sobota, 10 czerwca 2017

wojna



Przyjechałam ze zjazdu do domu. Mooniek otworzył drzwi :
- Głodna?
Spojrzałam na niego zdziwiona.
- Cześć, kochanie. Nie, chcę piwa.
- Żartujesz?
- Nie. Chcę zimnego piwa. Proszę.
Poszedł do kuchni, a ja przywitałam się z dzieciakami.
- Mamo, zagramy w wojnę?
- Jasne Młoda.
Zaczęłam tasować karty, a Mooniek przyniósł browara. W końcu tradycją radzieckiego żołnierza przed bitwą trzeba wypić.
Karty zostały rozdane. W trakcie gry okazało się, że mam niezłego farta- trzy jokery.
- No Młoda, przegraną masz.
 - A wcale nie, zobaczysz.
Wygrywałam cały czas. Doszło do ostatniej wojny. Młodej zabrakło karty do wyłożenia, by wygrać, albo przegrać ostanie swoje rozdanie.
- I co?- zapytała się córcia- co teraz?
- I bierzesz kartę ode mnie. Jak źle wybierzesz to przegrasz. Jak dobrze wygrasz bitwę i wojna będzie trwać
Młoda wybrała.
Wygrała bitwę.
- AAaaahahahahahaa - nie mogła przestać się śmiać.
- Mamo ty to jesteś, mając zwycięstwo w garści potrafisz przegrać! Zobaczysz, że przegrasz...
- Cichaj synu, przegranie jednej bitwy nie oznacza przegranej wojny. Synu, opamiętaj się!
- Mamo,ty zawsze przegrywasz, choćbyś miała na stół wystawione zwycięstwo.
Spojrzałam na niego i dostałam ataku Śmiechu. Coś w tym jest.
- Ale nigdy nie tracisz - dodał.
Zabił mnie ponownie. Błyskotliwy facet. Skąd on to wie?
Młoda przejęła trzy jokery. Wygrała.
- Młoda, jesteś boska. Gratuluje zwycięstwa......


fotka z netu


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz