środa, 21 czerwca 2017

podróż

"Zawsze znajdzie się 
odpowiednia filozofia
 do braku odwagi."

Albert Camus







Kobiety z intuicją bywają niebezpieczne. Zanim człowiek coś powie, one już wiedzą. Ale jest to też wymiar pociągający. Gra na pograniczu ryzyka. Ile kobieta wie, a ile nie wie? 
A co z kobietami, które intuicji nie mają? Mają czary. I wódkę. 
Wódka to napój podróżników. Można nią przepłukać gardło, ręce, i rany. Na poranne "rany boskie" też się nadaje.
Pewnego zimowego wieczoru dwie kobiety postanowiły wyruszyć na weekend. Zostawić dom i pojechać. Można? Należy.
Wsiadły do pociągu. Przeciskając się przez grupę już uradowanych pasażerów, odnalazły swój przedział. Zasiadły wygodnie na swoich miejscach uprzednio rzuciwszy niedbale skromny bagaż na półki.
- Zofio, czy masz jajko, jak tradycja nakazuje?
- Bonifaco, nie mam, ale za to mam wódkę. 
- Zatem też będziemy zionąć.
 - Zatem przejdźmy się.
Poszły do toalety. Bonifaca rozsiadła się na klapie muszli,  a Zofia rozlała dobre wieści do kieliszków.
- Wzięłaś szkło?- zdumienie Bonifacy rozlało się na twarzy, aż kawałek pudru spadło na jej buta. Lewego.
- Przepraszam, jeśli uraziłam, czyżbyśmy miały pić z gwinta? To już biję kielonki na szczęście.
- Czekaj, nie lubię mieszać płynów.
- Ani to też nie jest wesele, by tłuc,
- Ale wesoło zaczyna mi się robić.
- To wypijmy jeszcze raz. Za, za, za......

Po trzeciej wędrówce, kiedy przyszło kobietom wstać po raz czwarty, Zofia nie wytrzymała.
- Nie, no kurwa, ile my mamy lat ?- szepnęła pytajnkiem Bonifacy do ucha, po czym rzekła na głos:
- Przepraszam państwa, ale czy możemy wypić wódkę w przedziale. Nie wypada nam tak w toalecie chlać, z racji bycia nie tylko kobietami, ale i wieku, ale, proszę się nie bać- my jesteśmy porządną patologią, taką nawet inteligentną.
Pasażerowie spojrzeli trochę dziwnie:
- Jasne.
- Proszę.
,- Nie ma sprawy.
Po czym trzech podróżnych wyciągnęło małe flaszki. Łyknęli.
- Będzie z kim wypić.
Łyknęli ponownie.
- To na zdrowie. Za podróż.
Przedział popłynął uraczony klimatem wódy oraz rozmów o wszystkim i niczym.
Tak rozpoczęła się podróż kobiet ku morzu. Najpierw było morze wódy,a potem pojawił się Bałtyk. 
Był luty. Zimno wykuło kry. Mewy latały. Piasek był twardy. Klimat zaś cudny. Słowa mieszały się z ciszą. Kawa paliła żołądek, by rozgrzać stopy zamoczone w morzu. Wino lało się na łodzi rybackiej, pozostawionej gdzieś na brzegu. Z zamrożonych muszelek powstawały obrazy. Kobiety wpatrzone w horyzont zastygły pomiędzy błękitem paryskim a błękitem królewskim.
- Nic tam nie ma.
- Nic nigdy nie ma.
- Życie to ułuda?
- Raczej łuna bijąca z piekła.

A potem morza już nie było. Ani może też. Może jeszcze będzie morze? Może. Nie morze. Nie może. Morze.

Pozostały puste butelki. W śmietniku.
I pustka. W życiu.
Jest tylko horyzont. Na początku ziemi. Na końcu nieba. Na końcu ziemi. Na początku nieba. Ale jest, jest tam, gdzie błękit miesza się z błękitem. Pośród fal. 






5 komentarzy: