środa, 31 sierpnia 2016

moja wojna







Nie wiem, jak Wy, ale ja uwielbiam jesień. Za grzane wino, gorącą 
czekoladę, pachnący cynamonem dom. Za ciepłe koce i zaparowane okna. Za 
mgłę, która wita mnie rano. Za świeczki, rozpalane nocą.

Johann Wolfgang von Goethe - Cierpienia młodego Werteraj






- Dawaj, dawaj! - darła się bez opamiętania.Podała jej saletrę patrząc zza gruzowiska czy już idą skurwysyny. Czarna fala z maczetami zalała kraj. Rąbali co się dało. Dobijali.
- Lont,!!! gdzie jest?!!!
- Tutaj. Masz. Spokojnie. Nie ma ścierwa.
 - Spokojnie, też powiedziałaś, jakie spokojnie...kurwa, Arte...
Schowała się. Oparta o gruzowisko patrzyła jak kumpela majstruje przy butelkach. Zapaliła papierosa.
- Chcesz bacha?
W tle rozgrzmiał warkoty samolotów. Cholera, zaczyna się.
- Kurwa, nie daję rady, nie.....
Nieeeee!!!!!!, no jak nie wstanę to zleję się. Wyrwałam do toalety. Szlag, co to była za sen. Wojna? Czarni zalewają kraj trupami. Polscy Kaczyńskiego patrioci, którzy wybijają Polaków drugiego sortu czy psychole muzułmańscy? Nie ważne, Fanatyzm to fanatyzm,a debili, niestety, nie brakuje.Humanitaryzm XXI wieku.
Na szczęście to tylko sen. Poczłapałam do łazienki, poczłapałam do kuchni. Wzięłam łyka wczorajszej kawy. Zerknęłam na zegar. Dopiero czwarta nad ranem, uffff, jeszcze dwie godzinny snu. Ucieszyłam się jakbym wygrała w totolotka. Zamknęłam oczy. Oparta o gruzy wypalałam z kumpelą ostatniego papierosa....Nie zdążyłyśmy uciec.
Dźwięk wlał się przez ucho do środka i rozerwał na strzępy niechcenia. Ręka sama powędrowała, by wyłączyć cholerstwo. Ostatni gest. Zasnęłam.
.
 - Pi pi pi pi.. -znowu odezwał się budzik.
Co za dziad. Nie mogę. Nie chcę. Mam dość. Dlaczego trzeba rano wstawać?. Dokąd człowiek tak się śpieszy. Nie może pracować od 10.00 do 15.00? Gdzie ten poranny seks? Nic tak nie irytuje jak życie.

Poczłapałam do kuchni. Młoda za mną.
- Cześć mamo, kocham cię!
- Ja ciebie też. Dlaczego nie śpisz?
- Nie wiem. idę po chomika, dobrze?
- A idź.. Tylko powiedz czy chcesz ryż na mleku.
-TAK!!!

Zaparzyłam świeżej kawy i zawisłam nad gotującym się mlekiem. I jaki masz plan Arte na życie swe?
Poziom energii wyzerowany. Nadchodzi jesień. Bomba wybuchła. W duszy.

Posypałam kawę cynamonem. Uśmiechnęłam się na wspomnienie ostatnio czytanej książki. Tak, to będzie niezły hicior tej jesieni. Zresztą z Ania założyłam się, że tak będzie. Lubię wygrywać i jak stawia mi pączki.

A mój pączek wlazł do kuchni.
- Zaparzyłaś mi kawy?
- Może jakieś cześć?
- I co jeszcze?
- Nic.

Rozegrała się scena w mojej głowie. Wpada mąż do kuchni, obejmując rękoma całuje w kark mrucząc: - Cześć kochanie....

Zbrechtałam na głos. Ja to jestem głupia. Chyba mam hormonalne wzwody.
- Co tak lejesz? - spytał patrząc trochę podejrzliwie.
- Nic. Pierdoli mi się w głowie jak i na duszy.
- Nic nowego.
- To po co pytasz skoro wszystko jest po staremu?

Mleko o mało co nie uciekło, o mały włos spóźniłabym się do pracy. Za to dużo, za dużo  powiedziała koleżanka zza biurka:
- Wyglądasz jak trzeci miesiąc ciąży..
- Nawet nie wkurwiaj mnie - mówiąc to wciągnęłam brzuch - zaczynam trening za dwa tygodnie.
- Za dwa? Dlaczego za dwa?
- Bo teraz mam na wszystko wywalone. Wiesz, zeruję wszystko.
- Życie od nowa?
-  Nie, od jesieni hahahaha

A ona skrada się powoli przywłaszczając panowanie na ziemi. Ukrywa się w atomach powietrza i osadza się porannym chłodnym oddechem na skórze. Czai się w promieniach zachodzącego słońca. Nadchodzi czas zbierania kasztanów,  wojen na liści.jak i wypadów w góry, bo w tych kolorach jest im przepięknie. Czas herbaty i wina. Dobry czas na długie rozmowy.











2 komentarze:

  1. Ech... Jesień w piękne barwy ubiera nie tylko góry, ale pojechałabym sprawdzić. :)
    A zakład stoi. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyjedz to wyskoczymy :D
      A zakład niech stoi, stoi - poświęcę się i wygraną zjem :D :P

      Usuń