,ęk,ęk. Bezzębne usta zawsze jęczą. Skrzywione w grymasie cienia śmierci. 
Szłam. Krok generowany przez mózg. Mózg generowany przez deszcz. Deszcz generował odbicia miasta w kostce brukowej. Mój wzrok ślizgał się po kocich łbach jak surfingowiec po oceanie. Fala jak kałuża! - hop! hop, hop...
Hop!hop! hop! jest ktoś tutaj?
Ktoś jest?
Jest ktoś?
Ktoś.
Łoś.
Ja.
W Muzeum Sztuki oglądałam szurnięcia pędzla szurniętych ludzi. W bibliotekach czytałam szurnięte słowa szurniętych  ludzi. W kinie oglądałam szurnięte obrazy szurniętych ludzi.
Namokłam.
Deszczem
Szurnięcia.
Weltschmerzyk. 
Ołowiany Zołnierzyk.
Mózgowego kopnięcia.


Zawsze chciałam mieć wiele żołnierzyków. Takich zielonych na podstawce. I toczyć z nimi wojny. Dostawałam lale. Traciły one, z czasem, oczy. I włosy. Byłam dla nich jak zakład Złotej Jesieni. Wykańczałam idealnie.
Bez większych nakładów własnych.

Zabawa wciąż trwa. Spotykam ciebie ja. Tracisz serce człowieku. W plastik cię zamieniam. I oczy wyrywam. I włosy wypadają.

Wokół same łyse głowy zostają.

Kocie łby. Kostka brukowa generowana przez deszcz. Deszcz pada wciąż. Naciągam głeboko kaptur nieistnienia. Nieprzemakam. Nic do mnie nie dociera. Nic. 

Nic nie ma. Tylko deszcz generujący odbicia miast na kocich łbach.








niefrasobliwy wiersz, aż ręka opadła





mieszka tu
tułów 
który znów
łyknął nów
i nastała ciemność
epicka
kurwa
na pępku 
zasiadła ćma
nie ma powiesić 
się jak
co ze skały spadł
i ot znowu
wielka kurwa
i gdzie nie 
sięgnie wzrok
tam czy tu
i tak wielki chuj




:DDDDDDDDDDDDDD





;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;

toast do wódki




za błądzenie 
w cienie
palcami
liniami
trójkątów
ostrych
na zranienie
krwawienie
zrozumienie
zapomnienie
na wielkość
i małość
 suchość
i wilgotność
dróg
którymi będę iść
znów
tup
tup
tup







--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------




środa, 11 października 2017

gruszka

Stanął nad nią i zaczął przeżuwać gruszkę. Ginęła we własnych sokach z krzykiem w zatrzaskach.
"Hm, prawie jak kobiecy orgazm" - pomyślała, ale, pod wpływem dobiegającego dźwięku, uśmiech zaraz jej znikł z twarzy .
Mlask, mlask, mlask.
Mlask.
Spojrzała na niego:
- Jak wkurwia cię ktoś jedzący gruszkę to znaczy, że już go nie kochasz?
Zatkany dziub zmarszczył nochala.
Nastała cisza. Bez chlupotu.
- Dowalasz się, wiesz?
- Nie, mówię, że mnie to wkurwia.
- Jesień idzie, co? - zaśmiał się, po czym znowu włączył program konsumcji. Mlask, mlask, mlask.
Pomyślała, że fajnie by było mu tak z wazony przypierdolić, ale jej uwagę zwrociła kotka. Lizała się z takim etuzjazmem, że zaczęła się zastanawiać, kiedy sama siebie zje. Zaliże. Spojrzała na kotkę, a potem zaczęła siebie lizać. Po rękach. Nawet nie usłyszała jak ustało mlaskanie. Liz, liz, liz. Język drętwiał i swędział. " Co za dziwne uczucie mrowienia. ble"  - pomyślała. Nie byla przyzwyczajona do lizania. W szczególności zaś jakichkolwiek dup. A propos dup, miała zamówić Bukowskiego, by w końcu spojrzeć diabłu w oczy. Ale póki co spojrzała w oczy męża, a on patrzył na nią i patrzył:
- Wiesz, dziwna jesteś jakaś taka dzisiaj.
- A ty jesz wkurwiająco gruszki!
- Ale o co ci chodzi?
- O życie, zawsze o życie.
Wstała i wyszła. Z impetem. Do kuchni, bo dokąd mogła pójść. Kawa czy herbata? Nalała sobie wódki.
Energetyk zapomnienia. Rzeka niepamięci wlewana prawie dożylnienie. Jak mawiał Himilsbach- wódka wprowadza w krainę baśni...o i proszę, wlazł smok. Żarłacz gruszkowy.
- Znowu pijesz?
- Nie, wprowadzam się w hibernację.
Spojrzał na nią zdzwiony.
- By Cię czy się nie zabić - dokończyła zdanie.
A potem flaszkę.









niedziela, 8 października 2017

love







Na lekcji Młoda podniosła rękę:
- Proszę pani a co jest sensem życia?
- Miłość - odpowiedziała nauczycielka.
- Nie sądzę - odparła Młoda.
- A jak myślisz co jest sensem życia?
- Nie wiem, ale kiedyś się dowiem.


Kurtyna w dół.


Dziecko ogląda Świat Gumbolla :D

dzieciństwo

Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.
Pamiętam.Pamietam. Pamiętam. Pamiętam
Zapach ogórka świeżego. I pasztetu. Wiosenna kanapka do szkoły.
Sama zrobiłam czy ktoś mi zrobił?
Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.
Pamiętam.Pamietam. Pamiętam. Pamiętam
Ruski samolot przeleciał aż szyby zadrżały. Jeden, drui, trzeci...
Z bratem wieczorne rozmowy.
Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.
Pamiętam.Pamietam. Pamiętam. Pamiętam
Krzyk. potłuczone szkło krew. Przekleństwa.
Cisza.
Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.
Pamiętam.Pamietam. Pamiętam. Pamiętam
Znowu coś mi nie wysżło. Znowu coś spieprzyłam
- Ty cipo..
Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.
Pamiętam.Pamietam. Pamiętam. Pamiętam
Wywieżli nas i wyjechali. zostawili.
Modlitwa wieczorna, poranna. nakaz od górny.
Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.
Nie chcę nic pamiętać.
Nie chcę nic pamiętać
Nie chcę nic pamiętać
Tylko we mnie drży mała dziewczynka  i trzyma za rękę mówiąć:
- Pamiętam, nie wychodź do świata, nie wychodź. Odejdźmy razem....
Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam.
- Odejdżmystąd....