środa, 3 maja 2017

nieniowatość





M. Halber Najgorszy człowiek na świecie






Mogę powiedzieć NIE.
NIE
NIE
Nie
NiE
NIe
nIE
nIe
NIE!
Pięknie. Rozkoszuję się nieniością.
NIE
NIE
NIE
NIE
N I E !
Szkoda, że obudziłam się za późno. Ale obudziłam.
Asertywność. To zagubiony pantofelek.
Znalazłam go. Świetny but przeciw ranieniu.
Przestałam kuleć.
Czas na obronę siebie i własnych granic. Czas na niedostępność. Na normalność.
Zakładam zasieki.
Kaleczę się w palce.
Zagryzam na nich zęby.
Spijam krew.
Szlag trafił lakier.
Herbata też wystygła,
Chleb zczerstwiał.
Zaczęło padać.

Optymizm i wiara nie zawsze są dobre. Ale są. Trudno.
Lepiej zapamiętać, że jeśli sparzyło się  raz, to ten ogień parzący znowu wybuchnie.
Są takie miejsca, które trzeba omijać. Są tacy ludzie i takie sytuacje.
Do omijania.
Ale człowiek to człowiek, dobry, ufny, otwarty. Taki głupi w swej naiwności.
No trudno, jednak się chyba nie zmienię.
Nie warto zmieniać się przez jednego człowieka.
No chyba, że tłum krzyczy.
Adolfowi to krzyczał. Stalinowi tez.
Lepsza jest cisza.

Skóra. Ona w końcu traci na wrażliwości. Człowiek po raz kolejny przypalony, uśmiecha się, mówiąc:
- Znowu? - i gasi płomień. Bez paniki. Z dobrotliwością skrzata Konopnickiej.
Ubawiony.
- O lol, to było mega zajaranie.
Następnym razem sam podaje katu zapałki.
Z nadzieją, ze może kiedyś posłużą odpaleniu, ale już tylko papierosa.

Pewnego dnia obudziłam się w pewnym miejscu i poczułam wyobcowanie.
Nie grałam wg narzuconych zasad i norm. Niedopasowanie. Uwierałam.
Uwierałam przez bycie sobą.
Nieoszlifowany kamień.
Trudno.
Nie jestem plasteliną, która będzie przybierać kształt w czyiś rękach.
Nie będę czekać, aż ktoś mi rzuci łakomy kąsek w nagrodę za co? Uśmiech za niebycie.
Przyjaźń, kumpelstwo, relacja, cokolwiek dwustronnego, ludzkiego to wspólna budowla.
To akceptacja. Zaufanie.
Każda strona ma prawo do swoich uczuć.
Nie drążę.
Nie to nie.
Idę dalej.
Trzeba cenić siebie.
Każdy ma do tego prawo.
Do oceny, do swojej opinii, swoich uczuć, swoich emocji, swoich myśli.
KAŻDY.

Nakładka.Nałożenie się wspólnych pól.
Wspólna płaszczyzna staje się placem zabaw.
Życie to gra.
Która?
Wybór należy do graczy.

Plączą mi się nogi w gumie. Odpadam z gier na poziomie przedszkolnym. Choć umiem liczyć powyżej 10-ciu.

Gram w Gęsi. Tam czeka kosa. Zawsze na nią wpadam.

Dzwonię do Moonka.


Nie. Nie, Nie.
Nie, wcale nie w porządku.
Znowu gówno.
Klnę.
"Kurwa, człowieku, kurwa!"
Tak klnę.
Niemoc miesza się z "a pierdoleniem"
"A pierdolę to, kurwa"
Nie, lepiej mówić: nie!.
Kultura, człowieku, kultura.
Kurwa.
Nie.
Słowa.

To nie frustracja. to nie agresja. to też nie rozpacz.
To tylko niezgoda. W mocnym tonie.
Apel przebudzenia.
Nie dla mnie.

Moja droga jest moja.

Czytam naznaczenie, ...że tylko zostało samobójstwo.........opadam.
Gra czy stan?
Dramaty milczących dusz. Zamkniętych serc.
Walający się w żyłach Witkacy.
Nasączenie.
Borszewicza tłukące się słowa:

Miałem ochotę przestać istnieć. Nie, nie popełnić samobójstwo, nie umrzeć ale przestać istnieć. Zamienić się w nic.

