poniedziałek, 26 czerwca 2017

nicią






Wpadam w czyjeś życie i wypadam. Przerywam nici. Przegryzam liny. Znikam. Nie chcę przywiązań. Niczego nie chcę. Chcę lecieć. Gdziekolwiek. Chłonąć. Zdążyć żyć przed śmiercią. Zafascynować ludzi światem. Zarazić nim ich i siebie. Na nowo wciąż wzniecać ogień zainteresowania, odkrywania, błądzenia, latania po chaszczach. kopania butelek napotkanych po drodze. Gwizdania wraz z ptactwem. I umierania ze śmiechu z powodu drobiazgów. Chcę zafascynować świat sobą. Tylko na moment. Na to wow, bo więcej nie udźwignę. Na więcej potrzebuję zjeść płatków z mlekiem, a tego nie dzierżę.
Tak zabłysnąć i zgasnąć. Dla innych.  Dla innych, z kolei, rozbłysnąć na nowo. Dla siebie też. Tak podjarać własny zad. A potem bez słowa trwać w zawieszeniu nie mówienia. Eksplozja ciszy rozpierdala mole pamięci. Ja, niczym stary płaszcz, już tylko wiszę i cuchnę nasączona banalnością.
Słowa są do dupy. Przywiązania są do dupy. Wszystko jest do dupy. Ten tekst jest też do dupy.
Pozostają tylko zdjęcia. Nie zawsze najlepszej jakości. I wspomnienia, które bolą i bawią. Jestem taka pełna sprzeczności. Nieukierunkowanej energii. Czarną dziurą. Wektorem wypadkowości. Wszystko jest we mnie. wszystko jest we mnie. Wszystko...a poza mną nic.
I nikt nie może mnie zatrzymać. Przyciągnąć i obezwładnić. Pogłaskać na zniewolenie,. I dobrze, bo nici tylko plączą, zaciskając się wokół serca, ciała, duszy, skarpetek, szyi. Nie są skakanką, lecz powrozem. Przywiązaniem zabierają oddech, duszą zaciągnięciem sznurów, a ja nie jestem krową w oborze, by stać z ryjem w korycie, Tak stać w miejscu. Nie będę tak stać. I trwać.
Fridę to zabiło. Takie trwanie. Wiara zabija.
Mnie zabije szybkość.
Flaki czarnego kota rozciągnięte na asfalcie staną się moim przeznaczeniem. Dmuchnięciem świecy życia.
Efektem bezdechu.





Umieranie
Jest sztuką tak jak wszystko.
Jestem w niej mistrzem.
j
Sylvia Plath




Stuknęły mi dwa krzesełka. Dwa trony. Życie królewskie. Królowie mieli życie do dupy. Pili, zastanawiając się. kto czai się na nich. Intrygi wplatały się w sploty mięśni czerwonego mięsa podawanego do stołu,
A czerwona nić to legenda. To nic. To kawał mięsa. Pierdolić klątwę. Zagryzam zęby na gnacie. Przegryzam ssąc szpik. Do szpiku kości dławię się samotnością. Duchową samotnością. Niezrozumieniem. Piję. I ten szpik. I alkohol.

I walczę. Walczę na treningach do bólu mięśni. Zatracenia. Niemocy. Rzeźbię ciało niedociągnięciami i niedomaganiami. Budzę się połamana. Wstrząśnięta siłą doznań. I wsiadam na motor przełamując sobą zachód słońca. Czerwona kula, wisiała na niebie. Czerwona rozpalona czerwień - serce piekła. Chmury, naznaczone jakby kroplami krwi, czaiły się udając ofiarę, ale tak naprawdę, w zakamarkach swych chowały armię demonów. Osaczona przeklętopiękno aurą pędziłam coraz to ciemniejszym asfaltem. Wbijałam się w nadchodzącą noc. Cienie zyskiwały nową moc. Ściągałam się z czasem. Zza maków i zbóż zło wyciągało swoje ręce.....
Dotarłam. Z jękiem. I tak cię dopadniemy.

Póki co dopadam ja. Ja dopadam czyjeś życie. Na moment, który jeszcze trwa. Który mi pozostał. Pijemy. Przy barze eksploracji ludzkich dusz i umysłu. Ciała z wypatroszonych serc leżą na zapleczu. Obok pustych beczek po piwie. Wnętrzności zostaną przemielone na karmą dla psów, które na deser zżerają zbliżające się anioły. Chrzęst łamanych ich  skrzydeł jest sonatą jaką mógł słyszeć Beethoven, w czasach głuchoty.

Bar zatracenia. To jest życie. Życie pełne nitek i lin na nie pogubienie się. Nożyczkami wszystko tnę. Gdzie są drzwi?! Gdzie są, kurwa,  drzwi?:! Wychodzę.

Świt.






2 komentarze:

  1. A czy po tych linach nie można się wspinać? A może one przytrzymują nas i chronią przed upadkiem.

    OdpowiedzUsuń