środa, 16 sierpnia 2017

nie, nie po -winnam













Jej świat został zamknięty w opuszkach palców. Delikatna skóra nieoczekiwanie stała się imadłem. Przestała oddychać. Skrzydła opadły. Już nie wzlecą się na żadną lampę ani firankę. Nie będą brzęczeć nad uchem o piątej nad ranem. Ciało muchy zostało wrzucone do klatki stając się przysmakiem dla chomika. Łańcuch życia pełen jest trybów śmierci. Kim jesteś? Mordercą czy pokarmem?

- Mamo, mamoooo!!!
- Tak?
- Kocham cię
- Ja ciebie też. Wiesz, ze zawsze będziesz mieć szczęście?
- Wiem, bo ty zawsze będziesz koło mnie.

Spojrząłam zdzwiona na córkę. No tak, dziecięca miłość bezwarunkowa. Tylko do kiedy? Chodżę wkurwiona na świat. Zła jak lwica zakmnięta w klatce i ryczę. To nic, że w klatce dbają o wszystko, a na sawannie można zginąc. To nic..Zagryzam kły na prętach. Z bezsilności własnej padam i spię i wstaję i klnę.

- Mamo, ty to potrafisz wymyślać hahahahha, zabawna jestes, a ja jestem zabawna po tobie......

Rozdzieram duszę na kawałki, by z siebie wydobyć wszelkie potrzeby. By tak siąść i nic nie chcieć i tylko patrzeć jak dzieci rosną, jak rośnie trawa pod nogami. Ale zwierz ma potrzebę wolności silniejszą niż cokolwiek , a instynkt większy od rozumu. Spokój nie jest dla mnie.

Uciekam motorem w zachody słońca. Ryk silnika zagłusza myśli. Wibracje wdzierają się w każdą komórkę i tylko to odczuwam. Jest mi tak dobrze w stanie mruczącej bezmyślności. Zasiadam gdzieś na obrzeżach pół i pijac kakao z termosu myślę.....nie, nie myślę. Czasami próbuję sobie przypomnieć jakikolwiek wiersz Różewicza.
Wracam po nocach.

- Wróciłaś, martwiłem się o ciebie....
- Słodki jesteś, wiesz....ale nie potrzebnie...
- A jestem ci w ogóle potrzebny....
- Nie wiem, kochanie, nie wiem.....

Wyszłam na balkon. Gwiazdy, by błyszczeć potrzebują ciemności. Światła miast nie sa dla nich. Przymierają, bledną, chowają się za chmurami. Zapatrzylam się w drzewa. Ich rozłożyste korony przypominały mi płaszczki. Manty mają rogi jak drzewa co zostały potargane przez wiatr, uczesane przez deszcz. Tylko gdzie ten zarys dzioba uśmiechniętego?

Gałęzie złowrogo zaszumiały jakby wyrażając dezaprobatę dla wiatru. Łobuz popsuł im wieczorne fryzuki, a przecież miały iść na bal dębowy do brzóz. Zafurgotały konarami oburzone rzucając w powietrze liśćmi. Furia drzew zabiła przechodnia. Konarem. Nieoczekiwanie. Padł blisko korzeni, ale nie zdążył ich przegryżć. Odrodzi sie w zemście jako przedzimek pędzik. Zeżre tonę liści i zamieni się w małego motylka. Natura nie lubi pustki. Zapycha się sama sobą. Sama sobie gryzie ogon. A potem wybucha wulkanem smrodząc siarką. Każdy ma jakieś wrzody, czyraki, ropne nacieki.

Spojrząłam w lustro. Kurz z archiwum zadomowił sie pod skórą. Przyspieszony proces starzenia. Zapaliłam papierosa.

- Nie powinnaś palić.
-  Nie powinnam wielu rzeczy.....


Usta zaciskąją się na ustniku, kły na prętach. Nie powinnam, nie powinnam.









































































































fot i tekst: Arte

wtorek, 8 sierpnia 2017

Iwaszkiewicz...

"







Dawno temu zrozumiał, że ostatecznie i tak zostanie sam. I coraz rzadziej podejmował ryzyko sprawdzania, czy mogło być inaczej. Żył wystarczająco długo, żeby zdążyć się rozczarować wieloma relacjami. (...)
W dzienniku najczęściej pisał o samotności i niezrozumieniu. Zbyt łatwo nabierał zaufania do ludzi i często go rozczarowywali. Grono najbliższych ograniczał do zaledwie kilku osób, którym mógł się wyżalić przy wódce lub z którymi szczerze rozmawiał w listach. (...) właśnie w listach najczęściej pozwalał sobie na szczerość i przyznawał się do słabości. (...) Tak już miał - w listach pozwalał sobie na więcej. Traktował korespondencję jako oczyszczenie. Nie owijał w bawełnę, analizował siebie i własne ograniczenia. Pisząc do najbliższych bywał stęskniony, pożądliwy, słaby i proszący. W życiu codziennym - odwrotnie. Nawet rodzina uważała, że był raczej chłodny i powściągliwy. Ci, którzy go pamiętają - ze spotkań, nie z listów i literatury - wspominają człowieka oschłego, rzadko interesującego się serdecznie kimkolwiek poza samym sobą. Zostały wspomnienia: 'Wolał godzinne spacery z psami, do nikogo się nie odzywał', 'Zamykał się w gabinecie i nie chciał rozmawiać'.
W tym samym czasie łaknął czułości i zrozumienia."
Anna Król "Rzeczy. Iwaszkiewicz intymnie"