A moje uczucia?

Nic.
NIC.
Nic.


Uciekam. Pukam do drzwi. Twardowski, ksiądz, krzyczy:
-  Pamiętaj są okna

Bóg zamykając drzwi otwiera okna.



Do oddychania czy skakania? - pytam się.


Gry dorosłych. Gubię się. Opadam w poduszkę.
Tulę mocno.
Na oddechu zagubienie.

Przecież przestałam boksować się ze światem.
Dotarłam do źródeł.
Przejadłam siebie.

Każdy chce uważności. Znaczenia. Ważności.
Każdy chce zaufania, życia, wolności.
Czułości.
Dotyku.
Dotyku, który wypływa z serca, a nie gamy nagród.

Tam gdzie jest nagroda, tam i jest kara.

- Nie będę z Tobą spać
- Nie zrobię ci  śniadania...
- Nie przypomnę...
- Nie pomogę...
- Nie....

Dzisiaj nie będę cię kochać.
Dzisiaj cię nie przytulę.
Dzisiaj nie odezwę się
Dzisiaj zapominam o tobie.
Dzisiaj jest jak jest.
Czekaj w kącie. W milczeniu.
Może sobie przypomnę.
I obdarzę cię jednym słowem
Ale ty się nie ciesz.

Życie to taka gra. Ile ludzi pisze wciąż na kolanie zasady?

Dawać, nie brać. Brać, nie dawać.
To nie równowaga.
Zasada złotego środka poszukiwana.
Tnę nożyczkami witruwiańskiego człowieka. Członkuję. Z matematyczną dokładnością.


zamykam drzwi 
zamykam szafę 
zamykam lodówkę
zamykam oczy
zamykam się
zamykam klapę
zamykam książkę
zamykam
mykam
ykam
czkam

otwierają się 
zaciśnięte pięści
łapiąc za

za wysoko nie było
za nisko też nie

za za za
zamykam się
mykam
nie ma mnie
nie
nie 
nie



.................................................  fin                   ...........................................................................................





chapter 2




Spotkałam kumpelę z lat szkolnych. Przyszła się zarejestrować.
- Miałam wyjść za mąż, wyjechać za granicę, ale przejrzałam na oczy.
- Ale co dojrzałaś? - zapytałam się klepiąc dane w komputerze.
- Wiesz, zaczął mi narzucać swoje zasady. Kontrolował. Mówił, że na imprezy będzie mnie odwoził i przywoził. Dotarło do mnie, że to nie troska, ale brak zaufania. Mam dom, córki, wiesz, że studiują?mam wszystko i nagle mam być jego niewolnicą? Mam siedzieć w domu, i gotować i czekać na niego a on będzie całym moim światem. Nie zapytał się jak ja widzę nas związek. Mówił tylko o swoich potrzebach i zasadach.
- Wow, niektórzy mówią, że to piękna miłość - zażartowałam.
- Miłość? Złota klatka, przestań...i uciekłam, nie chce już tak, już się raz rozwiodłam..

Kontrola. Zauważyła. Uciekła. Nie tłumaczyła sobie : "on mnie tak kocha, ze chce być moim całym światem". Ona wie, ze świat trzeba widzieć cały. Otwarte oczy nie przeszkadzają miłości. Dlaczego zatem niektórzy z partnerów chcą uczynić ślepców?

Hm....Kocham cie,więc wydłubię ci oczy, zwiążę ręce, zwiąże nogi.

Arabski świat w wydaniu zazdrośnika europejskiego.

- Mooniek  nie przeszkadza Ci to, ze tak wciąż czegoś chcę? Czy Cię hamuję? Zabraniam?
- Weź oddychaj. jest dobrze. W dupie to mam.
Zasada wolności zachowana dla dwóch stron. Zasada spełniania się zachowana dla dwóch stron.
- Wiesz cenię naszą bliskość - spojrzałam na niego zdziwiona. Wow. To mi rzekł po latach.
- Ja też. Dziękuję - ten gest wyciągniętych dłoni i przytulenia jest bardziej znaczący od słów. Wiem, że jesteś. Wiem...
Całuję go w łysą główkę. Dziękuję za istnienie.
Dobrze jest dziękować.
Doceniać.
Troszczyć się.
- Tylko nie oparz się, jak będziesz niósł mi kawę ...
Żartobliwie, tak.

