niedziela, 17 lipca 2016

przed pobudką poniedziałkową.....

Ogarnęła mnie niechęć, przeogromna niechęć, która zalała wszystko, niczym ulewa w Gdyni.
Wszystko zatonęło w niechęci. Jak lody polane przez babcię sokiem malinowym. Ale tego, w przeciwieństwie do deseru, nie wciągnie się. Bo niechęć. Niechęć, by jutro rano wstać, ubrać się w garsonkę letnią i iść do pracy. Wstać i iść w papiery. Uśmiechać się. To nie jest praca dla mnie. Nie ze względu na uśmiech, ale ze względu na biurokrację.

Wszystkie lasy poległy dla biurokracji. Bo ludzie piszą. Bo wszystko mus być na papierze. Przewracając dokumentację mam wizję duszącej się ludzkości, a urzędnik ostatnim gestem i tak przybije pieczątkę. Wszystko musi być na papierze. Nawet zgoń świata. I nie można w złości krzyknąć życzenie:  "Aby ludzi posrało", bo do tego też potrzebują papieru.

Szurając gołymi stopami po piachu, pomyślałam, ze to jest kwintesencja szczęścia. Czuć sobą otaczającą przyrodę. Chłonąc wszystkimi zmysłami otaczający świat. Oto stopy zapadające się w piasku, które zaraz obmyje fala. Zabawne. Przesypujące się ziarenka piachu, które tańczą  niesione wiatrem. Cisza świata ludzkiego. Słychać tylko szum morza, który zagłusza pieśni syren, czy też plotkuje z wiatrem. Bryza jest niczym pot kochanków zatracających się w nieustannym pożądaniu.

Uciekałam wczesnym porankiem nad morzem. Spacery w asyście budzącego się słońca malowały cudowne wizje we mnie. Chłonęłam kolory i kształty rozrabiającej wody jak i igraszki mew, które oprócz mnie zostawiały ślady na piasku. Ciało rozkoszowało się zimnymi pieszczotami fal i wiatru.
Namalujcie mnie na nowo, namalujcie ...
Miałam wrażenie zespolenia przyrodą. I to jest właśnie magiczny portal do innego świata.

Udawałam, patrząc na statki, które były w oddali, że są zrobione z papieru. Oto statki zapomniane przez dzieci, które pobiegły do domu, by posłuchać opowieści dziadka. Teraz ludzie nic sobie nie opowiadają. Czytamy. Czasami czytamy im bajki. Historie z papieru.

Na jak kiego czorta człowiekowi cywilizacja? Myśląc przestajemy czuć. Przestajemy widzieć. Pomyślałam o plemionach żyjących sobie gdzieś na wyspach. Zadowoleni egzystują sobie mając wszystko gdzieś. Grunt, że ryb nie brakuje. I mogą cieszyć się sobą. Tak po prostu. Bo oto człowiek jest koło człowieka. Bez frustracji i stresu gonitwy za coraz większą ilością przedmiotów. Czas na dotyk, rozmowę, wspólne zapatrzenie się w otaczający świat, który pełen jest cudów.

Znowu dopadła mnie myśl ucieczki. Jeden gażdzet - aparat, drugi gażdzet - pióro i papier załadowane w trzeci gadżet - plecak. I iść przed siebie licząc na pomoc ze strony innych ludzi. Proszę o kromkę, proszę o kawałek stodoły. Nie chcę myśleć, jak krótka byłaby to podróż. Skończona zapewne na dworcu. Życie bez tożsamości. Tak zabunkrowały się sprzeciwy wobec świata. W końcu zatopione w alkoholu, by jednak nie czuć, nie widzieć.

A ja już czuję zapach papieru. Uwierającą woń biurokracji. Pół dnia przewracania papierów, by świat mógł istnieć. Tylko, że życie jednostki zastyga. A rośnie tylko dupa, od siedzenia.










4 komentarze:

  1. Arte, to ja Ci powiem, że urośnie Ci to Twoje dupsko jeszcze bardziej! Pączki będą!!! Będą jak cholera!!! Dzisiaj z serca spadł mi tonowy kamień. I nawet mogę zawołać, że kocham tę pieprzoną cywilizację! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Huuuuuuraaaaaaaaa!!!!! Nawet nie wiesz hak sie ciesze:-)
    A moeilam Ci :-) ;-P

    Mam nadxieje, ze we wrzesniu spotkamy sie :-)))))

    Buzjak Aniu!:-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pieprzone papiery! A komputery mialy wszystko usprawnic i sprawic, ze bedzie mniej papierow. A chuj!
    Zycze Ci, zebys tam przerwala jak nadluzej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po prostu szok. jest ich coraz więcej. I te papiery wprowadza się w systemy :D biurokracja siedzi między pikselami :P :D dublowanie :D

      Usuń