wtorek, 20 czerwca 2017

power....:)



"(...) nie mógłbym ani mówić, 
ani milczeć, albo raczej mówiłbym nawet milcząc, 
bo teraz jestem tylko jednym jedynym słowem."
Franz Kafka 

'
(...) nie lubię, gdy się puszysz, jeżysz i robisz 'demona', 
kiedy się stawiasz i zgrywasz, i robisz tego twardego i mrocznego człowieka, 
a w gruncie rzeczy jesteś słaby i miękki, czuły i delikatny.
 A wrażliwy, niech Cię choroba weźmie. (...) 
Wszystkie Twoje pijaństwa i brutalności, 
wszystkie Twoje październiki, grudnie i stycznie -
 to wszystko tylko zagłuszanie tych delikatnych
 i smutnych głosów wewnętrznych, 
są w gruncie rzeczy Twoją istotą."
Jarosław Iwaszkiewicz 









wzruszył mnie ten mały ......:P :D
(toaleta z treningów:P)



Thanks za przybycie, bycie, gifty :)
zmiażdżone me serce zostało :)






Było hucznie i radośnie. Zebrana ekipa odśpiewała mi sto lat. Opiliśmy także moje studia podyplomowe, zdane oczywiście na pięć, i życie nabrało innego smaku. Smaku wódki. Przybyli wszyscy. Wszyscy zebrani na jednej płaszczyźnie i w tym samym wymiarze. Niemożliwe zaistniało w tym momencie. Ci, naj -nie zawiedli. Wzruszenie. Nie lubię tak, gdy w oku czai się łza.

 - Ostatni uczta - zakrzyknęłam. 
- Ty zginiesz na motorze, oj zginiesz.....
- Każdy gdzieś ginie....komuś cos umiera....wypijmy za życie!
 - Prędzej mnie wykończy... - jęknął mężunio.

 Mooniek zaczął ostro polewać. Z imprezy zrobił się scenariusz jak do trzeciej części Trainspottingu. Umarliśmy wszyscy. Zbiorowy zgon. Utopiliśmy się w morzu alkoholu, rozmów, żartów i disco polo, jak na prawdziwych Polaków przystało. Prawdziwych pijanych Polaków. 


dziękuję Moonkowi za za za ......Ty wiesz :)))




Rano wdarłszy się do kuchni, zbiorowo, na ukojenie kaca, dopadł nas kolejny totalny zgon.

kaktus wyrwany, słonik pobity, wszystkie flaszki puste, i posprzątane...dziękuję :DDD




Po południu próbowaliśmy odtworzyć historię wieczoru - nie dało się. Wszyscy byli ubawieni i bez pamięci. I nie przestajemy się śmiać. Taki pozytywny klimat. Czas wakacji. Wszystkim wszystko puszcza. 

Dwa dni wcześniej wsiadłam na motor i coby nie kręcić się po okolicy pojechałam sobie w Polskę. Na grę w badmintona. Można? Wszystko można. Jak się ma maszynę, wolność i kasę to się żyje.

- Gdzie jesteś?! - męża zatkało.
- A wpadłam na partyjkę....

- Arte???!!! - kumpelę też zatkało.

Ja to potrafię zatkać ludzi.

Wpadłam do kumpeli. Nieoczekiwanie. Ale najpierw nieoczekiwanie, nawet dla siebie samej, chciałam znieść jej bramę wjazdową sobą. Na spodniach pozostała farba z płotu. Genialna pamiątka przeżyć. Pierwsze tarcie. Tak z radości.
Teraz czas na asfalt....? 



Droga była piękna. Bez tirów. Maszyna wyciągała ponad 100. To już nie jest prędkość dla mnie. Ale za to można pooglądać widoki. Pasażer mijającego mnie samochodu pomachał mi łapką. Jak miło. Potem inny kierowca strzelił dość ciekawą minę. Wymowną, taką. Po niej zorientowałam się, ze coś jest nie tak. AAA! wyrzuciło mnie na jego pas. Szybka korekta, podniesienie dłoni w geście przepraszającym. Trwało to ułamki sekundy. Zakręty zakręcają człowiekiem. Można zdziwić się.

Na polach królujące maki wciąż zachwycały swoim widokiem. W krajobrazie nie brakowało też i wież kościelnych. I trzech rozjechanych jeży. I kotów dwóch Nie chciałam się zatrzymywać. Nawet na fotkę, ani siusiu. Mania prędkości i zmienności sytuacji gnała mnie do przodu. Silnik i wiatr objęły mnie swoją silą. Współgranie sił wciągnęło. Czułam się jednością wielkiej mocy. Nie wiarygodne uczucie, które wraca w nocy. Brum, bruuuum, bruuuuuuumm,,,

- Jak wpadłam do ciebie, to po co jutro masz jechać pociągiem? -zapytałam się szelmowsko kumpeli.
- W sumie.......

 -Mooniek, wracam jutro..
- A rób co chcesz, tylko wróć.

Sprytny plan wkradł się. Wróciłyśmy we dwie. Do tej pory nie wiem kto jest bardziej postrzelony,  ja biorąc pasażera czy jednak pasażer? 

- Jak to we dwie? - kumpel popatrzył na mnie zdziwiony - i gdzie pojechałaś?!
- No ale co?
- Przecież niedawno kupiłaś motor. Arte, czy ty się czegoś w ogóle boisz?
- Nie.
- Jak opowiadam kumplom to nie wierzą.....
- No, ale co? To po co byłby mi motor? Heloł? 

Jak tylko wyparowało ze mnie to wsiadłam na motor. Będę na nim gonić świat. Póki żyję. 
Mania, mania, mania. 
Zatraciłam się w szumie wiatru, który pod kaskiem opowiada mi swoje historie. W tych mijanych polach, niespodzianek na drogach. Pozdrowieniach od innych moto. Jestem wolna, jak nigdy dotąd. I niezależna.
Poza światem.
Poza ludźmi. 
Poza słowami. 
Nie czuję nic, tylko ten wiatr co huczy i smaga.
Jestem szczęśliwa. Jak nigdy dotąd.
Spełniona.
Potęga.
I jak wiatr.......wiatrem się staję.
















4 komentarze:

  1. o Jezu! Zbyt dawno mnie tu nie było! MOTOR! No zarąbiście! i co? Mamy już sens życia? MAMY TO? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mmamy :D ale już mnie nudzi, za wolny za słaby.....:P :D

      Usuń
  2. I kolejny raz nie wiem czy Ci zazdrościć, czy bać się (o) Ciebie...

    OdpowiedzUsuń