"Był sobie pies" film, który mnie oczarował. Prosty przekaz. Piękna puenta. Proste życie. Proste przesłanie. Kochaj, baw się, żyj i nie pamiętaj tego co było. Nie warto. Liczy się dzisiaj.
Obejrzeliśmy go razem. Wciąż się śmieje, gdy płaczę.
- No chodź, głuptasie ...

Na zajęciach wykładowca przedstawiał nam tematykę coachingu.
-  Coaching nie doradza, on stawia pytania, ale musi wiedzieć jakie. Coaching to praca nad przyszłością, ale bywa tak, że najpierw klienta wysyła się na terapię, by przepracował przeszłość. Bo nie można budować przyszłości, gdy przeszłość zgrzyta.

Bo tak trudno jest powiedzieć: Jestem dorosła/ dorosły. Teraz życie jest w moich rękach. Rządzę ja. Bez oglądania się. Co chcę? Dokąd zmierzam? Pracuję nad każdym dniem. Jeśli ten dzień będzie dobry to przyszłość też będzie dobra.
Trudno jest sobie wybaczyć. Trudno jest innym wybaczyć.Trudno jest zrozumieć drugiego człowieka.Trudno jest zrozumieć siebie. Myśli, emocje, dotrzeć do źródła.
Głupio jest karać innych  przez przeszłość.
Oczyszczenie.
Nie rzucaj kamieniami, tylko ułóż obraz.

Żądamy dla siebie zapominając tym samym, że druga strona też ma żądania.

Przy dograniu nie ma iskier. Przy zrozumieniu i wzajemnej empatii nie ma tarć.

Nakładka.

Lubię to akceptuję.

Akceptuję swoje porażki.Słabości. Przepraszam. Dziękuję.

Czuję gniew to ostrzegam. Uciekam.

PSM - nie gonić.

Hm..dobry napis na motor.


Bawi mnie odmienność. Poznawanie. Rozmowa.

Naładuję się słowami, ideami, pasjami i uciekam w swą samotność. Trawię. Długo i powoli.
Przeżuwacz idei.

Na zajęciach wykładowca opowiadał o pewnych typach ludzi.

Są wśród nas prokurtorzy. To ten typ osób co mówią:
- Twoja wina........
Cokolwiek nie powiesz i jakbyś się nie bronił to i tak będzie:
- To twoja wina, bo...
- To twoja wina...
- Twoja wina .......


Są ludzie męczennicy. Zawsze biedni. Nie mogący żyć bez wsparcia. Bądź.
Bądź, bo umrę,

- Nie wyjeżdżaj, zostań, bez ciebie nie dam rady - moja matka. A mogłam...mogłam wiele, ale ...przecież tak było dla mnie bezpieczniej. Nie rzucać się na głęboką wodę, tylko trwać na znanym terenie. Mogłam powiedzieć:
- Nie, nie,  to nie był mój strach, tylko matka moja. To przez nią tak.
Tak łatwiej.
Tak łatwiej jest gdy siebie cżłowiek okłamuje.
Jak prokurator chowałam się:
- To twoja wina.....

Do czasu. Zderzenie żyć. Wybory są moje.
Jestem dorosła.
Bałam się.
Tak trudno jest się przyznać do strachu.
Do uniewinnienia matki.
Przejęcia odpowiedzialności.

Nie wolno się bać.

-Ty???? taka odważna...

A sarkazm skąd się wziął? Linia obrony.

Te zajęcia otworzyły mi oczy. Halber poskładała myśli.

Nie chcę się tłumaczyć oskarżycielom.
Nie chcę dać się wciągać w pułapkę szantaży emocjonalnych.
Nie chce gier.
Chcę uczciwości.
Prawdy, która boli.
Mam dość mdłości od słodkich kłamstw.

Takie to proste, by mówić to co się czuje.
Takie to proste mówić czego się oczekuje.
Takie to proste mówić, czego się chce.
Takie to trudne, gdy słowa, te najprostsze stają gdzieś w gardle. Wnikają w tkanki. Plączą się w swoich ogonkach.Dławią.

A czego ty chcesz Arte?

 Czego?


Chcę moje dzieci nauczyć radości i odwagi życia, odpowiedzialności i tego, że można się bać. ale to nic strasznego. Chcę nauczyć ich bronienia swojego zdania oraz granic.

Chcę radości.
Z każdego dnia.
Zadziwienia ślimakiem. Łamanym promieniem słońca, który gubi się w gałęziach. Kawy w przemiłym towarzystwie. Zimnej wódki w dobrym towarzystwie. Podróży w nieznane.
Potu na czole i kurzu we włosach.
Dłoni, które...

- Mooniek, no weź...






;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;fin




Chapter 3



Bawię się w życiu życiem. Każdym dniem. Nie pozostało nic innego. Trzeb cieszyć się tym co jest. Doceniać.
Zanim śmierć powie:
- Sorki, zmiana wagonu.
 - A kawę i Nesweeka mi kupiła?

Wtuliłam się w Moonka:
- Wiesz, jesteś niezwykłym facetem. Miałam szczęście....
- Masz temperaturę...
- Ygh.

- Synu odbierz mój telefon - krzyknęłam
- Siemanko, tu Arte - usłyszałam jak głos syna zamienił się w gruby ton.
- ....
- Wyciska ....
- .........
- Nie, nie sztangi, tylko w toalecie.........

Co?!
Hahahahahaa
Ryknęłam śmiechem. Mistrz żartu. Mój syn. Na szczęście rozmawiał ze swoim ojcem.

Booster. Karuzela na 40 metrów.







Lecisz w górę. spadasz twarzą w kierunku ziemi. na górze obraca się fotel. Po prostu mizaga i moc przeżyć.

- Mooniek, chcę....
- Ty to zawsze musisz takie rzeczy zaliczyć. Weź..krzywdę sobie kiedyś zrobisz.....
- Oj tam, kochanie, ja nigdy....obiecuję, że żyć będę do 50-tki.




Poleciałam. Mega wrażenia.. Niesamowite jest to uczucie  utraty grawitacji. Przełamałam strach. Cieszyłam się widokiem panoramy miasta, Lotem. Rany, jest to tak niesamowite..


- Mamo, ja też chcę.
- Synu, to jest od 1,40 wzrostu.
- Mam.
- Aaaa to za rok, teraz nie, bałabym się o ciebie.
- Ale ja jestem tak samo odważny i szalony jak ty,
- Szlag, będę umierać przez ciebie,

Przeciążenie systemu
Wątroba zmieszała mi się z mózgiem. Ale i tak jeszcze polecę.
Dla równowagi.
"Lecę, bo chcę..."



Poszliśmy na fryty i proszę: Polska bawi się. Taki widok. Flaga, Święto. Ważność.



- Młoda, podejść i dziabnij któregoś z nich widelczykiem w tyłek....
- Hahahaha, no mamo, nie żartuj....
- No weź.... idź....zwalimy na tatę, a tato sobie poradzi......
- Hahahaha
- Dobra to idź i opowiedz im dowcip o hrabim i plastelinie.....
- Mamo! Nie żartuj!
- Dlaczego?

- Nie rób mi siary ......
Spojrzałam na Moonka.
 - Dlaczego? Mówi mi, kochanie, Waldemar. Waldi, kocham twój tyłek.









Kiedy mówisz

Nie płacz w liście
nie pisz, że los ciebie kopnął
nie ma na Ziemi sytuacji bez wyjścia
kiedy Bóg drzwi zamyka...to otwiera okno
odetchnij popatrz
spadają z obłoków
małe wielkie nieszczęścia potrzebne do szczęścia
a od zwykłych rzeczy naucz się spokoju
i zapomnij że jesteś gdy mówisz że kochasz.

ks Jan Twardowski





Zamykam drzwi, zamykam okna, puszczam bąka.
A co!
Gra rozpoczęła się. Bez zasad.
Wszystko można.


:P :D












2 komentarze:

  1. Na to czekałam.
    Tak po prostu.
    K.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jesteś Arte debeściara....
    Zgadzam się z każdym Twoim słowem na nie, na asertywność, na skakanie z okien i puszczanie bąków, przez😶 okno
    Zolza73.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń